Paź 172019
 

Brak sukcesu oczywistego i jednoznacznego jest najczęstszą przyczyną degeneracji, ta zaś zaczyna się od zwątpienia i poszukiwania winnych. Zacznijmy od winnych. W przypadku braku oczywistego sukcesu winę zawsze należy przerzucić na przeciwnika. W żadnym wypadku nie należy szukać winnych we własnych szeregach, a jeśli przeciwnik takowych wskazuje, należy ich bronić. To jest ważne, ale nie wszyscy rozumieją dlaczego. Tak naprawdę poprzez wskazanie tych winnych, przeciwnik chce doprowadzić do rozłamu w organizacji, wywołując w liderach niższego szczebla jakieś rozgoryczenia, resentymenty i temu podobne histerie. Skąd się bierze zwątpienie? Z przesadnej wiary we własne siły, która przez dłuższy czas nie podlega żadnej weryfikacji. Kiedy wreszcie taka weryfikacja przyjdzie i okaże się, że naprawdę duże wysiłki i znaczące sukcesy, a także wielka ilość kokieterii, nie spowodowały sukcesu jednoznacznego, rodzi się zwątpienie. Ono jest podsycane poprzez sukcesy przeciwników, którzy nie cholery nie robili, kłamali jak dawniej, oszukiwali, albo bili wyborczą pianę, a i tak coś tam uzyskali. Kiedy rodzi się zwątpienie i wszyscy nerwowo rozglądają się za winnymi, pojawia się myśl, która wydaje się zbawcza, a w rzeczywistości jest pułapką – trzeba zmienić sposób komunikacji. Na jaki? Jedni powiedzą – na bardziej wyrazisty, a inni odwrotnie – na łagodniejszy i bardziej współczujący wobec najuboższych i najsłabszych. Ponieważ w polityce wszystko szyte jest grubo, zmiana sposobu komunikacji w czasie pogadanek i narad przybiera formę pojedynku na przykłady – jedni chcą być tacy jak Korwin (albo jak ktoś równie osobliwy), a inni jak Elżbieta Jakubiak. Dyskusje kryzysowe – o ile nie dotyczą podziału pieniędzy, przekupstwa polityków partii przeciwnej i przeciągania ich na swoją stronę, grzęzną w czymś takim. To znaczy w bezowocnych próbach określenia przyczyn niejednoznacznego sukcesu poprzez przerzucanie się przykładami z naszego własnego podwórka politycznego. Sekundują temu dziennikarze i tak zwani eksperci. Banda durniów, którym się wydaje, że powołując się na jakieś cytaty, dane i wskaźniki uzyskają wiedzę niezbędną do tego, by sukces pełny osiągnąć. W rzeczywistości chodzi im o coś innego – o załapanie się na posadę dyrygenta nastrojów medialnych, choć na pół miesiąca, choć na część sezonu. Jałowość tych prób widzimy od lat i nikt nie rozumie, że to one są właśnie przyczyną tego iż partie, nazwijmy je tutaj oględnie propolskimi, nie potrafią wyjść poza pewien pułap.

Proszę Państwa, jeśli nie zmieni się sposób komunikacji, opisywania polityki, jeśli nie zostaną wyszydzeni publicznie ludzie tacy jak Kosiniak bredzący o jakimś zrównoważonym centrum, to nigdy żadna propolska partia nie uzyska konstytucyjnej większości.

Skąd się ten bełkot bierze? Z przekonania rodzimych polityków, że mogą i powinni naśladować politykę tak zwanych dojrzałych demokracji. Tymczasem oni nie mają pojęcia co się dzieje naprawdę w dojrzałych demokracjach, a gdyby takie pojęcie mieli, nie mają języka by zjawiska te opisać, odnieść się do nich, nie mówiąc już o poddaniu ich jakiejś analizie. Chodzi im tylko o to, by w kółko bełkotać – prawica, lewica, centrum, zrównoważony rozwój, podatki….

Przypomnę tylko na moment historię Sejmu Wielkiego, gdzie przez cztery lata nie potrafiono uzyskać sensownej zmiany w stosunkach skarbowych i wojskowych. I wszyscy myśleli, że to przez głupotę i samowolę szlachty. Nikt nie poddał analizie metod, jakimi dwory obce doprowadzały do obstrukcji sejmu. Bredzono o jurgieltnikach, ale ich normalnie, w ławach sejmowych tolerowano. Dziś mamy w ławach sejmowych jawnych błaznów, struganych na wzór tych XVI wiecznych, o których pisze betacool i wszyscy udają, że tak ma być i nie ma w tym nic dziwnego. Politycy, w tym politycy PiS są przede wszystkim zajęci tym, by dobrze i stosownie wypaść w mediach, tylko to ich interesuje, albowiem nie mają żadnego wytrycha, który by wrogie im narracje medialne unieważnił. A taki wytrych z pewnością istnieje. Jeśli działa jakaś metoda, to można wynaleźć przeciwko niej inną metodę i to wynika wprost z zasad mechaniki. Jeśli widzimy efekty działania jakiejś maszyny, to zawsze możemy je unieważnić inną maszyną. Polityka zaś bardzo często bywa nazywana machiną. Konsekwencji i wniosków z tego nikt póki co nie wyciąga.

Zajmijmy się teraz komunikacją. Uważam, że jeśli idzie o komunikację z wyborcami PiS doszedł do ściany. Nie ma tam już nikogo, kto wymyśliłby i wdrożył w życie jakieś nowe, świeże narracje, które wykradłyby w dłuższej perspektywie część wyborców opozycji i pozyskały tych, którzy do wyborów nie poszli. Takie narzędzia ma dziś opozycja, ale są one niesłychanie prymitywne. Opierają się na nienawiści do Kaczyńskiego i na bełkocie o kryzysie, który ma przyjść w związku z rozdawnictwem. Przy czym cała opozycja zarzeka się, że jak zwycięży owego rozdawnictwa wcale nie zaniecha. To jest jedyne narzędzie komunikacyjne jakim opozycja dysponuje. Plus rzecz jasna te wszystkie krety, które siedzą w strukturach PiS i czekają na swoją kolej. Pojedynek na sabotaże jest najgłupszym pomysłem jaki można mieć w dłuższej perspektywie, ale chyba nic więcej do następnych wyborów PiS nie wymyśli. No może jeszcze zintensyfikowana zostanie kokieteria wobec wyborców lewicy i to wszystko. Niczego więcej się nie spodziewam. Nadzieje na sukces zaś pokładane będą w rozpadzie KO i usunięciu Schetyny. To są nadzieje złudne, bo wystarczy, że Niemiec podsypie trochę grosza i wszystko się utrzyma na swoich miejscach. Taka bowiem jest natura jurgieltu. On jest trwały i ma tę właściwość, że działając poza prawem, nie podlega sankcji. Piętnowanie go zaś w mediach i dokonywanie porównań z przeszłością nie prowadzi do niczego. Ćwiczono to już wielokrotnie.

Najważniejszy problem z komunikacją to kwestie pośrednictwa. To znaczy zanim jakaś narracja zostanie wdrożona musi być zaakceptowana przez szereg osób. Te zaś, nie dość, że ni cholery nie rozumieją z tego co się do nich mówi, to jeszcze głęboko nie wierzą w to co im się próbuje wyjaśnić. A jakby tego było mało, oczekują rozwiązań prostych, bo ponoć tylko takie mogą poruszyć masy. Otóż spieszę donieść, że masy już zostały poruszone. Niestety nie poruszyły się w tym kierunku, w którym PiS by pragnął. Teraz każde poruszenie mas będzie dla PiS niekorzystne. Jeśli więc ludzie decydujący w PiS o komunikacji mówią, że potrzebne są proste, wyraziste sposoby wyrażania programu, które dotrą do mas, to należy zamknąć takiego w piwnicy razem z panem Fritzlem. To samo jest z wyrazistymi postaciami. Ja już, pardon, rzygam tą wyrazistością i tą jakością medialną. Odwracam głowę od telewizora, kiedy widzę kolejnego bałwana przebranego w dziwne łachy, który pieprzy trzy po trzy, bo coś tam akurat mu ciekawego podsunięto na kartce i ta treść ma zwrócić nań uwagę wszystkich.

Co prócz programu socjalnego i mierzei PiS ma do zaproponowania swoim wyborcom w następnych latach? Jak widzimy tak zwane konkrety, czyli poprawa sytuacji gospodarczej, lepsza komunikacja autobusowa – rzecz szalenie ważna, czy remonty torów, nie robią na nikim wrażenia, bo ludzie oczekują od polityków czegoś innego. Ktoś napisał, że opozycja daje swoim wyborcom poczucie wyższości. I to jest prawda. PiS w latach poprzednich stawał do wyborów z treściami, które miały za zadanie utwierdzić wyborców w poczuciu niższości. Ja nie wiem, kto te spoty robił, ale trzeba by go też zamknąć w tej samej piwnicy z Fritzlem. Jeśli jednak tak jest, to znaczy, że gros wyborców żyje życiem wewnętrznym. Karmi się wyłącznie projekcjami i złudzeniem. Jest teza, że te projekcje pochodzą wyłącznie z demonicznej telewizji TVN. To nieprawda. One pochodzą nie wiadomo dokładnie skąd. Można oczywiście próbować się tego dowiedzieć, ale to jest bezcelowe i ma ten sam walor, co próba zawrócenia Wisły kijem. Mamy więc wniosek najważniejszy i podstawowy – wyborcy żyją życiem wewnętrznym, przynajmniej część z nich żyje takim życiem. Taki sposób egzystencji to zapewne nie jest wymysł lat ostatnich, ale pewna tradycja, która ciągnie się już kilka pokoleń. Ktoś może tu dokonać odkrycia i krzyknąć – eureka! Oni żyją mentalnie w PRL, karmią się memami z PRL i opowiadają dowcipy z PRL. No, a PiS ma przecież Janka Pietrzaka i innych artystów z PRL, więc możemy do nich trafić ze swoją gawędą. Dobrze wiemy, że to nie działa. Podobnie jak nie działa tak zwane stawianie na młodych. To jest wpuszczanie do składu porcelany nie słonia, ale całego stada słoni, które potrafią tylko trąbić. O tym, by stoczyły jakąś walkę nie może być nawet mowy.

PiS ze swoim przekazem trafia z jednej strony do emerytów, którzy nie będą za chwilę głosować, bo umrą, a z drugiej do dzieci, które jeszcze nie mogą głosować, ale bardzo im się podoba serial „Korona królów”, bo mówi o chwalebnej przeszłości Polski. Cały środek jest żerowiskiem dla partii opozycyjnych, PiS też tam próbuje coś ugrać, ale idzie to ciężko, albowiem działa zasada sformułowana w akapicie powyżej – wyborca dojrzały i świadomy, żyje resentymentem i projekcją. Wyborca ten nie myśli przeważnie o swoim indywidualnym sukcesie, ale chce, by jego zachowania, szajby i obsesje zostały docenione i za sukces uznane. Najwięcej ludzi chce, by za sukces uznano i doceniono ich za to, że chodzą do kościoła. Kolejna grupa chce być doceniona za demaskację przeniewierstw żydowskich, a następna za to, że przychodzi do pracy w budżetówce na osiem godzin. Nawet gdyby zadanie PiS polegało na zadowoleniu tych grup, nie można przez to uzyskać większości konstytucyjnej. No i nie o to w polityce chodzi i stymulować ukryte obsesje mas. Mam na myśli prawdziwą politykę, taką jak w dojrzałych demokracjach, do której aspirują wszyscy polscy politycy. Chodzi w niej o zdobycie i utrwalenie władzy, a to można zrobić tylko poprzez wychowanie sobie twardego i licznego elektoratu, który będzie świadom celów i nie będzie – co ważne – robiony w trąbę przez działaczy partii, której zaufał. PiS, żeby wygrać wybory, musi stworzyć pewną, zróżnicowaną hierarchiczną strukturę. Coś na kształt bloku organizacji działających na różnych polach, z polityką pozornie niezwiązanych. Ja wiem, że to jest nie do wykonania w naszych okolicznościach, ale tylko to przyniesie trwały sukces. Dlaczego tego nie można zrobić? Podam przykład z własnego życia. Wszystkie hierarchie, w których przyszło mi działać, systemowo, z nierozpoznanych przyczyn, zawsze uniemożliwiały mi awans, albo okładały go takimi warunkami, których przyjąć nijak nie mogłem. Wielokrotnie miałem okazję obserwować w jaki sposób traktowana jest i rozumiana jakość w tych strukturach. Chodziło z grubsza o to, że im kto wyżej postawiony tym po większą łatwiznę sięgał, albowiem zdawało mu się, że to właśnie – pewne oczywistości nie podlegające kwestii, dyskusji i analizie podniosą jego osobiste znaczenie. To tak jak z Kurskim. Jemu się zdaje, że jak da w TV głupi serial i jeszcze głupszy quiz o Jagiellonach, w którym ekspertem będzie Komuda, to ludzie go pokochają i uznają, że jest najlepszy.

Ja zawsze dostawałem do roboty rzeczy najgorsze. Nie byłem w dodatku dominującym samcem alfa i nie dane mi było przez długi czas osiągać sukcesów jednoznacznych. Musiałem więc ustępować, ale to dawało mi dobre pole do obserwacji.

I tak zauważyłem pewną, zawsze działającą prawidłowość. Otóż ludzie uciekają od oczywistości i brzydzą się jednowymiarowymi projekcjami. Oni chcą rozrywki, a to oznacza, że oczekują iż ktoś ich zaskoczy, albo zainspiruje. I tylko takie rzeczy, które powodują, że ludzie czują się zainspirowani mają znaczenie prawdziwe i istotne. Inne nie. Tak jednak, jak napisałem wyżej, wytłumaczyć się tego nikomu nie da. Bo są eksperci, co wiedzą lepiej, bo są wskaźniki, bo są zasłużeni działacze, którym się należy, bo trzeba kokietować lewicowy elektorat, bo jest cała – wyglądająca okropnie i oceniana w ten sposób, piramida bytów zajmująca się wszystkim tylko nie hodowaniem inspiracji w eleganckich inspektach. Bo są inne hierarchie wreszcie, które uwiarygadniają naszą i są wrogowie, którzy mają swoje sposoby, by zdeprecjonować nasze działania. No, ale oni wszyscy nie dysponują najmniejszą nawet możliwością, by kogoś zainspirować. To ważne.

Zaraz tu przyjdzie ktoś i powie – inspiracja, srynspiracja….Od razu wyleci, a my będziemy się tu spokojnie zajmować dalej tym co zwykle, bez względu na to ilu troli, narwańców, proroków, mędrców od siedmiu boleści i ósmego smutku, a także lekarzy wypisujących cudowne recepty na wszystko, raczy tutaj zajrzeć.

Czy partia Jarosława Kaczyńskiego jest w stanie zainspirować Polaków? A jeśli tak to czym? Mnie najbardziej inspiruje mierzeja i obrona terytorialna. Najmniej zaś ta wersja historii, która jest lansowana w mediach Kurskiego. No i generalnie media pisowskie są mało inspirujące. Nie możemy jednak liczyć na to, że coś się w tej sprawie zmieni.

Jeśli ktoś uważa, że inspiracja to za mało, niech spróbuje sobie samemu i bliskim opowiedzieć jakiś żart. Najlepiej śmieszny. O ile oczywiście potrafi.

  36 komentarzy do “O problemach komunikacyjnych partii Jarosława Kaczyńskiego”

  1. twardy elektorat – no to sukces Balcerowicza jako premiera i profesora, wysłał  swoich studentów na emigrację, zmarginalizował ich w angielskiej społeczności, gdzie zmuszeni byli zaczynać od najgorszych, brudnych fizycznych prac. Studenci Balcerowiczopodobnych profesorów,  jednak nie zauważyli, kto im (absolwentom polskich uczelni) zgotował los pracowników fizycznych w branżach, które były zbyt upokarzające, aby te robote mógł wykonywać Angol. Nie zrozumieli kto im to upokorzenie społeczne zafundował – Polacy w Londynie głosowali w większości na tych co ich zmusili do emigracji (UW czyli PO).

  2. 8 mln głosów oddano na PiS, w poprzednich wyborach chyba 6 mln, no to chyba jest sukces, nie będzie mi mówił Schetyna, że PiS przegrał, Schetyna przegrał

  3. Nie trzeba być płaskoziemcą i tropicielem teorii spiskowych, czyli potencjalnym konfederatą, wystarczy zwykłym emerytem, nawet niekoniecznie radiomaryjnym, by zauważyć że PiS „nie dostarcza” w kwestiach najważniejszych. Kupił sobie 1-3 miliony głosów transferami socjalnymi, ale nie posadził przez 4 lata żadnego platformersa, nie odzyskał wraku, nie uzdrowił ani sądownictwa, ani służby zdrowia, ani biurokracji. Nie zmniejszył podatków. Nie odebrał koryta ani pampersom ani cwelebrytom. A klęcznik niemiecki zamienił na eskimośki. Czyli 4 lata temu oszukał wiarę i nadzieję wyborców. Stracił rozpęd i teraz czeka go los AWS-u. Równia już pochyła. A biologia prezesa może to tylko przyspieszyć.

  4. Mnie najbardziej inspiruje mierzeja

    średnia głębokość zalewu wiślanego 2m

    największy kontenerowiec zanurzenie 16m

    Słaba ta inspiracja w stosunku do nakładów inwestycyjnych ( chyba że bursztyn wykopiemy).

  5. Schetyna przegrał dzisiaj, istotne kto przegra jutro

  6. Trochę pan przesadza, ale rzeczywiście nie będzie lekko

  7. A pan uważa, że oni to przekopują dla największych kontenerowców?

  8. Drogi Coryllusie, jeśli ktoś komuś, jako elektorat, wymrze to SLD. To oburzone obniżką emerytur komuchy stawiły się karnie w lokalach wyborczych. Za 4 lata będzie ich co najmniej o połowę mniej.

    Zgadzam się natomiast z Twoją sugestią, że jedynie inspiracja umysłów może utrzymać i poszerzyć elektorat dokładnie tak jak Gdynia, COP czy kolej Śląsk – Gdynia przed II WŚ. Obawiam się, że przekop to zbyt mała rzecz. Ale jakiś rodzimy program kosmiczny …., kto wie?

  9. Przekop mierzeii to taki łuk triumfalny na miarę naszych możliwości. Pozkazać że da się zrobić coś bez oglądania się na Rosję. Nawet jak jedynym praktycznym skutkiem będzie rozwój mariny dla jachtów w Elblągu

  10. Inspiracji nie trzeba szukać – Polacy są bogaci w inspirację. Byle nie przeszkadzać. Byle ją dostrzec. Nie stwarzać barier. Zdolnego lekarza się inspiruje, gdy mu się podsuwa na wpół urządzoną kierunkową klinikę. Architekta – gdy przedstawia mu się możliwość zrealizowania jego wizji. Nauczyciela – gdy daje mu się możliwie dużą wolność od programu i biurokracji + sensowną pensję i niepatologicznych uczniów. Potrzeba konstruktywnego pozytywnego działania jest w każdym zdrowym człowieku. Socjalizm ją wytłumia przejmowaniem przez państwo odpowiedzialności za wszystkie możliwe sfery, kapitalizm natomiast wzmaga ją zachętami finansowymi i szansą kariery. Demontaż barier – to jest wyzwanie dla PiS-u. A co do inwestycji – za Tuska niezwykle inspirujące były autostrady (zmiana jakości podróżowania – to dziś te 5 mln wyborców PO utożsamia te drogi z tą partią, bo to jedyne, co się PO udało, natomiast w okresie 2017-VI.2019 PiS nie oddał ani jednego km autostrady). Pomysł 100 obwodnic może zyskać poklask, byle PiS umiał to odpowiednio sprzedać medialnie (z regularnym odliczaniem, ile z tych 100 obwodnic udało mu się zrealizować). Do tego ze 2-3 nowe mosty tam, gdzie ich brakuje, jakiś jeden nowatorski projekt (a choćby i kilkukilometrowej) kolejki wiszącej w jakimś zatłoczonym centrum dużego miasta. Jakiś spektakularny pas dla skuterów/elektrohulajnóg/desek na kółkach (mnóstwo teraz tego jeździ) z odludnego kampusu uniwersyteckiego do uczelni – to interesuje każdego: radnego, studenta, mieszkańca. O wiele bardziej niż obmierzłe wszystkim tematy z kręgu aborcji, LGBT i postkomunistycznej ośmiornicy. Tym można trafić do wyborcy, bo to są rzeczy PRO, a nie ANTY. „Nowatorstwo na światowym poziomie w skali lokalnej” – to powinno być hasło dla PiS-u na tę kadencję. Owszem, przekop mierzei i port lotniczy może i są sensowne, ale one budzą mnóstwo negatywnych emocji (ekolodzy). O wiele ważniejsze jest rozproszenie środków i całe mnóstwo drobnych inwestycji – właśnie te obwodnice dla 100 miast – to był genialny pomysł. Ponieważ konstytucji i tak teraz zmienić nie można (nawet przy hurraoptymistycznym założeniu, że tradycjonalistyczne PiS, Kukiz i konfederaci poparliby PiS), trzeba się skupić na tym, co wymierne (małe, lokalne, piękne).

  11. PiS próbuje zrobić wrażenie, że stara się jak może, ale okazuje się że niewiele może, z resztą z takim Ziobro (któremu nigdy nic nie wyszło w reformach) nie da rady nawet ugryźć sądownictwa. Stąd szklany sufit, bo strukturalnie w potencjalny elektorat PiS jest bardzo głodny zmian systemowych.

  12. Państwo powinno inspirować systemowo samorządy, tzn. przedstawiać im możliwe modelowe rozwiązania, np. intensywnie forsować (dotować?) ponadgminne (powiatowe) budowy sieci dróg rowerowych w regionach turystycznych, by nie kończyło się nagle po 2-3 km, tam gdzie kończy się granica gminy bogatszej, a zaczyna granica tej biedniejszej.  Inwestować w wielokilometrowe ciągi rowerowo-piesze, nie będzie sensu jeździć do Chorwacji. Dlaczego Polska ma być gorsza niż Bornholm? Że tu niby deszczowo? Wystarczy postawić wiaty co 1 km… niech lokalni mieszkańcy wiosek na turystycznej kaszance zarobią. Słowacja też potrafiła coś fajnego wymyślić: https://gorydlaciebie.pl/wyprawy/bachledka-sciezka-koronach-drzew.

  13.  
    „Drogi Coryllusie, jeśli ktoś komuś, jako elektorat, wymrze to SLD. To oburzone obniżką emerytur komuchy stawiły się karnie w lokalach wyborczych. Za 4 lata będzie ich co najmniej o połowę mniej. „

    Kosmiczna pomyłka o wymiarach galaktyki.
    Populacja zamieszkująca ziemie od Buga do Odry składa się w większości z ludzi marzących wyłącznie o powrocie komunizmu.
    A że im różni z SLD, PSL, PIS czy innego KO mącą w głowach odbiegając od swego komunistycznego powołania, to miotają się w te i we wte jak we mgle.
    80% populacji wspomnianych terenów to elektorat komunistów, sami komuniści z krwi i kości. To ludzie wyznający pogląd równych żołądków.
    Dawno temu pewien nieżyjący lekarz, człowiek, który w piżamie uciekł z domu chwilę później spalonego podczas rzezi wołyńskiej (a więc człowiek, który miał okazję widzieć rzeczy, których myśmy – na szczęście – nie widzieli) powiedział do innego lekarza – Panie, gdyby hołota nie chciała komunizmu, to nikt by go do Polski nie wprowadził.

  14. Między latami 80-tymi a współczesnością umarło coś, co było rodzimym oddolnym ruchem turystycznym, powiązanym z siecią schronisk PTTK. Był to ruch z jednej strony elitarny (w znacznej części studencki), z drugiej – otwarty dla wszystkich. Sprzyjały temu tanie bilety kolejowe. Wiązało się to z kulturą biesiadowania, śpiewu – towarzyszyły temu ciekawe imprezy kulturalne, festiwale, koncerty – coś się działo, nawet jeśli to był odgórnie sterowany wentyl. Dzisiejsze masowe zloty organizowane przez Owsiaka niewiele mają z tym wspólnego, a turystyka rośnie. O tym warto pomyśleć, to może dać nowy wymiar, nową jakość – idziemy w codzienność, zwyczajność, poprawiamy najprostszą jakość zwykłego dnia. Budowanie drugiej Gdyni (portu lotniczego) nic nie da, jeśli w naszej własnej gminie się nic nie będzie działo – trochę jednak naród mądrzejszy niż w Międzywojniu. Samorządy to jakość, która się w Polsce po 1989 r. udała (w przeciwieństwie np. do NRD, które odgórnie wcielono do RFN, co do dziś Ossis wspominają jako koszmar i gwałt na ich psychice) – na systemową współpracę na linii samorządy – ośrodki centralne bym bardziej stawiał niż na wielkie spektakularne giga-inwestycje, które niekoniecznie muszą okazać się trafionymi (do mnie osobiście akurat bardziej przemawia Centralny Port Lotniczy niż przekop Mierzei Wiślanej, niemniej wierząc fachowcom – ma to sens).

  15. Rację ma Stanisław – 80% to „wyznawcy równych żołądków”, przy czym są do tego na tyle leniwi i nieświadomi, że tylko połowa z nich chodzi na wybory. Dlatego komunikat trzeba kierować do tych nielicznych, którym się chce (czyli do tzw. elit). A jeśli w danej gminie/powiecie takowych nie ma, trzeba je wykreować. Jak? Ano środkami, projektami… ludzie chcą działać, tylko trzeba im zachęt (pomysł wspólnej partycypacji (50% państwa, 50% gminy, ew. 70-30) jest genialny, trzeba się od UE uczyć). Żaden lokalny samorząd nie pogardzi dofinansowaniem pochodzącym od rządu PiS, jeśli to będzie konkretny i celowo przypisany pieniądz. A taka polityka (lokalnie-zaangażowana i apolityczna w rozumieniu narodowej wojenki) może w perspektywie kilku lat doprowadzić do zmiany negatywnych nastawień wobec PiS.

  16. Drogi Coryllusie, jeśli ktoś komuś, jako elektorat, wymrze to SLD. To oburzone obniżką emerytur komuchy stawiły się karnie w lokalach wyborczych. Za 4 lata będzie ich co najmniej o połowę mniej.

     

    Pan panie cortes chyba nie zauważył, że to pis ma najstarszy elektorat. Na szczęście dla PiSu Polska demokracja to gerontokracja, więc jakoś to będzie.

  17. Wylanie Grzesia z posady szefa PO, przez Borysława, będzie taką wisienką na torcie 🙂

  18. Słyszał Pan coś, kiedyś o tow. Stalinowi? Bo mnie się zdaje, że to on i jego ludzie instalowali komunizm w Polsce i najbliższej zagranicy.

  19. Czy czytał Pan analizy dotyczące grup wiekowych popierające poszczególne partie?

  20. Niepoprawny optymista.

    No chyba że konieczne jest pójście do okulisty.

    I nie jest to nic osobistego.

  21. O to to! Zawsze Pan krok z przodu. Inspiracja. Zaskoczenie. A nie odgrzewanie tego samego kotleta. To dotyczy też Szkoły Nawigatorów i tych tutaj komentarzy. Ludzie którzy tam przychodzą też powinni mieć to na uwadze.

  22. W 15. tomie historii wszystkich narodów wydanej w USA w roku 1905 autorzy tak piszą o degeneracji Polski w okresie poprzedzającym zabory (pomijam niesmaczne wycieczki pod adresem katolicyzmu):

    Przez pół wieku anarchia poczyniła w Polsce postępy. Nigdy wielkie państwo z 11 milionami dusz nie przedstawiało tak melancholijnego spektaklu jak ówczesna Polska. Prawna równość zbiedniałej szlachty zamieniła się w służalczą zależność od kilkuset możnych patronów. Wszyscy konkurowali o francuskie, pruskie i rosyjskie dotacje.

    O degeneracji Polski

  23. Owszem, czytałem.

    Preferencje wśród wyborców 18-29

    PiS 26%

    (PO+N) 24%

     

    Konfederacja 20%

     

    (SLD+RAzem) 18%

     

    (PSL+K’15) 10%

     

    Preferencje wśród wyborców 60+

    PiS 56%

    (PO+N) 25%

    (SLD+Razem) P

    PSL+K’15) 7%K

    Konfederacja 1%

  24. Mieszkam od 40 lat w „prawdziwej” demokracji. gdy przyjechalem w tv na Boze narodzenie rodzilo sie dzieciatko a w sklepach od listopada lecialy koledy, na Wielkanoc w tv krzyzowano Chrystusa. Dzis dzis nie ma juz Bozego narodzenia czy Wielkiej Nocy sa swieta coraz wiecej swieckich kolend. spoleczenstwo zrobilo sie bardziej „postempowe” , skrobanki mozna robic do urodzenia dziecka. Powoli przebakuje sie ze mozeby pzedluzyc skrobanki do paru miesiecy po urodzeniu. Kodeks karny przewiduje kary za nieuzywanie odpowiednich zaimkow w stosunku do mniejszosci seksualnie inaczej zorietowanej. Dlaczego pisze o tym . ano dlatego ze decyzje o tym jak bedzie wygladal kraj zapadaja nie w parlamentach w ktorych belkocze sie mniej lub bardziej skladnie. Zamiany sa promowane wszedzie w szkole w sztuce w kinie w pracy itd. i podmiane jezyka (dla przykladu implementacja = zastosowanie, transparencja=przejzystosc, event=wydarzene lista tego jest dluga). Skutki sa widoczne malo kto patrzy gdzie te zmiany sa inicjowane i przez kogo. w tych zmianach chodzi o calkowita deprawacje ludzi czlowiek zdeprawowany z natury rzeczy nie zasluguje na nic. stad po lgbt przyjdzie czas na akceptacje pedofilii , zoofilii a ukoronowanie wszystkiego bedzie nekrofilia. Na to wszystko potrzebna jest kasa , duzo kasy. Podobnie w Polsce potrzeba na obrone przed „postempem” sporo kasy, kwieciste mowy Grzegorza Bralna tego nie zalatwi.  Na przeszkodzie stoi jeszcze etyka religijna ale ta powoli skutecznie zozwadnia sie. Potrzeba na to czasu bo nie mozna jeszcze zmian przeglosowac. przygladanie sie retoryce niewiele pomoze ( nad nia pracuja fachowcy) . Konieczne jest zrozumienie skad te zmiany przychodza i dokad prowadza.

  25. Coz…

    … przykre, ale prawdziwe  !!!

  26. Kazdy ma to na uwadze…

    … co uzna za stosowne wedlug wlasnego uznania, niekoniecznie wedlug Panskiego  !!!

    I tak ma byc.  Pan nie patrzy na to co ludzie tam przychodzacy maja na uwadze, bo od tego jest Wlasciciel SN i Parasolnikov,  Pan popatrzy lepiej sam na siebie.

  27. No ale lata ’80 to zupełnie inna demografia, dziś mamy masę „bananowych jedynaków” i im egalitaryzm PTTK jest do niczego nie potrzebny. Inna sprawa czy w ogóle da się w takim państwie coś zrobić poza sensownym zarządzaniem masą upadłościową vide Pis

  28. Siłą rzeczy ten wpis stał się pewną analizą wyborczą.

    Wybory, według twardego elektoratu PiS, były historyczną szansą na Wielki Przełom, pod warunkiem uzyskania większości konstytucyjnej – i słusznie. No i d…..a.

    Tylko dlaczego Platforma uratowała Nowoczesną, SLD, Razem i Wiosna oraz PSL i Kukiz uratowały się nawzajem, a PiS poszedł na rywalizację z Konfederacją?

    Gdybym był na wyborach, a nie byłem za względów technicznych, pewnie głosowałbym PiS.

    Jednak PiS tak naprawdę nie jest siłą prawdziwego przełomu, wiele spraw jest olanych.

    Ale, jak powiedział Karoń – jeśli nie oni, to UB.

  29. jaka d….a ? liczyć nie umiesz? wróć do podstawówki, PiS otrzymał 8 mln głosów, najwięcej ze wszystkich ugrupowań i o 3 mln więcej od twojej ukochanej „platformy” to gdzie tu d…a?

  30. a skoro już wymieniłeś instytucję „UB” – to ci przypomnę, że jutro mija kolejna tragiczna rocznica śmierci ks. Jerzego Popiełuszki – może ci się nasunie jakaś refleksja… o walce dobrego ze złem i o możliwościach działania kiedy w otoczeniu „siła złego”

  31. PiS nie zdobył tyle, na ile liczył. Twarz PiSu przypomina twarz Małysza zapytanego, czy jego zdaniem medal srebrny i brązowy równoważą złoto, którego nie miał. Nie równoważą.

    PiS nie zdobył złotego medalu, na szczęście środkowe pudło puste i może rządzić ze srebrnym medalem.

    Tak trudno to zrozumieć? Zapraszam do podstawówki.

  32. A ja przypomnę, co powiedział Kiszczak publicznie : „Możecie sobie czcić tego Popiełuszkę, ale wara wam od zgłębiania tematu.”

    Sugeruję refleksję, w której strategicznej sprawie PiS dokonał przełomu? W sprawie Kluski? W sprawie Popiełuszki? W sprawie Aneksu? W sprawach zbrodniarzy ukraińskich, niemieckich i innych, których zbrodnie nie przedawniają się, a cztery lata temu byli cztery lata młodsi? W sprawie impulsów progospodarczych i dziesiątkach innych?

    Dlatego był potrzebny złoty medal w wyborach, który być może dałby sojusz z Konfederacją. I wtedy byłoby ostateczne „sprawdzam” dla PiSu.

    Zaś intencja wypowiedzi Karonia byłą prosta – dla PiSu nie było alternatywy, nawet, jeśli to nie jest do końca nasz PiS.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.