lis 222021
 

Istnieje jeden tylko sposób nakręcania koniunktury propagandowej, której efektem będzie wysoka sprzedaż określonych treści. Jest nim proroctwo. Ono nie nosi dziś takiej nazwy, albowiem zastąpiła ją inna. Proroctwo nazywa się dziś analizą. Jest jawne kłamstwo, albowiem prorok, zwany dziś analitykiem, nie może wyemitować żadnej wiążącej analizy, nie posiada bowiem stosownej ku temu ilości informacji. On po prostu ukrywa profetyczny charakter swoich wystąpień pod tym właśnie słowem, żeby wydać się publiczności człowiekiem poważnym.

Jeśli analizy są proroctwami i stanowią najważniejszy składnik koniunktury promującej treści, można się pokusić o uzupełnienie tych spostrzeżeń o klasyfikację proroków. Wszyscy ją znają, albowiem nie ma zbyt wielu rodzajów profetów. Są prorocy mniejsi, więksi i prorocy fałszywi. To w zasadzie wyczerpuje temat, choć można dodać jeszcze jeden rodzaj proroka – do wynajęcia. Można takie istoty zaliczyć do rzędu proroków fałszywych, ale niekoniecznie. Często bowiem prorocy wynajęci angażują się tak silnie w swoją misję, że uprawiają ją także po wygaśnięciu kontraktu i awansują w ten sposób na proroków mniejszych. Pozostaje teraz ustalić kto jest kim, ale ja się nie będę tym dziś zajmował, zostawiam tę zabawę Wam.

Dążenie ku prorokowaniu jest tendencją niejako naturalną, wynikającą z postępującej degradacji form wypowiedzi pisanej i coraz większych apetytów ludzi zajmujących się pisaniem dotyczących wpływu na masy lub choćby tylko środowiska. Niektórzy tego nie pamiętają, ale kiedyś istniał taki obszar autorskiej aktywności jak dziennikarstwo. Składał się on z kilku łatwych do opanowania form wypowiedzi i w zasadzie uprawiać mógł go każdy, czego dowodem może być sławna niegdyś dziennikarka z Gazety Wyborczej, Ewa Milewicz, wcześniej zwyczajna urzędniczka. Za komuny dziennikarstwo wyrodziło się w formuły propagandowe, których ojcem był i jest nadal Jerzy Urban. Większość z nas sądziła, że to jest aberracja, a nie trend i czekaliśmy aż w tak zwanej wolnej Polsce wszystko to się zmieni. I rzeczywiście się zmieniło, ale nie tak, jak myśleliśmy. Zamiast dziennikarstwa powstało rzetelne dziennikarstwo, które uprawiali ludzie bardzo już wyselekcjonowani. Oczywiście byli to ludzie nie umiejący pisać, nie radzący sobie z formą, ale posiadający tak zwane oparcie. Ich pozycja była w zasadzie nie zachwiana i taką pozostaje do dziś. Kolejnym etapem była publicystyka, którą uprawiano nie tylko w gazowni, ale także w tych periodykach, które ją zaciekle zwalczały. Tendencja bowiem na rynku była i jest taka, by naśladować przeciwnika upraszczając jego metodę i redukując albo wręcz karykaturyzując jego przekaz. W pewnym momencie dziennikarstwo zdechło i została sama publicystyka. Ta dostała wskutek dynamicznie rozwijających się zdarzeń wokół ciężkiej zadyszki. Trzeba ją było jakoś ratować i wtedy ktoś postawił na wolność czyli na blogi polityczne. To już przeszłość, albowiem teraz dziennikarzy, rzetelnych dziennikarzy, publicystów, blogerów, pisarzy nawet zastąpili prorocy. Wróciliśmy do czasów biblijnych. Proroctwa zaś są najważniejsza i jedyną znaną formą promocji treści. Czego one dotyczą? Jak wszystkie proroctwa, tak i współczesne dotyczą zagłady świata lub gatunku. Na naszym terenie wyrodziły się one w proroctwa dotyczące zagłady narodu i kraju. Z rzadka słyszymy o tym, że kraj nasz i nas samych czeka świetlana przyszłość. Jeśli ktoś tak mówi, to od razu możemy mieć pewność, że jest to prorok fałszywy, albowiem ciągnie za sobą jakiś wózeczek z gadżetami, które winniśmy zakupić natychmiast, by proroctwo się spełniło. Jeśli tego nie uczynimy, sami przypieczętujemy swój los. I wielu, powiem Wam decyduje się na zakup, albowiem dobrze przygotowany do występów profeta, to sprzedażowa potęga.

Najlepsze miejsce na rynku zajmują rzecz jasna prorocy posiadający gwarancje różnych organizacji, a także tytuły naukowe oraz dorobek publicystyczny. Nikt nie zostaje bowiem prorokiem od tak sobie, z chęci. Nie może, albowiem będzie niewiarygodny. Musi coś pokazać, jakieś gadżety, które stworzył sam lub wespół z organizacją, do której należy. Proroctwa gwarantowane, w mojej ocenie wszystkie jak jedno fałszywe, mają za zadanie porządkować emocje i trendy na rynku, a co za tym idzie ułatwiać sprzedaż treści. Żeby pełniły taką rolę, proroctwo musi być wytyczony cel – zagładę ziemi, gatunku, narodu, kraju, a także musi lansować metody jak powinniśmy się w takiej sytuacji zachować. Trochę to przypomina opowieści aktorki Sharon Stone, która instruowała kiedyś kobiety, jak mają się zachować, kiedy ktoś próbuje je zgwałcić grożąc jednocześnie nożem lub rewolwerem. Nie będę mówił jak, wszyscy się domyślą.

Owe metody niekoniecznie muszą dotyczyć zachowania tak zwanych zwykłych ludzi, za których prorok uważa wszystkich prócz siebie. Mogą one być skierowane do elit politycznych. Te zaś, według proroka, zachowują się zawsze niestosownie, zawsze źle, zawsze działają z opóźnieniem, co oczywiście jasno wskazuje, że proroctwo, które głosi – zagłada ziemi, gatunku, kraju lub narodu, bliskie jest spełnienia.

Ta metoda sprzedaży miała by może jakiś sens i osiągałaby pożądany skutek w stosownej skali, pozwalającej, po wygłoszeniu proroctwa i dokonaniu sprzedaży towaru, na zakup domu, ziemi, biurowca, czy czegoś tej klasy, gdyby na rynku było tych proroków ze sześciu. Ich jest jednak stu sześciu, albo nawet tysiąc stu sześciu. To powoduje zjawisko, które można nazwać profetyczną inflacją. Wiadomo, że nic poza proroctwem nie nadaje się do sprzedaży treści, bo rynek został tak straszliwie zdegenerowany. Prorocy więc rozpaczliwie biegają wokół w poszukiwaniu treści, którą mogliby odziać w prorocze formuły. Dawno, dawno temu, w początkach blogowania, napisałem tekst pod tytułem Prorocy w poszukiwaniu wyznawców. Był bowiem taki etap, kiedy prorocy rozglądali się wokół nerwowo poszukując wyznawców. Mamy to za sobą, albowiem wyznawcy zostali dziś posegmentowani i są dostępni w pakietach. Nie biegają w poszukiwaniu czegoś nowego, nie narowią się, albowiem wiedzą, że i tak niczego ponad to, co oferuje YT nie ma w naszym kosmosie. Prorocy poszukują więc dziś jedynie paszy, którą mogliby nakarmić swoje stada. I gotowi są, dla jej zdobycia, do najgorszych podłości, z których kradzież treści nie jest bynajmniej postępkiem najohydniejszym. Powszechna jest także praktyka podkradania stad.

Słów kilka o paszy. Musi mieć ona odpowiednią gęstość i temperaturę. Nie może być rzadka, ani zimna. Kłopot proroków polega na tym, że oni całkowicie pozbawieni zostali, w procesie opisanym wyżej, możliwości oceny przydatności pasz. Nie potrafią tego, a to powoduje, że wszystkie próby, które w tym zakresie podejmują, są powierzchowne. I tak jakość paszy oceniana jest poprzez cel proroctwa. Jeśli nie dotyczy ono zagłady – ziemi, gatunku, narodu, kraju, nie budzi w ogóle żadnego zainteresowania. Być może jakieś stadko czymś by się tam zaciekawiło, ale mowy nie ma, by prorok wziął na warsztat jakieś wizje, które nie kończą się totalną katastrofą. W związku z tym tematy dotyczące zagłady są wręcz oblepione prorokami, którzy usiłując coś z nich wyssać, jak mucha…sami wiecie z czego. I nie ma siły, żeby im przetłumaczyć.

Są prorocy, świadomi tego, że profetyzm zagłady nie jest dla nich, albowiem są za słabi, szukają więc miejsca, w którym mogliby zaistnieć i innego sposobu na wyróżnienie się spośród innych proroków. Dobrą metodą jest przebranie. Coraz więcej proroków odziewa się dziwacznie i głosi różne kłamstwa, w nadziei, że zgromadzi się wokół tego jakaś grupa. I często się gromadzi, a także gotowa jest płacić. Niestety prorocy ci bardzo szybko stają się konkurencyjni wobec proroków koncesjonowanych, a przez to narażeni są na siłowe ograniczenia swojej działalności profetycznej. Czy to znaczy, że należy im współczuć, Rzecz jasna nie, albowiem sami także nie wahaliby się przed stosowaniem takich, a może nawet gorszych metod.

Dlaczego ludzie ci nie zrezygnują z prorokowania i nie powrócą do swoich wyuczonych zawodów lub po prostu do dziennikarstwa? W zasadzie nie wiem. Nic nie stoi na przeszkodzie. Ilość zaś profetów sprawia, że nakręcane przez ich proroctwa koniunktury, nie trwają nawet pół dnia. Coraz mniej rzeczy się sprzedaje, coraz częściej trzeba powtarzać proroctwa, by były słyszalne, coraz dziwaczniejszych sposobów promocji trzeba się imać, bez gwarancji, że efekt zostanie osiągnięty. A to jeszcze nie koniec. Może przecież pojawić się ktoś, kto ukradnie całą tę koniunkturę jednym prostym ruchem – zacznie jawnie zaprzeczać proroctwom. Przecież prorocy dzielą się na mniejszych, większych, fałszywych i wynajętych. Nie ma w tej klasyfikacji słowa o prorokach głoszących prawdę. Cóż to więc jest – zakwestionować proroctwa, uderzając zarówno w proroków, jak i ich metodę? Nic, to jest pikuś. Proroctwa bowiem, o których piszę, nawet te, które wydają się oczywiste i groźne, nie spełnią się na pewno. Ich skuteczność mierzona jest wyłącznie stopniem wytresowania stada i panującą w nim dyscypliną. No i krótką pamięcią. Niczym więcej.

Czy to znaczy, że nie ma już szans, na zbudowanie prawdziwej, głębokiej, długotrwałej i silnej koniunktury na ciekawe treści. Moim zdaniem jest i spróbujemy to zrobić, nie oglądając się na to, że nasze możliwości są więcej niż skromne, a w niektórych wywołują wręcz śmiech. Na koniec malownicze porównanie. Koniunkturę można porównać do produkcji i używania łuku refleksyjnego. Jeśli jest dobrze wykonana, służy długo, a jej zasięg jest daleki. Czym są współczesne, publicystyczne proroctwa? To są gumki założone na palce, którymi strzela się w klasie w plecy koleżanek, albo w małpiej złośliwości celuje w oczy najbardziej nielubianych kolegów, nie licząc się z konsekwencjami. Na dziś to tyle, dziękuję bardzo.

  15 komentarzy do “O proroctwach koniunkturalnych”

  1. Dzień dobry. Kiedyś pisał Pan o oszustach matrymonialnych, pamiętam, że stali oni wysoko w złodziejskiej hierarchii, nie wiem czy jeszcze istnieją, słyszałem o „zrobieniu kogoś” na wnuczka, a teraz mamy jeszcze „na proroka” ale to chyba są jakieś niziny hierarchii. Skoro ktoś próbuje tej techniki, to znaczy, że prawdziwi Prorocy istnieją, albo istnieli i publiczność o nich pamięta. Rozpoznanie prawdziwego Proroka nie jest łatwe, ale tak jest ze wszystkim, choćby z monetami. Trzeba zatem uczyć się tej sztuki, trzymać się za portfel i nie grywać w trzy karty.  Żyjemy na babilońskim targu, gdzie połowa co najmniej obecnych przyszła po to, by nas okraść, nie tylko z braku zasad moralnych, ale też z istotnego braku możliwości innego zarobkowania. No ale taki jest ten świat. Chrystus nauczał także w takich miejscach i znajdował uczniów, którzy Go poznali. Przepraszam za porównanie nieco niestosowne, ale chodzi mi o zasadę. Nikt do końca nas nie zwolni z obowiązku czujności i wysiłku, by oddzielać ziarno od plew…

  2. To prawda, ale możemy się wystarać o papierek lakmusowy

  3. – owszem. Ja chętnie używam tych, które Pan sprzedaje – w twardych oprawach zwłaszcza… 😉

  4. wg najnowszej mody do prorokowania można być dopuszczonym dopiero kiedy sią ma tzw orzeczenie i tatę funkcjonującego w światowych organizacjach

    ażeby był spełniony parytet płci czekam na proroctwa wygłoszone przez chłopaka z orzeczeniem i z zapleczem rodzinnym w organizacjach o światowym zasięgu

    już tyle czasu prorokuje Grecia a …. parytet czeka ….

  5. Zmieniają się tryndy. Jasnowidz poszedł w odstawkę, zniknęły komety i na placu boju pozostały sandaże: https://nczas.com/2021/11/22/kryzys-na-granicy-zmieni-sie-w-wojne-polsko-bialoruska-sondaz/

    Prorok Największy, stetryczał. Jak żyć?

  6. No tak, proroków zastępuje socjotechnika

  7. a w Brukseli zabawa na całego płonące śmietniki, wyrwane chodniki, armatki wodne dla poskromienia tych bawiących się

    u nas

    matki na granicę, – jakie matki-skąd one- chyba te muzułmanki

    po pierwsze skąd oni te matki wezmą skoro w takim bałaganie emocjonalnym jak błyskawice, czy kurdej-szatanowe mądrości  uczestniczą kobiety wyzwolone , a przecież  wyróżnikiem tu jest brak obciążenia własnymi dziećmi, skąd w nich ta nagła miłość do dzieci

    a po drugie wg nich dzieci są -be-  im mniejsze tym bardziej -be-

    kto to rozkmini – ja nie daję rady – rozumiem tych z Brukseli i ich zabawę ale naszych matek – błyskawic – goniących cudze dzieci nie rozkminiam

  8. Tam się odbywa jakieś wielkie sprzatanie. Wymiatają i proroków.

  9. Mam wrażenie, że to City negocjuje.

    Te „matki na granicę” to jakaś kara srogo wymierzana za wcześniejszą nieskuteczność.

  10. Grecia został wybrana, parytet parytetetem ale to dziewczynki działają bardziej na wyobraźnie i serduszka ludzi, chłopak to raczej łobuz w wyobraźni mas.

    Grecia ma tyle deficytów, że jak by katolicy ją obwozili i chcieli łamać serca tłumowi, to od razu byli by okrzyknięci wyzyskiwaczami dziewczynek z deficytami.
    Grecia jest sprytnie dobrana, jak zaatakujesz frontalnie to dostaniesz po łbie,że taki barbarzyńca jesteś, nieczuły na los dziewczynek.

  11. był w rodzinie wujek – dziadek, bardzo jowialny i długo /co do wieku/ oglądający się jak to mówił    -za cudzymi, odchowanymi córkami-  bez deficytów

    jakoś te deficyty co to były w oczywisty sposób   -be-  teraz są uważane jako ładne

    RAZ w swoim ostatnim felietonie – Bezpowrotnie utracona fajność- bez litości pokazuje skąd po nogi wyrastają,

    ciekawe kiedy się rozprawią z Gretynizmem , mam nadzieję że już tej zimy kiedy w Szwecji temp spadnie do /-/10 stopni.

  12. i ocieplenie klimatu  -pójdzie się czochrać- /cyt. za R.A.Z./

  13. Prorokowanie jest elementem kodowania umysłu, magnesowanego na wszelkie stare i nowe metody. Utrwala wtłoczone schematy na drodze do budowy nowego świata i nowego człowieka.

    Ci nowi ludzie są wokół, powtarzają przy każdej okazji zakodowane bzdury, które po krótkiej weryfikacji okazują się już obowiązującym nas prawem.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)