Lip 112019
 

Przepracowałem wczoraj solidnie cały dzień. Nie da się niestety pisać dłużej niż cztery godziny dziennie, więc przez większość dnia czytałem, z najszczerszym zamiarem skończenia trzeciego tomu socjalizmu jeszcze w te wakacje. W nagrodę obejrzałem sobie wieczorem film na cda. Ponieważ rzadko oglądam filmy, poza serialami policyjnymi, gdzie emocje są posegregowane, bezpieczne i podane w strawnej formie, przeżyłem poważny szok. Film nosił tytuł „Oszukana” i opowiadał o kobiecie, której zaginęło dziecko. Reżyserem był Clint Eastwood, a więc można było się spodziewać, że zaprezentowane w obrazie postawy i wartości będą bliskie naszym sercom. Przez długi czas ja sam tak myślałem, ale w pewnym momencie odkryłem, że Clint spłaca jakieś haracze, albo zwyczajnie robi widzów w konia. Kiedy zaś zacząłem czytać w wiki o okolicznościach i zbrodniach pokazanych w filmie, byłem już co do tego upewniony. Mamy oto społeczeństwo wczesnej epoki industrialnej, które żyje pracą i rozrywką. Jest to społeczeństwo zmaskulinizowane, a więc dochodzi tam do nieuchronnych nadużyć wobec kobiet, choć wyraźnie widać, że czas dominacji mężczyzn się kończy. Główna bohaterka pracuje w miejskiej centrali telefonicznej i jest przez swojego szefa, jak najbardziej faceta, ceniona i lubiana. Mowy jednak nie ma o niczym więcej. Kobieta jest samotna i wychowuje syna. Mąż od niej uciekł z powodów, które nie są dostatecznie wyjaśnione. Pewnego dnia to dziecko znika. Nikt nie wie co się stało, a filmowy „czarny lud”, którym straszy się widza, czyli policja rozpoczyna poszukiwania.

Ja się kiedyś zastanawiałem długo skąd się wzięła instytucja prywatnego detektywa i jaką ona pełniła funkcję w USA przed wojną, a jaką pełni dzisiaj w Polsce. To ciekawe zagadnienie, tym ciekawsze, że na wszystkich płotach wokół Warszawy, ktoś w zeszłym roku powiesił tablicę z napisem USŁUGI DETEKTYWISTYCZNE i numerem telefonu. Jest to u nas, jest w Tarczynie, a pewnie jest także w Błoniu i Otwocku. Otóż w USA zawód prywatnego detektywa pojawił się w wyniku skorumpowania policji, która zblatowana z władzą demokratycznie wybieraną, przekonana była, że oto otwierają się nowe obszary dziedziczenia stanowisk. To był ten moment, kiedy pojawiła się profesja prywatnego detektywa i cała literatura z nią związana. Fach ten zniknął, albowiem władza rzeczywista czyli banki, przekonała się, że nie może tolerować na prowincji zhierarchizowanej struktury, kontrolującej wszystko. W dodatku władza lokalna próbowała podzielić się wpływami z przybywającymi do USA i tworzonymi na miejscu gangami żydowskimi, włoskimi i irlandzkimi. Doinwestowano więc policję i wyposażono ją w narzędzia kontroli władzy demokratycznie wybieranej czyli w wysoką technologię. Nie stało się to od razu rzecz jasna i nie od razu fach prywatnego detektywa stracił na popularności. Nie jest to jednak aż tak istotne dla naszych rozważań. W filmie „Oszukana” nie ma bowiem prywatnego detektywa, jest zidiociały, agresywny kapitan policji miasta Los Angeles i jego popaprany szef, który wspomaga klikę burmistrza. Sprawa zaginięcia dziecka, zwraca uwagę prasy, ale policja, jest wyćwiczona w zwodzeniu pismaków, którym i tak zależy tylko na sensacji. Dzieciaka nie ma, ale wkrótce się odnajduje. Pokazują go matce, a ona mówi, że to nie ten. Wmawiają jej jednak, że się myli i wobec stada dziennikarzy, funkcjonariuszy i gapiów, kobieta zostaje zmuszona do przyjęcia pod dach obcego chłopca, który – co się okazuje w trakcie kąpieli – jest obrzezany. Prawdziwe dziecko bohaterki obrzezane nie było. Dzieciak jest ponadto niższy niż jej syn, ale uporczywie wmawia wszystkim, że jest tym zaginionym Walterem. Sprawa zaczyna wyglądać od strony emocjonalnej nieciekawie, ja w takich momentach zwykle zakrywam oczy dłońmi, albo odchodzę gdzieś na bok, żeby nie patrzeć na ekran. Potem jest jeszcze gorzej, bo kobieta zaczyna się upierać przy swoim, a policja – bez nakazu – zamyka ja w domu wariatów. Wszyscy mniej więcej się domyślamy, co mogło się dziać w domach wariatów w roku 1928. No i tam to wszystko jest. Z elekrtowstrząsami bez narkozy włącznie. Ordynator rzecz jasna współpracuje z władzą i nie ma nawet mowy, żeby ktokolwiek z tego przybytku się wydostał. Jest w tym wszystkim jedna pozytywna postać – pastor grany przez Johna Malkovicha, aktora niegdyś sławnego i podziwianego, a to z tego względu, że ma on lekkiego zeza i górna warga zachodzi mu na dolną i przez to wydaje się kobietom, niezwykle atrakcyjnym, a przy tym inteligentnym i brutalnym troszeczkę cynikiem. Jaka szkoda, że ja tak nie wyglądam. W tym filmie jednak Malkovich, który grywa już same ogony, jest pastorem prowadzącym przez lokalne radio kampanię przeciwko brutalności policji. To on interweniuje, wraz z parafianami, którzy jeden w drugiego są białymi, anglosaskimi protestantami i wydobywa bohaterkę z Głupiejewa. Zaczynają się procesy, które w filmie trwają kilka minut, a w rzeczywistości ciągnęły się dziesięć lat i wyglądało na to, że nie skończą się dobrze, choć wiele okoliczności na to wskazywało. No, ale się skończyły i dziś policja w USA już nie szykanuje obywateli. Co z dzieckiem zapytacie? Otóż przypadkowy detektyw, zostaje skierowany na małą farmę za miastem, gdzie ukrywa się nieletni uciekinier z Kanady. Po drodze spotyka dziwnego faceta, który zmaga się z przegrzanym silnikiem swojego auta, facet, ma na pace strzelby i widzimy wyraźnie, że zastanawia się czy ich nie użyć. Rezygnuje jednak i panowie rozjeżdżają się każdy w swoją stronę. Widzimy, że ten dziwny facet jedzie wprost ku granicy. Policjant zaś, kiedy już jest na farmie, znajduje tam nieletniego, który, już w komisariacie, wyznaj, że wraz z wujkiem mordował porywane na ulicach dzieci. Nas w tym wszystkim interesuje najbardziej wystrój wnętrza domu mordercy. Oto leżą tam święte obrazki i różańce. W rzeczywistości Gordon Northcott nie był katolikiem, a historia jego rodziny to w zasadzie jedno wielkie oskarżenie wczesno industrialnego społeczeństwa, w którym nie funkcjonuje etyka katolicka. Matka, która była kompletnie zwariowana mordowała dzieci wraz synem i bratankiem. Twierdziła, że Gordon jest owocem kazirodczego związku jej córki z jej mężem, a sama ubierała go do 16 roku życia jak dziewczynkę. Tak się składa, że kiedyś interesowałem się trochę masowymi morderstwami dokonywanymi w USA w latach międzywojennych. Procent kaznodziejów różnych protestanckich wyznań, albo ludzi za takowych się podających, był wśród nich bardzo duży. Podobnie jak zwyrodnienia, którym się ci ludzie oddawali. To co widzieliśmy w filmie to betka. Mam na myśli zabijanie porywanych dzieci siekierą na kurzej fermie. Był taki gość, który porywał dzieci podając się za pastora. Po każdym zaś morderstwie wbijał sobie szpilkę, pardon, w miejsce między odbytem a moszną. Kiedy go złapali miał tych szpilek ze czterdzieści i tak z tym chodził. To jest ciekawe, bo moim zdaniem wszystkie te przypadki wyglądają na uboczny produkt tworzenia nowoczesnego społeczeństwa bez zasad i wiary, które dopiero w trakcie własnej metamorfozy poszukuje jakichś punktów oparcia moralnego. I znajduje je w sądach rzekomo. Jak to jednak ostatnio zasugerował Wacek po rozmowie z jakimś amerykańskim ubekiem, kasta sędziowska, wykazuje naturalnej tendencję do przejmowania całej władzy i czyni demokrację fikcją. I na prawdziwość tej tendencji można zapewne znaleźć dowody w Biblii, choć nie ma tam słowa o demokracji. Jeśli więc tylko sąd ma być strażnikiem ładu moralnego, to ja bardzo przepraszam, ale się wypisuję. Do tego jednak zmierzamy, o czym w Polsce zapewniają nas wszystkie optujące za pełną demokratyzacją życia media. Przekonuje nas o tym także atak na Kościół. W filmie widzimy, jak morderca Gordon Northcott, najpierw mówi o swoim oczyszczeniu się z grzechów podczas sakramentu spowiedzi, a potem kiedy mu już założyli na łeb czarny worek, śpiewa kolędę – cicha noc, święta noc. Przy słowach – a u żłóbka Panna Święta – otwiera się zapadnia. Przypominam jeszcze, że głównym bohaterem jest pastor, postać pozytywna, grana przez gościa delegowanego zwykle do roli bezwzględnych uwodzicieli, albo brutalnych psychopatów. Dlaczego Clint to zrobił? Nie wiem. Sam jest przecież producentem własnych filmów i nie sadzę, żeby jakiś żyd wywierał na niego naciski. No, ale może….

Uważam Hollywood za poważną instytucję i sądzę, że obsadzanie katolików w rolach psychopatycznych morderców służy odwracaniu uwagi od istotnego mechanizmu deprawacji, któremu ulegają wielkie grupy ludzi traktujące religię w sposób prymitywnie instrumentalny, albo jako narzędzie polityczne. A jeśli religia jest tak traktowana, to wkrótce również prawo spotka taki sam los. Ja zaś na koniec zadam jeszcze jedno pytanie – skoro mamy taką, a nie inną sytuację w polskich sądach i w polskiej policji, to do czego służą dziś agencje detektywistyczne reklamowane na płotach wokół Warszawy? Do regulowania stosunków małżeńskich, powie ktoś, ale to z całą pewnością nie jest wyczerpująca odpowiedź.

Jeśli zaś idzie o dziecko głównej bohaterki filmu, to nigdy się ono nie odnalazło. Postawa pastora jednak i wyroki sądu, pozwoliły tej kobiecie żyć nadzieją do końca. Takie optymistyczne przesłanie niósł ten film.

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl

  17 komentarzy do “O przesadnym optymizmie, który wieje z filmów grozy”

  1. My, Polacy wolimy komedie i nie mamy takich problemow jak Amerykanie. U nas jest tak:
    ostatnio znany polski koszykarz, ale nie taki, co proponuje pod supermarketem, że odprowadzi koszyk do wiaty, tylko prawdziwy, z NBA – chłop w sile wieku publicznie oświadczył, że skojarzył, do czego ma jajka, to znaczy to coś, co tak lata i przeszkadza, jak się skacze z piłką. Znalazł też jakąś panią w sile wieku, która się zorientowała, że to coś, co ma między nogami i czasami swędzi to może jednak do czegoś służy.
    Oficjalna bajka polskich lekarzy głosi, że do 18 roku życia konieczność aborcji nie podlega dyskusji, od 18 do 25 jest zalecana, bo trzeba skończyć jakieś studia, podjąć pracę itp. Między 26 i 30 warto się zastanowić, czy nie lepiej zwiedzać świat, używać życia, dopóki się jest atrakcyjną kobietą, a po 30 jest ryzyko, że się urodzi dziecko z zespołem Downa. No, ale wybranka koszykarza zdaje się nie wierzy już w bajki i może ma nawet odłożone przynajmniej sto tysięcy dolarów na wszelki wypadek. Każdy etyk, profesor filozofii, lekarz czy seksuolog potwierdzi, że jak się ma sto tysięcy, to się dowiodło swojej przydatności dla społeczeństwa i można sobie pozwolić na potomstwo, a jak już nie da rady w sposób naturalny to jest to akurat suma wystarczająca na pokrycie wydatków w celu rozmnożenia się w nowoczesny sposób, w odpowiedniej klinice.
    Ja tych bzdur już nie słucham od wielu lat, bo nie mam telewizora, ale pamiętam, że dawniej te nauki i rady były nadawane non stop, w porach wysokiej oglądalności, na przykład po Dzienniku i różne mądre głowy, najczęściej z obco brzmiącymi nazwiskami, pouczały nas, jak należy postępować, a po 1989 roku powoływano się już tylko na przykład Zachodu, bo przykład Zachodu to jest najwyższy autorytet, absolutnie niepodważalny. Clint Eastwood w latach 1980-tych to był superbohater filmowy, ktory żył w nieosiągalnym dla nas, mitycznym świecie. Ale dzisiaj i u nas chodzi o to samo, to znaczy żeby nie mieć dzieci, albo żeby je narażać wciąż na ryzyko chorób, śmierci albo wypadków.
    Obawiam się jednak, że będę musiał zapłacić abonament za te wszystkie lata bez telewizora, bo państwo się upomni o zapłatę, a przecież te gadające głowy nie odejdą tak dobrowolnie, nawet wezmą odprawy, ale nie odejdą.  Tu potrzeba jakiegoś solidnego kija!

  2. wiedza moja tylko z przekaziorów, ale można z ich doniesień  wnioskować, że sukcesy takich prywatnych detektywów, są dokładnie uzgadniane z rządzącymi lokalsami. Porządek musi być. No może detektywowi zostawia się 5% dowodów na jego sukces bo jakiś sukces musi mieć bo klienci się nie zgłoszą.

    A skąd się rekrutują detektywi prywatni, gdzie się uczą zawodu i gdzie poznają struktury sprawiedliwości. ?

  3. Jest pan pewien, że ten komentarz koresponduje z tekstem?

  4. W policji….ma Pani rację, oni służą do dyscyplinowania policji

  5. Grodzisk Mazowiecki jak Los Angeles.

  6. W czasie Wielkiej Depresji, rzecz jasna.

  7. koniec filmu w iście japońskim stulu

  8. Ta ‚prawicowa renoma’ Clinta w naszym kraju jest trochę dziwna. Anty-western ‚Bez przebaczenia’ miał być gwoździem do trumny tego gatunku. Co trafię na jakiś jego film to występuje tam źle prowadzący ksiądz, a nasz bohater mimo rozterek moralnych udowadnia mu swoją wyższość (vide ‚Million Dollar Baby’ – film powiedzmy pro-eutanazyjny). Tylko w ‚Gran Torino’ ten ksiądz jakoś wychodzi z twarzą na końcu. Parę lat temu Eastwood poparł małżeństwa jednojajowe i generalnie określa się on jako libertarianin (nie mylić z labradorem ;-). Pamiętam, że te wszystkie filmy z lat 70-tych i pocz. 80-tych z jego udziałem, były męczące i nihilistyczne. W takim  np. ‚Brudnym Harrym II’, walczącym z ‚faszystowską’ policyjną bojówką na motocyklach, dobra jest tylko muzyka 😉 Itd., itd. I tak go będziemy lubić, ale zamiast katowania się całymi filmami można sobie pooglądać krótkie klipy na YT.

  9. Detektyw, którego usługi były mi potrzebne wykonał swoja prace bez zarzutów. Były agent ABW. Oni są połączeni z kolegami nieoficjalnie po odejściu. Sprawdzają ludzi, firmy, szukają dłużników gdy ktoś znika, zbierają dowody korupcji w rozgrywkach o stołki, zbierają dowody zdrad małżeńskich, przeprowadzają inwigilacje lub ochraniają przed nia. Mówiąc krótko – sa potrzebni.

  10. jacyś detektywi zarobili trochę na moich znajomych, bo ci chcieli udowodnić byłej synowej że  rozkład małżeństwa ich syna powstał z winy jej romansowości. Tak psychologicznie rzecz biorąc na taki romans ona nie miała czasu, była zapracowana ciągłym staraniem o wszystko w tym domu. Wszyscy to widzieli tylko nie teściowie. No ale jej teściom, trudno się było pogodzić z tym że syn nie jest królewicz , tylko zwykły truteń. Jacyś detektywi zarobili, chociaż zapewne nie dostali premii, bo nie było za co.

  11. Truten jest potrzebny do rozrodu, a krolewicz do czego? Po sezonie letnim pszczoly zamykaja ul i trutnie gina z zimna. Analogiczna sytuacja powyzej.

  12. Czy ja wiem, czy amerykańscy prywatni detektywi wymierają? Szczerze mówiąc, pierwsze słyszę. W Stanach rola prywatnego detektywa wynika z historii i filozofii tego kraju, w którym władza nie jest traktowana tak jak w Europie, ale jako organizacja wyłaniająca się w drodze samoorganizacji obywateli. Oczywiście, obecna władza w USA już dawno tym nie jest, ale lubi być tak właśnie postrzegana. Rudymentem tej historii są wybory szeryfa, prokuratora etc. Prywatny detektyw to czasem ochroniarz, czasem śledczy, a często łapacz zbiegów i egzekutor z komornikiem w jednym. Najczęściej oczywiście rozpracowuje sprawy jak najbardziej cywilne, głównie obyczajowe, ale także majątkowe. Słowem to, co niewiele obchodzi policję, przynajmniej dopóki nie pojawi się krew. Społeczeństwo amerykańskie w swej kulturze otacza tradycyjnego detektywa prywatnego wielką estymą, przykładów podawać nie muszę, bo każdy je zna. No i zwykle prywatny detektyw jest mało przez policję czy w ogóle wymiar sprawiedliwości lubiany i szanowany — musi być tolerowany, czasem bywa pożytecznym źródłem informacji, innym razem może ogarnąć czynności dla policjanta niewygodne, ale zwykle przeszkadza i mąci, zmusza do myślenia i pracy. Bo przecież policjant ma pensję, a detektyw prowizję, w dodatku pensję płaci rząd czy burmistrz, a detektywowi — klient. Stąd to naturalne napięcie na linii detektyw — urzędnik (policjant).

    Natomiast amerykańskie uprzedzenia do katolicyzmu dziedziczą się w prostej linii po Anglikach z ich nienawiścią do papieży i Rzymu, czy w ogóle do jakiejkolwiek władzy stojącej ponad czy poza Kapitolem. Protestantom to bardzo pasuje, zwłaszcza, że zarówno Irlandczycy (policja), jak i Włosi (gangsterzy), a także Latynosi (imigranci) to historycznie katolicy. Czy muszę tłumaczyć, że sami ustawiają się tym w pozycji kozła ofiarnego? Wśród ciężko pracujących, ascetycznych farmerów, handlarzy i rzemieślników każda z tych grup postrzegana jest z nieufnością, nienawiścią i strachem. Trudno więc się dziwić, że Żymianie z Hollywood wykorzystują to jak mogą, bo też mają z katolikami swoje porachunki.

  13. Zobacze ten film. Dzieki wielkie. Co pan mysli na temat serialu Detective? Pierwszy sezon.

  14. > Jaka szkoda, że ja tak nie wyglądam…

    Nie wiem czy chciałbym czasem wyglądać jak Clint, bo wolę własny wizerunek i własne kłopoty. W szczególności nie chciałbym dla własnych egoistycznych celów zostać burmistrzem artystycznego miasteczka, które przez dziesięciolecia nie chciało i nie potrzebowało postępu, dopóki ten celebryta nie uwiódł w wyborach blisko 3/4 ludności (a więc nie tylko kobiety).

    Eastwood i Carmel w hrabstwie Monterey

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.