Lip 232014
 

Na portalu GW ukazała się wreszcie informacja o tym człowieku, który rozjeżdżał ludzi na Monciaku. Okazuje się, że to wybitny pracownik korporacji, a konkretnie działu HR. Możemy więc śmiało, na podstawie tylko tej jednej wiadomości przyjąć, że pan ów jest po prostu świrem. Ja miałem do czynienia z kilkoma ludźmi od rekrutacji i powiedzieć mogę tyle, że oni są po prostu tacy sami. To jest ten sam typ oszusta, który formatowany jest w jakiejś podziemnej maszynce do mięsa wielkości stodoły. Inaczej być nie może.
Ten co ludzi rozjeżdżał, miał na przykład fioła na punkcie zdrowego życia, posiłki do pracy przynosił sobie w specjalnych słoikach i, jak nas informuje GW, bardzo dobrze grał w squasha. Nie wiem co to jest ten squash, ale zgaduję, że coś wyjątkowo bezsensownego. Najciekawsze zaś jest to, na jakim etapie znajduje się dziennikarskie śledztwo gazowni. W tekście opisującym tego zwyrodnialca stoi, że przed swoim czynem mamrotał buddyjskie mantry, ale – jak pisze autor tekstu – w tej pokojowej religii nie należy szukać przyczyn ataku. To jest najlepszy fragment tekstu jaki kiedykolwiek został napisany przez autora stamtąd. Nie dorównuje mu żaden tekst Orlińskiego. W tej pokojowej religii nie należy szukać przyczyn ataku – wskazówka dla śledczych po prostu. No i to założenie, że miał miejsce jakiś atak. Z jakiej przyczyny? Jedzenie w słoikach było niesmaczne czy squash się zepsuł z samego rana?
Buddyzm z istoty mnie nie interesuje, ale tak dla przypomnienia rzec chciałem, że wojny toczone w średniowiecznej i nowożytnej Japonii, a także w Japonii nowoczesnej, były wojnami prowadzonymi przez buddystów i dżinistów, oraz wyznawców jakichś jeszcze religii, których rozpoznać nie potrafimy. Szczerym buddystą był pan Miyamoto Musashi, mistrz sztuk wszelakich, który sypiał z otwartymi oczami i zamkniętym sercem, a jak ktoś chciał się z nim pojedynkować pan Musashi zabijał go samym tylko spojrzeniem swoich kamiennych oczu. Szczerymi buddystami byli japońscy oficerowie, którzy wydawali rozkazy mordowania jeńców wojennych, a także czasem ich zjadania, o czym nie dalej jak wczoraj pisała ta sama gazownia.
No, a tutaj mamy buddystę aspirującego, który może i miał ochotę wypruć komuś flaki, ale w korporacji był tylko ten squash, a nie tradycyjna japońska szermierka, kupił więc sobie japoński samochód i załatwił sprawę inaczej. Jakież będą jego dalsze losy?
Przypuszczam, że gazownia, po głębokim i poważnym dziennikarskim śledztwie, odnajdzie w jego życiu jakąś starą babcię, a może stryjenkę, której powierzono go w opiekę, kiedy był mały. Ta stryjenka była oczywiście katoliczką, która dwa razy w tygodniu chodziła do kościoła, a różaniec miała owinięty na pięści przez cały właściwie czas. No i wtedy okaże się, że to ona zaszczepiła mu wprost do serca czarne robaki zemsty, które wylęgły się po latach i zaczęły mu to serce zjadać. Nie wierzycie? Poczekajcie.
Są bowiem religie pokojowe i religie wojenne. Gazownia pisze o tym co jakiś czas. Bezwzględnie pokojową religią jest oczywiście judaizm, dalej idzie buddyzm, a może ludowe pogaństwo, sam już nie wiem, gdzieś niżej plasują się sekty protestanckie, w których kapłanami mogą być kobiety, potem mamy suficki islam, obojętnie co by to nie znaczyło, następnie husytyzm, islam normalny, prawosławie, satanizm, a na końcu religię rzymsko-katolicką, która jest po prostu jednym wielkim nawoływaniem do wojny i zniszczenia. Tak to mniej więcej wygląda.
Ponieważ piszę teraz książkę czeską, sprawy te ujawniają się przede mną w różnych kontekstach. Bo trzeba wam wiedzieć, że nie tylko GW uprawia ten sport, który polega na wartościowaniu wyznań na zasadzie – pokojowe-wojenne, czynią tak prawie wszyscy pracownicy naukowi zwani humanistami. I trudno doprawdy znaleźć kogoś, kto spojrzałby trzeźwo na sprawy husytyzmu czy aktywności braci czeskich w Polsce w XVII wieku. Wszyscy bowiem, którzy występują przeciwko Kościołowi Katolickiemu, są z miejsca klasyfikowani jako ludzie dobrzy, prawi i dążący z całym impetem do szczęścia innych ludzi, nawet jeśli zdarzy im się kogoś zamordować. Aspekt gospodarczy rzecz jasna w tych wszystkich rozważaniach na temat religijności pokojowej i wojennej nie istnieje.
Na tej samej stronie GW mamy artykuł poświęcony jakiemuś psu z Ameryki, którego właścicielka kazała uśpić bo miał nowotwór. Najpierw jednak urządziła dla niego przyjęcie, potem zawiozła go gdzieś na spacer, no i było takie ogólne psie święto. Potem zaś szybciutko do rakarza i do piachu. Sprawa jest oczywiście na fejsie i wszyscy płaczą. Po tekstem o psie mamy rzecz jasna fantastyczne komentarze, w jednym z nich ktoś napisał, że marzy o tym, by ludzie mogli odchodzić w taki sposób, w spokoju, bez stresu, w otoczeniu kochającej rodziny. Ja się rzadko zajmuje omawianiem tego rodzaju obłąkania, ale to ze względu na moje osobiste obawy przed śmiercią i cierpieniem. Wolę o tym nie myśleć i nie pisać po prostu. Wiem jednak, będąc świadkiem kilku agonii, że w takich wypadkach nie ma raczej mowy o pogodzeniu się z losem i spokojnym oczekiwaniu. No chyba, że ktoś, jak moja matka, jest usypiany przez nowotwór produkujący wielkocząsteczkowe białka.
Jak ktoś nie ma szczęścia i jest przytomny, to po prostu walczy i z walki tej raczej nie ma zamiaru rezygnować. Pies zaś to jednak nie człowiek, jak się wydaje komentatorom w GW, pies lubi zjeść hamburgera i pomachać ogonem, to jest wzruszające, ale to nie jest jednakowoż człowiek, który przeżywa swoją egzystencję w tylu wymiarach, że się o tym korporacyjnym buddystom nawet nie śniło.
Pamiętam kilka wyjątkowo idiotycznych historii dotyczących zgonów, które nastąpiły ponieważ ludzie zostali dotknięci obłędem podobnym do tego, jaki eksponuje dziś gazownia. Chodzi mi o trywializację śmierci i zrównanie w niej człowieka i psa. Zwykle odbywa się to na dwa sposoby, ale efekt jest zawsze ten sam – człowiek w godzinie śmierci staje się psem. Mamy więc albo metodę zastosowaną dziś przez komentatorów gazowni, albo metodę odwrotną, kiedy to śmierć przedstawiana jest jako ziszczenie się marzeń, a towarzyszy jej zwykle sfingowane rozczarowanie życiem, w wyniku niepowodzeń w szkole albo w miłości.
Mnóstwo się o tym pisało w gazetach dawnymi czasy, w takim „Na przełaj” dla przykładu, ale też w innych tygodnikach. Postacie różnych niepogodzonych z życiem samobójców, dotkniętych piętnem genialności lansowane były dość szeroko. Potem słyszało się, że ten i ów licealista, w porywie nagłym, a może też trochę po wódce, wyleciał z balkonu wykrzykując jakieś podniosłe hasła. Jakiś inny napisał testament, w którym wyraził życzenie, by spalono go po śmierci, zaś jego prochy rozsypano nad Himalajami. Nie chciałbym być w skórze rodziców tego durnia, kiedy policja w towarzystwie jakiegoś zbałwanionego psychologa odczytuje im z kartki kulfony ich nieżyjącego dziecka. Dziecka, któremu ktoś zrobił wodę z mózgu historiami o psach co jadły przed śmiercią hamburgery, a potem trafiły na mały zielony cmentarz skąd bardzo dobrze widać statuę wolności. Nie chciałbym być w skórze ojca, który chciał takiego mistrza wychować na człowieka, a potem musiał słuchać jak gliniarz sylabizuje z kartki te teksty o Himalajach. Miałem, nie wiem skąd wzięte, wrażenie, że tego rodzaju trendy już zanikają, okazuje się jednak, że nie, że to żyje nadal i ma się dobrze. Tyle, że teraz idealiści prący z całą siłą ku doskonałości i nirwanie nie dokonują już zamachów na własne życie. To takie niepraktyczne. Jeden z nich właśnie wskazał im drogę dalszego duchowego rozwoju. O wiele lepiej przecież organizować zamachy na życie innych, najlepiej przypadkowych osób. Ileż w tym adrenaliny, ileż przygody i prawdy, prawie tyle samo co w organizowanych przez różne korporacje skokach na bungie z wysokiego mostu.

  29 komentarzy do “O religiach pokojowych, wojennych i śmierci trywialnej”

  1. Ten pies to przygotowania POkojowej sekty z Czerskiej do propagacji eutanazji 😉

  2. Rozumiem, że parabole i paralele ale trzeba trzymać się faktów. Nie ma w Japonii dżinistów. To jest religia Indii, która w żaden sposób, z jej obsesyjnym poszanowaniem dla każdego życia, nie zostałaby zaakceptowana w Japonii. Najważniejszą religią jest shintoizm, w którym jednym z bóstw jest Cesarz. To wyznawcy tej państwowej religii są (głównie) odpowiedzialni za wszystkie okropności historii Japonii. Z drugiej strony jest pokojowy buddyzm, którego immanentną cechą jest nieustający rozpad na sekty i zbrojne walki pomiędzy sektami (klasztorami). To w Japonii występowali w charakterze najemników mnisi – wojownicy (tradycja przyszła z Chin, z klasztoru Szaolin czyli po japońsku Shorin). Przypomina to husytów? A ten nieustający rozpad na sekty i szkoły i walki pomiędzy nimi nie przypomina rozpadu protestantyzmu? Ta atrofia jest wszędzie obecna nawet dzisiaj. I to pozwala docenić wielkość KK, jego ziemskich zarządców potrafiących, z Bożą pomocą, utrzymać jedność. I pozwala zrozumieć zaciekłą wrogość jego wrogów.

  3. Nie HENRY. Ten pies to bardziej złożona funkcja logiczna treści, które GW teraz formatuje. Taka bardziej protestancka eutanazja. Choćby zjadanie przegranego w squashu, żeby nie marnować całkiem funkcjonalnych zasobów energetycznych. Czy konstrukcje bardziej złożone, przegrałeś 1 setem, punktem, … tracisz wątrobę, oko lub nerkę. W kolejnym etapie / poziomie fiesta, znieczulacze i zabawki przy urnie.

  4. jak ja to lubię, te regilie państwowe; zamordyzm i zinstytucjonalizowany szaber

    za Wiki:

    Szaber – proceder przestępczy, polegający na grabieży mienia pozostającego bez opieki w wyniku klęsk żywiołowych, PRZEWROTÓW SPOŁECZNYCH lub wojen (z niem. schaben – zeskrobywać; tu: zdrapywać, rozdrapywać majątek)

  5. My tu rozprawiamy o rzeczach bardzo abstrakcyjnych, a ci co są wysoko truchtają po ziemi i zabezpieczają sobie byt. Może coś o małym czeskim łączniku, czyli pani Ewie Lewickiej Banaszak, która urodziła się w Hradec Králové,
    Na jej przykładzie widać, że nie potrzeba grywać w squasha, jadać zdrowo i wygłupiać się na sto innych sposobów., a tylko wystarczy odpowiednio zaprogramować swój byt i odpowiednio nawigować. Tu pani Ewa úplně složila zkoušku jako navigátor.
    Socjolog po PZPR i Solidarności w 1989 roku zajmuje się w rządzie Buzka sławetnymi czterema reformami. Pracuje nad przygotowaniem stosownych aktów prawnych, by już 3 lata później stanąć z drugiej strony barykady i zaczyna szefować Izbie Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych. Zapytana publicznie, czy to nie jest aby niemoralne przygotowywać reformy pod podmiot, który obecnie reprezentuje stwierdziła, że nie i to bez zająknięcia się.
    Teraz walczy o to, by do OFE trafiły składki, bo przecież od tego zależą wypłaty tam zatrudnionych. Bierze aktywny udział w lobbowaniu i sugeruje, że to co proponuje rząd, to skok na kasę przyszłych emerytów (tupeciara), co objawi się obniżką przyszłych emerytów.

    Nic nie mówi o swoich zasługach, bo właśnie pakiet emerytalny Buzka spowodował, że emeryt, który zostałby w ZUSie i dostawałby emeryturę ponad trzy tysiące brutto na starych zasadach, to w myśl nowych zasad dostanie obecnie coś około tysiąc osiemset.

    Pani Ewie nawet nie przyjdzie do głowy myśl by rozbijać się hondą, bo nie pracuje w, ale dla korporacji.

  6. Tak w temacie Czech. Oglądałem 2 dni temu film Święta czwórca (2012) – http://www.filmweb.pl/film/%C5%9Awi%C4%99ta+czw%C3%B3rca-2012-667811
    O fabule możecie Państwo przeczytać pod linkiem wyżej – 2 małżeństwa mieszkają obok siebie, znudzeni są życiem seksualnym. Mężowie pracują w elektrowni i dostają zadanie wyjazdu na zniszczone Karaiby. Żony jadą z nimi i tam wywiązuje się seksualny czworokąt.
    Jest tam kilka ciekawych scen.
    Pierwsza – bohaterowie dowiadują się, że mają tam jechać. Pada pytanie – dlaczego nie pojadą tam ci co mają bliżej, amerykanie albo brytyjczycy? Odpowiedź: bo nikt nie zapłaci za ubezpieczenie pracowników, bo praca jest zbyt niebezpieczna.
    Kolejna scena to namawianie wierzącej kobiety do udziału w sex imprezie. No i ona w końcu ulega. I tam jest to wytłumaczone dlaczego – seks to przyjemność, oni się kochają wszyscy razem, uszczęśliwiają się i nie robią nic złego. Zatem nie ma grzechu.
    Na koniec o całej sprawie dowiadują się dzieci tych 2 małżeństw. Co ciekawe 2 synów i 2 córki na wzajem też się spotykają i na końcu pada niewybredna sugestia, że oni także powinni stworzyć czworokąt. Część dzieci nie ma nic przeciwko, ale jest jedna dziewczynka, która ma opory i ewidentnie się łamie.
    Kolejna scena (wszystko dzieje się blisko Bożego Narodzenia) pokazuje święta. Bohaterki pracują w sierocińcu i tam organizują szopkę. W szopce są 2 Jezuski, 2 osiołki, 2 szopki itd. I to tak wszystko w duchu radości i powszechnej akceptacji (poza jedynie dziadkami, którzy częściowo tego nie łapią). Ale dziadkowie też nie są bez winy, bo okazuje się, że babcia za młodu żyła w sekskomunie. Co wyznaje po 45 latach swojemu mężowi.
    Jest jeszcze scena w pracy – jedna kobieta posyła jednoznaczne spojrzenia bohaterowi. Potem są w kościele na bożonarodzeniowej mszy i ona znów mu posyła spojrzenia i pokazuje faceta swojemu mężowi. On kiwa, że facet jest ok. Szykuje się kolejna orgietka.
    Tak w skrócie.
    Na wielu płaszczyznach występuje tu negacja tego o czym Pan Gabriel pisze i my rozmawiamy. Sygnały w kierunku USA/UK są oczywiste – kto jest kim i sygnał, że czesi to akceptują i rozumieją. Negacja roli rodziny, nowe standardy są akceptowane przez dziadków, rodziców i dzieci. Rodzina i wierność to coś co nigdy nie istniało i jest jedynie balastem.
    A takich niuansów w czeskich filmach jest mnóstwo. I one przez to są ogromnie ciekawe przez to, że oni tam się nie kryją z czym walczą, do czego dążą a przekaz i sygnały do sponsorów są jaskrawo bijące po oczach.

  7. Pisze Pan książkę czeską? Coś w stylu „Irlandzkiego majdanu”?

  8. Diagnoza zjawisk tak ulotnych jak propaganda diabelsko-złodziejska to jest rzecz skomplikowana, ale to nie znaczy, że abstrakcyjna.

    W wojnie OFE z ZUS nikt rozsądny nie powinien brać udziału, bo te instytucje siebie są warte,
    polecam zakopać złoto w ogrodzie lub inwestować konserwatywnie.

  9. Gazeta Wyborcza to jest taka Trybuna Ludu dostosowana do XXI wieku.Gdy przegladam polskie media elektroniczne to dochodze do wniosku ze one, od „naszych” do nie naszych” maja pewna ceche wspolna. Nie traktuja mianowicie powaznie swoich odbiorcow.
    Po Mundialu przegladalem Rzeczpospolita I w tym samym numerze znalazlem dwa artykuly. Jeden glosil ze zorganizowanie mistrzostw stanowi potezny impuls dla brazylijskiej gospodarki a w drugim napisano ze mundial wbrew oczekiwaniom I zapewnieniom nie przyniesie Brazylii zadnych korzysci a tylko obciazenia.

    Wydaje mi sie ze chyba jedyna gazeta ktora powaznie traktuje czytelnika to Nasz Dziennik.

  10. Zasadniczo jest tak, że czytam tekst Coryllusa rano tutaj , a potem w zależności od dnia zaglądam wcześniej lub później na salon. Dziś z różnych powodów zaczęłam z opóźnienie od salonu. Tekst sam wyjątkowy dla mnie z wielu powodów, ale na salonie było już kilka wpisów . M. in. TROPICIEL……

    Mogłam już tylko wyłączyć komputer , napchać do oczu maści antybiotykowej na te spojówki ,,pogryzione” przez farby remontowców …… Razem oba te teksty i tak wykluczały dalsze czytanie czegoś… ani pisać nie miałam siły ……

    I teraz , przed kolejną porcją maści zajrzałam jeszcze na salon.
    Nie rozumiem co się niektórym ludziom dzieje z głowami .

    Poległa na polu chwały . Tak Coryllusie. Trudno to lepiej ująć.

    bez komentarza

  11. Wielce jestem zadowolona, że wreszcie pisze Pan tę książkę o Czechach. Obiecałam ją szwagrowi (Czechowi) już dawno.

  12. Wymknie się, bo dostanie stosowną diagnozę i uniknie procesu karnego. Te pierdoły podawane przez gazownię maja opinię na to przygotować. A po krótkim pobycie w szpitalu wypuszczą go na wolność.
    Zdrowym eufemizmem jest nazywanie obrażeniami egto co zrobił tym ludziom.
    Stan samochodu najlepiej świadczy o tym co tam się działo. Wiele z tych osób będzie trwale oszpeconych lub będzie kalekami. Ten typ powinien spędzić za kratkami sporo lat.
    Mam gdzieś z tyłu głowy myśl, że ktoś z poszkodowanych, a może osoba/osoby, które cudem uniknęły rozjechania były faktycznym celem, a może raczej jakiś odchyleniec (nie ten zza kierownicy) chce pokazać, że można nas bezkarnie rozjeżdżać. To wszystko ma jakąś potworną logikę.

  13. Sprawdzić co to jest squash zajmie 5 sek., ale cenniejsze jest obnoszenie się z tym jak to bardzo jestem ponad to, jak bardzo mi nie zależy aby nie wiedzieć co to jest itp. Według mnie żałosne.

  14. Przepraszam, że nie na temat, ale jestem tu pierwszy raz i czytając pytanie: Kto zabił Bartolomeo Berecci? wydaje mi się, że to nazwisko powinno być odmienione w dopełniaczu, więc chyba Berecciego?

  15. Doprawdy? A po co sprawdzać co to jest squash?

  16. Bo razi pozerstwo na „jestem Polakiem, tradycjonalistą i z zasady nie chce znać znaczeń wyrazów obcych” jest śmieszne.

  17. Wikipedziści ante portas!

  18. Inga = Ebenezer? 🙂

  19. Hasło „squash” znajdziemy także w Encyklopedii PWN, Słowników Wyrazów Obcych, Słowniku Języka Polskiego, w Britannice, a i kto wie czy nie znajdziemy go i w przedwojennej encyklopedia Trzaski, Everta i Michalskiego. Jak brzydzi wikipedia to regał z książkami powinien być w zasięgu ręki 😉 W obecnych czasach pisanie „nie znam słowa” jest naprawdę głupiutkie. I jest albo popisywaniem i wywyższaniem się (nie znam bo nie chcę znać i jestem przez to lepszy od tych co je znają), albo jest zwykłym lenistwem, a co jednak autora nie posądzam.

  20. Czy to takie ważne było w tym tekście? nie wszystkich korpo-moda interesuje, 5 sekund to kupa czasu 🙂

  21. ” I jest albo popisywaniem i wywyższaniem się (nie znam bo nie chcę znać i jestem przez to lepszy od tych co je znają) ” – Jeśli autor mysli tak, to ma rację.

  22. Relacja autora z czytelnikiem to relacja typu mistrz i jego uczeń. I jeżeli autor (mistrz, autorytet) wskazuje mi, że czegoś nie wiem to dobrze. To dla mnie dobry kierunek: doucz się, doczytaj, dowiedz. Jeżeli jednak autor zarzuca mi, że moim problemem jest to, że coś wiem, czego on nie wie, i się tym chełpi, to jestem w kropce, nigdy bowiem tej wiedzy nie wykasuję. I w ten sposób relacja autor – czytelnik się wali, bo autor już nie wskazuje mi drogi.

  23. Twierdzenie, że 5 sekund to mnóstwo czasu to właśnie takie korporacyjne. Squash jest nieważny, ważne jest to co się za nim kryje – pogarda.

  24. pogarda, mowa nienawiści, dzielenie narodu, podpalanie Polski i atak na świeckość państwa ? 🙂

  25. to tak nie działa tutaj, my sobie nie życzymy żeby autor się nam próbował przypodobać, książki skarg i zażaleń też nie prowadzi, nie uczy nas i nie wychowuje, rozmawiamy jak poważni ludzie, ostatnie słowo ma jednak autor, nie ma tu równości za to lepiej się oddycha 🙂

  26. Ja pisze o autorze, a nie o Polsce.

  27. Ano, tadmanie, Zły szaleje, podrajcowany odorem krwi w nieodległej przecież Ukrainie.
    A tak BTW, coryllusie, czy zwróciłeś może uwagę, kto zakładał przemysł węglowo-stalowy w Zagłębiu Donieckim? Może dlatego właśnie Rosja tak nie może ścierpieć przejęcia go przez niepodległą Ukrainę? To zresztą może mieć pośrednio przełożenie na postawę City w obecnym konflikcie rosyjsko-ukraińskim. Obawiam się, że nie minie kilka miesięcy, a przekonanie o odpowiedzialności Moskwy za zestrzelenie malezyjczyka ulegnie penalizacji w Unii, tym wzorcu cnót demokratycznych, prawdy i swobody.

  28. Nie, to raczej władza znowu stosuje rozwiązania, które sprawdziły się w kolejnych Marszach Niepodległości.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.