Lis 152018
 

Jak wiecie sieć pełna jest pisanych rzekomo przez naturszczyków i przez takich naturszczyków produkowanych treści, zwykle anonimowych, które mają poruszyć serca. One się trochę różnią od prostych wyłudzeń pieniędzy na chore dziecko, które potrzebuje krwi, ale służą czemuś podobnemu. Ja wiem, że wielu moich znajomych z fejsa się teraz obruszy, bo ja na ich profilach właśnie znajduję a to opowiadania o dzieciach z domów dziecka cudownie odnajdujących mamy, a to o psach, które kochają swoich właścicieli po grób, a to o czymś innym, ale podobnym. Ich cechą wspólną jest takie nagromadzenie nieprawdopodobnych emocji i takie ich uproszczenie, że trudno powiedzieć słowo krytyki na temat tych utworów, bo nawet jeśli się wytoczy najcięższe działa, wielbiciele tego typu produkcji, wzruszą ramionami i powiedzą – ale o co ci chodzi, to przecież tylko opowiadanie. Mnie zdumiewa w tym zachwycie dla takich historii jedna kwestia, której ludzie linkujący je i podsyłający innym nie zauważają – polubienie tych kawałków to w gruncie rzeczy deklaracja absolutnej, fizycznej i mentalnej samotności, z którą nie można sobie poradzić. Samotności głębokiej, bo obecnej mimo rodziny, prac, pasji, często sukcesu. Samotności, która nie zniknie za jasną cholerę, takiej, którą można jedynie stymulować, żeby nie oszaleć. Ponieważ ja widzę u kogo one się pojawiają, a wiele pamiętam i wiele rozumiem, jestem wręcz pewien, że są one obliczone na selekcję ludzi naprawdę i bezwzględnie samotnych, którzy – chcąc nie chcąc – ujawniają swoje emocje, albowiem te nie mają żadnej ochrony. – Po co – zapyta ktoś? Nie wiem – odpowiem. To się okaże u końca czasów, albo u końca fejsbuka, albo u końca projektu o nazwie powszechna sieć, dostępna dla wszystkich. Jestem pewien, że chodzi o wskazanie tych bezwzględnie i nieodwołalnie opuszczonych.

Jak wiecie niełatwo mnie zwieść i nie ulegam emocjom. Próbuję jakoś rozpoznać rzeczywistość i jej elementy trwałe. Do tych zaś w pierwszym rzędzie należą hierarchie. Pytam więc teraz – jakie miejsce w hierarchiach niejawnych, kreowanych w sieci, bo wiem, że takie są, zajmują ludzie bezwzględnie i nieodwołanie samotni, którzy – mimo że nic na to nie wskazuje – stają bezradni wobec ewidentnych produktów marketingowo-reklamowych mających wyciskać łzy? Nie wiem, ale myślę, że szczególną. Nie wiem czy wysoką, czy niską, ale na pewno szczególną. Inaczej nie byłoby tych historii aż tyle. Nie rozwiążę tego problemu teraz, ale chcę wskazać tylko jak nędzne i podstępne są te kawałki. Mechanizm ich działania jest prosty, a uwodzicielski czar łatwy to zdemaskowania. Generalnie chodzi o łatwość podsuwanych rozwiązań oraz o ewidentną i dającą się od razu zaakceptować fikcję. Musi też być ładnie. To znaczy bohaterowie muszą być ładni, nie mogą być ułomni, a jeśli są chorzy to zaraz z tego wychodzą, ewentualna śmierć wymusza zaś na twórcy aranżowanie bardzo eleganckiego pogrzebu. Myślę więc, że ich funkcja może też polegać na tym iż stymulują one podstawowe potrzeby estetyczne, które ma każdy, ale nie każdy wie jak je zaspokoić. To jest przekładnia, która przenosi emocje związane z pięknem na emocje związane z dobrem. Te zaś nie zawsze idą w parze. I to ważna konstatacja, bo ulitować się nad ładnym dzieckiem potrafi każdy, a nad brzydkim i ciężko chorym nie każdy. Wzruszyć się losem przystojnej, samotnej kobiety adoptującej dziecko potrafi wiele osób, szczególnie zaś wielu kompletnie nieodpowiedzialnych panów. Co innego kiedy adopcja jest dziełem matki brzydkiej, nieco szalonej, aspirującej, świadomej swych niedostatków, a przy tym tak głęboko samotnej, że gotowej zadręczyć to swoje adoptowane dziecko, a także wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób mogliby zakwestionować jej prawa do niego. Ja znam takie przypadki i znam ludzi, którzy takim matkom pomagają. Tych historii nie znajdziecie w sieci, bo one są nikomu do niczego niepotrzebne. Nie mieszczą się w konwencji, która króluje na fejsie. A mimo to są prawdziwe. I jeszcze jedna kwestia – ładne, ugłaskane, dobrze kończące się historie o nieszczęściach są po to, by przekonać ludzi wrażliwych i samotnych, że Kościół jest im do niczego niepotrzebny. Bo tam nie ma tej świeżości, nie ma oddechu i prawdy, która znajduje się w latających po sieci kawałkach. Jeśli dołożymy do nich memy, w których różni twardziele deklarują, że religia służy temu jedynie, by słabsi mogli poczuć się silniejsi i mniej samotni, mamy komplet wrażeń. Jesteśmy na fejsie, w społeczności, gdzie każdy jest znajomym każdego, w samym środku zaś tego tańca obracają się wypucowane aranżacje ujawniające pustkę i bezradność każdego z osobna, a także rozpaczliwe próby zainteresowania sobą kogokolwiek. W istocie dewastują one wrażliwość zamiast ją pogłębiać. Kierują naszą uwagę ku wyborom łatwym i nie wymagającym poświęceń, w zasadzie są zastępnikami poświęceń. Oczywiście nie ma mowy, by je skrytykować, bo w najlepszym razie usłyszmy, że to jest zabawa bez znaczenia, na którą człowiek poważny nie może zwracać uwagi. Dlaczego ja więc tę uwagę zwróciłem? Między innymi dlatego, że wiem co może być odpowiedzią na takie pułapki, rzecz jasna poza wstąpienie do klasztoru i poświęceniem swojego życia opiece nad trędowatymi, chorymi na puchlinę wodną, albo raka. Myślę, że specjalizacja i zawodowstwo, to znaczy takie spozycjonowanie istotnych akcentów w życiu człowieka, które uniemożliwi połowiczny rozpad emocji. Uniemożliwi obecność treści rzewnych, pozornie głębokich w istocie zaś służących dewastacji. Ponieważ profesjonalizm został już dawno zakwestionowany jako wartość i jakość, a liczy się tylko amatorszczyzna wyciskająca łzy, chciałem pokazać raz jeszcze, bo dawno do tego nie wracaliśmy, moment, w którym to oszustwo ujawnia się w całej jaskrawości i swojej ponurej nędzy. Mamy oto program „Mam talent”, a w nim rzekomych amatorów, którzy mają wzbudzić zainteresowanie zawodowców. W istocie mamy przed oczami samych zawodowców, tyle, że całkowicie pozbawionych wstydu, albowiem odizolowanych od emocji autentycznych, za to zanurzonych w całości w emocje sfingowane. I jedni przy tym oceniają drugich. Tak się w Polszcze naszej składa, że nie ma takiego rzekomo amatorskiego spektaklu, który nie zahaczyłby raz czy drugi w sposób prowokacyjny bądź żartobliwy o tematy religijne. To w zasadzie jest nie do wyobrażenia. Spójrzcie na to

https://www.youtube.com/watch?v=idgfIJn6X84&feature=share

Mamy tu zawodowego artystę, któremu tekst napisał zawodowy tekściarz. Poznajemy to zarówno po rzekomych improwizacjach tego pana, jak i po tym, że format tekstu jest znany i popularny, rozpoznajemy go w różnych innych, podobnych utworach. Wszyscy jednak zgodnie udają, że oceniają działania amatorskie, publiczność zaś szczerze się wzrusza. I teraz wyobraźcie sobie, że ktoś ładuje w ten zestaw coś bezwzględnie prawdziwego. Jak myślicie, jaka będzie reakcja? Ja wiem. Wściekłość o jakiejś się wielu z nas nie śniło. Może jeszcze szyderstwo…

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl

Przypominam, że tylko do 20 przyjmujemy zgłoszenia na I konferencję LUL, która odbędzie się 8 grudnia w Tłokini pod Kaliszem. Przypominam też, że od piątku do niedzieli jestem na targach książki w Łodzi, Al. Politechniki 4, stoisko nr 45.

  20 komentarzy do “O rzewnych historiach zastępujących duchowość”

  1. oglondajo te teledurnieje, a potem nie potrafią prawidłowo oceniać rzeczywistych zdarzeń. A na tych co próbują zdroworozsądkowo oceniać jest bat. „Nie oceniaj”, albo religijny. „Nie sądź bo będziesz sądzony”.  Człowieku ja sobie doskonale zdaję że będę sądzony. To element mojego istnienia. Swoją drogą, to zabawne jak słowo „amator” wynurzyło się z pejoratywnego sensu i nobilitowało na coś co należy podziwiać. Nie za umiejętności, ale za przepaść między nimi a możliwościami. A skoro ocenia się wysokość od dna, to nic prostszego nie trzeba robić, aby zwiększyć ocenę jak obniżyć dno. I tym sposobem przeszliśmy do literatury polskiej.
    Dziękuję Państwo za uwagę, zaznaczam że jest to mój pierwszy tekst na tym portalu, do tej pory uczyłem się pisać na tabliczce klinowej.

  2. Jedna z aktorek długo samotnie nosiła na rękach chłopczyka o imieniu Madox, stylizując się na samotne macierzyństwo. Dziś pewnie ten chłopak  by ją postarzał, więc zniknął z marketingu otaczającego aktorkę.  Zapewne Madox Jolie – Pitt, miał więcej szans w życiu, niż jako sierota Madox.

  3. Ja wiem, że to nieco inna duchowość, ale jak widać wzruszać się na Facebooku można również spontanicznymi wypadami rowerem samotnych dziewczyn z Ameryki w 1938… https://facebook.com/photo.php?fbid=1699798760044679&set=a.566123300078903&type=3&theater

  4. Na bank coś sprzedają, „storytelling” to nowa strategia marketingowa. Reklama obecnie potrafi być dobrze zamaskowana, a towar sprzedawany w pakiecie ze stylem życia. Taka opowieść marketingowa zawsze jest powiązana z emocjami na wysokim c, więc lepiej się nie zbliżać. Jest takie wojenne opowiadanie Dicka: siedzą sobie ludzie w nocy przy ognisku, aż tu podchodzi dziecko, kobieta w ciąży albo ranny żołnierz. No i kto by ich nie wpuścił? A to były roboty uzbrojone w bomby, tylko tak rzewnie przebrane

  5. I przyszło mi do głowy, że te łzawe historyjki układają po prostu boty, ktoś je testuje w sieci?

    Program do układania „opowieści biznesowych”:

    „Poznaj krok po kroku Narracyjne Puzzle czyli opowieść w 9 krokach oraz podręczny mapownik opowieści Sykomor– uniwersalne narzędzia stortellingowe, które pozwolą Ci w naturalny i praktyczny sposób układać opowieści, które pokochają klienci.”

  6. Świetny tekst! A jeśli mowa o talent show to ostatnio jakoś tak się złożyło, że obejrzałem jeden odcinek Voice of Poland i wkurzyłem się na maksa. Występ dziewczyny który mnie osobiście znokautował okazał się niewystarczający dla Patrycji Markowskiej. Kurczę. Mam podejrzenia, że to trochę zazdrość. Dla mnie właśnie to było coś prawdziwego. I za to się właśnie wylatuje. Naturalny głos. Bez silenia się na murzyński za przeproszeniem wokal. Inna sprawa, że ta dziewczyna studiuje aktorstwo co sama przyznała. Więc nie jest amatorką. Ale też jej nie udaje. https://www.youtube.com/watch?v=7nM025Vt9oM&fbclid=IwAR0nc0il53d9MBOeyZjVLguD9N3l1QDULmLRp-i1OZEU6-ACpMuBobn9cmw

  7. To córka Lubaszenki i Groniec. Owszem ładna i ładnie śpiewa (jak wielu innych), ale rodzicom się nie wiedzie ostatnio, więc na układy nie ma rady. Za słabe plecy

  8. Wzruszająca historia:

    https://lelum.pl/martyna-wojciechowska-corka-2/

    Może jestem złym człowiekiem, ale jak czytam, że kilkuletnie dziecko jest zaganiane do organizowania zbiórek pieniędzy na „chorom curke” to muszę sie dopatrywać złych intencji

  9. Dzisiaj dopiero sie dowiedzialam…

    … jaka to  DZIADOWA  z tej calej  Wojciechowskiej  !!!

    Ten artykul o niej to calkowita  jej  KOMPROMITACJA…  no, normalnie mnie zatkalo, ze ta cala Wojciechowska z tvn  to takie  ZERO  i  DNO  !!!

  10. Poradzi sobie, ta Linde zdobędzie niejedną nagrodę np. na konkursach piosenki aktorskiej, ale że Patrycja taka małostkowa, no to powinna iść do spowiedzi i to u stryjka.

  11. wiesz z tym dzieckiem jako obiektem przekonującym że niewinne i ma dobre zamiary,  to przypomniało mi się jak SLD reklamowało się w kampanii wyborczej, na bilbordach kilka lat temu (może to był rok 2001 ?) Na bilbordzie siedziały trzy niemowlaki w czapkach konkretnych służb (czapki kojarzyły się z SLD). Wszyscy głosujący  byli rozczuleni tymi bilbordami i społeczeństwo przekazało Leszkowi Millerowi władzę premiera. A potem zaczęły się komisje sejmowe …..

  12. >Bo tam nie ma tej świeżości, nie ma oddechu i prawdy,…

    Polska wydała jednego geniusza (przepraszam mistrzu Penderecki), który porusza serca na całym świecie. Zawsze niesie oddech i prawdę. A słowo świeżość, którego użył Coryllus, jest kluczem. W przeciwieństwie do tak zwanej kreatywności, której urzędnicy z biur kadr chcą nauczyć innych urzędników w zatęchłych urzędach i korporacjach płacąc wielkie sumy liderom naciągaczy.

    Cudowne dziecko Polski

  13. Zachwyt, postmodernizm w Kościele i śląskie szmaragdy.

    O Benedykcie XVI:

    „…nie – nie, on niema: intuicji, impetu i siły Jana Pawła II; to jest właściwie – taki – postmodernistyczny intelektualista …”.

    Tak niewiele wystarczyło.

    Josef Ratzinger był postmodernistą – bo tak powiedział …Vittorio Messori, a skoro – tak (jeżeli tak powiedział, i jeżeli to prawda …a ja lubię słuchać rzeczy które mnie usprawiedliwiają) – to ja też – Jerzy Szymik ks. prof. w łonie Kościoła czuję to w sobie, i że mnie Pan posyła w roli postmodernisty do braci i sióstr – postmodernistów. Książka „Zachwyt i inne skutki wiary” spotkanie z autorem>

    https://www.youtube.com/watch?v=VyI5Pvg5Heg

  14. Na LinkedIn ludzie ‚polubują’ masowo wpisy mówiące o totalnych truizmach. Na przykład ‚jak nie masz chętnych do pracy to może zaproponuj lepszą płacę’. Albo że należy pomagać innym (to jakiś innt cto co wszystkie posty kończy ‚agree?’). Z wpisami na linkedin to jest tak że można je schować. W ten sposób nawet jak ktoś siedzi cicho i tylko ‚chowa’ co go wnerwia to już zostaje w jego ‚historii’. Jakiś algorytm klasyfikuje takiego na np. homofoba albo jeszcze gorzej na antysemitę.

  15. O la la  !!!

    Ta Wojciechowska to klasyczny  KLINICZNY  PRZYPADEK… do  separacji i leczenia  !!!

    Jej biologiczna corcia bedzie miala dla kogo i na co pracowac… takze ta ich  zapSZyjazniona fundacja… a my te zenujaco  KOPIE  „polskiej” angelinyJP  omijajmy szerokim lukiem  !!!

  16. Ze też pani Paris dopiero teraz poznala się na Wojciechowskiej… Toż ona urodzila się dla świata pokazując cycki w Playboyu! No ale latka lecą i teraz lepiej pokazywać dzieci, a i to – cudze.

  17. Lepiej pozno niz wcale…

    … szczerze piszac to nie interesuja mnie te przechodzone zwiozdy z tvn’u i  rzeczywiscie nie wiedzialam, ze Wojciechowska w Playboy’u se dorabiala… no i ma Pan w zupelnosci racje, ze ta dziunia zrobila sobie  niezle  ZEROWISKO z tego pokazywania sie z cudzymi dziecmi  !!!

    À le to tylko ta dziunia Wojciechowska z tvn tak potrafi… az strach pomyslec co z tej malej Mani wyrosnie majac taka  CWANA  i  BEZCZELNA  mamusie za  „wzor”  !!!

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.