Lis 012014
 

Nie napiszę dziś niestety o tym jak pięknie płoną znicze na grobach nieznanych żołnierzy w dzień zaduszny. Nie napiszę, bo zrobią to z pewnością inni znacznie lepiej ode mnie. Napiszę o czymś zgoła innym. Oto wczoraj zadziorny mietek umieścił na moim blogu fragment nagrania, w którym Rafał Aleksander Ziemkiewicz odnosi się do mojej działalności. Ja tego nie odsłuchałem, bo na tyle zdążyłem poznać pana Rafała, żeby sobie wyobrazić w szczegółach, jakże ubogich, co on tam może dziamdziać. Chciałem zwrócić uwagę na coś innego. To spotkanie w Łomży jest jednym z szeregu spotkań jakie „nasi” odbywają w czasie wolnym od zajęć redakcyjnych. Tych zaś prawie nie mają, a więc podróżują właściwie bez przerwy. Jedno spotkanie tu, drugie tam i cały rok zleci. Ja wiem jak to jest, bo mnie także organizowano spotkania, po kilka w ciągu roku i było to doświadczenie ekstremalne. Może jestem po prostu za słaby i nie daję rady, ale też pocieszam się tym, że ja muszę dźwigać za każdym razem swoje książki, a Rafał Aleksander Ziemkiewicz nie. O co chodzi z tymi spotkaniami? Otóż wobec zabetonowania rynku są one liczącym się, a być może, że najpoważniejszym kanałem dystrybucji wydawnictw. Ja tego nie wiedziałem jeszcze rok temu i myślałem, że wieczorki autorskie to taki wdzięczny dodatek do pisania. Otóż nie, to jest właśnie clou, gwóźdź programu i sprawa najważniejsza. No i teraz myślę, jak oni wszyscy musieli się strasznie poczuć kiedy okazało się, że ktoś wchodzi na ich teren, a do tego ma wspomaganie w postaci Grzegorza Brauna, na które oni nie mogli w żaden sposób liczyć, albowiem stawiali się wszyscy w rolach mędrców rozważnych, o stonowanych emocjach, przez co współpraca z Braunem nie wchodziła w grę. Jak wiecie ja się z tego kanału dystrybucji wycofałem. Napisałem o tym kilka tygodni temu, kiedy okazało się, że Grzegorz Braun pracuje dla Hajdarowicza. Jak ktoś się będzie upierał to oczywiście przyjadę, nie będę się krygował, ale bez szału. O żadnym tournée nie ma mowy, choćby z tego powodu, że jest za dużo roboty, a zyski z takich spotkań ledwie równoważą włożony w nie wysiłek. Poza tym nie mam zamiaru robić konkurencji „naszym” i stawiać ich w kłopotliwych sytuacjach, jak ta, w której znalazł się Rafał Ziemkiewicz w Łomży. Co innego targi, tam jestem, można by rzec u siebie, stoisko opłacone, banner wywieszony, wszystko gra i można gadać swobodnie nie krępując się niczym. No i relacja pomiędzy autorem a czytelnikiem jest o wiele bardziej bezpośrednia i nie ma w niej rzeczy najgorszej czyli elementu gwiazdorzenia.
Tak więc opuszczamy kwadrat bez żalu, bo widać gołym okiem jak strasznym wysiłkiem okupione są kolejne spotkania „naszych” z wiernymi czytelnikami, a będzie przecież gorzej. Teraz słów kilka o systemie, który także ma swoje do powiedzenia jeśli chodzi o bezpośrednie kanały dystrybucji. Biblioteki są pod kontrolą i jak już pisałem zobligowane są do kupowania dzieł autorów nominowanych do Nike, a także zapraszania ich na wieczorki. Są ponoć nawet specjalni menedżerowie, którzy tego pilnują. Ja zaś muszę w to wierzyć, bo kiedy na warszawskich targach podchodzą do mnie panie bibliotekarki z Płocka, zawsze wręczam im książkę, za darmo. I zawsze pytam o możliwość zorganizowania wieczorku, a one niezmiennie odpowiadają, że to nie od nich zależy, bo decyzje zapadają na poziomie województwa. I tak sobie gawędzimy. No więc sami widzicie jak ważne są te nagrania w sieci, które wpuszczają tam nasi i nienasi, te wszystkie dyskusje konfrontacje, wymiany poglądów, jednym słowem to całe bicie piany, które trzyma nas z daleka od spraw istotnych w wymiarze politycznym i z daleka od jakości w wymiarze edytorskim. Dewaluacja tej formy przekazu postępować będzie nadal, bo powtarzalność motywów eksploatowanych w czasie tych spotkań jest już bardzo mocno nużąca. O niekonsekwencjach w prowadzeniu wywodu nawet szkoda mówić. Myślę, wręcz, że wszystkie te wieczorki służą temu, by ludzie nie zapomnieli o Januszu Korwinie-Mikke. Bez względu na to bowiem kto występuje jego nazwisko pada prawie zawsze, jego poglądy są omawiane, a Ziemkiewicz ma nawet specjalny program, w którym kłóci się z Korwinem o tak zwane rudymenty, czyli mówiąc językiem precyzyjnym i klarownym pieprzą tam jak potłuczeni.
Cechą charakterystyczną ogrywanych motywów jest ich całkowite oderwanie od bieżących realiów i umieszczanie za każdym razem w tak zwanym kontekście historycznym. Ja na to zwróciłem kiedyś uwagę Grzegorzowi Braunowi, chodziło o masonów konkretnie. Uwagę zwróciłem w Opolu jeśli ktoś pamięta. Nie można bowiem, moim zdaniem, tropić masońskich spisków i jednocześnie promować książki Zychowicza wydanej w wydawnictwie Rebis założonym dawno temu przez dwóch współpracowników Miesięcznika Artystyczno-Literackiego, który był w prostej linii kontynuatorem wydawanego przez Józefa Rettingera pisma o tym samym albo bardzo podobnym tytule. Było to oczywiście dawno temu, ale zarówno tematyka, jak i misja obydwu pism były identyczne: ezoteryka, fantastyka, gnoza i ten cały Rebis, który jest okultystycznym symbolem jakichś okropieństw i składa się z kilku elementów, w tym istoty androgyne i smoka czy smoczego jaja, już nie pamiętam. No więc jeśli ktoś za komuny pisuje w takim piśmie i pogrywa takimi symbolami, a potem firmuje Zychowicza i nie tylko Zychowicza to ja wolałbym się trzymać od niego z daleka i nie lansować jego książek, szczególnie jeśli jestem popularnym antymasońskim bojownikiem. No, ale wtedy w Opolu jakoś nie doszliśmy z Grzegorzem Braunem do porozumienia na tym tle, pewnie przez to, że sprawa „odbrązowienia” Powstania Warszawskiego wydawała się chwilowo ważniejsza. Nie chcę powiedzieć, że tak jest zawsze, a jedynie zwrócić uwagę na to, jak płytkie są i łatwe do zdrapania te wszystkie szlachetne intencje demaskatorów.
Oczywiście, każdemu autorowi zależy na tym, by mieć dostęp do jak największej ilości czytelników, nie można więc z tego powodu lekceważyć wielkich wydawnictw. Słychać to wyraźnie w tym nagraniu z Łomży, gdzie Rafał Ziemkiewicz opowiada, że on współpracuje z poważnymi wydawnictwami. To się chwali. Powaga tych instytucji jednak zasadza się na tym, że nie szukają one zysku, a promują jedynie tych autorów, którzy są im potrzebni z przyczyn propagandowo-ideologicznych. Dlatego też wielu pisarzy i filmowców nie ma szans na to, by zaistnieć w ofercie takiego poważnego wydawnictwa. Dla innych, jak na przykład dla Zychowicza sprawa ta jest niesłychanie prosta. O tym skąd się bierze prymat ideologii nad rynkiem w branży już mówiliśmy, ale nie zaszkodzi powtórzyć. Bierze się on z istoty tej branży, która jest podwójna, niczym charakter androgyne i nigdy nie da się wykluczyć na stałe elementu propagandy. Można go minimalizować, ale wykluczyć się go nie da. No, a jeśli wydawca nie musi zabiegać o zyski, ponieważ jego produkcja jest w całości finansowana z pieniędzy państwowych czyli naszych, wtedy mamy do czynienia już tylko z propagandą. To tyle o poważnych wydawcach. Pozostają jeszcze niepoważni. Ci zabiegają nieustannie o jedno właściwie, o zbudowanie sieci sprzedaży niezależnej od nikogo. Ja już o tym pisałem, ale jeszcze powtórzę, może komuś te moje teksty dadzą do myślenia. Może ktoś je na przykład podsunie Grzegorzowi Braunowi, jak to się stało z tekstem, w którym skrytykowałem jego transfer do stajni Hajdarowicza. Otóż niemożliwe jest zbudowanie sieci sprzedaży bez periodyku. Jeśli ktoś chce to zrobić wydając okazjonalne, kontrowersyjne produkty zaopatrzone w interesujące dodatki i kupony wysyłkowe to znaczy, że nie wie co czyni, a projekt skończy się tak jak zwykle czyli sprzedażą owych produktów z ręki po coraz bardziej przewidywalnych wieczornych pogadankach, w coraz niższej cenie. Chwilowo może się nawet wydawać, że będzie inaczej, ale nie będzie. Nieprzebrane doświadczenia w zakresie budowania sieci sprzedaży mają koledzy z Instytutu Piotra Skargi. Nie można ich lekceważyć i nie można ich ominąć, no chyba, że się jest wydawcą poważnym podpiętym pod budżety. Ja nim nie jestem więc chętnie słucham co koledzy ze wspomnianego Instytutu mają do powiedzenia.
To tyle jeśli chodzi o masonów i kanały dystrybucji. Teraz napiszę o schematach współpracy, które są bezpośrednio i nierozerwalnie związane z jakością. Można już obejrzeć nasz komiks w pełnej krasie, na zdjęciu obok każdego salonowego wpisu i na stronie www.coryllus.pl To jest właściwie sama jakość, wynikła ona wprost z talentu rysownika oraz z tego, że ja Tomaszowi Bereźnickiemu nie przeszkadzałem w pracy właściwie wcale. To nie jest łatwe do uzyskania i nie przychodzi przeważnie samo. No, ale teraz przyszło i mamy taki właśnie efekt. Nie kładłbym nacisku w omawianiu tego naszego schematu współpracy na jakieś tajemne porozumienia dusz, ale po prostu na to, że ja się od początku zdecydowałem na osiągnięcie jak najlepszego efektu oraz ze względu na to, że ja nie zamierzam trwać przy prawach autorskich do dzieła wiecznie. Po trzech latach eksploatacji album „Święte królestwo” staje się własnością autora rysunków i jego dzieci go dziedziczą. Będą go mogły wydawać gdzie chcą, nawet w wydawnictwie Rebis jeśli przyjdzie im na to ochota. Podjąłem taką decyzję, albowiem ona samym swoim istnieniem w przestrzeni medialno handlowej unieważnia wszystkie umowy pozbawiające rysowników praw do ich dzieł. A z tego co wiem nie ma innych umów. Poważni wydawcy zawierają jedynie takie umowy, które unieważniają każdy album narysowany przez polskiego artystę i skracają jego życie do roku najwyżej dwóch. A wszystko w imię rzekomych zysków. Rzekomych, bo jak już sobie wyjaśniliśmy, poważni wydawcy na zyski nie liczą. Nie o pieniądze chodzi, a o pozbawienie ludzi sensu życia i sensu pracy. Możemy się oczywiście podbudowywać tym, że zatrudniają nas poważne wydawnictwa, ale to jest moim zdaniem równoznaczne z pokazaniem dzieciom fiuta i wymachiwaniem nim wesoło w rytm muzyki. Przykro mi, że tak piszę, ale jakoś nie chce być inaczej w tej naszej rzeczywistości.
Powtórzę: schemat współpracy z grafikiem polega na zainspirowaniu go, bo tylko człowiek ulegający inspiracjom zasługuje na miano artysty, a następnie pozostawieniu mu całkowitej swobody. Trzeba tylko pilnować tych momentów kiedy jest zmęczony i słabnie i wtedy można mu podsunąć jakiś pomysł. Nie wcześniej. Myślę, że podobnie jest z pisarzami. No, ale ich pracy nie da się ocenić od jednego rzutu oka stąd i współpraca jest trochę bardziej złożona. Na tym kończę dzisiejszy wpis. Mam nadzieję, że kogoś nim zainspirowałem.
Zapraszam na stronę www.coryllus.pl oraz do sklepu FOTO MAG, gdzie można już kupić książkę czeską.

  21 komentarzy do “O schematach współpracy, masonach i kanałach dystrybucji”

  1. Było o bibliotekach i sposobie komponowania księgozbioru.

    Wchodzę na elektroniczny katalog biblioteki miejskiej i wstukuję Requiem dla ziemiaństwa – nie ma. Wstukuję Jałowiecki. Jest Andrzej, Bohdan i Jerzy, a Mieczysława nie ma.

    A tak BTW, Andrzej Jałowiecki ma jedną pozycję „Rozwój zbytu węgla z kopalń zagłębia polskiego w dziesięcioleciu 1925 – 1935” z 1937 roku.

    Próbuję dalej i wstukuję Czarnyszewicz. Sukces! Jest jeden egzemplarz Nadberezyńskich na prawie dwustutysięczne miasto.

    Tak wygląda misja bibliotek publicznych opłacanych z naszych podatków.

  2. No ale za to Kalicińską znajdziesz tam na pewno i Karola Modzelewskiego też.

  3. Może podróże kształcą, ale też okropnie męczą. Znajomy lekarz nazwał kamicę nerkową chorobą kierowców, którzy godzinami siedzą za kierownicą. Niezdrowe to jeżdżenie.

    Znalazłam dziś wreszcie dokładną odpowiedź na pytanie mojego dziecka, kto zrobił szramy na twarzy Matki Bożej Czestochowskiej. O tym, że husyci w 1430r. napadli Jasna Górę wiedziałam. A dziś w książeczce „Polska litania” ks.J.Twardowskiego znalazłam taką notkę historyczną R.Szymczak i J.Skwary:
    „W 1430 roku złodzieje sprofanowali i ograbili obraz oraz okradli kościół i klasztor. Śladem zbeszczeszczenia do dzisiaj są blizny na twarzy Maryi.”

  4. Widzialem strone internetowa Tomasza Bereznickiego I jego portfolio. Wielki talent, mysle panie Gabrielu ze trafil pan w dziesiatke wciagajac go do wspolpracy. Widzialem wiele komiksow I dobrych rysownikow ale Tomasz bije ich na glowe.

  5. Album Tomka przepiękny , już pisałam i potwierdzam .
    Strona internetowa też ciekawa bardzo.
    Jest zdolny ……………. do wszystkiego 🙂

    muzyka , malarstwo , grafika

    🙂

  6. ‚bo jak już sobie wyjaśniliśmy, poważni wydawcy na zyski nie liczą’

    licza, tylko inaczej… nie jest wazne kto placi, skoro placi
    co zrobia ci powazni w przypadku zmiany rozdzielnika pieniedzy (dotacji czy jak mu tam)…

    a jakby to bylo na rynku amerykanskim… probuje sobie wyobrazic taka sytuacje…
    i co?
    nie moge…
    moze tylko u wydawcow kosinskiego lub grosa

  7. Pierwsza 20 pozycji, a pierwsza dostępna w dwudziestu punktach bibliotecznych, a drugi autor ma dwie pozycje o państwie piastowskim wydane w 75 i 87 roku przez Ossolińskich.
    Bije ich na głowę Stieg Larsson.

  8. Marysiu, coś o wyborach. Nie jest to zbyt wyszukane, ale koszula ponoć bliższa ciału. 😉
    https://www.facebook.com/video.php?v=567502656716366&set=vb.100003699101176&type=2&theater

  9. tak , to jest problem – zobaczymy – pewnie wiesz jaki u nas układ kandydatów ?

    poza smokiem , jeszcze popis – i dla mnie to nawet ciekawy człowiek – ale sondazowo ciąge nr2

    no i reszta w ogonie

    jeszcze 2 tygodnie i zobaczymy

    widziałam tam u was dyskusję pod blogiem o H …handlu …. strasznie desperackie propozycje , jeszcze na jaja zajrzę później …

  10. Tadman wrzucił krótki filmik, co to za moda, Hartman przed wyborami plótł na swoim filmiku o tym jak wszystkich kocha, ta pani chyba o tym jak wszystkich uratuje od smogu, niech oni już mnie nie kochają i nie ratują, niech u nich słowo znaczy słowo.

  11. już zobaczyłam Wojciechową i Tadzinka robiącego zadania ..z genetyki >))))..

    Qrfist gra ….. idę dalej , i już tam zostanę

    :)))))))))))))))))))))))

  12. Kiedy komiks będzie w FotoMagu?

  13. Co do sprzedawanego produktu to z logicznego punktu widzenia, powinien on być dobrej jakości, satysfakcjonujący nabywcę, niedrogi i dostępny na rynku. Sporadyczny, jednostkowy produkt to nie produkt, to wypadek przy pracy.
    A te wyjazdy z wykładami po kraju, wydaje się,że mają wzmocnić wykładowcę wizerunkowo, po godzinie słuchania prelegenta trudno odmówić zakupu, prelegent się starał, był dowcipny,wizerunek wzmocnił, książki są wyłożone, cena dostępna no to kupuje się jakiś egzemplarz, w razie czego da się bratu na imieniny.No to jest taka wykładowo – wyjazdowa promocja jednostkowych sprzedaży.Autor się przejedzie, ludzi pozna, wizerunkowo zabłyśnie, coś sprzeda. No jakoś żyć trzeba.

  14. Przy drugim nakładzie.

  15. Ten smok na filmiku wrzuconym tu przez Tadmana to prezydent Majchrowski, tyle się dowiedziałam na salonie, wcale nie chodzi o walkę ze smogiem, ale o wyeliminowanie aktualnego prezydenta. Albo mam kłopoty ze zrozumieniem tego filmowego dziełka, albo ten co rysował nie za bardzo rysować umie.

  16. Mam nadzieję, że tak twardo stąpającej po ziemi ta sfiksowana lektura nie zrobi krzywdy. Jako odtrutkę polecam poważne teksty znanego Ci KOSSOBORA, szczególnie o ziemiaństwie, własności i tradycji. 😉

    Dzisiejszy odcinek Gospodarza nie jest na szczęście tak hermetyczny, a pokazuje światełko w tunelu, tylko jednak samo tu ono nie zawita. Cholernie mi się podoba wizja, a nie letnie tu i teraz.

    Ćytowałem ostatanio reklamę szkoły, która zaczyna rok akademicki 4 listopada. Chyba rąbnęła Gospodarzowi określenie „Szkoła Nawigatorów” i próbuje młodych na to złapać. Widać, że sporo osób tu zagląda, ale nie chce się do tego przyznać.

  17. Obserwuję od dłuższego czasu i widzę, że idzie On dość szeroko, ale robi rzecz, której nie robią nasadzone bubki, a mianowicie po rozeznaniu dróżek zamyka, co do niektórych nietrafionych bramy i posuwa się dalej naprzód. Jest typowym self-made manem i aby moje nazwanie było trafne to musi być skazany na sukces. Czy Go zadowoli to nie wiem.

  18. chwile temu odebralem emila ze zdjeciami z krakowskich targow… sa tam wszyscy, ko, gm i tb… zadowoleni i usmiechnieci… ale frajda!

  19. Co zrobią jak ktoś spróbuje im zmienić rozdzielnik pieniędzy ?

    Sprowadzą go na ziemię ;/

  20. Wiesz , Tadziu , mam wrażenie że jestem stara jak swiat ….. jeszcze starsza ….

    I czytam wszystko….

    🙂

  21. Moja teściowa kopiuje tę ikonę od 30 lat i wie o niej chyba wszystko. Twierdzi, że blizny są namalowane i że na Bliskim Wschodzie pojawiają się podobne wizerunki – z namalowanymi bliznami.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.