Lip 042019
 

Rafał, który tu na razie nie zagląda, we wstępie do zbioru dokumentów źródłowych na temat historii Ukrainy – Okraina Królestwa Polskiego, napisał, że Rzeczpospolita była próbą ratowania resztówki po pax mongolica. To jest bardzo sensowne, jeśli nie genialne wyjaśnienie powstania, istnienia i upadku Rzeczpospolitej. Trzeba jednak wyjaśnić czym był pax mongolica. To była strefa wolnego, pozbawionego barier celnych i innych opłat handlu, który stworzyli bankierzy Italii, posługując się armią mongolską. Koniec tego tworu nastąpił w wyniku działalności innych bankierów, a główną rolę odgrywała w nim Hanza, posługująca się dla swoich celów najpierw wojskami księstw ruskich, a potem, kiedy z pax mongolica została resztówka, zakonem krzyżackim. Przyjmujemy tę koncepcję za pewnik – państwo polsko-litewskie powstało, by chronić rynek stworzony na jego terenie przez Włochów. Ci zaś, ani na moment nie zapomnieli o ekspansji handlowej na wschód. Sens ten umyka badaczom i publicystom, albowiem nie stosują oni w swoich ocenach kryteriów gospodarczych, ale polityczne i doszukują się geniuszu tam, gdzie wcale go nie ma. Poza tym takie postawienie sprawy z miejsca unieważnia całą patriotyczną i bajeczną propagandę, którą stworzono w XIX wieku, żeby odurzać nią młodzież, prowadzoną potem, w różnych politycznych akcjach, nie mających uzasadnienia, wprost na śmierć.

Jeśli przyjmiemy powyższe, przyjąć będziemy musieli również (ktoś to kiedyś wyraził wprost w komentarzu), że bitwa pod Grunwaldem była konfrontacją bezpośrednią banków Italii i Hanzy. Te drugie okazały się słabsze. Musiały czekać ponad sto lat, na to, by przeprowadzić pierwszą próbę podziału resztówki po pax mongolica. Ta jednak nie zakończyła się sukcesem. Asekurującym tej operacji, był rzecz jasna Albrecht Hohenzollern, a w historii, moment zakończenia eksperymentu określany jest jako „hołd pruski”. Interpretacja tego aktu zaś jest wprost idiotyczna. Kolejną próbę podziału naszej resztówki podjął Chmielnicki i Szwedzi. Taki jest sens tych wydarzeń i to tyle tytułem wstępu.

Na konferencji w Kliczkowie wysłuchaliśmy wykładu prof. Krzysztofa Ostaszewskiego, który nosił tytuł „Spiskowa teoria ubezpieczeń”. Chcę tu poruszyć dwie kwestie związane z treścią tego wykładu, które omawiałem też podczas wywiadu z profesorem. Oto Brytyjczycy wymyślili ubezpieczenia statków pływających po oceanach, by umocnić swoją doktrynę podboju. Czy zrobili to machinalnie, czy celowo po głębokich przemyśleniach, to już osobna sprawa. Fakt pozostaje faktem, że z chwilą kiedy zaczęło działać towarzystwo Lloyda, powaga korony hiszpańskiej znacznie zmalała, albowiem całe ryzyko związane z działalnością morską zostało zrzucone na armatorów hiszpańskich. O to właśnie chodzi, ale to nie oznacza, że Anglicy przestali z tego powodu ginąć w bitwach morskich i tonąć w czasie katastrof. Nie do tego służą ubezpieczenia. One tworzą mechanizm, który pozwala ludziom działać zuchwale. Jeśli oczywiście system ubezpieczeń jest wydolny i działa. Lloyd działał. Brak asekuracji hiszpańskich statków wiozących złoto, rozzuchwalał Anglików, bo tak także działają ubezpieczenia. Znany nam już poza tym mechanizm łączenia polityki państwa z polityką prywatną sprawiał, że Anglicy stawali się jeszcze bardziej pewni siebie, albowiem działając w interesie korony, działali także w interesie własnym. Mechanizm ubezpieczeń jest odpowiedzią – tak mniemam – na drogie i nie dające się ochronić w dłuższej perspektywie obszary wolnego handlu tworzone w średniowieczu przez Włochów. Obejmuje on bowiem cały glob i działa we wszystkich miejscach naraz, podkreśla też brak ograniczeń dla ludzi, którzy go firmują i stosują. Wymyślając ubezpieczenia Brytyjczycy zyskali jeszcze jeden ważny atut – nie musieli czuć się lojalni wobec nikogo, poza sobą. I to im zostało do dziś. Widzimy więc jak mechanizmy regulujące i ułatwiające handel morski wpływają na mentalność. I teraz ważna rzecz – skutki wprowadzenia ubezpieczeń były dla polityki nieodwracalne. Żeby podnieść własną skuteczność trzeba było się do systemu przyłączyć. Nie można było go kontestować, nie mając konkurencyjnej oferty.

Jak widzimy ubezpieczenia to sprawa poważna. Tym poważniejsza, jeśli do słowa „ubezpieczenia” dołożymy wyraz „społeczne”. To jest niezwykłe, albowiem – jak sądzę – obserwując mechanizm działania globalnych ubezpieczeń statków, Niemcy wpadli na pomysł, by stworzyć ich lokalny, przymusowy wariant. I to były właśnie ubezpieczenia społeczne. Jak nam wyjaśnił prof. Ostaszewski ich cel był inny niż deklarowany. To znaczy przymusowa zbiórka pieniędzy nie służyła temu, by ludziom żyło się lepiej na starość. To był tylko pretekst. Służyła temu, by zebrać fundusz na wojnę. Prusy, po zwycięstwie nad Francją zdały sobie sprawę z faktu, że kolejna wojna jest nieunikniona, a jej skala będzie taka iż Niemcom musi zabraknąć pieniędzy. Nie mogły ich bowiem czerpać z kolonii w takiej skali jak to czynili Brytyjczycy czy Francuzi. Musieli znaleźć inny sposób na pozyskanie budżetów wojennych. No i znaleźli. Co z tego niemieckiego posunięcia zrozumieli Polacy w roku 1918, Polacy, którzy ciągle przecież zamieszkiwali tereny resztówki po pax mongolica? No tyle, że ubezpieczenia społeczne to jedna z najważniejszych zdobyczy socjalizmu. Uznali też, że młode państwo polskie, musi przede wszystkim mieć system ubezpieczeń społecznych. No i państwo to, już na samym początku istnienia, zaczęło okradać swoich obywateli, nie rozumiejąc nic w ząb o co tak naprawdę z tymi ubezpieczeniami chodzi. Podobnie jak żaden polski historyk nie rozumie, jaki był polityczny sens powstania i istnienia Rzeczpospolitej polsko-litewskiej. Tak zwane „podłapywanie dobrych zachodnich wzorów” jest prawdziwą klęską naszego kraju. Wiara w literaturę propagandową, która produkowana jest w ośrodkach akademickich, w literaturę, która służy temu jedynie, by ukryć istotny sens działań politycznych, jest w Polsce nie do zwalczenia. To jest mechanizm, który zamienia polityczną moc w czystą, wydestylowaną kokieterię. Wystarczy posłuchać Korwina jak on tokuje, jak on wszystko rozumie, jak on przewiduje i jak za każdym razem dostaje po dupie. Podobnie było z innymi politycznymi statystami, także tymi z międzywojnia, którzy nałożyli narodowi na barki ciężary nie do udźwignięcia w imię zasad doktryny, która cała jest jednym oszustwem. Nikt tam ani razu nie pomyślał o czymś takim jak rynek, za to każdy myślał o potędze i przeszłej chwale. Nie rozumiejąc ni diabła skąd potęga i chwała się wzięły i do czego służyły. Całe to obłąkane dziedzictwo dźwigamy dziś na karku. Nie mogę więc słuchać teoretyków kapitalizmu, skończonych bałwanów, którzy – jak ich przodkowie socjalizmem – podnoszą sobie samoocenę Adamem Smithem. Nie mogę słuchać durniów, którzy mówią, że programy pomocowe, to jest klęska dla gospodarki. Może najpierw zlikwidujmy ZUS i emerytury dla służb, a potem pogadajmy o gospodarce, co? Nie wiem, jaki skutek polityczny będą miały te programy, ale wiem, że żeby w ogóle skłonić Polaków do myślenia państwowego trzeba ich czymś do tego państwa przekonać. Jeśli Polacy nie mają nawyku i możliwości by podróżować po morzach i robić zamorskie interesy, trzeba – w sposób rozsądnie zmodyfikowany – naśladować Bismarcka. To znaczy stworzyć system pomocowy, który działa już i natychmiast. Niech on się nie nazywa ubezpieczeniem, niech nie ma nic wspólnego z zusowską zarazą, ale niech działa. To jest pierwszy, wstępny etap, dyskusji o właściwym rozumieniu misji i celu istnienia państwa.

Po południu opublikuję pierwszy wywiad z Kliczkowa.

Zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl

  29 komentarzy do “O sensie istnienia państw”

  1. Wydaje mi się, że ostatnio Twoje felietony zaczynają dążyć do udowodnienia, że wszelkie wydarzenia historyczne zostały wykreowane. Upraszcza to Świat do poziomu Barejowskich dwóch panów, którzy dyktują piszą ustawy o przechodzeniu przez ulicę i teksty piosenek na Opole. Ja wiem, że nie to jest Twoją intencją, bo przecież zgodnie z tezą, że wszystkie wydarzenia komuś przynoszą korzyść, te dzielą się na kreowane i wykorzystywane postfactum. Doktryna jest owszem niezmienna, dopasowuje się tylko do czasów, ale operacyjnie czasem plan się zmienia w zależności od reakcji na bieżące wydarzenia. Gdy nie wszystko idzie zgodnie z planem. Dlatego podawanie przyczyny powstania naszego państwa jest dość brawurowe.
    Być może zmienię swoje zdanie co do powstania Rzeczypospolitej po przeczytaniu jakiejś głębszej analizy wskazującej na kreację rzeczywistości przez bankierów włoskich.

  2. Polskie 500+ to jest cios w plecy niemieckiego panstwa i gospodarki, bo Polakom przestaje sie oplacac pracowac w RFN (i UE). Korzysc maja imigranci z dalekich krajow, gdzie nie ma zasilkow na dziecko. Jest to miedzynarodowa konkurencja na zasilki, ale chyba nikt nie odwazy sie publicznie i na powaznie analizowac skutkow posuniec w polityce socjalnej, bo sprawa by sie „rypla”. Jezeli zostanie podwyzszona kwota wolna od podatku dla mlodych <26, to Polacy zaczna wracac do III RP. Sens istnienia panstw jest tylko jeden: istnienie i konkurencja roznych systemow prawnych.

  3. Ale dlaczego brawurowe? Po stronie Mamaja na Kulikowym Polu walczyła genueńska piechota

  4. Myślę, że nasi kupili sobie spokój za stanowiska w UE dla Niemców

  5. Musi Pan Panie Gabrielu zapoznać się, i to bliżej, z austriacką szkołą ekonomii. Musi Pan albo Gabriel Maciejewski się skończy.

    Nie ważne, że nie ma Pan czasu. Musi pan.

  6. Nic nie muszę, bo nie zajmuję się ekonomią, ja tylko prowadzę bloga i wydawnictwo

  7. Panie Gabrielu a ma Pan w planach zaprosić Rafała Czerniaka na którąś z konferencji?

  8. no tak sobie jako laik myślę, że od ziemi Gryfitów (Szczecin) przyłączonej przez Mieszka do ziemi Księstwa Litewskiego dołączonych za Jagiełły, aż do południowych granic Królestwa Obojga Narodów było zagospodarowywanie ziem po pax mongolica. No nie wiem. Jako  laikowi wydaje się to bardzo trudne, aby kupcy z Italii mieli takie dalekosiężne starania. Jednak przykład handlu wołami czy czerwcem przekonuje, że mogło tak być. Gdyby mieć większą wiedzę o gospodarczych staraniach królowej Bony, zakładaniu przez nią miast, wsi, porządkowaniu królewszczyzn też może okazałoby się, że na celu było cywilizowanie handlu na terenie I RP, na czym miało skorzystać więcej instytucji niż tylko sam skarbiec Jagiellonów . Ale nas tego w szkole  nie uczono.

  9. W związku z tymi ubezpieczeniami nasuwa mi się kilka wątpliwości. Czy przed Anglikami nie praktykowano ubezpieczeń przewozu statkami? Pamiętacie historię w „Pamiętniku znalezionym w Saragossie?” – historia kupca z Kadyksu. Tam właśnie był wątek ubezpieczenia. Czy ubezpieczenie np. w Loydzie dawało gwarancję, że towar dotrze bezpiecznie do adresata? I czy faktyczną istotą ubezpieczeń nie jest gromadzenie kapitału. Tak jak świątynie robiły to wcześniej.

  10. Pioter napisał, że były ubezpieczenia wcześniej, ale nie były powiązane z doktryną globalną

  11. jeśli wziąć pod uwagę turystów, podróżnych, to od lat,  tysiące ubezpieczonych (na czas wycieczki, podróży) przyczynia się do tworzenia w zakładach ubezpieczeń kapitału przekraczającego nasze wyobrażenie

  12. o wynalazku ubezpieczeń społecznych, na wykładach mówiono, że miały one służyć ludziom pracy, oraz że ryzyko utrzymania emeryta nie było duże bo emeryci żyli krótko

  13. Oto dowod, ze Pan sie myli. Okret tonie – kapital przepada:

    HISTORIA RODZINY SUAREZ
    Pewnego dnia Livardez oznajmił mi, że wiedząc, z jaką biegłością prowadzę handel z Wyspami Filipińskimi, postanowił tytułem spółki komandytowej umieścić u mnie milion. Przełożyłem mu, że jako wuj Sancha jemu raczej powinien powierzyć swoje kapitały; ale odpowiedział mi na to, że nierad z krewnymi wchodzi w interesy pieniężne. Nareszcie przekonał mnie, co mu przyszło z tym większą łatwością, że w samej rzeczy tym sposobem nie zawiązywałem żadnych stosunków z domem Moro. Wróciwszy do Kadyksu, dodałem jeden okręt do dwóch moich, które corocznie do wysp wysyłałem, i przestałem o nich myśleć. Następnego roku biedny Livardez umarł i Sancho Moro napisał mi, że znalazłszy w papierach dowód, jako wuj jego umieścił u mnie milion, prosi o zwrot tego kapitału. Być może należało zawiadomić go o naszym układzie i o spółce komandytowej ale nie chcąc mieć żadnej styczności z tym przeklętym domem, odesłałem milion bez żadnych wyjaśnień.
    Po dwóch latach okręty moje wróciły i potroiły kapitał włożony w ładunek. Winienem więc był zapłacić dwa miliony nieboszczykowi Livardezowi, pomimo woli zatem musiałem napisać do braci Moro, że mam dwa miliony na ich rozkazy. Odpowiedzieli mi na to, że przed dwoma laty kapitał został wciągnięty do ksiąg i że wcale nie chcą słyszeć o tych pieniądzach.
    Pojmujesz, mój synu, jak silnie uczułem tę okrutną zniewagę, wyraźnie bowiem chcieli mi podarować dwa miliony. Radziłem się kilku negocjantów z Kadyksu, którzy, jakby na złość, przyznali słuszność moim przeciwnikom, dowodząc, że ponieważ dom Moro przed dwoma laty pokwitował mnie z kapitału, nie ma zatem żadnego prawa do zyskanego dziś procentu. Gotów byłem wykazać dowodnie, że kapitał Livardeza rzeczywiście znajdował się na okrętach i że gdyby te były zatonęły, miałbym prawo żądać zwrotu oddanego miliona; ale widziałem, że samo nazwisko Moro walczy przeciwko mnie i że gdybym się poddał pod polubowny sąd negocjantów, wyrok ich nie byłby dla mnie przychylny.

  14. To nie jest wcale dowód na to, że nie ubezpieczano statków w Hiszpanii. A faktycznie źle zapamiętałem o jaką transakcję chodziło w tej historii.

  15. Pax mongolica to adekwatne okreslenie naszej sytuacji trwajacej od 1945 r. do dzisiaj, a nie „Europa dwoch predkosci”.

  16. Niczego sobie nie kupili, bo akurat w niemieckiej klasie politycznej (a co za tym idzie — opinii publicznej, bo Niemce, jak wiadomo, uznają autorytety) wre wściekłość na trzęsącą się Merkel, która dała ciała po całości i pozwoliła się ograć makaronowi jak dziecko. Dowiedli jedynie, że państwa V4 in gremio weszły w fazę przejścia ze statusu czeladnika, którego można kopać po rzyci i wysyłać po piwo do statusu kandydata na mistrza. Może młodszego od swego pryncypała, nie tak bogatego w doświadczenia, ale jednak pretendującego już do egzaminu i wyzwolenia. Faza ta potrwa jeszcze ze dwie-trzy kadencje i może nigdy nie doprowadzić do sukcesu, bo sytuacja jest zmienna, jeśli jednak sprawy ułożą się w miarę dobrze, to presja i fochy ze strony krajów starej unii będą narastać aż do histerii, by w pewnym momencie, przy wyborze któregoś kolejnego szefa UE doszło do przełomu, pęknięcia, po którym przestaniemy być z założenia traktowani protekcjonalnie jak biedniejszy i trochę przygłupi kuzyn z prowincji, a zaczniemy być, już bez takiej protekcjonalności i może nie w pełni po partnersku, ale jednak traktowani i postrzegani zgodnie z realną pozycją gospodarczą i demograficzną.

  17. . (Sirach 10, 3). – Król bez nauki zgubi swój lud, a mądrość władców zbuduje miasto.
    Panie Gabrielu rozważyły Pan wydanie Sirach po Polsku?

  18. Nie. Na pewno by się nie zwrócił

  19. Pax Mongolica czy Nowy Jedwabny Szlak chiński.

    Panie Gabrielu, nie wiem skąd u Pana takie intuicje ale ta jest genialna. Są takie momenty, że matrix się przywiesza i wtedy pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Taki moment był przez chwilę w 1989 r.

    Nigdy nie rozumiałem, skąd taka inicjatywa Włochów – a ona była od zawsze.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Inicjatywa_Środkowoeuropejska

    Ale zaraz przyszła odsiecz Hanzy (niemców) i osobą Helmuta Kohla wywołali wojnę w Jugosławii. Projekt włoski tym razem przegrał.

    https://www.tygodnikprzeglad.pl/kohl-a-rozbicie-jugoslawii/

  20. włoska Inicjatywa Środkowoeuropejska

    [img src=https://pl.wikipedia.org/wiki/Inicjatywa_Środkowoeuropejska#/media/Plik:CEI_members.svg]

    https://www.cei.int/history

  21. To nie moja intuicja tylko Rafała Czerniaka

  22. Więc jest to jest niesamowicie genialna intuicja Rafała Czerniaka

  23. Tylko co z tego dla naszej polskiej (lokalnej) doktryny?

    Stawiać na kierunek północ-południe vs. wschód-zachód (Hanza) w rozwoju infrastruktury i połączeń to na pewno. Ale to już dość powszechny pogląd.

    Pracować z amerykanami, aż nas sprzedadzą i wtedy szybki „manewr” i kierunek na Chiny, ale kto miałby ogłosić ten manewr? Jak się do niego szykować?

    No i jak… ochrzcić chińczyków?

  24. >młodzież, prowadzoną potem, w różnych politycznych akcjach, nie mających uzasadnienia, wprost na śmierć…

    Prudential bez Gibraltaru

  25. Po co są państwa czyli rządy republikańskie?

    Parafrazując polską wiki cytuję: „Myślą przewodnią, która ukształtowała mentalność amerykańską, było, że ludzie zostali stworzeni przez Boga równymi sobie, a na pierwszym miejscu postawić należy prawo do życia, do wolności i do poszukiwania szczęścia”.

    W roku 1689 John Locke w „Dwóch traktatach o rządzie” twierdził, że z prawa natury ludzkiej jednostka czerpie święte i niezbywalne uprawnienia do własności i wolności. Wiele oznak wskazuje, że Jefferson, formułując Deklarację Niepodległości czerpał inspirację z prac Johna Locke, ale z sobie tylko znanych powodów, mimo różnych uwag, przeforsował poszukiwanie szczęścia zamiast własności. I to jest – moim zdaniem – klucz do „postępu” republikańskiego, który inspiruje do dziś poszukiwaczy szczęścia kosztem cudzej własności.

  26. Tak jak powiedziałem wcześniej powinno pociągnąć się temat profesora Ostaszewskiego.

    Ubezpieczenia takie czy inne to jest przede wszystkim narzędzie banków a nie państwa. To sieć bankowa umożliwia państwu funkcjonowanie a nie odwrotnie. Bank dostarcza infrastruktury, gdzie zachodzą wszelkie przelewy i gdzie potrącane są wszelkie daniny, pracownik o ile sam nie prowadzi biznesu to wącha zarobek netto i o to właśnie w tym chodzi. Bank ma problem to państwo go wyratuje kosztem obywateli, jeśli obywatele mają problem to państwo ich wyratuje ich własnym kosztem.

    Od kiedy Niemcy zostały podbite moc ubezpieczeń społecznych i wynikające z tego posłuszeństwo można sobie wsadzić gdzieś – po kilku generacjach rezultat będzie jak w Egipcie za rządów Józefa, kolejny kołchoz. Oczywiście kraje zachodnie prześcigają się w tej konkurencji, ale to jest kolejny tylko dowód na to, że tak jak i imperia tak i cywilizacje wiecznie trwać nie będę i metody walki są coraz bardziej brudne. Teraz już nie chodzi kto jest na powierzchni a kto siedzi w szambie, ale aby być w tym populistycznym gównie tylko po szyję, kiedy inni są już po uszy, dlatego kraje zainfekowane ubezpieczeniami społecznymi zwalniają i nie można mówić o powrocie do dawnej świetności. Rzeczywiście można odnieść takie wrażenie, że Rzeczpospolita podłapała pomysł od Mongołów i Genueńczyków, Wielka Sarmatia, ubiór, łuki refleksyjne itp.

    Ale czy Chrześcijanin w ogóle powinien być ubezpieczony? Wydaje mi się nie wszystkie ubezpieczenia komercyjne pozytywnie wpływają na zuchwałość. Wydaje mi się, że jedynie polisa na życie i może ubezpieczenie AC. Ale ubezpieczenie na dom czy działalność biznesową?

    Możliwe, że wtedy pobudzało to zuchwałość angielskich piratów, ale obecnie służy jako kolejny wirtualny twór do podtrzymania bankowej iluzji. Funkcja społeczna podobnie jak w ubezpieczeniach społecznych jest wtórna.

  27. Z tą historią ubezpieczeń to nie do końca tak było jak chce to widzieć p. Coryllus, stąd też i jego wnioski wydają się zbyt daleko idące i za wczesne jak na tak mało danych przekazanych na wykładzie.
    Otóż pierwsze ubezpieczenia w tzw. cywilizacji zachodniej są regulowane już kodeksie Justyniana czyli VI wieku. Są to dwie instytucje: Lex Rhodia de iactu, która regulowała zasadę zwrotu wartości towarów wyrzuconych za burtę dla ratowania statku oraz pożyczka morska, która w rzeczywistości była wysokooprocentowanym kredytem przeznaczonym na sfinansowanie podróży morskiej, który podlegał zwrotowi tylko w razie pomyślnego zakończenia wyprawy. W średniowieczu na skutek zakazu lichwy (bulla papieża Grzegorza IX z 1230 r.) pożyczka morska, mniej więcej od XIII w., była zastępowana przez inne instytucje m.in. fikcyjnej sprzedaży z odroczonym terminem płatności.
    Nie przeszkadzało to regulowaniu różnych instytucji ubezpieczeniowych w drodze praw pisanych, co więcej i co ważne następuje to oczywiście w państwach basenu Morza Śródziemnego. Poniżej daty ważniejszych regulacji zawierających zapisy dotyczące ubezpieczeń do końca XVI w.:
    1255 r. Statut Wenecji, 1312 r. Statut Pizy, 1329 r. Statut Florencji, w granicach 1367-1383 r. Dekret Ferdynanda Portugalskiego o obowiązkowych ubezpieczeniu okrętów powyżej 50 ton (!), 1369 r. Statut Genui, 1435 r. Los capitolos de Barcelona, 1458 r. Ordonans Filipa Burgundzkiego, 1468 r. Ordonans Wenecji, 1494 r. Konsulat Morski (wydanie barcelońskie), 1498 r. Ordonans Genui, 1538 r. Statuty Bourges, 1550 r. Le guidon de la mer (Rouen), 1552/1556 Statuty z Sewilli, 1560 r. Kodeks Handlowy z Bilbao.
    Pisane prawo angielskie w zakresie ważnych regulacji ubezpieczeniowych datuje się na 1774 r. (Gambling Act). Oczywiście nie świadczy to o tym, że wcześniej ubezpieczeń w Anglii nie było, zwłaszcza że wspomniane wyżej przepisy regulowały tylko ubezpieczenia na życie.
    Jak widać z powyższego zestawienia kwestia ubezpieczeń, w tym przede wszystkim handlowych i morskich, była znana i regulowana na półwyspie Iberyjskim od co najmniej XIV w., a regulacje z Sewilii powstały w około 16 roku życia Francis Drake (ur. ok. 1540 r.). Podobnie też w państwach Włoskich ubezpieczenia istniały częściowo skodyfikowane, właściwie niecałe sto lat po upadku Cesarstwa Zachodniego i były twórczo rozwijane w szczególności w stosunkach handlowych.
    Skoro więc ubezpieczenia były stosowane i przez Włochów i przez Iberów to nie sposób uznać, iż w tym zakresie Anglicy byli pionierami i dzięki ubezpieczeniom osiągnęli jakieś globalne przewagi. Owszem można by tak twierdzić, ale potrzebna byłaby tutaj bardziej szczegółowa wiedza pozwalająca na określenie czym zastosowanie ubezpieczeń przez Anglików różniło się od zastosowania ubezpieczeń przez Hiszpanów, Włochów.
    Zasadnym byłoby zatem wiedzieć:
    a)   czym były ubezpieczenia morskie stosowne w Anglii i Hiszpanii w tamtym okresie, w szczególności czy była to forma pożyczki czy może jednak były to konstrukcje zbliżone do współczesnych ubezpieczeń,
    b)      jeżeli były to pożyczki to czym (lub kim) były zabezpieczone,
    c)       jeżeli to były jednak konstrukcje bliższe współczesnym rozwiązaniom to kto i kiedy opłacał składkę,
    d)      co było ubezpieczane – statki, ładunki, załogi (raczej mało prawdopodobne), a może wyniki wypraw (pytanie czy jest to ubezpieczenie czy może już coś na granicy hazardu),
    e)      jakie odszkodowania były wypłacane (w pełnej wysokości wartości, czy tylko części) oraz komu,
    f)       czy współczesne pojęcia ubezpieczenia (opierają się przede wszystkim na prawdopodobieństwie statystycznym) i hazardu (opierają się na prawdopodobieństwie matematycznym) mogą być odnoszone w konstrukcji ubezpieczeń z XVI w.
    W oparciu o powyższe dane można dopiero, wg mojej skromnej opinii, konstruować tezy o przyczynach przewagi Anglii nad Hiszpanią czy tzw. włoskim obszarem handlowym.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.