Lip 082015
 

Czytam nadal biografię Igora Newerly. To jest niemożliwa do wyobrażenia piramida łgarstw. Na samej okładce zaś jest dwulinijkowy tekst o tym, jakim wspaniałym człowiekiem i jakim wspaniałym pisarzem był pan Igor. Autorem tej dwuwersowej laudacji jest dziennikarz Jerzy Skoczylas. W zasadzie ci, którzy oczekują w tej książce jakiegoś słowa prawdy mogą już jej nie otwierać. Ja jednak czytam bez złudzeń, bo wiem, że nawet jak się będę bardzo starał prawdy nie dojdę. Do tego potrzebny jest zespół śledczych, do tego rozsiany po całym globie. Nie wiem czy jest sens inwestować w taką imprezę, żeby zdemaskować jednego starego oszusta. Jedno co z tej książki wynieść możemy to wiedza o kreowaniu bohaterów. Opisany jest tam jeden z żydowskich przyjaciół Newerlego, który zrobił po wojnie karierę w Londynie, nazywa się ów człowiek Izaak Deutscher. Jego tata bezskutecznie namawiał go na pisanie w języku niemieckim, ponieważ uważał, że język ten jest uniwersalny, w przeciwieństwie do prowincjonalnego języka polskiego. Izaak nie słuchał go jednak za bardzo i nadal pisał dla Małego Przeglądu po polsku, potem zaś przed samą wojną wyjechał do Londynu i tam zaczął pracować dla The Economist. Co za fantastyczny splot okoliczności! Zamiast się uczyć niemieckiego wyczuł, że lepiej pozostać przy polskim i śmignąć do tego Londynu przeskakując od razu w angielski. Szczęściarz.
Na jedno trzeba tu zwrócić uwagę, starzy Żydzi nie mieli złudzeń co do języka polskiego, nie lubili go i nie traktowali poważnie. Co innego młodsi, którzy podłączyli się do właściwego źródła informacji. Oni swobodnie mówili i pisali po polsku, traktując niemiecki jako pewien etap, który właśnie mija.
Czytając tę biografię myślę, że możliwości wykreowania dowolnej liczby wieszczów w tak prowincjonalnym języku jak nasz są właściwie nieograniczone. Można zrobić pisarza z faceta, który jest pół Czechem, pół Rosjaninem, dorobić mu polski życiorys, wmówić ludziom przed wojną, że stenografował przemówienie Piłsudskiego, wygłoszone przed samym zamachem majowym, po wojnie zaś zrobić zeń opozycjonistę. Jak? To proste. Trzeba napisać, że w czasie kiedy w bibliotece na Koszykowej leżały stare, pochodzące z lat dwudziestych egzemplarze pisma Za Swobodu, w którym Newerly coś tam drukował, jakieś przemyślenia i notatki, niekoniecznie zgodne z ówczesną linią partii, on swobodnie chodził po mieście i udawał komunistycznego pisarza. Było to prawdziwe bohaterstwo według jego biografa Zielińskiego. Ja nie żartuję, tak jest tam napisane, chyba, że czegoś nie zrozumiałem, bo zagmatwanie kłamstw jest w tej książce straszliwe. Pisał na przykład Newerly w tym periodyku, że rewolucja jest jak parowóz pędzący gdzieś tam, a maszynistą jest Lenin, nieboszczyk od 4 lat. Jak pamiętamy Lenin umarł w 1924, no więc Newerly musiał swoje rewelacje opublikować w 1928, a przecież wtedy był już od trzech lat w Warszawie i nawet stenografował przemówienie marszałka. Miał zdolność bilokacji po prostu, której jego biograf Zieliński nie zauważył. A może sam był tak przerażony odkrytymi rewelacjami, że postanowił je umieścić w książce, ale silnie zakamuflowane. Wątpię w to troszkę, bo mamy wszak wolność słowa, jakby kto zapomniał i chyba taki wymóg jak zgodność tekstu z elementarną logiką nikomu nie powinien blokować kariery w biografistyce. No, ale Zieliński go nie spełnia, a książki pisze, jak to możliwe? Nie wiem.
W Odessie był Newerly wraz z kolegą i koleżanką pod dozorem milicyjnym. Kapujecie…pod dozorem milicyjnym na początku lat dwudziestych. Nie opuścił Kijowa wraz z polską armią, choć ponoć już wtedy czuł się Polakiem (ciekawe z jakiego powodu), został a potem trafił do Odessy, gdzie za odchylenia mieńszewickie dostał policyjny dozór i musiał się meldować w Czeka, a kiedy już się zameldował leciał na plażę albo do swojej czterdziestoletniej ciotki wdowy, z którą miał romans. Miał wówczas siedemnaście lat. Ach! Byłbym zapomniał, w Kijowie chodził na wykłady profesora Delone, który był pionierem awiacji…
Już wtedy stenografował. Nauczył się tej trudnej sztuki z małego niebieskiego podręcznika. I wyobraźcie sobie, że dostał fantastyczne zlecenie, będąc pod tym dozorem policyjnym, stenografował relacje żołnierzy walczących w korpusie Grigorija Kotowskiego. Ten Kotowski był jednym ze sławnych czerwonych dowódców. Walczył najpierw na froncie polskim, a potem na Kaukazie, walczył też z Denikiem w Odessie i tam wszedł w układ z miejscową, żydowską mafią prowadzoną przez Miszkę Japończyka, który w prozie Izaaka Babla nazywa się Benia Kszyk. Tenże Benia Krzyk, postać malownicza i dająca się lubić, nagle ni z tego nie z owego wystrzelał ariergardę Denikinowców, jak nas poucza Izaak Babel. Tenże Izaak pisze, że gangsterzy z Odessy pomogli bolszewikom w zamian za zgodę na rabunek miasta. Okazało się potem, że bolszewicy trochę kłamią. Jaki to ma związek z tym całym Kotowskim? No, taki, że w roku 1925 jeden z ludzi Miszy Japończyka kropnął pana marszałka w pewnym burdelu, jak nie przymierzając Nikosia Skotarczaka. Dzieje tegoż właśnie marszałka Kotowskiego stenografował siedemnastoletni Newerly. Kotowski jest w tych dziejach, bo Zieliński cytuje fragmenty książek Newerlego, w których on występuje, skończonym bohaterem i człowiekiem żyjącym pełnią życia.
Nie lepiej jest z późniejszymi fragmentami życiorysu pana Igora. Tuż przed wojną wziął on, jak sam napisał, dziesięć tygodni wolnego i kajakiem opłynął dokoła Polskę, wzdłuż jej granic. Normalnie jakby miał jakieś przeczucie co do dalszych losów kraju. Było lato roku 1939. Dziesięć tygodni urlopu!!!!!
Z tej wyprawy jakoś nic nie zanotował, tylko o niej wspomina, za to inne krótsze są opisane dokładnie. W latach trzydziestych bywał w kolonii Teozofów w Mężeninie nad Bugiem, gdzie spotykał generała Karaszewicza-Tokarzewskiego, starego wariata, który odprawiał tam różne kulty i uwodził panie z towarzystwa. Dołęga Mostowicz opisał ten Mężenin jako Sodomię Pogorię, gdzie kultywuje się głównie seks grupowy, ale Newerly miał o tym miejscu inne zdanie. Raz nawet się zdarzyło, że przywiózł tam jakiegoś znajduszka, który przyplątał się doń w czasie kajakowej wyprawy na Polesie. Oddał tego chłopczyka w ręce Korczaka rzecz jasna, który także bywał w kolonii teozofów.
W czasie wojny Newerly ratuje Żydów, jest to tak opisane, że nie można się tych Żydów doliczyć. Kiedy jednak skupimy się bardzo okazuje się, że uratował jednego, a dwóch przechował parę dni w swoim mieszkaniu zanim znów nie wrócili do getta. Ten jeden, Lejzor, został przez Newerlego wysłany na wieś gdzieś pod Kazimierz Dolny, a tam słuch o nim zaginął. Ponoć zlekceważył zasady bezpieczeństwa i wyszedł na drogę, a tam zatrzymał go niemiecki patrol.
W roku 1943 Newerly został aresztowany, z Majdanka i Oświęcimia przysyłał swojej żonie Basi kartki z życzeniami. Do tego momentu doszedłem i musiałem odsapnąć. Aha, jego żona była nękana przez szmalcownika, albowiem była Żydówką z Puław. I zgadnijcie kto tego szmalcownika od żony Newerlego odstawił….tadam, tadam….nigdy nie zgadniecie…sam rotmistrz Witold Pilecki. Myślę, że związki Pileckiego z rodziną Newerlego są warte bliższego zbadania.
Pora na wnioski. Język polski jest językiem prowincjonalnym. Jest także językiem łatwym do formatowania i do wykorzystania w propagandzie tak skierowanej ku samym Polakom, jak i skierowanej na zewnątrz, jak ktoś nie wierzy niech poczyta Grossa. Formatowanie to odbywa się poprzez media, oraz wyznaczonych propagandystów zwanych literatami, no i przez system edukacji, który przymusowo tych literatów foruje. Jeszcze raz powtórzę: wystruganie z kartofla dziesięciu Newerlych i uczynienie z nich gwiazd literackiego firmamentu nie jest żadnym problemem. Jeśli więc ludzie młodzi w ciągu najbliższych dziesięciu lat nie stworzą czegoś co stałoby w opozycji do tych kreatur, to można zwijać manatki. A jak wiemy nie stworzą, bo młodzież poszukuje tylko jednego – akceptacji. Po to, by dać im złudzenie akceptacji wymyśla się konkursy literackie i wyciąga się nie wiadomo skąd laureatów, młodych geniuszy, którzy są od razu mistrzami. Przykładów mamy dziś w Polsce dość. One natychmiast formatują wyobraźnię i natychmiast zmieniają kryteria oceny. Do tego jeszcze blokują jakąkolwiek myśl, bo każdy kto chciałby debiutować poddany jest pokusie najprostszej – pisać tak jak Masłowska, albo Twadoch, wtedy na pewno się uda. Nie uda się, bo następcy Masłowskiej i Twarodcha już czekają w blokach na sygnał startowy. Są od dawna przygotowani. To jest stara tradycja, starsza myślę niż pismo dla dzieci, redagowane przez dzieci pod tytułem „Mały przegląd”.
Co powinni zrobić tak zwani doświadczeni, żeby się tej tendencji przeciwstawić? Powinni mieć niezależny system dystrybucji. Czy go mają? A gdzie tam. Zybertowicz sprzedaje swoją nową książkę na allegro i lansuje ją na tweeterze. Co to znaczy? Tyle tylko, że on nawet nie myśli takimi kategoriami jak dystrybucja. On chce napisać książkę i żeby wszyscy klaskali, a sprzedawać może ją z ręki na spotkaniach autorskich. W porównaniu z profesorem Zybertowieczem ośmioletni Józef Hen, który debiutował na łamach Małego przeglądu opowiadaniem o psie z podwórka w Aninie, wydaje się być prawdziwym orłem.
Co czynią inni doświadczeni mędrcy? To co zwykle, czekają na oklaski i dotacje. Nie niepokoją się wcale, bo wydaje im się, że wszystko jest okay. Otóż nie jest. Mam na to dowód. Właśnie zamykają PiW, bo ma za duże długi i jest nierentowny. Popatrzcie jak skonstruowany jest ten news. Informacja o zamknięciu instytutu, a obok zajawka tekstu o wydawnictwie Czarne, które działa już od 18 lat i pięknie sobie radzi. Ani słowa o tym ile gotówki państwo pompuje w to wydawnictwo. Oto link
http://www.tvp.info/20761266/panstwowy-instytut-wydawniczy-do-zamkniecia-ministerstwo-wyslalo-likwidatora

Treści publikowane w języku polskim ulegną w ciągu najbliższych lat tak drastycznym zmianom, że ci co przyjdą po nas będą czytać Stasiuka z wypiekami na twarzy, będzie to dla nich kawał tęgiej prozy. O tym, by przeczytali cokolwiek innego mowy nie będzie, bo teksty takie nie przebiją się przez pojęcia wyhodowane w ich mózgach. Stąd mój wniosek, by ludzie brali się do roboty i pisali. Nie rozprawy filozoficzne jak Zybertowicz i nie demaskacje agentów jak Cenckiewicz. To są śmieci, na które po jednym sezonie nikt nie spojrzy. Trzeba się zająć, jak pan Igor Newerly kształtowaniem wyobraźni. Wiecie, że swój pierwszy wiersz napisał on w wieku 10 lat? Siedział na tarasie domu dziadka w Białowieży i ten wierszyk mu się „wymknął” i „poparzył duszę”. Tak to cudownie ujął słowem jeden z najwybitniejszych pisarzy polskich. Był naprawdę dobry, lepszy niż Stasiuk.

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl gdzie można już kupić 7 numer Szkoły nawigatorów. Można już także kupić nowy tom Baśni jak niedźwiedź, zatytułowany „Kredyt i wojna”, zapraszam też do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy w Warszawie. Informuję również, że 16 lipca odbędzie się mój wieczór autorski w Bielsku Białej, początek o godzinie 18.00 w lokalu przy ul. Wzgórze 14. Wieczór organizowany jest przez miejscowy Klub Najwyższego Czasu, a tytuł spotkania brzmi „Moja Rzeczpospolita”. 

  52 komentarze do “O sensie pisania po polsku”

  1. Ależ ja spokojne życie wiodę. Nudne wręcz! 🙂
    Co do języka polskiego. A myślałem, ze jego trudność i zlozonosc wlasnie broni przed fałszerzami. No moze nie treści od razu,ale od obcych kulturowo. Okazuje sie, ze nie.

  2. Oni wiedzą to od tysięcy lat. Handel jest najważniejszy. A w handlu dystrybucja 😉

  3. Przez kilkaset lat polskiego można się też nauczyć 😉

  4. Deutscher, po II w.ś napisał trzytomową (?) biografię Trockiego (tytułowanego przezeń jako proroka), o której co i raz wspomina w „Dzienniku pisanym nocą” Herling-Grudziński. A ten cały Kotowski to był taki sam gangster jak Miszka Japończyk, tylko że przed 1917 r. działał w Mołdawii. I o Kotowskim i i Miszce Japończyku ruskie telewizje wieloodcinkowe seriale fabularne nakręciła. Z fabuły o Miszce wynika, że Kotowski wywiódł go pod wraże kule na pewną śmierć.

  5. Pisać na razie „Dzieci Trzeciej Rzeczpospolitej”.

  6. a nad tym wszystkim kredyt dla wybranych, płynność finansowa dla swoich. dług dla niewolników.

  7. Ta lokomotywa historii to została kilka razy wykorzystana w filmie. Chyba w „Doktor Żiwago”, kiedy to mąż bohaterki komunista, gna w tej lokomotywie przez straszne śniegi (może Syberii) i u Hoffmana w filmie „Rok 1920” też jest lokomotywa ozdobiona na froncie czerwoną gwiazdą, gna prosto na widza, budząc przerażenie. Taki historyczny, dynamiczny element.
    Do tego lansu tych literatów „o których się mówi i których się nagradza” , jeszcze wymyślono wystawkę na Krakowskim Przedmieściu (tuż przy pomniku Mickiewicza), na sklejce trzy branże: muzyka, film, książka i na segmencie wystawowym dotyczącym książki, oczywiście tylko te nazwiska, które są nagrodzone przez tych co trzeba. Jakby w ten sposób narzucając spacerowiczom interpretację, że nie ma innych pisarzy, poza tymi których fotografie okładek książkowych, na sklejce zostały umieszczone. Może po dzisiejszej nocnej burzy spłynęły do ścieku? Byłaby to właściwa rzecz na właściwym miejscu.

  8. Polacy to też zdolne bestie. W wieku lat czterech został zesłany wraz z rodzicami na Sybir i jako dziesięciolatek pojawia się w Krakowie, by podjąć naukę w gimnazjum, którego nie kończy i jako 17-latek zaciąga się na francuski okręt. Pod tą flaga pływa przez 4 lata i w wieku lat 21 zaciąga się na brytyjski okręt. Pływa pod tą banderą do osiągnięcia wieku 32 lat. Osiada w Anglii i w roku 1895 wydaje swoją pierwszą powieść napisaną po angielsku. Ma wtedy 38 lat. Na swoim sumieniu ma nieudane samobójstwo, przemyt broni…

    Wprawdzie Marymont 8 lipca 2015 o 09:15 pisze o języku polskim, ale można to również odnieść do języka angielskiego:
    A myślałem, ze jego trudność i zlozonosc wlasnie broni przed fałszerzami. No moze nie treści od razu,ale od obcych kulturowo. Okazuje sie, ze nie.

  9. to jest tradycja … lokomotywa została po raz pierwszy użyta w pokazie ruchomych obrazów – czyli w filmie :))) pierwszy film to przecież jadąca widza lokomotywa :))

  10. …..w 1953 r., z okazji śmierci Stalina, profesor A. Schaff:
    „Należy stwierdzić, że wielu filozofów polskich – zwłaszcza wśród młodszego pokolenia
    – przeszło dużą ewolucję pod tym względem. Należy jednak stwierdzić jednocześnie, że
    ciągle jeszcze straszą u nas upiory filozofii obiektywistycznej, „prawdziwie naukowej”, która
    pod przykrywką ponadklasowości spełnia faktycznie wyraźnie klasową, wrogą socjalizmowi
    funkcję filozofii burżuazji. Te wpływy musimy wytrzebić do końca. Musimy doprowadzić do
    zrozumienia przez ogół filozofów, że twórczą, antydogmatyczną filozofią może być tylko
    filozofia zwalczająca sprzeczne ze stanowiskiem nauki idealizm i metafizykę, że taką filozofią
    może być tylko materializm dialektyczny.
    Powiązania z praktyką, ostrej klasowości, nieprzejednanej postawy wobec wroga klasowego
    – oto czego uczy nas Stalin. Uczy nas, że taką postawę może mieć tylko zwolennik
    materializmu dialektycznego. Ta nauka Stalina winna się stać własnością wszystkich naszych
    filozofów”.
    „Odszedł od nas Józef Stalin – gigant myśli i czynu. Umarł, ale jednocześnie pozostał
    z nami, gdyż żyją i działają Jego nieśmiertelne idee, żyje i rozwija się Jego dzieło….

    To jest malutki fragment tekstu pt.” PROCES NISZCZENIA NAUKI POLSKIEJ ” J Kossecki.
    A poza tym czytając ten ostatni akapit o gigancie myśli i czynu aż się łezka w oku kręci….

    Pozdrawiam

  11. syn Mościckiego mieszkającego juz we Lwowie dostał się do carskiego wojska i dowodził pociągiem sanitarnym z dużą iloscią spirytusu jako środka znieczulającego …. Gdy się połapał co to ta rewolucja …..porwał pociąg … i gnał w strone Lwowa ….. przekupując po drodze kolejarzy tym spirytusem ……

    to się nadaje na film ……. dreszcze mi chodziły jak to czytałam ….

    ZNAK wydał taką ksiazke o Pierwszych damach drugiej RP … i tam o dzieciach Mościckich

    ..;)

  12. Czy może Pan polecić jakąś sensowną książkę o Trockim lub rewolucji 1905 ?

  13. A potem,jak sie go umi to zawsze mozna wystartowac z Bydgoszcza.

  14. Z pewnością Antony C. Sutton – Wall Street i Rewolucja bolszewicka” (choć to jest raczej o 1917 r.). Uzupełnieniem do niej są fragmenty „Finansowego potwora z Jekyll Island” – ale to też o 1917 r. Pozostaje „200 lat razem” Sołżenicyna – choć przeczytałem tylko pierwszy tom, który mnie rozczarował. Jest jakaś amerykańska biografia Jakoba Schiffa, którą Richard Pipes wymienia w bibliografii do „Własność a wolność”, chyba pod tytułem: Jacob Schiff -żydowski lider. Może tam coś jest o 1905 r.? Co do wątku japońskiego w rewolucji 1905 r., to z pewnością „Lodowa ściana” R. Świętka. Są w ostatnich latach po rosyjsku wydane prace o związkach japońskiego wywiadu z rewolucją w 1905 r. rosyjskich i japońskich historyków.

  15. Misiokinsole za Vincentym Rostowskim przytacza odmianę nazwy Bydgoszcz – tak jak deszcz – no trzeba się nie w polskiej rodzinie urodzić żeby nie odróżniać deklinacji wyrazów typu rondel i burdel . Jak nie ma w Bydgoszczu a jest w deszczu, tak nie ma w burdlu a jest w rondlu.
    Marymont ma racje ta trudnośc języka polskiego trochę go chroni przed tfurcami.

  16. książki pana Cenckiewicza są bardzo pożyteczne, wiele z nich przeczytałem, niech każdy pisze to co mu wychodzi najlepiej

  17. No tak ale Joseph pisal a ich korzyść. I takoz działał?

  18. Bo Mistrz powinien dzisiejszy felieton zatytulowac „O sensie podpinania sie pod jezyk polski”. Albo „O sensie wpinania sie w jezyk polski”. Od wpinania do wpi…lania sie w jezyk polski jest jeden krok. Ciekawe, czy Coryllus wezmie na warsztat tuwimowe „Kwiaty polskie”?

    PS: Przez sentyment dla „moich dzieci” z Wladyslawa IV – pozdrawiam!

  19. W centrum miasta jest u nas przedwojenna, obdrapana i pusta kamiennica z napisem WIERZA nad wejściem. Trudno zgadnąć kto mógł to napisać, ale pomyślałam dziś, że to może Igor N. w drodze z Białowieży do Mężenina, ucząc się polskiego, nasmarował ten dziwny napis. Muszę to koniecznie sfotografować, zanim WIERZA zniknie.
    Korczak bywał w Towarzystwie Teozoficznym z Warszawy, o którym ktoś napisał, że jego pełna nazwa to
    Wszechświatowe Zjednoczone Wolnomularstwo Polskie, nie brzmi to zachęcająco do jego książek.

    http://www.polinow.pl/losice_i_okolice-mezenin

  20. Wybaczcie offtopic. Krszysztof Ziemiec dla faktu: „Nie można udawać, że nie ma tragedii, kiedy wszyscy płaczą. Ale wtedy nie można płakać razem ze wszystkimi. Czasem muszę wziąć naród za rękę i przeprowadzić go przez ten trudny okres. Dziennikarz taki jak ja musi być towarzyszem i dobrym tatą, który gdzieś tam przygarnie dzieci, wytłumaczy i pogłaszcze i powie, że musimy to razem przetrwać”

  21. pisanie ksiazek to nie lokomotywa, a ciagnie

  22. od igora (newerly) do igora (janke)?

  23. Cos jak orka na Igorze.

  24. igor (janke) wycial pink panther:

    404. That’s an error.

    The requested URL /cse?cx=partner-pub-4249907381812244%3A1uod7bsrqf9&cof=FORID%3A10&ie=UTF-8&q=pink+panther&x=9&y=10&ad=n9&num=10&rurl=http%3A%2F%2Fwww.salon24.pl%2Fgoogle-search%2F%3Fcx%3Dpartner-pub-4249907381812244%253A1uod7bsrqf9%26cof%3DFORID%253A10%26ie%3DUTF-8%26q%3Dpink%2Bpanther%26x%3D9%26y%3D10&siteurl=http%3A%2F%2Fwww.salon24.pl%2F was not found on this server. That’s all we know.

  25. Tym razem nic nie zrozumiałem z wypowiedzi Autora o języku polskim, jego ”formatowaniu” i zupełnie nie mam pojęcia o wymienionych tfurcach, poza Dołęgą Mostowiczem i Zybertowiczem.

    Zaniepokoiło mnie parę określeń. Np. o generale Tokarzewskim Karaszewiczu, ”gdzie spotykał generała Karaszewicza-Tokarzewskiego, starego wariata, który odprawiał tam różne kulty i uwodził panie z towarzystwa” Generał był , co prawda wybitnym masonem, ale wcześniej był dwukrotnie ciężko ranny, kiedy walczył o Polskę. Był zdolnym oficerem, brał udział m.in w walkach o Przemyśl, Lwów, Wilno. Znaqj proporcją mocium panie.

    Albo, ”Myślę, że związki Pileckiego z rodziną Newerlego są warte bliższego zbadania”. Niby dlaczego??? Ma Autor jakieś wątpliwości?:))))))))))))

    Wrażenie z całej notki mogę oddać jednym słowem: magiel. Nie wiem, czy to pozostałość po praktykowaniu w piśmie kobiecym, czy marność lektury poddanej egzegezie?:))))))))

    Nie warto chwytać się byle czego. Jak mawiał Chesterton, dobry umysł jest jak szczęka, musi się o coś solidnego zaczepić. Jak będziemy się czepiać bzdur, to nic sensownego z tego nie wyjdzie poza plotkami o orgiach. Czyli skazujemy się na poziom pokojówki usiłującej coś dojrzeć przez dziurkę od klucza:))))))))))))))

  26. A może lepiej nie kopiować tego linku? kto wie, co za tymi robalami siedzi….

    Prościej jest wpisać http://bobry7.salon24.pl/

  27. Co to znaczy, że „generał był wybitnym masonem”? Czy to Pana zdaniem nie ma znaczenia? I to co wyprawiali ci ludzie z Towarzystwa Teozoficznego też nie jest ważne? Bo chyba, żeby ludzi ocenić rzetelnie, trzeba o nich wiedzieć coś więcej niż to gdzie i jakie rany odnieśli rany.
    Tak samo jak w przypadku Janusza Korczaka, to ma znaczenie w co wierzył, po co był w Londynie przed otwarciem Domu Sierot, albo co robił w Mężeninie. Nikt nie zaprzeczy, że był dobrym, wybitnym lekarzem i zginął bohatersko. Ale jakie idee przekazywał w swoich książkach, trzeba dokładnie poznać i ocenić, a nie czytać bezkrytycznie.

  28. no, ale związki żony z rotmistrzem są warte zbadania, nie z powodu obyczajówki, ale jak to się stało, że na tylu bohaterów ten jeden znalazł się właśnie tam
    był wcześniej, czy przejeżdżał tamtędy akurat ? 🙂

  29. @ Marcin SW

    Trocki napisał swoją autobiografię „Moje życie” wydaje mi się, że warto przeczytać.
    Wydanie pierwsze Spółka Wydawnicza „Bibljon” 1930
    Reprint 1990 Fundacja Polonia.

  30. A i owszem. Można to oceniać, ale przy tym stosownie się wyrażać. I w tym wypadku ma to sens. Ale czy miałoby sens nazywać Korczaka np. ”zwariowanym pedofilem”

    Generał Tokarzewski Karaszewicz walczył nie tylko o Przemyśl, Lwów czy Wilno. Brał także udział w bitwie nad Bzurą, i utworzył Służbę Zwycięstwu Polski – pierwszą podziemną organizację zbrojną, dla której uzyskał akceptację wszystkich stronnictw opozycji przedwojennej, także endeków.

    Sikorski SZP rozwiązał szybko, a Tokarzewskiego wysłał do Okręgu Lwowskiego ZWZ, aby łatwo dostał się w ręce sowieckie, gdyż generał stamtąd pochodził i byl tam powszechnie znany. I tak się stało po paru miesiącach.

    Więc chodzi mi o elementarny, należny szacunek, nie o poglądy.

  31. A czy to w ogóle można traktować poważnie taki news o Pileckim zawarty w szemranej literaturze? Konsumenci dziadostwa nawet nie wiedzą, jak są operowani.

    Niby kawałek książki, niby przyzwoici ludzie, niby zbożny cel, a jak pięknie podważana jest polska świadomość historyczna.:))))

    A po co zajmować się faktami 10-cio rzędnymi??? To może policzmy liście na drzewach w parku?:))))

    Ars longa vita brevis:))))))

  32. To nie jest moim zdaniem dobre porównanie. Korczak nie robił nic co pozwalałoby go nazwać „zwariowanym pedofilem”. Natomiast nazwanie „starym wariatem” generała w kontekście spotkań w Mężeninie, stawia go i tak w sympatycznym świetle. Wanda Wasilewska pisząca tam „Ziemię w jarzmie” to naprawdę towarzystwo dla szanującego się generała? Nie mówiąc już o innych tamtejszych opisywanych przez Dołęgę-Mostowicza wydarzeniach.

  33. to nie jest link

  34. Dołęga Mostowicz to nie autorytet historyczny, to po pierwsze. Miał osobiste powody do krytyki i przejaskrawiania.

    Jak się Pan da przynajmniej przebić bagnetem i ciężko postrzelić w walce o Polskę, to proszę bardzo, może Pan sobie nazywać generała ”starym wariatem”. Ale jeżeli Pana walka o Polskę polega na czytaniu dziadowskiej literatury, to Pan wybaczy….to jest żałosne.

    Można rozmawiać o teozofii, o Bławatskiej itd. Ludzie słabo wyksztalceni mogli być pod wrażenie tej teorii o jednej moralności dla różnych religii, synkretyzmu, spirytyzmu, lewitacji itd.

    Na gruncie porządnej filozofii tą pierwotną moralność nazywa się prawem naturalnym i są z tego inne konsekwencje.

    Można o tym dyskutować, ale nie ma potrzeby dawać się podpuszczać:)))

  35. Witaj Guy’u! Dołęga to ten który zginął wożąc chleb dla żołnierzy porzuconych przez tych „wspaniałych” dowódców – więc jako niemundurowy szacunek tylko do 50%.
    Jak zrobimy z histori Polski gablotę którą można oglądać tylko z za szybki to każdy Polak powinien marzyć o słoiku z formaliną dla siebie – dajmy się sobie różnić może i pięknie.
    Co do Coryllusa to wilczy jego węch góruje bardzo nad średnią stada, może dlatego że nie urzędowo wdychał formaliny. Kiedyś pisał o Stefanie Starzyńskim jako nie ciekawym typku ja znalazłem u innych autorów że on będzie patronem Warszawy na trudne czasy – i co? I nic – to szczegół przy takiej ilości przetważanych danych wciąż zbieramy (ja napewno) kamyczki nawet trzeciożędowe do mozaiki – ludzie lubią wiedzieć. Ty chyba też.

  36. Generał Tokarzewski Karaszewicz leży na Powązkach pod krzyżem. Nie wiem, czy się nawrócił przed śmiercią czy nie, ale leży pod krzyżem.

    http://4.bp.blogspot.com/-uC3tYMEFwA4/T-gItPqdaXI/AAAAAAAAEqg/hWy4h9TrCN8/s1600/Okulicki,+Rowecki,+Komorowski,+….JPG

  37. Znowu zaczynasz mnie denerwować.

    Zapamiętaj sobie raz na zawsze, że ”ucieczka” polskich władz i niektórych dowódców do Rumunii, to jest jedno z propagandowych narzędzi komunistycznych bandytów.

    Nikt nigdzie nie uciekał, tylko szukał szansy dalszej walki.

    Ci ludzie wielokrotnie wcześniej narażali życie dla Polski i szukali szansy jego dalszego narażania. Jako martwi albo jeńcy nic już nie mogliby zrobić. Stąd właśnie się wzięły PSZ na Zachodzie.

    I należy ich szanować. To jest polska postawa. Sowietyzmu nie toleruję.

    Na dziś wystarczy.

  38. Myślę, że mam wystarczająco dużo blizn, żeby móc stwierdzić, że szanujący się generał nie powinien „bawić” w Mężeninie. I nie jestem „Panem”

  39. Sam siebie denerwujesz. To jest myślenie ahistoryczne to w jakiejś części była oficerska arystokracja a nie szeregowa hołota.
    Poczytaj początek „Kamieni na szaniec” te rodzynki nie miały narażać swego życia – rodzice się zatroszczyli, Mieczysław Jałowiecki też się ślizgał ale oni mieli bronić Polski nie Rosji – i bronili jak opieka rodziców nie miała znaczenia.
    To nie sowietyzmi teraz uwaga cytat szeregowego z września 1939r.
    „A co ja mam ginąć za ten kraj jak ten (oficer Wojska Polskiego) dwie kurwy w swoim motorze wozi – niechby jakiego rannego wzią” – komuniści przyszli później.
    Może i wystarczy.

  40. Po pierwsze, Pazurku (co to za ksywa?) Twoje myślenie jest zabałaganione. Historyzm/ ahistoryzm, to są ulubione kategorie narracji:)))))) gostków w stylu ”Krytyka polityczna”. To jest knif typowo post marksistowski.

    Po drugie, obowiązkiem wszystkich rodziców jest chronić swoje dzieci.

    Po trzecie jakieś tam pojedyncze fakty wyrwane z kontekstu o niczym nie świadczą.

    Prawda jest taka, że pokolenie legionowe było najlepsze ze wszystkich. W każdej dziedzinie zrobiło o wiele więcej, niż można było oczekiwać. Dlatego musiało zostać unicestwione w bestialski sposób przez Rosję i Niemcy. I należy mu się największy szacunek.

  41. A jesteś pewny, że generał nie miał w masonerii zadań państwowych, że to było całkowicie na serio? Poważna władza zawsze ma ludzi na różne okazje. On należał do ścisłej elity. I z nich wszystkich tylko jeden zajmował się na taką skalę ”frontem masońskim”. Niektórych rzeczy nikt nie wie.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Znak_oficerski_„Parasol”

  42. No ja myślę że męczeńska śmierć była jedyną szansą dla nich i dla nas byśmy nie stali się pyszni jak Francusi, skurwieni jak Włosi lub nastajaszczi kak Rosjanie i Niemcy – bezkulturentaszery.
    Nie ma co się denerwować – mnie się wydaje że słyszę jakby gdzieś gwizdek od czajnika…
    Tak jak żenuje mnie wieszanie ikon i portretu Stalina tak żenuje mnie Faustyna obok Piłsudskiego – to znaczy że nie skacapiałem. Nie możemy odcinając się od Rosjan ich naśladować – to chyba jest jasne.
    To pokolenie jak wiele innych było pędzone na zatracenie – masoneria, komunizm, faszyzm, okultyzm, seks, pijaństwo – i oto została im dana łaska męczeńskiej śmierci – oczywiścię jakąś tam zasługę mają mogli się przyłączyć do Demona Niemiec lub Demona Rosji – ale to Polak takim idiotą być nie potrafi woli śmierć- choć często nikt się ich o to co wolą nie pytał. Ale jeżeli na 60 polskich generałów 3 tykonuje zadania wyznaczone przez plan obrony, wszystkie bombowce są w hangarach, parę dni przed 1 09. 39 wylatuje z kraju 60 najlepszych myśliwców, karabiny przeciwpancerne nie są używane bo wojsko nie wie jak ich używać, najlepiej bronią się jednostki których dowódcy są niedoinformowani – to chyba coś tu nie sztymuje. Ja bym chciał wiedzieć kto za to odpowiada bo na pweno nie waleczność whermacht’u(wspomniena Guderiana) i armii czerwonej(wspomnienia kombatantów polskich – czerwona hołota, karabiny noszone na drutach)
    No dobra na koniec o kim mówi Stanisław Skalski kiedy wspomina oficerów którzy strzelali w powietrze i potem meldowali kilka zestrzeleń?
    Tak szacunek się należy największy – zgoda ale czy Rómmel też się załapie?
    No i ciśnienie spada.

  43. Sprawdź w salonie24, przy notce Coryllusa z 26.06 „Jak Kaczyński z episkopatem ukradli targi książki” co napisał Tropiciel w komentarzu z godz.14.13 o generale Karaszkiewiczu- Tokarzewskim. Był w tym Mężeninie na serio zaangażowany, ale nie w zadania w państwowe.
    Co do „nie jestem Panem” chodziło mi o to, że jestem kobietą.

  44. Tego, co napisaleś nie da się czytać

  45. Przeczytałem. I cóż to takiego? Pod względem służby wojskowej nie można mu nic zarzucić. Nie jestem cenzorem, żeby decydować w co kto ma wierzyć a w co nie wolno.

  46. Czyli jak spotkam swojego szefa wychodzącego z agencji towarzyskiej w jakimś dziwnym stroju to powinnam z szacunkiem go przywitać ze względu na jego duże osiągnięcia zawodowe.

  47. Z jakiej agencji towarzyskiej???? Nie przesadzaj.

  48. pewnie za późno na komentarz do komentarza, ale co tam, no może tego Pileckiego tam nie było wcale, więc tym lepiej to udowodnić, albo tylko zapytać, skoro powstała biografia to można ustalić u źródła tu i teraz dlaczego tak paskudnie ktoś nakłamał, to przeczulenie, że od takich pytań ma się wywracać świadomość historyczna, a w ogóle co to niby jest ta świadomość, że mam się bać jej wywrócenia?

  49. Był czy nie był, co za różnica? Co to zmienia? Co to wnosi? To jest problem pozorny.

  50. a właśnie tu się nie zgadzamy, po ustaleniu faktów można pytać co to wnosi i zmienia, wcześniej zostawienie tego jest czymś w rodzaju cenzury, jak się dowiem to sobie wyrobię zdanie, nie lubię gotowców. pozdr, e.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.