Sty 312019
 

Najpierw ogłoszenia. Zostało tylko 15 wolnych miejsc na konferencje w Baranowie Sandomierskim. Na setnym uczestniku zamykam listę. O tym, kto będzie prelegentem można się dowiedzieć, czytając zakładkę LUL umieszczoną na pasku portalu Szkoła Nawigatorów.

Teraz zaś do rzeczy. Cały czas zastanawiam się nad tym w jaki sposób poprawić dystrybucję naszych druków. Nie uda się tego zrobić naprawdę bez współpracy z rynkiem i bez zbudowania wewnętrznej hierarchii autorów w naszym środowisku. To zaś można osiągnąć tylko poprzez kreację autorów tutaj, na SN oraz poprzez kooptację innych autorów z rynku. Mechanizm ten służy do tego, by zrównać nasz – niszowy póki co – rynek i nasze środowisko z innymi rynkami, większymi i innymi środowiskami kreowanymi przez różne dziwne siły. Skąd ja wiem, że przez dziwne? Gdybym miał takie możliwości, jakie mają niektórzy, a nie musiał się użerać z kolegami o to czy zrobią na czas katalog czy nie, już dawno podbijałbym Marsa. Choć przecież na to nie wyglądam, a w nagraniach śmieję się głupkowato i nie mówię wcale mądrze. No, ale jestem za to pewien swojej wytrwałości i swojej skuteczności. Inni zaś są pewni tego jedynie, że jeśli wystąpią w jednym z głównych kanałów dystrybucji treści to uzyskają nie tylko sukces, ale jeszcze niezależność. To nie jest prawda, bo większość tak zwanych popularnych autorów zajmuje się demonstracją nieskuteczności. Sumliński na przykład demonstruje całkowitą niemożność zaszkodzenia Bronisławowi Komorowskiemu. I w dodatku wszyscy rozumieją, że to tak ma właśnie być oraz podłączają się pod tę śpiewogrę bez jednego mrugnięcia okiem. Inny, wybitny prawicowy autor – Krzysztof Bosak – rozpoczyna swoją przygodę z Superakiem, gdzie będzie pisał felietony. Wszystko po to, by zaprezentować szerokie spektrum poglądów czytelnikom Superaka. To jest oczywiście ciekawe, ale ja się zastanawiam nad jednym – skoro wokół jest tyle, nieopisanych wprost trudności, dlaczego wszyscy ci prawicowi myśliciele i autorzy, zamiast skupić się na osiągnięciu sukcesu, czyli marginalizacji autorów lewicowych oraz ich unieważnieniu, zajmują się demonstracją nieskuteczności? Mnie to zdumiewa, ale patrzę na te wygłupy ze spokojem. Mam bowiem swoje sprawy i będę je załatwiał po swojemu.

Mam na przykład głęboką pewność, że wszelkie demonstracje nieskuteczności są po prostu zakamuflowaną ofertą. Im zaś więcej w nich sugestii dotyczących rzekomego męczeństwa, duchowych cierpień i niesprawiedliwości tym większa gotowość oferentów do różnych ustępstw. Być może niektórzy z nich nie zdają sobie z tego nawet sprawy, ale mechanizm tak właśnie działa. Omówmy teraz dwa przykłady – jeden marginalny i jeden z tak zwanego głównego nurtu. Oto miały się odbyć niedawno w Londynie trzecie już targi książki prawicowej. Poprzedzono je demonstracją, to znaczy występami gości i autorów, którzy opowiadali w nagraniach, robiąc przy tym bardzo dziarskie miny, jako to zaraz tam w tym Londynie dokopią lewactwu. Po czym okazało się, że w ostatniej chwili lewactwo gdzieś zadzwoniło i organizacja, do której należała sala, całą imprezę odwołała. To jest numer ćwiczony już kilkakrotnie, a nasi bohaterowie nie są niestety w stanie nic z tym zrobić poza – kiedy już się ich wywali za drzwi – demonstrowaniem rozczarowania i jakiegoś takiego intelektualnego męczeństwa. Jeśli połączymy to z sukcesem Bosaka, który zaczyna karierę w Superaku, rzecz wygląda, przyznacie dziwnie i mało zachęcająco. Co mnie dziwi najbardziej? To na przykład, że organizator nie podpisał umowy z właścicielem sali opiewającej na jakieś kary umowne, a wszystko załatwiane było na wiarę. Demonstracja zaś pewności siebie jaka poprzedziła to odwołanie wyglądała wprost jak zapowiedź katastrofy. No, ale chyba jednak tym nie była…moim zdaniem była to i jest nadal oferta dotycząca podziału rynku i budżetów, jakie instytucje państwowe przeznaczają na promocję polskich książek za granicą. Mogę się oczywiście mylić, ale intuicja podpowiada mi, że to taki właśnie komunikat.

Popatrzmy teraz na rewelacje sączone przez media, a dotyczące przekrętów Jarosława Kaczyńskiego dokonywanych na rynku nieruchomości, bo tu sprawy mają się podobnie. Mamy niedoszłego prezydenta Warszawy, który – gdyby tym prezydentem został – to na pewno wydałby Kaczyńskiemu pozwolenie na budowę biurowca, ten zaś służyłby do zarabiania pieniędzy przez partię o nazwie PiS, a z kolei te pieniądze szły by na działalność polityczną wrogą postępowi, gejom i dzikom w lesie. Jaki nie jest prezydentem, zgody na budowę nie ma, jeden z drugim coś tam nagrał, a Pochankowa w Faktach zaciera ręce, z tego powodu, że rzeczniczka PiS coś tam przekręciła w swojej wypowiedzi. I to jest sukces. No więc schemat operacyjny jest taki – prawica musi przegrywać, żeby uzyskać jakieś ochłapy, to zaś co aktualnie nosi nazwę lewicy musi demonstrować sukcesy, nawet jeśli nie widzą tych sukcesów nawet misie o najmniejszych rozumkach. Tylko wtedy bowiem może stanąć do przetargu. Na co on opiewa? W ostatniej rozmowie z Józefem Orłem, w radio, we wtorek, zasugerowałem, że to jest ostatnia, rozpaczliwa próba porozumienia się z Kaczyńskim i zachowania tych wszystkich zdobyczy, które jeszcze mają w rękach. Czyli, między innymi, wydawania pozwoleń na budowę nieruchomości w Warszawie, na zasadach dotychczasowych. To się może nie udać i wczoraj w Wiadomościach padła silna sugestia, że jednak się nie uda. No, ale dla ludzi, przyzwyczajonych do grania jednym modus operandi zmiana sytuacji jest nie do zrozumienia. I to jest widoczne w licznych casusach, tak w historii, jak i współcześnie. Upadające elity, które wleczone są na śmierć, zawsze domagają się widzenia z najważniejszym urzędnikiem nowej władzy, bo im się zdaje, że w ten sposób coś ugrają i ocaleją. Nie rozumieją, że nastąpiła degradacja, a teraz jeszcze nastąpi demonstracyjne usunięcie zdegradowanych, bo tego wymaga nowy modus operandi. I to, ten sposób postrzegania okoliczności, był wczoraj dobrze widoczny w wystąpieniach urzędników warszawskiego ratusza. Oni nie rozumieją, że Kaczyński się może zwyczajnie odwinąć, a wtedy nie zostanie po nich nic. I pewnie się odwinie, czekajmy na to ze spokojem.

Jak to powiedziałem w radio, we wtorek, nie można regulować spraw politycznych łagodnie. PO chciało naprawdę wykończyć PiS, ale okazało się, że to jest z różnych przyczyn, leżących głównie poza krajem, niemożliwe. Jeśli zaś ktoś nie może na trwałe pozbyć się przeciwnika politycznego, to w pewnym momencie, poprzez przywiązanie do używanego stale modus operandi, zaczyna przegrywać. I tak do momentu, aż sam stanie się watahą do dorżnięcia. W czym właśnie uczestniczy PO. Pytanie istotne brzmi – czy Jarosław Kaczyński zdecyduje się na dorżnięcie watahy. Moim zdaniem powinien, bo to zmieni modus operandi całej sceny politycznej w Polsce i staniemy wobec nowych okoliczności. To zaś, zawsze jest inspirujące. Trudności nie zabraknie, możecie wszyscy być spokojni. Nie będzie tylko Schetyny w zasięgu wzroku, co samo w sobie jest walorem i sukcesem.

Co my tutaj mamy z tym wszystkim zrobić? Musimy powiększyć rynek i przyciągnąć do naszego rynku, tylu ilu się da autorów i wykładowców z zewnątrz. I to właśnie czynimy. Musimy to także czynić tak, by cały czas pozostawać w sferze pewnej dyskrecji. Tylko wtedy mamy gwarancję skuteczności i nie stajemy się oferentami stającymi do ustawionego przetargu.

Zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl

  12 komentarzy do “O skuteczności i demonstracji nieskuteczności”

  1. Chętnie wybrałbym się na konferencje ale brakowałoby mi tam muzyki. Może następbym razem Gospodarz coś doorganizuje. Pzdr.

  2. A występu ekwilibrystów panu nie brakowało?

  3. Gryz to chyba z tej szkoły w Julinku  ? (może mylę nazwę ale gdzieś jest szkoła cyrkowców)

  4. Proszę sobie nie kpić ze mnie.

    Każda książka powinna zawierać wstęp, rozwinięcie i wnioski. Każda uczta: przystawkę, danie główne i deser. Także każda konferencja powinna mieć 1. coś dla serca: towarzystwo i atmosferę, w której to towarzystwo będzie mogło się lepiej poznać, 2. coś dla głowy: wystąpienia prelegentów oraz 3. coś dla duszy: oprawę artystyczną, przy której będzie można rozpocząć trawienie mądrych przemów.

    Pan Coryllus stara się, aby jego towar był pierwszej jakości. Oprócz treści, książki mają ładne okładki oraz ilustracje. Zauważam, że konferencje również mają być niebanalne: piękne lokalizacje i wykwintne menu. Skąd wzięło się w takim razie to przeoczenie potrzeb naszych dusz? Myślę, że było spowodowane zwykłą nieuwagą i zabieganiem organizatora.

    Moje zgłoszenie jest także częścią podpowiedzi na pytanie zadane w tekście: „Cały czas zastanawiam się nad tym w jaki sposób poprawić dystrybucję naszych druków”. Autor sam sobie odpowiedział: „Nie uda się tego zrobić naprawdę bez współpracy z rynkiem.” Uważam, że w tym słowie jest duża mądrość: „współpraca”. To jest fundamentalne słowo klucz do wszelkiej pomyślności wszelkich przedsięwzięć i warto się nad tym słowem głębiej zastanowić.

    Życzę pomyślności wszystkim studentom LUL.

  5. Myślę, że bardziej chodzi Coryllusowi o to, że Pan na nim ćwiczy „przerzucanie kosztów na przeciwnika” swoich(udanych lub nie) pomysłów.
    I teraz niech się Pan postawi w jego skórze, człowieka mającego, chyba się Pan ze mną zgodzi, dużo ważniejsze zadania, niż organizowanie rozrywek, a czasu dość mało, któremu oprócz Pana średnio co jakiś czas ktoś doradza co powinien jeszcze robić. Zazwyczaj są to bardzo subiektywne porady, bo ja gdybym się wybierał na tą konferencję, byłoby mi obojętne czy będzie muzyczna oprawa.
    No i to co również i mnie by dobijało w tych poradach to brak jakiejkolwiek odpowiedzialności.
    To również o czym pisze Coryllus, że najwięcej radzą ci co w sprawach zawodowych sobie nie za bardzo radzą.

  6. Fantastyczne zdarzenia dzisiaj Pan opisal…

    … bardzo mile mym oczom  !!!   No to temu detemu dziennikarzynie Rachoniowi  z kurwizora ROSNIE  kAkurEcja  !!!  Bosak „felietonista”  w superaku… wszystkiego bym sie spodziala, ale nie tego… w kazdym badz razie, jest nadzieja, ze ten jelop Bosak  przyczyni sie do rozlozenia superaka „na lopatki”… i oby tak sie stalo  !!!

    No i te dete targi w Londku… to tez miSZCZOstFo  sFiata  !!!  Oby tak dalej, to ta tepa cholota zwyklych nielotow i grantciarzy szybciej wezmie sie za jakas konkretna i komus potrzebna robote.

  7. Proszę samemu doorganizować i zaproponować to Gospodarzowi, a nie być kibicem.

    Jak nie, to jest takie nieco wulgarne – ale pionujące – powiedzenie „kibic z dala się nie wp***la”.

  8. no właśnie, te półtoraki o coraz mniejszej wartości, i tak bez końca

  9. „…Kaczyński się może zwyczajnie odwinąć, a wtedy nie zostanie po nich nic. I pewnie się odwinie…”

    Super słówko „odwinąć”, choć czyn z nim związany do sympatycznych raczej nie należy, chyba że w słusznej sprawie.

  10. Tekst o coraz podleyszych półtorakach pochodzi z:

    „Transakcya Jaśnie Wielmożnego Stanisława Żołkiewskiego Wojewody Kiiowskiego Kanclerza i Hetmana Koronnego (1617 – wydane w 1809)”

    Dzięki niemu zajrzałem do hasła MINICA w słowniku Lindego. A tam jest ciekawy cytat, który Linde odnalazł w swej kwerendzie językowej:

    „Za Kazimierza W. dopiero mynicy Polskiey naywięcу poczęto kować, gdyż przedtym skórzaney więcey było; a na niey z iedney strony był orzeł; z drugiey król na maiestacie, Bielsk. 170″.

  11. O upodleniu półtoraków nawiązałem w odpowiedzi do Nebraski.

    Barwna ilustracja o Modus Operandi do wywoływania duchów  pochodzi z okładki książki „Tajne nauki wszystkich wieków” z roku 1928. Pokazuje pewien podział świata. Z lewej strony jest napis „Feniks” i lew, a z prawej strony napis „Orzeł” i kozioł. Niewiele rozumiem z tej kabały, bo symboliczny kozioł wprowadza zamęt. Być może o to chodzi. Taki jest świat.

    Ilustracja do Horacego, o tym że we wszystkim jest miara, pochodzi z książki wydanej w roku 1612. Jak wszystkie sentencje łacińskie zawiera w kilku słowach wielką mądrość. Na ilustracji jest kozioł, który wprowadza zamęt.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.