wrz. 192021
 

Siedziałem sobie wczoraj przed telewizorem i z nudów przełączałem kanały. Trafiłem w końcu na serial, który nazywa się Kuchnia. W obsadzie są tam ci co zwykle, a najważniejsze miejsce zajmuje Karolak, który niebawem zamieni Beskid Niski w obszar podporządkowany oddziałowi żołnierzy wyklętych, którego będzie dowódcą. Wcale nie żartuję, posłuchajcie, co Karolak mówi prywatnie, o sprawach poważnych. No, ale dziś nie o tym. Obejrzałem kawałek tego serialu i okazało się, że najśmieszniejszym momentem, jest tam sytuacja, kiedy ktoś rezerwuje stolik dla swojego kolegi na nazwisko sławnego pisarza Zygmunta Miłoszewskiego. Powiem tak, nigdy nie mówię o sobie – pisarz. To znaczy nigdy nie mówiłem, dopóki się nie nawaliłem na ostatnim weselu. Bo to jest niedopuszczalne, no ale natura ludzka jest ułomna. Więcej tego nie zrobię. W serialu dla ludzi kochających seriale, zrobionym – słowo w słowo – na ruskiej licencji, ktoś wstawił Miłoszewskiego. Kto z widzów wciągających to przedstawienie, wie kim jest Miłoszewski? I gdzie tam jest coś śmiesznego? Drugim komediowym momentem w obejrzanym fragmencie był ten, ściągnięty z jakiegoś starego filmu z Michnikowskim, który wzięty zostaje w lokalu za inspektora sanitarnego, albowiem urządzeniem do mierzenia stężenia alkoholu, które posiadł przypadkiem, miesza wódkę w kieliszku. To samo było w serialu z Karolakiem. Oni myślą bowiem, wskazuję na scenarzystów i producentów, że ludzie nie pamiętają tych starych filmów, albo, że będą się śmiali jeszcze raz z tego samego. Nie to jednak jest przedmiotem dzisiejszej krytyki.

Wielokrotnie podkreślałem, że najważniejszą sprawą jest pozyskanie, utrzymanie i kontrolowanie kanałów dystrybucji. Jest to istotne w skali makro i w skali mikro. Kiedy na rynek polski wchodzi jakiś koncern, ma gwarantowaną dystrybucję, a jego produkty automatycznie znajdują się w sklepach i to wynika z umów o charakterze politycznym. Obecność bowiem Coca coli i Pepsi w Polsce to element polityki. Zawsze tak było. Problemem menedżerów jest tylko to, jak zwiększać sprzedaż kosztem innych produktów.

Treść dystrybuowana przez media, także jest elementem polityki, ale polityki środowisk, nie zorganizowanej polityki państwa. Mówimy o tym ciągle. To znaczy, chodzi o to, by wszystkie topowe tematy, topowe licencje i najważniejsze kanały dystrybucji obsiedli ludzie, którzy uważają, że dziedziczą do tego prawo. Nie dziedziczą, wszyscy o tym wiemy. Karolak nie jest żołnierzem wyklętym, to jasne. Nie jest istotne co dystrybuujemy i jaką to ma jakość, ważne, byśmy to czynili za pomocą najważniejszych kanałów, czyli telewizji. I ważne, by wypełnić wszystkie kluczowe miejsca w hierarchiach. Cóż to za hierarchie? Można by je nazwać wyobrażonymi. Bo co to jest za stanowisko – pisarz? Realnie to jest nikt, ktoś kto zarabia na pisaniu i sprzedawaniu książek, a to nie jest ani specjalna frajda, ani za duży zysk. No, ale żyjemy w takim systemie, który pisarza wyniósł wysoko i nie można tej funkcji tak po prostu zostawić. Można ją tylko przejąć, albo zdegradować. Kiedyś, dawno temu, napisałem, że kiedy postkomuna w Polsce zorientuje się, że ludzie nie chcą czytać produkowanych przez nią książek, zamknie rynek i ogłosi, że już czytania nie będzie. Moment ten właśnie się zbliża, a poznajemy to po tym, że nikomu nieznany pisarz Miłoszewski znalazł się w serialu, gdzie główną rolę gra Karolak. A stało się tak dlatego, by ludzie nie zapomnieli o Miłoszewskim, którego i tak mają w nosie.

To co napisałem jest elementem właściwej klasyfikacji zjawisk. Ale unieważnienie rynku książki widać także gdzie indziej. Oto Sumliński Wojciech, człowiek, który nie powinien nigdy w życiu napisać ani jednego zdania, został autorem serii książek niby to sensacyjnych. Nie mam zamiaru opisywać znanych wszystkim perypetii tego pana. Chodzi o to, że po początkowym sukcesie, który przyniosły tym produktom tytuły, bardzo sensacyjne w wymowie i całkowicie nie pokrywające się z treścią, całe przedsięwzięcie oklapło. Wynika to z faktu, że organizacja, która wystawiła Sumlińskiego, nie miała zamiaru kreować rynku, ale wycisnąć zeń ile się da, bez planu na to, co będzie dalej. No i teraz właśnie nadeszło owo „dalej”, a pan Wojtek porzucił pisanie i zabrał się za coś, co nazywa filmami dokumentalnymi, a co jest zwyczajną yutubową pogadanką dla ludożerki. Lepiej bowiem zlikwidować cały segment rynku, unieważnić autora, którego się wykreowało i zostawić tylko gołe komunikaty na nietrwałym nośniku, który dewaluuje się szybciej niż waluta w Zimbabwe niż zrobić coś naprawdę. Czy wyobrażacie sobie, że taką politykę wobec produktu prowadzi na polskim rynku na przykład PEPSI. CO?

No nie, to jasne. Wszystkie te inicjatywy, Karolak, Sumliński, licencje kupowane od Rosjan, polityka IPN inwestującego w gry nie będące grami, o czymś świadczy. My wiemy o czym – o beznadziejnej słabości polskiej polityki wewnętrznej. W zasadzie o braku tej polityki. To są wszystko komunikaty degradujące widza. On raz się przed nimi obroni, a raz nie. Jeśli nie ma nic innego, wciągnie i tę Kuchnię. Złudzeniem jednak jest wiara, że będzie zajadał pierniki zrobione z gówna. Przed tym frykasem ręka widza i czytelnika się cofnie. O czym przekonał się Sumliński.

Polityka propagandowa to szalenie ważna rzecz, ludziom zaś, których poczynania opisuje zdaje się, że skoro cały ciężar poczynań w obszarze soft power i w ogóle wychowania i wykształcenia Polaków, wzięły na siebie przedsiębiorstwa takie jak Netflix, to ludzie, którzy opanowali media państwowe i prywatne, muszą już tylko dbać, by wszystko było tak, jak dawniej. Przypomnijcie sobie Staszka Supłatowicza, który pod koniec życia, żeby utrzymać swoją pozycję jedynego polskiego Indianina, zaczął opowiadać, jak skalpował Niemców Górach Świętokrzyskich. Do tego zmierza cała ta machina, ale się tym nie przejmuje. Bo wszystko przecież zależy od sił, znacznie poważniejszych i nie ma się czym przejmować. Taki serial czy inny, taka książka czy śmaka, kogo to obejdzie?

Popatrzcie teraz co zrobił Łukaszenka, który ani nie czyta książek, ani nie ogląda seriali, nawet rosyjskich. Ogłosił 17 września dniem jedności narodowej i wygłaszając przemówienie do narodu, zrobił minę taką, która zastąpiła nie tysiąc, ale milion słów. Powiedział on nam wszystkim, że może już zrobić co chce, albowiem dostał wszelkie możliwe uwierzytelnienia. Od kogo? To nie jest pytanie do mnie, zapytajcie gwiazdy mediów głównego nurtu: Karolaka, Sumlińskiego, Bartosiaka. Dla prawdziwych geopolityków i wybitnych aktorów piszących prace magisterskie o Świętym Stanisławie, odpowiedź na to pytanie powinna być banalna. Łukaszenka od razu także wskazał na kierunek swojej polityki, to znaczy na Białystok i Wilno, które – według niego – są miastami rdzennie białoruskimi.

Co to jest Białoruś, trzeba zapytać w takim razie? Dla Łukaszenki jest to część Rosji, niesprawiedliwie zagarnięta przez Polaków. A dla Polaków? Znów powtórzę – zapytajcie Karolaka, Sumlińskiego i Bartosiaka, co to jest Białoruś dla Polaków? Niech skończą pieprzyć o wyklętych, o spisku żydowskim, o Rimmlandach i powiedzą wprost – co to jest Białoruś?

Większość z nas wie, co to jest Białoruś. To jest pomysł Edwarda Woyniłłowicza i rodziny Skirmuntów na ocalenie polskiej własności nieruchomej w ramach porządku, który ustalono po I wojnie światowej. Ramy te, dla terenów wschodniej Polski, wymyślił Piłsudski, i uporczywie się ich trzymał. Mam na myśli koncepcję federalistyczną. To był błąd bardzo poważny, bo stworzona przez Polaków Białoruś, została w wymiarze propagandowym przejęta przez komunistów i dziś jest wykorzystywana przeciwko nam. I będzie utrzymywana naszym kosztem, co dwa dni temu powiedział wyraźnie Łukaszenka, a czego nie skomentował żaden polski polityk. Dlaczego nie skomentował? Bo polscy politycy komentują tylko te wydarzenia, które rozumieją, które mogą im podnieść słupki oglądalności i które wskażą im politycy mocarstw sojuszniczych. Oni z kolei zaś ni cholery nie kumają z tej Białorusi i myślą o niej tak, jak o każdym normalnym państwie. Czy Polska ma jakieś narzędzia, by wskazać Łukaszence skąd się wzięła Białoruś? Oczywiście, mamy wydane przez Klinikę Języka dwa tomy wspomnień Edwarda Woyniłłowicza. Dlaczego się o nich nie dyskutuje? Albowiem wydawnictwo Klinika Języka nie ma nic wspólnego z ludźmi roszczącymi sobie prawda do kontroli głównych kanałów dystrybucji. A skoro nie ma, nie może mieć pretensji, że nikt nie mówi o tym Woyniłłowiczu. Po co? Wszystko i tak załatwią Amerykanie i telewizja Biełsat. Popatrzcie raz jeszcze jak uśmiecha się Łukaszenka i jaki jest zadowolony, kiedy mówi – dlaczego nie obroniliście Brześcia i Grodna w 1939 roku? Co może mu odpowiedzieć na takie pytanie Agnieszka Romaszewska Guzy?

Bardzo proszę, by nikt nie bronił w komentarzach Łukaszenki i nie pisał, że ma on jakieś propolskie ciągoty, bo systemu obrony przeciwrakietowej na Białorusi nazywają się Polonez. A także o tym jakie świetne drogi są na Białorusi, bo wystawia sam sobie świadectwo. Ja zaś nie będę tu takich wpisów tolerował.

Postawmy teraz rzecz całą na gruncie polityki regionalnej? Co ma większą wartość w tej polityce – deklaracje Łukaszenki dotyczące 17 września i roszczeń terytorialnych wobec Polski czy patriotyczne produkty IPN? Co ma większą wartość wychowawczą i edukacyjną dla Polaków, Białorusinów, Litwinów, mieszkających na ziemiach byłej już niestety Rzeczpospolitej – deklaracje Łukaszenki czy wystąpienia Sumlińskiego i działania IPN? Ludziom kontrolującym w Polsce dystrybucję treści wydaje się, że najważniejsze jest, żeby widzowie oglądali serial Kuchnia. I nic poza tym, albowiem i tak nic nie rozumieją. No popatrzcie, a Łukaszenka nie zakupił licencji tego serialu, za to ma inne, ciekawsze pomysły na jednoczenie ludzi wokół emisji treści promujących białroruskość. Obojętnie co wyraz ten by dla niego nie oznaczał. Człowiek ten bowiem pokłada głęboką wiarę w swój lud, który uwierzy raczej jemu niż wszystkim programom w telewizji Biełsat.

Czy stan ten można zmienić? Czy można odsunąć tę czeredę małp od kanałów dystrybucji treści? Myślę, że w niewielkim stopniu tak. I ja na pewno spróbuję to zrobić. Być może już niebawem. Nie mam bowiem wyjścia. Jeśli czegoś nie wymyślę, pozostanie mi tylko picie i tłumaczenie ludziom, że jestem pisarzem. To zaś jest gorsze niż występy Sumlińskiego. Czekajmy więc spokojnie i z nadzieją w sercu na dwa planowane od jakiegoś czasu przedsięwzięcia. Nawet jeśli się nie spełnią, posiądziemy dzięki nim bezcenną wiedzę na temat otaczającego nas świata.

Na koniec jak zwykle reklama książek

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-i-2/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-ii/

 

No i zasygnalizowana wczoraj wrześniowa promocja

 

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-ii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/miedzy-altransztadem-a-poltawa-stolica-apostolska-wobec-obsady-tronu-polskiego-w-latach-1706-1709/

  42 komentarze do “O sławie i właściwej klasyfikacji zjawisk”

  1. Oglądałem te Kuchnię. Niby nic a jednak ulokowano tam produkt czyli Miłoszewskiego autora jakby nie patrzeć kryminału o polskim antysemityzmie i przesądzie mordu rytualnego – ten film z Wieckiewiczem

  2. No, ale to jest metoda wiódł ślepy kulawego

  3. a nie jest tak, że kolejny raz zostawiliśmy tamte ziemie, Nord Stream 2 to koniec, Łukaszenka wciśnięty do Rosji, nie ma już tranzytu surowców przez Białoruś i Ukraine.

  4. Łukaszenka realizuje pomysł, by zawładnąć całą historię i RON,i Piastów nawet, stąd te polonezy, zamki i pałace oraz rody starożytne. To taka podgatowka do zaorania Polski aby na jej miejsce wstawić nową, lepszą, prawdziwą Polszę.

  5. Wystąpiłem na festiwalu poloneza na Białorusi jako jedyny reprezentant z Warszawy i w ogóle z całej Polski.

    Uważam, że zachodnia Białoruś to jest lepsza Polska, a kto nie był na Białorusi, ten nie jest 100% Polakiem (od biedy można się tłumaczyć, że jak ktoś odwiedził Białystok i zna Podlasie to tak, jakby był na Białorusi, ale to żart, bo Białystok, Biała Podlaska to jest przedłużenie prawobrzeżnej warszawki, a nie Białoruś).

    Pomysłodawcą festiwalu jest polska szlachcianka.

    Białorusinki dostają orgazmu na widok Polaków, zwłaszcza z Warszawy.

    Na przejściu granicznym przepuszczono nas bez kolejki, chyba ze dwieście samochodów stało grzecznie godzinami do odprawy z rodzinami i dziećmi w środku.

    To samo w hotelu. Zostaliśmy obsłużeni bez kolejki, a jakaś młoda para z Białorusi musiała zaczekać.

    Polacy z tej „gorszej Polski”, czyli po prostu z Polski (analogia do Macedonii w Grecji i Macedonii Północnej) generalnie zachowują się skandalicznie wobec Białorusi(nów) i głupio, ale są też dobre relacje na przykład w firmach zatrudniających Białorusinów, więc nie chciałbym uogólniać.

    Łukaszenko nie ma żadnego znaczenia.

    Powiem tak: mało kto wie, czym jest Białoruś (przede wszystkim magnateria tam żyjąca nie miała o tym pojęcia, może ziemiaństwo coś „kumało”, ale bez wsparcia magnaterii i Warszawy niewiele mogli zrobić). Ignorancja jest przyczyną braku efektywnej polityki zagranicznej.

     

    https://m.youtube.com/watch?v=pGCEiLGjjlM

  6. nie obroniliśmy Białegostoku i  Grodna bo w miastach pozostali starcy, kobiety , młodzież harcerska i dzieci. Mężczyzn nie było , jako zmobilizowani żołnierze byli na wojnie, starszej młodzieży też nie było bo byli zmobilizowani do prac pomocowych

    tak jak moja mama po I roku studiów medycznych zmobilizowana do pracy w szpitalu lwowskim już 7 września 39, po zbombardowaniu szpitala przez lotnictwo niemieckie , pracowała przy ewakuacji rannych .

    Harcerze ruszyli do obrony Grodna i zostali rozjechani czołgami Armii  Czerwonej.

  7. na dachu szpitala lwowskiego był namalowany ogromny krzyż wskazujący lotnictwu że ten budynek zgodnie z konwencją genewską musi pozostać nietknięty  działaniami militarnymi

  8. Polska jest słaba ,sama, smaczna i w lesie, więc jest jak jest.

  9. Ja przeczytałem jedną książkę W. Sumlińskiego. Autor opisuję jakie to ma kontakty w ABW, a ja wyniosłem wrażenie, że ABW rozgrywało Autora do swoich celów.

    To już wolę słychać, co ma leśnik do powiedzenia, bo ten przynajmniej rozumie zachodzące procesy w przyrodzie.

  10. Nie ma czegoś takiego, jak Beskid Niski.

    Dla Słowaków Beskid Nowy ski to jest Beskid Środkowy, a Bieszczady to są Karpaty Ukraińskie.

    Z faktu, że Jurek Kondracki z Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych w latach 1960-tych wprowadził taki, a nie inny podział nie wynika, że istniał on od początku świata. (Jurek zginął wędrując po Alpach austriackich w wieku 90 lat).

    Proszę powiedzieć, jak się nazywał ten region w czasach monarchii Austro-Węgierskiej?

    Po drugie, skąd ludność miałaby wiedzieć, że zamieszkuje najniższą część Karpat, jeśli nie mieli do dyspozycji satelitów a nawet drinków.

    Jeżeli filmowcy używają nazwy Beskidu Niskiego jako Beskidu Niskiego albo Kotliny Kłodzkiej w odniesieniu do całej Ziemi Kłodzkiej (Holland, Tokarczuk), to jest to samo, jak powiedzieć, że Szczecin, Wrocław, Jelenia Góra to jest zabór pruski, czyli ignorancja niegodna dorosłego człowieka, który istnieje w przestrzeni publicznej.

     

    Jeżeli Polska nie ma obecnie wydziałów geografii i studiów regionalnych na odpowiednim poziomie to Polski fizycznie nie będzie, bo prawo międzynarodowe opiera się na opracowaniach etnograficznych i geograficznych, a nie na fantazjach polityków, za przeproszeniem idiotów bez wykształcenia, jak Morawiecki, którzy mają tylko poparcie lobby żydowskiego i na tym jadą.

     

    Łukaszenko jest dużo lepiej wykształconym człowiekiem w zakresie nauk podstawowych, niż Duda i Morawiecki, dlatego posiada nad nimi przewagę merytoryczną, ale nastroje Białorusinów, czyli czynnik etnograficzny (volkistowski) jest po naszej stronie, lecz nie umiemy tego wykorzystać.

  11. Beskid Niski nie Nowy

    Dronów nie drinków

  12. Niemcy są głównym czynnikiem państwowotwórczym w Europie na miarę swoich kompetencji opartych na opracowaniach nauk szczegółowych od filozofii XVIII w. przez etnografię w XIX w. po ekonomię i politologię w XX-XXI w.

    Polska pod tym względem dorównywała Niemcom kroku tylko w I połowie XX w.

  13. Upadek Niemiec nastąpił na skutek degeneracji nauki i wpływów semickich.

    Można powiedzieć, że II WS wybuchła na skutek nieporozumienia językowego, ponieważ język niemiecki ma pewne ograniczenia. Niemiec nie rozumie, jaka jest różnica między liberty i freedom, bo ma na oba słowa tylko jedno określenie (Polacy aż trzy).

    Wyraz ein oznacza jeden (w ogóle) lub pewien (jeden z wielu).

    Hasło ein Reich, ein Volk, ein Führer jest dwuznaczne (notabene Arbeit macht frei jest tłumaczone na polski też nieprawidłowo), ponieważ znaczy jedna Rzesza, Naród, Wódz w ogóle lub jakaś rzesza, naród, wódz.

    Moim zdaniem powinno być das Reich, das Volk, der Führer – ale wtedy Niemcy nie mieliby uzasadnienia dla ekspansji, bo konkretna Rzesza, naród i przywódca jedynie zatwierdza istniejący układ.

     

    Hasło ein Reich, ein Volk, ein Führer jedynie sugerowało Niemcom, że chodzi o nich, a de facto tym globalnym mocarstwem były Stany Zjednoczone, a w judaizmie jest nim Izrael, też nie do końca dokładnie sprecyzowany.

     

    Dlatego warto pytać i wchodzić w szczegóły, bo można łatwo zostać oszukanym.

     

    https://m.youtube.com/watch?v=g4D81gI_T70

  14. Moim zdaniem jedyna sensowna strategia długofalowa w stosunku do Wschodu, to podkreślać naszą atrakcyjność i poświęcić się dla Białorusi, dla dobra obojga bratnich narodów:

     

    https://m.youtube.com/watch?v=POS8J4ImSkY

  15. Dla odrodzenia ziemiaństwa!

  16. Zgoda, niedokładnie się wyraziłem. Chciałem powiedzieć, że mogło nie być Beskidu Niskiego w czasach żołnierzy wyklętych, a jeszcze mniej prawdopodobne, że był przed I wojną i że szafowanie tą nazwą w kontekstach historycznych jest anachronizmem, jak linie wysokiego napięcia w filmie „Krzyżacy” na przykład.

  17. Przykładowo – po 1945 roku zdewastowano miejscowość Zaleszczyki do tego stopnia, że straciła swoją tożsamość kulturową.

    Obszar gór na wschód od Szczawnicy jest zdewastowany i nie posiada ustalonej tożsamości kulturowej. Dlatego każdy może sobie mówić co chce na temat tych ziem, ale to nie będzie miało związku z historią i przeszłością. Z tego powodu różne napływowe mendy preferują ten region oraz Ziemie Zachodnie.

  18. A ostała się jakaś część naszego kraju, której nie zdewastowali?

  19. Oczywiście, że tak.

    Ja mam z Polski do Meranu we Włoszech około 900 km. Do Zaleszczyk też mam około 900 km. Zaleszczyki były nazywane przed wojną polskim Meranem ze względu na fantastyczny klimat i uprawy owoców południowych. To było piękne miasto.

    Po 1945 roku zniszczono pałac, kościół, uprawy, tereny rekreacyjne i spacerowe.

    Do tego dorobiono legendę, że rząd II RP uciekał przez Zaleszczyki, a faktycznie przez Kuty. Sowieci dokonali w Zaleszczykach zbrodni, która nie mieści się w głowie, a o podobnych zbrodniach pisze Zychowicz w książce o tym samym tytule.

    To był jakiś makabryczny i absurdalny wyrok na to miasto.

  20. Nie do końca – na wschód od etnicznie góralskich Pienin leżący Beskid Sądecki jeszcze resztki tej tożsamosci posiada (Lachowie Sądeccy), natomiast fakt że Beskid Niski i Bieszczady to już coraz słabiej zaludnione tereny, po wojnie przetrzebione wysiedleniem Łemków i Bojków, walkami z UPA, potem PGRami i zasiedleniami ludności napływowej, obecnie trzebiony jest celebrytami i innymi homesteaders w polskim wydaniu.

  21. Zaleszczyki mają wyjątkowy mikroklimat tworzony przez wąwóz – zakole Dniestru, i przed II WW istniała tam nawet plaża nudystów. Dawały poczucie że z klimatyczno-kulturowego pasa wódki i smalcu przenosiło się nagle do krajów południa ze słońcem, winem i owocami południowymi. To się Sowietom podobać nie mogło.

  22. Zgadza się.

    Jaworki koło Szczawnicy są najdalej na zachód wysuniętą wsią rusińską i jeżeli dobrze kojarzę, to tam też były wysiedlenia, natomiast w okolicach Krynicy była ludność mieszana i efekty wysiedleń nie są aż tak mocno widoczne, jak od Tylicza na wschód.

    Są tam ładne cerkiewki w Szczawniku i Złockiem w paśmie Jaworzyny i pamiętam, że przewodnicy w latach 1980-tych wspominali o tych cerkiewkach półgębkiem, jakby coś wiedzieli, ale nie chcieli powiedzieć.

     

    Rezerwat Biała woda, Jaworki – scena z Janosika od 31:30

    Pojedynek na szable z Bardosem (Bardos z Bardejova jako zły Niemiec?)

     

    https://m.youtube.com/watch?v=UVJH1YT6kSo&t=2111s

  23. Ja byłem w tym roku w okolicach Meranu i tym bardziej mnie dotknęło, że Polska i Ukraina straciły coś takiego, taką perłę i to celowe zniszczenie przez komunistów to było na pewno z zemsty, że oni nie byli w stanie czegoś takiego stworzyć.

  24. Rejon Jaworek został kulturowo i krajobrazowo zdewastowany przez nowobogackich chaotyczną, bezstylową zabudową w dolinach, na zboczach i halach.

  25. Wielki dzięki za te szczegóły o Jaworkach, których nie znałem, a już zwłaszcza scen z Janosika. Znam natomiast dobrze okolice Krynicy, Muszyny, Tylicza, we wsi Powroźnik spędzałem wakacje co rok w młodości. Cerkiewki niepowtarzalne (od 2013 w ramach Szlaku Architektury Drewnianej wpisane na listę dzidzictwo UNESCO), wsie w 99% rozbudowane już w nowym osadnictwie, ale wszędzie zostawał jakiś mały skrawek połemkowski – choćby kilka chałup, spichlerze. Teraz często te stare chałupy są zakupywane na rozbiórkę i przeniesienie na nowobudowaną agroturystykę. Czyli takie okruchy przeszłosci. Dzięki jeszcze raz za ciekawe info i pozdrawiam.

  26. Jeszcze tak na koniec: Jaworki zagrały również w ostatniej scenie Janosika z tego powodu, że na tych wysiedlonych terenach działał wielki PGR dla owiec. Owce górale przywozili w sezonie na wypas do Jaworek z całego województwa nowosądeckiego. Może było to też związane z ograniczeniem możliwości wypasu w Tatrach, ojciec Sebastiana Pitonia by wiedział.

    Po wzruszającej scenie kończącej serial ekipa filmowa udała się zapewne na biesiadę, na której królowała jagnięcina.

     

    https://m.youtube.com/watch?v=OktcPE_qe5g

  27. A tak tańczymy (nagranie z próby)

     

    https://m.youtube.com/watch?v=aRmZnR3CiOM

  28. tańczący uśmiechają się do siebie, sa wobec siebie mili /poza jednym/

    no ale  taniec dworski w wykonaniu nadętego Baćki pozostaje nie wyobrażalnym dla mnie

  29. Trzeba wspomnieć o Muzycznej Owczarni w Jaworkach. Gościu, który to prowadzi, ma, zdaje się, zdrowe poglądy.

    W Owczarni koncertował/koncertuje?/ regularnie Nigel Kennedy, jest silnie związany z tym miejscem, jak i w ogóle z Polską.

  30. Gościu, który to prowadzi, ma, zdaje się, zdrowe poglądy.

    N. Kennedy to ma z kolei niezdrowe poglądy, czyli lewackie. Tak jak 99 % artystów i „artystów”. Tak przynajmniej piszą w wiki. Ciekawe że to jego polish connection w rodzimym jego kraju jest tak jakby ukrywane.

  31. Coryllus zyczy sobie za konferencje tyle, co swiatowej slawy muzyk za wystep.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.