Cze 262021
 

Przedziwne książki można znaleźć w księgarniach i na aukcjach, są całe serie poświęcone historii zjawisk, uważanych za banalne, naturalne i nieciekawe. Pamiętamy wszyscy Historie starości, Historię dzieciństwa, o historii kobiet, które coś tam zdobywały, albo gdzieś dochodziły w samych trampkach, na przekór wszystkiemu, nie ma nawet co wspominać. Spróbujecie jednak znaleźć gdzieś Historię uniwersytetu, albo Historię podatku katastralnego, napisane w syntetycznej i zrozumiałej formie, bez kłamstw do tego.

Ja zaś pomyślałem wczoraj, kończąc lektury potrzebne mi do napisania ostatniego rozdziału książki, że nikt nie napisał także Historii sposobów odsuwania kobiet od polityki. Wszyscy mam nadzieję rozumieją, że to jest pomysł chybiony, albowiem całe dzieje, minus historia Kościoła, szczególnie zaś dzieje najnowsze, to jest historia zbliżania kobiet i polityki, a nie ich odsuwania i rozdzielania. Jasne, przecież wszystkie feministki o to walczą, odnoszą sukces za sukcesem i przeciwstawiają się opresji jaką wsteczne siły próbują im narzucić. Wie to przecież każdy. Nie każdy jednak potrafiłby wskazać kulminacyjny moment tej walki tak przecież dobrze widoczny w polityce, szczególnie polskiej i w pop-kulturze, szczególnie europejskiej. No to ja go wskażę – triumf kobiet w polityce, zamanifestował się w naszym kraju poprzez Bęgowskiego w sejmie. Potem była poprawka – i kobiety zatriumfowały na ulicach, a policja musiała wypuścić z aresztu jedną z nich czyli Markota…Mamrota? Ach, przepraszam….Margota. Czy kobiety mogą liczyć na inne jakieś triumfy? Raczej nie. Jeśli Róża Thun zejdzie ze sceny, Niemcy na pewno nie popełnią drugi raz tego samego błędu i nie zainwestują w wariatkę, która będzie im coś załatwiać w Polsce. Wezmą jakiegoś spryciarza. Na pewno nie binarnego, bo oni się nie sprawdzili. Normalny cwaniak zostanie wytypowany do zadań, które dziś wykonuje pani Róża. Jeszcze pop kultura, byłbym o tym zapomniał, tam triumf kobiet wyraził się poprzez występ Conchity Kiełbasy na Eurowizji, tej wiecie, co się programowo nie goli, żeby zaprotestować przeciwko opresji w jakiej tkwią kobiety współczesne.

Czy kobiety w ogóle mogą mieć wpływ na politykę? W pewnych określonych warunkach tak, nawet wielki. Ludzie więc, którzy chcą odsunąć kobiety od polityki dewastują najpierw to środowisko. O jakich okolicznościach mówimy? Zaraz wyjaśnię, ale najpierw wskażmy co to w ogóle jest – wpływ polityczny. Rozumiemy przez to przeważnie gromadzenie kompromatów na politycznych przeciwników, albo aranżowanie sytuacji, które ułatwiają wymuszenia. Dlatego ciągle wzywa się do uczciwości w polityce. Wielu ludzi, świadomych tego faktu uważa, że wpływ kobiet na politykę, to wpływ alkowiany. To jest, przepraszam, gówno prawda. W ten sposób manifestuje się jedynie wpływ lobby zagranicznych na jakichś zdewastowanych moralnie kanciarzy, wstawionych do polityki przez Niemca, czy kogoś. Podsuwa się takiemu jakąś panią i ona potem przez parę tygodni świeci zadkiem w mediach, a gazownia pisze, że oto kobieta, która ma wpływ na politykę. To jest kłamstwo jawne, a jak ktoś tego nie rozumie, niech sobie przypomni Anitę Krawczyk i Leppera.

Okoliczności, które opisałem wyżej nie są okolicznościami, w których kobiety mogą mieć wpływ na politykę i nie są okolicznościami, w których kobiety chciałby mieć wpływ na politykę. Mam na myśli wpływ świadomy, to znaczy taki, że polityka rozumiana jest jako zdobycie i utrzymanie władzy. To są okoliczności, które wykluczają kobiety z polityki i je kompromitują.

Opiszmy teraz inną sytuację, która całkowicie zaciemnia obraz zjawiska, zwanego wpływem na politykę. Czy Beata Szydło miała wpływ na politykę w Polsce? Zdecydowanie za mały i jak się okazało silnie ograniczony. Dlaczego? Albowiem nie istnieje żadne polskie lobby polityczne, które mogłoby ją chronić, żadna hierarchia z dobrze ustawioną moralną busolą i wytyczonymi celami. To zaś lobby, które ją wykreowało jest polskie w pewnym stopniu jedynie. Beata Szydło jest dla wielu „wyzwolonych” kobiet postacią, która świadczy o tym, że droga jaką wybrała, to katastrofa. I nie prowadzi ona do zwiększenia wpływu kobiet na politykę. Dlatego właśnie trzeba iść inną drogą. Trzeba demonstrować, tupać, nosić tęczowe chorągwie, wtedy kobiety mają szansę odegrać autentyczną rolę w polityce. No, ale my wiemy, że to nieprawda, bo sukces tej metody mogliśmy oglądać na własne oczy. Był to Bęgowski w sejmie i Mamrot na ulicy.

Można oczywiście upierać się, że Bęgowski i Mamrot to kobiety, ale przecież już sama obrona tej koncepcji jest degradująca i nie może się utrzymać bez zorganizowanego aparatu propagandowego, czyli mediów. A skoro nie może się utrzymać, to znaczy, że kobiety, które w to wierzą, nie mają wpływu na nic. Są jedynie elementem programu politycznego, który ma przekonać masy wyborców, że chłop to baba, a jak ktoś w to nie wierzy ten „nasz najgorszy wróg”. Jeśli bowiem ktoś ma wpływ na politykę, jego decyzje coś znaczą i są ważne powszechnie. Takich ludzi na świecie jest ledwie kilkunastu pewnie, albo kilkudziesięciu. I nie ma wśród nich żadnej kobiety. Jeśli się łudzicie, że jest nią ta dziunia, co stoi za panem Józiem Bidenem, nie macie racji. Żeby kobiety miały wpływ na politykę, muszą stworzyć organizację. Ona nie może mieć charakteru rozrywkowego, to znaczy nie może służyć wewnętrznym awansom. Natychmiast zostaje bowiem opanowana przez jakąś inną strukturę i zniszczona lub wprzęgnięta w działania przeciwne własnym celom. Cały ruch LGBT służy temu jedynie, by uniemożliwić kobietom realny wpływ na politykę, a do tego jeszcze przejąć ich naturalną energię. Ona ma posłużyć do kreowania istot, które w żaden sposób kobietami nie są, ale poprzez kradzież komunikacyjnego formatu, chcą załatwić kilka spraw. Po pierwsze usprawnić narzędzie szantażu politycznego, poprzez podkreślenia fikcyjnych całkiem porządków, które nie istnieją nigdzie poza kapownikiem tego, który ich wynajął. Po drugie otworzyć pole do gromadzenia nowych rodzajów kompromatów. Te zaś posłużą do degradacji ogłupiałych polityków, którzy uwierzyli w „po pierwsze”. Do tego dochodzi jeszcze jakaś lista szczegółowych zadań, które sobie musicie wyobrazić sami. Nie chce mi się tego analizować.

Metoda jest stara i zawsze stosuje się ją zaczynając od tej samej, jakże banalnej pułapki. Ktoś przekonuje najpierw kobiety, że są wyjątkowe, szczególnie wrażliwe, szczególnie twórcze i przeznaczone do innych, w domyśle wyższych i szlachetniejszych celów niż mężczyźni. Słysząc coś takiego od razu trzeba sięgać po tasak. I nie dyskutować tylko walić w łeb bez ostrzeżenia.

Jeśli ktoś uwierzy i zasłucha się w tę gawędę, zatrzaskują się za nim bramy więzienia. Potem można już wprowadzać na scenę Bęgowskich i Mamrotów, którzy podkreślać będą swoją wrażliwość, szczególne zalety i umiejętności predestynujące ich do misji niezwykłych. Dlaczego ich akurat? Bo są jak kobiety przecież, a jak zostało ustalone wcześniej kobiety różnią się od mężczyzn wrażliwością, są twórcze, etc, etc…Tak wygląda goły, pozbawiony upiększeń mechanizm organizacji, która dziś nosi nazwę LGBT, a wcześniej nazywała się jakoś inaczej, trubadurami, minnesingerami, renesansem…Jak sobie tam chcecie.

Wskażmy jeszcze jeden moment w tym całym oszustwie, który bywa jeszcze bardziej atrakcyjny niż to całe pieprzenie o wrażliwości. Oto mężczyźni w polityce nie dość, że mają władzę, to jeszcze jej źle używają, a do tego korzystają z różnych przywilejów. To jest nieprawda, mężczyźni w polityce, którzy naprawdę poświęcają jej życie, nie korzystają z niczego. Są za to cały czas narażeni na najwyższej rangi niebezpieczeństwa. Ci zaś, którzy służą za podstawę do rozważań o profitach płynących z polityki, nie mają po prostu na nic wpływu. Tymi profitami zaś są po prostu dyscyplinowani. Tego nie zrozumie żadna feministka, albowiem została już wcześniej urobiona przez jakiegoś trubadura i jej uszy są zamknięte, a oczy nie widzą. Tylko ci mężczyźni, którzy narażają się na prawdziwe niebezpieczeństwa mają jakiś tam wpływ na politykę. Patrząc na rzeczy z naszej perspektywy jest to wpływ niewielki, a niebezpieczeństwa są takie same jak wszędzie. I tylko poprzez dzielenie tych niebezpieczeństw kobieta może mieć wpływ na politykę. Jak to się kończy widać było w przypadku Beaty Szydło.

Na koniec słowo o środowisku, w którym kobieta może mieć realny wpływ na politykę. To jest środowisko hierarchiczne, w którym wszyscy znają swoje miejsce i są upodmiotowieni, nawet jeśli ich funkcja jest podrzędna. Dlatego Margaret Thatcher miała wpływ na politykę, a Szecherezada kochanka Haruna Al Raszida miała tylko takie złudzenie. Podobnie jak wszystkie metresy świata. One nie mają na nic wpływu, mają go ci, którzy je wynajęli. Najsmutniejszy zaś obraz jaki możemy oglądać współcześnie, to odebranie kobietom aspirującym do polityki, nawet tej jednej żałosnej funkcji. Wyrzucenie ich z sypialni polityków i wprowadzenie tam jakiegoś wąsatego gościa, który udaje konserwatywnego działacza prawicowej, węgierskiej partii o zabarwieniu narodowym, choć z mowy, wyglądu i nazwiska widać, że jest agentem Izraela.

Matka Boża nie miała na nic wpływu, na nic poza wychowaniem Jezusa. A jaką z tego miała satysfakcję sami wiecie. Żeby więc mieć na coś wpływ, szczególnie na sprawy takie jak polityka, trzeba przede wszystkim przywyknąć do realnych zagrożeń, realnych a nie pozornych. I nie dewastować hierarchii, w które zajmowało się jakieś istotne miejsce, bo tylko ona gwarantuje, że owe zagrożenia nieco się zmniejszą.

Na dziś to tyle. Przypominam, że promocja trwa tylko do końca czerwca

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-ii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-iii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/sacco-di-roma/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/komisarz-zdanowicz-i-ponczochy-guwernantek-juz-wkrotce/

 

Po tym czasie ceny wrócą do poprzedniego stanu, a promocji nie będzie. Przynajmniej do czasu następnej jakiejś katastrofy.

 

Mam jeszcze jedną nową książkę, o której zapomniałem

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wspomnienia-z-czasu-wojny-1939-1945-bydgoszcz-horodlo-grudziadz/

  12 komentarzy do “O sposobach odsuwania kobiet od polityki”

  1. wszystko prawda , osobą ważną i niezastąpioną w życiu człowieka  jest właśnie  mama

     

    a te wszystkie famme fatale to takie mata hari, patrząc na błyskawice i na serial mata hari, to zmienia się jedynie kryterium piękna

    trochę obok

    kiedyś oglądałam na yt filmik o starych rosyjskich ludziach, żyjących gdzieś na syberyjskim pograniczu, którzy pochodząc z domu dziecka opowiadali dziennikarce że mają ogromny żal do losu że nie znają swoich rodziców że w dzieciństwie nie mieli  mamy…. nie bieda była problemem ale  -bycie niczyim-

  2. chyba nie zawsze się z agentkami udawało, czasami może była ich za mało, albo  różnych szukano dojść, do istotnych osób,  tata Gdula np w latach 80 – tych zorganizował akcję Hiacynt, podobno założył 11 tys.  różowych teczek.

    widziano go, już leciwego  na paradzie równości płci.

  3. Nikt się nimi nie przejmował. Naprawdę stary Gdula był na paradzie?!!!!!! To nieprawdopodobne

  4. To był pan, przypomnę, który na proszonych obiadach omawiał niezobowiązująco, z wiceministrami III Republiki, kwestię obsady diecezji we Francji. Zostało do zanotowane we wspomnieniach Ambrożego Vollarda

  5. był , zapewne z zadowoleniem oceniał dezawuację obecnego na paradzie społeczeństwa

  6. Rops to zręczny rzemieślnik, który pracuje pod publikę. « Piscis hic non est omnium » Nie dla wszystkich jest ta ryba, powtarza za Diderotem (patrz ilustracja) i zostawia historyków sztuki w limbo. Rysuje tłum i księdza wpatrzonych w strony o zniszczeniu Sodomy (patrz ilustracja) i każe czytelnikowi wyciągać wnioski. Pod pozorem kuszenia św. Antoniego maluje gołą babę jak spycha z krzyża Chrystusa i otwiera tym drogę dla dawniejszych i dzisiejszych plagiatorów/plagiatorek komunistycznych w publikacjach, teatrach i akademiach.

  7. I to wszystko za państwowe pieniądze, o czym się dziś nie wspomina, podkreślając za to niezależność sztuki i artysty.

  8. i obrzydliwe i bluźniercze i … na nasz koszt

  9. Nie plujcie na historyków, archologowie sa prawdopodobnie na poziomie dna absolutnego,  zaraz obok psychologow.

    Kto ma stare wydania,  moze zweryfilować.

    Funkcjonariusze egiptologii (bo przecież nie „naukowcy”) napisali chronologie Egiptu tak,  ze najazd „ludów morza” (prawdopodobnie Agamemnon & Co) wypadał w XIII wieku p.Ch.

    Tymczasem nagle w 1960tych geolodzy badajacy Santoryn zaczeli przebąkiwać o wieku XVIII! Skandal panie,  ile profesur trzeba by odwołać panie!

    Zaczęła sie jazda po geologach tak ostra,  ze w koncu w 1985, na wspolnym kongresie na Krecie „wytargowano” eksplozję Santorynu, zagladę imperium kretenskiego i bajazdy Achajów na XV wiek.

    To tyle,  jesli chodzi o nauke akademicką.

    PS. Na pustyni jordanskiej,  pod nietypowym powiedzchniowym złożem siarki znajduje sie siedem zniszczonych miast. Siarka sie utlenia,  a to zloże wyglada plonacy pierwiastek w postaci czystej rozlal się po obszare. Sklad siarki odpowiada siarce z Santorynu a biblisci juz dawno wyliczyli,  że deszcz ognisty zniszczył Sodomę i Gomorę 1800+ lat przed Chrystusem.

    Qed

  10. Będziemy pluli na kogo nam się będzie podobało

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.