Sie 232017
 

Ja mam już dość gawęd o rynku treści i Wy pewnie także, ale wczoraj w telewizji nie było nawet Schetyny, a w nocy leciały same horrory, nie bardzo więc miałem się czym zainspirować. Rynek treści zaś jest zawsze i zawsze można coś o nim powiedzieć. Mam na myśli runek globalny, na którym Polska jak gracz nie liczy się wcale. Co się tam wciska jako towar pierwszej potrzeby? No jak to? Poświęcenie dla sprawy na pierwszym miejscu, lojalność wobec przełożonych na drugim, a na trzecim może być cokolwiek. Najczęściej zaś jest lojalność wobec grupy współdziałania, czyli oddziału, komórki policyjnej, albo bandy, jeśli to akurat przewiduje scenariusz. Rynek treści bowiem sprzedaje głównie filmy, a wszystkie pozostałe produkty są jedynie uzupełnieniem tego segmentu. Jak w tak zarysowanych ramach ma rozwijać się, przepraszam za wyrażenie, sztuka? A niechby i tylko sztuka filmowa? Nie ma ona żadnych szans, bo po pierwsze rynek treści dostosowany musi być do odbiorców, którzy cą coraz głupsi i warto się zastanowić, czy to nie przez gwałtowną potrzebę obniżenia kosztów działania na omawianym rynku oni się tacy stają. Myślę, że właśnie tak, człowiek o węższym spektrum zainteresowań i wrażliwości ukształtowanej na kaczorze Donaldzie, łatwiej uwierzy we wszystko. Przepraszam, za ten truizm, ale sami przyznacie, że ładnie go podałem. Rynek treści w całości podporządkowany jest wyśpiewywaniu pieśni na chwałę świeckiego państwa, które składa się w zasadzie z samych funkcjonariuszy, nie mających poza służbą żadnych zainteresowań. Nawet jeśli idzie o płeć przeciwną, wszystko realizowane jest w pracy. Poza tym rynek przetwarza podstawowy temat w jakim filmowcy spełniali się w XX wieku czyli wojnę. Jest ona już tak oswojona, że nawet jak zajrzy gwałtownie do naszych domów nikt się za bardzo nią nie przejmie, bo wszystko było już wcześniej pokazane na ekranach kin i telewizorów. Poza działaniami państwa, wojną i przepowiadaniem przyszłości nic więcej na rynku treści nie ma. A nawet jeśli by się tam znalazło nie zostanie zauważone, choćby poruszyło różne wrażliwe struny w duszach odbiorców. Nie wezmą oni tego serio, albowiem nie znajdą potwierdzenia swoich emocji w innych odbiorcach treści, a nawet jeśli się to zdarzy, będzie to trochę wstydliwe. Wiem to z całą pewnością, bo mam za sobą takie doświadczenia. Moja książka „Dzieci peerelu” jest przez wielu uznawana za najlepszą książkę jaką napisałem. No, ale wyniki sprzedażowe pokazują, że jest całkiem inaczej. Tak to wygląda w naszej skali mikro i tak to wygląda w skali globalnej. Oczywiście są jakieś niszowe rankingi, które popularyzuje się wśród studentów i intelektualistów, żeby propagandę państwa totalnego wlać we wszystkie mózgi, ale to jest osobna specjalizacja na rynku. Do czego wobec tego służy krytyka i tak zwane środowiska filmowe? Do dzielenia pieniędzy i wykorzystywania pomysłów tych, którym się zdaje, że mogą zrobić na rynku karierę. Chów wsobny oraz wymagania suwerena, a to one rządzą przede wszystkim na rynku, powodują jego szybkie wyjałowienie. Dlatego właśnie rynek musi zachowywać pozory wolności i dawać szansę nowym, młodszym pokoleniom. To jest klamstwo największe, bo nikt nie ma tam żadnej szansy, poza tymi, którzy zostali wyznaczeni do relizowania misji, a ci wychowywani są przez służby oraz swoich starszych kolegów. Tyle o funkcji, teraz pora na omówienie struktury globalnej. Liczących się rynków lokalnych tworzących globalną strukturę jest kilka, ale liczy się naprawdę tylko jeden – rynek amerykański. Rosjanie jak chcą zrobić coś przekonującego, a musi to zrobić zawsze ten człowiek, który został wyznaczony na najważniejszego rozgrywającego, czyli Nikita Michałkow, zrzynają tak zwanej najlepsze sceny z filmów amerykańskich. Tylko w USA bowiem jest dosyć pieniędzy, żeby wydawać je na wizualne eksperymenty i kłócić się potem, całkiem serio, który z nich jest lepszy. Cała reszta oszczędza, bo po pierwsze musi oszczędzać, a do tego jeszcze chce oszczędzać, bo zdaje sobie sprawę, że jej produkcja nie jest przeznaczona do dystrybucji globalnej. Lokalnie zaś żaden film się nie sprzeda w takiej ilości seansów, by zadowolić wszystkich uczestniczących w jego produkcji. Konieczne są więc dotacje, czyli udział państwa w produkcji. Państwo zaś ma swoje wymagania. Jakie one są? Proste – chodzi o to, żeby było jak w filmie amerykańskim. No i tu dochodzimy do najważniejszej cechy strukturalnej rynku treści – jest on dwoisty, z jednej strony są pieniądze i jakość, a z drugiej aspiracje i nędza. Nawet jeśli, jak w Rosji, znajdzie się trochę więcej pieniędzy na produkcję. I nie mówcie mi, że rosyjskie filmy są jednak lepsze od polskich, bo one są tak samo nędzne, a jedynie utrzymuje się je w odmiennej poetyce, która ma dowieść, że Rosjanie są ludźmi szczególnymi. To jest rzecz w kinie rosyjskim najważniejsza i podkreślaniu tej fikcji poświęca się wszystkie siły i środki.

W sferze nędzy i aspiracji, w której się znajdujemy, nie może zmienić się nic, albowiem zagroziłoby to rynkom poważnym. I to jest istotna przyczyna stanu polskiej kinematografii, nie zaś bieda czy nieumiejętność kręcenia filmów, jaką wykazują wszyscy polsce filmowcy. To się nie może zmienić, bo wtedy okazałoby się, że nasze państwo ma jakieś poważne zamiary wobec sąsiadów. Dlatego właśnie do nowej produkcji Kurskiego o Jagiellonach scenariusz musiała napisać Łepkowska, bo ona jest wśród scenarzystów najważniejsza. Dlatego w filmie o legionach wystąpi syn Pawlickiego, bo Pawlicki jest dziś najważniejszy na naszym, lokalnym rynku treści, dlatego także brat ministra kultury będzie reżyserował polską produkcję hollywodzką, bo inaczej być nie może. Musimy znać swoje miejsce i wszyscy ci ludzie pokażą nam gdzie ono jest. Mianowicie na totalnym marginesie, gdzie powiela się zgrane i wyrzucone z globalnego poziomu rynku treści schematy i ujęcia. Nie łudźcie się bowiem, że ktoś tam będzie miał choć jeden oryginalny pomysł, jeśli idzie o sfotografowanie czegokolwiek i kogokolwiek. Wszystko będzie musiało być takie jak w…..

Teraz trochę o kinie wielkim. Bardzo nie lubiłem filmu „Dawno temu w Ameryce”, ale jak wiecie film ten pokazał prawdę o mafii, pokazał skąd się mafia wzięła, kto był głównym rozgrywającym i dlaczego mafia nie mogła być w istocie katolicka. Film ten nie był w całości pokazywany w USA z wiadomych względów. Tylko komunistyczna Europa puszczała to w kinach bez cięć, bo jeszcze było wolno. O czym świadczył ten obraz? No o tym, jak sądzę, że toczyła się jeszcze jakaś dyskusja pomiędzy środowiskami dysponującymi pieniędzmi na propagandę. Był ów film środkiem komunikacji poprzez demonstracje. I ta demonstracja była jak pamiętacie poważna. Michałkow ukradł z tego filmu tyle scen, że sam chyba nie umie ich policzyć. O tym, że nasze środowisko filmowe będzie się z kimś komunikowało za pomocą produkcji filmowych możemy zapomnieć. Oni nawet z nami nie potrafią się komunikować, nawet sami ze sobą nie potrafią, a co dopiero mówić o komunikacji z takim Michałkowem, czy choćby z Czechami. Zapomnijcie o tym, czekajcie w spokoju na tę megaprodukcję.

Teraz ogłoszenia, czyli fragment wczorajszego tekstu:

Co jakiś czas komentujący podejmują tutaj temat wsparcia tego bloga, który jest jedyną formą promocji wydawnictwa i książek. Jak wiecie on ma swoją skuteczność, ale to jest nic w porównaniu z promocją jaką media oferują innym wydawnictwom i autorom. Mimo wsparcia medialnego, mimo stałej obecności na łamach poczytnych pism, wielu autorów nie rezygnuje z pomocy jaką oferują im czytelnicy. Przykładem niech będzie informacja z numerem konta umieszczana na stronach tak poczytnych autorów jak Stanisław Michalkiewicz czy Witold Gadowski. Oto ludzie ci, nie od wczoraj przecież, proszą swoich czytelników o wsparcie finansowe. A Stanisław Michalkiewicz jest przecież jednym z najpopularniejszych autorów prawicy i zapraszają go do Telewizji Trwam, Witold Gadowski obecny jest we wszystkich mediach, także w katolickich.

Wierzcie mi, że dzień dzisiejszy jest jednym z najtrudniejszych i najcięższych dni w moim życiu. Mija połowa roku, a ja wiem, że jeśli wszystko będzie wyglądało tak jak do tej pory czeka nas atrofia i możemy po prostu nie doczekać wiosny. Jestem jedynym autorem, który sam poradził sobie na rynku książki, korzystając jedynie z mocy jaką daje internet i wolne słowo. Nigdy nie prosiłem o wsparcie tego bloga, choć teksty ukazywały się tu codziennie przez osiem lat. Namawiano mnie na to, kuszono wręcz, ale zawsze się opierałem. Dziś jednak muszę wywiesić białą flagę. Nie dam rady ciągnąć tego bez Waszej pomocy, a bardzo nie chcę rezygnować. Z całą zaś pewnością nie chcę, by ktoś mnie do rezygnacji przymusił, albo żeby mi złożył, jakąś intratną propozycję, którą będę musiał, chcąc nie chcąc, przyjąć. Już dziś mówię, że nie przyjmę, więc niech nikt się tu nawet nie zbliża z żadnymi podobnymi pomysłami. Jeśli nikt mi nie pomoże zamknę budę i zatrudnię się w pizzerii.

Czy nie gryzie mnie sumienie zapytacie? Gryzie, bo ostatnio zarzekałem się, że nigdy czegoś takiego nie zrobię. Kiedy jednak widzę autorów takich jak Gadowski, którzy odbierają honoraria z redakcji, występują w telewizjach i jeszcze proszą o wsparcie, moje sumienie trochę się uspokaja. Ja żyję tylko ze sprzedaży książek. Ta zaś jest uzależniona od decyzji politycznych, co widać choćby po składzie ekipy jadącej na targi we Frankfurcie. Nie zacząłem tej przygody po to, żeby poprzestać na komentowaniu wydarzeń z jakiejś niszy, nie zacząłem wydawać luksusowych, dobrze ilustrowanych książek po to, żeby były one tylko ciekawostką i zabawką, nie zacząłem pisać po to, żeby podrywać wreszcie ładne dziewczyny, jak to się przytrafiło Szczepanowi T. Czynię to wszystko z zupełnie innych powodów. Wiecie jakich…

Mili komentatorzy. Jeśli ktoś uważa, że moja ośmioletnia praca przydała mu się na coś, niech wesprze ten blog czym tam chce. Podaję numer konta i nic już więcej nie mówię. Poza tym może, że żebranina nie będzie trwała wiecznie, a tylko do momentu wyklarowania się sytuacji.

Bank Polska Kasa Opieki S.A. O. w Grodzisku Mazowieckim, 

ul.Armii Krajowej 16 05-825 Grodzisk Mazowiecki

PL47 1240 6348 1111 0010 5853 0024

PKOPPLPWXXX

Podaję też konto na pay palu:

gabrielmaciejewski@wp.pl

Wszystkich, którzy niepokoją się swoją inwestycją w wydanie komiksu o Sacco di Roma informuję, że komiks na pewno się ukaże. Na jesieni zaprezentujemy pierwsze plansze. Tomek ma po prostu masę bieżącej roboty, a czas nie jest z gumy. Przepraszam za opóźnienia.

Teraz inne ogłoszenia.

Oto musimy stanąć w prawdzie i ponieść odpowiedzialność za nieprzemyślane decyzje jakie stały się moim udziałem w tym i pod koniec zeszłego roku. Po sześciu latach prowadzenia wydawnictwa wiem już mniej więcej w jakich cyklach koniunkturalnych się poruszamy. Oczywiście nie potrafię tego opisać, ale biorę rzecz na wyczucie. I to wyczucie mówi mi, że jeśli nie zaczniemy już teraz opróżniać magazynu z książek, które na pewno nie będą się dynamicznie sprzedawać, położymy się na pewno. Nic nas nie uratuje. Zanim przejdę do rzeczy, chciałem coś jeszcze zaznaczyć. To mianowicie, że od dziś nie słucham nikogo. Nie biorę pod uwagę żadnych opinii, rad, cudownych przepisów na biznes i zwiększenie sprzedaży, nie robię też nic, co nie jest bezpośrednio związane z moją pracą. Słucham tylko siebie. Howgh. Weźcie to pod uwagę. Teraz clou. Nie sprzedamy nakładu wspomnień księdza Wacława Blizińskiego. To jest dla mnie już dziś jasne. Zajmują one poważną powierzchnię w magazynie i ona musi się zwolnić. Nie sprzedamy tego, bez względu na deklaracje jakie padają na temat tej książki oraz jej autora. Nie sprzedamy jej nawet wtedy jeśli obniżę cenę bardzo drastycznie, bo doświadczenia z obniżaniem cen książek mamy już za sobą i one nas o mały włos nie doprowadziły do katastrofy. Pomysł jest więc taki – wszystko co uzyskamy ze sprzedaży wspomnień księdza Wacława Blizińskiego, pod odliczeniu podatków rzecz jasna, zostanie przekazane na remont kościoła i plebanii w Liskowie, gdzie proboszczem jest dziś nasz dobry znajomy ksiądz Andrzej Klimek. To nie jest ekstrawagancja tak wielka jak „dżdżownica jest to:”, ale uważam, że trzyma jakiś standard. Nie mogę inaczej. Tak więc jeśli ktoś chce pomóc w remoncie kościoła i plebanii w Liskowie, niech kupi jeden egzemplarz książki księdza Blizińskiego i komuś go podaruje.

Zapraszam na stronę www.basnjakniedzwiedz.pl Michał wrócił już z urlopu, więc FOTO MAG jest już czynny. Zapraszam także do Tarabuka, do księgarni Przy Agorze w Warszawie. Do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu Gufuś w Bielsku Białej, do sklepu Hydro Gaz w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim. Nasze książki są także dostępne w Prudniku w księgarni „Na zapleczu” przy ulicy Piastowskiej 33/2

  87 komentarzy do “O strukturze i funkcjach rynku treści”

  1. W temacie:

    – To książka o tym, jak tworzymy swoją tożsamość, czy możemy ją kształtować, czy to coś, co jest nadane – o reportażu „Biało-czerwony” poświęconym synowi wodza Szewanezów i Polki opowiadał w Dwójce autor Dariusz Rosiak
    Sat-Okh, czyli Długie Pióro, to postać legendarna w polskim środowisku indianistów i w pewnym sensie symbol tego ruchu. – On w gomułkowskiej, siermiężnej Polsce był niczym przybysz z niezwykłego świata, w którym drzewa mówią, niebo śpiewa, istnieją duchy, w którym ekologia odgrywa nieprawdopodobną rolę – mówił w „Poranku Dwójki” Dariusz Rosiak.
    Reportażysta przybliżył w audycji legendę Sat-Okha, wedle której jest on synem wodza Szewanezów i Polki zesłanej na Syberię. – Jego matka uciekła z Rosji przez Cieśninę Beringa razem z grupą Czukczów. Ledwo żywa została odnaleziona przez Indian w Kandzie. Trafiła do ich obozu, tam została żoną wodza, któremu urodziła trójkę dzieci. Do Polski wróciła z najmłodszym synem w okresie międzywojennym w wyniku spotkania z polskim myśliwym, który powiedział jej, że kraj odzyskał niepodległość.
    Sat-Okh przyjął w Polsce imię Stanisław Supłatowicz. Dariusz Rosiak opowiadał, że w czasie II wojny jako młody chłopak włączył się w działalność podziemia i brał udział w akcji „Burza”. Po wojnie pracował jako marynarz, a pod koniec lat 50. zaczął pisać książki. Jego debiut „Ziemia słonych skał” stał się literackim przebojem w Polsce, a kolejne książki cieszyły się wielkim powodzeniem w ZSRR w latach 70. i 80.
    W audycji rozmawialiśmy o tym, ile jest prawdy w oficjalnej biografii Sat-Okha. Dariusz Rosiak wysunął pewne wątpliwości co do ojca Długiego Pióra. Opowiedział też anegdotę o wypędzeniu przez niego ducha z muzeum w Tarnowie.

  2. obejrzalam wczoraj Ronina. chyba jeszcze nigdy Orzel nie byl tak smutny. a przeciez po urlopie. niech Pan go nieco rozrusza;) (sam powiedzial, ze jest Pan jego ulubionym myslicielem)

    nie bede mogla Pana za tydzien ogladac, ale juz za trzy tak:)

  3. Mnie to zastanawia zawsze takie przechodzenie w filmie rosyjskim z realu  w baśniowe rozwiązania, takie to u nich naturalne i oczywiste, a dla nas banalizujące problem, że aż się nie chce ich filmów oglądać. Pomijam ten rok 1612, czy Cyrulik syberyjski , ale jeszcze był film o czołgu który sam jechał na gąsienicach i strzelał do Niemców itp. zdaje się że wyróżniał się jeszcze tym, że ten czołg  był w białym kolorze. E takie tam….

    Natomiast dobry film to Lewiatan. Tragicznie smutny ale bez elementów baśniowych i prawdziwy.

  4. Jaką oni „megaprodukcje” mogą zrobić? Jak „Katyń” czy „Ogniem i mieczem” – oba te filmy pokazują jedynie jak można spi…. gotowca, samograja i przy okazji przewalić jak najwięcej kasy wśród swoich. Poza tym kto napisze scenariusz, który by kogokolwiek porwał? Łepkowska? Kto od strony „naukowej” skonsultuje? Dr Majchrzak z IPNu, który wczoraj w TVP.info mówił, że: w 1980 Mazowiecki przyjechał do stoczniowców żeby ich „wesprzeć” i „pomóc wypracować stanowisko” – to ma być doktor w IPNie w dobrej zmianie???

  5. J. Staniszkis  kiedyś szczerze powiedziała kto dał „styropianowi” bilety na podróż do Stoczni. Ktoś wręczył  bilety i wskazał kierunek na północ.

  6. Ale doktor z IPNu z państwową pensją, nawet dzisiaj po 37 latach uparcie twierdzi, że było inaczej. I on jest chyba nawet z tych naszych? – bo już się trochę pogubiłem

  7. „Moja książka „Dzieci peerelu” jest przez wielu uznawana za najlepszą książkę jaką napisałem.”

    Nie wiem czy najlepsza ale czyta się ją jednym tchem 🙂

    Uwaga! Nie czytać w wannie!
    Znajoma podczas lektury w wannie o mało się nie utopiła jak ją dopadł atak śmiechu 😀

  8. Ta książka wcale nie jest śmieszna

  9. Dawno Temu w Ameryce „Long Time Ago in America” nie był pokazywany w całości w Stanach, a to nowość. Żydzi podporządkowujący sobie Irlandczyków (policja nowojorska) pokazani symbolicznie, metody znane, a potem już pooooszło! Aż do Vegas i Hollywood, także żydowskich na wskroś. Co z tego obrazu mogło się Amerykanom nie podobać, tsss… doprawdy, nie domyślam się. Film skupia się zresztą na wschodnim wybrzeżu, wyjmuje się tam podbój Zachodu USA przez rodziny i gangi nowojorskie. Ten podbój jest obecny w filmie przez nieobecność. Za to prohibicja, związki zawodowe organizowane przez dzielnych robotników, gdzie likwiduje się — po zorganizowaniu związku — jego naturalnych przywódców, a wstawia się człowieka mafii na prezia, są. Gdy Solidarność się organizowała, to już mieli gotowe scenariusze w szufladzie. Wyjęli, wdrożyli. Który to mówił, Słonimski, Toeplitz, czy podmienialny, inny, tuzinkowy żyd: „Polakom nasadziliśmy żydowską głowę, udało się…

     

    Ostatni taki wystrzał nasadzania żydowskiej głowy to dobrozmianowa „zmiana”. Dobra zmiana, ze złego na utrwalanie złego, pod flagą biało-czerwoną. Wzięto panią Szydło, pokazano jej jak sprawy wyglądają naprawdę, a co się w telewizorze kłamie (przyszli rządzący przechodzą taki briefing dwa razy, pierwszy raz kandydując, drugi obejmując urząd; ten wstępny to jest pociskanie kotka, dopiero ten drugi briefing jest cokolwiek wart), a ona na to przysięgła instruktorom posłuszeństwo… już tak dobrze żarło, a zdechło. Nasz rząd, nasza pani Premier, ech. Nie ma szans, że ktoś z narodu do tego rządu utrwalaczy trafi. A nawet, gdyby trafił, zostanie briefingiem odwrócony i będzie jeszcze gorliwiej utrwalał zdobycze rewolucji, niż stetryczała, zgliwiała, zjełczała hewra, wymieniona pośpiesznie, bowiem już zaczynała z każdej szparki śmierdzieć. Powstało niebezpieczeństwo, że „ci Polacy” mogliby zorientować się, że należy zmienić kompletnie całość okrągłomeblowych oszustów na ludzi z narodu wziętych, nieumoczonych w przekręty, samo centrum katolickiej Polski reprezentujących. Utrwalacz dostał więc zadanie, aby odrobinkę luzu wprowadzić, rzecz jasna w sprawach mało ważnych, zaś zablokować, to, co ważne. Utrwalacz działa: NIKT z chronionej przez niego mafii PO/PSL-skiej nie został pociągnięty do odpowiedzialności, WSZYSTKICH przestępców ich obecni ochraniarze alimentują i pilnie strzegą. Nie będzie żadnych reform, gdy obca głowa kręci Polską, kiedy nadal nasadza się, bo tyle razy już to się udało, żydowską głowę na polski tułów, przewidziany do pracy.

     

    W Ameryce rozegrano to właściwie: tam wymieniono w toku „wyborów” dotychczasową cywilbandę, rozżartą i rozbeszczelnioną bezkarnością, na wojskowy reżym. W perspektywie, Trump ma szansę wyprowadzić Amerykę na spokojne wody, lub rozegrać tak nadchodzący rozpad państwa, aby wrogom dostały się krajobrazowo urzekające skrawki pustyń, ale nic więcej. Ameryka przygotowuje się do secesji, tym razem najgorszych elementów. Czy wdrożą ten szczegółowy plan, zobaczymy. Jest w opracowaniu. Wątpliwości, że Trump ma za sobą siłę, może mieć co najwyżej zapóźniony fantasta. Przejęcie władzy przez wojsko zostało przeprowadzone z pewnością siebie, którą ideolodzy rozbijania społeczeństwa ocenili poniżej wartości: ten błąd kosztować ich będzie życie. Zwłaszcza, że nie ma już się do kogo odwołać, nawet ich dawniej niezawodna pięść, mafia, jest Trumpa.

    Giuliani, obermafioso nowojorski, cappo di tutti capi, pojawia się koło Trumpa w chwili, gdy ktoś mógłby mieć wątpliwość, czy ta poważna mafia popiera prezydenta Trumpa, czy ferajnę Clintonów. Najoczywistsze poparcie dostał Trump. Trudno nie mieć do tak zorganizowanej wymiany rządzących sympatii: wojskowi łajdaków usuną, podczas gdy łajdacy będą wiwatować, przekonani że „zwyciężyli”.

     

    To mógłby być sposób i dla Polski. Tylko brakuje tutaj jeszcze siły, mogącej przeprowadzić systematyczną wymianę kanciarzy na uczciwych. Zbrodniarze, przykrywający wcześniejszych zbrodniarzy, stale wychwalani są jako „dobra zmiana”. Utrwalają się produkcjami propagandowymi, gdy społeczeństwo smrodku poprzedników nie wyczuwa i przypuszcza najlepsze dla siebie. Ludzie nie widzą np tego, że dobra zmiana osłania komplet gangsterów poprzednich ekip, nikogo nie ściga, a nawet rozpracowanych, już znanych (!) nie pociąga do odpowiedzialności. To dowód zblatowania starych zbirów z nowymi. Nic nie pomoże, że nowi to są przestępcy zza biurka. Oni sami nie, gdzieżby, „stwarzają okoliczności tylko” – o, to tak. 

     

    Jak mówi przysłowie? — Gdy osiągnąłeś sukces, to podwój wysiłki a potrój ostrożność. Tego po wyborze Andrzeja Dudy nie było. Efekt zaniechania ostrożnego oceniania „dobrych” zdarzeń już widać. Oby dało się odwrócić trend rzucania ludożerce ochłapków, a zablokowania znaczących reform; trend, który charakteryzuje dobrą zmianę, jak żaden inny.

  10. Jest prawdziwa, i to nie „po suchemu” prawdziwa, a serdecznie i gorąco prawdziwa. Z serca płynąca.

  11. Okay.

    To może tak. Momentami jest bardzo śmieszna. Okay?

  12. Nie wydaje mi się, żeby Szydło „ktoś”, „coś” uświadamiał i pokazywał. Nie po to się robi premierem 38-milionowego państwa osobę, której  największym życiowym osiągnięciem jest burmistrzowanie 10-tysięczną mieściną.. Dyzma wiecznie żywy, my się nigdy od tego nie uwolnimy.

  13. Sergio Leone i Dawno temu w Ameryce to jeden z moich ulubionych filmów. Wyświetlany był w USA w skróconej wersji, bo ponoć Amerykanie nie nawykli do tak długich filmów. Sergio Leone pokazał, że nie tylko była włoska mafia, której zrobiono. m.in. w filmie, niesamowitą reklamę.

  14. Once upon a time in america to mój ulubiony film

  15. No i momenty były że hej.

  16. Problem polskiego filmu są słabe scenariusze i nudne dialogi. Do tego należy dodać jeszcze ze u nas musi pojawić się obcokrajowiec w filmie bo byli by chorzy bez niego. Nad doborem tematów, które pójdą czuwa instytut filmowy i sponsorzy. Kasa dzielona dla swoich znajomych. Na  właściwy film dorzuci się nawet piramida finansowa jak Amber Gold. U nas filmy kręcą przeważnie Ci sami ludzie i nie wychodzą poza ogólnie przyjete schematy. Moim zdaniem najważniejsze jest dobry pomysł, scenariusz i dobór aktorów do niego. Potem dopiero kasa na ten pomysł. Amerykanie z byle jakiej historii potrafią zrobić film. Potem sprzedają ten swój film na cały świat.

  17. Zależy od generacji. Czytelnika.

  18. „Problem polskiego filmu są słabe scenariusze i nudne dialogi.”
    Polemizowałbym.

    „u nas musi pojawić się obcokrajowiec w filmie bo byli by chorzy bez niego.”
    Poproszę 3 tytuły, tylko z XXI w.

  19. Z kiepskich filmów to 1920, Kac Wawa, polskie komedie romantyczne kręcone co chwilę,

  20. Mój też. Choć za pierwszym razem jeszcze nie bardzo czaiłem, o czym tak naprawdę opowiada.

  21. Zawszę mogę się Tu czegoś interesującego dowiedzieć. A tym bardziej bucha smakowitościami, gdy wstęp jest mniej więcej tak: ”

    Ja mam już dość gawęd o rynku treści i Wy pewnie także, ale wczoraj w telewizji nie było nawet Schetyny, a w nocy leciały same horrory, nie bardzo więc miałem się czym zainspirować. Rynek treści zaś jest zawsze i zawsze można coś o nim powiedzieć.”

  22. Moimi ulubionymi filami to „Braveheart” i „13 Wojownik”. Braveheart wiele zarobił i ma dużą widownię, ale dlaczego 13 Wojownik, to jeden z największych katastrof jeśli idzie o wkład-zarobek? Ktoś może wie? (tak zrobię sobie samowolkę z pytaniem)

     

    Wymyśliłem sobie teorię, że zrobiono tam wiele eksperymentów w tym filmie, w którym jeden związany z doborem kamer/obiektywów/oświetlenia (często ciemny obraz/nie mający często ostrości, w czasach, gdy krystaliczna ostrość z efektów specjalnych już często była w kinach) na tyle był nie do przyjęcia, że ludzie siebie nawzajem ostrzegali przed pójściem na ten film – mimo chyba dużej reklamy. Ale sam nie wierzę w tę teorię.

  23. Zwykli ludzie są zadowoleni, w razie czego będą jeść ziemniaki i popijać samogon. Włączą sobie Led Zeppelin z jutjuba i wyjdą z psem na spacer a potem do kościoła. Im tyle wystarczy. Tamci zostali odsunięci od władzy więc wszystko gra. Dobra zmiana jest ok.
    Co innego artysta, który nie zadowoli sie “w razie czego” ziemniakami, samogonem i niedzielną mszą. Artysta musi znaleźć rozwiązanie. Biadolenie nic nie da. Wiadomo, że PIS już wystawił swój garnitur – Wolski, Pawlicki, Lorenc, y ich rodziny, – brygadę nieudaczników niezdolnych do niczego i pakuje w to dziesiatki milionów (27 mln PLN – Legiony), [bo… ? ]
    Slusznie pisze tedy A-Tem, że pomimo tysiaca afer nikt nie będzie ukarany. …- a ponieważ nikt nie będzie ukarany nie ma żadnego zapotrzebowania na sztukę serio. Nie ma zapotrzebowania na treści , ktore mogłyby nas wyprowadzić z ciemności, z labiryntu itd. (!)
    Jest oczywiscie pewna grupka, która dla zdrowia psychicznego musi (bo się udusi) wiedzieć, lub łudzić się, że wie jak jest. Ci stanowią target takich postaci jak gospodarz, czy wspomniany artysta serio. Grupka ta jest w Polsce jednak nieliczna i biedna.
    Jedyne rozwiązanie jakie się rysuje w związku z dobrą/a potem złą zmianą to odniesienie spektakularnego sukcesu finansowego poza granicami Polski w dowolnej dziedzinie. Takie rozwiazanie, świadomie lub nie,  wybrało od 2004 6 mln ludzi (także i tu na tym blogu na moje połowa mieszka za granicą) i ta wielkość wciąż się powiększa. Nic innego nie liczy się i nie będzie się liczyć.

    Ciekawostka. Ludzie ci jednak w toku swoich starań, prędzej czy później dojdą do b. ciekawego wniosku, że swój sukces zawdzieczają tylko i wyłącznie sobie lub dodatkowo okolicznościom, w ktorych się znaleźli (nowy kraj). Innymi słowy dojdą do wniosku , ze niczego nie zawdzięczają POLSCE. Odwrotnie.
     
    Resztę proszę sobie dośpiewać.

  24. >Zwykli ludzie są

    >Co innego artysta

     

    „Pojadę” Coryllusem – nie istnieją „zwykli ludzie”.

  25. proszę pana, myli się pan, podałem definicję – wystarczą im w razie czego ziemniaki samogon i msza, gospodarz zaś ujmuje to tak: …”którzy cą coraz głupsi i warto się zastanowić, czy to nie przez gwałtowną potrzebę obniżenia kosztów działania na omawianym rynku oni się tacy stają. Myślę, że właśnie tak, człowiek o węższym spektrum zainteresowań i wrażliwości ukształtowanej na kaczorze Donaldzie”…

  26. proszę pana, ale ten ludź dalej nie jest „zwykły”/kalka innego/pozycja statystyczna.

  27. Tak mogło być przy milczącym założeniu, że ci co ostatnio u nas wygrali wybory są autonomiczną siłą. Tak nie jest. Z zewnętrznego oglądu i pewnego doświadczenia wynika /np. kwestia nagrań u Sowy/ , że poszli na układ z siłami, które miały dosyć badziewia i których nie dopuszczono do wałków przy poprzednim rozdaniu. Jak brzmiał układ tego oczywiście nie wiem. Pewnie niedługo się okaże, gdy zobaczymy jak popłyną pieniądze podatnika na nowe wielkie inwestycje, i kto będzie tam kasjerem. Może też ktoś zdolny i prężny przejmie istotną branżę, np. nawozy lub kopalnie.

  28. No, z ciastkiem na schodach.

  29. Idzie o opis standardu potrzeb i zachowań i nazwa zwykli to oddaje

  30. a ja bardzo lubię Dawno Temu w Ameryce.
    Obecna gospodarka już przegięła i po globalizacji nastąpił debilokonsumpcjonizm.
    Co znaczy, że rynek nie odpowiada na potrzeby klienta tylko tego klienta kreuje. A jak nie wykreuje to urzędowo narzuci, jak odkurzacze czy świetlówki kompaktowe. Przy okazji związek między kosztem wykonania a ceną detaliczną zanikł całkowicie.
    Przepięknym przykładem są dziurawe spodnie. To samo dzieje się w świecie kultury.
    Na przykład muzykę zabili producenci już w latach 90-tych produkując debili słuchających rap czy techno.

  31. A muzyka jak piękna….

  32. Nie, „zwykli” to oddaje pogardę. Lepiej wymyślić inną nazwę.

  33. Ależ skąd. Ja jestem zwykłą osobą, i wcale sobą nie gardzę.

  34. Być może 13ty wojownik zrobił klapę, bo pokazał że Arabia już była rozwiniętą cywilizacją, gdy biali ludzie, nordycy, dopiero aspirowali, żeby zacząć tworzyć coś więcej niż grupkę osiłków mieszczących się na jednym drakkarze. O pogańskich plemionach nie wspominając…

  35. Na Kaczorze, czy na Donaldzie?  A może na obydwóch?..

  36. @BOJOMIR,, @TADMAN – mój też.

     

    Gdy tylko wyszedł, zaciągnięto mnie na ten film. Nie chciałem iść, czterogodzinna projekcja, brr…. Obrazy niezapomniane, od fotografowania magnezją tłustego policaja po smutną baletniczkę i koniec w śmieciarce. To uprzątnięcie problemu – dwadzieścia lat później jeszcze, mniemający się być krytykami filmowymi, dyskutowali to „nieudane zakończenie”. Nieudane? Dostaliśmy najbardziej rozmarzone zakończenie z przygotowanych przez Sergio Leone wariantów.

     

    Żaden problem nie uprzątnie się sam, no flopping way. Na czystszy świat żadna miejska maszyna „sama” nie zapracuje. Zakończenie jest marzycielskie, wskazuje wychodzącym z kina na ich rolę w życiu, która w aktywności a nie w czekaniu się wypełni, o ile.

     

    — Co robiłeś przez te wszystkie lata…?

    — Chodziłem wcześnie spać!

  37. „Ludzie ci jednak w toku swoich starań, prędzej czy później dojdą do b. ciekawego wniosku, że swój sukces zawdzieczają tylko i wyłącznie sobie lub dodatkowo okolicznościom, w ktorych się znaleźli (nowy kraj). Innymi słowy dojdą do wniosku , ze niczego nie zawdzięczają POLSCE.”

    To smutne. I bardzo prawdziwe. Najgorsze jest to, że sam dobrze znam kilkoro z nich. NIKT nie zamierza wrócić.

  38. Tytul orginalu to „Once upon a time in America.” Mój ulubiony film.

  39. Z ciastkiem jak z ciastkiem ale ta scena na dachu ze stojkowym. To był ubaw.

  40. Magia kina czyli tanie triki sprzed 100 lat

    1. Animacja (przy użyciu sznurków)
    2. Megapanorama (i tylko dwóch aktorów)
    3. Obraz wychodzi z ekranu (niestety tylko na reklamach)

  41. Śnieg robiono w ten sposób, że z góry sypano  na aktorów zmielony azbest. Trochę po tym drapało w gardle.

  42. Nie wiem, czy „Dawno temu…” szedł w USA w skróconej formie – może i tak. Pewne jest, że pierwsza wersja, która poszła do kin, została zmontowana tak, że akcja przebiega chronologicznie, co spowodowało, że film zaliczył klapę.

    Ponowny montaż według pierwotnego pomysłu S.Leone dał to, co znamy obecnie, czyli coś, co ja uważam za arcydzieło kinematografii.

  43. Ja obejrzałem ‚Dawno temu w Ameryce” w kinie „Wyzwolenie” w moim rodzinnym miescie Lublinie w 1985, pelna wesja. Majstersztyk i klasyka swiatowego kina.

  44. Nie pamiętam, kiedy oglądałem ten film po raz pierwszy, ale od ponad 10 lat mogę powiedzieć, że „ostatnio oglądałem go nie dawniej niż 3-4 miesiące temu”.

    PS Ktoś tu pisał o muzyce z tego filmu. Ciekawe, bo jeden z głównych motywów wcale nie jest kompozycją Ennio Moricone – https://youtu.be/UcFNRGsDQ1s (trzeba poczekać do refrenu).

  45. I jeszcze – Co Ty, Gabrielu, wiesz o filmach, skoro za dobry film uważasz „Idź i patrz”!!!

    (Książkę „Dzieci Peerelu” uważam za świetną, a rozdział „Kino” za jeden w niej z najlepszych).

  46. Babeczkę to każdy z Was już dawno zjadł,  ale…

    https://youtu.be/lY5gag1ZMdQ  3 min z kawałkiem.  Dawno temu w Ameryce, fragmencik.

  47. W tym właśnie fragmencie „Deborah Theme” po minucie przechodzi w „Amapolę”.

    Ta młoda Debora zrobiła świetną karierę, bo została później żoną noblisty Johna Nasha („Piękny umysł”). Starszej Deborze kudy do tej młodej!!! Począwszy od tego, że ta starsza miała inny kolor oczu – i to jest jeden z błędów w tym filmie. Drugim są dolary, które Noodles otwiera w walizce w 1968 roku, bo one weszły do obiegu jakiś rok czy dwa lata później. Prawie 3 godziny kina i tylko dwa błędy. O czym tu gadać?! Chyba nie o filmach, które są jednym wielkim błędem.

  48. Shorku, muzykę zabiło coś jeszcze: likwidacja dynamiki nagrań z jednoczesną likwidacją dynamiki audycji radiowych, nagłośnienia obrazu telewizyjnego, itd. To zaszło, gdy rozpanoszyły się cyfrowe sposoby nagrywania, przetwarzania i odtwarzania dźwięku. Wiem, że to wiesz; piszę dla tych, dla których słowa jitter, dithering, aliasing, sampling są – czarną magią.

     

    Od połowy lat 80-tych, czyli od rozpoczęcia sprzedaży  Compact Disc’ów duetu Sony/Philips radio już tylko ryczy, nagrania zremasterowane – okropne słowo – wściekle ryczą, a telewizyjny i kinowy dźwięk doszlusował błyskawicznie do CD i radio.

     

    Nieustannie grzmocąca w uszy symfonia to horror, tego się nie da słuchać. Dynamiką „cyfrową” przykryto szumy, występujące w cyfrówce z konieczności, bo wynikają one z próbkowania. Filtrów nie ma, niecałkowicie usuwają te szumy cyfrowe.

     

    Późniejsze CD są już lepsze i odtwarzają muzykę nieco poprawniej, ale szkód raz wyrządzonych nie da się już naprawić nigdy. Tutaj jest link do stosunkowo prostego a zatem zrozumiałego nawet dla niefachowców wstępu do przetwarzania sygnałów:

    https://cdn.shopify.com/s/files/1/0321/7609/files/The_Unique_Evils_of_Digital_Audio_and_How_to_Avoid_Them_-_8-16-10.pdf

  49. Faktycznie młodsza robi większe wrażenie, ale obie aktorki piękne. Deborah tańczy przy patefonie, Amapola to ówczesny przebój,  więc wszystko się zgadza. Ennio Moricone po mistrzowsku go przywołał.

  50. Au. Nie styropian czasem – między nami chemikami: spieniony freonem polichlorek winylu?

  51. W temacie treści tylko trochę inaczej.

     

    Czyutam tą książkę, co ją dostałem od pch24 zamiast kubka (wciąż uważam, że kubek jednak bardziej by mi się przydał…)

     

    Wspomnieli tam szanownego Gospodarza, ba! wspomnieli nawet dwa razy (jestem e 1/3), w dodatku Gospodarz dostał zaszczytne miejsce jednego z ulubionych złotoustego Grzegorza.

     

    Natomiast ja od siebie napisałem ostatnio do redakcji gazowni z prawej strony, portal panów karnowskich, z pytaniem dlaczego poważnych ludzi nie zapraszają do współpracy 🙂 Jak zawsze odpowiedzi nie otrzymałem.

  52. Miałem takie – tytułowane jako specjalne – wydanie DVD (początek lat 2000, chyba 3 krążki i spora książeczka) dawno temu w Ameryce. Obejrzałem, może 3 lub 4 razy w całości. Dziś tego nie mam, bo po prostu zostało skradzione. Uważam, że najlepszym (szczytowym) jest dobry zły i brzydki. Dlaczego, bo szczytowy, a późniejsze to jazda góry. Dlatego w dawno temu w Ameryce Sergio Leone uzyskał największą prędkość. Potem chyba jeszcze rozpoczął kolejną produkcję, ale nie przeżył.

    Jak prze mgłę pamiętam, że na początku lat ’70 telewizja wyświetliła co najmniej jeden raz całą serię od za garść dolarów po temu w Ameryce. Z pewnością kilka razy, bo pamiętam te filmy z telewizji. W kinie nie obejrzałem żadnego.

  53. 2 CD. Na allegro można kupić za cztery-pięć dych.

  54. Jednym z powodów jest absurdalne „prawo” podatkowe. Kto ma np. zachodnią emeryturę, niekoniecznie zresztą emeryturę: wynalazcze tantiemy, na przykład, ten zostałby według obowiązującego „prawa” w PL złupiony.

     

    Wniosek?

     

    Tylko wariat, zarabiający normalne pieniądze, pomyśli o osadzeniu się w Polsce. Powtarzam: normalne, bo nikomu nie zazdroszczę dochodów miesięcznych wynoszących €10k co wynosi ± 0,5mln PLN p.a.

     

    Nawiasem mówiąc, tyle powinna sprawiedliwie wynosić, w normalnym państwie, kwota wolna od jakiegokolwiek podatku. Dlaczego mówię tu, że nie wolno do tej kwoty dochodu brać jakiegokolwiek podatku? A dlatego, bo mamy VAT. Co to jest…?

     

    Obłąkany konstrukt, znany jako VAT (MWSt), value added tax, wprowadzono pierwotnie jako podatek na prowadzenie wojny. Wojny nie ma, podatek… został. A co, tak wygodnie się pobierało, to pobieramy dalej, w nieskończoność! Ta wojna to była I (pierwsza) Światowa, gdyby się kto pytał .

     

    Z rozpędu Anglicy – bo to oni wprowadzili taki podatek – dotrwali przy poborze tego podatku aż do II Wojny Światowej, po czym, gdy zobaczyli, że inne „kontynentalne organizmy państwowe” też rączo powprowadzały ów VAT u siebie, stwierdzili, że niech party trwa, niech się funty sypią: bierzemy ten podatek, skoro płacą, dalej! I dlatego, po tzw. Odzyskaniu Wolności, państwo Polskie zaczęło prowadzić wojnę, za pomocą VAT-u, z braku wojny realnej, taką wirtualną, przeciw własnym obywatelom.

  55. Moja żona powiedziała przed chwilą, że nie znam się i jestem ślepy, bo Jennifer Connelly ma też niebieskie oczy, a nie, jak mi się zdawało, brązowe. Odszczekuję więc ten jeden błąd.

    Nazwiska tej drugiej aktorki (starszej Debory) nie pamiętam i nie sądzę, bym ją widział w jakimś filmie, choć wszystko jest możliwe… Gdy oznajmiłem kiedyś mojemu przyjacielowi, że Carol (ta blondi, która była z Maksem) grała później tę zrzędliwą żonę policjanta w „Falling Down”, to powiedział mi, bym nigdy więcej takich rzeczy mu nie mówił.

  56. Ludzie nazywają to loudness war, bo wytwórnie walczą z nami zdecydowanie podwyższonym średnim poziomem nagrania, co objawia się spłaszczeniem dynamiki, a to przecież to jeden ze środków wyrazu stosowany przez kompozytorów/muzyków. Wyobraźmy sobie tak nagrane po nowemu Bolero Ravela.

  57. Nie, to były DVD i na jednym był dokument o tym jak, w jaki sposób… (ok godziny lub więcej). Dzięki za info, ale w szafce mam kilka wersji filmów Sergia Leone i … ciekawe – która jest kanoniczna. 🙂

    P.S.

    Dziś z samego rana obejrzałem na YT filmiki z cyklu Muppet’s Show. Dlaczego dziś, po tylu latach przypomniałem sobie o tym ?

  58. Obawiam się, że nie będzie żadnych nowych inwestycji.

     

    Wychylę się tu (za daleko?) z okna i zdiagnozuję ten stan: dlatego NUM nigdzie niczego nie zainwestuje, bo pokusa, by rozkraść tę odrobinę zaoszczędzonych środków teraz między siebie, natychmiast, bez jakichkolwiek „inwestycji” jest zbyt duża.

  59. Napisałem „CD” z znaczeniu „krążki”. Oczywiście chodzi o DVD. Mam to wydanie i to jest to, o czym Pan mówi: Na pierwszym krążku jest ok 2/3 filmu, na drugim pozostała 1/3 plus materiał „Once Upon a Time Sergio Leone”, czyli dokument o właściwym filmie zrealizowany już po śmierci S.Leone. Wypowiadają się tam scenarzyści, producenci, aktorzy (dziwne: nie ma tem DeNiro, ale jest Tarantino).

  60. Anglicy – bo to oni wprowadzili taki podatek

    Akurat VAT wprowadzili jako pierwsi Niemcy i Francuzi, ale podczas I wojny światowej, więc z grubsza wszystko  się zgadza.

  61. Ale i tak dobry zły i brzydki to szczyt. Dawno temu w Ameryce, to tak się rozpędzili, że heej !

  62. To jest jeszcze ostrzejsza ocena, niż moja. Wychodzę tu na łagodnego misia-przytulankę z sercem pojemnym jak stodoła, pelnym wyrozumiałości dla polityków.

     

    Dobrze mi zrobił Twój komentarz. Nabrałem znów oddechu, nie mówiąc o poruszeniu zastałych mięśni. Coś jednak zachowam w sobie pozytywnego dla obecnej pani Premier, jeśli mi pozwolisz.

  63. CD i DVD to – z inżynierskiego punktu widzenia – to samo. Dowodem odtwarzanie CD przez odtwarzacze DVD (tak musi być, jeżeli to jest ten sam system).

    Podatki – prawie pewien byłem, że Anglicy, wpisałem obie nazwy, oba skrótowce, niemiecki także. Okazuje (dziękuję!) się, że słusznie zrobiłem, bo to byli Niemcy.

    DeNiro nie ma na wspomnieniowym krążku być może dlatego, bo oni rozmawiali i na planie i poza planem, „zbyt długo” jak to ktoś powiedział. Noodles to jest wyjątkowa, wybitna kreacja DeNiro. Nemożliwa byłaby bez wskazówek reżysera. Być może tych niepowtarzalnych wskazówek, które Robertowi zakazano powtarzać — bo one były zbyt trafne? Przygotowania do filmu trwały trzydzieści lat…

  64. Nie chce mi się teraz sprawdzać, w którym roku kręcili „Once Upon a Time Sergio Leone”, ale DVD wydano w 2003 roku, a gdzieś w tym czasie u DeNiro wykryto raka, więc może powód jego nieobecności jest bardzo prozaiczny i zrozumiały.

    PS Nie lubię DeNiro i od dawna noszę się z zamiarem własnego montażu drugiej części Ojca chrzestnego – chodzi o wycięcie wszystkich scen z DeNiro.

  65. To było dawno temu, bo pamiętam minę de Niro po magicznym smoku (kilka razy kładzie głowę na podgłówku), a po latach dowiedziałem się co to było. Pytanie: po co komu taka wiedza? PRL, TV …. lalala ?

  66. „Once upon time in America”, to film w zasadzie jedyny, ktory mam w sobie i ta muzyka … , moze dlatego, ze mnie tez strasznie zdradzono, własna rodzina, najbliższa bardzo, bliżej sie juz nie da.

  67. Nie ! Dobry zły i Brzydki . Hejj!?

  68. Spadam do września. Ajłołołoo !

  69. Michałkow ?! HMmm

    https://www.youtube.com/watch?v=n7Ol0t3_Clo

    Salut.

     

    Ehh

  70. Who cares? Skoro analogowe sposoby zapisu muzyki przestano potem rozwijać, a jedyne analogowe nośniki i sprzęt do ich odtwarzania to dziś nisza cenowa niedostępna większości „zwykłych ludzi”? Było, minęło i zdechło – gorszy pieniądz wypiera lepszy.

    A co do podatków – sam pisałeś, że bez bufora obecny system finansowy się zawali. Podatki muszą być wysokie. Dla końcowego odbiorcy per saldo liczą się wyłącznie kwoty netto. A zaoszczędzić na emeryturę przy pieniądzu dłużnym i tak się nie da. Jedyna metoda to inwestycje – w biznes lub dzieci, a najlepiej jedno i drugie.

  71. Poważne zamiary wobec sąsiadów to 1 film o niemieckich lotnikach bombardujących Wieluń i Warszawe popijających przy tym sznapsy i wcinajac kiełbaski. Po braku takich produkcji widać że odszkodowań o Rfn nie bedzie.

  72. Dokładnie, szczyt osiągnięć S. Leone to właśnie ten western. W młodości lubiłem oglądać Dawno temu w Ameryce, ale gdy oglądałem parę dni temu to nie mogłem wytrzymać.Już nawet Dawno temu na Dzikim Zachodzie jest o niebo lepsze. Podobnie i E. Morricone, muzyka dla mnie lepsza była w westernach:

    https://www.youtube.com/watch?v=AFa1-kciCb4

  73. & @A-Tem: Nie chodzi o jittery, próbkowanie itp tylko o kompresory dynamiki które są stosowane wszem i wobec. Nie ma znaczenia na jakim nośniku jest zapisany dźwięk. To w studiach już realizatorzy i muzycy tego dokonują. Kompresja analogowa istniała już od dawna więc na rewolucję cyfrową nie ma co tego zwalać. To że teraz możesz sobie posłuchać muzyki z płyty winylowej nie znaczy że materiał nie był obrabiany i rejestrowany cyfrowo. Co to post kompresji dynamiki to niestety jest ona stosowana w stacjach radiowych i dlatego jest taki dodatkowy syf a nie muzyka. Radia się nie da słuchać już od dawna. Nawet w samochodzie. Mam gdzieś gadaczy i mnie rzuca jak słyszę więcej autopromujących się debili niż muzyki.

  74. Ideałem jest mieć choćby osiem mieszkań pod wynajem jak to zrobił (chyba nie jeden) poseł z PO, czy te choćby kilka (kilkanaście) działek, jak  to zrobił (chyba nie jeden)  sędzia rzecznik. Bo wtedy jest się kochanym w swojej  rodzinie do tzw zejścia, bo każdy  drży o to żeby się ze spadku nie wyeliminować, bo nie wiadomo  komu tzn nestor gromadzenia majątku,  ten majątek czy jego część – zapisze.

  75. Co do analogów vs cyfrowy dźwięk to posłuchaj sobie dobrej jakości przetwornika 96kHz/24bit a zmienisz zdanie. Oczywiście źródło musi być w takim formacie.

  76. Nudne dialogi, i co jest straszne bo wypowiadane na wdechu, druga połowa wypowiadanego wyrazu już jest nie słyszana, więc w gruncie rzeczy,  nie wiadomo co jest w tych dialogach. Ciekawe kto aktorów uczy teraz dykcji, emisji głosu. Bo jakoś to wygląda na zjazd w dół, ale być może chodzi o to żeby zatrudnieni byli krewni a nie ci co podołali by roli opisanej w scenariuszu.

  77. praktycznie drogi pozyskiwania tych nieruchomości są do odwrócenia — było zero  to może być zero tylko determinacji potrzeba, a już majątki sędziów winny być korelowane ze  sprawami które prowadzili osobiście lub via członkowie rodzin

  78. Bravo, a do tego całkiem serio:  trzeba im pomóc uzyskać zbawienie.

  79. Ja mam zdanie całkiem sprecyzowane. Obecny powrót do winylowej płyty uważam za czysty marketing. Słucham praktycznie wyłącznie muzyki klasycznej na przyzwoitym sprzęcie sprzed 20 lat. Na nim słychać, oczywiście różnicę między mp3 a formatami bezstratnymi, ale już nie między CD a wyższymi próbkowaniami. Żeby takową usłyszeć, trzeba zainwestować w sprzęt grube tysiące PLN. Lepiej to chyba wydać na karnet do filharmonii.

  80. Arabia była rozwinięta cywilizacją?

    Przecież ci  najeźdźcy z pustyń arabskich bazowali na osiągnięciach cywilizacyjnych Persji, Bizancjum, Chorezmu, Samarkandy, etc., etc.

    Podobnie jak wcześniej Mongołowie bazowali na cywilizacji podbijanych terenów (głównie Chin i Persji)

  81. Nikt tego nie przeczyta, ale lepiej wydać na muzyków/muzykantów. To (prawie to samo) dawno temu powiedział mi kolega, kiedy próbowałem (z niezatartym wrażeniem powodzenia) t.zw. lamp.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.