wrz. 052021
 

O teorii systemów- światów już tutaj dyskutowaliśmy i wiadomo dobrze kto ją wymyślił i w jakim celu. Stało się to po to, żeby można było wskazywać kto jest szurem, a kto nie. Teoria systemów-światów to nic innego, jak uwikłanie uwagi i potencjału całych grup w jałowe i pozbawione kontekstów rozważania, oparte na kilku ciągle przywoływanych źródłach. Na podstawie tej teorii, powstają różne szalone hipotezy, ale nie można w żaden sposób wyjaśnić takich choćby kwestii, jak ta poruszona w jednym z pierwszych rozdziałów drugiego tomu Kredytu i wojny – dlaczego biskup krakowski za Bolesława Krzywoustego miał na imię Maur? I dlaczego tenże Bolesław opisywany jest przez polskich badaczy, jako patriota, w stylu Gomułki, który zrezygnował z mianowania duchownych obcego pochodzenia na stolice biskupie? Tymczasem w Poznaniu biskupem był Francuz, a w Krakowie Maur. Po co to wymyślać takie historie, które są nie do utrzymania? Nie wiem. Nie wiem także do czego teoria systemów światów, może służyć dziś, kiedy można sobie na allergo kupić książkę pod tytułem Listy żydowskich kupców w średniowieczu i tam przeczytać o faktorach z Egiptu urzędujących na Jawie.

Wyspa ta została w pewnym momencie podbita kulturowo, przez Indie. Stało się to za sprawą kolonizacji kupieckiej, a rzecz miała miejsce we wczesnym średniowieczu. Ponieważ mało wiem i mało rozumiem z historii Indii będę się posługiwał ogólnikami. Zacznę od tego, że tanie jak barszcz książki o historii Indii, nie interesujące absolutnie nikogo są do kupienia na allegro po cztery złote. Ilość inspiracji, jakie pobudzają ludzki umysł, już po otwarciu takiej książki na dowolnej stronie, jest porażająca. Ja otworzyłem swoją na początku rozdziału dotyczącego reformy hinduizmu i przeczytałem tam sformułowanie, które posłużyło mi za tytuł – systemy popularnej etyki. Oto, w opozycji do buddyzmu, hinduizm, w oparciu o tron i władzę dynastii Guptów, zredagował treść świętych i starych ksiąg i wypełnił je treścią strawną dla tak zwanego prostego człowieka. To oznacza jedno – wszyscy w Indiach VIII i IX wieku potrafili czytać. Księgi te były następnie kolportowane, a także składowane w wielkich świątyniach, a losy ich bohaterów były treścią rozmów i modlitw. Do hinduskiego panteonu wciągnięto także Buddę i zrobiono z niego, o ile dobrze zrozumiałem, jedno z wcieleń Kriszny. Był to początek końca buddyzmu w Indiach, buddyzmu, który z przyczyn nie do końca dla nas zrozumiałych przeszkadzał władzy rodzimej i był traktowany jako ideologiczna dywersja. Nie można było z nim walczyć tak po prostu, a więc za pomocą tego, co dziś nazywa się soft power, wypchnięto go poza granice subkontynentu. Co się za tym wszystkim kryje jeszcze, nie mamy pojęcia, a wobec ubóstwa źródeł i niedostępności opracowań poza najbardziej podstawowymi, pewnie nigdy się nie dowiemy. I teraz wróćmy do teorii systemów światów. Arabowie podbijają północne rejony Indii, czyli dzisiejszego Pakistanu, w na początku VIII wieku. Zajmują także Pięciorzecze, czyli Pendżab. Ten podbój jest dobrze zorganizowany, a świadczy o tym fakt, że po wymordowaniu męskiej populacji głównych miast Muhammad ibn Kasim, dowódca wyprawy, każe wytyczyć w tych miastach nowe działki pod arabskie osadnictwo. Niestety z powodu dywersji na tyłach, czyli zmiany rządów w stolicy kalifatu, został on odwołany z Pendżabu i zamordowany. Czy Indie jakoś się przejmują tym najazdem? W mądrych książkach piszą, że wcale. Indie, przeżyły dwieście lat w pokoju, a sławny arabski najazd, o którym mówią kroniki Bliskiego Wschodu i Persji obszedł je mało. Dopiero kolejne najazdy muzułmańskie, w X wieku, nieco otrzeźwiły Hindusów, ale też nie za bardzo. W popularnej, starej i pewnie zdezaktualizowanej książce pod tytułem „Dzieje Indii” przeczytać możemy, że kraj przeżył 500 lat bez głębokich niepokojów. To jest duża rzecz, nawet jeśli tych lat byłoby 300, a brak niepokojów oznaczałby lekkie niepokoje na granicach północnych. Przez te setki lat Indie zajmowały się rozwojem kultury. Niestety jest ona dla nas rozpoznawalna tylko poprzez teksty poetyckie i owe systemy popularnej etyki, czyli zmienione w epoce Guptów Bhagawadghitę i Mahabharatę. Przez 500 lat względnego pokoju, który panował na prawie całym obszarze subkontynentu Indie żyły, rozwijały się, produkowały mnóstwo niezwykłych przedmiotów, które następnie, zostały zrabowane przez muzułmanów i wywiezione na zachód. Ostateczny triumf Arabów w północnych Indiach datowany jest na początek XIII wieku, kiedy to powstaje sułtanat Delhi. Trudno przypuścić, by w czasie tego podboju zamarł handel. Przeciwnie, myślę, że świetnie się rozwijał, zarówno na zasadach wojennych – transport łupów do miast Bliskiego Wschodu, jak i na zasadach pokojowych – wybrańcy handlowali na warunkach preferencyjnych. Wobec ogromu tego co można było z Indii wywieźć po 500 latach pokoju, oczywistym wydaje się, że dochodziło do poważnych konfliktów wewnętrznych wśród grup owym wywozem zainteresowanych. Handel indygo, nie zamarł chyba nigdy, nawet w czasach największej zawieruchy, a prócz tego przecież handlowano złotem, wyrobami jubilerskimi i wyrobami hutniczymi. Dzisiaj wielu ludzi uśmiecha się z politowaniem, oglądając puszczane na fejsie filmy, gdzie widać kilku Hindusów, jak w godzinę wykonują nową chłodnicę do autobusu, który wozi ludzi gdzieś po pustkowiach stanu Kerala. Czynią to z wprawą, entuzjazmem i wielką fachowością. No i my, Europejczycy uważamy, że to jest archaiczne. Wyobraźmy więc sobie teraz, że w X wieku, w Indiach w każdej, najmniejszej nawet dziurze istnieje kilka takich warsztatów, które nie muszą borykać się z żadnym, znanym Europejczykom problemem. Nie ma kłopotu z transportem drewna opałowego do palenisk i hut, wokół jest bowiem pełno złóż węgla, nie ma problemów z ogrzewaniem w czasie zimy, bo nie ma zimy, nie ma kłopotów z magazynowaniem towarów, albowiem wszystko jest od razu odbierane przez pośredników. Nie potrafimy sobie tego wyobrazić, albowiem nasza wizja historii, wbita nam do głowy w czasie nauki w szkole i czytania pism popularyzatorskich wyklucza takie wizje. Wyklucza też porównania. Z łatwością akceptujemy informację, że Arabowie podbili Indie, kraj stojący tak wysoko w zaawansowaniu technologicznym wobec Europy, jak dziś Japonia wobec Bangladeszu. Nie zadajemy sobie jednak trudu by zastanowić się jaka była skala importu technologii z Indii, przez świat arabski do Europy. Przyjmujemy, że takowego nie było wcale, a wszystkie osiągnięcia Europy w zakresie technologii budowlanych, to dziedzictwo antyku. Bo świat europejski istniał sam dla siebie i przez się, a Azja była oddzielona górami. To są głupstwa, albowiem musielibyśmy uwierzyć, że wszyscy architekci i majstrowie czynni w średniowieczu czytali Witruwiusza, a przecież wiemy, że była to epoka analfabetów. Nie potrafimy też zrozumieć, jak to się stało, że Arabowie, którzy tak łatwo podbili północne Indie, nie poradzili sobie z Europą. A po co mieli sobie radzić? Po co mieli tracić ludzi, wysadzać desanty, zdobywać porty, które posiadały stare, jeszcze rzymskie umocnienia i maszerować na północ, do brzegów lodowatych mórz? Oni stamtąd mogli kupować co najwyżej niewolników, a czynili to przez zainstalowanych na miejscu pośredników. Myślę, że możemy spokojnie nakreślić taką oto wizję – ochrzczenie północnej Europy było koniecznością także z tego powodu, że kultura i cywilizacja, a to znaczy wpływy finansowe świata arabskiego, przenikały daleko na północ, bardzo daleko na północ. Wyrażały się one w intensywnym pozyskiwaniu niewolników, którzy byli napędem cywilizacji muzułmańskiej. Tak więc ochrzczenie Polski i Węgier byłoby początkiem powolnego procesu wypychania arabskiego pieniądza i arabskiej władzy, stanowiącej niejako drugą rzeczywistość wobec tej lokalnej, plemiennej i słabej bardzo jeszcze, chrześcijańskiej, ku południowi. Proces ten zwieńczyły krucjaty i zdobycie Jerozolimy. Ponieważ jednak władza muzułmańska nie posługiwała się w północnej Europie mieczem, a podstępem, bardzo trwałym i trudnym do zwalczenia, trzeba było zastosować coś, jakąś popularną etykę, która podniesie znaczenie każdego mieszkańca chrześcijańskiego uniwersum i będzie dla niego drogowskazem w codziennym życiu. Taką soft power, zastępującą w wyobraźni ludzi nie dający się zrozumieć, brutalny i bezwzględny świat łowców niewolników i pośredników w tym handlu.

Ponieważ Kościół miał takie narzędzie, zostało ono zastosowane, ale kolportaż treści, które się nań składały, był utrudniony albowiem nie było szkół i nie było możliwości kolportowania wizerunków. Ta pojawiła się dopiero w chwili kiedy powstawać zaczęły dekoracje rzeźbiarskie portali wielkich kościołów.

Teraz wypada się zastanowić jakimi systemami popularnej etyki posługujemy się dzisiaj i czemu one służą? Zapewne wypchnięciu poza sferę zainteresowań jakiegoś wcześniejszego systemu. Do systemu popularnej etyki aspirują wszystkie programy publicystyczne i paradokumentalne, których bohaterami są policjanci. Aspiruje do niego także program Elżbiety Jaworowicz. Trochę wyżej znajdują się pogadanki Adama Szustaka, filmy Patryka Vegi i cała działalność Szymona Hołowni, która ma nam zastąpić starą, dobrą moralność opartą na przykładzie płynącym z żywotów świętych. Nimi się już nikt nie przejmuje, albowiem byłaby to – nawet według wielu księży – zwykła szuria. Na koniec przypomnę, że mamy w magazynie książkę, która – gdyby nie była solidnie udokumentowana – uznana zostałaby przez rodzimych naszych mędrców i zawiadowców nowych systemów popularnej etyki – za przykład anachronicznego obłąkania w rozumieniu przeszłości. A do tego za ciskanie nieuzasadnionych oskarżeń na wielką i ważną dla całej ludzkości cywilizację. Nosi ona tytuł Wielki żywopłot indyjski. I opowiada o tym, jak można ukryć instalację polityczną służącą zniewoleniu i wcale nie starą, w sposób tak przemyślny, że nie odnajdzie jej nikt. No chyba, że ma do tego całkowite przekonania i wielką pasję, dla której gotów jest poświęcić życie.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wielki-zywoplot-indyjski/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-i-2/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-ii/

  15 komentarzy do “O systemach popularnej etyki”

  1. Morawiecki założy wielki żywopłot białoruski widoczny z kosmosu.

  2. Jest duży problem z uzasadnieniem etycznym programu polskiego rządu i w zasadzie trudno byłoby stwierdzić, jaką etyką kieruje się nasz rząd.

    Moim zdaniem pod tym względem zbliżamy się do Izraela zaczynając od desperackiej obrony granic od strony sąsiadów, których najpierw prowokowalismy, poprzez kwestię szczepień narzuconych przez „starszyznę” a nie regulacje prawne itd. Analogii jest sporo.

  3. O i takie teksty się czyta a nie krytykę konfederacji za emploi albo apologetykę bankstera premiera czy pisanie że duszenie się maseczką przez godzinę na mszy to oddanie tego co cesarskie cesarzowi.

  4. A właśnie, kościół jest boski, nie cesarski, dlatego maseczki to cysorz może kazać nosić wszędzie, tylko nie tam. Czyj wizerunek widnieje na kościele, cesarza czy Boga?

  5. każdy polityk wyrasta w jakiejś rodzinie, przejrzyj na wiki opisy/żywoty dziadków, właśnie  tych polityków którzy cię przekonują,

  6. Większość eksperymentów jest nieudanych z powodu fizycznego lenistwa lub umysłowego. Lenistwo samo w sobie nie jest złe, bo bierze się z ekonomii podejmowania wysiłku, natomiast w przypadku nowych wyzwań, a z takimi mamy do czynienia podczas eksperymentów potrzebna jest szczególna mobilizacja. Jest to jeden z powodów, że niemal wszyscy przyklasnęli idei szczepień, bo ktoś rozwiązuje za nas problem, a my nie musimy nawet wstawać z fotela. Szybka logiczna analiza prowadzi nas do wniosku, że eksperyment ze szczepionkami nie powiedzie się.

    Etyka, czyli reguły dotyczące zachowania, dotyczy w dużym stopniu lenistwa i ekonomiki zachowań. We współczesnym chrześcijaństwie niestety pomija się aspekt ekonomiczny w planowaniu działań, ponieważ zakłada się, że wystąpią jakieś cuda.

  7. Ale jaja!

    Jeszcze tego ch*** zabrakło w moich okolicach!!!??? 🙂

    David Hasselhoff na wycieczce rowerowej w Karpnikach. Co gwiazdor robi w Polsce? – blog Salon24 Magazyn

    Niestety, repatrianci zdewastowali po wojnie Dolinę Pałaców, ale podobno ostatnio w Stanach też nie jest najlepiej pod tym względem.

  8. gwiazdor może stał się na starość kulturtregerem,

    kto to wie jakimi koleinami idzie trud rozsiewania teutońskiej etyki

  9. Nie wiem, jak jest z kulturą, ale u nas jest po prostu fajnie i ładnie.

    Pierce’a Brosnana wywalili, bo chciał wysadzać most kolejowy na Bobrze koło Jeleniej Góry, natomiast Nicolas Cage zachowywał się w Zgorzelcu bardzo przyzwoicie. Ralph Fiennes był w Goerlitz.

    https://youtu.be/1Fg5iWmQjwk

    Dlatego proponowałem Gospodarzowi, żeby zostawiał w hotelach książki po angielsku, bo czasem przyjedzie jakiś nasz Dyzma, albo prawdziwy Anglik lub Amerykanin.

    https://youtu.be/23rF1SiWF4Y

    Jeżeli Hasselhoff zatrzymał się w zamku w Karpnikach i w bibliotece wziąłby do ręki książkę po angielsku, to wydawnictwo KJ nagle stałoby się znane w kręgach w Los Angeles, a anglosasi przecież interesują się Indiami.

  10. Niech mi pan nie mówi, co mam pisać, okay

  11. Hotel Budapest – jest filmem dynamicznym, nie nudnym, w tym celu wykorzystuje numery/suspensy  nie możliwe i możliwe, a ta plejada aktorów i ten piękny portret młodzieńca z jabłkiem,  wokół którego akcja staje się na poły kryminalna i ta IWŚ  taka jakaś romantyczna i  niegroźna   – mówi samo za siebie

  12. Według samych zainteresowanych – w kręgach „kultury” USA czyt się co najwyżej komiksy. Książki, nawet potencjalny złoty materiał na widowiskowe filmy, nikogo nie interesują.

    Może dlatego, że książki znacznie trudniej jest je unieważnić.

  13. Chachachacha….!!!
    Miasto Görlitz dostawalo przez dlugie lata dofinansowanie od tajemniczego milionera z Ameryki na remont starego miasta.
    https://www.goerlitz.de/uploads/03-Wirtschaft-Dokumente/2015_Goerlitz_Imagebroschuere.pdf
    Nikuś Cage mial wrecz obowiazek cos przeczytac na temat filozofa Jakuba Boehme, bo po to tam przyjechal albo go wyslali.
    Poza tym aktorzy czytaja scenariusze.
    https://dolnoslaskie.naszemiasto.pl/sledz-a-la-cage-pamietny-obiad-w-zgorzelcu/ar/c1-174063

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.