Sie 212019
 

Zwyczaj, który tu przyjęliśmy czyli zwyczaj narzucania siatki ekonomicznej na problemy zwane zwykle kulturowymi, daje bardzo ciekawe efekty. Lało przez całą noc, nie mogłem spać, a kiedy już zasnąłem przyśnił mi się facet, który próbował wyrwać mi reflektor z auta i drugi, który chciał usiąść na siedzeniu pasażera obok mnie. Obudziłem się i zacząłem myśleć o problemach następujących: jaka jest dynamika relacji pomiędzy mecenasem a artystą i jakie są jej konsekwencje dla rynku przedmiotów zwanych sztuką? Wielu ludzi lubi fascynować się złożonymi stosuneczkami pomiędzy krnąbrnym malarzem czy rzeźbiarzem, a bogatym i wpływowym mecenasem. To jest wdzięczne pole do spekulacji, które zwykle prowadzą spekulujących w kierunku homoseksualizmu, albo przynajmniej jakichś głębokich emocjonalnych fascynacji, które rodzą się pomiędzy dwoma niemłodymi przecież mężczyznami. I tak mamy następujące pary – Michał Anioł i papież Juliusz II, Leonardo i król Franciszek I, Wojciech Kossak i Wilhelm II. Wymieniłem pierwszych z brzegu, których pamiętałem, bo nie mam przecież czasu, żeby kwestie te omawiać na większej liczbie przykładów. Myśli moje nie popędziły w kierunku, o którym napisałem wyżej, ale w innym zupełnie. Zadałem sobie jedno proste pytanie – gdzie tam jest pośrednik? Nie ma. Mamy zlecenia na wielkie pieniądze, mamy budżety i ideę propagandową, która organizuje przestrzeń najważniejszego miasta na świecie czyli Rzymu, a jeśli weźmiemy pod uwagę dwa ostatnie przykłady to przestrzenie dwóch dość istotnych, europejskich dworów. I w negocjacjach nad tą organizacją przestrzeni nie bierze udziału żaden pośrednik? To jest aż dziwne, bo każdy wie dobrze, jak trudno pozbyć się pośredników, kiedy w grę wchodzą naprawdę wielkie budżety. Jak więc było ? Czy tych pośredników nie było naprawdę, czy może byli i to oni aranżowali spotkania pomiędzy mecenasem a artystą. Jeśli idzie o Kossaka i Wilhelma II, to sprawa jest jasna, rzecz zaaranżował Fałat, których chciał się Kossakiem posłużyć, ale wyszedł na tym, jak Zabłocki na mydle. Jak było w innych przypadkach nie wiem, ale sądzę, że inaczej. Trzeba by się było zastanowić kto kreował malarzy dworskich i czy prócz zleceń władcy realizowali oni jakieś inne zlecenia, a jeśli tak to w jakim czasie, przez kogo zamawiane i jak to wpływało na dynamikę rynku, którą czasem nazywa się sławą.

Być może sprawy te są dla wielu osób oczywistością, ale dla mnie są zagadką, a myślę o nich ponieważ w przyszłym i następnym tygodniu czeka mnie poprawianie komiksu Sacco di Roma, w którym pojawi się Michał Anioł. Nie będzie to łatwe, ze względu na dynamikę tego projektu, to znaczy ze względu na kształt i wygląd plansz. Niestety ani ja ani autor rysunków, czyli Tomek Bereźnicki, nie uzyskamy, jak Michał Anioł, legitymacji od żadnej władzy, jakość tego albumu będzie oceniona tylko przez Was i być może przez Was zostanie doceniona. Realizując wszystkie swoje pomysły nie mogę się uwolnić do dręczącej mnie myśli, a tyczącej się tego, że jestem skończonym durniem, zabierając się za to wszystko. Sprawy bowiem wyglądają zdaje się tak – wielkie zlecenia polityczno-propagandowe napędzają rynek i kreują koniunktury przez dekady, a nawet stulecia. Dzieje się tak poprzez naśladownictwa, konkurencję, a także poprzez chęć przejęcia budżetów, które na różne zlecenia wykładają inni, zawistni sponsorzy. Wielkie zlecenia polityczno-propagandowe stworzyły nowożytną kulturę europejską, która następnie została przejęta przez pośredników, dla których istnienie rynku było kwestią życia lub śmierci. Należało za wszelką cenę utrzymywać dynamikę tego rynku, a mówimy cały czas o rynku przedmiotów sztuki, które przestały być z czasem elementami porządkującymi wyobraźnię mas, a stały się czymś innym – rozrywką, komunikacją, dekoracją, upominkiem. Te nowe funkcje nadawał przedmiotom pośrednik, który był częścią jakieś organizacji. My nie znamy ani tego pośrednika, ani nazwy organizacji, ale wiemy, że tak musiało być – jeśli jest towar i popyt, musi być pośrednik i on musi być wyspecjalizowany. Ja nie twierdzę, że to od razu musiał być żyd, ale każdy pamięta anegdotę ze wspomnień Wojciecha Kossaka, o tym, jak jego ojciec Juliusz malował akwarelki, a za nim stał jego żydowski kolega, który porywał je, jeszcze mokre i leciał z tym na giełdę. Ta mieściła się w jakimś lokalu, gdzie urzędowała większa ilość pośredników, faktorów i agentów. Nie mieli oni pojęcia ani o ikonografii dzieła, ani o technice, nie znali się też na koniach, ale za to rozumieli rynek. Oni nim wręcz oddychali, byli jego twórcami.

I teraz dochodzimy do kwestii niezwykle delikatnej – jak wielkość budżetów na zlecenia polityczno-propagandowe wpływa na zachowanie pośredników. To jest istotne, bo czasem ktoś usiłuje wmawiać ludziom, że sztuka ewoluuje i zmienia się według jakichś rozpoznawalnych i dających się logicznie uzasadnić zasad. To są brednie. Prace Kozyry nie mają nic wspólnego z pracami Leonarda. Ewoluuje jednak rynek, a jego ewolucja przebiega według następujących zasad. Wielki mecenas, nieważne – papież czy państwo – musi chronić przed pośrednikiem budżety na propagandę i reprezentację, musi też chronić i strzec zasad, które gwarantują jakość tej reprezentacji. Upraszczając wszystko w sposób straszliwy przyjmijmy, że w epoce nowożytnej gwarantem jakości, a co za tym idzie gwarantem wysokości budżetu była sława artysty. Suma tych sław została tu przeze mnie określona dynamiką rynku. W miarę jak na rynku sztuki przybywało pośredników, szykujących zamachy na budżety lub kreujących własne w myśl nowych zasad, potrzebna była jakaś instytucja, która będzie gwarantem jakości nie tylko dzieła, ale także gwarantem wielkości i powagi mecenasa. Budżety bowiem, kreowane przez pośredników, nie znających się na koniach, technice malarskiej i chrześcijańskiej ikonografii, zaczęły dorównywać budżetom wielkich mecenasów. Pośrednicy też chcieli zarabiać i zaproponowali, bogacącej się klienteli inne, także ciekawe jakości, za które można było płacić. To znaczy, nie oni zaproponowali, ale wskazani przez nich ludzie, których opłacało się jakimś groszem.

Gwarancją więc jakości zleceń państwowych została akademia. I ona gwarantowała też wysokość budżetów przeznaczanych na sztukę przez państwo. To musiało nieźle wkurzyć pośredników. Tak myślę. Zwalczanie akademii i nowe propozycje artystyczne, mają oczywiście związek z ikonografią, końmi, techniką i różnymi nowinkami, ale mają też, w mojej ocenie, ścisły związek z budżetami, na które łakomili się pośrednicy. Sytuacja, którą tu opisuję jest oczywiście modelowa, uproszczona i domaga się jakichś uszczegółowień, jakiegoś opracowania zatytułowanego – „Historia sum przeznaczanych na realizację zleceń artystycznych”. Nic takiego rzecz jasna nie zostanie napisane. To jest oczywiste, ale czasem miło sobie o tym pomyśleć, szczególnie jeśli człowiek zabrał się za wydawanie wysokiej jakości komiksów opowiadających o czasach Michała Anioła, w chwili, kiedy nic nie wróży, by pojawiła się najmniejsza choćby koniunktura kreowana przez ośrodki władzy, dotykająca tych tematów. Dlaczego ja się upieram, że pośrednicy wynajmują ludzi do kreowania koniunktur w opozycji do wielkich zleceń i wielkich budżetów? Bo widzę, czym się zajmują historycy sztuki. Czy któryś może napisał biografię Kossaka? Nie przypuszczam. Oni nawet biografii Kozyry nie napiszą, bo i o czym tu pisać. Mają za to inne zatrudnienia, które narzuca im pośrednik. Weźmy choćby takiego Gorzelika, dyplomowanego historyka sztuki z aspiracjami. O proszę

https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/460181-wulgarna-reakcja-separatysty-gorzelika-na-pewne-zaproszenie

Na dziś to tyle, wracam do socjalizmu, którego już znieść nie mogę. Muszę to skończyć jak najszybciej.

Zapraszam do księgarni www.basnjakniedzwiedz.pl do sklepu FOTO MAG, do księgarni Przy Agorze i na stronę www.prawygornyrog.pl

 

 

Tak się niestety składa, że dynamika rynku (a nie mówiłem, a nie mówiłem) w związku z okrągłymi rocznicami politycznych sukcesów Polski, jest tak słaba jak nigdy chyba do tej pory. Mamy wielkie plany dotyczące tłumaczeń, które od kilku lat są realizowane z budżetów, generowanych bieżącą sprzedażą. Niestety budżety te nijak nie pokryją dalszych, będących w trakcie realizacji projektów. Jeśli więc ktoś ma taki kaprys, żeby wspomóc mnie w tym dziele i nie będzie to dla niego kłopotem podaję numer konta. Ten sam co zwykle

 

47 1240 6348 1111 0010 5853 0024

i pay pal [email protected]

Jestem tą koniecznością trochę skrępowany, ale ponieważ widzę, że wielu mniej ode mnie dynamicznych autorów nie ma cienia zahamowań przed urządzeniem zbiórek na wszystko, od pisania książek, do produkowania filmów włącznie, staram się odrzucić skrupuły. Jak nic się nie zbierze trudno, jakoś sobie poradzę…

  17 komentarzy do “O sztuce i ekonomii”

  1. Znany producent filmowy z Warszawy odstawił najlepszy numer mijających wakacji. Należy mu się palma pierwszeństwa i nagroda Darwina, jeśli odnajdą ciało. Dla mnie jeszcze bardziej zagadkową sprawą od zaginięcia pasierba jest pytanie, dlaczego miliarderzy kupują prace Wilhelma Sasnala, Magdaleny Abakanowicz, Henryka Stażewskiego, Wojciecha Fangora albo Xawerego Dunikowskiego? Obiektywnie są one niewiele warte, moim zdaniem nic nie są warte. Gdyby jakiś marszand przyszedł do mnie i zaproponował podobne brzydactwa to bym spuścił psy, no chyba, żeby miał jakieś akty. To smutne, że mamy takie elity bez gustu i smaku, które muszą konsultować się u obcych ludzi, pytać co jest ładne. Zaginiony był bardziej samodzielny i zdecydowany w poszukiwaniu wrażeń estetycznych, chociaż ta kelnerka nie była jakaś rewelacyjna, ale jeśli miała głowę na karku i zachowała się właściwie, to może w przyszłości odziedziczyć część fortuny.
    Przedwojenne, zasymilowane, spolszczone żydostwo prezentowało naprawdę wysoki poziom. Oni właśnie stworzyli socjalistyczną teorię państwowotwórczą, z której korzysta PiS i ta szkoła ma uznanie na Zachodzie. Wykształceni Amerykanie już dawno dali sobie spokój i przekazali sprawy państwowe w całości w ręce Żydów, bo im ufają, a sami wolą rzucać lassem albo tracić pieniądze w Las Vegas, natomiast taki Bibi Netanjahu z małżonką to jest w ogóle jakaś nieporównanie niższa liga. Nasze elity prezentują typowe polskie wady i słabości, natomiast okazuje się, że emigracja do Izraela i zamieszkanie z dala od Europy też degeneruje. Pamiętam urodzonych przed wojną, wywodzących się z inteligencji żydowskiej ludzi – byli to przyzwoici i kulturalni, normalni Europejczycy. Oni na pewno nie inwestowaliby w żadne bohomazy, ani nie szaleli na wodzie, jak ograniczeni umysłowo, poza tym zatrudniali dobrych architektów. Jaki mecenas, taka sztuka.

  2. Kupują, bo jesteśmy w tej fazie dynamiki rynku, w której rządzą pośrednicy i oni narzucają kryteria oceny oraz kreują budżety. Przez podstawionych ludzi rzecz jasna. Sami bowiem zajmują się łączeniem rynku tych śmieci z innymi rynkami i to daje im zyski prawdziwe

  3. Polska katolicka jeszcze w XIX wieku i na początku XX w. dawała wszystkim jej mieszkańcom – biednym i bogatym – wolność, której dzisiaj nam brakuje. Przyczyną nietrafionych decyzji inwestycyjnych jest między innymi pedagogika wstydu uprawiana w szkołach. Dzieci nie mają możliwości wypowiedzieć sie, co im się podoba, a co nie. Sztuka nowoczesna jest odzwierciedleniem totalitaryzmu naszych czasów i dotyczy to także nakazu poprawności politycznej, edukacji demokratycznej, równościowej i antydyskryminacyjnej, którego krytykowanie jest niedopuszczalne. Korzystają na tym pośrednicy sprzedaży, aparat przemocy i sami nauczyciele, którzy mają w nosie sens istnienia szkoły, byle na pierwszego był przelew, ale wystarczy być sobą i opierać się na własnym, dobrym guście, a pośrednicy czmychają gdzie pieprz rośnie.
    Każdy z natury posiada jakiś gust, o ile go nie zepsuł przez modę i złe wychowanie, a kryterium oceny wartości dzieła sztuki jest bardzo proste, dlatego o tym się nie mówi.

  4. Akurat dzieci nie mają najmniejszych oporów, by nazywać brzydotę po imieniu.

  5. Taka asertywność estetyczna jest naturalnym zachowaniem, które jest potem psute przez dorosłych.

  6. Drogi Coryllusie, trochę gubię się w Twoich opowieściach o budżetach. Pośrednicy na rynku malarzy impresjonistów et consortes pojawili się wraz z nadwyżkami kasy u dorobionych na kolejach, stali, chemikaliach i ropie amerykańskich, aspirujących prostaków. Pośrednicy zawsze pojawiają się tam, gdzie pojawia się wolna gotówka w dużych ilościach i kombinują jak i za co ją przechwycić. Pośrednicy na rynku kultury nie polują na budżety państwowe ale, co najwyżej, na budżety zakupowe dorobkiewiczów zmieniając przy okazji pojęcia piękna i gusty konsumentów. Akademia zaś zawsze pituli swoje za budżety państwowe a że kasa w rękach dorobionych prostaków przewyższa dziś budżety państw to inna bajka.

  7. Z sieci: „No i mamy nową definicję słowa pedagog. Jest to ktoś taki, kto własnych wychowanków przywiązuje do machiny oblężniczej jako zakładnika w celu uzyskania osobistych korzyści”.

  8. Jest jeden rynek gdzie wciąż jeszcze króluje „normalość” w sztuce. Gdzie jest przystojny tata ładna mama i usmiechnięte dziecko miedzy nimi , a kot czy koń wiernie podobny jest temu z rzeczywistości. Są piękne kolory, pejzaże, mila uchu muzyka. To rynek reklam.

    Stawiam tezę że promowana nachalnie i wszedzie brzydota i dewiacja ma jeden cel – zwiekszenie sprzedażowej skutecznosci reklam ktore na tym tle mają się jawić niemal jak utracony raj.  Do czasu gdy dewiacja i psie gówno nie pojawi się w reklamie proszków nasennych możemy spać spokojnie.

  9. >Wielu ludzi lubi fascynować się złożonymi stosuneczkami pomiędzy krnąbrnym malarzem czy rzeźbiarzem, a bogatym i wpływowym mecenasem…

    Bankier Marchese Vincenzo Giustiniani (1564-1637), jego przyjaciel kardynał Francesco Maria del Monte (1549-1627) i awanturnik Michelangelo Merisi (1571-1610) – zasłużony dla koneserów i miłośników

  10. no trafiłeś w punkt, w ostatnim filmie Woody Allena, coś z tytułem o deszczu w Nowym Yorku, bohater filmu dwudziestoletni zblazowany mieszkaniec Manhattanu, pokerzysta, czeka na narzeczoną i z nudów idzie do Muzeum z koleżanką ze szkoły,  no i przez około 5-6 minut filmu można rzucić okiem na obrazy impresjonistów, duże formaty w pięknych złotych ramach, malowane na zamówienie opłacane z nadwyżek kasy zarobionej na kolejach, stali, chemikaliach, ropie – dla tych co nie będą nigdy w NY warto iść na ten film zobaczyć te 5 minut, chociaż sama fabuła (ośmieszenie wybranej grupy społecznej) bardzo udatne a więc też warte obejrzenia.

  11. A kto to gówno zamawia i płaci – władze lokalne z budżetów lokalnych. Rynku na Kozyrę nie ma i nie będzie.

  12. Nie ma takiej siły, która spowodowałaby że te obrazy stracą na wartości. Przynajmniej ja jej nie dostrzegam.

  13. Właśnie o to chodzi! Pośrednicy zamienili wartości estetyczne, moralne, poznawcze i wszelkie inne na pojęcie lokaty kapitału (nadwyżek gotówki). I to się zaczęło od impresjonistów i trwa do dziś – dzieła sztuki jako lokata kapitału. Z czasem doszło wszystko inne z winami czy whisky na czele. Nikt zaś na światowym rynku nie rozbudzi popytu na polskich pacykarzy (z nielicznymi wyjątkami) jako rokujących zysk z inwestycji. A zysk z inwestycji to jest dzisiejsze kryterium oceny dzieła sztuki. I, tak myślę, nikt w Polsce tak tego nie widzi, zwłaszcza Akademia.

  14. Bo rynek sztuki jest dziś tylko parawanem dla transferu budżetów

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.