sierpień 202021
 

Każdy musiał przejść przez tę gehennę, jaką była nauka języka polskiego w szkole, a szczególnie charakterystyka epok literackich, czyli czegoś, co nigdy nie istniało, istnieć nie mogło i istnieć nie będzie. Szkoła bowiem w Polsce zajmuje się rozpowszechnianiem fikcji i zmuszaniem zdrowych i normalnych ludzi do podejmowania wysiłku umysłowego służącego w istocie deprawacji. Co to jest romantyzm i co to jest pozytywizm? Nie są to żadne epoki literackie, jak się zdaje urzędnikom od edukacji i kultury, a także niektórym nauczycielom. To są sposoby dystrybucji treści na obszarze objętym zaborami, ze szczególnym wskazaniem na zabór rosyjski. Są to także sposoby dystrybucji treści w środowiskach emigracyjnych. Już to powinno wszystkim dać do myślenia, albowiem zorganizowana dystrybucja, w sytuacji kiedy nie ma polskiego ministerstwa edukacji, ani żadnych innych instytucji, jest po prostu podejrzana. Nic więcej utworów zaliczanych do nurtu romantycznego nie różni od treści pozytywistycznych. Ktoś powie, że jednak różni, bo Kordian różni się przecież od Lalki. Są to różnice powierzchowne i nieistotne, na których skupia się właśnie polska szkoła. Zapoznam teraz wszystkim ze szczegółowymi elementami owej dystrybucji, które rzutują na przekaz poszczególnych utworów. Taki Mickiewicz był całkowicie zależny od wydawcy. Konia z rzędem temu kto pamięta jego nazwisko i umocowania. Ja w tej chwili także nie pamiętam, a nie mam czasu sprawdzać, ale jak ktoś znajdzie minutkę, nie się przekona kim byli wydawcy Mickiewicza, którzy eksploatowali jego poezję gdy żył. Słowacki był zależny do matki i jej pieniędzy, a widać to w całym festiwalu deficytów, jakie ujawnia w swojej twórczości. Ponoć też grał na giełdzie. Ciekawe kto go w to wtajemniczył i ile rzeczywiście zarobił, a także na co to wydał. Dystrybucja poezji romantycznej miała charakter środowiskowy. Była przeznaczona dla mocno już znudzonych i zdeprawowanych kół emigrancko-arystokratycznych, przerośniętych agenturą rosyjską. Ludzie ci usiłowali porozumiewać się szyframi, co dziś odbierane jest jako nowatorstwo formalne.

Jeszcze Krasiński, który był zależny od swojego ojca, zaprzedanego Petersburgowi, kształtującego wyobraźnię syna i narzucającego mu sznyt antysemicki, albowiem był antysemityzm jednym z filarów samodzierżawia. Żaden z tych autorów nie wpływał za życia na szersze masy mówiące po polsku, nawet jeśli drukowany był w gazetach. Misja bowiem prasy, szczególnie żydowskiej, była inna niż misja w jaką wierzyli poeci romantyczni. Nie usiłując jej bynajmniej realizować, ale ględząc o niej bez przerwy i opamiętania. Próba wprzęgnięcia Mickiewicza w plany i propagandę tej prasy zakończyła się jego otruciem.

Wszyscy autorzy pozytywistyczni byli przede wszystkim dziennikarzami. Ich warsztat, misja i temperament były natury gazeciarskiej, czyli doraźnej, płaskiej, adresowanej do masowego odbiorcy. W tym zostali wychowani i w taki sposób – masowy – rozumieli dystrybucję. Zrezygnowali z romantycznych szyfrów, tajemnic i rzekomych głębi, na rzecz prostych i czytelnych emocji. Byli o wiele bardziej emocjonalni w rozumieniu współczesnym niż romantycy – gromadka ponurych cwaniaków, usiłujących wyrwać się spod kurateli oficera prowadzącego, matki albo ojca poprzez stworzenie pewnego złudzenia, wskazującego, że ich myśli i plany dalekie są od spraw tego świata.

Pozytywistom płacono wierszówkę. Był to szczęśliwy czas dużych wierszówek, zaliczek wypłacanych na poczet przyszłych felietonów i reportaży, czas, który nigdy już nie wróci. Pozytywiści znajdowali się w o wiele bardziej komfortowej sytuacji. Pomiędzy nimi bowiem a czytelnikiem nie było żadnych pośredników o naturze cerbera. I nie pokładano w nich przesadnej wiary, co tylko im pomogło. Mogli robić co chcieli, pod warunkiem, że nie weszli w drogę cenzurze. No, a wszyscy wiemy czym była carska cenzura – kaszką z mleczkiem, jeśli porównać ją z cenzurą nawet taką jak znana z późnego PRL.

Prasa, a tytułów było wówczas naprawdę dużo, potrzebowała autorów i tekstów. Każdy więc miał szansę. Wobec słabości cenzury i zmiany formuł dystrybucji, zatrute treści produkowane przez romantyków, przerobione na bardziej strawną papkę przez pozytywistów mogły wreszcie trafić pod strzechy. Były to – podkreślam – w wymowie te same treści. Różnił je jedynie sposób dystrybucji oraz mniejsza kontrola aparatu cenzury, który w czasach pozytywistów był zinstytucjonalizowany, a to znaczy, mniej groźny. Nie można bowiem sobie było wyobrazić, że jakiś agent ochrany zainstalowany w redakcji donosi na Sienkiewicza czy nawet na Krzywickiego, a ten potem zostaje zesłany na Syberię. Romantyków pilnowali szpicle osobiście zainteresowani tym, by wsadzać pojedynczych ludzi i inkasować za to pieniądze. Poza tym sami romantycy byli częścią aparatu opresji, w co dziś nikt nie chce uwierzyć.

Kłopoty całe, w tym także nasze kłopoty w szkole, miały swoje źródło w tym iż pozytywiści, zachłyśnięty swobodą i wysokością zaliczek, a także nakładami, w jakich wydawano ich książki, wierzyli iż jedyną sensowną misją jaką mają, jest propagowanie wiary w literaturę romantyczną. Większość z nich wierzyła także w socjalizm. Niestety okazało się w pewnym momencie, że pozytywistyczna proza i jej gazeciarski charakter nie spełniają misji, jakie dla nich wymyśliły organizacje międzynarodowe. I przez to właśnie prasa i wydawnictwa w Polsce zostały gruntownie zreformowane. Na czele reformy, odbywającej się poza strukturami państwa, a dokonanej za pomocą przekupionych urzędników wydających koncesje na druk, stanęła rodzina Natansonów. Niestety nie dało się już zamknąć do kufra wielu pozytywistycznych autorów, którzy zaczęli coś tam dziamdziać po swojemu, pisać jakieś krytyki rewolucji, chwalić ziemiaństwo, domagać się rewizji poglądów socjalistycznych. Trzeba było wykreować autorów nowych, dojrzalszych, takich, którzy twórczość swoją zwiążą z nowymi nurtami w nauce. Autorów, którzy zrezygnują z baśniowości i mitologizacji historii, a pójdą raczej w stronę psychologizowania i obyczajowości, które z kolei staną się tłem dla kreacji postaw naprawdę godnych naśladowania. Niestety nawet drastyczne podniesienie honorariów, nie wywołało przesadnego zainteresowania tymi propozycjami. No, ale pojawił się Żeromski i to on został krzyknięty nowym wieszczem, albowiem nawet Natansonowie nie mogli wyrzucić na śmietnik romantycznego klucza do serc Polaków. To zaś świadczyć może tylko o jednym – osobiste zainteresowanie agentów w donoszeniu na bliźnich jest najważniejszym elementem wszystkich aparatów opresji. Te zaś nie mogą się przesadnie unowocześniać, albowiem zostaną przejęte przez organizacje sprawniejsze w działaniu. Nawet jeśli tym organizacjom uda się zwerbować tylko jednego gamonia i będzie to ktoś tak żałośnie pretensjonalny, jak pan Stefan.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-i-2/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-ii/

  23 komentarze do “O technicznych różnicach między romantyzmem a pozytywizmem”

  1. Słowacki pracował w urzędzie skarbowym, który się mieścił w dzisiejszej siedzibie Wojewody mazowieckiego na pl.  Bankowym , natomiast kto go przekonał do tych rachunków nie wiem, ale zajrzę do Rymkiewicza może coś tam jest wytłumaczone w tej sprawie

  2. No popatrz, popatrz – a Marks ciągle świeży, aktualny mimo zmieniających się epok i wydawców! Elity faktycznie rządzące czytają Marksa a nie Słowackiego (Karoń odkrył tę zasadę).

    Państwo polskie nie zrobiło absolutnie nic w zakresie prawa, reform instytucjonalnych, infrastruktury, wybudowania ośrodków o podstawowym, ale niskim standardzie, przeszkolenia i wyposażenia służb, mimo, że problem migracji jest dobrze znany od 2015 roku.

    To po co nam takie państwo i czym się zajmuje w takim razie?

    Oswald von Wolkenstein z Dolomitów znał dziesięć języków i przemierzył służbowo połowę znanego wówczas świata, a poezją zajął się na emeryturze, przy czym nie opowiadał żadnych pierdół.

    W naszych czasach Martyna Wojciechowska z National Geographic pokazuje nam świat, ewentualnie Klaudia El Dursi z TVN.

     

    A tymczasem projekt homunculusa jest już prawie gotowy i polscy lekarze wraz z policją są przygotowani, żeby wykręcić nam ręce i wstrzyknąć substancję, która zmieni naszą substancję.

     

    https://images.app.goo.gl/ZTQ8zpVhaRN8ntZW8

  3. Johann Wolfgang von Goethe: Faust II, 1832, Zweiter Akt, Laboratorium

    „Es leuchtet! seht! – Nun läßt sich wirklich hoffen,Daß, wenn wir aus viel hundert StoffenDurch Mischung – denn auf Mischung kommt es an –Den Menschenstoff gemächlich komponieren,In einen Kolben verlutierenUnd ihn gehörig kohobieren,So ist das Werk im stillen abgetan.Es wird! die Masse regt sich klarer!Die überzeugung wahrer, wahrer:Was man an der Natur Geheimnisvolles pries,Das wagen wir verständig zu probieren,Und was sie sonst organisieren ließ,Das lassen wir kristallisieren.“

  4. (cytat znaleziony i zaczerpniety z fachowego portalu chemii niemieckiej)

  5. Poeci emigracyjni mieli ogromną swobodę pisania. Piszą to co chcą, bo piszą po polsku, a do kraju książki trzeba przemycać, bo cenzura jest ostra. Niech Pan zwróci uwagę jak topornie i nieudacznie idą tłumaczenia np.: na francuski. Norwid ma straszne kłopoty z wydawaniem swoich utworów. Dziw, że wcześniej nie umarł z głodu. W kraju popularny jest Pol, Lenartowicz, Ujejski, Syrokomla i to się nie zmieni nawet w tzw. epoce pozytywizmu. Pozytywiści mają niewielkie oddziaływanie na czytającą publiczność. Piszą językiem ezopowym i obowiązuje zasada ” żadnych marzeń panowie”. „Lalka” nie cieszyła się powodzeniem, bo wszyscy czytali Sienkiewicza. Wstrząsające jest co innego, w jaki sposób wykorzystywano fragmenty utworów Mickiewicza i do jakich celów. Patrząc na to bez emocji, powiem, że jedni i drudzy tworzyli mitologię narodową i nie była to pedagogika wstydu.

  6. Wszyscy wiedzą, że związany był z Zakonem Iluminatów. Jak w tym sensacja?

  7. Ano taka sensacja, że narody słowiańskie będąc pod światłym przewodnictwem mają historyczną szansę wziąć udział w eksperymencie, który na zawsze zmieni los ludzkości. Zarówno osoby dorosłe, kobiety, mężczyźni, jak i dzieci, te urodzone i będące w łonach matek. Czyż to nie wzniosłe i romantyczne zadanie?

  8. … a może jednak może pan Czytelników zaopatrzyć w tłumaczenie?

  9. A co to ma wspólnego z romantyzmem?

  10. Należy jeszcze rozważyć, czy polski homunculusa ma szwargotać po niemiecku czy po francusku? Mogą być zresztą wyprodukowane dwie wersje: chłopska z zaprogramowanym niemieckim (dodatkowy znak rozpoznawczy – kapelusz tricorn) i arystokratyczna z francuskim (w formie karła w stroju szlagona wg zachodnich wyobrażeń stylu polskiego polonaise).

  11. Raczej turban i czador. A język pewnie bardziej swoiski.

  12. Trzecia wersja homunculusa (postac, forma, wzorzec) – powstaniec, prowokator z ewidentnie niechlujnie przetlumaczonym z niemieckiego zaprogramowanym jezykiem i wada wymowy „r”.

  13. Albo tak: typ z niemieckim w tricornie, z pelerynką i aktami pod pachą to urzędnicy państwowi, nauczyciele, klasa średnia (6 tysięcy złotych brutto), a typ chłopski disco polo to dresy w różnych fasonach (wzorzec: rodzina Majdanów, rodzina Lewandowskich), tysiąc podstawowych słów w języku angielskim plus polskie przekleństwa (*urwa etc.)

     

    Wszystkie postaci zmniejszone w stosunku do wielkości normalnego człowieka w skali 1:2 ze względów ekonomicznych i bezpieczeństwa.

  14. Błyska! Spójrz, panie! Ach, jak to pociesza —
    Ta pewność! Gdy się sto materii zmiesza,
    — bo wszystko na mieszaniu, wiedz, polega —
    gdy się ludzką materię sprawnie skomponuje,
    zagotuje, zalutuje, wreszcie zesterylizuje —
    2435
    dzieło jest już zrobione, jak waść tu dostrzega.
    znowuż ku ognisku zwrócony
    Staje się! — Spójrz — już wnętrze rozjaśnione!
    Masa się rusza, a z tym przeświadczenie,
    że wszelkie tajemnice, wszelkie mroki, cienie,
    2440
    którymi się przyroda okrywa ostrożna,
    rozumem spenetrować i dochodzić można —
    co ona zorganizowała,
    to wiedza skrystalizowała.

    https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/goethe-faust-czesc-druga.html

    WAGNER

    2420
    Seks, NaukaBroń Boże! Przestarzałość! To się tak robiło!
    Od dziś sposób płodzenia odmieni się cale[211];
    za chwilę sam obaczysz, że ja się nie chwalę.
    Te miejsca delikatne, z których życie tryska,
    owa przymilna siła, która z wnętrza parła,
    2425
    pożądanie, chęć owa, tak nam ongi bliska,
    owo branie, dawanie — to przeszłość zamarła!
    Ostawmy ją zwierzętom!! Lecz człowiek przyszłości,
    wielki — nie może powstać z cielesnej miłości.

  15. Czyli nie „epoki literackie” a „mądrości etapu”. Dziś np. Tokarczukowa jest piewczynią nowego etapu

  16. a przed malinowym garniturem bieży baranek a nad nim leci motylek

  17. Brawo! Dokladnie tak…

     
    AKT PIERWSZY
     
    PROLOG
     
    Faust, Ariel, Chór Elfów. Urocza okolica. Faust leży na łące kwiecistej; znużony; pogrążony w śnie niespokojnym. Jutrznia. Pląsający krąg małych, nadobnych duchów.

    ARIEL
     


    śpiew przy akompaniamencie harf eolskich…

  18. To już się stało.

    Jesteśmy homunculusami kulturowymi, a niektórzy zostali poczęci in vitro

     

    https://images.app.goo.gl/oYFmjZestUrsuSNh6

     

    https://m.youtube.com/watch?v=HNLPXzlz6-I

     

    Ps. Skoro jest mowa o romantyzmie, to tradycyjnie powinniśmy poszargać pamięć o pani Marii Janion.

  19. może poszukać wśród krewnych Janionówny , może są w tym temacie jakieś  rękopisy znalezione w Mońkach a może ona wdrażała tylko to co jej Żółkiewski z KC pozwolił

  20. Dziękuję za tłumaczenie.

  21. „Popatrzcie na mnie, chłopcy”, to ja rodak Szopena. Mogę wam zagrać „Preludium deszczowe”.

    Mój romantyzm to nic innego jak rodzinne od dawna zaginione widokówki z początku XX wieku, z których podkoloryzowana katedra mediolańska pozostawiła niezatarty ślad.

    Dodałem do ilustracji widokówkę z internetu (znacznie gorszej jakości), a moje własne zdjęcia niestety prześwietlił biały marmur katedry. Dla rozrywki dołożyłem jeszcze fragmenty listów innego wielkiego romantyka.

  22. Goethe, nieprzyjaciel Polski, zwolennik zaborów i germanizacji siłowej z pewnością zaprogramowałby uproszczoną wersję jezyka niemieckiego, a dla wadliwych osobników lokację w KL Buchenwald, którego celowej lokacji w miejscu związanym z tym znanym wierszokletą ponoć nie można wykluczyć .

    Śmieszą i przerażają mnie te różne polskie hołdy dla tej postaci, szkoły jego imienia itp. Jesteśmy narodem dumnym?

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.