Lip 022017
 

Kiedy nie było prądu, siedziałem tu wieczorami z moimi dziećmi i opowiadałem im o dawnych czasach. Były to historie niełatwe, albowiem dawnymi czasy nic nie było tak proste jak dziś. Gadałem o wszystkim, o moich szalonych kolegach, o tym, jak się Waldek powiesił w progu domu kiedy mu babka umarła i o innych jeszcze sprawach. Michalina słuchała tego z otwartym dziobem, a kiedy skończyłem odezwała się w te słowa – tatusiu, miałeś takie wspaniałe życie, a ja tylko skaczę bez przerwy na tej trampolinie…Nie wiedziałem co powiedzieć…wspaniałe życie…wszystkiego mógłbym się spodziewać, ale nie tego, że usłyszę coś takiego. Kupujemy tym dzieciom wszystko co wydaje nam się najlepsze, organizujemy im zabawy i różne zajęcia prowadzone przez profesjonalistów od tańca, śpiewu, recytacji i czego tam jeszcze. One zaś po wysłuchaniu historii o nieszczęśliwym wisielcu stwierdzają, że to nie jest to czego naprawdę w życiu pragną. Nie wiem jak Was, ale mnie to napawa otuchą. Okazało się bowiem, że nie ma tak potężnej machiny propagandowej, która zawładnie wszystkimi emocjami i będzie je programować dla swoich korzyści. Wystarczy często byle co, żeby ją unieważnić. Dobrze opowiedziana historia, żart, uścisk ręki…cokolwiek. Jeśli okaże się, że działa, to znaczy, że jesteśmy wolni. Był ostatnio ten festiwal komiksu w Przystanku Historia. Przyszło do nas sporo ludzi, siedzieliśmy, gadaliśmy, śmialiśmy się głośno i wszyscy nam zazdrościli. Byliśmy wolni. Myślę, że to stanowi o sile tego bloga i środowiska, które się wokół niego zebrało. I tego właśnie trzeba strzec. Obok były inne stoiska, które może miały lepiej sprofilowaną ofertę, może miały lepiej wydane albumy, choć w to akurat wątpię, ale to u nas było najwięcej ludzi. Patrzyłem na kolegów z sąsiednich stolików i wiedziałem, że oni nie rozumieją o co tu chodzi. Ja zaś, wiem, że to okropne, ale nie będę się tu krygował, doskonale widziałem, dlaczego oni się nudzą i nic nie sprzedają. Na tym Festiwalu królowała metoda osiągania sukcesów wycięta z przysłowiowego Kuriera. Ktoś komuś dał receptę, ktoś inny ją zrealizował według swoich wyobrażeń i miar. No i z tego miało się coś urodzić. Najpewniej popularność. Nic z tego nie będzie. Udzieliłem na tym festiwalu trzech wywiadów, jednego dla państwowego radia, a dwóch dla Janka Bodakowskiego. Opowiadałem same herezje, jeśli na rzecz spojrzeć z punktu widzenia promotorów komiksu historycznego, a że głos mam donośny, wiele osób to usłyszało. No, ale zacznijmy od tego co było na innych stoiskach. Nie wiem jak się sprzedaje w Polsce manga, ale na Festiwalu schodziła słabo. Jeśli obok mnie było stoisko Wojskowego Biura Edukacji Obywatelskiej, na którym leżały same gratisy, trudno było wymagać, żeby ludzie kupili cokolwiek od pana promującego swój pierwszy album, opowiadający dzieje generała Maczka. Album ten, jak mniemam stanowiący początek działalności graficznej autora, wydany był na fatalnym, śliskim papierze. Strony były na trwałe sklejone, trzeba było się namęczyć, żeby oddzielić jedną od drugiej. Jeśli zaś idzie o historię znajdująca się w środku, to przypomnę tylko, że album o Maczku już był niedawno wydany przez rzeszowski IPN. Trudno więc liczyć na to, że szczupłe grono czytelników komiksów historycznych zainteresuje się kolejnym. No, ale dobrze, każdy ma swoją drogę i nią podąża. Niech szczęście sprzyja wszystkim. Ja, ze swojej pozycji outsidera chciałem poczynić tylko kilka spostrzeżeń dotyczących konstruowania oferty i promocji. Popełniłem w tym zakresie taką ilość błędów i tyle za to zapłaciłem, że chyba mogę…a nawet jeśli nie mogę, to trudno i tak powiem.

Nie można promować komiksu kładąc na stoisku obok starych, dawno już przez wszystkich przeczytanych albumów, rzeczy nowe ale beznadziejnie słabe, albo nie wykończone po prostu. Jest taka moda – rysownikom się spieszy, więc pozostawiają swoje dzieło w formie szkicu, a potem wydawca wmawia odbiorcom, że to taki plan. Taki efekt artystyczny. To nie jest żaden efekt tylko niedoróbka. Nie można tam także położyć wydanej w bardzo brzydkiej szacie książki pod tytułem „Edukacyjny potencjał komiksu historycznego”. To jest gwóźdź do trumny całego handlu. Tam powinna leżeć pięknie narysowana historia o wisielcu i jego niełatwym życiu. Wtedy może by się coś sprzedało. Wtedy byłaby dobra handlowa trampolina. Nie wcześniej. Żaden potencjał edukacyjny komiksu historycznego nic nie pomoże, a to z tego względu, że komiks nie spełnia funkcji edukacyjnej. To jest stwierdzenie straszne, ja wiem, ono wyciąga podłogę spod stóp wszystkim ludziom tworzącym komiksy za dotacje i motywującym swoją działalność potencjałem edukacyjnym. Oni się tym nie przejmą, to jasne, bo kim ja w końcu jestem, i dalej będą nawijać o tym potencjale. Komiks nigdy nie miał, nie ma i nie będzie miał takiego potencjału. Jeśli zaś ktoś spróbuje do komiksu coś takiego dołączyć, będzie siedział sam na swoim stoisku w czasie tego festiwalu i będzie się nudził jak mops. Komiks ma przede wszystkim walor rozrywkowy, a jeśli takowy schodzi na drugi plan, komiks nabiera walorów estetycznych i staje się sztuką. Obydwie te kwestie związane są z dystrybucją komiksu, czyli z handlem. Jeśli komiks jest dystrybuowany centralnie przez państwowe lub globalne sieci dystrybucji, jest rozrywką nasączoną propagandą. Jeśli znajduje się poza masową dystrybucją ma walor artystyczny i musi być perfekcyjnie zrobiony oraz wydany. O tym powinni wiedzieć zarówno autorzy scenariuszy jak i graficy. Nie zauważyłem, przyznam szczerze, by ktoś się takimi kwestiami przejmował. Nie można robić nędznego komiksu niszowego, zalatującego w dodatku smrodkiem dydaktycznym. I nie można robić masowej produkcji z przeskalowanymi ambicjami. To jest droga do klęski. Na czym polega słabość polskiego rynku komiksów? Na tym, że nikt nie podjął decyzji dotyczących sposobów jego dystrybucji. Mam tu na myśli dystrybucję komiksów wydawanych przez instytucje państwowe, takie jak IPN. Jak to ma wyglądać? Z jednej strony kameralne festiwale z nie najlepszym nagłośnieniem, a z drugiej pragnienie dotarcia do jak największej ilości odbiorców. To się nie zgrywa i kończy zawsze tak samo – rozdawaniem albumów za darmo. Wszyscy zaś wiemy jak jest traktowane coś, co otrzymujemy za darmo. Taka rzecz jest nieważna i nie ma wpływu na nic, najmniej zaś na umysły ludzi młodych. A o to chyba chodzi tym, którzy głoszą, że potencjał edukacyjny komiksu historycznego istnieje. Powtórzę jeszcze raz – nie ma czegoś takiego. Tego nie było nawet w latach siedemdziesiątych kiedy Brytyjczycy wydawali opasłe albumy opiewające chwałę imperium i potęgę Royal Navy. Wszystko co tam było, począwszy od przekroju kadłuba liniowca, na przypisach umieszczanych na dole strony miało wymiar estetyczny i służyło rozbudowaniu i zdynamizowaniu narracji. Nie żadnej edukacji, bo ta odbywa się poprzez inne receptory. Dziś kiedy już nikt nie wydaje takich komiksów jak ta brytyjska produkcja walory estetyczne poszczególnych albumów wysuwają się na plan pierwszy. Zaraz za nimi musi podążać ciekawa, dobrze skonstruowana, zaskakująca i kontrowersyjna historia. To jedynie daje jakąś szansę na sukces. Jeśli komuś się zdaje, że słaby rysownik na podstawie słabego scenariusza o szlachetnym bohaterze walczącym za Polskę zdobędzie choć jedno serce, ten oszalał. Niech już lepiej wpadnie do mnie na stoisko i posłucha historii o wisielcach. Może wyciągnie z tego jakieś ciekawe wnioski.

Dziś dopiero wstawię do sklepu najnowszy numer nawigatora, ale muszę najpierw dostać od Tomka skan okładki. Dowiedziałem się, że jarmarki Radia Wnet trwać będą przez całe lato, postanowiłem więc, o ile mnie rzecz jasna wpuszczą, pojawić się w przyszłą sobotę w budynku PASTY z tym nowym nawigatorem i innymi książkami. Serdecznie zapraszam. No i jeszcze adres nowego sklepu www.basnjakniedzwiedz.pl

  101 komentarzy do “O trampolinie….”

  1. >Przyszło do nas sporo ludzi, siedzieliśmy, gadaliśmy, śmialiśmy się głośno i wszyscy nam zazdrościli. Byliśmy wolni. Myślę, że to stanowi o sile tego bloga i środowiska, które się wokół niego zebrało. I tego właśnie trzeba strzec.

    🙂
    >Komiks ma przede wszystkim walor rozrywkowy, a jeśli takowy schodzi na drugi plan, komiks nabiera walorów estetycznych i staje się sztuką.
    >Nie można robić nędznego komiksu niszowego, zalatującego w dodatku smrodkiem dydaktycznym.
    >I nie można robić masowej produkcji z przeskalowanymi ambicjami.

    Dokładnie.
    >walory estetyczne poszczególnych albumów wysuwają się na plan pierwszy. Zaraz za nimi musi podążać ciekawa, dobrze skonstruowana, zaskakująca i kontrowersyjna historia.

    Dodać można, że ideałem jest, aby historia szła równocześnie. I kontrowersyjność wychodzi przy okazji zajmowania się prawdą – a nie jest celem.

  2. Przypominam, że dziś w Brzezinach kolejna msza za społeczność skupioną wokół tego bloga.

  3. Manga staje się coraz bardziej popularna, ale jej czytelnicy nabywają ją na konwentach anime/fantastyki, czyli 2-3 dniowych imprezach z prelekcjami, integracjami, stoiskami. Z autopsji wiem, że czytelnicy komiksów rzadko sięgają po mangę, a mangowcy po komiksy. To jakaś kwestia hermetyzowania się.

    Ale ten ryneczek będzie się rozwijał: „Ghost in the Shell” było na ekranach kin ze Scarlett Johanson, a Netflix niebawem wypuści adaptację „Death Note”.

  4. Ten ryneczek nie będzie się rozwijał. To są złudzenia.

  5. Chyba, że w ramach mangi erotycznej – w końcu gołe narządy płciowe są tak wszechobecne, że te narysowane mogą się okazać hitem…

  6. Nie podejmę tego tematu, bo szkoda czasu. Gadałem i o tym na samym początku z pewnym panem, który mi tłumaczył co trzeba zrobić, żeby było lepiej w komiksie. No to ja na to, że właśnie to robimy, na co on – ale ja nie mówię do pana – choć przecież właśnie do mnie mówił. Do mnie, a nie do tego co stał na stoisku Prószyński i s-ka.

  7. Nawet nie liczyłem, że w ogóle zareaujesz na komentarz. Ja nie siedzę w tej branży, ale przecież dla każdego, kto ma oczy wiadomej jest, że to jest nisza, bez potencjału rozwoju. Ale wiadomo też, że jak się tej niszy nie będzie pielęgnować, to się zwinie. A biznesach niszowych jakość jest szczególnie ważna, bo w zasadzie tylko ona sprzedaje produkt. W końcu słynne flaki w Piaskach przetrwały wszystkie zawirowania dziejowe i zwinęły się dopiero wraz z emeryturą właścicielki.

  8. Wokół Coryllusowego stoiska było gwarno a przecież z połowa albo i 2/3 warszawskich czy podwarszawskich blogerów jest  na wyjeździe, czyli byłoby jeszcze gwarniej.

    Trzeba trzymać poziom, ale by się działo, gdyby kiedyś książki wydane przez Coryllusa były na lekcji estetyki przedstawiane jako jej ewidentny przykład. Nawiązuję do przedmiotu  „estetyka” który to,  proponuje wprowadzić JK (wystąpienie w Przysusze).

  9. Dobre…

    … on tlumaczyl Panu, co trzeba zrobc ???   Bardzo dobre… „nawiedzonych” znakiem tego nie brakuje.

  10. Syn był i jest fanem mangi. Zaraził córkę, ale w mniejszym stopniu uległa tej poetyce. Namawiali mnie do obejrzenia ich ulubionych filmów, typu Księżniczka Mononoke, Ruchomy zamek Hauru, czy właśnie Ghost in the Shell oraz Sprited away. Tylko do końca z zainteresowaniem dotrwałem na tym ostatnim. Potem jeszcze byliśmy razem w Krakowie na festiwalu muzyki Joe Hisaishiego, a później dorośli na tyle, że nie moczą ojca we własne zainteresowania realizowane już na własną rękę.

  11. Wywiady Jana Bodakowskiego są już w sieci:

    https://www.youtube.com/watch?v=IEmWllKUhv4

    a ten zalinkowała już wczoraj KOSSOBOR:

    http://wolnosc24.pl/2017/07/01/wideo-wywiad-konserwatywny-bloger-i-wydawca-gabriel-maciejewski-o-nowych-antysocjalistycznych-ksiazkach/

    Wywiadowcę z radia to pewnie przysłał sławny pilot boeinga, który – jak mi się wydaje – właśnie w tym medium uwił sobie gniazdko?

  12. Okazało się bowiem, że nie ma tak potężnej machiny propagandowej, która zawładnie wszystkimi emocjami i będzie je programować dla swoich korzyści. Wystarczy często byle co, żeby ją unieważnić. Dobrze opowiedziana historia, żart, uścisk ręki…cokolwiek.

    Dokładnie, na nic jest propaganda w szkole, na uczelni i w mediach rozlicznych. Prawie wszyscy chcą być piratami.

  13. Słuchałem, świetne wywiady.

  14. Kupiłam w ciemno książkę Zielone rękawiczki i od razu po powrocie do domu przekazałam następnemu pokoleniu. Nawet nie miałam okazji cokolwiek przeczytać – tylko to co na miejscu. I co mam teraz zrobić – chyba kupić drugą 🙂

  15. Bóg zapłać p. Wawrzyńcowi, a szczególnie także Księżom z parafii za tę Mszę świętą. Ja taką intencję mam we wtorek.

    Przy okazji mam pytanie do Ojca Mniszysko, czy 17 lipca z rana można się dołączyć do koncelebry w Wąchocku?

  16. ”Michalina słuchała tego z otwartym dziobem, a kiedy skończyłem odezwała się w te słowa – tatusiu, miałeś takie wspaniałe życie … ”

    z homilii p. Franciszka  https://www.facebook.com/papiezfranciszek/videos/1322869551162116/

  17. Piękne, Duch Święty wie co robi, a nam brakuje często ufności.

  18. Nic a nic nie znam się na komiksach, lecz te Tomasza i Gabriela są fantastyczne. Mocne.

    Tylko, jak zwykle, chciałoby się, by były tak z piętnaście razy dłuższe 🙂

  19. Udało mi się w końcu powiesić notkę – zawiadomienie o książce – na moim blogu. Obeszłam jakiegoś cerbera, który kasował notkę w powiciu, gdy wklejałam tam trailer i odsyłacz do Kliniki Języka  czy księgarni Coryllusa /kilkakrotnie!/.

    Te informacje po prostu umieściłam w komentarzach pod notką.

    http://kossobor.neon24.pl/post/139131,zielone-rekawiczki

    To samo działo się z notką o wystawie w PE w Brukseli, gdy w notce umieszczałam klip z otwarcia wystawy przez pp. Marusików: europosła Michała Marusika i jego małżonkę Elżbietę Marusikową. Cerber nie zezwalał. Więc klip z otwarcia jest w pierwszym komentarzu.

    http://kossobor.neon24.pl/post/139133,galeria-malarstwa

  20. No właśnie te  15 stron więcej w każdym komiksie z Kliniki Języka

  21. Tadeusz Górecki z antykwariatu Tradovium napisał do mnie taki list

     

    w czerwcu Rotmeister zaproponował umieszczanie informacji i recenzji Pana książek

    na lubimyczytac.pl i w biblionetka.pl
    Od tamtego czasu zaczęły się  pojawiać

    tam recenzje, oceny,  nowe słowa kluczowe i uzupełnienia wpisów.
    Więc chyba warto nad tym popracować.

    Ostatnio uzupełniłem skromna informację na Goodreads o pozostałe książki.

    Na dwóch innych portalach tego typu była zupełna plaża, tzn. nakanapie i  w bookhunter.
    Wpisałem tam  cala ofertę Kliniki.

    Może Pan przy okazji podać na swoim blogu  poniższe  linki,

    gdzie warto recenzować i oceniać Pana ksiązki i ewentualnie rozbudowywać wpisy, między innymi o słowa kluczowe i tagi.

    https://nakanapie.pl/gabriel-maciejewski-autor,252256

     

    http://www.bookhunter.pl/autor/17139/gabriel-maciejewski

    https://www.goodreads.com/author/show/9819233.Gabriel_Maciejewski?from_search=true

     

     

    Tadeusz Górecki

  22. 15 razy dłuższe, Nebrasko 🙂

  23. nie,
    o to chodzi, żeby pragnienie ‚więcej’ zagościło w wyobraźni i tam dalszy ciąg się rozgrywał …
    i rósł apetyt na następne

  24. I takich ludzi jak Pan Tadeusz tu i tam potrzeba. Pamiętajcie, że samo się nie napisze. I samo się nie sprzeda. Rejestracja na lubimyczytac.pl to jakieś 55 sekund. Wiem z doświadczenia.

  25. Przepraszam że się wcinam, ale skoro deklaruje Pan dbałość o stronę estetyczną swoich produktów, to może zadbałby Pan o jako takie sformatowanie publikowanych tutaj tekstów. Ten wodospad słów naprawdę trudno się czyta.

  26. Kossobor maksymalistka.

  27. Spieprzaj dziadu!!!

  28. Bóg zapłać serdeczne. Mam nadzieję, że tych co od czasu do czasu też ta intencja obejmuje.

  29. Bóg zapłać za intencję we wtorek.

  30. Żarłoczna maksymalistka. A żebyś wiedziała, jak się wqrzam, gdy jestem już w drugiej połowie książki i wiem, że się, cholernica jedna, skończy… 🙂

  31. Byłem wczoraj na targach książkowych w Szczecinie. Trudno mi coś powiedzieć, bo nie mam fachowego oka. Dużo wydawnictw, zapewne małych i rodzinnych biznesów. Żadnych celebrytów. Najlepiej sprzedaż szła tam gdzie oferowali gadatliwi i weseli sprzedawcy, zwłaszcza panie. Jak pod ścianą siedział tylko ponury brodacz, to klienci udawali że patrzą gdzie indziej i zwiewali. Ponury brodacz stał np przy stoisku z patriotycznymi komiksami, drugi w sektorze prasłowiańskim. Dosyć dobre były starannie rysowane albumy o technice, wynalazkach, o rożnej maszynerii. Duże stoisko z cienkimi pstrokatymi książeczkami dla dzieci, ale raczej słabo tam szło. Była gazeta targowa, szaro bura na szarym papierze, ale była.

  32. Też mam ten smutek,  kiedy wiedzę że kartki książki już , już się kończą, jakiś taki pozostaje żal, że autor nie napisał chociaż rozdział więcej. No co by go to kosztowało, no jeden rozdział więcej.

    Kiedyś znajomym zachwalałam  „Sto lat samotności”, a żona kolegi mówi że mąż nie czyta (17 letnie małżeństwo) więc żona wie co mówi. Ja namawiam na te „Sto …” i kolega wziął książkę może trochę się zawstydził poszedł do drugiego pokoju rozpoczął czytanie. Rano do mnie  do pracy dzwoni jego żona i referuje mi: słuchaj nie oderwał się od książki, nie spał całą noc, słuchaj ja nie wierzyłam że jest na świecie taka książka, która go zainteresuje. odwiedź nas wieczorem on chce koniecznie o książce pogadać. No i wieczorem jest pytanie a może jest jakiś drugi tom  tej książki. No drugiego tomu nie ma ale są inne opowieści. Na szczęście.

  33. W którym miejscu to było? Gdzie zorganizowali imprezę?

  34. Wczoraj wspomniano o sałatce prof. Pawłowicz i o sprzedaży lasów, którą to  sprawę ta „sałatka” miała przykrywać, i wspomniano o 12 prezydentach  dużych miast i ich werbalnych strategiach dotyczących nazwijmy to „realokacji” pewnych grup wędrujących i tak samo się nasuwa spostrzeżenie, że realokacja nachodźców jest tematem zastępczym. Komisja Weryfikacyjna przydałaby się w każdym mieście nie tylko dużym,  nawet w takich jak te podwarszawskie , które obserwuję od lat.

  35. Lepiej niż zwykle, bo nie jakieś namioty, a w dużym holu Urzędu Miasta. Miało być w namiotach, ale przeniesiono.

  36. Dzięki za linki. A książka pięknie i starannie wydana. Gratulacje 🙂

  37. To szkoda, że nie pojechałem

  38. Taki wydawca to ma klawe życie. Pojedzie to tu, to tam…

    Żartowalem. Zresztą co kto lubi.

  39. Ktoś Panu przeszkadza zostać wydawcą?

  40. Kiedy nie było prądu, siedziałem tu wieczorami z moimi dziećmi i opowiadałem im o dawnych czasach. Były to historie niełatwe, albowiem dawnymi czasy nic nie było tak proste jak dziś. Gadałem o wszystkim, o moich szalonych kolegach, o tym, jak się Waldek powiesił w progu domu kiedy mu babka umarła i o innych jeszcze sprawach. Michalina słuchała tego z otwartym dziobem, a kiedy skończyłem odezwała się w te słowa – tatusiu, miałeś takie wspaniałe życie, a ja tylko skaczę bez przerwy na tej trampolinie…

    Czas, bliskość i pełne zaangażowanie rodziców, to jest to, czego naprawdę potrzebują dzieci. Łatwiej  to osiągnąć kiedy zabraknie prądu.

  41. No i ciekawa jestem jaki jest ten tekst Masaryka w czeskim nawigatorze, on sam syn służących, kowal, filozof. Twórca państwa.  Mam w domu „Pisma zbiorowe „Piłsudskiego i to się dobrze czyta, historia z jego punktu widzenia wygląda inaczej niż z naszej perspektywy. No  i jeszcze skojarzył mi się  Mannerheim , któremu ratusz warszawski zrobił w czerwcu br. wystawę pamiątkowych zdjęć na Krakowskim (przy pomniku B.Prusa). Wszyscy trzej byli twórcami państw w których potem pełnili najwyższe funkcje.

  42. Ja zawsze miałem problem z komiksem. Interesowały mnie bicepsy Tażana albo kamienne toporki, którymi posługiwali się kanibale, drakkary wikingów, topory, albo szmajser Klosa, albo wozy bojowe w „Tytusie” w tym odcinku jak trafili do jednostki wojskowej, albo broń krótka i długa LWP. To nie są ani estetyczne ani edukacyjne przeżycia przecież. Interesowały mnie te detale na potrzeby moich własnych komiksów które sobie rysowałem. Tonami po prostu. Ruch mnie interesował i umiałem oddać ten ruch. Ruch walka. Niestety wszystkie komiksy dostępne na rynku jakoś mnie rozczarowywały. Podobały mi się tylko moje własne i moje historie.
    No ale tak, faktycznie. Funkcją komiksu jest wzmożenie, indukcja wzmożenia. Rzut judo. Był taki komiks chyba pod tytułem „Konus” w którym chudy wymoczek nauczył sie judo i rzucił o glebę dryblasem który porwał torebkę babci. Potem wstąpił do ORMO, czy coś w tym stylu, a może była tam jakaś promocja Ormo czy Mo, nie pamiętam. Słowem wstęp do 07. Ten rzut o glebę to był najlepszy moment w tym komiksie i też świetnie oddany. Kurcze, czyżby jednak cel estetyczny?
    P. s. Ta trampolina tak naprawdę to kolejne oszustwo. Biedne dzieci. Bo to nie jest tak na prawdę trampolina. To jest substytut tapczana, który jak sama nazwa wskazuje, służy do skakania po nim i na nim. Trzeba im wyjaśnić że to nie jest tak naprawdę trampolina. Trampolina to jest coś co służy np. do skoków do wody z wysokości.
    Ma to coś wspólnego również z egzekucją na statku pirackim względnie na statku floty brytyjskiej. Iść po desce, to znaczy być strąconym do morza. Idzie gość po tej desce z zawiązanymi oczami i wpada.
    Będzie im przykro, jak się dowiedzą? To lepiej nie mówić. No chyba żeby miały prawdziwy głód.

  43. Czytamy rękawiczki z żoną. Lektura rodzinna. Są momenty i jest fabuła, która trzyma. Będzie recenzja.

    Wydaje mi się albo wręcz jestem pewien, że widzę tam u pani  Kossakową, echo Błogosławionej winy. Wilki. To jest mój najbardziej uwielbiony fragment literatury polskiej i każdej. Polowanie na wilki. Nie wiem co w tym jest ale bierze mnie na to nieziemsko. Odmienny stan świadomości.

  44. Anglicy mogą sobie wydawać ilustrowane książki o Royal Navy, ponieważ rządzą u siebie. U nas ciągle jest pełno komunistycznych zafajdańców i ich potomków pracujących dla obcych państw. Do tego dochodzi zniszczenie i porzucenie archiwów i dokumentów w 1939 przez sanatorów. Książki o polskich niszczycielach z rysunkami archiwalnymi wydano dopiero po 13 latach tzw. wolnej Polski. Nie były jednak dostępne we wszystkich księgarniach, co wpływało na wielkość nakładu i ceny. Część rysunków pojawiła się w czasopismach jakieś 10 lat później. Po innych okrętach zostało jeszcze mniej materiałów.

  45. Mnie zaś fascynowały zawsze obrazy przedstawiające atak wilków na sanie, ludzi i konie.

    https://www.google.pl/search?q=malarstwo+polskie+xix+w.+atak+wilk%C3%B3w&rlz=1C1GGRV_enPL751PL751&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwjB5ZTI2-vUAhWEBZoKHUaEAzYQ_AUICigB&biw=1366&bih=662#imgrc=_

    Bałam się bardzo tych obrazów /głównie na reprodukcjach, naturalnie/, gdy byłam mała.

    Wiele rzeczy i spraw dotykałam sama, lub opowiadano o nich w rodzinie. Tak było chociażby z wypędzlowaniem zupy przez charty, zanim goście weszli do jadalni na kolację po polowaniu /we dworze w K., na Pomorzu/.  Gdzieś po domu pałęta się śliczna karta – specjalnie na okoliczność przyjęcia po polowaniu – z wytłaczanym zającem, a na karcie z jednej strony menu /po francusku, natuhalmą ;)/, a za drugiej – o ile pomnę -pokot z tego polowania: liczebny spis strzelonej zwierzyny. Albo taka kołderka z prawdziwego gęsiego puchu. Stareńka, w atłasowej kopercie, obszytej ślicznym sznurem, leciutka jak piórko i ciepła  niebywale. Kuliłyśmy się pod nią z moją przyjaciółką, gdy przyjeżdżałyśmy /lata 70-te, w górach/ do dworu jej babuni, cudem nie zabranego, ale i zapuszczonego, a tu zima była. No i takie tam drobiazgi. Ale autentyki.

    Do „dotykanych” i zapamiętanych rzeczy i spraw należało dołożyć nieco literatury /może zwanej fantazją?/, i może nieco magii. Ale takiej prawdziwej :))) Ot i wszystko. Może jeszcze i to, że miałam przecież kontakt z  ludźmi z tamtego, zatopionego świata.

  46. No właśnie. Atak wilków na sanie. U Kossakowej też to jest. Źródło podobne.

    Te detale robią wrażenie. Kołdra z pierza gęsiego w atłasie i ten ocalały dworek babci. To jest magia prawdziwa. Jak sobie ta babcie radziła? Na emeryturę liczyć chyba nie mogła?

  47. dziadkowie też w tej drużynie

  48. a czas jest z gumy i pieniądze z nieba spadają co czwartek, a talony na obiady do Victorii asystent premiera przynosi w kopercie – ‚cysorz’ to ma klawe życie ….

  49. co komu po komisjach weryfikacyjnych takich i siakich jak nie ma woli ani odwagi do realnych sankcji wobec sprawców; rozwiązania są proste i prozaiczne publiczna lista nazwisk i powiązań [rodzinnych, środowiskowych, finansowych,..] nowych właścicieli kamienic w Warszawie oraz innych miastach RP; i konfiskaty w trybach przyspieszonych; no problem; w zasadzie jest problem połowa personelu wymspr do pierdla i do łopaty [łącznie z adwokatami, etc]; amber gold podobnie jak skok wołomin ma zupełnie inne podłoże niż się publice prezentuje; przykład: skok nike oraz wolomin były obsługiwane przez ta sama firme informatyczną oraz …; gramy dalej w szczegóły?

  50. te wilki i te sanie oraz te ataki to piękna alegoria także na dzisiejsze czasy

  51. No więc po tym bardzo miłym, sentymentalnym opisie pomyślałam sobie o dwóch sprawach: 1) z czego żyła babcia, bo moja miała złe pochodzenie i w PRL żyła na utrzymaniu moich rodziców (dwie pensje nauczycielskie, których wysokość zostawię bez komentarza) i podobno 2 razy w roku otrzymywała ramkę papierosów (!!!) jako zapomogę z jakiegoś biura w Radzie Narodowej. Oczywiście te „zapomogi ” były przed Bożym Narodzeniem i Wielkanocą.  2) czytając podświadomie unikałam czytania scen tzw „okrutnych”, a taka jest ta  z głodnymi wilkami. Ale prof. Kieżun ładny daje opis więc zacytuję. Późnym wieczorem wracają saniami z Mira z wizyty u Światopełk – Mirskich. Jadą Traktem Napoleońskim, szerokim, obsadzonym drzewami, jechali galopem, ale zaraz zaczęły świecić wilcze oczy :” Wilki były blisko pędziły równo z saniami. Konie chrapiąc w popłochu waliły galopem. Wuj strzelił wilk padł, całe stado rzuciło się na niego i pogoń na chwilę ustała. Po chwili wilki znów dogoniły sanie, Rymsza (woźnica) rzucił w nich pochodnię. Po chwili biegły równolegle z boku usiłowały skoczyć do gardła  koniom. Konie mocno kopały nogami również na boki i znowu strzały, ustrzelono drugiego wilka. Tak wpadliśmy pędem na górę obok cerkwi, z której już było widać wieś. Moi opiekunowie strzelali nieustannie Rymsza rzucał pochodnie. Chodziło o zaalarmowanie wsi. Z chat zaczęli wybiegać ludzie z pochodniami , biegnąc w kierunku sań. Wilki odgoniono.” Trasa 14 kilometrowa z Magdulki do Mira. (W. Kieżun „Magdulka i cały świat” s.

  52. 15 razy dłuższe, Nebrasko 

    Jakie licho Panie skusiło aby się pod tą liczbę podczepić? To liczba święta z tych na twardo obstawianych!
    No chyba, że to taki neutralizujący chwyt aby powietrze z tego balona zeszło… 😉

  53. & Nebraska

    Babunia mojej przyjaciółki. We dworze, który nie został zabrany, umieściła na lata „dzierżawców”. Mieli kuchnię i dwa pokoje. Reszta stała pusta. Przez lata. Naturalnie – żadnych inwestycji nie było /dzierżawa to ruina…/ Babunia mieszkała z córką i wnukami w 3mieście, dokąd musiała wyjechać. Nie gospodarowała już w górach, nie było na czym. Córka i mąż – pensje nauczycielskie, na Politechnice. Na wakacje jeździło się z babunią mojej przyjaciółki właśnie do tego zapuszczonego dworu w górach. Po wodę do gotowania /na maszynce/ chodziłyśmy do kuchni, co było dla nas krępujące, gdyż tam byli ci dzierżawcy, a ich dziadeczek umościł się na piecu. By umyć się – biegłyśmy do potoku. Potem jeździłyśmy same. Potem dzierżawcy wybudowali się. A potem moja przyjaciółka, po studiach, osiadła w tym dworze.

    Tu słówko o babuni mojej przyjaciółki:

    http://kossobor.neon24.pl/post/37855,helena

    Trochę miejscowego kolorytu:

    http://kossobor.neon24.pl/post/85679,umarl-jasiek

    http://kossobor.neon24.pl/post/95657,gigant-baca-i-pani-inzynier

  54. Tak to sobie własnie wyobrażałam, będąc dzieckiem, kiedy oglądałam reprodukcje tych obrazów. Bardzo się bałam. Dosłownie fizycznie to odczuwałam. Ten szalony pęd, wilcze oczy, przerażone i kopiące konie etc.. Pojęcia nie mam, skąd się to wzięło, bo ja całkowicie „miastowa” już przecież byłam.

  55. dwudziesty stopień zasilania, zima, w starym drewnianym domu, przy świeczkach ze starszymi braćmi historie niesamowite do każdego obrazu /i takiego, wyciągniętego z klasera – najlepsze były właśnie o wilku i niedźwiedziu … …  http://znaczki_polskie.w.interia.pl/znaczki/1968/1743-1750.jpg

  56. P. s. Ta trampolina tak naprawdę to kolejne oszustwo. Biedne dzieci. Bo to nie jest tak na prawdę trampolina. To jest substytut tapczana, który jak sama nazwa wskazuje, służy do skakania po nim i na nim.

    Wczoraj się powstrzymałam, ale skoro tapczan się pojawił, to jednak pozwolę sobie przypomnieć ‚na szerokim forumnie’, artystyczne skoki na tapczanie, obserwowane w odbiciu trzydzwiowej  szafy ze Szwarzedza. To była świetna trampolina, jednak nie można było na niej skakać ciągle. Należało to robić z wyczuciem, żeby się tapczan nie zarwał.

  57. czy chciałeś powiedzieć że niektórzy tę liczbę nazywają  – mendel??

  58. Atawizm i Czerwony kapturek, a u mnie jeszcze przedwczesny seans w kinie (mój pierwszy film fabularny, nie kreskówka na Poranku). Ja miałam pięć lat, a tym pierwszym filmem była ‚Legenda o wilku Lobbo’. Tak naprawdę to był film o dobrych wilkach i złym człowieku. Pierwsza jaskółka obecnej szajby, ale pięciolatka, potrafiła jeszcze myśleć logicznie i takie plewy nie dała się nabrać.

    O matko, jak ja się przez to wilków bałam. Miałam koszmary senne. To nie był dobry pomysł mojego tatusia, stanowczo mnie przecenił.

  59. https://youtu.be/EBA0mnCjbiE Tańczący z wilkami.

    I tak powoli, symbol zła i zagrożenia jakim są wilki, przechodzi na stronę pozytywną. Pierwszą obronczynia wilków była chyba Brigitte Bardotte, a teraz Wajrak i wszyscy nieświęci. Wilki w Polsce są gatunkiem chronionym, chyba się nie mylę?

  60. Gratuluję!! Ta Pani Leoparda (pierwsza recenzentka) napisała:”..wg mnie ta książka to gotowy scenariusz na film..”. Po prostu wspaniale.

  61. Czas, bliskość i pełne zaangażowanie rodziców, to jest to, czego naprawdę potrzebują dzieci. Łatwiej  to osiągnąć kiedy zabraknie prądu.

    smutna konkluzja ale prawdziwa

  62. przywrócić wprowadzić 20 stopień zasilania!!!

  63. Też się cieszę. Nawet w dwójnasób, bo płyniemy, rozsławiając imię Kliniki Języka 🙂

  64. Zgadza się. Ta szafa miała lustro, czy poprostu wypolerowana? Tak czy inaczej luksus.

  65. Potrzebny tu jest jakiś leśnik. Ale dziecko własnie mi mówiło, że bieszczadzkie wilki przychodzą z Ukrainy – tam maja siedliska, a u nas polują. Nie wiem czy jeszcze to działa, ale przecież owce z okolic Zakopanego były ongi rok w rok wywożone na sezon w Bieszczady. Na wypas. Towarzyszyły im te śliczne bacusie – owczarki podhalańskie.

  66. Świetnie ale i tak za mało. Będę pierwszy.

  67. Ta sp. Pani Helena, babunia Pani przyjaciolki Ani to byla niezwykla kobieta…  ja tez poznalam w moim zyciu 2 niezwykle Heleny… jedna to moja sp. tesciowa, a druga to przyjaciolka, ktora „zorganizowala” na poczatku moj pobyt i zycie w Paryzu… kobieta, ktora poznalam „przypadkowo” jeszcze pracujac w s-pni mieszkaniowej w Warszawie w ’98 roku… przyjaciolka jeszcze zyje, jest 18 lat starsza ode mnie. Z francuska emerytura nb. bardzo nedzna, mocno wypracowana wrocila juz do Polski,  do Krakowa.

    A opowiesci „z miejscowego kolorytu”… piekne.

  68. Potraktował panią jak chłopca. Typowy męski błąd.

    Nie wiem co jest w tych wilkach. Ja wilki bardzo lubię. I z szacunku do nich jestem gotów iść na nie, tylko zimą w potrzebie, ze sztucerem. Ale w bliskim kontakcie z wilkami wis podobno jest lepszy. Niech pani poczyta ten początek Błogosławionej winy Kossakowej. Albo dobra, zacytuję go na SN i w swoim blogu, ale po recenzji Rękawiczek.

  69. Dzięki wieczorem to przeczytam. Gratuluję przyjaciółce. A czytała pani Zabrali na czterysta lat, tego faceta od Popiełuszki?

  70. Szafa na wysoki połysk. Inne meble też.

  71. Kąkolewski Zabrali nam czterysta lat. Zacząłem to czytać dawno temu ale nie dokończyłem.

  72. Nigdy o tym nie pomyślałam, ale faktycznie taki mógł być powód. Tym bardziej, że od zawsze lubiłam zabawki mechaniczne, które natychmiast rozbieralam na cześci, lubiłam mu towarzyszyć w ciemni i przy motorze. No więc potraktował mnie jak chłopca.

    Tak naprawdę, to oprócz kotów i koni, ja się w ogóle zwierząt bałam, więc w tak wczesnym wieku, film o jakichkolwiek zwierzątkach, raczej nie miał szans mnie oczarować.

  73. Nie czytałam. Kąkolewski miał bardzo dramatyczne losy. Spalono mu dom.

  74. Te śliczne bacusie, owczarki podhalańskie, które towarzyszyły w Bieszczadach redykowi, to w istocie były krwawe bestie: nosiły bardzo szerokie obroże, nabijane na zewnątrz kolcami, pyski miały ponure i bandyckie, oczy przekrwione i w ogóle zachowywały się kijowo. A wszystko to po temu, by bronic owiec od wilków w Bieszczadach. Obroże chroniły im karki i gardła przed przegryzieniem przez wilki. Natknęliśmy się głęboko w Bieszczadach na juhasów i owce, i zagrodę z psami. Juhasi ostrzegali nas przed kontaktem z bacusiami /do których chcieliśmy, jak z przeproszeniem na Krupówkach, polecieć z łapami :)/. Na noc psy były wypuszczane z zagrody. Nie było z nimi żartów. W ogóle nic z nimi nie było. To były psie siły specjalne. Na wilki.

  75. Ogromnie się cieszę i czekam niecierpliwie 🙂 No chiiiba, że książka zostanie schlastana.

  76. Aha, „Diament odnaleziony w popiele” Kąkolewskiego – lektura obowiązkowa!

  77. Takiej opcji ni ma. Najpierw sam bym się musiał pochlastać.

  78. O tak. Helena to był ktoś! Do dzisiaj ciepło wspominamy z moją Anią jej babunię. Dodam jeszcze, że gdy przyjeżdżałyśmy z Heleną do starego dworu w górach, na wakacje /lata 70-te/, to Helena wychodziła na wieś w czarnym, słomkowym kapeluszu i czarnych, koronkowych rękawiczkach. I chyba już z laseczką. Góralki klękały i całowały Helenę w rękę.  My z Anią okropnie się tego wstydziłyśmy 🙂 – jak to durnowate smarkule z komunistycznych szkół :)))

  79. Sorry, powinnam napisać „góralki przyklękały”, naturalnie.

  80. W latach sześćdziesiątych w telewizji był serial Sebastian i Bella. Od tamtej pory, dla mnie owczarki podhalańskie, to po prostu Belle. Serial mnie zachwycał i niestety utrwalił na mur hopla. Mniemanie, że jak pies jest wielki, puchaty, kudłaty, nie szczeka, to jest milutki jak pluszak. Stąd mój szczególny zachwyt owczarkami podhalanskimi, wodołazami, bernardynami i owczarkami kaukaskimi. Rasy krótkowłose budzą mój duży respekt. Przed rozszczekanym ratlerkiem, ku uciesze obserwatorów,  uciekałam kiedyś w popłochu przez gruzowisko.

    Reasumując, wcale nie twierdzę, że jestem wybitnie mądra.

    https://lh3.googleusercontent.com/-x3bu7H11-AA/VZ0j7kD7WoI/AAAAAAAAA7E/Ulbwy_bIo0c/s720-Ic42/Belle%252520et%252520S%2525C3%2525A9bastien%2525201%252520%25252825%252529.jpg

  81. Czytałem ze trzy razy. Tow. Andrzejewski i tow. Wajda. Dobrana para.

  82. No proszę Cię, Rozalko… Najsłodsze dzióbki to dogi niemieckie 🙂 No i nie kłaczą po chałupie!

  83. Ja tez pamietam takie zdarzenia… i nie tyle co sie tego wsydzilam, co zachodzilam w glowe i sie dziwilam, dlaczego nieco mlodsze panie ze wsi u dziadkow caluja niektore mocno leciwe staruszki w reke. Zadawalam pytania dlaczego… no i odpowiadali mi dziadkowie, ze to np. byla corka dziedzica… ktory byl bardzo dobrym czlowiekiem… taki rodzaj szacunku.

    Wiec,  nawet jako nastoletni podlotek juz wiedzialam co ten gest oznacza i nigdy sie z niego nie wysmiewalam… on mi sie zawsze bardzo podobal i kojarzylam go wlasnie z czyms, o czym dopiero od niedawna mam swiadomosc i zdobywam wiedze… wlasnie z tamta ziemianska kultura, stylem gospodarowania i zycia, o ktorej m.in. Pani tak pieknie… i fascynujaco  pisze.

  84. Ja na obce pieseły, duże kudłate i duże krótkowłose, reaguję w zasadzie identycznie, wyuczonym stuporem. Jest jedna różnica szerokość źrenic. Kiedy zobaczę kudłatego źrenice się rozszerzają i sztucznie powstrzymuje chęć przytulenie się i wytarmoszenia za go kudly, a kiedy krótkowłosego, źrenice się zwężają ze strachu i chęci ucieczki.

    Psy te nastroje wyczuwają.

  85. Kłaczą, kłaczą, tylko okulary trzeba lepsze

  86. Z kroniki zarejestrowanych przez bezpiekę wypowiedzi Dygata [w rozmowie telefonicznej z Tadeuszem Konwickim o powieści „Popiół i diament” Jerzego Andrzejewskiego] … przez wszystkie etapy takiego czy innego stalinizmu to najbardziej stalinowska książka. …. To nudne i głupie, takie… jak próba satyry na wszystkich ziemian, akowców, inteligentów. To najnikczemniejsza książka, jaka kiedykolwiek się ukazała. (9 X 1970)

    http://skany.wbp.lodz.pl/pliki/bibik/bibik_69/bibik_69.pdf

  87. I do dziś jest to rasa bojowa i agresywna.

  88. Cholercia, zjada mi emotikony. Tam miało być 😉

  89. Tekst Siedleckiej to koszmar. Siedlecka to pracowita i odważna kobieta. Ja w sytuacji  przejrzenia kilku opasłych teczek ze sprawozdaniami konfidentów, uciekłabym od tej roboty z krzykiem. To nie na moje nerwy. Natomiast zupełnie nie  zdawałam sobie z tego sprawy że wokół nas wre taka walka o nasze dusze. No to była ich milicyjna, mrówcza praca, żeby jedno pokolenie literatów przebukować na ich peerelowskie zakotwiczenie a wywalili jedno, a może dwa pokolenia  w kosmos w niebyt.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.