Maj 072019
 

Zarządziłem wczoraj promocję, między innymi, tytułu „Okraina królestwa polskiego”, a dziś niespodziewanie wpadł w moje ręce artykuł o ugodzie perejesławskiej, przysłany mi przez zaprzyjaźnionego wydawcę. Chciałbym więc słów kilka napisać fikcjach historycznych obowiązujących na Ukrainie. Najłatwiej byłoby zacząć od ostatnich wyborów, które w Polsce nikogo nie obeszły, bo były jawną hucpą i jedną beczką śmiechu. Zapewne nasi bracia dokręcą do tego jakąś hagadę, a biedni ludzie żyjący za granicą wschodnią zmarnują sobie kolejne lata przez głupią wiarę w nowego prezydenta. Ponieważ dawno nie interesowaliśmy się sprawami Ukrainy, a i ukraiński numer nawigatora został jakby trochę zapomniany, warto cokolwiek tu powtórzyć.

Oto bracia nasi piszą o kozaczyźnie jako o samodzielnym państwie zorganizowanym na wzór starożytnej Sparty. No nie wiem. Ów wzór starożytnej Sparty został wymyślony po to chyba, żeby uciąć przypuszczania sugerujące, że kozaczyzna to może taki nowożytny, święty legion tebański. Punktem wyjścia do rozważań jakie prowadzą Ukraińcy na temat swojej historii jest mit, odwrotnie niż u nas, gdzie próbuje się różne rzeczy także mitologizować, ale generalnie chodzi o stwierdzenie czy coś było naprawdę i czy było legalne. Mit niezwyciężonej kozaczyzny powstał w połowie stulecia XVII wskutek trzech bitew przegranych przez Rzeczpospolitą. Pierwsza została przegrana ze względu na przytłaczającą przewagę przeciwnika, a przecież trwała prawie trzy tygodnie. Drugą przegrano w Warszawie, nie orientując się zupełnie co się tak naprawdę w Ukrainie dzieje, trzecią zaś położyło pospolite ruszenie. Ponieważ tekst, który dzisiaj dostałem opowiada o ugodzie perejesławskiej, trudno wymieniać tu bitwę z Moskwą pod Konotopem, zwycięską dla sił kozacko koronnych. Wszach chodzi o to, by wykazać wyższość kozaków nad Rzeczpospolitą, a nie nad bratnim narodem moskiewskim (to taki żart). Owa mityczna sprawność bojowa kozaków jest mocno problematyczna jeśli weźmie się pod uwagę, że marsz Chmielnickiego zatrzymał się najpierw pod Lwowem, a potem pod Zamościem. Ćwiczony żołnierz, armaty, piechota pnąca się na mury, nic to nie dało. Walka w polu owszem, ale tylko przy wielu sprzyjających okolicznościach, a i to bez gwarancji stuprocentowego sukcesu. Nie mogło być takiej gwarancji ze względu na wielość specjalizacji na polu bitwy, które dawały różne możliwości szkodzenia przeciwnikowi. Także temu zamkniętemu w taborze i ostrzeliwującemu się gęsto zza burt wozów. Kluczem do sukcesu bezwzględnego w tamtych czasach było gwałtowne rozstrzygnięcie, a to mogła zagwarantować jedynie husaria. To prawda, że nie zawsze się udawało, ale częściej się udawało niż nie. Przejdźmy jednak do samej ugody perejesławskiej. Okazuje się, że nie ma żadnego dokumentu, który by potwierdzał jakiekolwiek jej postanowienie. Jest tylko relacja bojara Buturlina, który na radzie w Perejesławiu nie był. Mamy więc coś, co śmiało można nazwać polityczną fikcją i to normalnie na gruncie prawnym zanegować. Uczynić niebyłym. Bo jedynymi „faktami” potwierdzającymi tę ugodę są pisma publicystyczne. Jeśli jakiś Żyd, albo Moskal schował gdzieś tekst tego porozumienia niech go wyciąga w tej chwili, albo zmienimy historię. Tak należałoby postąpić. Czy ci wszyscy miłujący naród politycy ukraińscy pomyślą choć przez chwilę o takim rozwiązaniu? Mowy nie ma. Dlaczego? Albowiem im nie jest potrzebne trwałe zespolenie kraju z zachodem. Im jest potrzebne trwałe utrzymywanie tego obszaru w niepewności. A do tego najbardziej nadają się różne historyczne michałki. Takie jak wielka rada w Perejesławiu. Tekst, który dziś rano otrzymałem jest tłumaczeniem z ukraińskiego, autor zaś zastanawia się, jak to było możliwe, że w tym Perejesławiu, w którym nie wiadomo co się stało, bo mamy jedną oszukaną relację póki co, Chmielnicki wręczył carowi prawie milion srebrnych, holenderskich talarów. Za co? Za poszanowanie praw kozaczyzny? Ktoś sobie może wyobrazić sytuację, że starożytna Sparta płaci komuś milion drachm w srebrze za to, żeby ją chronił przed Ateńczykami? No chyba nie. Starożytna Sparta wyszłaby w takim momencie w pole i, jeśliby nie można było zwyciężyć, legła by na tym polu cała. Skąd się wzięło tyle holenderskich talarów na Ukrainie spyta ktoś? Jak to skąd? Z Potosi. Najpierw Holendrzy zagarnęli kilka hiszpańskich galeonów ze srebrem, potem wybili swoje talary, a następnie część z nich, za pośrednictwem arian, przekazali Chmielnickiemu, żeby zrobił, jak to pięknie wywodzi nam dziadzio Gancpomader w powieści „Pająki”, współkę z carem. Wielkie pieniądze lubią ciszę, jak nam to z kolei wywodził, świętej już pamięci Kulczyk Jan. I tak, żeby ukryć ten deal, którego efektem miało być powstanie „czegoś na kształt państwa”, które kontrolowałoby szlak biegnący z Azji Środkowej, a także ten idący z Persji nad Morze Białe, wymyślono całą tę ugodę perejesławską. Nasi bracia piszą, że decyzja o podporządkowaniu się carowi była wyborem najmniejszego zła. Świetnie, wybrali najmniejsze zło i jeszcze musieli za to zapłacić milion talarów w srebrze. Poddając się Rzeczpospolitej nie musieliby nic płacić, a ich prawa byłyby szanowane tak samo jak prawa innych obywateli. Oczywiście po wcześniejszym powywieszaniu przywódców buntu. Na to Chmielnicki nie mógł się rzecz jasna zgodzić, bo chodziło o niego. No, ale w takim razie mówmy to wyraźnie – żeby uniknąć śmierci Chmielnicki wolał zapłacić carowi olbrzymie pieniądze i poddać całą Ukrainę pod władzę kompanii rządzących Moskwą. Była to w dodatku pierwsza, oddolna próba, pożenienia na wschodzie interesów holenderskich z brytyjskimi. W dodatku próba nieudana, a to ze względu na stałą obecność agentów francuskich na tym terenie, działających już to bezpośrednio już to przez Stambuł. Agenci ci sprokurowali inną opcję, zwaną ugodą chadziacką i zaproponowali ją tym kozakom, którzy nie mieli wyroku śmierci w Rzeczpospolitej, a których car irytował bardzo. Okazało się zaraz, że Chmielnicki nie jest nieśmiertelny, bo zmarł wkrótce, a sprawy na Ukrainie przestały być tak oczywiste jak sądzono. Architektem ugody chadziackiej był arianin do niedawna, w potem szczery wyznawca prawosławia Jerzy Niemirycz. Ten sam, co kazał kartografom z Gdańska, zrobić mapę występowania czerwca polskiego w swoich dobrach na Wołyniu. Dlaczego Niemirycz, przewożący pieniądze i polecenia z Amsterdamu na Ukrainę, nagle zmienił front? Oto zagadka prawdziwa, jej rozwiązanie znajduje się w Paryżu. My wiemy, że ugoda chadziacka upadła, bo „czerń” optująca za unią z Moskwą się zbuntowała i Niemirycza zarżnęła. Tak to już bywa z czernią, szczególnie tą, w której pousadzani są agenci Londynu. Niemirycz był ciekawym człowiekiem, ale jeszcze ciekawszą osobistością był zatrudniony w jego ukraińskich dobrach kowal. Osobnik ten pływał wcześniej po morzach i oceanach, brał udział w napadach pirackich na bogate statki i walczył dzielnie wśród wysp greckich. Wszyscy go znacie, nazywał się Maksym Krzywonos i był jedynym pułkownikiem w armii Chmielnickiego, który „pojawił się na Ukrainie w sposób zagadkowy i niewyjaśniony”. Marynarz, zaraz tam marynarz! Korsarz po prostu, korsarz w samym środku stepu. W dodatku w kuźni. O takich sprawach nasi bracia nie mówią i nie piszą, albowiem muszą się zastanawiać, jak tam było w tym Peresjałwiu, który połączył dwa branie narody za milion talarów w srebrze, a także czy ta Sicz w XVII wieku to była jednak jak Sparta, czy może jak coś innego….Dobrze by było, żebyśmy chociaż my w Polsce unikali tej metody lustracji dziejów. Wiem, że będzie ciężko, bo wielu się ona podoba, szczególnie zaś podoba się historykom notorycznie zapraszanym do telewizji, czego znieść w żaden sposób nie można. No, ale przejdźmy do konkluzji. Utrzymywanie Ukrainy w chaosie jest celem i metodą, której nikt póki co porzucić nie zamierza. Oddalenie tego chaosu od Polski jest jedną z ważniejszych spraw, jakie Polska ma do załatwienia. I teraz pytanie – w jaki sposób to zrobić? Bez gruntownego przebudowania wizji historii nic się zrobić nie da. Oni nigdy nie uwierzą w to, że Buturlin ich oszukał, że starszyzna zdradziła, a żadnej ugody nie było, bo być nie mogło. O takich sprawach jak fuzja kompanii i interesów, które miały być dobijane w spokoju między Morzem Białym a Kaspijskim, a zarządzane z City i Haarlemu, nie chcą nawet słyszeć. Oni mogą tylko o Sparcie, Banderze-bohaterze i wrażych Lachach. No i o bratnim narodzie moskiewskim. O tym mogą gadać nawet ci, co deklarują się jako najszczersi demokraci i zwolennicy liberalizmu gospodarczego. To my musimy zmienić tę świadomość. Najpierw u siebie, a potem iść z tym dalej. Nic innego nie wchodzi w grę. Kłopot jest taki, że na taką działalność nie dają grantów i punktów w systemie bolońskim za to zdobyć nie można. Taki lajf….zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl

  21 komentarzy do “O ukraińskich mitach”

  1. ja bym jeszcze przypomniała z ostatniego numeru Szkoły Nawigatorów, fragment listów Richarda Hakluyta, opisuje podróż A. Jenkinsa  do Buchary i z powrotem i Jenkins tan sprawozdaje,  że świetne są dochody korony z handlu na trasie i że trase trzeba poszerzać i utrzymać. Jedynym zagrożeniem wydają się być Polacy i trzeba by tych Polaków w ich zapędach do wtrącania się w te szlaki handlowe jakoś zniechęcić. Opis/listy  dotyczy lat: 1553; 1555; 1558; 1559 .

    No i wszyscy wiemy z historii co się zaczęło dziać na wschodnich ziemiach I RP. Choćby taki Nalewajko (1603) Pawluk (1639  itd. do Chmielnickiego (1648 – 1652).

    Ale ja nie jestem historykiem, tylko biegiem czyli na wyrywki zajrzałam do książek co są pod ręką. Mogłam nawet cos pomylić (pośpiech), ale zupełnie nie mam złudzeń, że Angielczykowie szykowali sobie naszym kosztem krainę mlekiem miodem i pieniędzmi płynącą

  2. Jedyne legalne, naukowe zrodlo do badan historycznych, zatwierdzone przez rozne PAN-y, UJ-oty, UW-y:

    http://bydgoszcz.wyborcza.pl/bydgoszcz/7,48722,22529502,lirnik-nowy-obraz-w-muzeum-okregowym-jutro-odsloniecie.html

    posiadajace homologacje Grupy Polsko – Ukrainskiego Dialogu

    http://www.batory.org.pl/upload/files/pdf/Notatki%20biograficzne%20czlonkow%20Grupy_PL(1).pdf

  3. Rozmawiałem trochę ostatnio z koleżanką Ukrainką mieszkającą w Polsce. Ona pochodzi ze wschodniej części. Wschodnia jest prawosławna a zachodnia część katolicka. Językiem urzędowym jest ukraiński (tj. uczy się go w szkole i słyszy w mediach) ale we wschodniej (prawosławnej) części prywatnie wszyscy mówią po rosyjsku. W katolickiej części ludzie mówią po ukraińsku ale nie tak jak w telewizji tylko gwarą. Czyli katolicka część przechowała język ukraiński 😉 Taka ciekawostka. Ale może tylko dla mnie.

  4. taki wykaz powstań kozackich (podobno tych nie rejestrowych) znalazłam w internecie: 1591-1593 -powstanie  Kosińskiego; 1594-1596 powstanie Nalewajki; 1625 powstanie Żemajły; 1630 powstanie Fedorowicza; 1635 – powstanie Sulimy; 1637 – 38 powstanie Pawluka itd.

  5. To są wszystko powstania o nazwie – „ku zmianie koniunktur handlowych”

  6. To raczej oczywiste, ale dobrze, że Pan przypomniał

  7. Jeszcze coś mnie rozbawiło. Ta koleżanka lubi balet. I porównała balet w Polsce i na Ukrainie. Stwierdziła, że w Polsce jest świetnie jeśli chodzi o organizację. Kostiumy, dekoracje. Ale niesamowicie ją wkurza, jak w klasycznych przedstawieniach wprowadza się jakieś unowocześnienia. Z tym się nie spotkała. Jak jest klasyka to ma być klasyka a nie jakieś udziwnienia. No i balet bez prawdziwej orkiestry. Z tym się też w Polsce zetknęła. Ale te unowocześnienia to mnie najbardziej rozbawiły 🙂

  8. To, że reżyserzy wprowadzają w klasycznych przedstawieniach jakieś elementy nowoczesne. Np. stroje, czy elementy dekoracji. Ją to bardzo razi, bo świadczy o braku smaku i gustu. Pomyślałem, że może nasi artyści już tak bardzo chcą być w awangardzie, że przekraczają granice, których inni nie przekraczają. Dla niej to było trochę takie barbarzyństwo.  Tak samo jak oszczędzanie na orkiestrze i puszczenie muzyki z płyty do baletu.

  9. Najwazniejsze, ze kolezanka lubi balet(y) i podejmuje temat. Wlasciwie trzeba rozroznic taniec dworski, przedstawienia operowo – baletowe, w tym komedie i klasyczny balet rosyjski oraz wspolczesne formy baletowe. Menueta potrafi zatanczyc kazdy, kto ma wrodzona elegancje ruchu i to dobrze wyglada, natomiast taniec nowoczesny wymaga techniki i duzej pomyslowosci. Tu moge polecic przyklad tanca (baletu) nowoczesnego, gdzie ruch jest w miare naturalny (niestety nie mam bezposredniego dostepu do youtuba):
    https://www.arts-florissants.com/programmation/les-paladins-423.html
    tutaj uzytkowy taniec dworski:
    https://www.youtube.com/watch?v=R9a32aOb038
    i bardzo wyrafinowany taniec dworski (balet):
    http://www.lescarnetsdeversailles.fr/2018/05/danser-baroque-aujourdhui/
    https://www.radio.cz/fr/rubrique/tourisme/voyage-en-europe-un-spectacle-de-danse-baroque-a-ne-pas-manquer
    Zycze interesujacych spostrzezen i wielu uniesien z kolezanka  😉

  10. Oczywiscie, ten balet nowoczesny to jest degrengolada, ale ladna muzyka.

  11. Między podróżą Jenkinsa do Buchary i ujawnieniem działań (contra I RP)  zmierzającym do „zmiany koniunktur handlowych” minęło  40 lat i zaczęła się angielsko/kozacka „podgotowka” powstańcza dla oczyszczenia tamtego terenu  z elementów I RP.

    Nie mam czasu zajrzeć do I tomu Baśni,  jak  tam w tym demontażu tkwili Wiśniowieccy i Kudak itd. Gdzieś było chyba wspomniane że Kudak był budowany i tamte tereny zagospodarowywane finansami pożyczonymi w Turcji (?)

  12. Właściwie nie znam się na balecie w ogóle. Jej chodziło zdaje się o coś w stylu wjazdu na motorze w Balladynie w inscenizacji Adama Hanuszkiewicza. Tym była zgorszona.  Stwierdziła, że nowe sztuki mogą być robione jak się reżyserom podoba ale klasyczne nie 😉 Tyle mogę powiedzieć.

  13. Niech pokarze, jak tanczy. Zrobcie sobie dyskoteke. Poza tym moze Pan wrzucic jakies ciekawe zdjecia…

  14. Na Ukrainie i prawdopodobnie w Rosji bardziej niż w Polsce obowiązuje klasyczne podejście do nauki muzyki czy do teatru. Nie jestem specjalistą, ale mam na to „publicystyczne dowody” w postaci relacji różnych osób.

    Przypuszczam, że to scheda po sowieckim wychowaniu, które w stosowaniu tradycji postrzegało bezpieczną, neutralną realizację sztuki.

  15. W skrócie można powiedzieć, że wschód jest zrysyfikowany, po Perejesławiu? Moskwa się nie patyczkowała. Dodatkowo potem zsowietyzowany.

    Zachodnia Ukraina skorzystała z dobrodziejstw Rzeczpospolitej, która nie niwelowała tożsamości etnicznej. Niestety, świadomość tego jest na Ukrainie żadna. Ale trzeba im to twardo przypominać. Jak również przypominać osadnictwo wołoskie, nie tak dawne i korzystające z gościnności Rzeczpospolitej?

  16. Ugody (1654 i 1659) wg Ukraińskiego Sojuszu Ameryki z 1918 czyli

    Gdzie trzech Kozaków

  17. pokarze od pokarać, czy pokaże od pokazać ?

  18. Ma pani racje. Przepraszam.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)