cze 012024
 

Kontynuując wczorajszy, poruszony tu wątek, chciałbym wprost wskazać, że cała komunikacja w jakiej uczestniczymy oparta jest na zaklęciach. Najlepiej widać to w reklamie, która zajmuje się wymyślaniem zaklęć nieskutecznych. Były one jednocześnie pretekstami do wyłudzania wielkich pieniędzy, a ich skuteczność pozostawała w stosunku wprost proporcjonalnym do przeznaczanych na ich kolportaż budżetów. Im więcej pieniędzy, tym skuteczniejsza reklama. Nigdy w całej historii reklamy nie wymyślono zaklęcia, które byłoby skuteczne samo przez się. I to jest proste do zrozumienia, bo nawet jeśli kolportowalibyśmy hasło – pocałujcie nas w dupę – z odpowiednim rozmachem, na pewno znalazłoby się kilkaset przynajmniej osób, które zaczęłyby się po tyłkach całować. Niektórzy czyniliby to wręcz publicznie. Zresztą mamy na to żywy dowód, jeszcze bardziej dosadny niż całowanie w dupę, czyli ruch ośmiu gwiazdek. Jest on ostatecznym przypieczętowaniem końca reklamy wizualnej i ostatecznym triumfem Internetu. Jest także pośmiertnym triumfem Goebbelsa, czego na razie nikt nie chce przyznać. Wiadomo z jakiego powodu. Ludzie zaś, którzy w nim uczestniczą, będą się tego faktu wkrótce wypierać w tak zwane żywe oczy.

Nie jest to jedyny rodzaj zaklęć, którymi się posługujemy. Od piętnastu lat, od momentu kiedy Internet zaczął popierać PiS, ludzie zajmujący się promocją partii, a także jej ideologicznej podstawy, opartej na tradycji patriotycznej, rzucają na nas zaklęcia. I to ma charakter czystego obłąkania. Zauważyłem to już na początku, kiedy poszedłem do WBK na zaproszenie jego ówczesnego dyrektora Mateusza Morawieckiego. Opowiadałem o tym kilka razy, ale nie zaszkodzi powtórzyć. Pierwszy tom Baśni, który napisałem wzbudził zainteresowanie i pewien ruch. No i ktoś wpadł na pomysł, by zaproponować mi wsparcie. Okazało się jednak że moje dalsze plany związane z projektem „Baśń jak niedźwiedź” są dalekie od oczekiwań potencjalnych sponsorów. Dlaczego? Otóż dlatego, że oczekiwali oni iż ja i podobni mi autorzy będziemy rzucać zaklęcia, jak szamani w Jakucji. Nie tylko na lud idący do wyborów, ale także na przeciwników. I wielu rzeczywiście się na to zgodziło, co w sposób powierzchowny ożywiło komunikację w sieci, ale nie gwarantowało trwałego sukcesu. A wyłączone zostało jednym prosty zabiegiem – ***** ***. Jeśli bowiem zaczynamy upraszczać komunikaty, bo nam się wydaje, że w ten sposób trafimy do odbiorcy masowego, na końcu zawsze trafimy na dziwnego faceta z transparentem, na którym widniał będzie napis – pocałuj mnie w dupę. I w miarę jak będziemy się do niego zbliżać, wykazywał będzie ów człeczyna coraz większą ochotę do takich pieszczot. Czego doświadcza właśnie partia do niedawna rządząca, ale najwyraźniej jej władze nie rozumieją nic z rozgrywających się wokół okoliczności.

Zaklęcia bowiem, którymi się do tej pory posługiwano w PiS miały zerową wagę. Ich skuteczność zaś brała się z głupoty, chamstwa i bezczelności przeciwników politycznych oraz z oburzenia ludu, który słuchał raz tych zaklęć, a raz o nich zapominał, bo wystarczało mu to, co mówią tamci. Słowa ich bowiem wywoływały wściekłość ludu. Ludziom z PiS zaś zdawało się, że to oni są skuteczni i to ich słowa są ważne. Tusk zauważył, jak się sprawy mają i wskazał nową władzę jako wroga. To było łatwe, bo dorosły nowe roczniki, dla których Smoleńsk był bajką o żelaznym wilku, podobnie jak wypadki z początku lat dwutysięcznych. Władza zaś zawsze jest zła, a bywa do tego słaba, jeśli wierzy w swoje własne zaklęcia. PiS zaś wierzył w nie święcie. I wierzy nadal.

W holenderskim filmie „Admirał” jest scena kiedy bardzo pewny siebie Jan de Witte, szef rządu niderlandzkiego, w zasadzie dyktator, opierający swoją władzę na przesłankach racjonalnych, komunikacji wewnętrznej i sojuszu z Paryżem, mówi z uśmiechem, że nie może informować ludu o tym, w jaki sposób sprawuje swoją władzę i jak działa na rzecz dobrobytu Holendrów. Takie rzeczy bowiem, oznajmia z uśmiechem, są nie tylko niepraktykowane, ale wręcz szkodliwe. Zacytowałem z pamięci, więc mogło to brzmieć trochę inaczej. Sens jednak został zachowany.

Jak skończyła się władza Jana de Witt wszyscy wiemy, a jak ktoś nie pamięta niech wpisze sobie w wyszukiwarkę słowa – szubienica braci Witt. Okazało się, bowiem, że głębokie tajemnice władzy nie mają dna. I są tam kręgi, do których nie dopuszcza się ludzi takich jak de Witt, choćby nie wiem jak logiczni i racjonalni oni byli. Sojusze zaś są sprawą bardzo nietrwałą. Bywa więc tak, nawet całkiem często, że lud i jego wystąpienia mają znaczenie decydujące. Warunkiem jednak ich skuteczności jest właściwa komunikacja z ludem. Jan de Witt uważał, że panuje nad emocjami obywateli państwa, którym zarządzał. Okazało się jednak, że wystarczy zainstalować w głównym mieście bojówkę, nawet nie za dobrze uzbrojoną, zrobić prowokację, nazwać to potem w propagandzie wystąpieniem ludu i po zabawie. Gdyby Jan de Witt miał rzeczywiście kontakt, nie tyle z ludem, co choćby z mieszkańcami Hagi i potrafił znaleźć wśród nich kilkudziesięciu naprawdę zdecydowanych, żaden prowokator nie podniósłby na niego ręki, bo by mu przedstawiciele ludu tę rękę odrąbali. On zaś nawet by nie zauważył momentu, w którym ta przykra okoliczność nastąpiła.

Czy nasza władza w ogóle myśli o takich okolicznościach? Raczej nie, bo pewna jest, że zna wszystkie zaklęcia, te najważniejsze zaś zachowuje dla siebie i wewnętrznych kręgów wtajemniczenia. Z ludem zaś bawi się za pomocą różnych bon motów, którymi popisują się jej przedstawiciele. Co to za zaklęcia? Głównie takie, które służą o krótkotrwałego poprawiania humoru wzmożonym reprezentantom młodzieżówek partyjnych. Mam tu na myśli to całe pieprzenie o chrześcijańskich korzeniach Europy, socjalistycznej wrażliwości, która jakoś tam się ma z tymi korzeniami łączyć, tradycji pisłudczykowskiej i endeckiej oraz innych bzdurach niezrozumiałych i nieczytelnych dla świata. Podobnie było z Janem de Witt specjalistą od ubezpieczeń, który potrafił określić i wycenić ryzyko. Nie potrafił tylko zrozumieć, że dla swojego francuskiego sojusznika, jest nikim, karłem z aspiracjami, którym nie warto się przejmować. I nie potrafił zabezpieczyć się przed prowokacją, w której stawką było jego życie.

Komunikacja, którą się posługujemy i którą proponują nam organizacje sprawujące władzę na naszym terenie jest powszechnie nieważna. Poznajemy to po tym choćby, o czym ostatnio wspomniał boson, a podkreśliła Matka Scypiona – Niemcy i Rosjanie znają i cytują prace Wiktora Szymaniaka. U nas one są dostępne jedynie za zgodą rektora UMK w Toruniu i tylko w lektorium.

Możemy więc założyć, że historia nasza jest dostępna odpowiednim osobom w Niemczech i w Rosji w wymiarach istotnych. U nas zaś dostępna jest ona grupce wtajemniczonych, która uważa, że poprzez to wtajemniczenie nabiera mocy i znaczenia. Choć przecież rozumieją wszyscy ci biedni ludkowie, że nie pomaga im to w podjęciu żadnej decyzji, Nie ułatwia nawet kariery w tej dziwacznej hierarchii, gdzie wartością są punkty, a budżety pochodzą wyłącznie od propagandystów z obcego nadania. No i wymierzone są w nich właśnie, w ludzi uważających się za elitę. To na nich zastawiono tę pułapkę. Na dziś to tyle. Przypominam o naszych książkach.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/porwanie-krolewicza-jana-kazimierza-gabriel-maciejewski/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojna-domowa-w-polsce/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rob-to-co-dziala-osiaganie-normoglikemii-w-cukrzycy-typu-i/

  4 komentarze do “O zaklęciach”

  1. Dzisiaj dzień cytatów:

    Jak ocalić takie jagnię, które samo wilka pragnie 😉

  2. żeby to był jeden wilk, choć i tak jagnię się nie uratuje, ale wilków jest sfora …

  3. Dobry Pasterz, to o Nim, Jan Chryzostom Pasek  w Pamiętnikach pisał tak

    /jedna zwrotka a jest ich 27/

    o Boże dobry, Boże nasz łaskawy

    niepojęte są czynów Twoich sprawy

    dźwigniesz kogo chcesz, kogo chcesz poniżysz

    umkniesz fortuny a gdzie raczysz przybliżysz …

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.