Sty 132014
 

Reżyser Lars von Trier, czyli mówiąc po polsku Lars z Trewiru, co brzmi pięknie, ale zupełnie nie koresponduje z reprezentowanym przez tego pana brakiem jakiejkolwiek jakości, nakręcił film pod tytułem „Nimfomanka”. To jest film, którego pod żadnym pozorem nie należy oglądać i ja zaraz wyjaśnię dlaczego. Główną rolę gra tam Charlotte Gainsbourg, córka Jane Birkin i Serge’a Gainsbourg’a. Ludzie ci stanowili kiedyś parę, w znaczeniu pararodzinnym, a znani byli z tego, że wspólnie śpiewali najsłynniejszą pościelówę świata pod tytułem „Je taime”. Innych osiągnięć w swoim długim życiu nie mieli, ale opisywani byli zawsze jako para niedocenianych geniuszy. Tak to bywa z kobietami, które nie radzą sobie z emocjami, a przy okazji znają kilku producentów filmowych, a także z mężczyznami, którzy swoim niechlujnym wyglądem robią wrażenie na wariatkach i szczerych pedałach. Tacy ludzie zawsze ogłaszani są geniuszami i robi im się wielką promocję. Oni wręcz wytwarzają pewną niszę, w której można potem upychać różne produkty, podobne do nich samych, albo po prostu zarabiać na ich własnych dzieciach o ile przypominają trochę rodziców i mają tak samo zryte berety. No i właśnie, po raz kolejny już ktoś postanowił trafić parę dolarów na legendzie Jane i Serge’a, zatrudniając ich córkę w filmie „Nimfomanka”. Zatrzymajmy się teraz na chwilę przy sposobie promocji tego filmu. Otóż chodzi o to, że film te reklamowany jest jako kolejny obraz, którzy burzy różne tabu. W tym akurat konkretnym przypadku polega to na tym, że zajawki z niego puszcza się w Paryżu przed filmami dla dzieci, żeby wywołać tak zwany skandal, na plakatach zaś mamy twarze aktorów występujących w filmie, jednoznacznie sugerujące, że przeżywają oni orgazm. Wygląda to przygnębiająco i smutno. I ja się wcale nie zamierzam ekscytować tym, że niedługo polskie miasta zostaną oblepione tymi plakatami. Najciekawsze jednak jest to, że od razu pojawił w Polsce plakat z jakimiś naszymi aktorami, którzy sfotografowali się w tym samym momencie i podpisali swoje zdjęcia nazwiskami, łamiąc kolejne tabu. Ja nie wiem szczerze mówiąc skąd się tych tabu bierze aż taka ilość, że ciągle je trzeba łamać, w świecie bowiem absolutnie darmowej pornografii nie może być żadnego tabu, poza tym oczywiście, które wyznacza prawo, a którego ani Lars, ani córka Serge’a i Jane, ani też polscy aktorzy nigdy nie złamią, bo po prostu pójdą do więzienia. Siedzieć zaś będą z prawdziwymi zboczeńcami i degeneratami, dla których informacja, że ktoś udaje orgazm przed kamerą, to jest jedynie powód do głośnego ziewania.
Jasne jest więc, że powód dla którego kręci się takie filmy i opatruje się je takimi komentarzami jest inny i nie chodzi o łamanie żadnego tabu. Chodzi o deprawację oraz o przejęcie szczególnego rodzaju wyobraźni, nazwijmy ją tu wyobraźnią twórczą, o całkowite jej unicestwienie i nie dopuszczenie do tego, by ktokolwiek kierował się w swojej pracy artystycznej innymi kategoriami niż te, które lansuje Lars. Oczywiście, on i jego kumple nie wypełniają całego rynku filmowego, są jeszcze przecież pingwiny z Madagaskaru, ale starają się jak mogą, a będą się starać jeszcze bardziej. No i jeszcze jedno, chodzi też o deprawację kobiet, które to zadanie w każdym kolejnym pokoleniu podejmują rozmaici sataniści, a czynią to zawsze w imię powszechnego szczęścia i realizacji indywidualnych ambicji i planów każdego człowieka. Tak to jest przedstawiane.
Zacznijmy od wyobraźni twórczej. Wspomniana Jane Birkin sfotografowała się kiedyś w samych rajstopach, przykuta kajdankami do kaloryfera. To jest motyw rozbudzający wyobraźnię różnych świrów i młodych mężczyzn, którzy nie potrafią jeszcze nic zarobić, a mają wielkie życiowe plany dotyczące każdej sfery swojego życia. Ktoś może sprytnie zapytać dlaczego ona się przy tym kaloryferze sfotografowała w rajstopach zakrywających przecież pośladki, a nie w nylonowych pończochach? Już wyjaśniam. W świecie estetów tworzących filmy i zdjęcia na wysokim poziomie artystycznym, służące w dodatku do łamania tabu, coś takiego jak kobieta w nylonowych pończochach przykuta do kaloryfera to jest najwulgarniejsza pornografia dla chamów ze wsi. To jest jakaś upiorna stylizacja nie do zaakceptowania. A te opinające tyłek rajstopy to już co innego, to jest prawdziwa sztuka. Tak to jeździ. I tak samo jest z tym filmem, co go teraz Lars nakręcił. Gdyby na tych plakatach miast twarzy znanych aktorów kina, były twarze znanych aktorów kina porno to byłaby klęska i nędza i syf i w ogóle wszystko co najgorsze. Teraz zaś mamy tam najprawdziwszą sztukę na wysokim poziomie, o której wszyscy polscy krytycy i krytyczki pisać będą z zachwytem. Tak się właśnie w sposób przemysłowy zawłaszcza wyobraźnię i niszczy konwencje inne niż seksualne. Oczywiście, można wyśmiać Larsa, powiedzieć mu, że jest nędznym tandeciarzem i komediantem, ale zobaczcie najpierw jakie tam są budżety na promocję. Lars nie jest ostatni, po nim przyjdą inni.
Byłem wczoraj w gościach u dawno niewidzianych znajomych i przez chwilę rozmawialiśmy o filmie „Pokłosie”. No i pani domu wyraziła opinię następującą: film świetnie zrobiony, ale wymiar propagandowy tego obrazu jest straszliwy. Ja się takim opiniom sprzeciwiam i będę je zwalczał z prostego powodu – jeśli nie ma krytyki, bo została ona unieważniona, albo zamieniona w promocję to znaczy, że żadne poza istotnymi kryteria i motywy kierujące twórcami nie są ważne. Pozostaje więc nazwać te istotne kryteria, dookreślić je, a następnie odnieść się do nich w sposób właściwy. Krytyki zaś jak wiecie nie ma, bo nikt nie ocenia niczego bezinteresownie w imię samej tylko sztuki, a wszyscy robią to za pieniądze w bardzo konkretnych celach promocyjnych. Nie ma się więc co oszukiwać argumentami „film świetnie zrobiony, ale…”. Trzeba to zwalczać czym się da. Podobnie jest z Larsem. On się bowiem zajmuje wystawianiem jakichś kurewskich legitymacji, za pieniądze złodziei. Chodzi o to, by pokazać to samo co leci normalnie na kanałach pornograficznych, ale ze znanymi i uznanymi aktorami, a następnie powiedzieć, że to nie jest nic złego, po każdy ma jakieś potrzeby. Ponieważ ja żyję już trochę i mam za sobą różne poważne doświadczenia, choć są jeszcze ludzie, którzy potrafią mnie zaskoczyć, stwierdzić mogę, że chodzi tu o zastawianie bardzo prostej pułapki. Wszyscy pamiętamy jaki był los aktorów, którzy kiedyś, w dawnych czasach zdecydowali się zagrać w produkcjach łamiących tabu i odsłaniających ciemne strony natury ludzkiej, czy jakieś inne syfy. Wszyscy pamiętamy tę dziewczynę co zagrała w filmie „Ostatnie tango w Paryżu”, a także Malcolma McDowella, dobrego aktora, który zagrał w filmie „Kaligula” i to mu złamało karierę. To były czasy pionierskie, kiedy do takich ról wybierano ludzi znanych, ale w istocie przypadkowych, na których nikomu nie zależało. Bo któż to był ta jakaś Maria Schneider, czy ten MacDowell? Nikt, zupełnie nikt. Teraz jednak czasy się trochę zmieniły i branża okrzepła, generuje duże pieniądze i nikt nie będzie lekkomyślnie skazywał na zatracenie Charlotty Gainsbourg. Jestem pewien, że jej akurat nic się nie stanie, choć robi w tym filmie rzeczy znacznie gorsze niż Schneider w „Ostatnim tangu”. I z tego właśnie będzie dumna i to stanie się trampoliną jej kariery. Bo już wolno. Wektor został odwrócony. Można wyjść i pokazać zdjęcie z zamarkowanym lub prawdziwym orgazmem, można robić także inne rzeczy i puszczać to niby przypadkiem przed porankami dla dzieci. I nikt nie piśnie słowa, bo chodzi wszak o wielkich i znanych aktorów, którzy tworzą team wielokrotnego użycia. I kiedy tak patrzyłem na tę scenę, w której Charlotta zaczyna się pieprzyć z dwoma Murzynami naraz, pomyślałem sobie o Kędrynie, który przyznał się, że jest resortowym dzieckiem. Pomyślałem o jego artykule we Flądrze i o tym wszystkim, o czym pisałem tu wczoraj. I czekam teraz tylko na to, który z nich sfotografuje się w rajstopach, przykuty kajdankami do kaloryfera, tak wiecie, żeby nie było pornografii, tylko prawdziwa sztuka dla koneserów. I mam nadzieję, że to nie będzie ten Mietkowski z radia, ani Wildstein, to już lepiej, żeby do tego zaangażowali Olejnik.

4 lutego odbędzie się mój wieczór autorski w Gdańsku, w Manhattanie, początek o godzinie 17.00. Na stronie www.coryllus.pl można już oglądać portrety króla Ludwika Jagiellończyka oraz Jakuba Fuggera, no i oczywiście kupować książki i kwartalniki.

  17 komentarzy do “O złodziejach i tych drugich na literę „k””

  1. No i o mało co mnie Pan nie zabił..przy skojarzeniu Charlotty +2 negry z Kędryną zakrztusiłem się ze śmiechu..ekran i klawiatura do mycia.
    Cel kręcenia takich „Nimfomanek” jest wyłożony po pierwszej minucie tego filmiku,choć reszta też dobra..(wiem,wiem,Toyah na mnie nakrzyczy.)
    http://www.youtube.com/watch?v=dFyJOKntWNk

  2. Aha,gdyby ktoś nie znał oryginału: http://www.youtube.com/watch?v=My2FRPA3Gf8

  3. Także deprawacyjny wydźwięk ma film „Wilk z Wall Street” – deprawacja i jeszcze raz deprawacja. Senesem pracy zawodowej manipulowanie ludźmi a sensem czasu spędzanego po pracy: narkotyki, narkotyki, narkotyki oraz wybieranie z zycia rodzynek (oczywiście kosztem wszystkich w otoczeniu) . Bohater filmu absolutnie nie lojalny, wszystkich swoich sprzedał kiedy mu pasowało. Swoim pracownikom dał sposób na zarabianie by kiedy ratował swoja skórę bez żadnego zastanowienia zostawił ich na pastwę służb. Kiedy poczuł że się „zużył” pojechał na antypody, aby tam budzić w ludziach poczucie chciwości – aby tam deprawować i chyba znależć dla siebie kolejne rodzynki.
    W filmie jest jedna drugoplanowa rola ochroniarza, który był lojalny wobec grupy „nie puścił pary” na przesłuchaniu, pierwszoplanowego bohatera bardzo to zdziwiło.

  4. Rynek filmow i rynek muzyki rockowej to jedna wielka deprawacja , od lat kreuje sie na idoli skandalistów , zboczeńców i ćpunów , do tego wszystkie szopki pod tytułem ZOSTAŃ DEBILEM , lub CZY POTRAFISZ BYĆ DEBILEM , a pedofile , alfonsi i dilerzy narkotykowi zacierają rączki.

  5. Pasikowski zrobil „Poklosie” chyba po to zeby ponownie zaistniec na salonach. Film jest denny w kazdym wymiarze, obcokrajowiec po obejrzeniu go musi chyba sobie wyobrazac Polakow jako chlopow z ubroczonymi krwia po lokcie rekami, chodzacymi I rozgladajacymi sie za Zydami.

  6. Mirku , ot właśnie chodziło twórcom tego filmu.

  7. przeczytałem gdzieś, że panowie podczas tego seansu zasypiają średnio w 18 minucie , nie wiem jak panie, może faktycznie do nich jest to kierowane. Jestem optymistą, myślę, że ten proces deprawacji nasila się tylko dlatego, że jest mało skuteczny: dawno zabrakło już tabu, z którym się można rozprawić;
    deprawatorzy popadają w rutynę i stają się nudni; intelektualnie jest to dość nędzne i szyte nićmi zbyt grubymi. Ten wąż już pożera swój własny ogon, oczekiwałbym niedługo wielu ataków histerii ‚artystów’,
    których prowokacje wywołują jedynie ziewanie i będą musieli płacić za to, żeby ktoś przyszedł zamanifestować swoje oburzenie.

    Na młodych to nie działa, teraz w modzie jest „masakrowanie lewaka” 🙂

  8. Był taki pan o nazwisku Madoff. Polskie Towarzystwo Ekonomiczne twierdzi że ten Pan urodził się na warszawskiej Pradze, zas Wikipedia mówi że w Nowym Yorku. Miał on swoją oszukańczą piramidę finansową, dostał jakiś wyrok – ale podobno tylko dlatego że zanadto ograł swoich.
    Czy celem filmu „Wilk z Wall Street”jest lansowanie życia a`la Madoff???.

  9. Panie Gabrielu! Zaczyna się chyba jakaś głupawka. Reżyser Krauze wierzy, że „coś się zmienia na lepsze”, bo ktoś mu zasugerował, że dofinansuje go PISFiM. Targalski składa razem z Kanią i tym trzecim od „resorotowych” na spotkaniu w Roninie ofertę współpracy z władzą. Powiedział, że na miejscu władzy poświęciłby tych resortowych bo już są spaleni i wykreował jakichś „nowych”. Zabrzmiało to jakby mówił: jestem gotów i mam jeszcze kilku kolegów ni i koleżankę. Cała prasa „patriotyczna” czeka, że Owsiak się skompromituje, chociaż dla normalnych ludzi już bardziej nie można. Ciekawe kto z „niezależnej” albo „w sieci” szykuje się na jego miejsce? Może Terlikowski albo Pospieszalski – obaj są medialni.

  10. Tak powiedział? Naprawdę?

  11. Tak powiedział – ‚liczę na PISF’ – bo mają być jakieś droższe efekty specjalne i bliźniaka „tutki’ chcą do zdjęć, bo się niczym nie różni od tego, co leży u sowieta.
    Pan Targalski pewny siebie bardzo: ‚Czekam na recenzję pani Kublik, niech mnie zdenerwuje to już ja dokładnie ją prześwietlę’ – wcześniej mówili o sobie partyzantka, teraz czuć butę… coś się święci,
    bo Lisy i spółka tę pewność siebie stracili – duża nerwowość i brak w miarę sensownych kłamstw,
    zamiast tego język knajacki, ciekawe co się teraz stanie.

  12. Teraz trzeba się trzymać od tego z daleka. Bo to jest najpewniej pułapka.

  13. To nie jest pułapka to nowatorska metoda „na rympał”. Nie ma co się na nich zżymać bo niektórzy tak sobie wyobrażają „niepodległość”. Robimy tak samo jak jest teraz tylko, że to jesteśmy my i my będziemy rzdzić lepiej. To jest moim zdaniem lenistwo intelektualne. Targalski czeka na sprzyjające okoliczności międzynarodowe – sam twierdzi, że już niedługo. Z tego oczywiście nic nie wyjdzie bo członków władzy nie wybiera się z tych co chcą ale z tych którzy muszą.

  14. A z innej beczki to wytknę Panu błąd logiczny w ksiązce „Baśnie amerykańskie”. W rozdziale o Paragwaju użył Pan sformułowania „tanie koszty”. Koszty nogą być niższe lub wyższe, niskie lub wysokie albo w sam raz ale nie mogą być drogie lub tanie. Drogie lub tanie mogą być produkty, które są składową kosztów. Tak samo częstym błędem są drogie ceny.

  15. Połechtał Pan swoje ego Panie JK?

  16. Pułapka na naiwnych i zwyczajna zmiana zestawu autorytetów, ja tych starych czerwonych mędrców nie żałuję, ale ci nowi faktycznie ‚ wymachują marynarami ‚, ciekawe co nowego w planie i dlaczego etatyzm 🙂

  17. Nie wiem którą wypowiedzią bo jeśli tą drugą to tylko drobna uwaga stylistyczna. Jest to ostatnio często popełniany błąd wynikający z niechlujstwa językowego dziennikarzy i powoli przenikający do mowy potocznej i nie tylko – jak widać powyżej. Myślę że autor nie załamie się z tego powodu i nie uzna to za moją małostkowość. Zwróciłem na to uwagę bo książkę czyta się „potoczyście”. Nie wiem jak to wyrazić ale są książki, które czyta się dobrze. Autor prowadzi ciągłą narrację i mały błąd edytorski, stylistyczny, czy taki jak opisałem wytrąca czytelnika z rytmu. To jednak nie jest najważniejsze bo „Baśnie amerykańskie” to świetna książka i nie należy się przejmować drobnymi wpadkami.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.