Kwi 032021
 

Wiem, że jest Wielka Sobota i powinienem napisać tekst, może trochę bardziej korespondujący z atmosferą Triduum. Nie zrobię tego jednak i nie będę wyjaśniał powodów. Od bardzo długiego czasu nosiłem się z zamiarem napisania tekstu o Kandii, ale za każdym razem odkładałem to uważając, że będzie on zbyt powierzchowny. Nic się też nie zmieniło, to co znajdziecie poniżej, także będzie bardzo powierzchowne. Oblężenie Kandii, weneckiej twierdzy na Krecie było tym wydarzeniem, które dało początek trwałym zmianom na mapie Europy. Było niczym wojna wietnamska i Afganistan w jednym dla II połowy XX wieku. No, ale w historiografii polskiej nie doczekało się ono nawet najmarniejszej wzmianki. Jedyna zaś książka, która krąży po allegro, w języku polskim, napisana została przez Rosjanina.

Kandia to koronny i ostateczny dowód na ślepotę i mentalne ograniczenia polskich historyków, którym trzeba coś położyć przed nosem, pokazać to patykiem i jeszcze w tę rzecz popukać, żeby raczyli ją zauważyć.

Uważam, że Kandia, rozpatrywana jako szereg epizodów zakończonych wycofaniem się wojsk weneckich i chrześcijańskich mieszkańców z twierdzy, rozpoczęła się od misternej bardzo prowokacji, której końca zdaje się nikt nie mógł przewidzieć. Choć może gdzieś w połowie oblężenia, ludzie, którzy tę prowokację zlecili, zorientowali się, że oblężenie, które generuje tak potworne koszty, musi być prowadzone dalej, bez względu na wszystko.

Od czego się zaczęło? Od słabo wyjaśnionego ataku eskadry maltańskiej na sułtańskie statki wracające z Mekki. Uprowadzono wszystkie do Kandii właśnie, nie wiadomo dlaczego. Tam okazało się, że statki wiozły część dziewczyn z sułtańskiego haremu. Był rok 1644, miesiąc pielgrzymek, czyli ostatni w muzułmańskim kalendarzu księżycowym. Wypada on mniej więcej na przełomie sierpnia i września. Dlaczego chrześcijańska eskadra odpłynęła do Kandii akurat, a nie na Maltę? Trwała wojna wenecko-turecka i można stwierdzić, że był to jeden z epizodów tej wojny. Uważam jednak, że było inaczej, Wenecjanie, świadomi przewagi tureckiej, nigdy nie pozwolili na tego rodzaju wybryk, albowiem od utrzymania Krety zależała przyszłość republiki. Wojna przygasała i Turcy byliby skłonni zawrzeć jakiś rozejm, ale dobrze przygotowana akcja wymierzona bezpośrednio w mienie i dobro sułtańskie uniemożliwiła to w sposób trwały.

I teraz popatrzmy na lata, w których rozgrywał się dramat twierdzy i portu Kandia, na Krecie. To są dobrze nam znane lata 1648 – 1669. Ponad dwadzieścia lat Wenecjanie, wspierani nieszczerze przez posiłki francuskie bronili twierdzy. W tym czasie na Rzeczpospolitą spadły wszelkie możliwe nieszczęścia. Wypadki te łączą się ze sobą w najoczywistszy sposób, albowiem Wenecja była głównym rozgrywającym w finansach państwa polsko-litewskiego.

Najpierw trzeba by się zastanowić nad tym ile w XVII wieku trwał werbunek armii liczącej – 50 – 50 tysięcy ludzi. Tyle mniej więcej w 1645 wystawili Turcy, którzy przypłynęli do Kandii, by odebrać sułtańskie dobro i tyle mniej więcej wystawił Chmielnicki, trzy lata później. Pomiędzy atakiem maltańskiej eskadry na statki sułtańskie a wysadzeniem tureckiego desantu na Krecie minęło raptem kilka miesięcy. Trudno przypuścić, by akcja Chmielnickiego, koordynowana przez dwór francuski, a obserwowana przez angielski, jak to już kiedyś pisaliśmy, nie była połączona z działaniami Turków na Krecie.

Kandia to najdłuższe oblężenie w historii nowożytnej Europy, być może wcześniej zdarzały się dłuższe, ale ja nic o tym nie wiem. Broniono jej z wielką determinacją, albowiem utrata Kandii oznaczała koniec weneckiej dominacji na Morzu Śródziemnym. Nikt jednak nie rozumiał co jakie będą konsekwencje owego końca.

Uważam, że przeciągające się oblężenie, spowodowało opracowanie i przeprowadzenie szeregu akcji zbrojnych i sabotażowych przeciwko Rzeczpospolitej. Od wojny z Chmielnickim począwszy przez wojnę w carem Aleksym, na Potopie skończywszy. Wszystkie te akcje miały na celu zrujnowanie Rzeczpospolitej, najważniejszego partnera i najważniejszego zaplecza Wenecji w tamtym czasie. Nie wiemy nic o relacjach finansowych pomiędzy obydwoma republikami. Wiemy, że za Jana Kazimierza, kiedy oblężenie Kandii trwało w najlepsze, Boratini, wypuścił z królewskiej mennicy sławne szelągi zwane Boratynkami. Zalał nimi kraj, co być może było związane z chęcią wydrenowania go z resztek srebra, tak bardzo potrzebnych na nowe zaciągi, które mogłyby wesprzeć Kandię.

Francuzi, którzy przypłynęli na pomoc twierdzy, a których polityka w Polsce była więcej niż aktywna, pamiętajmy, że to dwór francuski stał za operacją zwaną Potopem szwedzkim, zachowywali się na Krecie w sposób dość nieodpowiedzialny. Po kilku nieudanych akcjach opuścili wyspę, umywając ręce niczym Piłat. Kandia mimo to trwała. Życie mieszkańców było pasmem udręk, flota turecka blokowała port, a pieniądze, zbierane w Rzeczpospolitej płynęły coraz słabszym strumieniem.

Trzeba postawić pytanie następujące – czy pomoc francuska dla Kandii, nie była uzależniona od deklaracji Polaków dotyczących obsady tronu przez kandydata wskazanego przez Paryż? Moim zdaniem była, Jan Kazimierz zaś, człowiek duszą i ciałem oddany polityce francuskiej, abydykował po to, by na jego miejsce mógł kandydować Kondeusz Wielki. Dom habsburski jednak i papież doprowadzili do wyboru Michała Korybuta Wiśniowieckiego, hetman Jan Sobieski zaś, późniejszy król, przywódca profrancuskiego stronnictwa w Polsce, rozpoczął gwałtowną antykrólewską akcję, która zakończyła się śmiercią nowego władcy. Rok wyboru Michała Korybuta na króla Rzeczpospolitej, to rok upadku Kandii. Twierdza poddała się na dogodnych warunkach po dwudziestu jeden latach oblężenia. Nie wiadomo właściwie dlaczego wtedy. Owa kapitulacja, wydaje się być odpowiedzią na wybór króla Michała, popieranego przez Habsburgów i Rzym i, jak sądzę, została zaaranżowana przez Francuzów.

Po upadku Kandii, następnym celem Turków staje się osłabiona Rzeczpospolita, która jedyne co mogła zrobić to negocjować, a także dogadać się po cichu z Francuzami, którzy poparli kandydaturę Sobieskiego, licząc, że jego francuska żona, będzie pełnić tę samą rolę przy mężu, jaką przy dwóch ostatnich Wazach pełniła Maria Ludwika Gonzaga. Zakończyło się to poddaniem najważniejszej granicznej twierdzy, czyli Kamieńca. Wpływy tureckie w latach siedemdziesiątych XVII wieku, sięgnęły więc do brzegów Italii i środka Europy. Następnym etapem mógł być tylko atak na Rzeszę i podział tej Rzeszy na spółkę z Francją. Król Jan jednak, kiedy zasiadł na tronie, zorientował się do czego prowadzi polityka Paryża i jaką rolę w tej polityce wyznaczono Rzeczpospolitej. Postawił więc wszystko na jedną kartę, rozpoczął wojnę, która zakończyła się co prawda zwycięstwem w polu, ale też podpisaniem traktatów w Żurawnie, które nie przywróciły Polsce Kamieńca. I to był chyba ten moment, kiedy Francuzi zorientowali się, że nie dadzą rady, a jedyne co im zostało to zwalić całą odpowiedzialność na Turków i poczekać co oni sami zwojują w Rzeszy. Konsekwencją bowiem dalszą opisywanych wypadków, był marsz armii Kara Mustafy na Wiedeń. Czym zakończony, wszyscy wiemy. Całkowitą zmianą stosunków w Europie, w której zaczęła dominować Francja, już bez tureckiego sojusznika, nie zorientowana zupełnie, jaką robotę wykonują agenci Londynu i Amsterdamu, na terenie Rzeczpospolitej i Rusi. Cały ciężar globalnych rozgrywek, przeniesiony został z Polski na tereny moskiewsko-ukraińskie, czyniąc je przedmiotem polityki międzynarodowej, co Ukraińcy, na przykład, uważają za odrodzenie czy też może początek państwowości nowożytnej. Mam na myśli hetmanat i panowanie Mazepy.

Polska i jej ziemie, na dwie dekady stały się polityczną próżnią zarządzaną przez symbolicznego zwycięzcę spod Wiednia.

Wróćmy jednak do Kandii. Czego nas uczy owo ponad dwudziestoletnie oblężenie? Przede wszystkim tego, że nasz wróg prowadząc wojnę, także wydaje pieniądze. Wenecjanie, o ile wiem, choć mogę się mylić, nie mieli ani jednego sojusznika, który mógłby w Turcji przeprowadzić akcję tak sprawną i tak dewastującą, jak to zrobił dwór francuski w Polsce, jednocześnie udając tej Polski sojusznika i obrońcę. Kandia upadła z dwóch powodów, ponieważ zdewastowano zaplecze finansowe Republiki Weneckiej, a także dlatego, że w kluczowym momencie, kiedy szala przechylała się na korzyść obrońców, ktoś dobrze zorientowany złożył bardzo korzystną propozycję rozejmu.

Nie wydaje się, by ktokolwiek w roku 1669 w Polsce, świadom był tych zależności, ale mogę się mylić. Może po prostu ów ktoś nie miał możliwości wykonania żadnego ruchu. Na tak zarysowanym tle polityka Jana III, tylekroć krytykowana, wydaje się jednak słuszną i celową. Nie należało tylko, po obraniu takiego kursu, przyjmować na swoim dworze irlandzkich lekarzy, przybyłych nie wiadomo na czyje polecenie, a przede wszystkim należało powstrzymać Patricka Gordona przed wyjazdem do Moskwy.

  6 komentarzy do “Oblężenie Kandii a sprawa polska”

  1. tekst znakomity – klejnocik

  2. Panie Gabrielu, Pan to powinien, jeszcze, pisać podręczniki do historii. Obyśmy dożyli czasów, kiedy takie podręczniki wydadzą jakieś „uprawnione” wydawnictwa, a jeszcze lepiej  by mogła je wydawać i sprzedawać szerokim rzeszom uczniów i studentów Klinika Języka.

  3. Znowu bardzo interesująco. W kontekście omawianej historii i roli Wenecji i długoletniej współpracy przypomina się rozegrana 150 lat wcześniej bitwa pod Orszą(bitwa mocno niedoceniana współcześnie) gdzie siły polskie wygrały z trzykrotnie silniejszymi wojskami Moskwy .Po bitwie na drugi dzień poszły z dworu Zygmunta listy do Dożów(m in) , do Wenecji meldujące o zwycięstwie. Polacy wygrali dzięki bardzo nowoczesnej na tamte lata artylerii. Pytanie kto te odziały wyposażył, pewnie jakiś bogaty patron.

  4. >niczym wojna wietnamska i Afganistan w jednym…

    To dobre porównanie, ale obejmuje okres znacznie szerszy niż oblężenie.

    Jest takie włoskie powiedzenie Una vera guerra di Candia (prawdziwa wojna kandyjska), które oznacza niekończącą się, zażartą wojnę. Przez wieki, gdy Wenecja administrowała Kandią, życie rządzących było urozmaicane przez ciągłe rebelie wzniecane z Konstantynopola. Rebelianci ukrywali się w górach lub za morzem. W roku 1341 na stłumienie rebelii potrzeba było 7 lat. W roku 1453 wojska kreteńskie tak bojowo broniły Konstantynopola, że zdobywcy pozwolili im odejść w zbrojach i z flagami. Potem było świetnie, bo gdy Turcy opanowali Grecję, napłynęli uciekinierzy, a Kreta zyskała na znaczeniu kupieckim. W roku 1570, gdy jeden z górskich rodów Krety wydawał dziewczynę za Wenecjanina, 350 mężczyzn i 100 kobiet zeszło z gór na wesele. Zostali pojmani przez wojsko weneckie i powieszeni. Dla przykładu powieszono też elity greckie z nizin oraz oznajmiono, że oszczędzeni zostaną ci, którzy przyjdą z odciętą głową ojca, brata lub kuzyna. W ostatniej dekadzie 16. wieku ludność Krety zmniejszyła się z 270 tys. do 190 tys., bo Grekom było bliżej do swych pobratymców na ziemiach przodków niż do Wenecjan. Ukuli też powiedzenie „Lepszy turban sułtana niż tiara papieska”. Gdy Turcy zajęli wyspę w 1669 religia „ortodoksyjna” stała się dominującą wśród wyznań chrześcijańskich.

  5. Myślę, że to bardzo dobry temat na Wielką Sobotę

  6. Piękny tekst!

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.