Mar 142015
 

Wyłapanie różnicy pomiędzy mecenasem kultury, a animatorem kultury jest proste. Mecenas ma własne pieniądze i poprzez sztukę realizuje jakieś swoje cele propagandowe, animator zaś to wynajęty człowiek, pracujący na cudzym budżecie i mający do zrealizowania zadania określone przez właścicieli budżetu. Czy ci właściciele to mecenasi? Skąd, oczywiście że nie. Ci właściciele to „niewiadomokto”. Może to być na przykład państwo polskie, albo jakaś duża firma, która akurat postanowiła upuścić trochę gotówki i nazwać to sponsoringiem kultury. Różnica pomiędzy mecenasem, a właścicielem budżetu przeznaczonego na kulturę jest nieco subtelniejsza i polega na tym, że mecenas się nie ukrywa. Nie musi. Mecenas spaceruje w pełnym blasku słońca albo fleszy i mówi – paczta chopoki, jakem zaszalał – i pokazuje w tym miejscu coś co sobie za swoje pieniążki zafundował. Na koniec zaś poklepuje po plecach nieco zaambarasowanego artystę, który dzięki niemu będzie miał co jeść przez najbliższe miesiące. Ostatnią rzeczą o jakiej myśli właściciel budżetu obrabianego przez animatorów kultury jest ujawnienie się i publiczna demonstracja. Więcej, ów właściciel nie ma nawet chęci, by komukolwiek pokazywać tę kulturę, co to ją animatorzy za jego pieniądze wystrugali, a często jest wręcz tak, że ta kultura się do pokazywania nie nadaje, albowiem nie posiada cech trwałości. Co to znaczy? Ano na przykład animatorzy za czyjeś pieniądze organizują w domu kultury zajęcia z paćkania farbami po wielkich płachtach szarego papieru. Rozliczać się z tego można na różne sposoby, ale sam pomysł, by animować kulturę niepiśmiennych sześciolatków w ten sposób, żeby rozwijać ich wyobraźnię poprzez paćkanie, jest z punktu widzenia właściciela budżetu znakomity. Byłby jeszcze lepszy, gdyby można było zrobić ogólnonarodowe paćkanie na Stadionie Narodowym z udziałem dwóch tysięcy dzieci i sześćdziesięciu ton farby. To by dopiero była kultura i sztuka. No, ale wtedy ktoś mógłby się połapać, że coś tu nie gra, skąd ta farba i w ogóle. No więc w przeciwieństwie do mecenasów właściciele budżetów na kulturę i sztukę skazani są na działania dyskretne.
Są jeszcze inne różnice pomiędzy mecenasem a właścicielem budżetu na kulturę. Otóż mecenas poszukuje takich wykonawców, co do których nie będzie cienia wątpliwości, iż się na robocie znają. Odwalą ten swój zachód słońca nad jeziorem na murze stadionu LKS Huragan i publika oniemieje. Nic nie trzeba będzie dodawać i nic odejmować. Inaczej jest z właścicielami budżetu, oni nie szukają artystów, których talent jest oczywisty, oni szukają kogoś, wokół kogo – jeśli oczywiście trzeba będzie gdzieś przepuścić kolejny budżet – da się urządzić jakąś dyskusję. Dyskusję o sztuce, kulturze, a często antysemityzmie i roli Kościoła w życiu mieszkańców wielkich osiedli. Stąd już prosta droga do formuły następującej – mecenasa najbardziej interesuje forma, w dodatku taka, która nie pozostawia żadnych widzowi żadnych wątpliwości, a właściciel budżetu zaciekawiony jest wyłącznie treścią, bo tylko wokół treści można kreować kolejne budżety. Z pozoru wydaje się, że jest na odwrót, ale to złudzenie. Treść w dziele zafundowanym przez mecenasa jest oczywista i nie podlega dyskusji. Można sobie co najwyżej pogadać o tym, czy jeleń na rykowisku ma wystarczająco duże poroże. Treść w przypadku dzieł fundowanych przez tajnych właścicieli budżetów jest umowna i zależy od animatorów kultury. Mogą ją oni modyfikować, zmienia i przerabiać ile razy zechcą, a czynności te wprost zależą od misji, jaką budżet został opatrzony. Dawniej nazywano to krytyką. I tu powstaje to złudzenie, że w przypadku opisywanym forma jest ważniejsza. Nieprawda, tam formy nie ma wcale, a chodzi tylko o to, by awansem, z myślą o kolejnych budżetach zaopatrzyć te maziaje w jakąś legendę, która da się modyfikować.
Prawdziwemu mecenasowi zależy na tym, by istniało szkolnictwo artystyczne. To znaczy, by we wiosce był zawsze ktoś kto potrafi narysować konia. I ktoś kto umie nauczyć jakiegoś Jaśka czy Staśka jak się konia rysuje. Właściciele budżetów i animatorzy kultury budzą się w nocy z krzykiem jak im się przyśni facet rysujący z ręki, bez modela, galopujący szwadron kawalerii. To jest czarny sen animatorów kultury i ludzi ich finansujących. Oznacza on bowiem zbędność budżetów na kulturę i odwrócenie wektora. Facet taki wychodzi na ulicę i z ręki trzaska szwadron za szwadronem, aż się wioskowy mecenas nadziwić nie może i patrzy dziwnie na swój portfel. Ludziska bez pytania kupują te kobyły i nikt nie zapisuje dzieci na zajęcia z paćkania. Horror. No, ale w żadnej wiosce nie ma już dziś człowieka, co by konia potrafił narysować więc animatorzy i ich sponsorzy śpią snem spokojnym. Większość istotnych dzieł sztuki jest dziś pochowana po muzeach i sejfach, a to co jest, należy w całości do sfery obsługiwanej przez nierozpoznane budżety i animatorów. Szkolnictwo artystyczne jest największym wrogiem tych ludzi, na drugim miejscu są mecenasi, którzy domagają się ładnych obrazków i chcą za nie płacić. Żeby animacja kultury funkcjonowała właściwie trzeba oduczyć ludzi rysowania koni, unieważnić krytykę, a potem wszystkich wynająć za tanie pieniądze do paćkania i postawić nad nimi animatora. Drugiego trzeba postawić nad publicznością, a trzeciego w jakiejś gazecie i tak cały ruch gotówki na rynku zwanym do niedawna rynkiem sztuki jest opanowany i kontrolowany. Po co? No, żesz kurna, studia kończyli, a nie wiedzą…Po to, żeby wpuszczać tam budżety z innych rynków, na przykład z rynku gdzie handluje się kokainą, albo karabinami, albo dziewczynami, albo sportowcami, albo ziemią. To chyba jasne.
Najłatwiej było unieważnić krytykę, dokonało się to poprzez poprzez likwidację kanałów komunikacyjnych pomiędzy krytykiem a publicznością. Ci pierwsi przestali w pewnym momencie przemawiać do publiczność i im się zdawało, że oto właśnie osiągają szczyt swoich możliwości, bo samym tylko ruchem powiek wskazują na to co wielkie i niszczą to co małe. Było to złudzenie, bo moment ten był istotnie ważny, ale z innego powodu. Oznaczał on koniec krytyki w rozumieniu XIX wiecznym. Facetów zepchnięto ze sceny i załadowano do wora, a na ich miejsce postawiono animatorów, którzy byli doskonale zorientowani w co się gra. Takim animatorem jest na przykład znana wszystkim Anda Rottenberg. Ona i jej podobni zajmowali się przez całe życie jednym tylko właściwie, dobudowywaniem treści do maziajów i kooptacją ich autorów do grona wybrańców, dla których organizuje się wystawy. Na nie zaś potrzebne są różne budżety. Nie wykładają ich jednak mecenasi, bo oni wymarli w pewnym momencie. Obieg się zamknął. Kontrola jest pełna. Dotyczy ona nie tylko pieniądza, nie tylko szkolnictwa artystycznego, ale także treści. A raczej tego co za treść uchodzi. Myślicie, że się mylę? Myślicie, że można dziś malować i tworzyć co się chce? No to kto widział gdzieś ostatnio nastawę ołtarzową zrobioną współcześnie, z wizerunkami świętych, zaśnięciem Marii, czy czymkolwiek innym? Nie ma czegoś takiego, a nie ma bo podobno jest niepotrzebne, bo liczy się pobożność wewnętrzna. Oczywiście, podobnie jak liczą się budżety wewnętrzne. Pobożność taka oznacza brak zamówień dla potrzeb Kościoła, a co za tym idzie oznacza, że sztuka sakralna zdechła dawno temu, a teraz próbuje się ją podłączyć do zamkniętego obiegu, który tu opisałem. Są jeszcze witraże, ale jak wiemy największym witrażownikiem w kraju jest Owsiak Jerzy. Skoro nie ma szans na wychowanie i wyuczenie jakiegoś mistrza pięknych Madonn, to obrót treścią i pieniędzmi może dokonywać się we wszystkie strony, zależnie od woli wykładających budżety organizacji. I dziwi mnie tylko, jak długo jeszcze historycy sztuki karmić się będą złudzeniami i pisać swoje dysertacje o nowoczesnych dziełach. Ma ów system jeszcze jeden aspekt który nam umyka. Oto doszliśmy do miejsca, w którym postaci zniknęły właściwie z przedstawień. I co? Chcecie mi teraz powiedzieć, że to nie ma znaczenia religijnego? Że pozostaje bez związku z doktrynami i rytuałem? Znajdźcie sobie innego frajera, ja idę popatrzeć na jelenie na rykowisku co to je Jaśko na murze okalającym stadion LKS Huragan wymalował.

Ponieważ niebawem zaprezentujemy tu absolutnie wstrząsającą okładkę naszego nowego komiksu, chciałem przypomnieć, że jestem jednym z ostatnich mecenasów, którzy zainteresowani są poszukiwaniem takich ludzi co konia potrafią narysować. Mamy nawet na składzie album komiksowy z muzyką, gdzie widać ową zadziwiającą umiejętność artysty dokładnie i w pełnej krasie. Możecie to sprawdzić oglądając nasze trailery.

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl i do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy w Warszawie.

  18 komentarzy do “Od mecenasa do animatora”

  1. A ileż treści tajemnych umieszczał kiedyś artysta na zamówionych obrazach! Były one czytelne dla zamawiającego, jego rodziny, czy znajomych, a dla obcych te treści umykały, ewentualnie były powodem do przemyśleń.
    Dzisiaj niektórzy zajmują sie tymi ukrytymi tereściami i piszą sążniste dysertacje i zdobywają stopnie naukowe.
    A cóż można ukryć w bohomazach na szarym papierze? Z powyższego widać, że budżet i to nasz wspólny. Wot sztuka.

  2. Z epoki jeleni na rykowisku weszliśmy w epokę ryczących jeleni 😉

  3. Trochę offtop, a trochę generalizacja.

    Wrzuciłem w google hasło jak manipulować narodami.
    I wyskoczył mi miły ilustrowany lekko poradnik jak manipulować pojedynczymi ludźmi.
    Z praktycznymi przykładami. (A że mi się teraz wszystko z *** kojarzy) – wyskoczył po angielsku.

    http://www.wikihow.com/Manipulate-People

    Takiego o manipulacji narodami jeszcze szukam.
    Jak znajdę – wykorzystam 🙂

    Żartuję, dam znać.

  4. Podejrzana witryna 😉

  5. Mówią, jak chcesz urynkawiać duże łapówki załóż stadninę koni. Artysta i mecenas zostali więc wyeliminowani, jest za to koń i (podobno) najlepsza amfetamina na świecie. Z resztą nie wiem co tam się dzisiaj dzieciom sprzedaje do ćpania, nikt kogo bym mógł zapytać od lat nie był na dyskotece. W telewizorze reklamują metaamfetaminę (serial braking bad), ale gdzie to się robi i z czym to się je?

  6. animacja kultury i jej animatorzy…
    vide hollywood

  7. Kolejną taką maszynką do przewalania budżetów w jaskrawej i łatwiejszej postaci jest tzw. SPORT. Wystarczy popatrzeć na FIFA, stadiony (baseny narodowe), transfery wszelakiej maści sportowców, piłkarzy, trenerów, animatorów, sponsorów różnej maści i paści, animatorów, naganiaczy i naciągaczy…. Uhhhh.
    Skoro rządzący w wielu krajach ,,boją się podskoczyć” FIFA ponieważ organizując (powierzając) organizację mistrzostw w piłce nożnej (patrz Polska-Ukraina) są w stanie kreować poważną i dużą polityką regionalną….( jedna z metod rujnowania budżetów państwa (patrz Polska, Brazylia, też Ukraina)…
    …Na Ukrainie mamy teraz to co mamy i kolejna faza przewalania dużych budżetów realizowana od wielu lat… w tym pamiętna pomarańczowa rewolucja… mistrzostwa w piłce nożnej… ulokowani animatorzy w powoływanych do tego też celu wszelakich fundacjach !! … propaganda typu radio ,,Biełaruś” i licho wie co jeszcze przy tym… duże migracje (przepływy) ludności… ,,bezinteresowna” pomoc ze skarbców mecenasów typu MFW, tworzone tam banki, itp.,.. kreowanie bezmyślnego konsumpcjonizmu… za przejęcie (wyzbycie się) rodzimego majątku narodowego…
    A w tym bardzo ważna rola przejęcia rodzimej sztuki i tradycji, kreowanie nowomody, wyśmiewanie tradycji…. Bez tego nic się nie uda tak szybko dokonać.
    Dłuższy temat… metoda ta sama.

  8. W wyśmiewaniu tradycji, bierze udział ulubieniec animatorki Andy R., Leon Tarasewicz, któremu nieraz ktoś zadaje pytanie, czy potrafi namalować konia. Oczywiście ten pytający jest od razu ustawiony w roli głupka, który ma czelność kwestionować umiejętności wielkiego artysty podejrzewając, że nie umie on malować ludzi, zwierząt, pejzażu, albo chociaż martwej natury i dlatego zalewa wiadrami farby „Zachętę” w Warszawie.

  9. W latach 90-tych opowiadał mi mieszkający w Belgii Polak, że nigdy nie widział w belgijskiej telewizji obiektywnego programu o Polsce. Mówił o czasach komuny i tuż po komunie. Na moje zdziwione pytanie: Dlaczego?, powiedział: To jest polityka tutejszego systemu.

    Te belgijskie filmy o Polsce przedstawiały skrajną nędzę i zacofanie, co było absolutną nieprawdą.

    Z kolei pewien Belg, który odwiedzil Polskę w latach 90-tych, był zdziwiony, że tu tyle własności, domki, domy, mieszkania, a myślał, że Polacy nic nie mają. Sam do dzisiaj mieszka w służbowym mieszkaniu pod Brukselą i nie ma nic.

    Teraz na Białorusi podobno da się żyć, od wielu lat jest wzrost gospodarczy ca 8-10%(!!!!), drogi przelotowe mają ponoć lepsze od polskich (są filmy wrzucane na youtube przez kierowców), jakoś zbyt wielu Białorusinów nie szuka w Polsce pracy, ponoć jak zakład pada, to konserwują maszyny i pilnują, czekając na lepsze czasy, ale w Polsce o tym nie usłyszymy.

    Jesteśmy już w innym systemie ….

  10. No to juz wiadomo, co za towarzystwo Ide wysmazylo – wlasciciele budzetu przeznaczonego na kulture. Proby identyfikacji kto wylozyl na to kase sa w sieci niedostepne. Film o Zydach, zrobiony przez Zydow, wiec na pewno nie finasowany przez Polakow.

  11. Jest tekst pink panther i dyskusja pod nim o IDZIE wyjaśniająca detalicznie czyje pieniądze, łącznie z anegdotami rodzinnymi finansistów. Na salon24.

  12. O producencie „Idy” napisał Pink Panther (ostatni wpis, salon24) Bardzo ciekawe.

  13. Właśnie tak było w tej Belgii, tak o nas tam myśleli. A film „Shoah” ich utwierdzał, że Polska to jakiś straszny ciemnogród.
    Z Białorusi przyjeżdżają tabuny ludzi po zakupy do supermarketów w Białymstoku. Pytają się czasem o drogę, sympatyczni ludzie. Jak tam jest na Białorusi, opisał świetnie T.A.Żak
    w „Domu za żelazną kurtyną”.Całkiem inaczej niż można sobie wyobrażać na podstawie opinii rozpowszechnianych przez media.

  14. No niezle. Pink Panther to niezly szperacz. Wyglada na to, ze to wszystko na prawdzie polega. Zrewoltowana bandyterka robi kulture.

  15. Po obejrzeniu „Idy” stwierdzam, że ona ma to samo zadanie co „Shoah”kiedyś, pokazać jak najgorzej Polskę i Polaków. To jest najnudniejszy film jaki można sobie wyobrazić, ale w tej nudzie jest metoda. W pamięć wbijają się powtarzające się ciągle obrazy, które dzieją się w Polsce. Piękno – to Ida i jej ciotka Wolińska. Poza tym, brzydota miejsc, zacofanie ludzi- to ma się kojarzyć z Polską.

  16. też tak do odbieram. Nieprawdopodobne są fundusze, siły i środki tzw. ,,mordoru”.Jedyna i skuteczna decyzja i gwarancja całkowitego zwycięstwa to… INTRONIZACJA CHRYSTUSA KRÓLA w Polsce.

  17. jako znany hodowca kur ozdobnych na pewno potrafi narysować kurę. Ale czy konia?

  18. > „No to kto widział gdzieś ostatnio nastawę ołtarzową zrobioną współcześnie, z wizerunkami świętych, zaśnięciem Marii, czy czymkolwiek innym?”

    Zapraszamy gospodarza do parafii Jana XXIII w łodzi. Nowy ołtarz.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.