Lis 182014
 

Wczoraj się w Klubie Ronina odbyło się, albo dopiero się odbędzie, spotkanie z młodym Łysiakiem i jakimś drugim autorem bestsellerów zatytułowane „Henryk Sienkiewicz potrzebny od zaraz”. Czekam z utęsknieniem na nagranie z tego spotkania, żeby zniszczyć prowadzących i uczestników, a ponieważ nudzi mi się krzynkę to sobie tak wspominam trochę dawne czasy, a trochę szperam po internecie.
Nie wiem czy pamiętacie, ale w latach osiemdziesiątych książki dystrybuowane były nie tylko przez księgarnie, ale także przez kioski „Ruchu”. Prawie jak dziś, ale trochę inaczej. Co jakiś czas do kiosku przywozili towar i tam, pomiędzy różnymi śmieciami było pełno książek. Nie chodzi o to, że wybór był duży, ale o to, że było dużo egzemplarzy jednego albo dwóch tytułów. I ja pamiętam dwa momenty absolutnej książkowej powodzi. Pierwsza fala składała się z tysięcy egzemplarzy powieści Ethel Lilian Voynich zatytułowanej „Szerszeń”, a wydanej w serii ‚Klasyka młodych”, a druga z dzieła zatytułowanego „Klątwy, mikroby i uczeni”, które napisał Zbigniew Święch. Nie wiem jakimi intuicjami kierowała się moja matka, która kupowała mi sporo książek, ale wiem, że tych dwóch, choć wystawione były w każdym kiosku i miały atrakcyjne okładki, nie kupiła mi nigdy. Całe szczęście.
Przypomniałem sobie wczoraj tego Święcha i jego dzieło. Przypomniałem sobie, ponieważ był to kolega starego Łysiaka i ten opisywał go w znanym nam stylu, jako takiego bon vivanta i amanta i mistrza szpady niemal. Święch miał zdaje się – tak to oceniam dziś – być jakimś poputczikiem Łysiaka, który sam zaczynał dużo wcześniej, również z przytupem, ale jakoś tak przytomniej. Pan Zbigniew bowiem już na samym początku kariery wszedł w ostry wiraż, z którego jak mi się zdaje nie udało mu się wyjść do dnia dzisiejszego. Książki z serii „Klątwy, mikroby i uczeni’ miały być bowiem w założeniu prostym przeniesieniem brytyjskich sposobów pisania o kulturze i historii na nasz grunt. Wydawca zaś i sam autor jak się zdaje mocno wierzyli, że przyniesie im to sukces. No, ale okazało się, że nie, okazało się, że dyrdymały o mikrobach uwalniających się w czasie otwierania sarkofagów jagiellońskich nie biorą nikogo. Nikt nie uwierzył w to, że Kazimierz Jagiellończyk to polski Tutanchamon, a Stanisław Lorenc to polski Howard Carter. I tak kariera Zbigniewa Święcha została zwichnięta już na samym początku. Zwichnięta, ale nie złamana, bo jak się przekonacie zaglądając do wiki, pan Zbigniew żyje i tworzy dalej, a swoje książki dystrybuuje poprzez te same kanały co Krzysztof Logan Tomaszewski, znany prawicowy publicysta. Obaj jeżdżą po uzdrowiskach i tam sprzedają kuracjuszom swoje dzieła na wieczorkach autorskich. Pan Święch napisał od lat osiemdziesiątych aż 6 książek, a wszystkie utrzymane są w tym dobrze przez nas rozpoznawanym i całkowicie oszukanym duchu brytyjskiej eksploracji kolonialnej.
Jakby tego było mało Zbigniew Święch, ze swoimi 6 książkami należy do Klubu Odkrywców – The Explorers Club, amerykańskiego stowarzyszenia skupiającego największych odkrywców tajemnic, jakich znał i zna nadal nasz świat. Do tego samego klubu należy wspominany tu wczoraj Wojciech Cejrowski, a także Marek Kamiński, a nawet profesor Myśliwiec z Instytutu Archeologii UW. Jak to jest możliwe? Ja mam oczywiście pewne sugestie, ale one nie muszą być prawdziwe. Uważam, że tego rodzaju stowarzyszenia, skupiające osoby wpływowe lub za wpływowe uznane, są ekspozyturą sił obcych i Polsce wrogich, które poprzez owe organizacje właśnie tak modelują obraz naszego świata i naszej oraz powszechnej historii, żeby już nic się z tego wszystkiego nie dało zrozumieć. Żeby nikt nie miał wątpliwości, że członkowie takiego towarzystwa są ważni, poważni i mówią samą prawdę, nagradza się ich odznaczeniami państwowymi. I tak Zbigniew Święch został kawalerem dwóch państwowych orderów: krzyża kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski, oraz medalu Gloria Artis. Mówimy tu o człowieku, który debiutował w latach osiemdziesiątych publikacją na temat zarazków co zabijają historyków na Wawelu i nawet o mało co profesora Lorenca nie zabiły, ale jakoś przeżył.
No, ale zostawmy tego Święcha i przyjrzyjmy się Cejrowskiemu. On prócz tego, że należy do Klubu Odkrywców, to jeszcze należy Królewskiego Towarzystwa Geograficznego, jest jednym z trzech Polaków zapisanych do tego towarzystwa. Drugim jest Henryk Arctowski, a trzecim a raczej trzecią Maria Antonina Czaplicka. Ktoś może zapytać: a dlaczego Bronisław Piłsudski nie był członkiem tego towarzystwa? Otóż dlatego, że Bronisław Piłsudski badał język ludów Ajnu na zlecenie rządu japońskiego i tamtejszego ministerstwa wojny. Język ten miał posłużyć do szyfrowania komunikatów w eterze. Kiedy agenci brytyjscy tacy jak Michael Vilfried Voynich i Szlomo Sigmund Rosenblum alias Sidney Reilly wyciągnęli go z Japonii, mieli nadzieję, że Piłsudski opowie im jak to jest z tym językiem ludów Ajnu. No, ale on nie chciał, mimo tego, że Voynich dawał mu pieniądze na życie. I przez to włąśnie pewnego dnia wpadł do Sekwany i utonął.
No, ale wracajmy do Królewskiego Towarzystwa Geograficznego. Nie można być jak się zdaje jego członkiem, nie pracując aktywnie na rzecz korony. Weźmy choćby życiorys tej Czaplickiej. Wyciągnęli ją z Polski, skończyła Oxford, była sufrażytską i lubiła kobiety. Wysłali ją na Syberię, by tam badała miejscowe zwyczaje i zbierała informacje. No i ona zbierała, szczególnie interesowała ją tożsamość płciowa szamanów jakuckich, tych wiecie co jedzą muchomory, a potem ich uczniowie piją w ramach nauki zawodu to, co oni wysikają po tych muchomorach. Jak Czaplicka wróciła do Londynu to jej obiecali profesurę w Oksfordzie, no, ale potem okazało się, że nie. No to może w Nowym Jorku? Okazało się, że też nie. No więc może chociaż w Bristolu? Może tak, ale w rezultacie także nie. No i Czaplicka się otruła, bo myślała, że to wszystko jest naprawdę, te odkrycia, kariera i sława, myślała, że to jest dla wszystkich, a nie tylko dla nich. I niestety srodze się zawiodła. Jej pisma zostały zdeponowane w jakiejś skrzynce i wydaje się je dziś dopiero po wielu latach. Po polsku mamy jedną książkę, a reszta jest niestety po angielsku.
No i Cejrowski, który jest dyslektykiem i półanalfabetą należy do tego samego towarzystwa co Arctowski kiedyś i ta Czaplicka. W tym momencie na usta ciśnie się pytanie o sens istnienia takich towarzystw. Jak go już prawie wyjaśniłem, ale nie powiedziałem najważniejszego. Otóż sens istotny jest taki, by odwracać uwagę ludzi od tekstów ważnych, a kierować ją ku tak zwanym badaniom terenowym, których nie da się przeprowadzić na serio bez zaplecza maszynowego i naukowego, bez olbrzymich budżetów i zaangażowania setek ludzi. Kierunek ten prowadzi nas wprost ku nielegalnym wykopaliskom oraz rynkowi antykwarycznemu, który syci się „odkryciami” rodzimych naszych „eksplorerów”. Wśród tysięcy śmieci jakie znoszą oni do punktów kontroli wydobycia rozsianych po całym kraju czasem trafia się jakiś prawdziwy rarytas. No i jasne jest, że on nie trafi do żadnego polskiego muzeum, bo Polska nie ma doktryny, a więc tak naprawdę muzeów nie potrzebuje. No chyba, że takich jak muzeum twórczości Zbigniewa Święcha czy Wojciecha Cejrowskiego. No i jeszcze jeden aspekt, w moim mniemaniu najważniejszy. Uwaga odwrócona od tekstów ważnych, takich jak książka Karola Estreichera „Nie od razu Kraków zbudowano”, kieruje się ku tekstom miałkim i niepotrzebnym, ku tekstom przeznaczonym dla metalnych i intelektualnych inwalidów, ku tekstom takim jak „Gringo boso w ciemnogrodzie indiańskim” oraz takich jak „Opowieść o tym, jak krętek blady próbował zabić Lorenca w czasie otwierania sarkofagu Jadwigi Andegaweńskiej”. Tym właśnie ma się karmić nasza wyobraźnia i wyobraźnia naszych dzieci. No to ja na koniec pozwolę sobie zacytować, posługując się, oczywiście prozą niezrównanego Waldemara Łysiaka, słowo, którego użył generał Canbronne pod Waterloo – a gówno!
Panom zaś Łysiakowi juniorowi i temu drugiemu mistrzowi życzę owocnej dyskusji w Klubie Ronina i miłego oczekiwania na drugiego Henryka Sienkiewicza.

Wszystkich zapraszam zaś na stronę www.coryllus.pl, gdzie można kupić książkę czeską, w której występują takie postaci jak Michael Vilfried Vojnich, Szlomo Sigmund Rosenblum alias Sidney Reilly oraz Bronisław Piłsudski.

A tu macie jeszcze tailery, żeby Wam się nie dłużyło czekanie na Sienkiewicza. Nie tylko trailery Świętego Królestwa, ale także trailer albumu Romowe.


  28 komentarzy do “Odrywcy czyli „znowu przemawia przeze mnie zawiść””

  1. Te opowieści o mikrobach z krypty to na poziomie Belfegora były 😉

  2. Oto dziennikarskie śledztwo od ręki, od niechcenia, od serca. Kolejny powód, dla którego nie czytuję oficjalnych przekaziorów.
    Bo tam nie ma życia.

  3. Ten cały Święch z pierścieniem atlantów mówi sam za siebie ,zdjęcie na salonie.

  4. @Coryllusie, mógłbyś przypomnieć jak nazywa się twój Kubala 😉

  5. Nie bądź Pan taki malkontent. Jedzie Pan po prawie wszystkich. Naprawdę jak tak spojrzę wstecz to niewielu na prawicy się ostało, których by nie spotkała krytyka z Pana strony.

  6. Niesamowite, naprawdę? A pan się tu wynająłeś do pielęgnowania orgódka prawicowych myśli? Dobrze panu radzę, zrezygnuj pan z czytania tego bloga, bo to źle panu robi na brzuch.

  7. Zna Pan takie powiedzenie: „wszelkie proporcje powinny być zachowane”? Jedzie Pan po wielu ludziach na prawicy, którzy robią bardzo wiele dobrej roboty i nie krytykuje z reguły Pan ich za jakieś naprawdę bardzo istotne kwestie ideowe czy polityczne. A brzuch mnie nie boli.

  8. Pamiętam te „Klątwy, mikroby i uczonych”, ale nie czytałam, bo ten tytuł brzmiał strasznie złowieszczo.
    I chyba taki miał być po to, żeby utrzymać odpowiednio wysoki poziom strachu przed zajmowaniem się badaniem przeszłości.

  9. czyżby wizjoner coryllus zacytował zaścianek w tytule?

  10. Ja nie twierdzę, że zawiść tylko malkontenctwo.

  11. Jak dobrą robotę robi według pana Cejrowski? Poza tym, że oszczędza na butach?

  12. Ok. Krótka piłka. Zaprzestaję lektury, czy „wylatuję”. Nie musi mnie Pan usuwać, sam to robię. Taka opinia nt. krytyki wielu prawicowców przez Pana (za kwestie nie ideowe, nie naprawdę istotne) musiała paść, bo jest, jak sądzę, prawdziwa choć ostra. Proszę przemyśleć: „toutes proportiones gardes”. Na koniec chcę powiedzieć, że owszem fajnie gen. Canbronne pod Waterloo powiedział „a gówno!” jak czytamy na koniec dzisiejszego wpisu. Ale czy też tak nie powiedział Nikodem Dyzma, gdy w cyrku sędziowie mieli sobie za nic jego opinię, że sie mylą, bo jak on prezes(!) tak mówi, to mówi; sędziowie, że prawda jest inna, a on do nich – „a gówno!”?

  13. Ja ten bzdet przeczytałem, ale zawartość nijak się ma do mrożącego krew tytułu, natomiast dobrze pamiętam rozczarowanie tą książką.

    Molu książkowy, co tam jakaś książczyna, pozwól sobie w YT w wyszukiwarkę wstukać
    Szymon Rerez na UJ o konieczności ograniczenia nauki historii
    To co chrzani ten stary piernik to małe miki, ale wystarczy spojrzeć na twarze studentów i ich nauczycielu i to jest wprost przerażające.
    Patrząc na to można powiedzieć, że to co Gospodarz pisze o uniwersytetach, a w szczególności o naukowcach z UJ to prawda, bo oni w dalszym ciągu widzą świat wedle wskazówek przywiezionych tu z Wiednia. Są gotowi kupić nowe wskazówki u innych. 🙁

    Powinni piernika wybuczeć, wyklaskać, wynieść lub zapytać go, po co w takim razie tyle gadania na temat Holokaustu, po co te YV, DL i inne instytucje, nie ma historii, to nie ma dla wszystkich bez wyjątku i szlus.

    To były takie dygi, bo Gospodarz przywraca wiarę w sens analizowania procesów polityczno-ekonomicznych, zwyczajów, religii z czasów historycznych, by móc właściwie i bardziej świadomie obserwować to, co się wokół wyrabia.
    Nie możemy być małymi Kaziami, którzy zadzierają głowę w górę, patrzą na chmury i dziwują się co też je też tak gna po tym niebie.

    Podsumowując, to właściwie wszystko wymaga długotrwałego, sensownego budowania, by pokolenia później doczekać się owoców.

  14. To prawda, że te wsłuchane i wpatrzone w chrzaniącego piernika twarze są dużo bardziej zatrważajace niż to co opowiada ten Perez. Jak można coś takiego mówić na polskim uniwersytecie?
    Ale dziś wszystko jest możliwe. Moje dziecko właśnie wróciło z przedstawienia, na które zawieziono 300 dzieci, każde za 20 zł., na jak się okazało nie wiadomo czyje przedstawienie do hali sportowej tutejszej politechniki. A myśleliśmy, że dziecko idzie z klasą do teatru. Skasowali 6000zł za jedno przedstawienie. Ciekawe ile wziął dyrektor szkoły za zorganizowanie tej wycieczki.

  15. do tych krolewskich itp klubow przyjma kazdego kto zaplaci skladke / dolozy na tace…
    krolewskie grona bez $$$ nie pozyja… jak wszystko / wszyscy na tym swiecie…

    ps
    podobno, sikorski radek ma cos (angielskiego magistra?) za 10 funciakow…

  16. Błogosławiony (czu już się wyświęcił?) pan Wojtek C. sam się pięknie zdemaskował w swojej autubiograficznej książce, pisał tam jak to on, biedny chłopina z komunistycznego kraju pojechał ganiać bydło po stepach Ameryki i pewnego razu, o ile dobrze pamiętam, powiedział, chłopaki ładnie tu u was, na co oni zadecydowali, że dadzą mu kilkadziesiąt, czy kilkaset akrów ziemi a do tego stado bydła. Na co pan Wojtek, źe tak nie wolno, to źle będzie wyglądać, wobec czego zgodzili się, żeby nie było, że to jakieś werbunkowe czy cuś, skasować go po dolarze za akr, i po cygarze za krowę. I on do dzisiaj siedzi na ranczo, nawet go w radio puszczajo Dlatego zawsze słucham pana Wojtka, to prawdziwy Głos Ameryki

  17. A mnie sie marzy… nie, nie kurna chata. Marzy mi sie ze pewnego dnia, w blizej nieokreslonej przyszlosci, jakas wplywowa polska dziennikarka, najlepiej corka jakiegos znanego biznesmena lub prawnika moze, pojedzie do Anglii i wyjdzie za maz za jakiegos, no powiedzmy Foreign Secretary czyli ichniego ministra spraw zagranicznych Zjednoczonego Krolestwa.
    Chcialbym tez zobaczyc jak udziela ona wywiadu jakiemus dziennikarzowi z BBC, nawet lekko lamana angielszczyzna (mniej wiecej taka jaka jest polszczyzna pani Anne Applebaum).
    I zeby stwierdzila ze jest absolutnie zakochana w United Kingdom: „U was jest fish and chips i dobre ale i wy macie taki standard! Ja jestem najwieksza przyjaciela Brytyjska Korona!’

    Tak mi sie marzy. Ale bardziej prawdopodobne jest to ze Aleksander Kwasniewski wstapi do zakonu Trapistow lub ze mistrz Twardowski zeskoczy do nas z ksiezyca, machine szabla i zacznie w Polsce robic porzadki.

  18. A tu ktoś na s24 poruszył tematykę WC i tego towarzystwa:

    http://72pozycje.salon24.pl/556066,wc-w-krolewskim-towarzystwie-geograficznym

  19. Panie Gabrielu jest pan „zmierzlym” ale Pana wizje zwiazane z budzetem sa zawsze genialne.
    Na marginesie podoba mi sie stwierdzenie: wektory polityki , poniewaz wektor ma swoje ukierunkowanie i wartosc.
    Ci wszyscy ludzie wplywaja troche na wartosc wektora ale nigdy nie sa w stanie zmienic jego kierunku.
    Skoncentrujmy sie na kierunku

  20. 🙂 …. 🙂 …. 🙂

  21. Cejrowski „prawicowiec” ? Bo go Lis zaprasza i on komuś tam nawrzuca ? Wishfull finking

  22. Nie odkrywam ,,nic nowego”;
    Odnoszę się do pytań, a nie do pytającego.
    To odkryć powinien każdy, ale jakby wielu na tym nie zależało ( i po prostu, zwyczajnie – nie chciało). Czy większość już oduczono myślenia i zadawania sobie pytań?
    ,,50 pytań” ;
    http://maciejsynak.blogspot.com/p/50-pytan.html

  23. WC przepadł u mnie, kiedy zaprosił Frykowską do siebie i zrobił telewizyjny sąd nad nią, mówiąc jej takie rzeczy, których porządny facet publicznie nie robi. Porządny facet takiej osoby nie zaprasza i tyle.

    Ostatnio też się popisał i wciągnął w swoje prywatne sprawy KK, by pobrać się.
    O innych rzeczach pisał Gospodarz. A, jeszcze matura z powyłamywanymi palcami.
    Ostatnio był z nim reklamowy i reklamiarski wywiad w TVRepublika. Młodzież najczęściej bardzo zachwycona.

  24. Zakazana książka. Książka Józefa Kisielewskiego z 1939 roku pt. „Ziemia Gromadzi Prochy”.
    Osoby, które uczestniczyły w wydaniu tej książki trafiały na listę wrogów III Rzeszy, za samo jej posiadanie groziło wtrąceniem do obozu koncentracyjnego.
    http://maciejsynak.blogspot.com/p/blog-page_5.html

  25. Obdukcja obstrukcji nierówna, więc wracam na kanwę literatury ważnej.
    Np. książki Marii Rodziewiczówny.

    A tymczasem – ,,Nasze życie, a korporacje bankowe”:

    http://prawdaxlxpl.wordpress.com/2014/11/12/nasze-zycie-a-korporacje-bankowe/

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.