Lis 042018
 

Dziś krótko, bo ruszam w drogę. Było tu wczoraj o Michale Aniele, człowieku nieskorym do eksperymentów w zawodzie przez siebie uprawianym, a jednakowoż uważanym przez wielu za rewolucjonistę jeśli idzie o to co po sobie pozostawił. Nie wiem co się stało, ale władza nasza postanowiła zainwestować w tak zwane komiksy patriotyczne, ufając przy tym, że komiks to jest medium, które trafi do młodzieży. Już o tym pisaliśmy, ale nie zaszkodzi powtórzyć – komiks nie jest medium dla młodzieży, a propaganda, żeby była celowa i skuteczna musi opierać się na działających mechanizmach, a nie na pobożnych bądź niepobożnych życzeniach. Mamy więc medium bardzo tradycyjne, za pomocą którego ośrodki propagandowe próbują robić rewolucję w targecie głęboko tym medium nie zainteresowanym. To jest dziwne, albowiem w przypadku komiksu nie ma mowy o przewaleniu budżetu. Budżet jest za mały po prostu, a trzeba jeszcze opłacić grafika, który musi obrazki i całą historię firmować. W grę wchodzi w tym wypadku, jak sądzę, jedynie głupota.

Komiks ze swej istoty domaga się eksperymentu, nie może być zachowawczy. W Polsce jednak komiks traktowany jest jak okazja do powielenie kilku banałów i utrwaleniu w formie obrazkowej historii jakiejś mniej lub bardziej wiarygodnej hagady. Do kin wchodzi właśnie film zrobiony na podstawie komiksu o przygodach Ryszarda Kapuścińskiego w Angoli. Nosi to dzieło tytuł „Jeszcze jeden dzień życia” i opowiada o straszliwych niebezpieczeństwach, na jakie narażony był reporter z komunistycznego kraju relacjonujący na bieżąco wojnę w Angoli. To jest oczywiście kłamstwo, jestem pewien, że w filmie nie pokazali ani jednego kubańskiego najemnika, lądującego na wybrzeżu angolańskim, po to, by rozprawić się z kapitalistyczną hydrą duszącą kraj. Mamy za to dzielnego reportera z Polski oraz czarnoskórą piękność, która wygłasza różne banały mające uwieść młodocianego widza. Całość będzie, albo już jest pokazywana w kinach, na zasadzie ciekawego eksperymentu formalnego i artystycznego. Eksperyment jest rzeczywiście ciekawy, szkoda tylko, że ukrywają się za nim treści całkowicie kłamliwe.

Ciekawy link dostałem dziś z rana od Tomka, oto Marek Magierowski, ambasador Polski w Izraelu chwali się na twitterze takim oto dziełem

https://twitter.com/mmagierowski/status/1058677180903739393/photo/1?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed&ref_url=https%3A%2F%2Fwpolityce.pl%2Fgospodarka%2F419457-polska-gospodarka-promowana-w-izraelskim-dzienniku

To jest komiks po hebrajsku, w którym przedstawiono, w tak zwanym telegraficznym skrócie, co ma myśleć przeciętny Żyd o przemianach w Polsce po roku 1989. Sens tego przekazu jest wątpliwy, nawet jeśli pominiemy nachalną kokieterię, bijącą od tego dzieła. Co ludzi w Izraelu obchodzą dziś przemiany w Polsce i demokracja? Dlaczego oni mają o tym czytać? Nad tym nie zastanawia się nikt, bo chodzi o to, by ambasador Magierowski nałapał punktów w różnych zakresach aktywności i mógł się potem chwalić – zrobiłem to i to, a także tamto i tamto. Jaki był efekt tego „zrobienia” nikt się nie zastanawia, albowiem najważniejsze jest to, że propagandowe nabożeństwo kultu cargo zostało odprawione. Bez zrozumienia sensu liturgii rzecz jasna. A jak go rozumieć? To nie jest łatwe do wytłumaczenia osobom tak silnie aspirującym i tak silnie podkreślającym swój wkład w intelektualne bogactwo blogosfery oraz myśli politycznej polskiej w ogóle, jak Marek Magierowski. Spróbujmy jednak. Świat jest pełen fanów komiksu, oni mają swoje hierarchie i priorytety, oni mają swoje szajby i tworzą olbrzymi, bardzo dobrze zorganizowany rynek. Na tym rynku zarabia się pieniądze, duże pieniądze. Polska nie należy do tego rynku, ale ma aspiracje. Ich się nie da zrealizować poprzez dyrdymały o Kapuścińskim, ani poprzez gazetowe hagady. To jest pomyłka. Żeby osiągnąć sukces na rynku komiksów, a także za pomocą komiksów przenieść ważne dla polskiej propagandy treści do umysłów fanów komiksów, potrzebna jest odwaga, eksperyment i forma, która od razu zwróci uwagę tych ludzi. To znaczy taka forma, którą oni będą mogli jakoś ustawić w tej swojej hierarchii, którą żyją i której oddają hołdy. Tego nie rozumie nikt, albowiem ludzie władzy pogardzają komiksem, ktoś im jednak powiedział, że trzeba się w tym realizować, bo to forma łatwo przyswajalna. To tak, jakby papież Juliusz powiedział Michałowi Aniołowi – wiesz co, Anioł, pierdyknij tu paru świętych na ścianach, jak ludziska przyjdą i to zobaczą, będzie niezła zabawa. Na co Michał – a może być sąd ostateczny? – Git – papież na to – bier się do roboty. Rozmowy papieża z artystą z pewnością tak nie wyglądały, a efekt jego pracy, który możemy podziwiać do dzisiaj na pewno zrobił odpowiednie wrażenie, nie tylko przez swoją skalę. My mamy ten problem, że Marek Magierowski i ludzie jemu podobni nie są w stanie zorientować się czym różni się Kaplica Sykstyńska od komiksu, ani nawet nie są w stanie zrozumieć czym komiks różni się od filmu. Ta różnica zaś ma znaczenie podstawowe i najważniejsze – komiks podobnie jak książka, to przenośny ołtarzyk do prywatnej dewocji, taki, jakie niegdyś dawno temu ludzie zabierali w podróż, by móc się modlić do Boga tam gdzie ich noc zastała. Film i Kaplica Sykstyńska, to dzieła przeznaczone do kultu zbiorowego. Co robi Magierowski? Umieszcza komiks w gazecie i udaje, że to jest świetny pomysł, bo Gazeta Wyborcza tak przecież wcześniej robiła i było dobrze. Nie było.

Ja podałem tu tylko jeden przykład różnicy pomiędzy sztuką przeznaczoną do odbioru indywidualnego i tą, którą ekscytujemy się grupowo. Jest tych różnic więcej i one wpływają bardzo na to w jaki sposób traktowane są treści przez tę sztukę podawane. Wiem jednak, że są to rzeczy będące całkowicie poza zasięgiem pojmowania ludzi podejmujących decyzje. Oni bowiem wiedzą tyle tylko, że to ich nazwisko ma być kojarzone z sukcesem, obojętnie czym by ten sukces nie był. W Polsce zaś sukcesy osiąga się w jeden tylko sposób – przewalając publiczne pieniądze, następnie zaś opowiadając o tym wszędzie. Jak powinien wyglądać prawdziwy sukces na rynku komiksowym? No zwyczajnie, jeden, drugi i trzeci polski komiks, powinien wziąć wszystkie nagrody, jakie są do wzięcia na rynku hiszpańskojęzycznym. I do tego jeszcze zrobić sprzedaż. To jaka w tym komiksie będzie treść ma oczywiście znaczenie, ale wtórne w stosunku do formy. Rzecz jasna lepiej by było gdyby nie wygrywał komiks o Kapuścińskim, a na przykład o św. Stanisławie, albo o czymkolwiek innym. I na to, by takie ważne treści były lansowane na dużych rynkach warto przewalić jeden czy drugi budżet. Na to, nie na promocję banałów w izraelskich gazetach. No nic…na dziś to tyle ruszam w drogę.

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl

  9 komentarzy do “Ofensywa komiksowa”

  1. To jest dziwne, albowiem w przypadku komiksu nie ma mowy o przewaleniu budżetu. Budżet jest za mały po prostu, a trzeba jeszcze opłacić grafika, który musi obrazki i całą historię firmować.

    Oj, panie Gospodarzu, jest Pan człowiekiem małej wiary. Na wszystkim da się przewalić kasę. Kilka lat temu wydano takie coś jak „Równy komiks”. Darmowa broszurka w olbrzymim (jak na komiks nakładzie) 60 tys. egzemplarzy rozdawana w szkołach, w celu uświadamiania dzieci w kwestii parytetów. Ot, taki propagandowy koszmarek, wydany za publiczne pieniądze. Ciekawostką jest tylko kwota dofinansowania tego dziełka: prawie MILION złotych !

    „„Równy komiks” jest realizowany ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego oraz krajowego wkładu publicznego w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki 2007-2013. Otrzymał dofinansowanie w kwocie ponad 998 tys. zł. „

    https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/190237-rownosciowy-komiks-dla-mlodziezy-trafi-do-szkol-ponadgimnazjalnych-kosztowal-blisko-milion-zlotych

    Być może ten milion to koszt całej kampanii, ale z pewnością trójka autorów dostała standartowe stawki. Doliczając do tego koszt druku tak dużego nakładu to i tak chyba zmieścimy się w jednej piątej tego miliona. Czyli kilkaset tysięcy złotych ktoś musiał przytulić – pewnie organizatorzy i zarządzajądzajacy tą kampanią.

    Tak się robi interesy.

  2. też wystąpię z czymś takim do stosownych władz, tylko nie wiem ile trzeba odpalić temu co zatwierdza do realizacji?

  3. Ważny jest też postępowy temat.

  4. może ten co będzie miał „odpalone” podpowie temat, który to temat będzie i postępowy i się załapie punktowo, bo tam komisje chyba oceniają punktowo.

  5. Czy Michelangelo trefił brodę? Na portretach ma brodę rzadką lub gęstą, zakręconą na ówczesnych lokówkach. Na pozór nie różni się od dzisiejszych mężczyzn z charakterem. Nie wiemy jak wygląda słynny spryciarz Banksy, którego wielkoformatowe graffiti „pojawiają się niespostrzeżenie” na angielskich budynkach i zyskują sławę o jakiej marzą sponsorowani zapewne przez lokalnych animatorów kultury graficiarze z moich londyńskich ilustracji. Żaden z nich nie dorównuje jednak warszawskiemu graficiarzowi, który na zamalowanej przez właściciela ścianie garażu umieścił prosty lecz chamski rysunek i napis: „Po kiego [tu wulgarne słowo] zamalowałeś? Czy tego chciałeś?” Nie zatrzymałem samochodu, by zrobić zdjęcie. Za tydzień graffiti było zamalowane. Ale nie tracę nadziei, że geniusz objawi się ponownie i znajdzie animatora z budżetowym zasobem.

  6. Moje ulubione słowne graffiti z lat osiemdziesiątych:

    – w Gdyni, na budynkach bocznicy kolejowej: Precz z prezydentem Reaganem – Falklandy na wieki do Związku Radzieckiego!

    – w Warszawie: Generale, może historia cię doceni, ale ja ci przypier..lę!

    To miało wtedy swój smak 🙂

  7. Lata 90-te, na ścianie w Warszawie: „Lepsze jutro było wczoraj”

  8. No i chyba powtarzane w różnych miejscach w ciągu ostatnich lat:

    „Owoc żywota twojego JeZUS”

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)