Lis 292018
 

Jadę na targi, a więc zamiast notki rodział nowej książki

Najaktywniejszy w tym czasie czynnik polityczny, reformacja, doszła do szczytu swego nasilenia i rozwoju i została zatrzymana przeciwdziałaniem Kościoła Katolickiego. Jak już staraliśmy się wykazać poprzednio, sama nazwa „reformacja” jest tylko zamaskowaniem prawdziwej istoty i celu tego rewolucyjnego ruchu, którym było w istocie zniszczenie, a nie zreformowanie Kościoła Katolickiego. Dzisiaj już przyznają to zupełnie otwarcie historycy komunistyczni. Jeżeli zanalizujemy uważnie ówczesne stosunki polityczne, to bez większych trudności dostrzeżemy i zrozumiemy strategię tego ataku na Kościół.

Atak szedł z trzech kierunków: z północnego zachodu, północnego wschodu i południowego wschodu. Skrzydło północno-zachodnie to właśnie reformacja, która obok działania wojskowego prowadziła działalność dywersyjną, mającą na celu „zmiękczenie” przeciwnika. Kierowniczką ataku politycznego i wojskowego z północnego zachodu była Anglia z królową Elżbietą I i lordem Cecilem na czele. Wpływ jej sięgał zresztą także na skrzydła południowo- i północno-wschodnie. Prowadziła ona z Hiszpanią długotrwałą, aczkolwiek – podobnie do metod rewolucyjnych stosowanych do dnia dzisiejszego – przez długi czas nie wypowiedzianą wojnę, odciążając i zabezpieczając w ten sposób Turcję od przystąpienia Hiszpanii do ligi antytureckiej. Równocześnie popierała powstanie w Niderlandach, wspomagając tym samym reformację na kontynencie, a wykorzystując żeglugę narewską i zaopatrując – nie za darmo zresztą – Moskwę w różne materiały wojenne, z najemnymi żołnierzami i specjalistami od produkcji i obsługi nowoczesnych wówczas broni włącznie. To właśnie doprowadziło ją do politycznego zatargu z Polską. Intencje „reformacyjne” Anglii, a mówiąc ściślej królowej Elżbiety I i Lorda Cecila, ilustruje najlepiej opisany już powyżej fakt, że najpierw zerwała stosunki ze Stolicą Apostolską, a później dopiero zaczęła poszukiwać jakiejś protestanckiej doktryny, która by jej najbardziej odpowiadała i która mogłaby usprawiedliwić zerwanie ze Stolicą Apostolską.

Południowo-wschodnim skrzydłem ataku była Turcja, która była wówczas politycznym postrachem Europy, podobnie jak dzisiaj Rosja z jej bombą wodorową; strach przed Turcją paraliżował wówczas każdy zamiar przeciwdziałania polityce reformatorów.

Fakt ten podkreśla prawie każdy historyk, a między innymi Sokołowski (65), który pisze: „Świat chrześcijański cały, nie wyjmując potężnej Hiszpanii, drżał w XVI w. przed groźnym Osmanów orężem”. Czy ta obawa była zupełnie uzasadniona, czy na jej dnie nie leżała skuteczna propaganda – to inna sprawa; potęga turecka nie wytrzymała próby pod Lepanto, gdzie uległa maleńkiej Wenecji, a i później, kiedy to Polska sama jedna, bez niczyjej pomocy, dawała sobie doskonale radę z ogromnymi armiami tureckimi! Tym niemniej propaganda robiła swoje i atakowany świat katolicki paraliżowano za pomocą tureckiej grozy.

Zwornikiem tych dwu skrzydeł ataku na Kościół i cywilizację rzymską była Moskwa – w tym czasie Moskwa cara Iwana IV Groźnego. Jak wiadomo Turcy zdobyli Konstantynopol w r. 1453, a już „Iwan III w r. 1492 po raz pierwszy napadł granice Litwy” (Sobieski, 63, str. 116) i już wtedy zaczynają się długotrwałe wojny moskiewskie. W 55 lat później, w r. 1547, car Iwan Groźny otwarcie sięgnął po spadek po Cesarstwie Wschodnim, ogłaszając się carem Moskwy i wszystkiej Rusi, oraz głową kościoła prawosławnego – schizmatyckiego. W ten sposób Moskwa stała się stolicą schizmy i nieubłaganym wrogiem Kościoła Rzymskiego. Nawiasowo mówiąc, to tak szybkie przekazanie spadku i w tak dobre ręce nasuwa podejrzenie, czy aby schizma przy swoich narodzinach była tak zupełnie spontanicznym ruchem, czy przypadkiem nie stał za nią ktoś, kto już wtedy stosował z wielką zręcznością rzymską zasadę divide et impera, właśnie tę samą, którą i dzisiaj stosuje się tak często i z tak dobrymi wynikami. Car Wszech Rusi, zbierając ruskie ziemie, zwrócił się przeciwko Litwie, która była w posiadaniu znacznej ich części. Celem wybicia sobie okna na świat i umożliwienia handlu z zachodem, ruszył Iwan Groźny na Inflanty i zajął 12 maja 1553 Narwę, a wraz z nią dostęp do Morza Bałtyckiego. Już wtedy to „jak to Zygmunt August niezmordowanie tłumaczył monarchom europejskim, trzeba było przeciąć dowóz z zachodu broni, instruktorów, rzemieślników do Moskwy, jeżeli Iwan nie miał przez Bałtyk rozpostrzeć swej tyranii na Europę Zachodnią”. (Konopczyński, 32, str. 92). A w tej dostawie materiału wojennego dla tyrana, Anglia grała pierwsze skrzypce! W r. 1941 i następnych grała już tylko drugie: po Stanach Zjednoczonych!

Mamy więc tutaj zarysowany, jeżeli nie szczegółowo, to w każdym razie zupełnie wyraźnie strategiczny plan ataku na Kościół Rzymsko-Katolicki i na cywilizację rzymską, której siedliskiem była wówczas i jest po dziś dzień Europa Zachodnia. W czasie, gdy plan ten zdaje się już być bliski wykonania, przychodzi reakcja Kościoła w postaci Soboru Trydenckiego, zakonu OO. Jezuitów i w tym samym czasie panowanie króla Stefana w Polsce.

Heretycy liczyli na to, że król Stefan wykończy zupełnie katolicyzm w Polsce i – przeliczyli się. Mogłoby się zdawać, że dziwnym zbiegiem okoliczności, tuż po objęciu rządów natrafił król Stefan na ogromne trudności, przede wszystkim zewnętrzne: Gdańsk, Prusy, Iwan Groźny, cesarz Maksymilian II, Tatarzy! Ale wbrew przewidywaniom wszystkich, król Stefan potrafił wybrnąć z trudności, którymi go otoczono: z Gdańskiem zawarł kompromisowy pokój, doprowadzając do tego, że dopomógł mu on do zwycięstwa nad Iwanem; Iwana pobił na głowę i odsunął od Bałtyku, uniemożliwiając tym dalsze udzielanie mu pomocy, a tym samym rekonstrukcję jego sił; pozawierał traktaty przyjaźni z poszczególnymi książętami Rzeszy, paraliżując w ten sposób wrogie zamiary cesarza Rudolfa; Tatarów pobił, a potem zawarł z nimi rozejm.

Mogłoby się wydawać dziwne, ale jest faktyczne i zrozumiałe, że wraz z mnożeniem się sukcesów zagranicznych, wzrastają trudności wewnętrzne: od rozejmu zapolskiego król Stefan nie może dogadać się z żadnym sejmem; nie może znaleźć zrozumienia u szlachty, w oparciu o którą zamierzał rządzić! Toteż gdy zabezpieczył już granice państwa, a miał związane ręce wewnątrz, znowu zaczął myśleć o wojnie z Turcją, celem uwolnienia Węgier spod jej zaboru, a świata chrześcijańskiego spod jej groźby. Nie mógł jednak pozyskać dla swoich planów papieża Grzegorza XIII, który zaślepiony niechęcią do niego, a sympatią do Habsburgów, nie mógł czy też nie chciał zrozumieć ich doniosłości.

Ale w marcu 1584 umiera Iwan Groźny, pozostawiając niedołężnego następcę, wskutek czego de facto wymiera dynastia Rurykowiczów i w Moskwie powstaje chaos. Król Stefan natychmiast korzysta z okazji i zmienia politykę, tworząc plan „przez Moskwę na Carogród”. Teraz stał się potrzebny królowi Stefanowi pokój z Turcją, który został zawarty we Lwowie w r. 1584, kosztem 30 głów kozackich a częściowo może także głowy Samuela Zborowskiego.

Tajne kierownictwo ataku na Kościół i cywilizację rzymską także jednak nie próżnowało. Jako reakcja na plan królewski „przez Moskwę na Carogród” przyszła afera Zborowskich, która sparaliżowała sejm r. 1585 i uniemożliwiła mu zajęcie się sprawą planów królewskich. Pomimo to jednak zwycięstwo nad warcholskimi i zdradzieckimi Zborowskimi podniosło w oczach narodu autorytet króla do tego stopnia, że gdy w r. 1585 umarł papież Grzegorz XIII, a na Stolicę Apostolską wstąpił Sykstus V, który szybko pojął i przyjął plan królewski „przez Moskwę na Carogród” i zaczął z nim energicznie współdziałać, gdy w ślad za tym ambona zaczęła w zdecydowany sposób popierać króla, szlachta dostrzegła w końcu, że rządzi nią wielki król. Król stał się ostatecznie panem sytuacji w państwie i sejmiki zaczęły uchwalać poparcie dla jego wielkich planów.

Tak więc w chwili, gdy śmierć Iwana Groźnego osłabiła front ataku na Kościół i cywilizację rzymską, stanął naprzeciw tego osłabionego odcinka potężny król, który już raz ten odcinek mocno nadwyrężył i który obecnie zamierzał zlikwidować go zupełnie, a miał po temu zupełnie wystarczające dane! Likwidacja odcinka środkowego byłaby zaś pociągnęła za sobą likwidację odcinka południowego, tj. Turcji, a wtedy cały plan ataku na Rzym, opracowywany i konsekwentnie realizowany przez wieki, musiałby legnąć w gruzach; Rzym musiałby zatryumfować! A w ówczesnej sytuacji politycznej nie istniała żadna możliwość przeciwdziałania tej ewentualnej klęsce; nie było żadnej dostatecznej siły, którą by można przeciwstawić inicjatorowi i organizatorowi planu „przez Moskwę na Carogród”; tylko jego śmierć mogła oddalić widmo ostatecznej klęski.

I wtedy: „Jak piorun przyszła na to śmierć króla 12 grudnia 1586 r., łamiąc i grzebiąc wszystko. Epoka Stefana Batorego była nagle, nieoczekiwanie, w chwili gdy obiecywała najwięcej, przerwana, skończona na zawsze” (Jan Natanson-Leski, 51, str. 156).

Czy w tych okolicznościach można bez powodu i bez dowodów odrzucić tezę, że król Stefan został otruty?!

  11 komentarzy do “Ogólna sytuacja polityczna w roku śmierci króla Stefana”

  1. Pytanie trochę z boku ale nie kojarzę, żeby ten wątek wcześniej się pojawił: czy w Tłokini będzie możliwość zakupu książek?

  2. „‚ten wątek” czyli co? Bo Besala sytuacji politycznej nie opisywał, raczej wspomniał o tym, że zwłoki króla długo czekały na pochówek, a ostatnia praca o Batorym, to autor (chyba ze środowiska poznańskiego) też się nie zagłębiał w sytuację polityczną a po temacie śmierci króla, przemknął  jak Harleyowiec.

  3. Fragment jakiej książki?

  4. Najnowszej, o śmierci Stefana Batorego.

  5. Pisząc „wątek” nie odnosiłem się do notki. Nie mam pewności czy wcześniej o tym była mowa więc pytałem tylko o możliwość zakupu książek podczas konferencji LUL w Tłokini. Zwłaszcza tej, której fragment znalazł się w notce, bo po jego przeczytaniu nabrałem apetytu.

  6. Zdaje się, że Psychopotam67 -owi chodzi o inny wątek, czyli o to, czy będą książki sprzedawane w Tłokini. Coryllus wspominał, że będzie możliwość kupna książek.

  7. Dokładnie! Dzięki!

  8. Dla mnie jest rzeczą oczywistą, że Batory został otruty. Rycerski etos najbardziej fascynującego 16. wieku Europy dopuszczał zabójstwa, ale niehonorowa trucizna była orężem opłaconych łajdaków i ich sponsorów. Książka Hermana Zdzisława Scheuringa „Czy krolobójstwo…” porusza bardzo ważny temat, którego polscy historycy boją się dotknąć, mimo jasnych wskazówek źródłowych „cui bono?”.

    Na moich ilustracjach nie ma domniemanych sponsorów, ale zapisałem na dysku kandydatów/kandydatki. Poczekam na kolejną okazję.

  9. „…nie ma domniemanych sponsorów..” eufemizm na miarę współczesnej unijnej dyplomacji. Zlecający otrucie  jako „sponsor tego eventu”.

  10. co do tej rohatyny, co z nią w ręku , król Stefan na polowanie ruszał, to specjalnie na wystawie malarstwa Józefa Brandta przyjrzałam sie zgromadzonym tam akcesoriom pomagającym malarzowi w namalowaniu scen z bronią (był taki kąt gromadzący te rzeczy). No to nie mógł  jej utrzymać w ręku jeździec, pędzący za zwierzem i ciskający w grzbiet zwierzęcia z taka siłą,  żeby ostrza rohatyny wbiły się w grzbiet/szyję ofiary. To musiał być silny mężczyzna a nie (obłożnie ) chory umierający kilka dni po polowaniu.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.