Paź 152018
 

Wczoraj toczyła się tu absurdalna zupełnie dyskusja o tym czy Jan Paweł II powinien być świętym. Zainicjował ją młody człowiek, a przynajmniej za takiego się podający, który używa nicku profesor. Dał się on poznać jako osoba dość powierzchowna z wielkimi aspiracjami do załatwiania spraw najważniejszych. Od wczoraj rana Pan Bóg, ma przepraszam, że tak piszę, dużą bekę z takich jak on albowiem papież Franciszek kanonizował Pawła VI, a jakby tego było mało także Oskara Arnulfo Romero, arcybiskupa metropolitę San Salwador, zastrzelonego przed ołtarzem w roku 1980.

O biskupie Romero usłyszałem po raz pierwszy dawno temu, jako młody bardzo człowiek, a opowiedział mi o nim Krzysztof Mroziewicz przemawiający do ludzi z telewizora. Prowadził ów dziwny człowiek taki program publicystyczny, w którym opowiadał o przeniewierstwach zachodnich polityków, zachodnich służb, CIA i różnych junt, które chcą zniweczyć wysiłki międzynarodówki socjalistycznej dążącej do uszczęśliwienia mas pracujących na całym świecie. Zwykle Mroziewicz mówił o Romero przy okazji Somozy, który był dla niego diabłem wcielonym. Wielokrotnie powtarzał pan Krzysztof jak to jeden z amerykańskich polityków powiedział, że Somoza to łajdak, ale to nasz łajdak. I to było dla takiego dziecka jak ja zupełnie wstrząsające. Romero, który został zastrzelony przez ludzi wyszkolonych przez CIA w czasie prezydentury Cartera, był dla takiego Mroziewicza i wszystkich czerwonych nie lada zdobyczą. Oto prawicowa bojówka morduje księdza przed ołtarzem, a jej prominentni członkowie, widząc co się wyrabia w Nikaragui, wymyślają hasło – bądź patriotą, zabij księdza. Chodziło głównie o księży jezuitów, którzy w tamtych czasach otwarcie przyłączyli się do komunistów, a niektórzy wręcz objęli ministerstwa w rządzie sandinistowskim. W Salwadorze szykowało się to samo, ale dzięki brutalności miejscowej junty i brutalności szwadronów śmierci miejscowa oligarchia utrzymała władzę. Następnie zaś, już po zamachu na Romero musiała ją oddać chadekom, którym przewodził Jose Napoleon Duarte. I teraz ważna sprawa. Wczoraj na kazaniu w moim kościele, zastępujący proboszcza dominikanin, bardzo wymowny i inteligentny, powiedział, że Romero zginął w obronie prostych ludzi, którzy cierpieli nędzę, a także że zabiła go prawica. Ja rozumiem, że on mówił do ludzi, co do których nie miał żadnej pewności czy rozumieją politykę, czy nie. No, ale my teraz musimy sobie wyjaśnić jak to jest z tą prawicą, która zabiła świętego Oskara Arnulfo Romero, w dodatku w czasie odprawiania mszy. Jest znacznie gorzej niż myślicie, albowiem wśród wrogów biskupa na pierwszym miejscu wymienia się miejscowych posiadaczy ziemskich, którzy skupiają w swoich rękach większość uprawnego areału. Ludzie więc prości i bardzo pragnący utrzymać podział na prawicę i lewicę, który daje im możliwość podejmowania politycznych dyskusji ze szwagrem, nie mogą wyjść ze zdumienia – jak to jest możliwe, że ta rozmodlona prawica zabiła biskupa?

Proszę Państwa, sprawa jest banalna i ja ją wyjaśnię w dwóch odsłonach. Pierwszą demaskację już i tak mamy za sobą, więc będzie to tylko powtórzenie. Tak zwana prawica w Ameryce Południowej to po prostu masoni. Oni są albo płaceni przez USA, albo przez GB i w zależności od tego kto im daje pieniądze nazywają się albo prawicą skrajną, albo umiarkowaną. Teraz druga kwestia, czyli areały. Jak jest areał, musi być uprawa. Co takiego uprawiano w Salwadorze w latach osiemdziesiątych? Myślicie pewnie, że banany, albo kukurydzę. A gdzie tam, głównym towarem eksportowym kraju była kawa. No to teraz postawmy ważne pytanie – czy można uprawiać kawę bez kredytu? Czy można to robić, jeśli ma się do dyspozycji wielki areał? Ja tego nie wiem, ale wiem, że z burakami cukrowymi i tytoniem bez kredytu się ruszyć nie da. Pewnie z kawą jest podobnie. A jeśli tak, cała ta salwadorska oligarchia to po prostu wynajęci przez banki regulujące ceny kawy na świecie stójkowi, którzy mieli tam może jakieś akty własności w rękach, ale wobec faktu podstawowego – zarządzania krajem przez szwadrony śmierci – mogli się nimi co najwyżej podetrzeć. Swoją władzę zaś realizowali właśnie wobec słabszych i najsłabszych, czyli tych, którzy pracowali na ich plantacjach. I to był jedyny moment kiedy ludzie ci mogli poczuć siłę. W obronie tych, gnębionych przez nich biedaków wystąpił biskup Romero.

Przywołajmy teraz jeden ważny fakt z życia biskupa Romero – jego spotkanie z Janem Pawłem II. Po tym spotkaniu większość salwadorskich hierarchów odsunęła się od niego, to zaś wytworzyło pustą przestrzeń, w która wkroczyli zamachowcy, mając gwarancję, że nikt z miejscowych nie ujmie się za Romero. To ważne moim zdaniem, bo trzeba koniecznie wyświetlić dlaczego to, po spotkaniu z Janem Pawłem II salwadorscy biskupi odsunęli się od Oskara Arnulfo Romero. Stawiam hipotezę następującą – administracja najbardziej nieudolnego prezydenta USA w całej historii, a także wspierające ją służby podsunęły im ten pomysł. To zaś oznacza, że w tejże administracji żywe były i pewnie planowane zamachy na księży, także wysoko postawionych. Być może brano pod uwagę także zamach na papieża. Tak się jednak składa, że demokraci, których reprezentował Carter, to tylko połowa układanki. Jest jeszcze druga połowa. I ta druga połowa pilnie obserwowała, co się dzieje w czasie pielgrzymek Jana Pawła II do poszczególnych krajów. Myślę, że kiedy agenci CIA zobaczyli co się działo w Polsce w roku 1979, napisali stosowne raporty, a pewnie też nie mogli uwierzyć w to co widzą, bo oni mając do dyspozycji gigantyczne budżety w życiu by takiego Łudstoka nie urządzili. Nie zebraliby tylu ludzi po prostu, nawet jeśli wszystkie dziewczyny paradowałby z cyckami na wierzchu, a do narkotyków dopłacał by rząd. Niestety prezydentem był Carter, a jego doradcą Brzeziński, człowiek wierzący w to, że papieżowi potrzebne są dywizje, nieszczęście polityczne relacji polsko-amerykańskich….sukces na opak itp., itd…Myślę, że polityka demokratów, oparta o lokalne junty i płatnych morderców, polityka tak zwanego globalnego odprężenia, polegającego w istocie na formule – my mamy swoich łajdaków, a wy swoich i niech tak zostanie, wchodziła w ostry zakręt. W czasie tego wirażu wydarzyło się nieszczęście – masońscy bandyci wyszkoleni przez CIA zamordowali biskupa. Przy milczącej zgodzie innych hierarchów, którzy uwierzyli w trwałość gwarancji administracji waszyngtońskiej reprezentowanej przez demokratów. W niecały rok po śmierci Romero, Carter przegrał wybory. Zajął się wtedy, jak każdy nieudacznik, działalnością humanitarną, to znaczy jeździł po świecie i proponował pieniądze różnym łajdakom, za to, by na jednym czy drugim kawałku areału zaprowadzili jaki taki spokój, co umożliwi bankom udzielenie kredytu miejscowym bandytom i zakontraktowanie na rynek globalny taniej, produkowanej właściwie bez kosztów, kawy, czy czego tam akurat mocodawcy Cartera potrzebowali do swoich spekulacji.

Władzę w Salwadorze zdobyli chadecy, a człowiek oskarżany o zabójstwo biskupa Romero musiał uciekać. CIA już nie dawało mu ochrony, a jego wyczyny w czasie kiedy kierował szwadronami śmierci spowodowały, że nie mógł się czuć bezpiecznie nigdzie. Nazywał się Roberto D’Aubuisson . Ma dziś swój pomnik w Salwadorze i nazywany bywa politykiem, ale tak to już jest w Ameryce Łacińskiej, że każda szmata, byle tylko miała trochę bezczelności może być tak nazwana.

Tak więc mili czytelnicy nie ma żadnego rozdźwięku między naszym światopoglądem, a kanonizacją biskupa Romero. Od wczoraj możemy się już do niego modlić w różnych intencjach. Ciekawe o co poprosi księdza biskupa Krzysztof Mroziewicz. Może o lekką śmierć?

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl

  27 komentarzy do “Oskar Arnulfo Romero”

  1. W muzeum Polakow w Rapperswilu w Szwajcarii (smieszna nazwa „Polenmuseum” – temat na osobny komentarz) wieksza czesc regalow zajmuja ksiazki pana Maciejewskiego („Basn jak niedzwiedz” t. I, II, III i duzo innych pochodzacych z tego wydawnictwa, komiks o obronie Grodna). Dystrybutorowi nalezy sie pochwala, ale pani tam pracujaca pana Maciejewskigo nie zna, nie wie co to za ksiazki, tyle ze to o historii i sa ladne okladki. Rozmawialem z pania dlugo na rozne tematy:

    1) wizyty prez. Dudy w Szwajcarii,

    2) o Narutowiczu, budowniczym zapor wodnych w Szwajcarii – nie slyszala,

    3) Kulczykowie w Szwajcarii,

    4) Czartoryski w Liechtensteinie.

    Muzeum w kazdej chwili moze zostac zlikwidowane, a podejscie burmistrza jest takie: zabierajcie swoje rupiecie i wynoscie sie stad. Bedzie tam restauracja (najlepiej kebab) i dyskoteka. Nikt nie ma pomyslu, co dalej ze zbiorami. O Dudzie i Glinskiem nawet nie mowcie.

    W Solurze jest dzialajace sprawnie muzeum Kosciuszki, ale to tak, jakby Polske w krajach zachodnich miala reprezentowac Teresa Orlowski, bo Tadeusz K. byl po prostu jakobinskim bandyta, a na portrecie z 1816 roku wyglada jak Robespierre.

    To tak w bardzo duzym skrocie.

  2. Jeden jezuita ginie chwalebnie przy ołtarzu a drugi, trzeci, czwarty… zostaje ministrem w komunistycznym rządzie. Okazuje się, że ruch „księży patriotów” się był międzynarodowy!

  3. A skąd Gliński ma wiedzieć co z tym zrobić? On jest tylko ministrem. Książki tam są bo dyrekcja mnie lubi.

  4. Roberto D’Aubuisson to taki salwadorski Tadeusz Kosciuszko, z zachowaniem proporcji (jaki kraj i jaka epoka – tacy terrorysci). Szczegolnie obrzydliwy byl antyklerykalizm Kosciuszki utrwalony w jego pismach powstalych na emigracji w Szwajcarii. Moim skromnym zdaniem prawica to syjonisci, budowniczowie trzeciej swiatyni, a lewica to burzyciele starego porzadku. Najpierw musi wjechac buldozer na plac budowy, potem dopiero sie buduje. Nie jestem ani prawicowcem, ani lewicowcem, bo wspierajac kogokolwiek z tych dwoch ugrupowan wspiera sie plan syjonistow. Poza tymi dwiema uznanymi w demokracji opcjami, reszta dostaje latke antysemityzmu i jest tym samym skonczona (nielegalna). Przyklad – AfD w Niemczech. A teraz mozecie mnie krytykowac, tylko chcialbym dodac, ze nie jestem zadnym specjalista w omawianych dziedzinach, tylko prostym, logicznie myslacym czlowiekiem.

  5. Jedno pytanie – czy to jest tekst o Kościuszce? jak chcesz dyskutować o tym co cię akurat dręczy to załóż sobie swojego bloga

  6. Dyrekcji akurat nie bylo, tylko pani tam pracujaca. Pani najchetniej porozmawialaby o pogodzie, wazne tematy poruszane przez mnie traktowala jako czepianie sie. Dyrekcja ponoc wspiera aktualny uklad wladzy i ja to rozumiem, ale ta milosc (chyba nie odwzajemniona) nie daje rezultatow. Polak z Polakiem sie nie dogada, wiec zagailem po niemiecku do jakiegos starego Zyda, ktory przyszedl ogladac okupacyjne paszporty konsula Rokickiego, ktorego Duda zegnal w Lucernie tydzien temu (wyklad na uniwersytecie w Zurychu mial tylko przy okazji, po drodze na lotnisko). Powiedzialem, ze te wszystkie eksponaty pojda na smietnik, jesli muzeum nie zostanie uratowane i obiecal wspomniec o muzeum konsulowi polskiemu w Zurychu, z ktorym codziennie ma kontakt. Konsul wie o problemie, ale nic nie robi. Bo nie ma prikazu z gory. Jak mu Zyd powie, to moze ruszy tylek. This is Poland.

  7. OK, juz nie komentuje.

  8. Co za fenomenalny wpis, Panie Gabrielu  !!!

    Normalnie zatyka mnie  Panska analiza-ocena sytuacji w tamtej czesci swiata… co za trafnosc, jasnosc i klarownosc wynika z dzisiejszego wpisu.

    Rzeczywiscie, Morozowskiemu pozostaje tylko modlic sie do nowego swietego o lekka smierc… a mnie unikac – jak ognia – mUndrosci Dominikanow  !!!

  9. Mroziewiczowi…to nie jest wcale takie trudne, takie analizowanie

  10. Ostatni komentarz: powiedzialem pani, ze Muzeum mogloby zaprosic Gabriela Maciejewskiego i prof. Kucharczyka na wyklad np. o Hohenzollernach po polsku, po niemiecku albo w Svitzer – Dutch, bo takie wyklady sie odbywaja w Rapperswilu. Przy okazji pojezdzilibyscie sobie na nartach albo poopalali sie na lezakach w alpejskim sloncu, jesli nie uprawiacie sportow.

  11. Pardon…

    … owszem, te analizy nie sa zbyt trudne dla ludzi, ktorzy sie interesuja… sama troszke slyszalam o Kostaryce, o Chile, o Panamie, o Boliwii,  Peru… pewnie dlatego, ze bylo mi dane byc we Francji i tam tez zostalam porazona ta wiedza dla nas Polakow nieznana i tajemna… wiec mam tez jakies tam swoje analizy, ale to wszystko jest dalekie i takie – powiedzmy – wyrywkowe…

    … a Pan jest  MISTRZEM  w tych analizach… podziwiam wiedze, ilosc przeczytanych ksiazek, elokwencje i zapal…

    … i naprawde baaardzo sie ciesze, ze Pan dzieli sie ta swoja wiedza… dla mnie to ogromna radosc… i szczescie  !!!

  12. Ach…

    … wzruszyla mnie Panska troska o Gospodarza.

  13. Jesli doszloby do realizacji wykladow przez Gospodarza w Szwajcarii, wowczas nie powinno tam i Pani zabraknac. Okolica jest bardzo romantyczna i sprzyja uniesieniom, a lezakow wystarczy dla wszystkich.

  14. Tak sobie czytam, komentarze, i wiecie co? Gospodarz nie ma nic przeciwko włazidupskim bzdurom jakiejś natchnionej fanki z czasów chyba jeszcze Woodstocku, za to intensywnie wygania człowieka który mówi o konkretach. Oby tak dalej.

  15. Musze Pana zapewnic, juz dzisiaj i teraz…

    … ze nawet gdyby doszlo do realizacji tych wykladow – to z cala pewnoscia zabrakloby mnie na lezaku w Szwajcarii… w koncu ile mozna byc romantycznym i zyc w uniesieniach.

  16. Za duzo czytasz…

    …  i od tego cos Ci sie pozajaczkowalo w glowce… czytac trzeba umiec  !!!

  17. Przeciez mozna pojechac wieksza grupa, wynajetym autokarem i bez dwuznacznosci. Rozbawilo mnie, gdy pani z Muzeum powiedziala, ze profesorowie przyjezdzaja z wykladami z Polski do Rapperswil na wlasny koszt, bo taki jest prestiz placowki. Jaki moze byc prestiz placowki, ktora w kazdej chwili moze stracic lokum, a poza tym czy samym prestizem mozna sie najesc? Watpie. Pozostaje wiec romantyzm. Na zgode dedykuje Pani wiersz „Do *** na Alpach w Splügen”, a moze wyjazd jednak dojdzie do skutku?

  18. Gościu nie śmieć proszę

  19. To do waltera cos tam costam

  20. Rzeczywiscie…

    … to jest przezabawne… ci „profesorowie” i szczegolnie przyjezdzajacy na „wlasny koszt”… juz oczami wyobrazni widze te „tabuny” profesorUF  !!!

    I tak – osobiscie – to wcale nie mialabym nic przeciwko aby to zerowisko w Rapperswil zostalo zlikwidowane…

    … a zgode przyjmuje, bo ani ja ani tym bardziej Gospodarz nie zwyklismy wylegiwac sie na lezakach.  W Alpy nie przewiduje juz sie wypuszczac… ale nie zarzekam sie jak zaba blota…  moze kiedys na jakas dobra whiskey do Valser’ka… ktoz to wie co mi tam w zyciu jeszcze jest pisane.

  21. Ładną gazetkę zaaranżowałeś, bardzo ładną, a szczególnie ta fotka z ekskluzywną sceną na plaży, jako dziecko PRL-u nie mogę sobie wyobrazić, że można nie pracować, że można w cieniu palmy, spędzać czas na plaży… .

  22. Barwne ilustracje reklam były wielkim atutem amerykańskich magazynów już sto lat temu. Reszta była szarobura. Dzięki transformacji każdy może dziś w Warszawie nacieszyć się palmą. Niestety też nie jest w Technicolorze, ale kandydaci na prezydenta Warszawy z pewnością odmalują, jak tylko zostaną wybrani.

  23. jeśli o tej samej myślimy, to ja bym ją wyburzyła, mógł być w nocy silny wiatr, wywróciło palemke i trzeba było usunąć bo leżąc na torach łamała standardy unijne i zagrażała życiu i zdrowiu. i .

  24. Chyba komentuję na temat, ale tak mi się skojarzyły daty śmierci Arcybiskupa i zamachu na naszego papieża.

    -24 marca 1980 (śmierć Romero)

    -13 maja 1981 (zamach na Wojtyłę)

    – 12 maja 1982 (drugi zamach na Wojtyłę w Fatimie)

    i to przekierowanie postępowania w sprawie zamachu z 1981 roku  na jakiegoś Antonowa z Bułgarii i jakiegoś „Szarego wilka”.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.