wrz. 272020
 

Pomyślałem sobie, że ułożę ten tekst z różnych, wyciągniętych z wcześniejszych publikacji okruchów. Z różnych powodów będzie mi łatwiej umieścić dziś tutaj taki materiał. Pamiętam, jak dawno temu, kiedy pisałem jeszcze w salonie, a na blogu codziennie zjawiała się armia troli, żeby za darmo robić mi dziką i niesłychaną zupełnie promocję. Kiedy już widać było, że ten blog, to nie jest zwyczajne plumkanie, które zakończy się fochem, płaczem, albo podpisaniem jakiegoś kwitu, postawiono mi dziwny zarzut. Ja sobie dobrze ów zarzut zapamiętałem, tak samo jak zapamiętałem nick osoby, która go postawiła. Otóż oskarżono mnie o wyuczoną bezradność. Nie o chamski i arogancki stosunek do komentatorów, nie o stawianie tez nachalnych i nie mających pokrycia w dokumentach, a także nie o naciągane interpretacje. Zarzucono mi wyuczoną bezradność. Uważam, że zarzut ten musiała postawić osoba, która w jakiś sposób mnie rozpoznawała i uznała, że to może być coś, co spowoduje, że ja się może rozpłaczę, albo zrobi mi się naprawdę przykro. Nic takiego jednak nie nastąpiło, a owa osoba wyleciała z bloga, zatoczyła w powietrzu łuk i spadła z pluskiem do tego dołu, z którego się wcześniej wydobyła.

Uważam dzisiaj, że źle robiłem wyrzucając troli, to była strategia krótkoterminowa, znamionująca brak wizji i demaskująca mnie jako polityka dojutrkowego. Nie ma bowiem gorętszego przywiązania niż przywiązanie trola. Trzeba było ich zatrzymać i przyciągnąć potem tutaj. Szczerze tego dziś żałuję. Już byśmy sprzedawali reklamy za poważne pieniądze. Piszę to dlatego, byśmy wszyscy zrozumieli, jak trudna do pojęcia jest mechanika sukcesu. I jak łatwo stracić energię wydobywającą się z nienawiści wrogów, którzy z całej duszy chcieliby nas zniszczyć, a nie mogą. To był błąd, przyznaję to dziś otwarcie. Nie piszę tego, by szydzić z osób, które lubiły i lubią ten blog naprawdę i szczerze, ale po to, by wskazać na pewne powierzchowne interpretacje jakie towarzyszą naszym przedsięwzięciom i decyzjom. No i jeszcze jedna rzecz, każdy, kto jest tu dłuższy czas, przeżywał nie raz i nie dwa moment znudzenia i zniechęcenia dla treści, jakie tu umieszczam. Wielu ludzi odchodziło, wracało, znów odchodziło i znów wracało. Ja to rozumiem i nigdy tego nie będę oceniał. Chcę tylko powiedzieć, że trol nie nudzi się nigdy. Na koniec tego wątku jeszcze jedna ważna prawda. Jeśli wybrałem taką drogę jaką wybrałem, nie ma już powrotu do dawnych czasów. To znaczy, nie wpuszczę tu nagle troli, bo nie będzie to autentyczne, a przede wszystkim będzie nieskuteczne. Czas polityki opisanej wyżej minął. Musimy uprawiać ten ogród innymi metodami.

Napisałem powyższe, by wskazać także, co jest uważane za sukces w nurcie publicystyki konserwatywnej. Jest nim ilość kliknięć i ilość cytowań. To jest coś niezwykłego, albowiem kiedy ktoś taki, jak na przykład ja, próbuje publicznie bronić swoich bon motów, a powstało ich kilka i są powszechnie używane, odpowiada tym moim pretensjom głuche milczenie. Jest nawet czasem gorzej, bo nurt konserwatywnej publicystyki jest skonstruowany jak mikrokosmos, w którym zamiast planet i asteroid znajdują się wyłącznie czarne dziury, które wciągają wszystko, każdy komunikat, jaki pojawi się w tej przestrzeni. Wciągają i przywłaszczają, tak jakby nie było tam miejsca na nic innego poza beknięciami wydobywającymi się z wnętrza czarnych dziur. Owe odgłosy, są w nurcie konserwatywnej publicystyki emanacją sukcesu. Im głośniejsze tym lepiej. Bywa, że te wyjątkowo głośne są długo oklaskiwane. Żeby nie przesadzić z tymi metaforami a la Wałęsa, pokażmy może jakiś przykład. Codziennie prawie fejsbuk wypluwa informacje o tym, że ten i ów konserwatywny myśliciel lub polityk „pozamiatał” albowiem skontrował serią przygważdżających sekwencji słownych, brednie jakie serwują przeciwnicy polityczni z lewicy, Pis-u czy czego tam… I nie chodzi już nawet o to, by odsłuchiwać te kawałki, wystarczy informacja, że miały one miejsce. Wielu ludziom od razu mięknie serce i uważają, że oto mamy kolejny sukces. Nie mam zamiaru pozbawiać nikogo złudzeń, ale kiedy słyszę takie rzeczy, od razu przypomina mi się ten pan, o którym niedawno tu wspomniałem – właściciel kilkunastu hut szkła w kraju. No i zaraz za nim właściciele ferm zwierząt futerkowych, których nazwisk nawet nie znamy i nie kojarzymy ich z niczym. Ktoś tu ostatnio wspomniał, że zamierzają oni wesprzeć finansowo medialną działalność Konfederacji. To by było nawet ciekawe i jak chętnie bym takie przedstawienie obejrzał. Zważywszy na fakt, że przez całe sześć lat, bez budżetu, utrzymywałem pismo periodyczne, które zdobyło renomę, wiem co będzie jeśli ludzie poważni, a za takich musimy uważać panów, nie ujawniających pochopnie swoich nazwisk, a prowadzących dochodowe biznesy, wyłożą kasę na patriotyczne media. Będzie katastrofa. Oni tego jeszcze nie wiedzą, ale ja oglądałem kilka takich katastrof i wiem, że to jest mechanizm nie do powstrzymania. To znaczy są pewne okoliczności i osoby, które mogłyby klęskę odroczyć, a może nawet zamienić ją w jakiś tam połowiczny sukces. No, ale to nie nastąpi. Powiem tyle, że trzeba być naprawdę bardzo brutalnym dyrektorem niemieckiego cyrku, żeby zapanować nad medialną małpiarnią, która w ciągu pierwszych godzin emisji programu, za który płacił będzie ktoś inny, zechce zapoznać widza z węzłowymi zagadnieniami swojej polityki i metody. Zwykły pejcz na nic się nie zda, potrzebne są przestrzenie oddzielone elektrycznymi pastuchami, paralizatory, a pewnie też ze dwa rewolwery. Nie ma bowiem dziennikarza, polityka czy publicysty, szczególnie w nurcie prawicowo-konserwatywnym, który by się powstrzymał, wiedząc, że za jego występy płaci ktoś inny. My to już widzimy dzisiaj, kiedy budżety stojące za mediami prawicowymi są skromne. A co będzie jak one się powiększą? Wszystkie, najbardziej idiotyczne, bezsensowe, kretyńskie i nieskuteczne pomysły, zostaną zrealizowane. Kiedy zaś okaże się, że te – jak mawiał Bogdan Kacmajor – sianokosy przestrzeni, nie przynoszą rezultatu, że publiczność co prawda wyje w określonych momentach, ale sytuacja ogólna nie poprawia się ani na jotę, a są chwile, kiedy się pogarsza, interes zostanie zwinięty i pozostanie po nim legenda. Nie będzie ona trwać długo, ale wystarczy parę lat, by sparaliżować absolutnie wszystko i wszystkich i stworzyć kilka lub kilkanaście fałszywych perspektyw, przez które kolejne pokolenia będą patrzeć na politykę, historię i w ogóle na wszystko. Byli tacy, przypomnę, którzy uważali, że Tomasz Wołek to superprawicowy, ultrakonserwatwyny publicysta i polityk. Dziś nawet nie bardzo pamiętają kim on był, ale wiara w to, że można kilkoma ruchami zrobić ogromny sukces propagandowy i polityczny jest żyje w nich ciągle. Stanowi też najlepiej leżące w ręku wędzidło, którym kiełzna się tłumy. Ludzie zamierzający wydać swoje ciężko zarobione pieniądze na działalność medialno polityczną powinni o tym wiedzieć. Powinni się też bardzo serio zastanowić czy tego chcą.

Jeśli miałbym im coś doradzić, powiedziałbym jedno – hodujcie troli. Załóżcie poważne, duże, dobrze nawadniane fermy troli, albowiem w ich obronie nie wystąpi żaden Greenpeace, a energia troli bywa niezastąpiona. Kiedy przyjdzie odpowiedni moment, wypuśćcie te trole z klatek i niech was atakują z prawa, z lewa, z góry i z dołu. Pofruniecie naprawdę wysoko.

  60 komentarzy do “Paraliż czy sukces?”

  1. Ferma troli  lepsza od fermy futrzaków. Putin już to wie ☺

  2. Uważam, że Coryllus powinien jednak zrobić doktorat, żeby rozwinąć skrzydła.

    Doktor Anna Mandela jedzie z koksem, aż się kurzy

     

    https://m.youtube.com/watch?v=mHb8JEskwjw

     

    https://m.youtube.com/watch?v=VAubEvWAx7Y

     

    Doktor Marcin Masny też daje czadu

     

    https://m.youtube.com/watch?v=TCajcR_HLnE

     

    A nawet doktor Jan Kulczyk też był niezły, ale już nie żyje.

    Historia jest nauką diabelską.

    Człowiek zna z autopsji dzieje swoje, dziadków i wnuków, czyli maksymalnie pięć pokoleń.

    Jedynym bytem, który zna dzieje ludzkie od Adama i Ewy tak, jakby w nich uczestniczyl, jest szatan i Pan Bóg.

    Źródła historyczne są w zasadzie dwa: boskie i diabelskie. Historycy są więc zmuszeni w swojej pracy posługiwać się zmyśleniem (interpretacją) lub natchnieniem i nigdy nie wiadomo, co ich „natycha”.

    Papież Jan Paweł II bez mrugnięcia powieką skłamał wobec kilkusettysięcznego tłumu wiernych mówiąc, że Henryka Pobożnego najechali mahometanie.

    Służbiści z Watykanu wstrzymali proces beatyfikacyjny Henryka tłumacząc, że skoro wypowiedź Papieża i kardynała Gulbinowicza była nieprawdziwa, to cały wniosek o beatyfikację jest nieważny. Spieszę bronić Papieża, bo miał On ważne powody, by mijać się z prawdą:

    1. Powtarzał wiadomość za kard. Gulbinowiczem

    2. Pomieszał przepowiednie z Fatimy o tym, że przywódca chrześcijański będzie zmuszony oddać hołd najeźdźcom, a jeśli odmówi, to odetną mu głowę (co przytrafiło się Henrykowi i mogło też spotkać Papieża Polaka),

    3. Kazania papieskie pisał ktoś inny.

    Widocznie diabeł, który zamieszał, miał w tym swój plan.

    Wyjaśniałem tę sprawę szczegółowo z dyrektorem mauzoleum w Legnickim Polu, ale jestem laikiem i nie mam tytułu dr przed nazwiskiem.

    Doktora wszyscy traktują poważnie i zwiększa to rozgłos i sprzedaż.

    Można pominąć formalności, jeśli ktoś jest obdarzony genialną intuicją i ma na koncie wiele dokonań, więc myślę, że Autor bloga mógłby lub powinien dostać przynajmniej  doktorat honoris causa jakiejś uczelni.

  3. była taka czyjaś /historyczna/ wypowiedź -nie ważne co mówią, byleby mówili-.

  4. Czy da się robić dobra jakość za cudze pieniądze, po TVP widać , że nie.  Trole są potrzebne bo algorytmy Googla i YouTube działają na ilość komentarzy i lików. Nie ma znaczenia jakość komentujących a ilość.  Jak zobaczyłem jeden koncert Opole 2020 gdzie było więcej speakerów niż występujących od razu wiedziałem że grzeją się za cudzą kasę. Jak pojawi się TV konfederacji, gdzie będzie więcej występujących niż oglądających to znaczy że dostało kasę

  5. Spóźniłeś się o 10 lat ☺

  6. Rzucę jeszcze garść nazwisk, jeśli chodzi o młodzież:

    Doktor Tomasz Sommer

    Doktor Sławomir Mentzen

    Doktor Magdalena Ogórek

    Doktor Patryk Jaki

    Oczywiście, bardziej znany będzie literacki doktor Faust, którego pierwowzór Johann Georg Faust nie ukończył studiów.

    Zreflektowanie się jakiejś uczelni humanistycznej, aby przyznać przydatny w życiu pisarza tytuł honorowy jest o tyle pilne, że Coryllus może być kuszony, żeby podpisać jakiś cyrograf.

  7. – genialna intuicja i wiele dokonań – służą temu aby gremium głosujące dało wyraz poparcia albo …. zrealizowało swoje kompleksy.

    vide te głosowania nad przyznaniem tytułu naukowego, a którego nie przyznano a o których to głosowaniach /łącznie z nazwiskami/  było głośno w prasie

    doktorant musi to być swój człowiek, filar z grupy , np z grupy prawicowych historyków,  gdzieś zakotwiczonych w którejś z instytucji, etat, dokonania i świadomość bliskiego zawodowego otoczenia, pewność  że na koledze można polegać – wtedy dopiero ….jak powyżej

  8. Czyli łowienie na żywego trolla ? 😉

  9. No tak, musi być jakaś weryfikacja środowiska, żeby nie doszło do tragedii, jak tutaj:

     

    https://m.youtube.com/watch?v=quINGHA2gMA

  10. A ja mam pytanie. Kto to jest troll? Kto mi odpowie?

  11. Mógłbym napisać pracę doktorską bez problemu.

    Mam już temat: podejście papieża Jana Pawła II do historii (w ogóle) w świetle Jego nauk, pism, dzieł literackich.

    Otóż, moim zdaniem, podejście to wypada negatywnie przez relatywizm, modernizm, przyjęcie perspektywy z punktu widzenia judaizmu („starsi bracia w wierze”), „ducha Asyżu”, nie zrealizowaniu próśb zawartych w objawieniach fatimskich itp., ale głównie chodzi o mało dogmatyczne podejście do nauk historycznych.

    Myślę, że mogłoby być ciekawie.

  12. Ja nie jestem trollem, ale za niektóre wpisy serdecznie przepraszam.

  13. Paraliż sukcesu czyli trzęsące się, pogięte i połamane członki

    Ah, fregit tremulas curva chiragra manus

  14. to nawet nie o to chodzi, tylko w poukładane środowisko nie można wpuścić kogoś kto będzie trollem

    no i ambitny zdolny spoza środowiska ma kłopot

  15. Nigdzie na świecie nie ma godnych uwagi konserwatywnych mediów. Nikt nie potrafi ich stworzyć, a jeśli ktoś odniesie sukces jest od razu wykupywany przez koncerny zanim zdąży mrugnąć. Gdyby PIS chciał stworzyć cokolwiek, co można by brać na poważnie to dofinansowałby tv Republikę, która jest jaka jest, ale zdobyła pewną popularność. Hodowcy norek lepiej by zrobili, gdyby po cichu sponsorowali jakieś programy o rolnictwie, które tłumaczyłyby o co w tym chodzi. Przyszłość konserwatywnych mediów to pojedyncze dziwaczne postaci w typie Milo Yannopoullosa i to tylko do czasu aż zamkną youtube. Kościół, który mógłby dystrybuować treści godne uwagi, nie robi tego. Czy nastąpi przesilenie? Rządy PIS i Trumpa nie okazały się jakimś nowym rozdaniem więc wątpię czy tego dożyjemy.

     

  16. a poza tym jaki jest koszt obrony pracy doktorskiej; trzy letnie studium doktoranckie, recenzenci . ile to kosztuje, ktoś wie ?

  17. Czy trole kupują i czytają książki?

  18. może tych -norkowców- złowiono na błysk czyli na G. Brauna, w końcu ta wymyślona przez niego ta – strzelnica – mennica – kamienica – itd  była przekonująca

  19. Pozwolę sobie na mały trolling. Wysłuchałam wczoraj wywiadu z panem Pawłem Ileckim, człowiekiem, który na początku lat dziewięćdziesiątych trafił na ulicę i stał się bezdomny. Pewnej zimy trafił do Markotu. Określił on to miejsce jako „obóz pracy”. Bezdomni mieszkali w nieogrzewanej postpegeerowskiej oborze, głodowali i pracowali 12 godzin na dobę za darmo. W obozie byli też kapo, którzy brutalnie traktowali współtowarzyszy. A ja zastanawiam się, co takiego sponsorował Kotan za pieniądze zarobione przez swoich niewolników?

    Pan Paweł opowiada o tym w 25 minucie. Oglądajcie, bo jak ktoś się tego dopatrzy to zdejmą z anteny

    https://www.youtube.com/watch?v=HAVpslatV9Q

  20. Może Braun świadomie lub nie, spełnił zadanie, jak mail o treści: „jestem adwokat z Gany. twój kuzyn zmarł zostawiając tobie 2 mil dolarów. Musisz tylko wpłacić 5 tys. na koszty prawne…”. I naiwni norkowcy wystawili głowę z nory, no i okazało się, że co prawda są na strzelnicy, ale to do nich się strzela

  21. Tzn. po ile doktorat chodzi na Różycu? 😉

  22. ciekawe czy – prosiak- z sn kupił którąś książkę w wydawnictwie klinika języka

  23. PiS zapewnia Polakom powszechny dostęp do broni palnej – od strony lufy.

     

    W kwestii mediów prawicowych – „lepiej” już było. Otóż pan Michał Moskal,.a właściwie kolega Moskal, bo to przecież jest młodzieżówka, na tle jakichś rosłych oprychów za jego plecami ogłasza, że już dość tej wojny kulturowej (dość tej Polski, antysemityzmu, rewizjonistycznego przywiązania do katolicyzmu czy obiektywnej prawdy). Oznacza to, że jeszcze dobrze coś się nie zaczęło, a PiS mówi, że jak będziemy podskakiwać i gadać o tych konserwatywno – prawicowych „bzdurach”, to nas zgnoją w najgorszym stalinowskim stylu. Ludzie, którzy przeżyli rzeź wołyńską i mówią o UPA per „bandyci” są ciągani po sądach.

  24. Nie da się, bo każdy kto wykłada pieniądze, jest z miejsca uznawany za frajera

  25. Nikt panu nie stawia takich zarzutów

  26. Bo to jest mozolne budowanie bez nadziei na sukces, a wszyscy konserwatyści chcą przede wszystkim sukcesu, tu i teraz

  27. He, he pan Paweł, który pił denaturat i żył w pustostanach przygotowuje się do studiów doktoranckich w Instytucie Nauk Społecznych i będzie pisał o bezdomności, ale hipotezy badawczej nie chce na razie zdradzić.

    Ale Pani pojechała Coryllusowi, chwyt poniżej pasa!

    Od 31 minuty:

    https://youtu.be/HAVpslatV9Q

  28. Czuję się tak trafiony i zatopiony, że muszę się czegoś napić. No, nie spodziewałem się czegoś takiego 🙂

  29. O czym jest ten tekst. Czytając komentarze to jest i rzeź wołyńska, papież, doktorat, denaturat no i licytacja kto jest mądrzejszy.

  30. Ja cież moja teściowa jest smutna, że będzie na wakacjach, gdy Grzegorz Braun będzie w Bielsku-Białej.

    Nie przypuszczałem, że taki dzień nastąpi .

  31. Non abbiate paura!

    W różnych sytuacjach, nad którymi nie panujemy, strach może paraliżować lub dodawać adrenaliny. Wojsko bez alkoholu nie idzie do boju.  Łagodniejszą formą strachu jest trema. Może zjeść każdego. Zawodowcy w telewizji prowadzą z gośćmi rozmowy rozluźniające, a ciekawym trikiem jest kilkukrotne rozpoczynanie nagrania pod pretekstem usterek technicznych. Ostrą formą strachu jest lęk. To strach, przed którym ludzie uciekają w śmierć.  Ładnie to ujął prezydent Roosevelt w czasie Wielkiej Depresji: Jedyną rzeczą jakiej musimy się lękać, jest nasz własny lęk – bezimienny, bezzasadny, nieusprawiedliwiony terror, który paraliżuje wysiłki, by odwrócić sytuację (..the only thing we have to fear is…fear itself — nameless, unreasoning, unjustified terror which paralyzes needed efforts to convert retreat into advance).

  32. Bylem z czasów tych wrednych laptopowych wypominków.

    Wcześniej odszedłem ale zdążyłem wrócić.

    Nigdzie nie było ciekawiej. Niewyglądało to wtedy że masz taką twardą skórę Gospodarzu

    ale wywalenie trolli przestało męczyć zainteresowanych treścią. Z mojego czytelniczego punktu widzenienia to była dobra decyzja. Zdr

  33. chyba w tym blogerskim środowisku nie masz takich kłopotów jak cena doktoratu na różycu – bo wystarczy stwierdzić śledząc ich blogerskie wypowiedzi, że poradziliby sobie z uzyskaniem tego tytułu,  czyli kupować nie muszą, jest jedno ale,  nie są zakotwiczeni w środowisku które tę możliwość daje .

  34. Odkąd pamiętam blogosfera ściśle wiąże się z 2 negatywnymi zjawiskami

    1 trollami

    2 kłótniami blogerów zwanymi pieszczotliwie napierdalankami blogerskimi

  35. Dzisiaj wyszedłem z domu z nudów, bo przestało padać, spacerowałem innymi ulicami, niż zwykle i stwierdziłem ze zdziwieniem, że w promieniu 10 minut marszu od mojego domu są dwie szkoły wyższe, techniczne, z tego jedna należąca do najlepszych w Polsce.

    Budynki szkół wyższych w doskonałym stanie, odnowione, jakby żywcem przeniesione z Berlina sprzed stu lat. Mieszkam w dużej dzielnicy pełnej luksusowych willi – takich, w których mieszkał Stirlitz w filmie „17 mgnień wiosny”, z tym że on mieszkał w nowoczesnych na owe czasy willach modernistycznych, a są też pięknie odnowione wille sprzed pierwszej wojny światowej i to wszystko w Polsce.

    Oczywiście lubię utyskiwać na niechlujstwo Polaków i ich brak smaku, ale ostatnio dużo zmieniło się na lepsze. Niestety, państwo polskie nie zdaje egzaminu, bo tych pozytywnych zmian dokonały prywatne podmioty lub publiczno – prywatne.

    No i ta mentalność repatriantów…

    Moi sąsiedzi otrzymują regularnie bezlitosne lekcje, w których uczą się, że to co poniemieckie jest święte, bo repatrianci nie stworzyli nic, co by przewyższało cywilizacyjnie i kulturowo pomniki kultury materialnej powstałe do roku 1939.

    Tradycje szkolnictwa wyższego (ale nie akademickiego, tylko w sensie Oberschule, nie Hochschule) sięgają tutaj XIII wieku.

    Jestem przyjezdnym, więc dopiero odkrywam te ciekawostki.

  36. już Waldek zapytał i ja też – co twoja wypowiedź ma wspólnego z rozważaniem Coryllusa o sytuacji –  czy paraliż czy sukces –  no co ?

  37. Bo mnie, proszę Pani, rodzice wozili wózkiem na spacery na drugą stronę Odry i tak mi zostało. Dlatego wywiozłem swoje córki na jakiś czas do Niemiec pomimo łez i protestów, żeby złapały bakcyla. Byłem nieczuly, jak Stirlitz wobec Katii, gdy przekraczali granicę Szwajcarii w filmie:

    https://m.youtube.com/watch?v=3pzfE0-2KLQ

     

    Z psychologicznego punktu widzenia klucz do duszy człowieka kryje się w wychowaniu do wieku trzech lat, może pięciu.

    Dalsze losy bloga i jego Autora oraz czytelników i trolli zależą od tego, jaki kto ma bagaż doświadczeń z wczesnego dzieciństwa.

  38. Poza tym Papież pięknie strollował temat beatyfikacji Henryka Pobożnego w czasach, gdy jeszcze nie było internetu, a mówimy dzisiaj o problemach komunikacji w środowiskach konserwatywnych.

  39. I nie rozumiem, dlaczego jest Pani przeciwna robieniu doktoratów???

  40. A ja czekam na premiera inżyniera realistę. Problem trolii odpadnie.

  41. nie, nie jestem przeciwna właśnie powtarzam, możliwości doktoryzowania się  wskazane są dla pracowników uczelni i instytucji które  mają interes w zatrudnianiu kadr z takim tytułem naukowym, jednakże dla tych spoza uczelni,  jest to droga przez mękę, bo to trud i koszt i tytuł naukowy,  który nie niesie poprawy statusu

  42. Z tymi doktoratami to trochę taka wioseczka jednak.

  43. Oczywiście byłoby najlepiej, gdyby doktoryzowali się ludzie nauki. Tak się jednak rzeczywiście składa, że doktorat robi wrażenie i sporo osób z różnych dziedzin nim  szpanuje, tak jak szpanowało się w liceum prawem jazdy. Zauważyliśmy to dawno, gdzieś tak w latach 90-tych, również na przykładzie Kulczyka. Mimo zniknięcia Kulczyka ze sceny temat doktoratów pozostaje aktualny, a różne metody jego pozyskania są z pewnością omawiane na salonach, i również z pewnością pada tam przykład jednego z dyplomów Radosława Sikorskiego. Kiedyś zaskoczył mnie nim mój osobisty wujek, menadżer wysokiego szczebla, naprawdę ciężko zapracowany prowadząc przedsiębiorstwo zatrudniające parę tysięcy osób, a na granicy przemian, prawie na emeryturze, rzuca doktoratem na stół jak asem! Miał wizję i ambicję, której nie miał jego syn, obecnie osoba publiczna i powszechnie rozpoznawalna, której nie chciało się zrobić zwykłego dyplomu, i któremu ten dyplom co rusz publicznie wypominają. W zasadzie słusznie, bo powinien mieć doktorat 🙂

    Tak więc nie żartujmy z doktoratów, napędzajmy się progresywnie, bo nie wiadomo kiedy nam się taka karta w życiu przyda 🙂

    I jeszcze parafrazując stare literackie powiedzenie – każdy ma w sobie materiał na przynajmniej jeden doktorat 😉

  44. Taa,  bez potwierdzenia jakiejś komisji i stosownego dokumentu wiedza i umiejętności się nie liczą…

  45. dysertacja doktorska to postawienie tezy wartej pracy naukowej, udowodnienie tej tezy na tak albo na nie, przedstawienie recenzentom i obrona przed kolegium.

    najpierw jednak trzeba przeczytać zasady pracy naukowej j. pietrasa, /może pomyliłam   nazwisko ?/ żeby zbudować pracę spełniającą wymogi pracy naukowej i dopiero wtedy omówić z promotorem co i jak żeby wysiłek twórczy nie poszedł na marne.

    Pański krewny zapewne opisał jakieś doświadczenie zarządcze, albo technologiczne  , udowadniające  daną tezę rozbudował o przegląd literatury przedmiotu i taka praca o charakterze empirycznym właściwie broni się sama. wysoko cenione są prace empiryczne.

    a może krewny zrobił doktorat z socjologii gdzie zastosował tzw metodę obserwacji uczestniczącej – jako menedżer wysokiego szczebla miał możliwości zbierania danych empirycznych.

  46. Tak mogło być. Niestety wujka już nie zapytam.

  47. Napij się wody. Potem poszukaj promotora, który się podłoży pod temat zawierający sformułowanie ÷w ogóle÷ ®.  P.S. na ksywę charakternik to trzeba sobie zasłużyć na dzielni, buńczuczne wpisy na forum to trochę za mało.

  48. Żaby trolujące bociana!

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.