sierpień 222021
 

Zostałem zaproszony na kilka dni w Beskid Niski, żeby tam omówić szalenie ważne sprawy dotyczące powstania warszawskiego. Nieważne jakie będą owoce tego wyjazdu i toczonych tam rozmów, na pewno jeszcze o nich usłyszycie. Na razie nie mogę powiedzieć nic więcej.

Zatrzymałem się w miejscu, gdzie jest absolutnie światowo, choć gospodarze są miejscowi i prowadzą niewielkie gospodarstwo agroturystyczne. Światowa jest przede wszystkim kuchnia. Podają tam, na przykład, sałatkę z rydzów. Niech mi ktoś teraz powie, że w Bristolu podają na śniadanie sałatkę z rydzów. Są też inne frykasy, ale są też przysmaki miejscowe. Pewnego dnia podali takie trójkątne, grube placuszki. Zapytałem gospodynię, co to takiego.

– Placki na prozie – odpowiedziała.

– Na czym?

– Na prozie.

– A co to jest proza?

– To inaczej soda.

Okay, pomyślałem, wszyscy dookoła jedzą placki na prozie. Ciekawe czym to skutkuje?

Chciałem być zabawny i rzekłem – No tak, placki na prozie dadzą się zjeść, a placki na poezji byłby cokolwiek niestrawne.

Gospodyni się roześmiała.

– Pierwszy raz skojarzyłam to w taki sposób – rzekła.

Cały czas myślę o tych plackach na prozie, które z miodem, albo masłem orzechowym, albo z dżemem są po prostu świetne. Myślę i nie mogę się nadziwić jednemu – tylu sławnych pisarzy zjeżdża co roku w Beskid Niski, wielu pisarzy stąd wyjeżdża, by robić kariery w Warszawie. Przyjeżdżają tu aktorzy, a jeden to nawet tam mieszka i prowadzi tak zwany glamping. I co? Nikt z nich nie zauważył tak fantastycznej okoliczności, tak literackiej figury, tak pojemnej i głębokiej metafory, jak placki na prozie? No, jak widać nikt, nawet Stasiuk. To chyba o czymś świadczy. Zaraz napiszę o czym, ale muszę uprzedzić, że w tym miejscu kończy się zabawny i pogodny charakter mojego felietonu.

Kończy się albowiem chciałem przypomnieć teraz pewnego samobójcę, którego pisarz Stasiuk chciał wykreować na absolutną wielkość literacką. Często myślę o tym człowieku, choć nie znałem go, nie był mi bratem, ani swatem. Myślę też o tym, jaką podłotą trzeba być, żeby próbować zarobić parę złotych na biednym narkomanie, który ma jakieś aspiracje. Mirosław Nahacz był jedną z kreacji gazowni, która się nie udała. Pochodził z Beskidu Niskiego, ale nie z tych okolic gdzie byłem, tylko spod Gorlic. Dziś, kiedy myślimy o jego tak zwanej karierze i śmierci, nie możemy się nadziwić, jak prymitywnymi środkami próbowano wtedy tworzyć rynek literackiej propagandy. Nahacz był miejscowy, to znaczy przyznawał się do łemkowskich przodków. Nie było w tym ani nic nadzwyczajnego, ani za bardzo ciekawego. No, ale przeniesiony do Warszawy i odpowiednio urobiony, mógł – przy wspomaganiu medialnym gazowni – zrobić wokół siebie trochę szumu. Takie to były czasy. Stasiuk i jego żona wielokrotnie w wywiadach opowiadali, jak to odwiedził ich pewnego dnia młody człowiek, którzy rzucił na stół, czy też na ziemię zapisane przez siebie kartki, a oni uznali to za coś absolutnie wielkiego. To jest oczywiście kłamstwo, które nie może się w żaden sposób obronić. Jest to też podłość, albowiem trzeba być wyjątkowo nieuczciwym, żeby dzieciakowi z różnymi uwikłaniami naobiecywać niestworzonych rzeczy, które czekać miały nań w Warszawie. Podobnie jak Stasiuk do dzisiaj, Nahacz był człowiekiem emocjonalnie niedojrzałym i pogubionym. Stasiuk jednak ma za sobą służbę w organizacji Wolność i pokój, a Nahacz miał jedynie jakieś narkomańskie doświadczenia z grzybami zbieranymi na górskich łąkach. Ponoć też pił eter. Tak pisali w laurkach na jego cześć puszczanych w Onecie.

Na takich oto filarach – uzależnienie, alienacja, kłopoty rodzinne, rzekoma etniczna egzotyka, próbowano nie tak dawno przecież kreować gwiazdy literatury w Polsce. Nie wiem czy Nahacz zorientował się w końcu gdzie jest, co tam robi i kim są otaczający go ludzie, czy może po prostu przedawkował. W każdym razie gazownia i Onet piszą, że popełnił samobójstwo. Miał 23 lata. Nie wiem, jak ludzie poważni, dorośli i przytomni mogą, znając historię Mirka Nahacza, rozmawiać ze Stasiukami. To jest dla mnie niepojęte. Wiem, że już o nim kiedyś pisałem, ale uważam, że nigdy dość przypominania tej historii i okoliczności, które doprowadziły do tej tragedii.

Rozmiar kłamstwa, w jakie wpakowano Nahacza, można ocenić dopiero po latach. Porównywano go bowiem do Masłowskiej. Miał być tak samo wielki. Tak samo wielki!!!!? Nie mogę….

Jakub Żulczyk pisał, że był „utopioy w pisaniu”, a zostawił przecież ledwie cztery książki, cienkie, pretensjonalne i bardzo wtórne. Jedną o sobie i swoich kolegach, napisaną w formie pokoleniowego manifestu, a drugą o pijakach z przystanku. Pozostałe w ogóle nie wiadomo o czym. Czytanie dziś tych zachwytów nad jego prozą jest doświadczeniem tak strasznym, że w zasadzie nie wiadomo jak to skomentować. Bezczelność tych Żulczyków, Chutników i reszty, całej tej czeredy małp, ekscytujących się sobą nawzajem jest nie do wytrzymania.

Uważam jednak, że trzeba przypominać im co jakiś czas Mirka Nahacza, który nie był żadnym pisarzem, nie miał żadnej charyzmy, ani talentu, o pracowitości już nie wspomnę. Był tylko bardzo pogubionym synem swoich rodziców, który wybrał z talii fałszywą kartę. Wskazaną mu i podsuniętą przez osoby, którym zaufał.

Na Onecie napisali, że powiesił się w dniu śmierci Edwarda Stachury. I tu już naprawdę nie wiadomo co rzec. Chłopak skończył ze sobą, a te świnie już mu uszyły pośmiertny całun, na okoliczność kolejnych wydań prozy niedocenionego i martwego geniusza. Opatrzonych oczywiście słowem wstępnym ich autorstwa.

Nazwanie tego nędzą, to jest komplement. Słowo demaskacja wydaje się całkiem nieadekwatne, ale musicie wiedzieć, że ten program działa nadal i ta banda oszustów ani myśli zeń rezygnować. Kiedy wyjeżdżałem, na rynku w Jaśliskach, szykowała się jakaś impreza, Shuty zaś zabierał się za realizacja swojego artystycznego projektu, który polegał na tym, że z udziałem dzieci wyciągać miał z rzeczki Jasiołki różne śmieci, a następnie budować z nich jakaś instalację artystyczną. Taka operacja Hasiok, dla miejscowej dzieciarni, która nie ma jeszcze dobrze zrytego beretu, ale już oni się postarają, żeby nastąpiło to jak najszybciej.

Na to wszystko jest tylko jedna rada i jeden sposób – placki na prozie. Trochę teraz żartuję, a trochę nie. Ci wszyscy przyjezdni chcą utopić miejscowych w tej rzekomej egzotyce i lokalności. I chcą być dla nich wzorem oraz przewodnikami. Mówiąc o szansach, nie dają im w rzeczywistości żadnych szans. Mam nadzieję, że ta szeroko zakrojona operacja się nie uda, także dzięki światowej kuchni w pensjonacie, gdzie się zatrzymaliśmy, dzięki sałatce z rydzów, pasztetowi z cukinii i przede wszystkim plackom na prozie. Bo od tych na poezji, można się porzygać.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-i-2/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-ii/

  22 komentarze do “Placki na prozie”

  1. jakoś tak gazownia eksploruje mniejszości narodowe , próbuje zakotwiczyć w talencie jakby z pogranicza a to nieszczęsny Nahacz, a to Bonda, a to ze śląska jakiś tam, jakiś gdańszczanin też  … szukają w obarzanku, widać w środku niczego utalentowanego nie ma

    nie czytam tego co jest w empiku, więc nazwisk nie pamiętam, ale taka konkluzja

  2. Bardzo fajna notka. Im więcej szczegółów z życia, tym lepiej. Warto byłoby pogłębić każdy z tych wątków i dłużej tam pobyć.

  3. Jak tak się lepiej zastanowić, to te wszystkie opowieści służą zbudowania wizerunku Polaków jako złodziei, szbrowników, morderców, okrutników, donosicieli bez kultury i cywilizacji, którzy od wieków uciskają wszystkich dookoła. Nic do nich nie należało i nie należy, bo wszysko zagrabili innym. Prymitywy niegodne miana ludzi…  ciemni, zabobonni i fanatyczni katole.

  4. Smażenie, nawet nie pieczeni, ale kiełbachy, przy truchle na stosie pogrzebowym. To jest klasyczny przykład psowania ludu przez państwo z miasta. Odrażające nawet estetycznie.

  5. Od jakiegoś czasu (od końca lat 1980-tych?) jest taka moda, że w wywiadach, kiedy dziennikarz zadaje pytanie słynnemu aktorowi, pisarzowi, artyście czy jest Polakiem albo czy czuje się Polakiem, to zapada długa cisza, a potem pada jakaś wymijająca odpowiedź, która ma świadczyć o tym, jaki ten artysta jest światowy, otwarty i nowoczesny.

  6. Dlatego koniczne są miłe odmiany

  7. Nikomu się już chyba nie chce być mniejszością. Salatka z rydzów rządzi

  8. Eee… to tylko zwykła głupota. Przykład: inwestycja Lubowisko RESORT na Kaszubach – osiedle domków nad jeziorem w głuszy leśnej. Na terenie inwestycji ma działać, uwaga: Instytut Badawczo-Rozwojowy dr Ewy Dąbrowskiej. A czym będzie się zajmował ów instytut?

    – zdrowe odżywianie,

    – oczyszczanie organizmu,

    – diety owocowo – warzywne.

    Dalej jest informacja, że popołudnia i wieczory mieszkańcy inwestycji będą mogli spędzać w… specjalnej wiacie przy grillu.

    Czyli raczej instytut leczenia kaca.

     

    https://lubowiskoresort.pl/

  9. Karol Wojtyła jako młody kleryk pracował w zakładzie produkcji sody Solvay. Moim zdaniem słowo „proza” pochodzi od prażenia, natomiast w słowniku przeczytałem, że hasiok to kubeł na odpadki, do którego wrzucano popiół z pieca i najpierw trzeba było zgasić ten popiół, a dopiero na to można było wrzucić inne śmieci.

    Hasiok to również hasło oznaczające na Śląsku patologię (bezrobocie, bieda, prostytucja, narkomania).

     

    Słowo z czeskiego, które kojarzy się pozytywnie ze strażakami (hasiči gaszą ogień). Nie wiadomo, dlaczego, pracą w straży bardziej interesują się dziewczynki, niż chłopcy. W moim miasteczku małe dziewczynki w sobotę zwijały węże strażackie.

     

    Hasiči – wersja dla tych, którzy lubią małe dziewczynki:

     

    https://m.youtube.com/watch?v=IklJxRN5px8

     

    i tradycyjna wersja:

     

    https://m.youtube.com/watch?v=l7UMlrd32sw

     

    Mi się podoba od wielu lat kultura spędzania wolnego czasu na Słowacji, ostatnio modne są via ferraty i tu też dziewczyny szaleją:

    https://m.youtube.com/watch?v=WUjTfiydUCs

     

    a chłopaki wolą hokej:

  10. I Polacy w to uwierzyli w dużym stopniu – przede wszystkim sympatycy tych szczujących na Polskę opcji. A wielu innych po cichu myśli, że może to prawda?

    Używam tu zawsze wyrażenia „likwidacja Rzeczpospolitej”, która trwa. Ktoś, kto czuje się z Rzeczpospolitą związany i jest jej wiernym synem/córką nawet jeśli tak pomyśli, zrobi to z troską. Wierność i co najmniej sympatia do Rzeczpospolitej jest kluczem, nie pochodzenie, paszport.

    W wypowiedziach Tokarczuk, Gajosa, Jandy jest troska, ale obszar dawniej zwany Rzeczpospolitą, żeby był przyjemny, tęczowy i wyskrobany.

  11. Żyjemy w takich czasach…

    Dr Magdalena Ogórek z TVP odkryła, że (żydowscy) prawnicy pracują nad tym, żeby Polacy utrzymywali muzułmanów. Precedens dotyczy parszywej trzydziestki znad granicy białoruskiej, ale docelowo chodzi o kilka milionów lub kilkaset. Mamy się czuć odpowiedzialni za los Afgańczyków, Irakijczyków, Syryjczyków, całej północnej Afryki.

    Parszywa trzydziestka korzysta bezpłatnie z usług gońców, cateringu, lekarzy, adwokatów i mediów, a dla obywateli polskich jest cenzura, lockdowny i kontrola na każdym kroku oraz „rachunki grozy”, bo wszystko jest coraz droższe.

    Tak wygląda sprawiedliwość wg obrońców praw człowieka.

     

    U mnie na wsi (w miasteczku) ludzie w sobotę sprzątają mieszkania i chodniki, często na kolanach, usuwając chwasty, natomiast w Jaśliskach robi się z tej czynności święto, a ze śmieci sztukę.

     

    Miejscowość i parafia Jaśliska była poddana próbie desakralizacji. Opinia o filmie kręconym w Jaśliskach:

    Michał Walkiewicz z portalu Filmweb rozpatrywał Boże Ciało jako przejaw cywilizowania katolicyzmu polskiego: „jeśli coś poza filmową publicystyką może przekłuć dziś balonik katolickiego gung-ho, jest to właśnie historia owieczki, od której pasterze mogliby się uczyć fachu. Parafrazując klasyka z innego świata i innego kina, Boże Ciało to elegancki film na mało cywilizowane czasy”

     

    Program cywilizowania katolików ma wsparcie możnych protektorów i ci obrotniejsi nie pogardzą groszem, który można zarobić na „cywilizowaniu katolików”.

     

    Rząd Morawieckiego tkwi w rozkroku albo obojętnie przygląda się temu wszystkiemu.

  12. W Polsce mamy zorganizowane bandy zdeprawowanych do szpiku kości łotrów. To nie do wyobrażalnia jak ci ludzie nienawidzą i gardzą tubylcami. Nie ma granicy, której nie przekroczą w szkalowaniu, opluskiwaniu i łgarstwie. Zastanawiam się jakie tajemnice skrywają, że posuwają się do zła w czystej postaci. To co słyszymy w przestrzeni publicznej, że to niewiedza, głupota, owczy pęd i tym podobne niczego nie tłumaczy. To zasłona dymna.

  13. Pat na wschodniej granicy potrwa do jesiennych wyborów do Bundestagu, a potem Polska z podkulonym ogonem zrobi to, co zdecydują Niemcy.

    Partie sceptyczne wobec nowego ładu takie, jak AfD nie mogą dostać dobrych argumentów do ręki, a po wyborach trzeba organizować czwartą falę pandemii i jakiś lockdown.

    Miejscowa ludożerka z nadzieją obserwująca wydarzenia w TV dostanie z budżetu jakiś ochłap oraz uspokajające słowa szefa rządu, że „nie można było postąpić inaczej”.

  14. Episkopat już dał głos i odpowiednio naświetlił problem, więc jeżeli chodzi o opinie katolików, to Morawiecki ma wolne ręce.

  15. Piękna rzecz móc wyjechać na kilka dni w takie okolice, ale to jednak namiastka prawdziwych wakacji. Dr Krajski, jak gdzieś pojedzie, np. do Nałęczowa, to przebywa tam dwa miesiące, bo jest nauczycielem akademickim. Jednak, jeśli ktoś się decyduje na karierę pisarza, to powinien postarać się o etat na uniwersytecie, bo z samego pisania ciężko wyżyć. Może trzeba  glamping założyć, żeby były  dodatkowe pieniądze?

  16. Drugi Kosów dr.A Tarnawskiego

  17. to o co chodzi dr Tarnawski ma majątek o nazwie  KOSÓW…

    bo nie wiem … szyfry jakies czy wykształcenie ściśle techniczne

  18. Leczenie przy pomocy diety i przyrodolecznictwo.

  19. Te „placki na prozie”. Czyżby Farfurnia?

  20. Przed wojną ,w Kosowie na Huculszczyznie,dr Tarnawski prowadził zakład leczniczy,dla elity finansowej,gdzie terapia była oparta na głodówkach i odpowiedniej diecie.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.