Sty 012014
 

Są o wiele bardziej ambitne niż te, które przyjąłem na rok 2013. Nie zdradzę jednak wszystkich, bo jak wiecie mamy za sobą niewesołe doświadczenie związane z książką o Mikołaju Koperniku. Nie chcę więc zbyt wiele mówić, żeby się potem nie okazało, że nic z tego nie wyjdzie. Zacznę od kwestii bieżących. Niebawem, mam nadzieję, że już dziś, najdalej jutro, w naszym sklepie znajdą się nowe produkty. Jestem głęboko przekonany, że sprzedaż kwartalników i dwumiesięczników ma głęboki sens, dlatego właśnie zdecydowałem się na wzbogacenie oferty o dwumiesięcznik „Polonia Christiana”, którego najnowszy numer poświęcony jest teologii wyzwolenia. Prócz tego będziemy mieli w sprzedaży kwartalnik „Historia lokalna” wydawany w Opolu. To jest coś wyjątkowego i szczególnego, bo dotyczy spraw z pogranicza polsko-niemieckiego, spraw z przeszłości, ale także kwestii jak najbardziej współczesnych. Śląsk jak wiecie to jest miejsce, które interesuje nas wszystkich szczególnie i uważam, że nigdy za dużo pisania, mówienia i czytania o Śląsku. Tak więc „Historia lokalna” znajdzie się niebawem w naszym sklepie.
Jeden z autorów naszego kwartalnika, Dariusz Marzęta, który jest historykiem i numizmatykiem, napisał i wydał póki co cztery książki, z których w naszym sklepie dostępna będzie najnowsza – „Skarby Lublina”. Jak będzie z tymi wcześniejszymi, które noszą tytuły „Monety Polski królewskiej” i „Złoty wiek, szkice o XIII wiecznej Europie” oraz „Epoka napoleońska” jeszcze nie wiem.
Tak jak zapowiedziałem zdecydowałem się na poszerzenie oferty o książki dotyczące zagadnień matematycznych, będziemy mieli na składzie „Krótki kurs analizy matematycznej, część 1, funkcję jednej zmiennej”, oraz pracę zatytułowaną „O edukację wyzwoloną”. Obydwie autorstwa Ryszarda Nowakowskiego z Wrocławia. Ta druga książka jest po prostu krytyką reformy Handkego dokonaną z punktu widzenia nauczyciela matematyki. Uprzedzam wszystkich lojalnie, że w pewnych punktach poglądy Ryszarda Nowakowskiego rozjeżdżają się z naszymi dość dramatycznie. Nie znaczy to, że nie warto tych książek czytać. Tym bardziej, że są to chyba jedyne na rynku pozycje odnoszące się do problemu edukacji w Polsce w tak głęboki sposób.
Zdecydowałem, że będziemy sprzedawać w naszym sklepie książkę Patrycji Wnorowskiej, żony naszego kolegi Juliusza, który pracuje obecnie w Niemczech na budowie i nie pisze nadal książki o Koperniku. Jak pamiętacie, książka Patrycji wygrała konkurs na blog roku 2012 w kategorii „Kulinaria”. Jest to ślicznie wydany, opatrzony znakomitymi zdjęciami przewodnik kulinarny po różnych pysznościach. Dość egzotycznych pysznościach, bo przyrządzanych tak, by mogli je zjeść najciężej doświadczeni przez los alergicy, tacy co to już niczego poza surowym obrokiem i nadgniłymi liśćmi dębu jeść nie mogą, bo umrą. Książka zawiera sto precyzyjnie podanych i elegancko zilustrowanych przepisów, wydana została w twardej oprawie, tak więc można na niej od biedy nawet pokroić cebulę, jeśli ktoś akurat nie ma w domu deseczki. Tak twarda jest ta okładka.
Jak wiecie mamy bardzo ograniczone możliwości promocji naszych książek, nie to co taki Rożek, który potrafi promować swoje nędzne demaskacje w salonie24 i w portalu gazowni jednocześnie. Pewnie dostał na to jakiś grant, nie wiem, ale wiem, że droga poprzez granty prowadzi wprost na zatracenie. Nasze sposoby promocji będą inne, skromniejsze, ale na pewno ciekawsze pod wieloma względami. Nie napisałem co prawda jeszcze scenariusza do albumu komiksowego zatytułowanego „Święte królestwo. 1526”, który ukaże się na wiosnę, a dotyczył będzie upadku Węgier i bitwy pod Mohaczem, ale autor rysunków, Tomasz Bereźnicki już zajął się promocją. Będzie to jak mówię promocja niezwykła, póki co Pan Tomasz namalował obraz przedstawiający jedną z postaci związanych z tamtymi wydarzeniami, o ile wiem jest to Georg Hohenzollern w jego własnej redakcji, namalowany na wielkim płótnie. Obraz będzie oczywiście dostępny w naszym sklepie, ale póki co schnie i być może będzie poprawiany. Upraszam Pana Tomasza, by nic już nie poprawiał, tylko po prostu pokazał dzieło, ale póki co nie udało mi się go zobaczyć. Czy powstaną inne obrazy z postaciami z komiksu tego jeszcze nie wiem, bo obaj mamy mnóstwo roboty. Optowałbym jednak za tym, by powstały, bo album komiksowy podparty serią dużych obrazów z postaciami charakterystycznymi to jest moim zdaniem coś fantastycznego, coś co ma moc prawdziwą, coś z czym można zrobić tournée po całej Polsce, a może i nie tylko po Polsce. W drugiej połowie stycznia wstawimy do naszej galerii kilka obrazów Agnieszki Słodkowskiej, mam nadzieję, że będą to obrazy z Japonii, które wszystkim najbardziej się podobają. Przygotowujemy kolejny numer kwartalnika, wszystkich autorów upraszam o zakończenie prac nad tekstami do marca. Nie chcę by robota wlokła się w nieskończoność, jak to miało miejsce przy pierwszym numerze. Jeśli ktoś nie zdąży to trudno, tekst się nie ukaże. Trzeci numer kwartalnika, który mam nadzieję ukaże się latem, będzie pierwszym numerem tematycznym i dotyczyć będzie tożsamości. Tak więc teksty doń zamawiane, będą już od razu sprofilowane.
Baśń czeską zaplanowałem na lato, bo nie dam rady napisać jej wcześniej i musicie mi to wybaczyć. Do wiosny ukażą się za to dwie lub trzy moje książki o charakterze rozrywkowym, ale to jest na razie tajemnica i szczegółów tego projektu zdradzał póki co nie będę. Toyah pisze książkę o swoich przygodach z uczniami, których próbował nauczyć angielskiego, a pan Mariusz, którego znacie z kwartalnika, autor prawdziwej historii Olgierda Jarosza, jednego z bohaterów „Czterech pancernych”, ma ukończyć książkę pod tytułem „Prawdziwa historia czterech pancernych”, która zawierać będzie hipotetyczne, o wiele bardziej prawdopodobne niż w powieści Przymanowskiego, życiorysy najsłynniejszych bohaterów filmowych PRL-u.
W lutym chcę ogłosić szczegóły konkursu na komiksy według „Baśni jak niedźwiedź”. To mój projekt autorski, nie ma on cech propagandowych i nie zamierzam za pomocą tych komiksów uczyć Polaków patriotyzmu czy czegokolwiek. Chcę, by powstały albumy rysunkowe według moich tekstów i gotów jestem w to zainwestować. Prosiłbym Was w związku z tym projektem o pomoc w rozpropagowaniu go. Nie mamy bowiem funduszy na agresywną promocję i ogłoszenie o tym konkursie znajdzie się tylko tam, gdzie dobrzy ludzie pozwolą je powiesić. No i na stronach komiksowych, bo to najważniejsze. Jeśli macie jakieś miejsce, gdzie ta informacja mogłaby się znaleźć i powisieć trochę, bardzo proszę o jakieś dane w tej sprawie.
Na ten moment to tyle. Zobaczymy ile z tego uda się zrealizować i co przyniesie sukces, a co okaże się klapą. Bywa bowiem i tak, że przegrywamy i trzeba się na to przygotować. Jak pamiętacie wiązałem wielkie nadzieje z targami na stadionie narodowym, a okazało się, że to jest horrendalna pomyłka. Podobne nadzieje wiązałem z targami w Krakowie i też nic z tego nie wyszło. Tak więc, trzeba uważać i ciężko pracować.
Aha, jeszcze jedno, rozpoczynamy nową promocję. Od dziś, najdalej od jutra, „Dzieci peerelu” i „Nigdy nie oszczędzaj na jasnowidzu” kosztować będę po 15 złotych za egzemplarz. Musimy opróżnić magazyny, bo za dwa miesiące wjadą do nich nowe książki.

W styczniu, ale nie znam jeszcze terminu, odbędzie się spotkanie z autorami kwartalnika „Szkoła nawigatorów”. Nie ze wszystkimi rzecz jasna, ale z niektórymi. Miejsce spotkania – księgarnia Tarabuk przy Browarnej 6. 4 lutego będę miał wieczór autorski w Gdańsku, w Manhattanie, o godzinie 17.00, wszystkich serdecznie zapraszam.

Teraz tylko czekamy, aż nasz kolega włączy sklep i możemy jechać naszą furmanką dalej. Hej…

  19 komentarzy do “Plany na nowy rok”

  1. Coryllusie, dzaiłaj .
    A tak do Twojego wczorajszego tekstu i mojego wpisu, pasuje to coś napisał o miejscu pracy i branży w ktorej zatrudniony jest w Niemczech – p. Wnorowski.
    Jako kraj, wyznaczony (przez jakichś rządzących), tylko do konsumowania, mamy takie sytuacje że pracujemy jako barmani, hodowcy świń (że nawiążę do postaci powojennych) czy teraz budowlańcy, opiekunki do osób starych, gdzie jak skarżą się te pielęgniarki traktowane są jak niewolnice (vide internet)
    Ot i smutno.
    Możę Twoja ciężka praca przyniesie zmianę tych ustaleń, które kiedyś, przez kogoś zadekretowne, powiedziały że POlska to … drugi plan.

  2. Nie wiem czy przyniesie, bo ludzie w Polsce są bezradni wobec deprawacji pieniądzem. Mdleją na widok stuzłotówki i każdy kto im próbuje dać ten banknot za nic jest mile widziany. Działania nie są dziś w modzie niestety.

  3. Myslenie, tez nie jest zbyt popularne. Zauwazylem ciekawa rzecz, ktora dotyczy funkcjonowania rynku w Szwajcarii. Otoz ludzie tutaj podchodza z duza nieufnoscia do tanich uslug i towarow. Jak cos malo kosztuje to jest podejrzane. Albo jest kiepskiej jakosci, albo niewiadomego pochodzenia. Ludzie chetnie zaplaca duzo za cos o czym beda przekonani, ze ma jakosc i da im oczekiwany pozytek.
    Pieniadz jest jak narzedzie, jak mlotek, ktorego mozna uzyc przy konstrukcji domu, albo komus rozbic glowe. Pieniadz w Polsce od dluzszego czasu funkcjonuje w calkowitym oderwaniu od pracy. Przeciena, normalna, uczciwa praca jest tak kiepsko wynagradzana, ze chec do wykonania uczciwych zajec ginie. Rozum podpowiada, ze ciezka praca to droga donikad, a juz na pewno do biedy. Jak sie w tym na codzien funkcjonuje to reakcja jest niemal fizjologiczna. Ludzie zaczynaja szukac pieniadza oderwanego od pracy. A to jest patologia.

  4. Pozdrawiam i życzę pomyślności w 2014 roku.

  5. Szczęśliw(sz)ego Nowego Roku 😉

  6. Szczęśliwego Nowego Roku spełnionych planów i pozytywnych nie zaplanowanych niespodzianek!

  7. Wszystkim milujacym wolnosc ludziom zeby na koniec roku mieli w trzosie wiecej.

  8. Pani Aniu , widzę że pod wczorajszym blogiem napisała Pani ciekawą bardzo dla mnie rzecz ….. Tam jednak się kłócą nie chcę się tam pchać. Chodzi o Ukraińców . Na zdrowy rozum nam nie przyszło by do głowy takie uczynki jak im masowo w czaie rzezi wołyńskiej . Nie pierwszy raz spotykam pogląd że to jest …. nie wiem , jakie słowo .. kulturowe … JA jestem wg dyplomu fizykiem ale całe życie siedzę w czymś co się nazywa badanie cywilizacji / liczba mnoga / i to od różnych stron …. Więc to jest na przestrzeni tysiącleci wyraźniec widoczne … te różnice ….Znam badania np J.A. Taintera ,, ,, The Collapse…..,, ale dużo polskich prac . Natomiast to o czym Pani napisała jest trochę obok … albo … nie wiem …. nachylenie bardziej antropologiczne ,, czy kulturowe ….. Czy Pani może coś dorzucić, jakiś polski tytuł , bo do zagranicznych już nie mam dostępu … Czy to własne wnioski i obserwacje … Ta sprawa Ukrainy szalenie dla Polski ważna …
    ja tu wrócę do komputera dopiero wieczorem

  9. Panie Gabrielu, w Nowym Roku zycze zeby pan zrealizowal i dopial wszystkie swoje plany na 100%.
    A sobie zebym przyjechal do Polski I nabyl „Basn jak Niedzwiedz”.

  10. I jeszcze jedno. Dzisiaj zajrzalem na portal niezalezna.pl I szczeka mi opadla bo zobaczylem maske Jerzego Owsiaka I reklame WOSP. Tak sobie pomyslalem: co on tu robi?
    Zaiste, pieniadz nie smierdzi a stopien zdeprawowania Polakow jest niebotyczny.

  11. do Valsera – dodam od sibie , że rzadko robię zakupy w Biedronnce a to z tego względu, ż enie mam gotówki i zawsz epłace kartą, al ekiedy jestem w Biedronce i widze te gromade kasjerów, zmęczonych (prawie zziajany), nieustannei grzecznych, liczących, wydających resztę w takim „młynie” jakim jest sieć Biedronki, to zawsze mam te skojarzenia że wspólczucia wymagają obie strony i kupujący i ci kasjerzy, jedni liczący się z każdym groszem dochodu a ci drudzy liczą każdy grosz reszty.
    Jeśli to porównać do wynagrodzeń elity, no to normalna, uczciwa praca jest w POlsce – tak jak Pan mówi – źle wynagradzana.
    Panie Coryllusie – no to może ze względu na te warunki (trud zdobycia pieniądza) ludzie są tacy łasi na każde 100 zł.? No nie wiem w czym leży przyczyna tegoż………

  12. Do zaginionego lądu – moja wiedza o sprawach Wołynia pochodzi wyłącznie z książek historycznych, Zeszytów Naukowych różnych uczelni. Kiedy są rocznicowe wydania to wtedy w jednym zeszycie można znależć omówienia kilku problemów danego zjawiska, także z internetu na you tube były wykłady o tym zdarzeniu i także w internecie są strony pokazujące (zdjęcia, rysunki, opis) tortur jakie stosowano wobec społeczeństwa polskiego. Poza tym wyświetlano na tv POlonii filmy: w jednym z nich mama Krzesimira Dębskiego odwiedza wieś swojego dzieciństwa Kisielin i opowiada między innymi o dniu 11 lipca 1943 r, o strzelaniu w otwarte drzwi kościoła do wychodzących po mszy ludzi i o tym jak ona się z tej opresji uratowała ….
    Tak by z tego wynikało, że wrogiem ukraińca był polak – katolik.

  13. do Ani ….. dzięki ….. ja mam koleżankę , rodzina częściowo ocalona z rzezi wołyńskiej … tam był taki kalasztor dominikański na Górce Różańcowej … Polacy się tam schronili pod cudownym obrazem Matki Bożej . Wujek tej koleżanki z jakimś księdzem z tego klasztoru uciekli tyłem przez mur i w dół laskiem . Klasztor zdobyty , Polacy wymordowani …. Ludność okoliczna po paru dniach przyszła żeby pochować ciała … też i obraz zabrano i przez Kraków trafił aż do Wrocławia …. Ja to wszystko rekonstruowałam , bo koleżanka ma wiedzę na poziomie dziecka któremu babcia opowiadała ….Rodzice potem do tej grozy nie wracali , to bardziej złożona historia , kilku braci , ich losy …… I ona widząc że ja rekonstruuję swoją rodzinną historię opowiedziała mi takie dziecinne drobiazgi zapamiętane …. aż dziw ile udaje się znaleźć w internecie … wymaga to pomysłowości i cierpliwego wracania …….mamy prawie całą historię z tych okruchów 5cio 6cio letniego dziecka …..
    Ja zadając Pani pytanie myślałam , czy ktoś się odważył na poważniejsze badania … na razie jesteśmy , co jest wiele , na poziomie przywracania pamięci rodzinom i o rodzinach ….
    Te rzezie trwały długo , poza tą niedzielą w lipcu zmasowanego ataku na kościoły ……. Ale to niespotykane na taką skalę okrucieństwo .. usłyszałam słowo azjatyckie …. No można by dużo .. Tak nam się nowy rok zaczyna

  14. nasz gospodarz pisząc o tej stuzłotówce ,,za nic,, miał jak sądzę całkiem co innego na myśli …….Ten temat w różnej postaci pojawia się tu … i pewnie jeszcze pojawi nie raz …..

    mimo wszystko dobrego roku Gospodarzowi , aby mu starczyło sił na to co sobie zaplanował ……aby ,,dorobił ,, się jakiejś pomocy w działalności codziennej …. ludzkiej przyjaźni , zdrowia …… 🙂

  15. Ach.Mozart….http://www.youtube.com/watch?v=C0IYnRQJas0 i tylkop wielokropek dalej…..

  16. Sprawa z ta stuzlotowka nie jest prosta. Bywajac w Polsce zalatwiam meskie strzyzenie w 20 minut max. za 10 zlotych. Ta sama usluga w Szwajcarii kosztuje 30-50, ale nie zlotych tylko frankow. Chce sie isc do pracy i chce sie zyc. I dla glupiej stowy nikt nie zrobi zadnego swinstwa. Po prostu nie warto. Dlatego gospodarz na szwajcarskiej wsi ma na stodole skrzynke z ktorej samemu mozna pobrac kartonik swiezych jajek i wrzucic do skarbonki 4-6 frankow. To funkcjonuje. Nikt tez nie biega ze szwajcarskiej skarbowki i nie przesladuje bauera za pare frankow. W Polsce prawdopodobnie po 2 dniach nie byloby ani jajek, ani skarbonki. A gospodarzem zainteresowalby sie UKS, ze te jajka bez kasy fiskalnej sprzedaje. Wystarczy troche rozumu i dobrej woli i zaczyna byc normalnie. Pozornie tylko. Normalnosc jest dla zdrowych ludzi, dla zglajszachtowanych, zmanipulowanych, slowem chorych spolecznie – proces dochodzenia do normalnosci to dluga terapia bez gwarancji dotarcia do celu. No i sa przypadki nieuleczalne i niereformowalne. Nie pomoze juz nic, zadna sila, zaden wysilek i silne postanowienie juz nie dziala.
    Mimo, ze zyje za granica, to nie jest mi obojetne co sie w Polsce dzieje. Z tego co ustalilem to Maciejewski, Braun, Cenckiewicz, Michalkiewicz, Zebrowski, Pluzanski i inni pracuja jak emisariusze. Wykonuja prace za reszte, ktora z roznych wzgledow jest nie do wykonania przez innych (mnie nie wykluczajac z biernej reszty). Zasluguja na szacunek i chwale. dobre slowo i wrzute do skarbonki.

  17. Widzisz Valser trafiłeś w sedno, Feliks Koneczny nazwałby tę polską sytuację – cywilizacją turańską – nic dodać nic ująć.
    Rządy niewielkiej grupy bogatych wyznaczają poziom życia reszcie, obstawiając te resztę nadzorcami. A ta reszta to: tłuszcza, motłoch i ………. (wpisać wyrażenia deprecjonujące społeczeństwo, wyrazy odmawiajające obywatelom prawa do bycia szanowanym) …………
    Czy w Szwajcarii firma wydawnicza wstrzymywałaby bezzasadnie, bezprawnie zapłatę należną autorowi, tak jak to spotkało Coryllusa ?

  18. Naleze do pokolenia, ktore dalo sie nabrac na ustrojowa transformacje. Teraz jestem zajety kompensacja tego szwindlu. Kluczem do tego sa pieniadze, ktore w miejscu w ktorym jestem da sie uczciwie zarobic. Jesli chodzi o pieniadze i rozliczenia, to patologia jest wszedzie. Jest to tylko kwestia skali, ktora Szwajcarii jest marginesem.
    Jedyne wyjscie z matni widze w tym, ze kazdy musi dbac o wlasny interes i nie placic zlodziejom pieniedzy. Zeby zrobic porzadek w chlewie, trzeba zlikwidowac koryto. A koryto to sa podatki i banda, ktora trzeba z tego utrzymac. W Szwajcarii VAT jest 8 (osiem) procent i nikt nie placze, ze w budzecie kasy brakuje. Wrecz przeciwnie. W kantonie w ktorym mieszkam, kilka lat temu obnizono podatki dla firm, zeby zacheci inwestorow i przedsiebiorcow, zeby lokalnie gospodarzyc. Efekt byl taki, ze wiele firm powstalo lub przenioslo swoja siedzibe, w wyniku czego powstala nadwyzka w zaplanowanym budzecie. Zdecydowano sie ja podzielic miedzy mieszkancow i kazdy dorosly mieszkaniec kantomu dostal 100 frankow bon, ktory mogl zrealizowac w firmach, ktore placa podatek w kantonie lub w sa pod wladaniem miasta – ksiegarniei inne sklepy, lodowisko, basen, fitness, itp. Kasa zostala w kantonie i od tego co wyrobily firmy kolejne pieniadze w formie podatku zostaly w miejscu zamieszkania i siedziby firm. Wiem, ze to brzmi jak sajens fikszyn. Nie ma wazniejszej kwestii niz podatki i to w jaki sposob te pieniadze sa dysponowane.
    I ostatecznie to jest tak… jak wiem, ze pieniedzy w podatkach zebranych nikt nie przepieprzy lub ukradnie, tylko ja zainwestuje lub sprawiedliwie podzieli to nie bede mial problemu z placeniem podatku. W Polsce to wyglada tak, ze placenie podatku to jest dolewanie swiniom do koryta.

  19. do Valsera, no właśnie rozwiązania stare jak świat, a ja podam przykład roli stanu Delavare w USA. dwieście lat temu najłatwiej można było zarejestrować spółkę własnie w tym stanie – jak można się domyśleć sprzyjające rozwiązanie prawne spowodowało, ze stan tem legitymował się największą ilością zarejestrowanych spółek i to – sprzyjające prawo – było całym cudem innowacyjnym nie trzeba było niczego innego.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.