gru 282014
 

Pamiętam emitowaną w komunistycznej telewizji transmisję wręczenia Nobla Czesławowi Miłoszowi, opozycyjnemu, emigracyjnemu poecie. Pamiętam świeżą i pachnącą drukiem książkę do polskiego, którą kupiłem przed rozpoczęciem nauki w klasie szóstej, w książce tej był wiersz zatytułowany „Pan od przyrody” napisany przez niepokornego poetę Zbigniewa Herberta. Pamiętam, słabo, ale jednak, jak w telewizji polskiej swoją pieśń o Cezarze śpiewał Jacek Kaczmarski. Było to jeszcze zanim wyjechał za granicę i rozwiódł się ze swoją pierwszą żoną. Pamiętam też Jacka Różańskiego, który stojąc w czarnej koszuli przed mikrofonem śpiewał, że życie to nie teatr. Jakieś pół roku temu (a może dawniej) widziałem go w pociągu. Postarzał się, ale daje się jeszcze rozpoznać. Pamięć mam coraz gorszą, ale ciągle jeszcze jest w niej sporo niezatartych klisz.
Jako dziecko byłem bardzo otwarty na uroki słowa, szczególnie wiązanego, szczególnie z dodatkiem muzyki. Potem mi przeszło. Przez cały czas mieszkania w internacie słuchałem wraz z kilkoma kolegami zdartych kaset z piosenkami Jacka Kaczmarskiego i wszyscy uważaliśmy, że to jest wielka i prawdziwa poezja. Byłem nawet na koncercie pewnego prawdziwego poety z Lublina, wspominałem już o tym, rok był chyba 87 albo 88, a on wyśpiewywał coś o ruskich i podwyżkach cen żywności. I my wszyscy, niedojadający z powodu łapczywości kierownika internatu i jego brzydkich przyzwyczajeń, wzruszaliśmy się tym śpiewem mocno.
W miarę jak zbliżaliśmy się do roku 1989 poezja stawała się w miasteczkach i wioskach coraz mniej popularna, coraz więcej zaś sławy i poklasku zyskiwały tak zwane zespoły, czyli grupy niczego nie umiejących bezczelnych gnojków, którzy tupiąc i rycząc szarpali struny gitar. Ich popularność urosła szczególnie w czasach kiedy w trzecim programie polskiego radia zaczął pracować Marek Niedźwiedzki. Zespoły miały tę przewagę nad poetami, że ich przekaz docierał do wszystkich mózgów, nawet tych najbardziej opornych. Poezja zaś tylko do niektórych, do tych aspirujących. Z mózgami aspirującymi zaś sprawa ma się tak, że popadają one często w autodewocję i tracą całkowicie zdolność do czynu. No, a po co władzy ludzie niezdolni do czynu? Na nic oni, na przysłowiowy plaster. Oni mogą co najwyżej zrobić tło słowno muzyczne poprzedzające wejście na trybunę Bronisława Geremka, albo uśpić na wpół pijanych studentów, ewentualnie usposobić ich właściwie do seksu przedmałżeńskiego. I to tyle. Zespoły mają o wiele większe i bardziej praktyczne znaczenie. Zespołami można załatwić wiele spraw czego dowodem jest czynny bez przerwy od lat osiemdziesiątych artysta Kukiz, śpiewający przez te wszystkie lata w najróżniejszych zespołach. Funkcja zespołów jest prosta do określenia, chodzi o to, by utrwalać przekaz propagandowy w głowach młodzieży nieaspirującej, by go tam uklepywać buciorami jak kapustę w beczce. Z poezją jest inaczej. Ale nie bardzo inaczej. Inaczej trochę. Z poezji wyrastają mądrości etapu. Kiedy kończy się medialna i propagandowa funkcja zespołów, jeden i drugi poeta przy udziale niszowych mediów lub wydawnictw i jakiegoś niepokornego autorytetu moralnego ogłaszają, że ostatnio słyszany przekaz to syf i nastał czas innych brzmień i innych słów. No i pojawia się ktoś nowy i zaczyna się nowy styl i nowa jakość. Jej istotną częścią nie jest forma o czym zapewniają wszyscy dookoła, ale treść. Od której odwraca się uwagę słuchaczy po to, by bystrzejsi z nich zaczęli w końcu mrugać jeden do drugiego porozumiewając się na falach niedostępnych dla profanów. Tak nawiązywane są nici porozumień tajemnych, które trwają lata całe i są niedostępne dla nikogo z zewnątrz. Poza tymi oczywiście przedstawicielami władzy, którzy wyznaczeni zostali na głównych członków tych porozumień. W ten sposób tworzy się nowy garnitur władzy, który obrabiany jest przez parę lat, zanim jego uczestnicy nie wyrosną z poezji i nie dorosną do polityki. I z taką właśnie sytuacją mieliśmy do czynienia w latach osiemdziesiątych. To są mechanizmy sprawdzone w wielu dojrzałych demokracjach o czym nasi rodzimi piewcy słowa żywego zdają się zapominać. Poznaję to po toczących się wokoło dyskusjach na temat poezji ś.p. Stanisława Barańczaka oraz poezji w ogóle. Znawców tłumaczeń i znawców poezji pojawiło się nagle tylu, że gdyby wszyscy oni zamienili się nagle w ekspertów od grzybów, nie byłoby ani jednego zatrucia muchomorem przez dwa sezony. Pojawił się tu wczoraj na pudle tekst kolegi publicysty, dotąd konsekwentnie sekowanego i spychanego do piwnic, tekst ten zyskał uznanie administracji, albowiem jego autor jest organizatorem festiwalu poezji w Przemyślu i twierdzi, że ludzie sami z siebie interesują się poezją i poetyckimi performensami. Otóż nie jest to w mojej ocenie prawda. Ludzie interesują się poezją ponieważ się nudzą, a poezja – każda, nawet najgorsza – daje im poczucie wybraństwa i uczestnictwa w nieznanych misteriach, a także – co nie jest bez znaczenia – daje im możliwość poznania kogoś interesującego, kto być może, odmieni ich życie. Festiwale zaś poezji organizowane są nie dlatego, że chcą tego poeci, ale dlatego, że władza daje na to pieniądze. To są imprezy dotowane, podobnie jak wszelkie edycje tomików. One zawsze ukazują się za pieniądze państwowe lub pieniądze jakiegoś sponsora. I dlatego poezja nie umrze nigdy, zawsze będzie trzymana w odwodzie i będzie czekać na swoją szansę. I to jest istotą wielkiego dramatu poetów, którzy, nawet dotknięci przez Boga nie mają żadnych szans na rynku bo ten organizowany jest z dotacji. Uwaga publiczności zaś zwróci się zawsze ku tym, którzy zostali wybrani za kulisami i na których postawiono, by zmienili nieco przekaz propagandowy adresowany do młodzieży aspirującej. Póki co sytuacja wygląda tak, że żaden polski poeta nie ma szans na sławę. Tym mniej jest owych szans im bardziej rozmyte są kryteria oceny poezji. A one są rozmyte strasznie. Po to właśnie zniszczono wszelkie kanony, by kreować geniuszy w sposób dowolny. Łatwo możemy to poznać po jakości dyskusji wokół poezji, po tych strasznie rozbieżnych ocenach, których nie można w żaden sposób uzgodnić. Dlatego właśnie lepiej się od poezji trzymać z daleka, a swoje preferencje zachowywać dla siebie i nie wynosić ich na fora publiczne. Od czego zależy ocena poezji? Od indywidualnych predyspozycji naszych zmysłów. Po poezja to jest domena zmysłów, a nie intelektu. Dlatego właśnie nigdy nie lubiłem Miłosza i jego ulizanej, wierszowanej propagandowej publicystyki, którą tu wczoraj w najgorszym wydaniu zaprezentował jeden z komentatorów. Jak ktoś ma dobry słuch to wyławia lepszych poetów niż ktoś z absolutną głuchotą. Dla tych całkiem głuchych pozostają zespoły. No, ale i tak te nasze oceny nie mają żadnego wpływu na kariery poetów. Oni zostają do odegrania swojej roli wyznaczeni. Co wcale nie znaczy, że jest im łatwo. Jeśli rozumieją sytuację jak Jarosław Marek Rymkiewicz mają szansę spokojnie dożyć starości, jeśli jej nie rozumieją jak Herbert wariują i popadają w pijaństwo. My zaś, w większości nie obejmując złożoności zagadnienia o nazwie „recepcja poezji” kłócimy się głupio o to czy Miłosz jest lepszy od Herberta czy może na odwrót. Najgorszym zaś dramatem jest budowanie poetom ołtarzy i posiłkowanie się ich twórczością celem udowodnienia własnych racji lub podniesienia tych racji na jakieś inetlektualno-emocjonalne wyżyny. To się zawsze kończy katastrofą, bo siłą rzeczy podejmujący je ludzie korzystają z obecności i twórczości poetów najbardziej znanych. Tylko ci bowiem gwarantują im splendor odpowiedniej jakości i poklask niczego nie rozumiejących tłumów. No, a ci, co było do okazania, zostali już daleko wcześniej wyznaczeni do odegrania starych i dawno rozpisanych ról. I tak się to kręci.

Porzućmy teraz te rozważania i przejdźmy do tematów bliższych naszym sercom. Oto, co wczoraj przytomnie zauważył kolega boson, mamy dziś rocznicę śmierci Jakuba Fuggera. To ważny dzień i wszyscy powinniśmy mieć go w pamięci, albowiem w przeciwieństwie do wielu poetów Jakub i jego życie to wręcz wzorzec metra dla setek ludzi dysponujących pieniędzmi i wywierających wpływ na nasze życie. Dlatego właśnie trzeba o nim i jego wyczynach pamiętać, analogie są niebezpiecznie blisko. Żeby uczcić ten dzień, dzień w którym Pan Bóg uwolnił świat od Jakuba Fuggera postanawiam co następuje: od dziś do godziny 00.00 dnia 31 grudnia 2014 wszystkie tomy Baśni jak niedźwiedź z wyjątkiem tomu III kosztować będą 20 złotych, również ostatni tom zatytułowany „Niedźwiedź i róża czyli tajna historia Czech. Po upływie tego terminu wszystko wraca do normy. W promocyjnej cenie dostępny będzie jedynie tom pierwszy.
Zapraszam na stronę www.coryllus.pl

  34 komentarze do “Po co komu poezja?”

  1. Media grają rolę rezonatorów 😉

  2. Muchomor 😉
    Tojad też jest w zielniku.

  3. Wiki mówi, że Fugger zmarł 30.12.
    Więc skąd ten 28?

  4. Może boson coś pokręcił. No trudno…..promocja to promocja.

  5. Grzebałem dalej, i okazuje się, że taki np. pan Gunther Ogger napisał spore dzieło o Fuggerach.
    To ten sam pan, który napisał „Kartel kasjerów. Jak branża finansowa poluje na nasze pieniądze”

    A dzieło o Fuggerach ma tytuł…” Kup sobie cesarza. Historia Fuggerów”

    PS. Napisał tez przetłumaczone i wydane po polsku w latach 90 „Zera w garniturach. Niemiecki menedżer w podwójnym świetle” i „Geniusze i spekulanci. Jak rodził się kapitalizm”

  6. Ogger pisał też, że Fugger kontrolował podówczas 10% CAŁEJ gospodarki kręgu niemieckojęzycznego.
    I że te 52 mieszkania na wynajem w Fuggerei to ochłap, żeby nie być narażonym na zarzuty antymonopolowe. Zapłacone zresztą – jak prześmiewczo pisze Ogger – drobnymi z portomentki. (Portokasse)

  7. To Jones podał 28. – albo pomyłka, albo wg starego kalendarza?

  8. poezji nikt nie zji

  9. Ksiązka proponowana do listy pozytywnej valser’a : Zielnik św. Hildegardy z Bingen.
    Poetycki i praktyczny. Po to jest poezja.

  10. „poezja to jest domena zmysłów, a nie intelektu.” Żeby było ciekawiej, jest jeszcze inaczej z poezją. Poezja to domena wyobraźni, w której intelekt dekoduje dane zmysłowe. Brat żebrzący, św. Tomasz z Akwinu nazywa taką wstępną funkcje rozumu parvum lumen, małe światło, działa ono nieustająco, jak akcja serca. Nie jest to poezja, ale twórczość poetycka opiera się na tym oddziaływaniu danych zmysłowych na intelekt. Na razie żona mnie odgania od netu …

  11. Taka poezja jaki intelekt. Poezja to jest, a raczej wyraża, podstawowy sposób poznania, podobnie jak filozofia, poznanie przez analogię, czyli poznania przez zestawieni różnicy i podobieństw między bytami.

    „poezja – każda, nawet najgorsza – daje im poczucie wybraństwa i uczestnictwa w nieznanych misteriach”, nie tylko, daje, a raczej powinno dawać poznanie prawdy i piękna, i motywację do czynienia dobra. Dobra poezja to program, który wchodzi drzwiami, czyli tak jak Jezus Pan przykazał. To cybernetyka uczciwa i przejrzysta. W odróżnieniu od programowania podprogowego również w poezji.
    Miłosz mnie wkurza. Ulizany styl Miłosza to sposób na ominięcie owych drzwi, na programowanie podprogowe.
    „I to jest istotą wielkiego dramatu poetów”, również tzw. humanistyki, która wiele wysiłku włożyła we własną deflację
    „którzy, nawet dotknięci przez Boga nie mają żadnych szans na rynku bo ten organizowany jest z dotacji.” „Póki co sytuacja wygląda tak, że żaden polski poeta nie ma szans na sławę. Tym mniej jest owych szans im bardziej rozmyte są kryteria oceny poezji. A one są rozmyte strasznie.”
    Life is brutal and full of zasadzkas. Na tej zasadzie, poetry is, bywa, perverse and full of zasadzkas

  12. Kaczmarski był przez nas postrzegany jako bardzo sprawny tekściarz, a nie poeta. Pamiętam do dzisiaj młodzieńcze rozważania i konkluzje na ten temat.

    Wybuch rocka lat 80-tych to spontaniczna erupcja talentów, powiązana z Solidarnością, okresem gierkowskim, światowymi nurtami kontestacyjnymi itd.. Było w tym wiele szczerości i talentu. Można tylko ubolewać, że obecnie mamy talent utracony. A nieliczne jego przejawy pochowane gdzieś po kątach.

    Poezja jest wielką sztuką i jak w każdej dziedzinie prawdziwych mistrzów jest jak na lekarstwo.

    Wracając do talentów – ca 6-8 lat temu wypłynął zespół The Calog, nawet go pokazali gdzieś w jakimś śniadaniu TV. Wydali świetną, mało znaną płytę, wklejam linka do jednego z kawałków:
    https://www.youtube.com/watch?v=1Y8m8FoENUY

  13. poza tym dwa tomy Scivias tejże Hildegardy. Nie poezja, ale alegoryczna historia Kościoła, łącznie z czasami ostatnimi.

  14. Przez lata całe nachalnie promowano przekłady Szekspira dokonane przez Barańczaka właśnie, nb. dyżurnego poety RWE. Przyznam, że nie bardzo rozumiem tego posunięcia Londynu, bo dotychczasowe chyba spełniły swoją rolę nad Wisłą, ale może tez chodziło tylko o doraźny zastrzyk pieniędzy dla poety-agenta?

  15. Granica między tekściarstwem a poezją jest niezauważalna. Poezja też zaczyna się od rzemiosła. Jest taka poezja jakby nie natchniona, ale za to uczciwa jak ciesiółka, to np. Rejtan. Nie ma tam górnolotnych przenośni. Ale jest za to akcja i prawie reportaż z sejmu a.d 1773. Poezja nie musi posługiwać się metaforą, może po prostu zestawiać proporcje między znaczeniami wydarzeń, detali itp., albo między alegorycznymi parafrazami jak to Kaczmarskiego Epitafium dla Wysockiego. Taki kolaż. A z tych zestawień czytelnik już sam.
    Miłosz ma coś z dobrego rzemieślnika, jest w zasadzie tekściarzem. Dziecię Europy szanuję. Ale późniejsza poezja to podstęp. Swedenborg jako filar katolicyzmu, nieporozumienie, a właściwie podstęp. „Polskość to nienormalność” – Tusk tego nie wymyślił, jedynie sparafrazował Rok myśliwego Miłosza.

  16. Mam nadzieję, że Gospodarz nie będzie miał nic przeciwko, jeśli zareklamuję poezję oferowaną w jego księgarni, Baśń Dębowego Stołu. Poemat wołyński Zdzisława Bernackiego, weterana I Solidarności, dzisiaj rolnika. Bernacki nie zginie, bo na glinie. Ale warto go czytać, bo to uczciwa ciesiółka. Jest też nagranie audio dołączone do książki w interpretacje opolskiego aktora Pawła Kotasa. Kilka fragmentów: coś o tryzubie (Piekło I): „Już w ogniu drugi dom i trzeci! / Matka w ramiona garnąc dzieci, / półnaga, biegnie kryć się w zboże … / Ojciec chce walczyć, lecz nie może – / z widłami w piersi w ogniu tonie … / Psy wyją … Bydło rycząc płonie.” (tekściarstwo brawurowe, najtrudniej opisywać akcję, ale za to jak się uda to jaki efekt)
    Czas komunizmu stalinowskiego (Piekło II): „Dzwon rozerwany na kawałki, / uleciał … jak spłoszone ptaki … / Runął dach z wieżą … / Strop drewniany zmiażdżył organy / Pękły ściany … / Krzyż – padł wprost na mój blat.”
    Komisariat UB (Piekło III): „Tak oto ołtarz stanął w piekle, / gdzie sam czart pięść tłukł w blat wściekle / i niczym pająk w sieci krat / w głowę ofiary sączył jad.”

  17. No właśnie, zapomniałem o Panu Zdzisławie…

  18. W książce „Poeta, czyli człowiek zwielokrotniony. Szkice o Zbigniewie Herbercie” B.Urbankowskiego, znalazłam dziś taki fragment:
    „W ostatnich latach życia poety zaczęła się jakaś nieprawdopodobna licytacja poprawności politycznej, której kryterium stanowiło opowiedzenie się przeciw Herbertowi. Znalazł się w tym wyścigu i pewien niezbyt lotny, ale gorliwy Zychowicz z „Wiadomości Kulturalnych” Toeplitza, nie zbrakło starego Małachowskiego ani młodego Jastruna. Lewicową proweniencją krytyków wytłumaczyć można podobieństwo tej nagonki do psychicznego wykańczania ludzi w czasach stalinowskich. Najsubtelniej postąpił Miłosz, który w „piesku przydrożnym” umieścił miniature „Niezłomny”, będącą atakiem na Herberta, aczkolwiek bez wymieniania nazwiska:
    Cudzoziemcy nie mogli wiedzieć, co kryło się za niezłomnością tego człowieka, ale ja nie powinienem był dać się wprowadzić w błąd mając przedwojenne doświadczenie. Wielu uległo komunizmowi, dlatego że apelował do najlepszych cech ich politycznej natury, ale byli i tacy, którzy umieli się oprzeć, bo pomagały im w tym cechy najgorsze.

    Czytać Herberta można wiele razy, w przeciwieństwie do Miłosza. „Potęga smaku” jest wciąż aktualna.

  19. No właśnie nie jestem pewien. Zychowicz powiada Pani… z Wiadomości kulturalnych…a z których to Zychowiczów?

  20. Fuggerowie / Günter Ogger ; [tł. z niem. Andrzej Marcinek].
    WYDAWCA: Warszawa : Oficyna Historii XIX i XX Wieku, 1998

  21. Wydaje mi sie ze czas poezji juz minal. Mozna tylko wracac do ulubionych wierszy ulubionych autorow.

  22. Jest tylko tyle o tym Zychowiczu z „Wiadomości kulturalnych” w książce Urbankowskiego z 2004r. W 90-tych latach Piotr Zychowicz był nastolatkiem (jak wynika z wiki) więc to był jakiś inny, starszy Zychowicz.
    Ale czasem wspomina Pan o Zychowiczu, więc jakoś mi się skojarzył. Może to zbieżność nazwisk, a może pokrewieństwo.

  23. Jacek Zychowicz. Guglając obrazy dla, widać podobieństwo twarzy.

  24. Rzeczywiscie byla erupcja talentow ale cala ta dzialalnosc, organizowanie koncertow byla na reke wladzy owczesnej, zwlaszcza po stanie wojennym. Bo byl to taki kanal w ktory latwo mozna bylo wpuscic mlodych I zajac czyms, spacyfikowac. Wielkie zaslugi w tej melioracji umyslow polozyl Marek Niedzwiedzki, zwany dyskdzokejem stanu wojennego. Nie bez kozery Lista przebojow Programu III Polskiego Radia wystartowala w kwietniu 1982.

    I czytalem gdzies ze zona Jerzego Owsiaka to Lidia Niedzwiedzka-Owsiak. Zbieznosc nazwisk czy siostra Niedzwiedzkiego?

  25. Tak, to pewnie ten Jacek Zychowicz co pisał o Toeplitzu. (salon24, 2010)

  26. Czas poezji się nie skończył. To niemożliwe. Poezja jest po prostu wpisana w ludzki umysł, wpisana jest w niego ta synteza poznania i wysmakowanego języka. Sam fakt, że cybernetyka społeczna, nawet neodarwinowska, wykorzystuje piszących wiersze (mniejsza o ich poziom) jest wymowny. Czemu nie wykorzystuje striptizerek? Nobel dla striptizerki albo dla śpiewającej kobiety z brodą.
    To fakt, że ci najlepsi najuczciwsi rzadko zarobią jakąś konkretną kasę na swojej poezji. W doczesności bardzo trudno o sprawiedliwość. Ale niech Pan zainteresuje się twórczością Kowalskiego, Kołakowskiego (obaj śpiewający poeci), i Bernackiego (Baśń Dębowego Stołu w księgarni Corrylusa), przekona się Pan, że czas poezji się nie skończył. Ona ciągle żyje, bo nasza Ojczyzna to Polszczyzna. Można się w niej zakochać. A na dodatek potrafi składać świadectwo prawdzie i pięknu, i wzywać, choćby przez aluzje, do czynu. „Bądź wierny i idź …”

  27. Czy czytal pan moze „Za Uralem”. Uwazam to za majsterszyk. Milosz byl mistrzem slowa.

  28. Jesli poeta ma jakies wazne rzeczy do zakomunikowania to ja syntetycznie w punktach poprosze.


  29. Ileż to razy śpiąc w porannej trawie
    słyszałem w sobie śpiewającą wilgę.
    I dziś, gdy twarzą do zieleni przylgnę,
    słyszę, jak echo podpowiada rzece
    cały krajobraz oddany łaskawie
    źrenicy ptaka i ludzkiej opiece.

  30. Uzasadnienie dla Zielnika: wobec możliwego upadku wszystkiego powrót do praktyki na bazie materiałów dostęonych na miejscu. Leczniczych i wojskowo-dyplomatycznych, by tak rzec.

  31. Ja rozumiem to tak:
    1.Trzeba umieć odróżnić dobro od zła.
    2.Pomimo wszystkich przejawów i pokus zła, smak dobra jest tak mocny i wspaniały, że nie trzeba wielkiej odwagi, czy wyrzeczeń, żeby wybierać dobro.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.