Paź 312017
 

Co oznacza hasło „pobite gary” nie muszę, mam nadzieję tłumaczyć starszym czytelnikom. Młodszym chętnie wyjaśnię. Chodzi o to, że kiedy w czasie zabaw i gier dziecięctwa naszego dochodziło, wskutek nieprzewidzianych okoliczności do zmiany zasad tychże gier, wtedy trzeba było zawołać „pobite gary” i zacząć wszystko od początku. Mechanizm „pobitych garów” to psychologiczna przepaść, którą winno się analizować na wszystkich wydziałach socjologii i psychologii jak kraj długi i szeroki. Jest on bowiem stosowany z powodzeniem także w zabawach całkiem dorosłych ludzi, tyle że nazywa się inaczej. Czytelnicy lubiący sport mogą go nazywać pułapką ofsajdową. Nie wiem czy się tego wyrażenia jeszcze używa, ale w dawnych czasach, kiedy oglądałem mecze, bez przerwy słychać było, że ten czy tamten znalazł się w pułapce ofsajdowej. Pobite gary i ta pułapka to, w zabawach ludzi dorosłych, kwestie tożsame. Zmienia się bowiem w czasie tych zabaw nieco mechanizm „pobitych garów”, to znaczy nieprzewidziane okoliczności stają się okolicznościami zaplanowanymi.

Od dwóch dni trwa na naszym portalu „Szkoła nawigatorów” dyskusja o jakości. Jest to dobra dyskusja, bo jakość interesuje wszystkich, co widać po zapale dyskutantów i argumentach przez nich używanych. Ja także postanowiłem wtrącić swoje trzy grosz do tej gawędy, bo nie mogę pozostawić tego tak samopas. Proszę Państwa, misja takiego portalu jak Szkoła nawigatorów nie da się prosto zdefiniować i całe szczęście. Nie możemy wręcz produkować żadnych definicji, bo wpadniemy natychmiast w pułapkę ofsajdową. Jeśli zaś już ktoś chce się upierać przy określaniu misji i ustalaniu co jest, a co nie jest jakością, to ja dam jedną definicję, mam nadzieję, że wyczerpującą. Chodzi o to, by samemu zakładać pułapki ofsajdowe. Dlaczego tak? Już tłumaczę. Na rynku treści publicystycznych nie ma żadnej jakości. Rządzą mianowańcy, to widać choćby po tym, jak przyjmowane są te nasze z Józefem pogodne dziamdziania, które emitujemy tu co dwa tygodnie. Ludziom się to podoba, choć wierzcie mi, że ja tam nawet nie zaczynam się rozkręcać. Rynek zaś, o którym mówię, jest zorganizowany inaczej. Jest reaktywny, a reaguje na tematy podsuwane, przez tak zwane życie. Cóż to jest takiego owo życie? No, marsze KOD-u na przykład. Kochani, w świecie mediów i współczesnej publicystyki, jeśli się o czymś nie mówi, to tego nie ma. Wszyscy to wiemy, bo tak była przez wiele lat traktowana blogosfera, o której istnieniu do dziś miliony Polaków korzystających z sieci nie mają pojęcia. Jeśli więc media prawicowe reagują na to, że paru wariatów z płachtą lata po ulicy i coś tam wykrzykuje, to znaczy, że muszą tak robić, bo taka jest formuła. Trzeba to zmienić i zamiast reaktywności wprowadzić na jej miejsce inne pojęcie. Niech to będzie słowo misja. Oznacza ono, że publicystyka zwana prawicową ma określić, dla dobra odbiorcy, ramy w jakich działa polityka polska, oraz światowa i ramy te mają mieć jakiś rzeczywisty kontekst historyczny. Potem zaś w innych dyskusjach sprawy te winny być powielane i uszczegółowione. Na tyle, na ile się da. Nie zaś międlone w nieskończoność na poziomie podstawowym. To jest póki co niemożliwe, ze względu na wspomnianych mianowańców, którzy publicystyką polityczną rządzą, a jedyne co ich interesuje to podniesienie sobie samooceny poprzez dyskusję o wartościach. To jak wiemy są głupoty. Mają jednak ci ludzie w ręku jedno poważne narzędzie, które każe zachowywać przed nimi respekt. Mają pobite gary.

Napisał do mnie wczoraj onyx, że niektórym ludziom piszącym na Szkole nawigatorów marzy się walka z orkami na wielkiej, ciągnącej się po horyzont równinie, a my siedzimy dopiero w chatce Billa Bagginsa i omawiamy wyprawę. Odpowiedziałem mu, że jest gorzej. Nawet jeśli wszystko zaplanujemy, a potem wyjdziemy na równinę z naszymi świetlnymi mieczami, łukami, książkami z obrazkami i luksusowymi komiksami lśniącymi od złota, niczego nie uzyskamy. Orki natychmiast spieprzą do lasu i odmówią walki, a Saruman pobiegnie w podskokach za nimi. Kiedy już poczuje się bezpiecznie zacznie wołać na cały głos – pobite gary, pobite gary…a my zostaniemy z naszymi produktami, jak nie powiem kto i gdzie. Taka jest sytuacja i ona jeszcze długo taka będzie. Nie ma się co łudzić. Etap, na którym się znajdujemy to ciężka orka. Musimy zwiększać target i pomnażać liczbę odwiedzających portal, a to się nigdy nie odbywa łatwo i nie ma tu drogi na skróty. Autorzy, którzy publikują w Szkole nawigatorów robią co mogą i nie należy im przeszkadzać. Poza tym każdy musi realizować swoje indywidualne upodobania i mieć tu jakąś przestrzeń wolności. Inaczej istnienie tego portalu nie ma sensu. Sprawy dzieją się w czasie niestety i wielu rzeczy przyspieszyć się nie da. Szkoła nawigatorów startowała w okolicznościach skrajnie niekorzystnych, ale to dobrze. Ja lubię takie okoliczności, bo potem jest już tylko lepiej. Najgorsze co może się stać, to zacząć od wysokiego C, a potem już tylko schodzić niżej i niżej, aż do jakichś nieartykułowanych pomruków. To się przytrafia wielu projektom, a także wielu ludziom, którym się zdaje, że sukces przyjdzie od razu i w dodatku jeszcze w momencie najbardziej wyczekiwanym. Takich historii nie ma.

Posumujmy więc teraz aktywa, bo widzę, że duch w niektórych gaśnie. Mamy oto niezły portal Szkoła nawigatorów, mamy mój blog i blog toyaha, mamy wreszcie nagrania, które emitowane są z częstotliwością dwa razy na miesiąc. No i mamy nasze produkty oraz plany, których przecież nie zarzuciłem. Wszystko się opóźnia, ale taka jest prawidłowość, jeśli człowiek zacznie coś realizować okazuje się, że ma tych realizacji takie mnóstwo, że nie wie gdzie je składować. Tak samo jest z nami. Po kryzysie, jaki dotknął nas latem, celowo wstrzymałem wszystkie prace nad wydawnictwami, bo wiedziałem, że nie będzie my tego mieli gdzie położyć. Tomek, który robi ilustracje do Baśni, zaangażował się w projekt komiksu o Tadeuszu Kościuszce, nie może więc teraz poświęcić czasu moim sprawom. Nie szkodzi, to nawet lepiej. Poczekamy. Hubert przesłał mi ostatnio kolejne plansze do komiksu „Noc św. Bartłomieja”. Album Sacco di Roma ruszy, jak tylko uporamy się z Baśniami. Po Zaduszkach ukaże się hiszpański numer nawigatora, z którego dokładnie można będzie dowiedzieć się jak to było z tym wyzwalaniem Ameryki Południowej z rąk Hiszpanów, w grudniu mam nadzieję wyjdzie jeszcze jeden numer nawigatora. Przygotowujemy cały czas, złożony z nigdy nie publikowanych tłumaczeń z francuskiego, tom źródeł do historii Ukrainy, książka o czerwcu polskim się robi. Na targach historycznych zaprezentujemy nowy tom publicystyki Hipolita Milewskiego. To wszystko się dzieje i powoli wyłaniać się będzie z mroku. Niestety nie da się tych rzeczy robić na chybcika, poza tym prócz pracy mamy wszyscy też jakieś życie. Uważam jednak, że dajemy radę, jest nieźle, a w przyszłym roku będzie lepiej. Może zmienimy nieco formułę naszej działalności gospodarczej. To się zdecyduje na dniach. Tak więc niech każdy powiesi sobie nad łóżkiem tabliczkę z napisem „ora et labora” i czeka na sukces. On przyjdzie. Na pewno. Orki zaś i Sarumana dopadniemy w lesie. Nie chodzi bowiem o to, by wpadać w pułapki ofsajdowe i przyjmować reguły gry narzucane przez przeciwnika, ale o to, by narzucać własne. Do tego zaś potrzebne są narzędzia. Jednym z takich narzędzi są nagrania dla telewizji Wpolsce, o innych na razie rozmyślam. Bez takich narzędzi nie ruszymy z miejsca niestety. No, ale jakoś powoli ruszamy, więc będzie dobrze.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy przez ostatnie miesiące wspierali ten blog dobrym słowem i nie tylko dobrym słowem. Nie będę wymieniał nikogo z imienia, musicie mi to wybaczyć. Składam po prostu ogólne podziękowania wszystkim. Nie mogę zatrzymać tej zbiórki niestety, bo sytuacja jest trudna, a w przyszłym roku będzie jeszcze trudniejsza. Nie mam też specjalnych oporów, wybaczcie mi to, widząc jak dziennikarskie i publicystyczne sławy, ratują się prosząc o wsparcie czytelników. Jeśli więc ktoś uważa, że można i trzeba wesprzeć moją działalność publicystyczną, będę mu nieskończenie wdzięczny.

Bank Polska Kasa Opieki S.A. O. w Grodzisku Mazowieckim,

ul.Armii Krajowej 16 05-825 Grodzisk Mazowiecki

PL47 1240 6348 1111 0010 5853 0024

PKOPPLPWXXX

Podaję też konto na pay palu:

[email protected]

Przypominam też, że pieniądze pochodzące ze sprzedaży wspomnień księdza Wacława Blizińskiego przeznaczamy na remont kościoła i plebanii w Liskowie, gdzie ksiądz prałat dokonał swojego dzieła, a gdzie obecnie pełni posługę nasz dobry znajomy ksiądz Andrzej Klimek.

  102 komentarze do “Pobite gary Sarumana”

  1. szkoła to szkoła. Jedni uczą, inni się uczą. Nauka rozpoczyna się od zadawania pytań, przechodzi przez wstępne negowanie, a później analizę odpowiedzi, a kończy się na potwierdzeniu lub jest wstępem do dalszych poszukiwań.
    Kto się zatrzymał na pierwszym etapie – nigdy nie wyjdzie z roli ucznia.
    W kulturze dzieje się źle, jak na razie jesteś jedyną redutą. Reszta to rozproszone i niczym nie związane grupki. Oglądalność u Józefa masz większą niż Lis w swojej pompowanej „telewizji”
    Miarą sukcesu jest też liczba wrogów, którzy oganiają się od koszmaru, gdzie blogerzy zastępują w swojej pierwotnej roli dziennikarzy i felietonistów, nie pozwalając tym tytularnym gromadzić rzędów dusz.
    Niestety prawo prasowe nie zostało zmienione od razu w 2015 roku, a powinno. Być może szykuje się koncesjonowanie działalności, lub choćby dociekanie kar za publikacje na podstawie prawa sięgającego korzeniami Stanu Wojennego. Oby nie.

  2. PS dla moich „wielbicieli” rozpoczynam zwykle pracę około 10-tej więc rzeczywiście często komentuję jako pierwszy.

  3. Zmienia się bowiem w czasie tych zabaw nieco mechanizm „pobitych garów”, to znaczy nieprzewidziane okoliczności stają się okolicznościami zaplanowanymi.
     

    http://archiwum-niewolnika.blogspot.se/2012/10/nr-0288-konstruktywne-wotum-zaufania.html

  4. Kochani, w świecie mediów i współczesnej publicystyki, jeśli się o czymś nie mówi, to tego nie ma. Wszyscy to wiemy, bo tak była przez wiele lat traktowana blogosfera, o której istnieniu do dziś miliony Polaków korzystających z sieci nie mają pojęcia.

     
    http://archiwum-niewolnika.blogspot.se/2011/11/nr-0232-strzelanie-do-wrzutkow.html

  5. i na ty koncze :))

     

    Tak więc niech każdy powiesi sobie nad łóżkiem tabliczkę z napisem „ora et labora” i czeka na sukces. On przyjdzie. Na pewno.

     
    http://archiwum-niewolnika.blogspot.se/2016/08/nr-0407-polski-numer.html

  6. Orki natychmiast spieprzą do lasu i odmówią walki, a Saruman pobiegnie w podskokach za nimi.

    Nie wiem jak to zrobić ale spalmy las.

  7. a mnie się marzy aby z tego lasu zrobić skansen. Znaczy, ogrodzić go.

  8. Dziś skomentuję słowami Wieszcza:

    To lubię, rzekłem, to lubię…

    I tak trzymać!

  9. misja takiego portalu jak Szkoła nawigatorów nie da się prosto zdefiniować i całe szczęście„. Wydaje się zatem, że właściwsza byłaby nazwa „Szkoła Życia (codziennego)”, czyli jak przeżyć otaczającą nas  rzeczywistość bez uszczerbku na zdrowiu, przede wszystkim psychicznym.

    Jak już gdzieś napisałem: szlachectwo (co skończyło się deklarowaniem „chamstwa”) zobowiązuje, od siebie zawsze dodaję: szlachetnych! I za takiego uważam autora. Autor nie zostawia „suchej nitki” na rzeczywistości i antycypuje przyszłość odnajdując inspirację w przeszłości. I dlatego nie mogę pojąć tego przesłania minimalizmu w odniesieniu do „szkoły”, wprost „ziejącego”z wpisu, w sytuacji gdy pamięta się słowa JPII skierowane do młodych: „wymagajcie od siebie, a potem od innych”.

    W moim wyobrażeniu każda „Szkoła” to perspektywiczna kuźnia geniuszy i dobrych koncepcji. A ja ciągle mam wrażenie gdy odwiedzam „SzN”, że duch KEN jest tam ciągle żywy.

    A z całego jakże ważnego, bo programowego wpisu, „dyskusji” podlegają „orki spieprzające do lasu”. To najlepsza ilustracja stanu, w którym się znajdujemy…

  10. I to jest słuszna koncepcja. A SN nie przechodzi żadnego kryzysu, tylko właśnie zaczyna żyć poza tym lasem.

  11. Też mi to od razu przyszło do głowy, ale Waćpan byłeś pierwszy, więc chapeaux bas!

  12. Ze względu na niewinne zwierzątka, można by, ale to zwiększa koszty o wynajem strażników;-).

    Można ewentualnie połączyć obie opcje: las ogrodzić (otoczyć), zostawiając dobrze strzeżoną furtkę dla czworonożnych uciekinierów. Ale to jest pułapka, bo Saruman umie przybierać różne postaci i jeszcze się jako mysz przeciśnie. Czyli lepiej (bezpieczniej) las spalić!

  13. Ma Pan wiele racji i wysokie wymagania (oceniam nie tylko po dzisiejszym komentarzu, ale zwłaszcza po notce i dyskusji na SN), ale proszę pamiętać, że my nie jesteśmy żadną kompanią kadrową (też zresztą z ochotników – laików złożoną), tylko pospolitym ruszeniem. I zanim ci najlepsi przekształcą się w husarię, albo pikinierską rotę, czy oddział lisowczyków, to często będzie obowiązywała metoda: kupą, mości panowie. I niejedne Piławce się zdarzą… Perły się z ziarenka piasku rodzą, a drobiny złota dopiero sitem można odsiać. Z piasku.

    No i jest jeszcze ewangeliczny kąkol i inne chwasty, którym Bóg pozwala rosnąc w zbożu do żniw, żeby przez pomyłkę dobrych roślinek nie wyplewić.

    Nie na darmo mówi się, ponoć za Grekami, że cierpliwość jest cnotą bogów…

  14. „(…) niech każdy powiesi sobie nad łóżkiem tabliczkę z napisem „ora et labora” i czeka na sukces. On przyjdzie”

    Przykro to czytać, bo myślałem, że sukces już jest… Swoją drogą to kolejny sygnał, że na pisaniu i dystrybucji książek już się nie zarobi… No chyba, że bawiąc się w poradniki typu „Finansowy ninja”. No ale chyba nie o to chodzi…

  15. Orki przepoczwarzają się w myszy w skansenie… Idzie coraz lepiej, szczególnie w zwiazku z treścią i przesłaniem wpisu.

  16. Bez *zapałki* lasu nie podpalisz.

  17. Jeśli mogę wtrącić, to ci co spieprzają do lasu, to nie są orki. To smerfy i to w dodatku bez gaci i bardzo fałszywymi wyobrażeniami dotyczącymi Sarumana. Uganianie się za smerfami to na dłuższą metę degradacja do ich poziomu.

    Moim zdaniem nasze wyobrażenie o Sarumanie i lesie, dużo bardziej odpowiada rzeczywistości i to jest nasza wielka przewaga.

    A smerfom trzeba przy okazji przywalać RAZ, a dobrze i tyle. One będą się nadymać, żeby pokazać jakie z nich orki, ale „pompowanie wagi” to tak naprawdę ich jedyny sens istnienia.

    Tyle, idę orać i laborać.

  18. Słusznie Pan napisał. Rodzi się jedynie wątpliwość co do zgodności słów z czynami. Od pewnego czasu „wsłuchuję się” w bezradność ludzi z pierwszych stron gazet i ekranów monitorów, gdy „plączą się” nieumiejętnie posługując się polszczyzną. I jak są rozjeżdżani przez „wyżeraczy” z oddziałów PR.

    Co do Piławców, to chyba warto jednak uratować to pospolite ruszenie przed rzezią, a nie lamentować post factum. To się chyba nazywa wyciąganie wniosków z historii.

    Co do cnoty greckich bogów, to warto nadmienić, że nihil novi sub sole i o naszych wątpliwościach już rozstrzygnęli przed wiekami greccy filozofowie. Niestety, niektórzy stają ciągle pod blokami i gadają o tematach spod trzepaka (by daleko nie szukać…)

  19. A i jeszcze jedna ważna rzecz. To jest przestrzeń wolności, o której wspomniał Gabriel. Tego w wiosce smerfów nie ma i nigdy nie będzie.

  20. Wszystko prawda (z wyjątkiem wnioskowania z rodzajowej końcówki mojego nicku). Mnie też wyjątkowo denerwuje tzw. jojczenie i biadolenie, że nic się nie da zrobić. Tudzież nieudolność tych, co za ciężkie pieniądze mają nam życie ułatwiać, a nie utrudniać. Daję temu wyraz zarówno tu na blogu, na SN i w codziennym życiu. Ale sama krytyka niczego nie załatwi, a wielu może zniechęcić (z obawy przed wyśmianiem, choćby) przed jakąkolwiek próbą aktywności. Jakość jest ważna i trzeba o nią walczyć ze wszystkich sił (zwłaszcza własnych). Tylko nie takimi metodami. Bo się może wylać dziecko z kąpielą.

    Dajmy sobie trochę czasu, pokazujmy dobre przykłady mądrego działania (bo verba docent, exempla trahunt), czyli wyciągajmy wnioski z historii (którą trzeba najpierw poznać, oddzieliwszy ziarno od plew, czyli propagandę od faktów), a efekty przyjdą. No i módlmy się. Bo labora bez ora nie ma sensu.

    A co do tych przemian Sarumana i Orków w uciekające ze skansenu myszy, to aluzju poniała, ale się nie wstydzę, bo to było żartobliwe podjęcie i rozwinięcie wizji (metafory) Gospodarza.

    Czasem posługiwanie się żartem (słownym) może więcej przynieść, niż śmiertelna powaga. Nie wszystkie mosty trzeba od razu palić, bo się potem można samemu osaczyć i uwięzić…

  21. Oczywiście, że sukces jest, ale idziemy po większy

  22. „sama krytyka niczemu nie zaradzi, a wielu może zniechęcić (z obawy przed wyśmianiem, choćby) przed jakąkolwiek próbą aktywności”. Dlatego też trzeba tępić przejawy, a nie osoby.

    Tylko nie takimi metodami. Bo się może wylać dziecko z kąpielą.” Zatem (jakimi?) oczekuję propozycji w kwestii metody. Tylko błagam ze względu na szacowność miejsca i powagę Gospodarza – bez smerfów i ork, bo to jest poniżej wszelkiego poziomu… no chyba, że jest się zdziecinniałym osobnikiem na poziomie cywilizacji SMSów.

  23. No, ale tym językiem komunikujemy się z szerszą publicznością właśnie i ona uznaje te metafory za swoje i atrakcyjne

  24. A nie pora zmienić modus operandi, by nie zdziecinnieć? Wszak chcemy innego świata, a nie tej rzeczywistości, w której wszystko ma stale podmieniane znaczenia.

    Ja rozumiem, że dzisiaj rzondzi Polskom sojurz robotniczo-hopski, jak ókoronofanie czeci yRPy, ale to nie znaczy, że mamy akceptować „czynem przed terminem”.

    To, że ktoś żyje w bagnie nie znaczy jeszcze, że aby mu się przypodobać również należy się taplać pospołu … Może jednak warto zaproponować wykapanie się? Święty Franciszek z domu swego ojca wyszedł nago, aby wszyscy wiedzieli, że skończył z dotychczasowym życiem.

    To, że panowie Bralczyk i Miodek to akceptują, nie znaczy jeszcze, że i my musimy. Nawet jeśli mówi to obaj… Język ma być żywy, nie znaczy jeszcze, że prymitywny.

  25. Niech Pan powoła Radę d.s. Jakości.

    Jak Gabriel klepnie jej statut, to dam się zweryfikować, ale ostrzegam, że ocenę typu „zdziecinniały osobnik” uznam za jakość fejsbukową, czyli Radzie d.s. Jakości nieprzystojącą.

  26. Język wysoki, niestety został skutecznie zawłaszczony przez propagandę i w jej odkłamywaniu jest zwyczajnie nieskuteczny.

  27. Cyryl i jego metody? W SN niezadługo zatęsknisz za smerfami…

  28. Piszesz Waść o siebie? O mnie się nie martw!

  29. Propagandę i uniwersytety.

    Ja tu trafiłem kilka lat temu z sieczką w głowie. Czasami nie rozumiałem, o czym tu jest mowa, ale wstawki typu „pobite gary” i „orki” i teksty „spod trzepaka”,  były jak poklepywanie po ramieniu i zachęta – nie martw się, jeszcze to ogarniesz…

    Dzięki temu blogowi, wykonałem pracę. Czytałem, szukałem i zacząłem pisać.

    Bez tego bloga nie sięgnąłbym po pisane Nawigatory.

    Nie rozumiem, jak można takich rzeczy nie rozumieć

  30. Gdzie to widać? Wokół słychać jedynie wolapuk! I młodzieżowe slangi (np. z ciapatymi)…

  31. Ależ ja Pan rozumiem bardzo dobrze. To taka orka na ugorze. Wszystko zaczęło się od „szkoły”, która okazała się „hyde parkiem”. I bardzo dobrze, tylko coraz gorzej z językiem. Jeśli my nie może się dobrze samookreślić (choć dobrze rozumiemy co to słowo znaczy), to nieżyczliwy stwierdzi: „to muszą być jakieś świry, które nie odróżniają szkoły od Hyde Parku)”.

    A to, że Pan/Pani się tu znalazł/ła, to raczej zasługa Coryllusa, a nie komentarzy do jego wpisów (w każdym razie większości z nich).

    Tak często przywoływani przez Coryllusa jezuici mają (a może już niestety „mieli”) maksymę: „Do wyższych rzeczy jestem stworzony„. I w związku z tym warto podnosić poprzeczkę, a nie twierdzić, że 240 cm wystarczy. Jak można takich rzeczy nie rozumieć!?

    Ogarniesz! Kolejne słowo wytrych. Kiedyś wystarczało: zrozumiesz. Ale to było dawniej. Dzisiaj jest ponowoczesność, czyli nowoczesność była „dawniej”, a wcześniej nie było nic godnego uwagi.

  32. Klinika Języka to nie „Ojczyzna Polszczyzna”

  33. Wie Pan co, od 12 roku życia ojciec w wakacje zostawiał mnie na rynku z dziesięcioma skrzynkami pomidorów, które trzeba było sprzedać, bo za trzy cztery dni z tunelu foliowego zbierał kolejnych dziesięć skrzynek.

    Prawie zawsze udawało mi się to jakoś opchnąć. Te pomidory były bardzo dobre, ale jak się nie udało dobrze zagadać do gospodyń ze wsi to zaliczało się handlową klapę. Nawet Pan nie wie ilu gości zostawało ze swoimi dobrymi pomidorami. A trzeba było tylko jakoś swojsko zagadać, uśmiechnąć się i czasami skomentować.

    Tu moim zdaniem, pomidory schodzą dobrze, często mimo dość mało wyszukanej formy komentarza.

    Ps. Także tego komentarza.

  34. Ostatnie zdanie.

    Panie Marku, jeśli podczas sprzedaży treści, da Pan komuś odczuć, że uprawia Pan „orkę na ugorze”, to będzie Pan zaorany.  Żadnej treści Pan wtedy nie sprzeda.

    I Pan to daje odczuć sporej ilości ludzi od paru dni.

    Serdecznie pozdrawiam, bo wiem, że intencje ma Pan dobre, a bardziej widoczna opcja „szukaj” w SN, także moim zdaniem, by się przydała.

  35. Nawet jeśli nie widać, to my to wiemy. Większość nas z doświadczenia, bo w prawdziwym życiu często się to mową posługujemy lub posługiwaliśmy. Ale tutaj nie. Tutaj trzeba opisywać świat takim, jakim jest. Nie da się do tego używać języka publikacji naukowych, natomiast slang czy gwara, a zwłaszcza neologizmy, słowa-hasła często nadają się do tego całkiem nieźle.

  36. Jeżeli mowa o jakości, to przedstawię moje prywatne zdanie, które można oczywiście olać i się nim nie przejmować. Otóż wg mnie SN to nie jest jakość. Ten portal przede wszystkim nie jest „user friendly” i ma sporo wad.

    Jakikolwiek nowy czytelnik natrafi od razu na problem rozpoznania: kto?, jak?, o czym? Portal SN nie posiada „drogowskazów” naprowadzających na szczegółowy obszar zagadnień. A więc użytkownik musi albo przeglądać wszystko albo po prostu sobie wyjść, co jest i szybsze i znacznie łatwiejsze.

    Strona SN sprawia wrażenie chaosu. Może taki jest cel? Ale z chaosu sensownej przyszłości nie otrzymamy, to jest droga donikąd.

    Notki Coryllusa są zdecydowanie bardziej przyjazne na blogu coryllus.pl. Notki Toyaha … jakby to powiedzieć, żeby nikogo nie urazić… to już nie to samo, co 5 lat temu.

    Niektórzy autorzy z kolei mają tę przypadłośc, że zamieszczają teksty długie jak ogon brontozaura. To chyba nie jest miejsce na prezentowanie swoich prac magisterskich.

    Inni z kolei (celowo lub z lenistwa) postanowili nie używać polskich czcionek. Ta maniera to nie jest oryginalność. To jest właśnie antyjakość.

    Rubryka „komentarze” powinna być od razu zlikwidowana. Zabiera tylko miejsce i pogłębia wrażenie chaosu.

    Jeżeli ktoś mi tu zarzuci, że wybrzydzam i szukam dziury w całym, to voila. Ale nie miejcie potem pretensji, że SN ma gasnącego ducha. Trzeba to ratować już teraz póki zapał trwa, wprowadzić przejrzystość nawigacji (tytuł portalu chyba zobowiązuje?), kilka tematycznych zakładek by się przydało – historia Polski, kultura pop (jeżeli już koniecznie musi być ten Nick Cave), nauki przyrodnicze, Kościół, varia. Aha, jeszcze Jarosław Kaczyński życie i twórczość.

  37. Pan Bóg zaczął od chaosu.

  38. nie – zastał chaos i unosił się nad wodami 🙂

  39. A moze wlasnie tak to ma byc? Uważnie czytajac notkę, w niej jest wiele odpowiedzi. Ok, czesto wchodze np. na dakowski.pl, bo co mnie interesuje, tam znajduje w jednym miejscu. Ale to portal stricte autorski i niech taki bedzie. Tutaj mamy na razie do czynienia z czyms innym. A z czym? No wlasnie. O to jest pytanie ☺

  40. Bóg zapłać Szanowna Pani!

  41. Chaos jest trudniej ogarniany przez gigantów, pilotów boeingów, Sarumana, orków, smerfów i Gargamela na dokładkę, a ja świetnie sobie radzę w takim świecie.

  42. To właśnie miałem na myśli… zaczął od chaosu.

  43. Spoko, że polecę slangiem. Uczę studentów od lat i jakoś nawiązuję nic porozumienia.

    A w kwestii treści… można pisać długo i interesująco oraz krótko, nudno i bez sensu.

    Zaś w kwestii odczuć pozostaję przy swoim: „ponieważ nie rozumiem, to na wszelki wypadek obrażę się„.

    Cieszę się, że w temacie pomidorów miał Pan niezłą bajerę, no i że wciskał Pan im kitu, jednak stanowczo odradzam praktykowania „bajerowania”. To ostatnie podrygi tego sznytu… no chyba, że się stoi pod blokiem lub pod trzepakiem. Idą nowe czasy i ci co wcześniej zaczną normalnieć będą wygrani w przyszłości.

  44. Ale skończył na ładzie. Każdy kto idzie pierwszy raz drogą popełnia błędy. Wydaje się, że droga, którą idzie „SzN” jest już dobrze rozpoznana. Ta „Hameryka” jest już dawno odkryta…

  45. Moi mili, czas chaosu powinniśmy mieć już dawno za sobą.

    Jeżeli przegapicie ten moment, to może być już za późno.

  46. Ma Pan sporo atencji u niektórych komentatorów. Mnie się wydaje jednak, że Pan chce wykopać Coryllusa na wyższy szczebel drabiny (trochę to dziwne, znając stosunek Coryllusa do Uniwersytetu), przy okazji podcinając ten szczebel drabiny, na której siedzi. Ten szczebel, to komentatorzy, czytelnicy,  jasny  zrozumiały i precyzyjny polski język dla wszystkich. Myśli Pan, że sprzeda więcej książek, jeżeli umieści Go Pan na niebotycznych wyżynach. No i ta wiedza, po co ona maluczkim, prawda?

    A czemu Pan twierdzi, że Betacool wciskał kit sprzedając pomidory, Wyraźnie przecież napisał, że pomidory sprzedawał bardzo dobre.

  47. Nie ma mowy o deprecjonowaniu czytelników i komentatorów

  48. Po to są te blogi, portale i nominowani demaskatorzy, z ich grupami wsparcia, żeby chaos i beznadzieje wśród niezorientowanych czytelników wskrzeszać i pogłębiać. Stąd bezwzględna/chamska selekcja/cenzura komentatorów, którzy śmią okazać wątpliwości co do treści i jej jakości.
    To wszystko fajans i jedna wielka blaga systemowych realizatorów sformatowanych pod konkretne zadanie. Formuła zdaje się powoli wyczerpywać i program Coryllus ulega modyfikacji, gdyż finansowanie uległo zmianie – letni kryzys pracowitego brygadzisty z kliniki języka propagandy.
    Nie nasz ci on.

  49. SN wymaga recenzji i dostosowania do podejmowania szybkich decyzji przez użytkowników [odrębnie traktowanych tj. tych co przypadkiem i tych co rutynowo] – może wariantowość na wejściu? i warto też wprowadzić dynamikę tj. sekwencyjne informacje o tym co się dzieje w SN, i podpowiedzi co zacz: szkoła to wiemy ale znaczenie nawigatorów? warto podpowiedzieć użytkownikom czego u nawigatorów poszukujemy i co możemy zyskać, innymi słowy: rozwój, próby i korekta efektow

  50. Dzięki.

    Pomidory mojego ojca były i są bardzo dobre, a o handlu na tym rynku w małym miasteczku napiszę w najbliższą niedzielę tekst. Zauważyłem, że najprostsze sprawy są tak nieoczywiste, że w sumie mógłbym dojść do błędnego przekonania, że powinniśmy zniżyć poziom zamiast go podwyższać.

  51. z tym wygraniem w przyszłości byłbym bardziej sceptyczny dlatego, że to patologia wygrywa a normalność schodzi do gett/a i nowe czasy, których już smakujemy nie są dla normalnych;- normalni staja się pierwszymi ofiarami i ze zdziwieniem w oczach pytają zawsze: dlaczego ja?

  52. handel uczy przede wszystkim pokory i każdy kto choć trochę liznął handlu wie, że sprzedawanie samo nie przychodzi a klient nasz pan i to kapryśny pan

  53. Ja Panu Markowi jestem autentycznie wdzięczny, że mnie do pisania o tym handelku zmobilizował. Im dłużej o tym myślę, tym ciekawszy mi się ten temat wydaje.

    Mam również niejasne przeczucie, że mogą się w nim znaleźć ziarenka jakiejś doktryny, pod warunkiem, że przyjmiemy, że z niedoskonałych tekstów ze sfery profanum, można takie ziarna wyławiać.

  54. tak po prawdzie to i Pan Marek chce coś sprzedać, czuje że jest klient i chciałby towar nazwać i opakować i klientów doczekać

  55. handel wieńczy produkcję; własność, praca, dystrybucja;- to jest doktryna i analiza otoczenia społecznego oraz konfrontacja z patologią – piękne tematy;- jak pracowałem na uczelni to dorabiałem w hurtowym handlu kwiatami; w nocy handel a w dzień zajęcia na uczelni; to była szkoła życia

  56. Jest na dobrej drodze, bo wzbudził na ryneczku duże poruszenie.

    Jeśli będzie dobry, to ludzie go kupią. Ja go po prostu próbuję przestrzec przed pakowaniem pomiodrów w celofan.

  57. Nie wiem jakie były notki Toyaha pięć lat temu, ale od czterech lat czytam je codziennie i przez następne cztery lata nie zamierzam tego zmieniać.

    Portal SN także się zmienia, a moja 23 letnia córa twierdzi,  że na plus.

    Parasol – czuj się doceniony, bo ona komplenentuje nad wyraz oszczędnie.

    Ja dostrzegam raczej stały postęp. Ale wiem, że stały postęp to jest podstęp, więc niech się Parasol głowi jak tu zbierać komplementy od młodych dam.

  58. Przez ciekawość zajrzałem na ową dyskusję na portalu SN. I mam nieodparte wrażenie, że wszyscy dali się dziwnie sprowokować. Nawet Coryllus jakby stracił czujność. Ja miałbym tylko jedno pytanie (retoryczne zaznaczam, żeby odbiorcy nie kusiła czasem odpowiedź): skąd tyle determinacji na taką dyskusję. Nie jest to naturalne. I niestety dlatego z gruntu podejrzane. To tak podaję dla zastanowienia się.

  59. „Inni z kolei (celowo lub z lenistwa) postanowili nie używać polskich czcionek. Ta maniera to nie jest oryginalność. To jest właśnie antyjakość.”

    Chcialbym cos wyjasnic. Mieszkam w USA i mam klawiature i oprogramowanie jakie mam. I to jest powod dla ktorego nie ma w moich komentarzach  znakow diakrytycznych. Nie zadna maniera ani lenistwo.

    Zauwazylem to  tez w tekstach innych komentatorow.

    Dla mnie wyznacznikiem jakosci jest, obok tresci czyli zawartosci tekstu, jest skladnia,  gramatyka, no i ogolny styl wypowiedzi.

  60. O!

    I to mi sie podoba!

  61. Widać , że nie zna Pan/Pani znaczenia słowa „kit”…

  62. Jasne, że o sobie. Będziesz śnił o smerfach: o jak było dobrze, jak dobrze.

  63. Formula Szkoly Nawigatorow – styl Hyde Parku, mnie zupelnie odpowiada. Nie wiem czy to chaos ale odpowiada mi to jak najbardziej. I jest jakis wzajemny szacunek.

    Wole to niz jakies hierarchie i pouczanie z katedry. Zaraz mi sie to kojarzy z tymi panami z Patrykiem Jakim w srodku, zasiadajacymi za stolem pokrytym suknem i obstawionymi butelkami z woda mineralna. Albo z Salonikiem Politycznym Rafala Ziemkiewicza w towarzystwie nadetego Lukasza Warzechy i Stanislawa Janeckiego – naszego awangardowego publicysty w trampkach.

  64. Otóż to! Zaczynać od fundamentów, nie znaczy zaniżać poziom, a jedynie łapać twarde zakorzenienie w rzeczywistości. A przecież wiadomo, że smerfy i Kubuś Puchatek to bujdy.

    „najprostsze sprawy są tak nieoczywiste” ponieważ większość naszych rodaków za wszelką cenę chce zapomnieć o własnych korzeniach (wiejskich lub proletariackich) i udaje takich, co to wszystko wiedzą. Najbardziej lubią opowiadać, gdzie to nie byli, a historii swojej gminy lub miasteczka nie znają. A to jest właśnie ten fundament.

    W kwestii „pomidorologi” to od zawsze mnie nurtuje kwestia, dlaczego jedne pomidory mają smak a inne są mdłe i bez wyrazu… I zauważyłem, że im mniejsze tym smaczniejsze.

  65. O, widzę, że i tutaj spotykamy się. Rozczaruję Pana, ja od lat sprzedaję wiedzę. A to raczej trudno nazwać towarem. I to raczej klienci mnie szukają, a nie ja ich. Pozdrawiam.

  66. Z prowokacji Panie, z prowokacji… intelektualnej!

  67. Standard-pytania „kat na lace”. Co autor ma na myśli ?

    Najwyższa pora porzucić Windowsa…

  68. Portal zmienia się na plus. Doskonały nie jest, ale perfekcjonizm zabija wszystko i zawsze. Wolę niedoskonałość.

  69. Wiedza też jest towarem bo jest na sprzedaż a stosowanie jej daje odpowiedź i przydatności ja też od lat sprzedaję wiedzę i co z tego wynika? gorszy jestem? a może głupszy?

  70. >nagrania dla telewizji…

    Welcome Garibaldi

  71. Pan sam sobie odpowie…

  72. O pomidorach w niedzielę.

    Ja nieśmiało zauważę,  że najmądrzejszy przekaz z jakim się w życiu spotkałem jest zaklęty w prostych przypowieściach, o chwastach,  winoroślach, kąkolach; w przypowieściach przeznaczonych dla pasterzy, rybaków i celników.

    To chyba trzeba nazwać zniżeniem się na możliwie najwyższy poziom.

  73. Mieszkanie w USA niczego nie tłumaczy. Ja używam różnych komputerów pod różnymi systemami, wszystko w wersji angielskiej US albo Intl i nie mam problemu z polskimi, czy innymi diakrytykami. Wchodzi się w ustawienia i w sekcji „international” dodaje język polski i klawiaturę programisty, nic nie trzeba wgrywać, wystarczy zaznaczyć boxy. Jeszcze mógłbym zrozumieć użytkowników komputerów z fizyczną klawiaturą w układzie niemieckim, francuskim, czy szwedzkim, bo tam klawisze są poprzestawiane i trzeba pamiętać, gdzie powinny być, ale w układzie US nie ma z tym najmniejszych problemów. Polskie znaki piszę się tak samo jak na polskim windowsie. Nic nie trzeba zmieniać pisząc po angielsku, akurat polski układ klawiatury bazuje na angielskim i na szczęście nie udało się wprowadzić innego.

  74. Nie wiem ale kilka lat temu mialem tez na swoim starym komputerze system operacyjny Windows, juz nie pamietam wersji, chyba XP, i znaki – ogonki dzialaly bez problemu.

  75. Dzieki za wskazowki, sprobuje, moze zadziala. Bardzo bym chcial, slowo daje.

  76. Jaki to system?

  77. Na win to jest pod time and language, trzeba dodać polski, nie zaznaczać jako główny, dodać klawiaturę programisty qwerty, na macu w international > input meny, czy jakoś tak. Polskie znaki z altem, na win prawy alt, na macu oba.

    Przepraszam za oftopa, a Pana Marka za język.

  78. Niektórzy sieją ten, no… defektyzm. Smerf Maruda i paru innych.

  79. Maruda pije do Valsera, który mieszka w Szwajcarii i uprzedzał, że nie będzie na chwilę zmieniał edytora. Czytam Valsera nawet bez ogonków.

  80. Ja mam Windows 10 Home i najczesciej korzystam z przegladarki Google Chrome. Ale mam tez Microsoft Edge i IE.

  81. W sumie to moge pisac tak jak do tej pory, bez ogonkow. Alem przecie Polak, ogonkami chetnie sie posluze bo przeciez nasz jezyk jest piekny. Taki jak pieknie wypieczony racuch, wlasnie przez te ogonki miedzy innymi. I bogate slownictwo, no a wymowa jaka piekna.

    Kiedys taki jeden Amerykaniec mi podpadl wiec zemscilem sie na nim okrutnie. Wciagnalem go w rozmowe o jezykach i poprosilem go zeby powiedzial „zaklady miesne w Tomaszowie Mazowieckim.”

    Uciekl po chwili przestraszony.

  82. W 19. wieku polska prasa w Ameryce używała polskich czcionek. Dzięki temu (i dzięki cyfryzacji OCR za pomocą programu Finereader rosyjskiej firmy Abbyy)  możemy w bibliotece Kongresu łatwo znaleźć np. Śląsk. Trzydzieści lat temu pomogłem wielu osobom pisać po polsku na komputerach, zanim Word to umożliwił. Rozumiem doskonale tych, co nie używają prywatnie polskiej czcionki i nie zgłaszam zastrzeżeń. Nie tępię lenistwa, bo sam nie jestem bez winy.

    PS. W RPA żyje i jest aktywny  twórca programu PL-Tekst, pierwszego polskiego polskiego edytora tesktów.

  83. Nie wiem, probowalem ustawic ogonki na swojej klawiaturze i niestety nie dziala. Moze dlatego ze mam Windows 10. W Windows 8 chyba dzialaly.

  84. Zostałem przy Windows 7, więc nie pomogę. Redpill z pewnością poradzi. Dziś to wzystko jest wbudowane w system i działa.

  85. Ależ „spoko”, byle z sensem!

  86. Nie mam teraz pod ręką win10, ale może to pomoże:

    http://www.techadvisor.co.uk/how-to/windows/how-change-keyboard-layout-language-in-windows-10-3661624/

    Trzeba dodać język i wybrać następnie układ klawiatury. To naprawdę nic skomplikowanego, a obsługa języków i klawiatury są wbudowane w system. Układ programisty jest przy tym wygodny, bo do pisania po angielsku nie trzeba go zmieniać na US, można zostawić na stałe.

    Dla osób używających kilku języków może być przydatny układ „polski międzynarodowy”, który już trzeba doinstalować i który umożliwia stosowanie większości znaków diakrytycznych z alfabetów łacińskich, na pewno francuskich, niemieckich i oczywiście polskich wprost z klawiatury:

    http://robinski.org/polski-miedzynarodowy/jak-zainstalowac/

  87. ojej, przewodniku i światły panie – jak żyć? jak świat tłumaczyć? ojej, …

  88. ja to proponuję wymowę : nieduża kropla dżdżu.

    Uciekają z krzykiem. a przecież to tylko nieduża kropla.

  89. Dobrze, że to wczoraj ludziom wyjaśniłeś (nie było mnie tutaj), jak zwykle czuły na potrzeby bliźnich. Trudniej by mi było pomagać przy przestawianiu klawiatury, gdyż mam własny kernel do Windy: wyrzuciłem, co mi się u Mikroszrota nie podobało, dodałem swoje rzeczy i przekompilowałem dziada. To raczej nie jest „sposób na Alcybiadesa”. To jest super rozwiązanie – każdą diakrytykę mam na klawiszach numerycznych, gdzie nie starczyło, tam przerzuciłem na blok numerowy. I w ten sposób mam wszystkie języki na „pomieszanej” DIN–owskiej klawiaturze, zawsze pod właściwym przyciskiem. Musiałem tak zrobić, bo w każdym biurze tutaj dostaję DIN-owska klawiaturę, więc nie ma szans, bym stosował angielską 101-kę. Muszę używać 102-ki, niestety poprzestawianej potężnie w stosunku do US-keyboard 101. Nie wiem, czy wiesz, że 101 wynikła wprost z VAX-a. Przeszedłem z pracy na moim PDP, potem VAX, na IBM-AT jakby nigdy nic… To były czasy. Kto zaczynał na PDP-11, ten wie, jakie.

    Stąd rozwiązanie: translacja kodów w systemie. Klawiatury IBM Model M, jedynej porządnej kiedykolwiek wyprodukowanej, tej kosztującej pierwotnie $500 w 1984 roku (1985?), trzykilowej, pancernej, że zabić słonia ją można, niezniszczalnej, dzisiaj już nie do dostania, nigdy się nie pozbędę. Kogo znam, kto ją ma, ten używa ją już przy dziesiątym kolejnym komputerze, czy lapku, czy tablecie (!).

    Jak się zabrudzi, to trzask ją do zmywarki, albo pod prysznic i degreaserem+szczotką do wanny ją.

    https://arstechnica.com/gadgets/2013/11/why-i-use-a-20-year-old-ibm-model-m-keyboard/

     

    Znaki diakrytyczne dokodowuję sobie według uznania, w dowolnym języku, w kernelu, do liter z klawiatury. To jest elegancki sposób, dziś można go w linuksie zaimplementować – na poziomie sterownika.

    No ale nie mogę ludziom nic radzić, bo kto kompiluje sobie kernele. Windowsowe, na dodatek. Ostatnie 20 lat nikogo nie spotkałem, kto miałby tyle fantazji. Tu świetnie zrobiłeś, że podałeś sposób na PL litery.

  90. ale można i krócej, np.:

    pchła

  91. Prawda w tym temacie jest dość prosta: Polacy piszący w internecie po polsku, ale bez polskich znaków robią to zwyczajnie z lenistwa. I tyle. Jak sobie rozmawiamy np. na czacie ze znajomym i obie strony zgadzają się, żeby szybka wymiana zdań była bez polskich znaków, to nie widzę problemu. Ale jak się pozostawia tekst w przestrzeni publicznej, powinno się dbać o jakość swojego języka. To jest ważne. Myślę wręcz, że to też część zachowania powagi swojego państwa i narodu.

  92. Smieszne. 🙂 SMSy spowodowaly, ze akceptuje sie urwane ogonki. Co ja sie nadziubie na tablecie, zeby z grubsza tekst jakos wygladal. Podobno mozna zainstalowac Worda na Androida. Chociaz znowu musialabym sie przestawic na inna klawiature.

    🙂 Tablet wytresowany. Nie chciał pisać bez ogonków, ale go zmusiłam do współpracy.

  93. Olo Kwaśniewski wie najlepiej…

  94. To trochę niesprawiedliwa ocena, osoby mieszkające w krajach używających narodowych klawiatur w rodzaju AZERTY, QWERTZ i inne, mają spory problem z pisaniem polskich znaków, ale akurat w krajach anglojęzycznych i takich, które używają angielskiej klawiatury fizycznej, nie ma z tym żadnego problemu, wystarczy ustawić w systemie polską.

  95. Nie wiem jak AZERTY itp, ale akurat na klawiaturze niemieckiej pisze się tak samo jak na polskiej/angielskiej jeśli ustawi się polski język programisty. A to jak Pan napisał wcześniej trwa pięć sekund i każdy może zrobić to sam lub poprosić kogoś o pomoc. Także będę się upierał, to jest lenistwo po prostu. Niestety jak większość lenistw ma negatywne skutki na dłuższą metę.

  96. Na każdej się pisze tak samo, tylko literki na klawiszach się nie zgadzają, niektórym to może przeszkadzać. Ja o czymś innym, jeśli ktoś na co dzień używa powiedzmy niemieckiego układu, to żeby pisać po polsku w programisty, musi się mocno przestawić, nie tylko litery są pozamieniane (Y z Z), ale i znaki specjalne są w innych miejscach. Przy angielskim nie ma tych problemów. Można układu programisty, albo pl-międzynarodowy używać cały czas.

  97. no właśnie, albo tak: pchła pchłę pchła, pchła płakała

  98. Ale jak to pamięć ćwiczy 😉

  99. To zawsze warto. A klawiaturę najlepiej mieć w palcach i w głowie, wtedy nieważne, co jest na guzikach.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.