Lip 092014
 

Czy potraficie przypomnieć sobie twarz jakiegoś węgierskiego aktora? A może rumuńskiego? Z wschodnioniemieckich ja kojarzę jedynie faceta nazwiskiem Dean Reed, który był Amerykaninem i wybrał wolność w NRD. Nawet radzieckich aktorów pamiętamy słabo, w zasadzie w pamięci mamy trzy tylko nazwiska: Szukszyn, Olbrychski i Brylska. Inaczej jest z Czechami. Nawet jeśli nie pamiętamy nazwisk, a przeważnie nie pamiętamy, twarze kojarzymy od razu. Nie sposób ich nie kojarzyć. Tak się złożyło, że przeglądałem wczoraj obsady najsłynniejszych czeskich produkcji z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Nie powiem z jakiego powodu, ale był to powód ważny. Byłem wstrząśnięty wyrazistością tych postaci. Na przykład facet, który grał wodnika, w serialu „Arabela”. To była postać z drugiego planu, a przecież utkwił mi w pamięci i wystarczyło kliknąć w jego biogram, by wszystko się przypomniało. Ktoś powie, że ten mechanizm działa ponieważ Czesi kręcili stu odcinkowe mydlane opery, takie jak „Szpital na peryferiach”. No, ale to nie wszystko. Kręcili też parodie, kręcili filmy obyczajowe, które dziś, przy udziale nowoczesnej techniki próbują naśladować ci nowi Czesi, potomkowie tamtych, którzy zrobili „Lemoniadowego Joe”. No, ale to już nie jest to samo. Już kiedyś o tym pisałem – fałsz nowych, czeskich filmów polega na fałszowaniu mitu arkadyjskiego. Bohaterowie uciekają z miasta na wieś i tam odnajdują utracony raj. Chodzą do miejscowej karczmy, jedzą podgardlaną i piją piwo w dużych kuflach. Świniobicie zaś należy do najważniejszych rytuałów tego nowego świata. Taki film widziałem, ale że był on emitowany w czeskiej telewizji, nie zapamiętałem tytułu. Dawniej też to było, pamiętamy przecież serial „Pod jednym dachem”, no ale tam nikt nas nie epatował świńską krwią i pijaństwem, na którym znamy się dużo lepiej niż oni. Tam wszystko było takie jak trzeba, obliczone na spokojnych kopalnianych emerytów i księgowych po przejściach. Ofiarą jedynego morderstwa jakiego dokonano w tym filmie padł karp, zakupiony wcześniej w spożywczaku.
Dlaczego te wiejskie opowieści w wersji czeskiej uważam za niewiarygodne? Bo Czesi to ludzie z miasta i miasto jest ich naturalnym środowiskiem. Ich wiejskie inklinacje mają charakter aspiracyjny, sztuczny i wypadają niewiarygodnie. Podobnie jest z miejskimi aspiracjami Polaków, pierwsze pokolenie powojennych mieszczan trzymało kury w wannach i prosiaki na balkonach. Takie legendy krążyły w mojej rodzinie o różnych zwariowanych ludziach, którzy wybrali wolność i opuściwszy wieś rodzinną zamieszkali w blokowisku.
No, ale wracajmy do czeskich aktorów. Wszystkie czeskie produkcje powojenne miały charaktery niskobudżetowy. Nie mogło być chyba inaczej. Nawet filmy o Żiżce kręcone mniej więcej w tym samym czasie co „Krzyżacy” były robione za pięć koron, w sposób wykluczający jakąkolwiek polemikę z wizją reżysera. No i Czesi chyba się w tym połapali i zamiast historycznych kobył o przygodach dzielnych husytów zaczęli kręcić parodie i filmy autorskie. Takie, w których najważniejszy był aktor. W czasie zaś, gdy na świecie pojawiła się mydlana opera, zrobili jej nadwełatwiańską wersję i zarobili na tym wcale nieźle. Cały ten film jak pamiętamy opierał się na kilku wyrazistych postaciach i gdyby akcję przenieść ze szpitala do biura, pozostawiając w obsadzie tych samych ludzi i te same charaktery nikt by się nie połapał, że coś się zmieniło. Milosza Kopecky’ego pamiętamy wszyscy. I nie mówcie mi, że to przez jego kretyńskie wąsy i wielki nos. Mieliśmy jeszcze tego drugiego, doktora Błażeja, on nie miał ani wąsów, ani nosa. Być może moja wizja czeskiego kina jest nieco wykrzywiona, ale mam wrażenie, że tam inwestowano właściwie tylko w aktorów. Scenariusz był sprawą umowną, a nawet bardzo umowną i nikt nie zawracał sobie głowy takimi bzdurami jak zgodność z realiami. Nie tylko w parodiach takich jak ‚Lemoniadowy Joe”, ale także w zwykłych filmach.
W dawnych czasach szydzono w Polsce z czeskich aktorów, że niby ciągle występują w filmach ci sami. Mojego ojca, na przykład do białej wściekłości doprowadzał facet nazwiskiem Vladimir Mensik, który grał główną rolę w serialu „Arabela”, a w serialu „Pod jednym dachem” jeździł jako kierowca autobusu do Pragi i podrywał pewną panią z miasta w sposób mocno niewyszukany. Pokazywali go właściwie w każdym filmie, także w mojej ulubionej czeskiej produkcji pod tytułem „Złote węgorze”. Był wybitnym artystą, co w jego przypadku nie przyszło łatwo, bo trudno dziś jeszcze znaleźć faceta o tak charakterystycznej twarzy.
Podobnie było z niejakim Labusem, czyli z panem grającym czarodzieja Rumburaka w „Arabeli”.
W Polsce przywykło się szydzić z czeskich filmów i aktorów, a zaczęło się to wraz z wpuszczeniem na ekrany kim filmu „Nikt nic nie wie”, czyli zaraz po wojnie. Ja tego filmu nie widziałem, ale jeszcze w latach siedemdziesiątych był on wspominany u mnie w domu.
To co było dla czeskich produkcji najbardziej charakterystyczne, prócz aktorów i ich warsztatu, to pozorny brak aspiracji artystycznych. Oczywiście, Czesi kręcili filmy serio, ale na tyle rozumieli sytuację, że nie próbowali sadzić się na wielką sztukę, jak to się często przytrafiało naszym filmowcom. Przez to właśnie ich filmy uważane są za wybitne, w przeciwieństwie do naszych.
Od razu zaznaczę, że ja nie oglądam nowych czeskich filmów, tych wszystkich „Guzikowców” i podobnych. Myślę, że to jest wtórne i nie wpisuje się w istotę czeskiego kina, w którym można było bez stresu nakręcić film pod tytułem „Pasła konie na betonie”. Nie zdobył on popularności, ale powstał i przeszedł kolaudację. Już sobie wyobrażam, co by się działo, gdyby ktoś próbował pokazać takie dzieło różnym polskim macherom od kina, zwanym niekiedy luminarzami kultury.
W Polsce pokazywano także seriale agitacyjne, już w schyłkowej komunie puścili serial, jak to u Czechów, nakręcony kamerą video, który nosił tytuł „Najmłodszy z rodu Hamrów”. Opowiadało to dzieło o młodym komuniście, który próbował ratować ustrój przed aspiracjami rodzimych kapitalistów. Jego rodzina chciała otworzyć na wsi stację benzynową, a on się postawił i nie pozwolił. Puścili ten serial raz jedynie, bo czasy się zmieniły.
Nie wiem jak to było z eksportem czeskich gwiazd do Hollywood, wydaje mi się, że nie wyjeżdżali, ale mogę się mylić. Nie znam w każdym razie żadnego nazwiska, które kojarzy się a produkcją amerykańską, poza o Formanem oczywiście, który nie jest aktorem.
Tak jak napisałem na początku, miałem poważny powód, by przyglądać się wczoraj wieczorem czeskim aktorom i stąd dziś tam impresja. Zapraszam wszystkich na stronę www.coryllus.pl

  35 komentarzy do “Pochwała czeskich aktorów”

  1. Filmu czeskiego nie ma a czeski film jest 😉

  2. świnobicie … J. Mentzel … << Święto Przebiśniegu "

    ale też cudowne << Pociagi pod specjalnym nadzorem "

    Powiedzenie ,,czeski film " jest w j. polskim używane zamiennie z ,, nikt nic nie wie "

  3. Z racji moich zainteresowań Czechami mogę się podzielić moimi obserwacjami.
    Film czeski jest i ma się świetnie. Zdecydowanie lepiej niż polska kinematografia. Aktorów jest niewiele, ale nie ma tu podstaw do szydzenia skoro to 10 mln ludzi. I tak mają więcej zdolnych aktorów. Więcej niż gdyby w Polsce cały sznurek zwinąć w kłębek. Ten sznurek co to do niego są podczepieni polscy aktorzy.
    Czeskich aktorów kilku się eksportowało na zachód – grają raczej drugoplanowe (ale dość znaczące) role.
    A co do nowych filmów to jest to nowy rozdział Panie Gabrielu.
    Mniej więcej 8, może 9 filmów na 10 pokazuje, że rodzina to syf. Proszę zwróćcie uwagę jak kiedy Wam się napatoczy czeskie coś przed oczy, że musi być wątek rozwodu. I dobrze jest jeśli ten rozwodnik/rozwódka znajduje szczęście w drugim/trzecim małżeństwie też z kimś po przejściach.
    Wiejskość w filmach czeskich ma trochę jeszcze jedno ciekawe podłoże. Czesi mają dwa oblicza – jedno dla świata (film, media, pop kultura i propaganda), a drugie dla siebie (dla siebie, dla rodziny, dla samych Czechów).
    Znam wielu Czechów i to co prezentują publicznie jest inne niż to jacy są w swoich domach.
    W wolnej chwili naklikam jeszcze kilka słów gdyby ktoś był ciekaw.
    Pozdrawiam!

  4. Pamiętam jeden czeski film gdzie mały chłopiec buduje małe samolociki, które wypuszcza za okno i one bombardują dużą Luftwaffe. Nawet mi się podobał ale wtedy też byłem małym chłopcem 😉

  5. Naprawdę?! Weź to znajdź…

  6. na stronie nowakonfederacja.pl tekst o kompradorskim gapolu … jakby się komuś nudziło ……

  7. ….lub <<Gazeta Bankowa" W. Surmacz … za izraelskim serwisem LIKUDNIK … opisuje wojnę gospodarczą o polską chemię itp….

  8. Witam wielce szanownych Państwa,
    Ja akurat od trzech lat mieszkam sobie w Brnie i coś tam mogę powiedzieć.
    Niestety na „dobrą” kinematografię czeską jestem trochę za młody, a jakieś dwa filmy co widziałem to tragedia nie ma co pisać.

    Muszę się nie zgodzić z autorem w kwestii pijaństwa, bardzo długo byłem w ciężkim szoku tu się nie pije tu się chla, każdego dnia na okrągło na umór. Jak się idzie po mieście o 4-5 nad ranem wszędzie dookoła śpią upici ludzie i to nie jakieś „menelstwo” tylko normalni przeciętni ludzie. Bardzo długo pracowałem na nocną zmianę to jak już pisałem po prostu ich pijaństwo jest jak na moje umiejętności nie do opisania.

    Pozdrawiam

  9. te filmy co wspomniałem, że tragiczne to nowe produkcje były, nie pamiętam już nawet tytułów.

  10. Wie Pan zainteresowała mnie ta kwestia „ataku na rodzinę” w czeskich produkcjach.
    Moja obserwacja jest taka, że Czesi są niezwykle rodzinni. Wiele razy, aż mi się wstyd zrobiło, bo naprawdę codziennością i powszechnością są wnuczki zabierające babcie/dziadków do parku do teatru itd. Takie różne smaczki widać na każdym kroku. Poza tym mają dużo dzieci i też bardzo o nie dbają dobrze uczą itd. (taka opozycja do tego co widziałem w Anglii ). I tak myślę czy ten atak na rodzinę to nie jakaś komunistyczna sztuczka, bo w religię to tu już nie ma co walić, ale rodzina jest bardzo silna jeszcze.

  11. sposób komentowania przez Sakiewicza …. kompradorstwo w stosunku do Ameryki ….

    krótki tekst

  12. Odpisałem poniżej na pytanie parasolnikova.

  13. Faktycznie są bardzo rodzinni. Wystarczy wyjść w dzień powszedni do sklepu po 18.00, a w sobotę po 14.00. O zakupach raczej można zapomnieć. W nd nie ma raczej szans na to jeśli sklep to nie sieciówka lub szefem nie jest jakiś innostraniec.
    Sobota i niedziela to czas dla siebie i rodziny. Popularne są centra zabaw dla dzieci poza miastem (!!!) i to często z dala od marketów. Rodzice siedzą tam i rozmawiają ze sobą, mają komputery, gazety albo książki i tak czekają na swoje dzieciaki, aż one się wybawią. Albo się z nimi bawią. Zakupy w weekend robią bardzo niechętnie.
    Te zabawy to jeden taki większy ichniejszy wynalazek. Basen, kino itp. to nawet nie ma co opisywać, bo jest oczywiste.
    Religijność u Czechów to bardzo dziwna sprawa. Wielu z nich wierzy w Boga, ale do kościoła nie chodzi. W domu się modlą lub rozmawiają o Bogu, ale poza domem są ateistami. Takie nie wiadomo co. A jak chodzą do kościoła to w innych dzielnicach niż mieszkają. Chodzą rzadko i często nie wiedzą jak się zachować.
    Praktycznie nie mają oparcia w kościele, księżach i strukturze, która ściśle współpracuje z miastami. W wielu kościołach są robione wystawy, muzea itp. sponsorowane przez rady miast.

    To atakowanie rodziny to wg mnie jest celowa sprawa. Masowo oglądam ichniejsze produkcje i to jest tendencja pogłębiająca się. Wydaje mi się, że jest to atak w coś co u Czechów jest dość głęboko schowane, a przez to bardzo mocne. Czesi czują się silni przez to. Duże niezrozumienie jest w stosunku do polskiego stylu życia, tzn. oni nie rozumieją dlaczego chcemy pracować jak najwięcej, dlaczego wyjeżdżamy do UK, Irlandii itp. Przeciętny Czech woli założyć firmę u siebie w kraju, zarabiać mniej niż być człowiekiem gorszej kategorii na obczyźnie nawet przy lepszych zarobkach.

    Film czeski idzie dość mocno w stronę brytyjską, tzn. ja to widzę tak, że przekaz jest ukierunkowany na promowanie postaw probrytyjskich. I proamerykańskich.

    Na koniec (teraz, później dopiszę o aktorach kilka słów) coś co może Pana Gabriela zainteresować.

    Kiedy będziecie w Czechach to (zwłaszcza w barach) pytajcie czy można płacić kartą. Można się niemile zdziwić kiedy dobra restauracja będzie przyjmowała płatność TYLKO w gotówce. To jest masowa sprawa. Tak masowa, że płatność kartą jest raczej marginalna.
    To się zmienia, ale bardzo powoli. W centrach handlowych, sieciówkach, marketach, kasach na dworcach itp. karty będą. Ale wystarczy wyjść do nawet dobrej restauracji na starym mieście i szykować papierki trzeba. Małe sklepy, punkty usługowe, księgarnie przyjmują jedynie gotówkę.
    Ostatnio jak nocowałem w hotelu (3 gwiazdki, nowe i ładne miejsce) i chciałem zapłacić kartą to spotkałem się z dość nietypową reakcją – u recepcjonistki na twarzy pojawił się autentyczny nieskrywany wyraz obrzydzenia, zaraz po tym jak powiedziałem, że płacę kartą. Wyraz taki jakbym po prostu brzydko pachniał a źródło zapachu pojawiło się nagle…

    Aha. Co do odbioru Polaków w CR to fakt, że nas nie lubią to jakiś mit. Może mnie to nie spotyka, bo mówię płynnie po czesku i bariera komunikacji znika, ale to raczej fantasmagorie. Za chwilę postaram się jeszcze coś doklikać.

  14. Brno! Heh… masakrycznie zlewaczone miasto jak dla mnie. Też ma Pan takie odczucia?

  15. …a płatność tylko gotówką to przecież kolejna wspólna zasada z Niemcami. W Polsce akurat tez by się to przydało…

  16. To dziwne. Czyli Czesi się staczają…

  17. Myślę, że nie jest to takie łatwe do opisania. Są 2 warstwy, w których są duże różnice – część, która jest przyzwoita i bardzo w porządku. I ta druga, które niestety jest mało estetyczna i bardzo ekspansywna. Zwłaszcza biznes związany z sex-lobbingiem ma w CR używanie.

  18. jakieś wątpliwości mnie męcza … może to świniobicie to w Postrzyżynach …. było by to logiczniejsze ,,, Te filmy Mentzla trochę mi się zlewają…

  19. We współczesnych Czechach jest też dziwne podejście do wiary … szukałam książki pisanej przez księdza wyświęconego w ukryciu jeszcze za komuny … i juz wiem komu pożyczyłam…. Nie wiem kiedy odzyskam … Ale coś jest dziwacznegio ….. jednak jakieś heretycko … buddyjskie podejście …. Może odzyskam książkę…..

  20. Jak Pan napisał o tych „kartach”, to od razu mi się skojarzył pewnego rodzaju minimalizm tych wszystkich barów. Mamy tu na przykład taki lokal „Blahovka” mają najlepszą golonkę w mieście, a nawet tak dobrą że lokal ten można znaleźć w „gastronomicznych” mapach europy, jak pierwszy raz tam byłem poprosiliśmy o menu to barman odpowiedział, że do wyboru jest piwo albo golonka i się szczerze uśmiechnął, a jest też miejsce gdzie zawsze we wtorki rzucają całą świnie na ruszt tylko, że w promieniu 500m ni widu ni słych sztućców i tak się je prosię rękami i zapija piwem im nie potrzeba dużo do szczęścia.

    Co do odbioru Polaków to mogę powiedzieć, że jak przyjechałem to ani słowa po czesku nie umiałem i zawsze mnie bardzo miło przyjmowali i bardzo przyzwoicie. Teraz dalej mówię po polsku z tym, że znam ichnie słówka no i jestem rozumiany, to zawsze mnie cieszy jak coś zamawiam i mi życzą „smacznego” bardzo miłe, albo witają „cześć”.

  21. Z tymi dwiema warstwami coś jest też to podobnie widzę, co do sexbiznesu, dodałbym hazard te „kasyna” są tutaj trzy na każdej przecznicy, ja to się zastanawiam jak to może na siebie zarobić bo ludzi tam jakoś nie widzę.

  22. Nie mam za bardzo porównania, dla mnie Czesi w ogóle są „czerwoni”, łykają propagandę jak młode pelikany (nie wiem czy Państwo znacie pochwałę analfabetyzmu Michalkiewicza na przykładzie Czechów, który mówi, że jak sowiety atakowały Czechy wszyscy czytali w gazetach „że maszeruje niezwyciężona armia czerwona” i siedzieli grzecznie w domach, a jak zaatakowali Afganistan to niepiśmienni pasterze po staremu wzięli karabiny i się obronili)

    Ale na pewno stolicą zepsucia to jest Praga, tam to dopiero „sex, drugs and r&r”

  23. Tak, Praga to jest śmietnik. Dlatego w większości nie zapuszczam się dalej niż na Morawy. Jeśli nie muszę.

  24. Podczas spotkania w ogródku piwnym byli z nami Niemcy i Czesi. Gadaliśmy jeden przez drugiego, o wszystkim i o niczym. Kiedy wypiliśmy już trochę to zaczęły się śpiewy i chociaż nas było więcej, to pokonali nas bracia Czesi, chociaż było ich tylko trzech. Widać, że mają w żyłach więcej słońca niż my, bo robili to z ogniem.
    Najlepsze zaczęło się gdy od stolika pod ścianą wstał jakiś Polak i wzniósł za
    braci Czechów toast łamaną czeszczyną i zaintonował jakąś ich popularną ‚pijacką’ pieśń. Czesi rozkleili nam się kompletnie.

    Jeden z nich powiedział, że mieszka w Ostrawie i polski rozumie bardzo
    dobrze, bo regularnie od lat ogląda polską telewizję. Powiedział, że w Polsce jest ‚vysoká kultura’, co mnie niepomiernie zdziwiło. Po przepytaniu okazało się, że uważa iż ‚nowe’ rzeczy przychodzą do nich z Polski.
    Stąd już wiadomo dlaczego nie łapią się tak łatwo na wszystkie nowoczesne wynalazki. 😉

  25. CSRS :

    * „Jak utopic doktora Mraczka” (absolutny kult).
    * „Halupari” (Pod jednym dachem).
    * „Z zycia wziete” (ulice sie wyludnialy).
    * „Zena za pultem” (Kobieta za lada).
    * „Szpital na peryferiach” (czeski hit).
    * „Srokopapuga”(Klatka pelna ptakow), „Walizka pelna zlota”, „Tuba pelna piany” (czeski Gang Olsena).
    * „Nikto nie je doma” (Nikogo nie ma w domu).
    * „Pan Tau”.
    * „Dobry wojak Szwejk”.

    Z NRD-owskich > „Telefon 110”.
    Z CCCP > S. Bondarczuk „Los czlowieka” , W. Tichonow (Stirlitz) , filmy S. Eisensteina.
    Uwodzacy > Aleksandr Bielawski (kapitan Pawlow) z serialu „Czterej pancerni i pies”.
    No i najslynniejszy (niemiecki przedwojenny) Fritza Langa „Metropolis” film ktory zmienil swiat. Film ktory uskrzydlił Hitlera. Lang mial zostac szefem niemieckiej kinematografii. Gdy spostrzegl co „narobil” , zaraz po spotkaniu z Goebbelsem > zwial do Paryża a potem do USA.

  26. A Pan Szanowny caly czas w Czechach? Na Morawach? Moze sie kiedys spotkamy w weekend? Jakby co moj mejl parasol255″malpa”o2.pl
    Pozdrawiam.

  27. Pamiętam jak byłem na wykładzie jednego profesora z Czech i on powiedział że od średniowiecza (chyba od XII wieku) w Czechach jest tylko jedno miasto – Praga (wszystkie te miejscowości zwane „miastami” to albo duże wsie nazwane tak ze względów aspiracyjnych, albo filie Pragi)

  28. Od lat mam problem z rozpoznawalnością aktorów itp. także amerykańskich, o polskich nie wspominając. Myślałem, że to kwestia wieku, ale Coryllus zwrócił uwagę na wyrazistość. Myślę, że z jakiegoś powodu twarze się zunifikowały. Kiedyś, weźmy taki film jak „Tożsamość Burne’a”, Richarda Chamberlaina nie można było pomylić z kimś innym. W nowej produkcji tego filmu z trudem przypominam sobie nazwisko odtwórcy głównej roli, tak w ogóle nieprzekonywujący mydłek, gdzież mu tam na super-agenta.
    Z polskich 90% nie kojarzę twarzy z nazwiskiem.
    Z czego wynika ta unifikacja twarzy, taka nijakość, mydłkowatość, czy jak tam to nazwać.

  29. @parasolnikov:
    Nie, nie w Czechach, choć były takie plany. Nawet o krok od kupna domu byłem. Dawne dzieje 🙂
    Teraz mieszkam pod Krakowem, ale często bywam w CR. Trochę prywatnie, trochę biznesowo. Skontaktuję się via email to można by porozmawiać 🙂

  30. 🙂 …:) …:)

    ja kojarzę Keanu Reevsa …… Matrix …

    no ale pięęęknyyyy 🙂

  31. Jest zapotrzebowanie i ono narzuca standard. Wystarczy spojrzeć na wybory misek, jakież one do siebie podobne i gdyby nie szarfa z nazwą kraju to można by sądzić, że to rodzina.

  32. Ja pamiętam serial ‚Synowie i córy Jakuba szklarza’

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.