Mar 152018
 

Jadę dziś do Michała nagrywać pogadankę, zostawiam więc Wam fragment książki

 

Siedemnastego lutego 1919 r. znalazłem się w Paryżu po podróży, która właściwie trwała od 23 maja roku 1918-go. Tegoż bowiem dnia wyruszyłem był swego czasu z Moskwy na poszukiwanie eszelonów czesko-słowackich, z któremi, nie mogąc już jechać na Murman, zmierzałem przez Daleki Wschód do Europy. Eszelonów tych dopadłem w Penzie, gdzie w godzinę później napadli na nie bolszewicy. Po zdobyciu Penzy i przekroczeniu Wołgi szliśmy podczas nieustannych walk na Wschód. Byłem w bitwie pod Lipiagami, przy zdobywaniu Samary. Później, jako jeden z organizatorów pierwszego bataljonu pułku strzelców polskich im. Tadeusza Kościuszki, dotarłem aż do Omska, gdzie wspólnie z naszą grupą, przeduralską, zorganizował się Polski Komitet Wojenny. Jako członek tego komitetu zostałem wysłany na Daleki Wschód z misją wojenno-polityczną w celach propagandy, nawiązania stosunków z rodakami i organizacjami polskiemi, z misją francuską, wreszcie uzyskania kontaktu z Komitetem Narodowym w Paryżu. W ten sposób przejechawszy całą Azję, w jesieni 1918 r. stanąłem wreszcie nad Oceanem Spokojnym, skąd jako kurjer dyplomatyczny wyjechałem do Paryża z zadaniem poinformowania odnośnych czynników polskich o położeniu kilkunastu tysięcy ochotnika polskiego, zgromadzonego w dywizji syberyjskiej, a wydanego na łaskę i niełaskę komendy francuskiej.

Dzięki staraniom przedstawicielstwa polskiego w Londynie bez trudu otrzymałem wizę angielską i francuską, (polską oczywiście też) i wybrałem się do Paryża.

Na statku, który miał nas przewieźć przez La Manche, nikt, prócz mnie, nie kładł się i nie rozbierał. Obawiano się – i nie bez racji zresztą – niewyłowionych jeszcze min pływających. Istotnie, śmierć mogła nas spotkać każdej chwili, zaś w dodatku noc była bardzo ciemna i zimna, morze niespokojne, chuchające mroźnemi tumanami. W razie nieszczęśliwego wypadku szanse ratunku były bardzo małe. Z drugiej strony jednak siedzieć przez całą noc, z minuty na minutę spodziewając się śmierci, myśleć wciąż o tem i widzieć się w wyobraźni walczącym z falami i niewiadomego użycia pasem ratunkowym, to przecie musi być tak męczące, że od tego osiwieć można. To też ja wcale się tak męczyć nie chciałem. Kazałem sobie przynieść do kabiny butelkę wina, wypiłem z wielkim gustem, a potem rozebrałem się i położyłem się do łóżka. Zbudziłem się dopiero w Hawrze, u brzegów Francji.

Nie mogę powiedzieć, aby życie portowe w Hawrze było w owych czasach bardzo ożywione. Na zachodzie, na tle buro-perłowego nieba i morza widniała sylwetka jakiegoś krążownika, w porcie, prócz naszego statku, nie było żadnego. Przy brzegu kołysało się parę łodzi rybackich, w pustej przystani nie widziało się nikogo prócz paru niepozornych żandarmów i urzędników celnych. Nie było to wszystko bynajmniej imponujące, przeciwnie, przedstawiało się żałośnie i smętnie.

A mimo wszystko czułem się tu właśnie w domu. Ten poranek nie był żadnym fajerwerkiem pysznego słońca lecz sennym porankiem ludzi, budzących się do pracy. Dokoła statku nie kręciły się żadne golasy, wrzeszczące, udające ryby i nurkujące w morzu za pieniążkami. Żandarmi i urzędnicy byli niewyspani a przeto małomówni i po ludzku bez humoru. Rewizji papierów i rzeczy dokonywano w specjalnie na ten cel zbudowanem sicie z kabinek i oszalowanych gabinecików, ale nie szykanowano ludzi. Bardzo doświadczeni i rutynowani ajenci zaglądali tylko przeciągle przyjezdnym w oczy i już wiedzieli, kogo mają przed sobą. Karetka, która mnie wiozła przez cichy i senny Hawre na dworzec, była jak z noweli Maupassanta, dorożkarz – z humorystycznego pisma paryskiego, właścicielka bufetu arcyskromnej restauracji kolejowej – z powieści Zoli – wszyscy znajomi i wszystko znajome, co w rezultacie daje miłe uczucie pewności siebie i bezpieczeństwa.

O czwartej po południu byłem w Paryżu i natychmiast udałem się do Komitetu Narodowego. Sień była pełna żołnierzy ordynansowych, t. zw. po francusku – „plantonów”. Kazałem się zameldować p. prezesowi Dmowskiemu. Nie przyjął mnie, odpowiedział przez „plantona”, że teraz odpoczywa. Wysłałem plantona jeszcze raz. Kazał mi przyjść o szóstej.

Wyszedłem z przekonaniem, że polska dywizja na Syberji nikogo w Komitecie Narodowym obchodzić nie będzie. Udałem się tedy do jen. Hallera, który mnie przyjął bardzo życzliwie i uprzejmie, ale zupełnie mnie nie zrozumiał. Kiedy mu oświadczyłem, że dywizja nasza jest zupełnie zależna od Francuzów, oświadczył:

Bardzo dobrze! Jesteśmy pod francuską komendą. To doskonali żołnierze, od nich można się dużo nauczyć, to najlepsza szkoła.

Nie rozumiał, że dywizja polska na Syberji nie powstała dla celów „przekształcenia”, lecz aby móc z bronią w ręku wrócić do Europy i połączyć się z wojskiem polskiem. Jen. Haller bez najmniejszych zastrzeżeń oddawał dywizję Francuzom.

Spostrzegłem, że tu absolutnie nic nie wskóram, prędzej chyba w komitecie. Zgłosiłem się tam o szóstej, ale p. Dmowskiego już nie było. Za to na drugi dzień widziałem się z sekretarzem p. Dmowskiego, p. Stanisławem Kozickim, który miał ze mną dłuższą konferencję i szczerze się sprawą dywizji zainteresował. Z rozmowy wynikło, że komitet był o położeniu na Syberji bardzo słabo poinformowany.

Pan Kozicki zrobił, co mógł – skomunikował mnie z p. Wielowieyskim, który w komitecie zajmował się sprawami wojskowemi. Dlaczego – nie wiem. Pan Wielowieyski nie miał czasu – targował się ze mną o długość konferencji, którą wreszcie ustaliśmy na półtorej godziny. Ale w określonym dniu p. Wielowieyski nie miał czasu, konferencje odłożył, a kiedy się z nim wreszcie spotkałem, oświadczył mi, że musi się bardzo spieszyć i może mi poświęcić tylko godzinę. Podczas tej godziny umawiał się z kimś na obiad wieczorem, równocześnie jednak przekonał się, iż sprawy były ważniejsze, niż przypuszczał. Oto pokazało się, że na Syberji – (i we Francji) – nie jesteśmy bynajmniej na prawach armji sojuszniczej, jak Czesi, i zupełnie o sobie stanowić nie możemy, lecz tworzymy oddziały armji francuskiej, złożone z Polaków – na wzór dywizyj marokańskich, senegalskich, algierskich i anamickich. I pokazało się też, że p. Wielowieyski popierał przeciw P. K. W. wszystkie organizacje polskie, wojsko zwalczające. Pokazał się – skandal.

I czemuż pan to robił? – spytałem.

Powiem prawdę – odpowiedział uczciwie p. Wielowieyski – Nie byłem należycie informowany.

Od tego czasu już się z p. Wielowieyskim nie widziałem.

Sprawa dywizji syberyjskiej grzęzła coraz beznadziejniej. Właśnie wówczas reprezentacja polska znajdowała się w stanie gwałtownej walki dyplomatycznej o Gdańsk, Górny Śląsk i w ogóle o granice Polski, co ją zupełnie absorbowało. Jen. Haller wysłał był na ślepo jakiegoś oficera z misją do wojsk polskich na Syberji. Oficer ten, nie znający zupełnie stosunków, narobił jeszcze większego bigosu. Krótko mówiąc, zrobił się bałagan okropny, a na domiar złego zaczęły się pojawiać tendencje, dążące do ograniczenia werbunku na Syberji. Przyjechał był wówczas do Paryża z Szangaju jeden z ówczesnych dyrektorów rusko-azjatyckiego banku szangajskiego, p. Jastrzębski, późniejszy minister skarbu, człowiek bardzo poważny i wpływowy. Kiedy ze mną o dywizji rozmawiał, oświadczył się absolutnie za ograniczeniem werbunku, mówiąc:

Panie Bandrowski! Nieszczęście się stało, dywizja polska na Syberji jest. Trzeba się teraz starać, aby to nieszczęście było jak najmniejsze.

Środkiem, prowadzącym do tego, miało być jej osłabienie, gdy tymczasem jedynym sposobem ocalenia dywizji było uczynienie jej tak silną, aby się mogła skutecznie bronić i niezależnie od nikogo postępować aby się musiano z nią liczyć.

Trzeba było zrobić korpus, albo nic! – przyznał mi prof. Dybowski.

I oto dlaczego Czesi z Syberji wyszli, a nasza dywizja poniosła klęskę i poszła do niewoli, broniąc tyłów Kołczaka i interesów francuskich, za co później Francuzi grubo sobie jeszcze zapłacić kazali.

  29 komentarzy do “Poczekalnia Polskiego Komitetu Narodowego – fragment książki „Przez jasne wrota””

  1. Gorylus to przygłup i debil. Masz mordę jak burak.

  2. „Przez jasne wrota” czyta się migiem. Masa ciekawych spostrzeżeń na temat Chin, Japonii, Anglii, Francji. Kolejne wspomnienia których autor uparcie i daremnie stara się spotkać z Dmowskim.

  3. Jen. Haller bez najmniejszych zastrzeżeń oddawał dywizję Francuzom.

    Ale dla pobożnych patryjotów najważniejsze jest, że Haller był w Sodalicji Mariańskiej.

  4. Mam bałagan w książkach, nie mogę znaleźć tej, w której autor pisał, że zapłaciliśmy Francuzom (bo oni dyktowali warunki a my byliśmy proszący) mniej więcej tyle ile wynosiły  francuskie inwestycje w Rosji. Szkoda, ze nie wesprę tej opinii cytatem.

  5. Na pociechę – jak wybuchła niepodległość w 1918 r., to Polska w ogóle nie miała państwowego złota. A we wrześniu 1939 r. było tego te 80, czy 100 ton. I nikt (?) nie pisze skąd się ono wzięło. Dostaliśmy jakieś od Austrii oraz od Sowietów w ramach podziału majątku Austro-Węgier oraz Rosji. I teraz pytanie: kiedy i skąd Sowiety miały złoto, żeby je Polsce oddawać, skoro praktycznie prawie całe carskie złoto w ten, czy inny sposób zostało z Rosji w ciągu I w.ś. oraz wojny domowej wytransferowane?

  6. podobnie z misją dla POW ruszył 4 lutego 1918 roku – Jan Gawroński (Moje wspomnienia 1892 – 1919) jechał wyratować swoich rodziców z Łucka, tam działo się podobnie jak jest to opisane w „Straży przedniej”, miał też do spełnienia miał misję tajną, spotkania z przedstawicielem POW na Wołyń. Przez kordony austriackie i niemieckie to jakoś przebrnął bo miał stosowne papiery pod koniec lutego z powrotem wraz z rodzicami powraca do Warszawy.  Za pół roku wyrusza (przez tereny objęte wojną ) do Jałty aby porozumieć się z wielkim księciem Mikołajem Mikołajewiczem i narażając swoje życie w stanie skrajnego wyczerpania dotarł do Jałty  i zetknął się z poglądami z czasów Kongresu Wiedeńskiego, takie poglądy miał wielki książę . Droga powrotna do kraju równie ciężka, a powrócił z niczym.

    Takie to były poglądy i czasy.

  7. Prawdopodobnie do wyjaśnienia tego typu kwestii konieczne będzie wyświetlenie dziejów imperium babilońskiego, jego polityki, a także dziejów Kananejczyków alias Fenicjan.

    Wenecjanie, spadkobiercy Fenicjan, tysiąc lat temu wyłożyli kapitał na stworzenie katolickiego państwa polskiego do eksplorowania rynku czerwca i czerwonego barwnika, którego rynek śródziemnomorski sami eksplorowali w poprzednich wiekach. Polska jawi się jako nowy Kanaan, tyle że ochrzczony. Nic więc dziwnego, że prawie wszyscy Żydzi mieszkali na terytorium Polski i że Polska nie została włączona do Imperium Rzymskiego, bo stanowi jego przeciwieństwo. Stany Zjednoczone Ameryki natomiast powstały jako pogańska/babilońska/syjonistyczna odpowiedź na polski Kanaan. Stąd ten cały mesjanizm ludzi w rodzaju Menasseha ben Israela, którzy głosili opowieść o odnalezieniu żydowskich Indian w Ameryce Południowej. I w Stanach Zjednoczonych Ameryki też mamy rynek czerwonego barwnika. Dodać trzeba, że i w Babilonii produkowane były purpurowe/czerwone tkaniny.

    W tej perspektywie Polacy są ochrzczonymi Kananejczykami. I w tej perspektywie warto przyglądać się poczynaniom takich postaci jak pan Roman.

  8. jeszcze za niebieskie mundury nas skasowali a pan Boussac dostał Żyrardów na otarcie łez.

  9. jako gamoń nie umiem się zadeklarować na SN, ale do Marylki Sztajer mam prośbę aby do dzisiejszego tekstu o Francesce  Caccini dołączyć link z „Ave Mria”  w wykonaniu Chóru Chłopięcego UMCF (śpiewają w Kościele O.O. Jezuitów pod wezwaniem Matki Boskiej Łaskawej na Starym Mieście) – chór śpiewa przepięknie.

  10. dzis wyczytalam (fakz. ze na tt), ze pan Gowin dofinansowuje tym razem Uniwersytet Wilenski w Bialymstoku.

    najwyrazniej porzadek ma panowac w Warszawie.

  11. A poza tym to wszyscy w domu?

  12. po pierwsze dachy cerkwi były złote, po drugie mają jedne z największych złóż i zekowie wydobywali je pracowicie, po trzecie jak wykonano zalecenie tow. Ulianowa to majątki po rozstrzelanych trafiło do państwowego zasobu

  13. Ostatnio mniej tu komentarzy, więc pozwolę sobie na oftop…

    Uwaga, materiał zawiera treści drastycznie… śmieszne.

    Odcinek pt. Intelektualne zaplecze feminizmu

    https://www.facebook.com/Kolczynski.R/videos/176975956274294/

  14. z wektorami w Warszawie nie za ciekawie zapewne, oto i skutek

  15. Strasburger im te żarty pisał

  16. „Ale dla pobożnych patryjotów najważniejsze jest, że Haller był w Sodalicji Mariańskiej.” Ja bym jednak zalecał większą ostrożność w ocenach postaci historycznych. Akurat generał Haller zapisał sporo pięknych kart w historii Polski. To, że „był w Sodalicji Mariańskiej” jest dla mnie lepszą rekomendacją niż udział np. w napadzie pod Bezdanami. Jeśli chodzi o pamiętniki, to warto pamiętać, że jest to przekaz subiektywny i skażony sympatiami i antypatiami autora do opisywanych postaci. Nie wiem jakie sympatie polityczne miał autor cytowany w notce, ale jego brat związany był z PPS-Frakcją Rewolucyjną

  17. To chyba taki wyprzedzający prima aprilis:)

  18. Tez nie zglebilam Jerzego Bandrowskiego, ale dla mnie nakaz niezwlocznego wycofania „calego autora” (nie tylko poszczegolnych tytulow) z bibliotek ( patrz:wykaz książek podlegających niezwłocznemu wycofaniu 1 X 1951) rowniez jest dobra rekomendacja.

    Z notki onetowskiej z 2005:

    „Jego książki cieszyły się dużą popularnością, ale  w karierze przeszkadzała mu sława jego młodszego brata, Juliusza Kadena-Bandrowskiego, pisarza i pułkownika, zagorzałego zwolennika sanacji, autora znanych powieści, takich jak ,,Generał Barcz”, ,,Mateusz Bigda”, ,,Czarne skrzydła”. Obu braci dzieliły poglądy polityczne (Jerzy był zwolennikiem Narodowej Demokracji),  a ponadto czasem mylono ich i niechęć do Juliusza odbijała się na Jerzym.”

    A tu link do ciekawego opracowania na temat tej ohydnej akcji „oczyszczania ksiegozbiorow”:

    http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Acta_Universitatis_Lodziensis_Folia_Litteraria_Polonica/Acta_Universitatis_Lodziensis_Folia_Litteraria_Polonica-r2013-t19/Acta_Universitatis_Lodziensis_Folia_Litteraria_Polonica-r2013-t19-s43-57/Acta_Universitatis_Lodziensis_Folia_Litteraria_Polonica-r2013-t19-s43-57.pdf

  19. Ja oczywiście nic nie mam do autora cytowanych wspomnień (z zastrzeżeniami jakie o wspomnieniach wskazałem w komentarzu) mnie chodziło tylko o tę sarkastyczną uwagę „Ale dla pobożnych patryjotów najważniejsze jest, że Haller był w Sodalicji Mariańskiej.”. W czym Sodalicja Mariańska miała generałowi przeszkadzać, to nie wiem. Jednak dla Autora komentarza o generale Hallerze była tak ważna, że uznał za stosowne ją kąśliwie przywołać.

  20. Tak ogólnie dodam tylko, że porównywanie sytuacji polityków czeskich z politykami polskimi okresu końca I WŚ jest czymś karkołomnym. Polscy politycy walczyli o scalenie trzech zaborów w oparciu o Francję, a Rosja była sojusznikiem Francji. Czesi mieli akurat tylko jednego zaborcę, który był wrogiem Francji.

  21. określał się mianem republikanina a to wystarczy, żeby się nad nim ulitować

  22. W tamtych czasach bycie (deklarowanie się) republikaninem nie było tak obciachowe jak dzisiaj.

  23. Obciachowe? Dziwnie to ująłeś. Oddawanie czci bożkom jest zgubne i żałosne niezależnie od czasu ( czasów)

  24. rządy niewieście (histeryczki)=pobożni patryjoci.

    Fikcyjna rozmowa dwóch takich:

    -Ty, słyszałaś jest książka Bandrowskiego.

    -Czytałam, że jest nie nasz, bo skrytykował Hallera.

    -Od zawsze wiedziałam, żeby go nie czytać.

    ——————–

    Nigdy nie negowałem zasług Hallera, które są wielkie. Natomiast patrzę z wielką podejrzliwością, od czasów prezydentury pewnego elektryka, na wszystkich podpierających się NMP. Poza tym pobożność nie uwalnia od nieznajomości rzeczywistości.

  25. 4oo wiorst rzeką Omega łódkami , wiosłując na przemian, przez porohy, na nieznanej trasie  – no wyczyn ogromny, a jeszcze w warunkach ogromnej podejrzliwości otoczenia sterroryzowanego przez bolszewików – genialne chłopaki.

    Ossendowski kiedy pędził przez kraj syberyjski to chociaż znał te warunki, te „okoliczności przyrody” bo tam jakiś czas funkcjonował za cara , a ci na nieznanej rzece – ogromne słowa uznania.

  26. Tytusie – porównaj „drogę doboru”  generała Hallera i Wałęsy do funkcji jakie pełnili. I staraj się nie uogólniać, warunków przyrody jakie „się zadziały”  wokół tych postaci. Porównanie absolutnie nie wskazane.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.