kwiecień 102021
 

Jak to było możliwe, że podzielona na małe kawałeczki Italia, której emiraty zwane republikami, wydawały paszporty dla własnych obywateli i mnożyły ograniczenia utrudniające im życie, a także usiłowały za pomocą pieniędzy i wojska opanować Rzym, była świadkiem tak gwałtownych wyniesień organizacji finansowych? Żeby miasto mogło się nagle i mocno wzbogacić potrzebny jest jakiś, będę używał metafor, uwaga, bogaty trup, albo zdechlak, albo ktoś żywy, kto otworzy przez aspirującymi finansistami podwoje swojego pałacu. Łatwo zrozumieć co spowodowało wyniesienie i potęgę Wenecji – eksploatacja umierającego cesarstwa i jego głębokiego, zasobnego rynku. Trochę trudniej jest zrozumieć Genuę, która była potęgą prawdziwą w XIII i XIV wieku, a potem zaczęły się różne kłopoty, ale jeśli uświadomimy sobie, że prawie każdy genueński podesta był trubadurem i pisał wiersze po oksytańsku, będzie nam łatwiej. Najgorzej jest z tą Florencją, miastem bez morza, która nie dorobiło się floty, a jednak uważane było za najpotężniejsze, choć nie dorównywało ani Wenecji, ani Mediolanowi, ani Rzymowi. W zasadzie już to ustaliliśmy, a ja się trochę droczę, ale warto o tym przypomnieć – Italia nie tworzyła żadnego wspólnego rynku. Przeciwnie wszystkie czynne tam siły dążyły do rozdrobnienia kraju, dopiero Medyceusze zgłosili projekt pokoju, który był wymierzony we Francję. Czym się to skończyło, także pamiętamy. Było oczywiście tysiąc przyczyn stojących na drodze do zjednoczenia Italii, ale było też wiele powodów, które mogły to zjednoczenie przyspieszyć. No, ale nie było woli takiego zjednoczenia, albowiem każda finansowa potęga Italii miała swój osobny, wielki rynek. Po upadku Konstantynopola, Wenecjanie kupili sobie Polskę i Litwę, Genua stała się na jakiś czas kolonią Mediolanu, potem grała na koniunkturach powstających w wyniku wybuchających pomiędzy Francją a Hiszpanią konfliktów. Wreszcie postawiła na Hiszpanię. Florencja zaś, stała się potęgą dzięki nowemu Aleksandrowi czyli sułtanowi Mehmetowi. A także dlatego, że zaczęła sprzedawać rzecz do tej pory niesłychaną – technologię budownictwa połączoną z propagandą i kredytem.

Zapewniłoby to Florencji panowanie na długo, gdyby do Stambułu nie wybrali się posłowie z Paryża. Kiedy dziś myślę o tym wszystkim, inaczej napisałbym scenariusz do komiksu Sacco di Roma. Co prawda sam Franciszek I, nie myślał jeszcze zapewne w roku 1526 o sojuszu z Turkami, ale w Paryżu na pewno były siły, które z tego aliansu chciały wykolegować Florencję, przejąć jej rynek, który był przecież do niedawna rynkiem weneckim i uczynić z sułtana głównego partnera politycznego i handlowego. No, ale to są czasy późniejsze. Nas dziś interesuje moment następujący – rozdrobnione ośrodki finansowe, w których skupia się władza, jawna lub tajna, będące zakończeniami ogromnych rozciągających się hen w głąb Azji rynków. Triumf renesansu w Italii, to triumf Florencji, która wyrzuciła Wenecjan z Azji Mniejszej i szlaków do Indii, a na pewno znaczącą zmniejszyła tam jej wpływy. I niepotrzebna była do tego Florentyńczykom flota, jak się okazało. Wystarczyło kilku poetów i kartografów ustawionych w odpowiednich miejscach. Układ ten działał przez kilka dekad, ale Italia była zbyt niespokojna, by mógł się utrzymać. Czy zauważyliście na przykład, że do najjaśniejszych gwiazd na renesansowym firmamencie należy książę Urbino, Federico di Montefeltro? Facet, który był władcą najmniejszego chyba księstwa w całej Italii. Została po nim bogata ikonografia, pisma, biblioteka i Bóg jeden raczy wiedzieć co jeszcze. Pan ten przez całe życie zwalczał Zygmunta Malatestę, z różnym skutkiem. W końcu go pokonał. Oznaczało to, że Florencja nie będzie miała przyczółku na Adriatyku, prawie na wprost Wenecji, w którym mogłyby cumować tureckie galery, albowiem Federico nie dopuścił do tego, by Malatesta rządził brzegiem północno-zachodniego Adriatyku. I to jest moment, w którym potęga Florencji zaczyna słabnąć.

Cofnijmy się teraz w czasie. Czy znamy jeszcze inne, podobne schematy urządzeń finansowych? Oczywiście, że tak. Nie sposób przyjąć, że kiedy Bolesław Krzywousty dzielił swoje państwo, ktoś już rozmyślał, jak je podłączyć do równie rozdrobnionej Rusi i wielkiego Azjatyckiego rynku. No, ale kiedy owe księstwa zaczęły się dzielić jeszcze bardziej, kiedy można było zarabiać na lokalnych koniunkturach, a droga srebra z kopalni na Śląsku do kantoru kupieckiego w Krakowie była bardzo krótka i przynosiła krociowe zyski, kiedy okazało się, że na rozdrobnionym obszarze transakcje zawierane są błyskawicznie i błyskawicznie rosną koniunktury, ktoś na pewno pomyślał o tym, by sytuację tę przeskalować i podłączyć się do jakiegoś obszaru zarządzanego z jednego ośrodka , który obejmowałby pół kontynentu i gwarantował kupcom nie tylko bezpieczeństwo, ale także gigantyczne obroty. I ktoś na pewno pojechał do Azji, by omówić te kwestie z wielkim chanem.

Teraz kolejna kwestia. To co tu piszę dotyczy najistotniejszych, żywotnych i poważnych kwestii dla każdego władcy i dla każdego posiadającego pieniądze człowieka. I nie ma nikogo, kto choć raz zarobiłby większą kwotę na czymkolwiek, kto by nie zrozumiał, o czym tu rozmawiamy. No, ale formaty produkowane w ośrodkach naukowych zwanych uniwersytetami, nie wspominają w ogóle o takich rzeczach. Tam się pisze wyłącznie o sztuce, wyłącznie o malarstwie, wyłącznie o artystach i to jest właśnie ów renesans, który znamy. Nie chcę już wracać do tych kwestii, ale przypomnę, że Kosma Medyceusz, wysłał Bramantego i Leonarda do Mediolanu, a Verrocchia do Rzymu. Nie po to przecież by kokietować tamtejszych władców, choć kokieteria była istotnym elementem misji. Celem Florencji było zawładnięcie Italią i uczynienie z niej głowy osadzonej na ogromnym tureckim korpusie. Tego nie dało się przeprowadzić, albowiem nawet opanowanie Rzymu przez Medyceuszy nie wystarczyło.

No, ale wracajmy do meritum. Nie ma w obiegu istotnych informacji na temat polityki Florencji wobec Turków. One zapewne gdzieś są, ale nie są eksploatowane, a na pewno nie na taką skalę, by do nas dotrzeć. Czas nie dojrzał jeszcze do tego, by owe źródła zniszczyć, ale przyjdzie taki moment z pewnością. Skąd ja to wiem? Wziąłem sobie do ręki, leżącą tu obok, od dłuższego czasu, Historię Indii. Fascynująca książka. Wyobraźcie sobie, że w dolinie Gangesu umowy na kupno i sprzedaż gruntów ryte były na miedzianych płytach. Księgowość w państwach, najpierw rozdrobnionych, a potem siłą zjednoczonych, była przedmiotem kultu. Liczono wszystko i każda czynność związana z państwem była regulowana ścisłymi przepisami. Określona była nawet godzina, kiedy należało kąpać państwowe słonie. Jeśli sądzicie, że coś z tego zostało, jesteście w błędzie. Historia Indii, jest historią wymyśloną. Nie ma jej w zasadzie, bo opiera się na tekstach religijnych, które przekazywane były ustnie. Nie ma tam śladu, na przykład, po najeździe Aleksandra. Królestwa doliny Indusu go nie zauważyły, choć Aleksander, likwidując imperium perskie, usunął z drogi ważnego i wpływowego handlowego pośrednika. Pomiędzy towarami płynącymi z Indii, a Europą, rozciągał się jednolity, wielki obszar. Nie udało się jednak zarządzać nim z jednego ośrodka. Przyczyny rozpadu imperium Aleksandra tłumaczone jednak są trywialnie, a my musimy w nie wierzyć.

Wracajmy do Indii. Wiemy że czasy Buddy, to okres wielkiej prosperity i powstawania ogromnych fortun, po których zostały jakieś wzmianki ryte w kamieniu i miedzi. Nie było bowiem nikogo, kto przekazałby dalej wiedzę o politycznej historii Indii. A być może był ktoś taki, ale przegrał rywalizację o ocalenie tekstów? Nie wiemy. Znajdujemy tylko informacje, że z czasów starożytnych do dziś zachowała się tylko kronika jednego królestwa w Kaszmirze i kronika opisującą triumf buddyzmu na Cejlonie. W środku jest wielka dziura.

Pisząc to powołuję się na ową, leżącą obok Historię Indii. Tam też można znaleźć informację, że po okresie spokoju i prosperity, jaki w dolinie Gangesu zapanował za czasów Buddy, nastał chaos, a niewielkie plemię, z którego Budda się wywodził, mieszkające u stóp Kaszmiru, zostało całkowicie zlikwidowane. To oczywiście może być przypadek, w wojennym chaosie dzieją się różne rzeczy przecież.

Próby ustanowienia strefy swobodnego i wolnego handlu znamy z czasów po narodzinach Chrystusa, choć ich tak nie nazywamy. Używa się do tego innych określeń. Jedną z nich było zainstalowanie w Bagdadzie dynastii Abbasydów, która wydała 37 kalifów, a najsłynniejszy z nich – Harun al Raszid znany był jako mecenas artystów i opiekun sztuki. Państwo Abbasydów graniczyło z Bizancjum i prócz Azji Mniejszej obejmowało te tereny, które w średniowierczu włączyli do swojego imperium Turcy. Jak wiemy islam przechował dla Europy pisma i myśli autorów antycznych. Tak piszą różni mądrale. Dlaczego nie przechował autorów hinduskich? Dalej na zachód, rozciągało się w VIII wieku państwo Franków, którego szczytowym momentem było panowanie Karola Wielkiego. Okres ten bywa przez historyków nazywany renesansem karolińskim. Co po nim zostało, każdy może się łatwo domyślić.

Sułtan Mehmet, jak pamiętamy nazwany został nowym Aleksandrem, a uczeni piszący podręczniki wmawiają nam, że zablokował on drogę do Indii i przez to Vasco da Gama musiał opływać Afrykę. Otóż oni niczego nie zablokował, ale zaczął preferować niektórych kosztem innych. I to spowodowało, że ci inni zaczęli szukać nowych rozwiązań. Kiedy zaś już pojawili się w Indiach, spotkali tam żydowskiego faktora z Poznania, który wielce się zdziwił widząc ich i cumujące w porcie statki z krzyżami na żaglach.

  7 komentarzy do “Podobne do podobnego czyli triumf „Odrodzenia””

  1. Rzym, Wenecja, Genua, Mediolan,  Florencja – jak -miasta wyspy-  i jeszcze w tych miastach po kilka skłóconych i aspirujących rodów – wygląda na to że jedna wspólna ich cecha to wzajemne animozje

  2. Genua definitywnie skończyła się pod Warną.

    Ktoś tych turków wówczas futrował. Sami z niczego nie urośli. Krok po kroku eliminując z rynku Ormian i Bizancjum.

  3. Jaki to skondensowany tekst. Aż prosi się o rozwinięcie. Weźmy ten fragment „Florencja … zaczęła sprzedawać rzecz do tej pory niesłychaną – technologię budownictwa połączoną z propagandą i kredytem.” Przecież budowniczym pierwszego stałego mostu przez Wisłę w Warszawie, czynnego w latach w 1573–1603, był Erazm z florenckiej rodziny Giotto. Następny stały most to dopiero Kierbedzia w XIX w.

  4. tyle listów listów Wazowie wysyłali, ważna była ta sieć emiratów zwanych republikami, gdzieś tam kiedyś przeczytałam że z kancelarii Króla Batorego dziennie wysyłano do 400 listów – no jakaś część  tej korespondencji też pewnie trafiała do

    -emiratów  zwanych republikami-

    pierwszy i jedyny list /jaki zobaczyłam i przeczytałam/ od naszego króla do kogoś w Italii, może do kogoś z Wenecji,  zacytował kiedyś Coryllus w Szkole Nawigatorów

  5. Medyceusze rządzili Florencją przez trzy wieki przez intrygi i bez zasad. Nie była to rodzina sympatyczna. Przypominała Corleone i Soprano. Powstał nawet film dokumentalny I Medici Padrini del Rinascimento (Medyceusze ojcowie chrzestni Odrodzenia). Pierwszy Wielki Książę Toskanii Kosma I (syn słynnego Giovanni delle Bande Nere) uzyskał swój tytuł od Piusa V, gdy wydał papieżowi heretyka Pietro Carnesecchi, po śmierci Klemensa VII, którego Pietro był wielkim faworytem. Kosimo żył w czasach, gdy śmierć zabierała bliskich przez gruźlicę, malarię i trucizny. Jego ulubiona córka Isabella zmarła nagłą śmiercią, ale to już inna bajka. A wszystkich Medyceuszy florenckich nienawidziła Katarzyna Medycejska.

  6. czy to most Giotta zaryglował gen Zajączek ograniczając w ten sposób rzeź warszawiaków do Pragi ?

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.