Sty 152014
 

W nieco już zapomnianym filmie pod tytułem „Kinsajz” występuje taka odmiana krasnoludków – polokoktowcy. Wiedzą oni co zrobić, żeby zmienić rozmiar i z nędznego, zakurzonego, jednopłciowego krasnoludka stać się pełnowymiarowym mężczyzną. Trzeba się po prostu napić polo cokty i już, krasnolud od razu rośnie. Wiedza o zadziwiającym działaniu polo cokty dostępna jest tylko nielicznym, można by rzec, że tylko krasnoludkom resortowym. To oni mogą przebywać w kingsajzie, podczas gdy reszta musi siedzieć w tej całej Szuflandii.
Kiedy oglądaliśmy ten film dawno temu, większość z nas, z racji młodego wieku śmiała się szczerze z pokazywanych tam przygód. Nie wiem ilu widzów rozumiało istotny przekaz tego filmu i jego misję, ale mam wrażenie, że niewielu. Dziś też niewielu rozumie. Szuflandia bowiem istnieje w najlepsze, a polo cokta też jest sprzedawana wybrańcom, ale pokątnie, na przydziałowe kartki. W filmie Machulskiego o kingsajzie mówi się po cichu i w sposób zawoalowany, prawie tak samo jak w początku lat osiemdziesiątych, wyselekcjonowani ludzie pracy mówili w dzienniku telewizyjnym o chwilowych przerwach w pracy, których nikt nie odważył się nazwać strajkiem. To przyszło dopiero później, kiedy polo cokta była już w każdym sklepie.
No i dziś mamy całą rzeszę ludzi, którzy podejrzewają, że polocokta znów gdzieś się pojawiła, ale nie wiadomo dokładnie gdzie. I tak mocno chcieliby się jej napić ci biedacy, tak mocno chcieliby znaleźć się w Kinsajzie, że pragnienia te wypełzają im na twarze i klawiatury i my patrzymy na ten dziwny balet nie wiedząc co zrobić. Dopiero po chwili przychodzi nam myśl do głowy, że to z powodu polo cokty, którą znów zaczęli sprzedawać. Darski to ogłosił mimiką i mową ciała w czasie ostatniego wystąpienia w Klubie Ronina, a wszyscy zdębieli i zdaje im się, że za chwilę pod ich dom podjedzie wielka ciężarówka z ogromnym napisem „Polo Cocta” na pace i każdy dostanie to na co zasłużył. Mnie pozostaje tylko życzyć wszystkim smacznego, bo ja polo cocty nie lubiłem i pijałem ją tylko wtedy kiedy nie było zwykłej oranżady w sklepie. Po czym ja poznaję, że w ludziach narasta ta przemożna chęć napicia się polo cokty? Po tekstach w salonie rzecz jasna. Wczoraj zapytałem eskę, dlaczego uważa ona, że należy potępić arcybiskupa Wielgusa, a na obecność resortowego dziecka Kędryny w poświęconym piśmie „Flądra” nie należy zwracać uwagi? W odpowiedzi otrzymałem piosenkę o krzyżowcu, której treści nie rozumiem, ale jest to ponoć piosenka o pysze. Ja sobie przeczytałem tekst owej pieśni i myślę, że autor musiał być pod wpływem czegoś znacznie mocniejszego niż polo cocta kiedy pisał swe dzieło. Dowodem pośrednim w sprawie może być tu fakt, że pieśnią zachwyca się sowiniec.
W salonie mamy cały garnitur aspirujących polokoktowców, którzy w żywe oczy wypierają się, że nigdy polo cocty nie pili, a na dowód swojej niewinności potrafią nawet skłonić administrację do zwinięcia tekstu. (Tak, tak to o tobie ufka). Nie jest to co prawda to samo co wezwanie milicjanta by rozstrzygnął spór pomiędzy dwoma opozycjonistami, jednym z wybrzeża, a drugim ze Śląska, ale coś „w podobie” jak mawiają na Mazowszu. Marzenie o polo cokcie jest tak silne i przemożne, że udaje się nawet skłonić administrację do zwijania komentarzy toyaha, które godzą w dobre imię aspirujących polokoktowców. I niech Was nie dziwi fakt, że mechanizm ten nie działa w drugą stronę. Kiedy taki na przykład pantryjota, który teraz się przebrał za jakiegoś świstaka, czy inną dziką świnię, szydzi z Toyaha, straszy go i opluwa, mowy nie ma, żeby ktoś ukrył jego tekst. To byłoby wręcz niemoralne, każdy bowiem nałogowiec, nawet ten, który pija polo coktę musi mieć swoją szansę. No i cóż warta byłaby ta śmierdząca polo cokta, gdyby jej nie reklamowali swoją postawą i życiem tacy pantryjoci?
Ponieważ my z Toyahem w sposób ostentacyjny okazujemy niechęć do polo cokty, co jakiś czas wywołuje to agresję, która ma dość charakterystyczny i dziwny rys. Otóż napadać otwarcie nikt na nas nie śmie, bo mogłoby się okazać, że skreślą go z listy na przydział jego ulubionego napoju. Wszak człowiek, który zamierza funkcjonować w kingsajzie musi zachowywać się stosownie do tego rozmiaru, ataki personalne nie wchodzą więc w grę. Jawnej agresji nie ma więc, ale są przysiady w stylu pantryjoty oraz teksty omawiające, które nie wymieniając naszych nicków odnoszą się do tego co napisaliśmy. Teksty te od razu znajdują się na pudle, ponieważ prawie zawsze pisane są przez tych, którzy znajdują się na samej górze listy chętnych do przeniesienia się w kingsajz za pomocą polo cocty. Wczoraj na przykład popisał się takim tekstem niejaki seaman. I myślę sobie, że trzeba być wyjątkowo nędznym tchórzem i wyjątkowe mieć chętki na napicie się tej polo cocty, żeby cytować całe fragmenty mojego tekstu i nie wymienić mnie jako autora. On to oczywiście zrobił z obawy, żeby czasem ktoś obcy, nie znający mojego bloga nie zajrzał tam i się tym tekstem nie zainteresował. No i wybrał właśnie taką formę. Administracja zaś, jak w szczęśliwych latach siedemdziesiątych opublikowała tę polemikę z nieistniejącym tekstem na samej górze, wprost po to, by wskazać kierunek wtajemniczonym. Wbito w grunt jeszcze jednej drogowskaz z napisem „Do źródeł polo cocty”. I wielu tam podąży. Pierwszy był niejaki Grzegorz Gozdawa, autor biednieńki i jakiś taki nierozgarnięty. Rozpoczął on polemikę z Toyahem o filmach, chciał być zabawny, ale wyszło jak zwykle. No i on się też nie odniósł do autora, bo po co? Jeszcze by się okazało, że ktoś spoza listy polokoktowców tam poleci i zgodzi się z Toyahem, wbrew intencjom i pragnieniom pana Gozdawy.
I patrzcie chłopcy, ja nie mam żadnych oporów przez wymienianiem waszych nicków. A gdybym znał wasze nazwiska także bym je wymieniał za każdym razem kiedy bym o was pisał. A wiecie dlaczego? Bo ja wiem na pewno, że od polo cocty się nie rośnie. Oszukali was niestety. Jakże mi przykro.

Na stronie www.coryllus.pl mamy już cztery portrety bohaterów naszego komiksu o bitwie pod Mohaczem. Można tam także kupić poradnik „100 smakołyków dla alergików” autorstwa Patrycji Wnorowskiej, żony naszego kolegi Juliusza. No i oczywiście inne książki i kwartalniki. Jeśli zaś ktoś nie lubi kupować przez internet może wybrać się do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie, albo do księgarni wojskowej w Łodzi przy Tuwima 33, lub do księgarni „Latarnik” w Częstochowie przy Łódzkiej 8.

  6 komentarzy do “Polokoktowcy”

  1. Faktycznie nie POdskoczą, bo to nie od polo cocty się obecnie rośnie tylko od genderowego soku™ 😉

  2. Do wypowiedzi „dzieci Ronina” (wczorajszy link) też pasuje Fredro „Co u ciebie w większej cenie, czy pieniądze czy sumienie”.

  3. Papież o czyś podobnym jakiś czas temu mówił: wystrzegajmy się ‚światowości’ (polo cokty)
    Potrzeba awansu spolecznego u głuptasów lub cyników manifestuje się w najtańszych formach
    i w chodzeniu na skróty. To jest najskuteczniejszy sposób deprawacji – pozwolić żeby ofiara
    sama doszła do wniosków, które są na rękę propagandystom, a oni jedynie tworzą kontekst/środowisko,
    w którym bardzo łatwo o taki efekt.

  4. Witam. Po polo coccie jedyny obserwowany wzrost jest na jelito grube. Dodać należy iż tego marnego płynu jest coraz mniej, a pić się chcę. Panika więc się zrobiła, bo może wyschnąć kolejne źródełko http://wpolityce.pl/wydarzenia/71731-minister-nauki-w-gender-nie-widzi-nic-zlego-grozi-wrecz-ze-opor-moze-odciac-naukowcow-od-unijnych-grantow.

  5. Panie Gabrielu, prosze sie nie przejmowac tym drobiazgiem blogerskim, wiekszosc to marni ludzie I bez znaczenia. Mam nadzieje ze bedzie kontynuowal pan prace nad dalszymi czesciami Basni jak niedzwiedz.
    Niejaki Siukum Balala, akurat jaego teksty lubie bo trafnie opisuja polska rzeczywistosc napisal w ostatnim pd tytulem Era TUSKA kontra XVI – XVIII wiek:

    „Prawdziwie hojnym testatorem był Sir Francis Bacon, filozof, pisarz, naukowiec, polityk, słowem człowiek – orkiestra. Podobno to on napisał Szekspira, ale póki nie ma dowodów uważa się, że wszystkie te Hamlety i Makbety napisał wyżej wymieniony Szekspir. Francis Bacon większość majątku zapisał swoim wiernym sługom, a najwierniejszemu z wiernych Robertowi Halpeny’ emu pozostawił na otarcie łez nie tylko 4000000 PLN, ale także drewno na opał i drewno budowlane o bliżej nie określonej wartości. Trudno jest mi sobie wyobrazić by tworzący w epoce Tuska polski pisarz Corylus zapisał w testamencie swojemu koledze Osiejukowi 4 duże bańki, 6 kubików drewna ( liściastego ) do kominka i dołożył jeszcze bliżej nie określoną ilość desek podłogowych z felcem. Z pisania w epoce Tuska takich kwot wyciągnąć niestety się nie da.”
    Skad to drewno pod panskim adresem?

  6. „Wczoraj zapytałem eskę, dlaczego uważa ona, że należy potępić arcybiskupa Wielgusa, a na obecność resortowego dziecka Kędryny w poświęconym piśmie „Flądra” nie należy zwracać uwagi?”

    A moze tak warto na jedno i na drugie zwrocic uwage? Moze ostroznie z autorytetami niezaleznie skad pochodza?

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.