Wrz 012017
 

Wiem, że jest rocznica napaści Niemiec na Polskę, ale nie będzie dziś rocznicowego tekstu. Dziś będzie o pomnikach i o książkach. Byłem wczoraj w Puławach, miałem tam parę spraw do załatwienia. Zatrzymaliśmy auto przy parku, w którym dostrzegłem od razu monument wyobrażający szczupłego młodzieńca o uduchowionej twarzy. Młodzieniec trzymał dłonie złożone w małdrzyk, w tym miejscu, gdzie zwykle w spodniach znajduje się rozporek, a palec wskazujący i kciuk ułożone miał w kółko, tak jakby chciał powiedzieć – a wy chłopaki ile macie w obwodzie? Przez chwilę zastanawiałem się kto to może być, kogóż to sławne miasto Puławy wystawiło sobie w parku? Że nie jest to Zawisza Czarny, od którego ponoć pochodzi nazwa miasta, zauważyłem od razu, bo nie posiadał żadnych atrybutów rycerskości. Przeciwnie, składał się z elementów rycerstwu obcych, miał sztuczkowe spodnie, okulary i taki jakiś dziwny kabacik. Podszedłem bliżej i przeczytałem napis na tabliczce obok pomnika. Brzmiał on – Ludwik Waryński. Nie powiem zdziwiłem się, choć od razu przypomniało mi się, że pantera mówiła kiedyś o tym, iż w Puławach stoi ten Waryński. No, ale ludzie, żeby tak ostentacyjnie? Miasto mogłoby być nafaszerowane pomnikami takich bohaterów, że hej, ale nie, musi być Ludwik, bo on jest najważniejszy, choć ni cholery w tych Puławach nie zwojował.

Z Puław pojechaliśmy do Lasu Stockiego, gdzie Marian Bernaciak – Orlik stoczył sławną bitwę z siłami MO, UB i NKWD. Bitwę tę wygrał i okrył się sławą. Kiedy zrobiliśmy zdjęcia tablicy upamiętniającej starcie, wyjechaliśmy na szosę prowadzącą z Końskowoli do Nałęczowa, gdzie teraz jesteśmy. Z Lasu Stockiego na szosę wyjeżdża się z lewej strony, patrząc od Końskowoli, a dalej jest mały drogowskaz w prawo z napisem – Rąblów. Przez całą komunę tłoczono nam do głowy, że pod Rąblowem była wielka partyzancka bitwa, którą Gwardia Ludowa stoczyła z Niemcami. Są nawet obrazy batalistyczne przedstawiające to starcie, ale ja widząc jak blisko Lasu Stockiego jest ten Rąblów nabrałem wczoraj podejrzeń. Nie mam jeszcze pewności, ale coś mi mówi, że żadnej bitwy pod Rąblowem mogło nie być, a została ona wymyślona po wojnie, żeby w głowach i sercach miejscowej ludności zatrzeć pamięć o tym, że ludzie Bernaciaka rozwalili w wąwozach trzy wozy pancerne i wystrzelali dowództwo NKWD. Dwie partyzanckie bitwy w tej samej okolicy w odległości niespełna dziesięciu kilometrów to trochę za dużo, nawet jak na piękną ziemię lubelską i legendy z nią związane.

W telewizorze zaś, wieczorem, Krzysztof Ziemiec gadał coś o konieczności upamiętnienia polskich bohaterów i wymienił obok siebie Jana Pawła II i Kurię Skłodowską. Ja zaś zacząłem się zastanawiać na ile i w jakiś konfiguracjach potrzebne nam jest układanie zestawów postaci, które mają nas podnieść na duchu i wzmocnić nasze dobre samopoczucie. Wierzcie mi, że ja akurat mam mnóstwo powodów, żeby domagać się ułożenia jak najszerszego wachlarza takich bohaterów. Żeby nie tylko Kuria była obok św. Jana Pawła II, ale i inni, znacznie od niej poważniejsi zawodnicy. Coś jednak w środku silnie mi podpowiada, żeby się tym przetasowaniom przeciwstawiać, żeby nie iść na żadne kompromisy i nie mieszać pierników z innymi substancjami, które przypominają je kolorem i kształtem, ale jednak wyraźnie się od tych pierwszych różnią. Coś podpowiada mi, żeby nie poszukiwać zgody za wszelką cenę, a jasno i wyraźnie opowiedzieć się po tej stronie, którą uważam za słuszną. Jak wiecie podjęliśmy tutaj wszyscy trud wykreowania całego garnituru bohaterów, którzy swoją postawą i dorobkiem mogliby służyć za przykład innym. Wyciągnęliśmy z cienia Hipolita Milewskiego i Edwarda Woyniłłowicza, na którym różne akademickie sławy robiły kariery, pisząc przyczynki i zdobywając punkty umożliwiające im wspinanie się po szczeblach kariery jakże przecież nieważnej i śmiesznej. Czy ktoś to zauważył i się do tego odniósł? Oczywiście, że tak. Podobnie jak w przypadku II tomu Baśni, poświęconego w całości tak istotnemu dla naszej historii wydarzeniu jak upadek Wielkich Węgier, odezwali się ci, którzy powinni sami zająć się promocją istotnych wydarzeń i postaci, ale tego nie zrobili. Odezwała się pani Gizela Chmielewska, autorka biografii Woyniłłowicza, napisanej wiele lat temu, która przez te wszystkie lata nie wpadła na pomysł by wydać II tom jego wspomnień, ale za to z ochotą krytykuje naszą pracę. Jej tekst pochodzi sprzed roku, ale podniósł mi wczoraj ciśnienie mocno. Oto link http://plus.pomorska.pl/magazyn/a/znowu-biedny-pan-grzechy-oficyny-klinika-jezyka-zdjecia,10681054

Otóż chodzi tej pani o to, że drukując te wspomnienia, odcyfrowywane pracowicie przez Pana Marka i Panią Marię, nie ustrzegliśmy się kilku błędów. Pani Chmielewska nie zrobiła nic w sprawie wydania tych wspomnień, podobnie jak inni ludzie, którym leży rzekomo na sercu pamięć o Edwardzie Woyniłłowiczu. Kiedy jednak ktoś wykonał pracę za nich nie, są w stanie zdobyć się na nic innego jak niska bardzo i podława krytyka. Dlaczego państwo nie wydaliście tych wspomnień wcześniej? W tej doskonałej, postulowanej przez panią Gizelę formie? Powiem wam dlaczego – bo szkoda wam było pieniędzy, to po pierwsze, bo nie wierzyliście, że to się może sprzedać, a po drugie nie poradzilibyście sobie z manuskryptem. Jest to dla mnie oczywiste. Krytyka zaś pani Chmielewskiej demaskuje ją całkowicie. Jej, podobnie jak i innym wydawało się, że będą jedynymi dysponentami spuścizny Woyniłłowicza, bo tak zwany „zwykły czytelnik” na pewno się tym nie zainteresuje. Kogóż by bowiem obchodził taki Woyniłłowicz? A tu taka niespodzianka, nie dość, że nieznane wydawnictwo wydało II tom, to jeszcze go sprzedało w nakładzie, o jakim pani Chmielewska nie może nawet śnić. Czy to nie dziwne?

Nie ukrywam, że jestem rozgoryczony. Nie ukrywam, że mam trochę dosyć. Powiem wprost, jeśli jeszcze raz zadzwoni do mnie ktoś z prośbą o sprzedanie mu II tomu tych wspomnień, nieważne czy to będzie ksiądz czy nie ksiądz, czy będzie z Białorusi czy nie, niczego ode mnie nie dostanie. Niech dzwoni do Chmielewskiej, niech ona mu da dobrą, właściwie wydaną książkę. Nie będę też słuchał pytań w rodzaju – a czy pan jest historykiem? Idźcie wszyscy do Chmielewskiej i do tego drugiego mędrca z Olsztyna, niech wam opowiedzą o Woyniłłowiczu i niech wam sprzedadzą jego wspomnienia. Nienawidzę dziadostwa, a dziadostwa odzianego w płaszcz aspiracji nienawidzę szczególnie. Tak więc nie macie już tutaj po co dzwonić i prosić mnie o cokolwiek. A książki można normalnie kupić w sklepie po cenach jakie tam widać. Nie udzielam żadnych rabatów nawet na duże ilości egzemplarzy i nie wzrusza mnie gawęda o tym, że trzeba Woyniłłowicza przypomnieć na Białorusi. Macie budżety, macie możliwości, przypominajcie…nie ma co czekać, czas leci.

Gadałem ostatnio z Jackiem i trochę żeśmy sobie nawzajem kadzili. Starzy faceci czasem tak robią i nie ma w tym nic dziwnego. No i on mi w pewnym momencie powiedział, że sława przyjdzie do mnie dopiero po śmierci. Otóż nie przyjdzie i dobrze byłoby, żeby wszyscy zdali sobie z tego sprawę. Żadnej sławy nie będzie. Nasza przygoda zaś trwać będzie tyle tylko ile trwać będzie życie, moje i pozostałych autorów. Potem już wszyscy dobrze się postarają, żeby nasze imiona wyskrobać ze wszystkich twardych nośników jakie są na świecie. Możecie być pewni. Będą także tacy, którzy po poprawieniu naszych błędów przypiszą sobie wszystkie nawet te najmniejsze osiągnięcia, które po nas zostaną. Nie może być inaczej.

Czy ja w związku z tym zamierzam coś zmienić w metodzie jaką posługiwałem się do tej pory prowadząc działalność publicystyczną i wydawniczą? Absolutnie nic nie zmienię i będę to wszystko ciągnął dalej, dopóki nie padnę na pysk. Wszystkich czytelników proszę tylko o to, by czasem, kiedy jest trochę gorzej, brali poprawkę na to, że ja też mam jakieś deficyty, ambicyjki, słabości i nie jestem jednakowoż zrobiony z blachy ocynkowanej. Może na szczęście, ale z drugiej strony szkoda….

Teraz ogłoszenia.

Jak pewnie już wszyscy wiedzą okoliczności zmuszają mnie do ogłoszenia tutaj pokornej prośby o wsparcie tego bloga. Jeśli ktoś uzna, że moja ośmioletnia, jakże intensywna działalność, warta jest jakiegoś zaangażowania, ponad wpisanie komentarza pod tekstem, będę mu nieskończenie wdzięczny za pomoc.

Bank Polska Kasa Opieki S.A. O. w Grodzisku Mazowieckim, 

ul.Armii Krajowej 16 05-825 Grodzisk Mazowiecki

PL47 1240 6348 1111 0010 5853 0024

PKOPPLPWXXX

Podaję też konto na pay palu:

[email protected]

Teraz inne ogłoszenia.

Oto musimy stanąć w prawdzie i ponieść odpowiedzialność za nieprzemyślane decyzje jakie stały się moim udziałem w tym i pod koniec zeszłego roku. Po sześciu latach prowadzenia wydawnictwa wiem już mniej więcej w jakich cyklach koniunkturalnych się poruszamy. Oczywiście nie potrafię tego opisać, ale biorę rzecz na wyczucie. I to wyczucie mówi mi, że jeśli nie zaczniemy już teraz opróżniać magazynu z książek, które na pewno nie będą się dynamicznie sprzedawać, położymy się na pewno. Nic nas nie uratuje. Zanim przejdę do rzeczy, chciałem coś jeszcze zaznaczyć. To mianowicie, że od dziś nie słucham nikogo. Nie biorę pod uwagę żadnych opinii, rad, cudownych przepisów na biznes i zwiększenie sprzedaży, nie robię też nic, co nie jest bezpośrednio związane z moją pracą. Słucham tylko siebie. Howgh. Weźcie to pod uwagę. Teraz clou. Nie sprzedamy nakładu wspomnień księdza Wacława Blizińskiego. To jest dla mnie już dziś jasne. Zajmują one poważną powierzchnię w magazynie i ona musi się zwolnić. Nie sprzedamy tego, bez względu na deklaracje jakie padają na temat tej książki oraz jej autora. Nie sprzedamy jej nawet wtedy jeśli obniżę cenę bardzo drastycznie, bo doświadczenia z obniżaniem cen książek mamy już za sobą i one nas o mały włos nie doprowadziły do katastrofy. Pomysł jest więc taki – wszystko co uzyskamy ze sprzedaży wspomnień księdza Wacława Blizińskiego, pod odliczeniu podatków rzecz jasna, zostanie przekazane na remont kościoła i plebanii w Liskowie, gdzie proboszczem jest dziś nasz dobry znajomy ksiądz Andrzej Klimek. To nie jest ekstrawagancja tak wielka jak „dżdżownica jest to:”, ale uważam, że trzyma jakiś standard. Nie mogę inaczej. Tak więc jeśli ktoś chce pomóc w remoncie kościoła i plebanii w Liskowie, niech kupi jeden egzemplarz książki księdza Blizińskiego i komuś go podaruje.

Zapraszam na stronę www.basnjakniedzwiedz.pl Michał wrócił już z urlopu, więc FOTO MAG jest już czynny. Zapraszam także do Tarabuka, do księgarni Przy Agorze w Warszawie. Do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu Gufuś w Bielsku Białej, do sklepu Hydro Gaz w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim. Nasze książki są także dostępne w Prudniku w księgarni „Na zapleczu” przy ulicy Piastowskiej 33/2

  145 komentarzy do “Pomniki czyli jak załatwiłem Edwarda Woyniłłowicza”

  1. Proszę nie popadać w pesymizm. Niezbadane są wyroki!

  2. właśnie. tylko trzeba działać. większość szanownych komentatorów dorobiła się rozległych włości na głowach w postaci łysin, niejeden z was ma już łysiejące dzieci, które mają własne. co robicie, by obalić socjalizm?

    panie Gabrielu, nie odpisał pan na moje pytanie. ale jeśli planuje pan książkę o czasach komuny (nie chodzi mi tylko o prl ale i cccp) to wyjdzie.

  3. Rok temu na wakacjach byłem min w Mińsku i miałem okazję porozmawiać z proboszczem Czerwonego Kościoła. Nie był zainteresowany informacją o wydaniu drugiego tomu wspomnień E. Wojniłłowicza chociaż kościół był obstawiony popiersiem i podobiznami naszego bohatera. W sklepiku kościelnym nędzna broszurka o patronie. A tu Adbyła sia konferencyja „Edward Woyniłłowicz – ziamianin, obywatel, katolik” https://lm-wkl.livejournal.com/13281.html  z udziałem Roman Jurkowskiego, który opracowuje wspomnienia.

  4. Co ja mogę powiedzieć? Tyle chyba, że trzymam za Pana kciuki, wspieram, jak mogę, odkrywam Pański blog i wydawnictwo wśród bliskich. Życzę zdrowia i wiele sił do dalszej pracy.

  5. „Dla czytelników, którym zależy na porządnym opracowaniu Woyniłłowiczowskich ws-pomnień, do których i ja należę mam dobrą wiadomość: jest szansa, aby ta publikacja, opatrzona rzetelną informacją naukową jednak znalazła się na rynku księgarskim. Prof. Roman Jurkowski z Uniwersytetu Mazursko-Warmińskiego przygotowuje pełną edycję wspomnień pierwszej i drugiej części. Pozostaje więc tylko cierpliwie czekać.”

     

    Krytyczna opinia pochodzi z roku 2016, obecnie mamy wrzesień 2017 roku. Gdzież jest więc to „porządne opracowanie”, tym bardziej, że źródła są na wyciągnięcie ręki i „ze znalezieniem ich naprawdę nie ma problemu”.

    Coś mi się zdaje, że p. Gizela poczuła się sfrustrowana, że Panu udało się to, na co tej pani zabrakło odwagi, zaś jej biografia Edwara Woyniłłowicza przepadła na rynku. Teraz się wyżywa. Natomiast rzekome „porządne opracowanie” nigdy się pewno nie ukaże.

    Proszę się więc Panie Gabrielu nie przejmować, wykonuje Pan wspaniałą pracę, jak widać, działającą na układ nerwowy różnych osobników, którzy uważają, że mają na coś (na kogoś) wyłączność.

  6. O kurczę!! A ja wczoraj byłam na obchodach rocznicy Sierpnia.M.in na konferencji poświęconej książce wydanej przez IPN. I przechodziłam koło pomnika Waryńskiego. Z tym trzymaniem rączek koło rozporka to historia jest taka, że początkowo pomnik stał koło miejskiego szaletu a pomnik fikuśnie odwracał głowę , zapewne od zapachów. To jakieś 50 m na prawo od obecnego stanowiska. Więc ten pomnik Waryńskiego to była wtopa władz komunistycznych, bo narodowi ten rozporek też się ciągle kojarzył a i lokalizacja mało elegancka:))

    PS. Co do uwag wielce szanownej pani ekspert, to one mają znaczenie kurzu przydrożnego. Osoba, której naprawdę leżałaby na sercu sprawa popularyzacji ważnych dla naszej historii – treści napisałaby sympatyczną laurkę, co najwyżej lecz niekoniecznie wtrącając uwagę, że „wydawnictwo się nie ustrzegło drobnych usterek, ale to nic wobec wielkiej patriotycznej pracy”. Ale żyjemy w Polszcze. Kraju naukowców, którzy naukę a nauki historyczne w szczególności  wtrącili – na dno. Tzw. odcinek kresowy to odcinek zamilczania i ta pani wywiązała się z tego zadania -perfekcyjnie. Coś tam niby wydała, coś tam rzewnie napisała, ale nawet źbło trawy się od tego nie poruszyło. No a skoro uznała, że za wydaniem  wspomnień  Woyniłłowicza nie stoi jakiś docent albo inny nadzwyczajny profesor, to poczuła w sobie -moc. I zaczęła liczyć przecinki, wnuków, odczytywać pracowicie zapis nazwisk czyli zajęła się „optymalizacją pracy studenta”.

    Ja to znam z własnego doświadczenia zawodowego. Cała armia ludzi nie wie co i jak robić, ale jak ktoś coś zrobi – to oni natychmiast z rozkoszą wchodzą w rolę recenzenta i mówią, ŻE MOŻNA BYŁO LEPIEJ. Może można, ale oni byli za głupi, żeby nawet o tym pomyśleć a co dopiero zrobić.
    Bycie recenzowanym przez zawistnych to dola każdego człowieka twórczego, który ma szczęście wdrażać swoje pomysły w życie. To Polska właśnie. Neo-kolonia  z sierżantami kolonialnymi i ich pogardą dla ciemnego ludu:))))  PS2. Nie ważne co piszą, ważne, żeby nazwiska nie przekręcili:))) Podstawowa zasada promocji.

  7. Czujemy sie tutaj dobrze i to bardzo wiele. Jakiz inny bylby swiat bez tego miejsca.

    Nie chcę sie powtarzać ale wiele razy pisalem, ze dzisiejsza Polska dla mnie, to to tutaj miejsce. A ze ona jest tak inna od tej rzeczywistej? Bo ona jest wlasnie tą prawdziwą Polską. I ja ją chłone calym soba.

    Tak zadam głośno pytanie. Czy nadszedl lub zaraz nadejdzie czas, bysmy wreszcie sie jakoś zaczęli organizować. Nie, nie na plecach Coryllusa i by on to na nich nosil. Ma na nich wystarczajaco duzo. To musi wyjść od nas. Nie wiem na razie jak. Moze na poczatek jakas pielgrzymka polaczona z turystycznym wojazem w miejsca tutaj omawiane. Jestem w stanie logistycznie to opanować, tak mysle.

  8. Oczywiście że jest Pan zrobiony z blachy ocynkowanej, a ten cynk okrywa znacznie szlachetniejszy kruszec.

    A ten Ludwik z kółeczkiem jakoś tak fajnie koresponduje z panią Gizelą i resztą towarzystwa.

  9. ojoj, w nazwie wydawnictwo się pomyliło i bd zamiast poprawnej daty i nie zrobiło wydawnictwo łagodnego wstępu biograficznego.

    Ale nie ma się co przejmować grupa tęgich głów się już tym zajmuje od roku.

    Piękna demaskacja – chyba robili grunt pod wrogie przejęcie praw do tekstu.

  10. Pan zna te etapy: najpierw udają że nie widzą, potem zohydzają, potem na noże.

  11. Może Gietrzwałd?

  12. A po kiego chce się Pan „organizować” ?

  13. Pani Gizela jest dziennikarką i wydała bio Woyniłłowicza pt. „Cierń Kresów” w wydawnictwie LTW a książka została przetłumaczona na białoruski i miała promocję przez „Związek Andżeliki Borys” w Mińsku.  To się mieści w ogólnym programie infantylizowania tej gigantycznej tragedii jaką było odcięcie Kresów w Traktacie Ryskim i potwornymi skutkami tegoż. Pani Gizela jest dziennikarką i starannie ominęła wszystkie rafy polityczne. Wydanie „Wspomnienień” Woyniłłowicza zakłóciło tę sielankę, polegającą do ograniczania w świadomości Narodu – roli ziemian do: posiadania dużych rodzin, rozległych majątków i znakomitych koneksji i genealogii.

    Teraz rozumiem to zamilczanie „Wspomnień”. To jest dopiero „cierń”.

    http://znadniemna.pl/13528/ciern-kresow-gizeli-chmielewskiej-prezentowano-po-bialorusku-w-minsku/

  14. Chodzi o to, że pani dziennikarka ma pretensje o to, że Kandydat na Ołtarze został przedstawiony jako „biedny” a ona ustaliła ponad wszelką wątpliwość, że wcale „nie był biedny” a wręcz przeciwnie:))) Ale był „oszczędny” czytaj: „chytry”. Tak to widzi dziennikarka III RP. Żeby ludzie Go za bardzo nie żałowali i tego całego ziemiaństwa i się nie oburzali na politykę II RP wobec Kresów i ziemiaństwa. No to czekamy na profesora, co ma wydać „wspomnienia właściwie opracowane”.

  15. W opozycji do wspomnień Woyniłłowicza i Korwin-Milewskiego Rzeczpospolita Polska daje granty „Karcie” na wydanie „Dzienników” Michała Romera. Rozpustnika, antyklerykała, masona, kolesia Jana Piłsudskiego, żołnierza legionów. Człowieka, który po 1918 roku zadeklarował się jako Litwin. Profesor i rektorem uniwersytetu w Kownie. Umarł spokojnie w 1945 roku nie niepokojony ani wtedy, ani w 1940-1941 r. przez Sowietów… „Dzienniki” Romera już mają entuzjastyczne recenzje w internecie.

  16. I to jest cała prawda o polityce historycznej po roku 1989 r. Lożyści i postkomuniści mają fory a „reszty nie było”. A już w szczególności katolickiego ziemiaństwa z wielkim politycznym znaczeniem, które zostało „oddane na zaszlachtowanie” -bolszewikom. Jaka wspaniała kooperacja

    .

  17. >że wcale „nie był biedny” .. Ale był „oszczędny” czytaj: „chytry”…  Żeby ludzie Go za bardzo nie żałowali

    Tak. Nie dość że strasznie okradziony, to ma być widziany jako choć częściowy „złoczyńca”.

    Na Pomorzu nie spotkałem się z myleniem tych słów, ale na Mazowszu/Lubelskim zauważyłem, że wiele ludzi słowa „chytry” i  „oszczędny” traktuje jako synonimy. A tak naprawdę, to bez oszczędnych przedsiębiorców nie skończy się bieda w Polsce.

  18. >„reszty nie było”. A już w szczególności katolickiego ziemiaństwa

    D*O*K*Ł*A*D*N*I*E

  19. Cytat z recenzji:

    „Z powodu pomyłek, ale i też z braku informacji czytelnik nie zorientowany ani w tragedii Kresów, ani w kontaktach rodzinnych i towarzyskich autora, czy w jego sytuacji materialnej może się pogubić.”

    Wspomnienia Woyniłowicza nie są po to, żeby każdy bezkarnie mógł sobie przeczytać i sam wyciągnąć wnioski.

    Musi być komentarz światłego umysłu, w zasadzie to może nawet on ważniejszy jest. Ludziom by się we łbach poprzewracało jakby ich sam na sam z autorem wspomnień zostawić.

  20. oczywiście @ Pink Panther

  21. Najwyraźniej problemem dla Pani Gizeli Chmielewskiej jest to, że Klinika Języka wydała II tom wspomnień Edwarda Woyniłowicza, a tymczasem powinna, zdaniem autorki artykuły, wydać polemikę z tymi wspomnieniami… To jakiś obłęd.

  22. Powalił mnie link. A szczególnie słowa: „O specyfice czasów, w których działał Woyniłłowicz, opowiedział dr Witali Makarewicz, historyk, wykładowca Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego. Główny archiwista Narodowego Archiwum Historycznego Białorusi Włodzimierz Dzienisow pogratulował wszystkim drugiego powrotu Woyniłłowicza na białoruską ziemię w postaci białoruskiej wersji książki Gizeli Chmielewskiej i opowiedział, że w czasach studenckich, chciał przeczytać wspomnienia Edwarda Woyniłłowicza, ale do lat 90. ta książka była w ZSRR zakazana. Historyk wyraził nadzieję, że książka „Cierń Kresów” to pierwsza jaskółka w sprawie badań białoruskich, dotyczących czasów, w których działał wybitny ziomek współczesnych mieszkańców Mińska, że zostanie wydany II tom Wspomnień Woyniłłowicza o trudnych dla niego czasach emigracji.

    Tak fałszuje się rzeczywistość. A co dopiero przeszłość…

  23. Autor rzeźby – Adam Procki. Miejscowa ludność zwała pomnik „sikaczem”. Rzeczywiście – ta rzeźba to gniot. A cokolik – to już przechodzi zwykłą, rzeźbiarską przyzwoitość. Ponoć jednak cokół był inny, a po przenosinach miasto postawiło sikacza na studzience. Ja myślałam, że to krasnoludki sikały do mleka za komuny, a to Ludwik sikał do wody! Do dzisiaj sika.

  24. „Człowiek mógłby się pogubić”… No i na tej drodze potrzebuje „światłych” przewodników, takich co to i znają „koneksje”, i stan „finansów”, no i… co na obecnym etapie „w trawie piszczy…”

  25. To są rzeczy niewygodne więc należy je przemilczeć. Tak jest w każdej dziedzinie. Kilka dni temu firma Kulczyka została zmuszona do oddania Skarbowi Państwa nienależnych jej 800+ milionów. Jakoś nasi rządzący nie pieli w mediach z zachwytu, a wałek był gruby i pokazuje dość dobrze mechanizm wypompowywania naszych pieniędzy do prywatnych kieszeni.

    No ale o zwrot wystąpił Grabarczyk a pieniądze kazała oddać Unia… a to przecież PiS się odgrażał latami jakie porządki zrobi.

  26. No właśnie nie doprecyzowalem. Ja mialem na mysli Lourdes, Fatime i Santiago de Compostela, po drodze Joanna d’Arc, jej miejsce urodzenia, Teplariusze, Szampania, a potem Orleans i jeszcze raz Joanna d’Arc, dalej Tuluza, Katarzy, a potem juz Lourdes. Po drugiej stronie Pirenejow Aragonia i jej pustelnie ale tez i Saragossa, obok Navarre i Ignacy Loyola, potem Avila i sw.Teresa dalej Fatima, a dalej Santiago de Compostela i niedaleko Atlantyk. To takie miejsca, ktore we mnie siedza.

    Dlaczego w te kierunki? A pokażmy sobie i swiatu, ze my, jak inni, tez jeździmy po świecie i to w takie miejsca, ktore sa nam drogie, tak, jak polskiemu Papiezowi, Janowi Pawłowi II

    Ze za duzo i za drogo? Nie. Bo im wiecej nas bedzie, tym taniej przeciez. A podrozowac możemy samolotami, autobusami, czy jak ktos chce, jak ja, wlasnym samochodem. Byle to bylo w kupie, mosci panowie i panie ☺

  27. To jest clou problemu! Cokolwiek zrobisz , zawsze znajdą się tacy co zrobiliby to lepiej, ale tylko wtedy, gdy dostaną na projekt pieniądze!!Od lat uważam,że za całe nasze nieszczęście odpowiedzialni są tylko i wyłącznie pracownicy nauki! Nie naukowcy, bo to za duże nazwanie. Niestety, Ich nauczanie ma też odzwierciedlenie w umysłach nauczanych. Po pierwszej ” Baśni” zarzut młodych politologów i hist(o)ertyków był następujący: „za mało naukowych przypisów”.

  28. @ Gabriel

    Tyle naszego, że tu i tam pozostaną nasze dzieła. Ani sławy, ani kariery zatem nie będzie. Dłubiemy sobie na boku… /to za Michalkiewiczem/. Ale, zauważ, że podnoszona przez nas własność jednak jakoś zaistniała w tzw. narracji, owszem, szczelnie przykrywana narracją i polityką państwa.

    /Skądinąd od dawna to rozumiem i o tym wiem. Gdzieś tak na samym początku lat 90-tych, gdy pewna fundacja wysyłała artystów na stypendia do Nowego Jorku i zaproponowano mi to stypendium, musiałam podać w papierach /stypendialnych/ moje prawdziwe nazwisko, a nie tylko pseudonim artystyczny. I tu kontakt się zakończył, jak nożem uciął. Tymczasem po różnych galeriach dowiadywałam się, że jakieś artystki podawały się za mnie :)/

  29. Będzie sąd. Przeczytaliśmy za niego rękopis, którego nie chciało mu się odcyfrowywać, a on teraz będzie na tym bazował przy swoim „porządnym opracowaniu”. Poprawi trzy nazwiska, zerżnie indeks i będzie chodził w glorii i chwale. Będzie sąd jak nic, bo ja mu takich rzeczy nie odpuszczę.

  30. Karta poprosiła mnie ostatnio grzecznie o pozwolenie na przedruk części wspomnień Woyniłłowicza. W porównaniu z Gizelą i Jurkowskim zachowują się bardzo przyzwoicie. Oczywiście zgodziłem się

  31. A biblioteki? Mamy w Polsce ponad 1000 bibliotek naukowych, nie ma zainteresowania właśnie pozycjami typu „Wspomnienia”?

  32. Tak, też mi się wydaje, że po prostu skopiuje wszystko to nad czym Pan i Pana współpracownicy ciężko pracowali, a on na gotowe przyjdzie, natomiast pani Gizela poklepie go jeszcze po ramieniu.

  33. ZNOWU „BIEDNY PAN”

    Red. Gizela, po pierwsze pokazała się jako typowa socjalistka. Zakuly ją w ślepia  dobra jakie zostały Woynillowiczowi, najchętniej wszystko by wydarła. Zresztą kto wie,  może o tym pozostałym majątku nazmyślała.
    Pozazdrościć takiej „biedy”
    Przykłady? Woyniłłowicz narzekał na wielkie osamotnienie, chociaż prowadził bardzo intensywne życie towarzyskie, również na gruncie społecznym i politycznym.
    Narzekał na kiepski stan swoich finansów, chociaż ciągle był zamożnym człowiekiem, tyle że skrajnie oszczędnym. Tymczasem we wstępie do „Wspomnień” – nie pierwszy zresztą raz, bo wcześniej robiło to już kilku „historyków” – przywołano opowieść o biednym panu z Sawicz, który musiał wnosić na trzecie piętro węgiel.
    Ten „biedny pan” po 1920 r. był właścicielem prawie 100 ha ziemi, które wydzierżawiał, pracował w kilku radach nadzorczych, miał akcje banków, obligacje itd. I na pewno nie gnieździł się w skromnym mieszkanku.
    Uratował z pałacu w Sawi-czach cenne sprzęty, w tym XVII-wieczny kabinet, który po jego śmierci rodzina przekazała bydgoskiemu Muzeum Miejskiemu. Tylko pozazdrościć takiej „biedy”!
    A Coryllusie drogi, nie ma co liczyć na pochwały,  bo to jest wojna. Jeśli dostali od Kliniki Języka  pieprzem w oczy, to zawyli. Najważniejsze jest przecież utrzymanie niewiedzy o skutkach Traktatu Ryskiego oraz budowanie uwielbienia do Dziadka. I socjalizmu. Zdzieranie zasłon jest nie w smak strażnikom pieczęci.
    Red. Gizela napisała w tonie pelnym hipokryzji,  że wspomnienia Edwarda Woynillowicza musiały czekać na wydanie aż 85 lat. No właśnie musiały czekać,  a pewnie byłyby wydane kiedyś planowo z odpowiednią… tfu, narracją. A Ty się wyrwałeś i popsułeś  plany. No i dobrze. Brawo.
    PS: Nic nie boli kawał soli.

  34. Połączył się komentarz z cytatem, może teraz będzie czytelnie

    Pozazdrościć takiej „biedy”Przykłady? Woyniłłowicz narzekał na wielkie osamotnienie, chociaż prowadził bardzo intensywne życie towarzyskie, również na gruncie społecznym i politycznym.Narzekał na kiepski stan swoich finansów, chociaż ciągle był zamożnym człowiekiem, tyle że skrajnie oszczędnym. Tymczasem we wstępie do „Wspomnień” – nie pierwszy zresztą raz, bo wcześniej robiło to już kilku „historyków” – przywołano opowieść o biednym panu z Sawicz, który musiał wnosić na trzecie piętro węgiel.Ten „biedny pan” po 1920 r. był właścicielem prawie 100 ha ziemi, które wydzierżawiał, pracował w kilku radach nadzorczych, miał akcje banków, obligacje itd. I na pewno nie gnieździł się w skromnym mieszkanku.Uratował z pałacu w Sawi-czach cenne sprzęty, w tym XVII-wieczny kabinet, który po jego śmierci rodzina przekazała bydgoskiemu Muzeum Miejskiemu. Tylko pozazdrościć takiej „biedy”!

  35. Uratował cenne sprzęty…? Nie będę używał wyrazów w odniesieniu do tej pani….powstrzymam się tym razem

  36. Mamy fajny czas. Fajny…  Znaczy pewna szansa, ktora jest tu i teraz. Kto wie, moze lepszej juz nie bedzie. Nalezy zwrocic na to tez uwage i przede wszystkim zaczac sie (panoszyc wszedzie).

    Sadze, iz Polska odzyskuje powolutku swoj honor.

    Amen

  37. no właśnie, tylko 85 lat a przecież w ogóle nie powinny zostać wydane.

  38. „Sadze, iz Polska odzyskuje powolutku swoj honor.”

    o tym można pośnić. na razie „wszyscy” oczekują, że Polacy zginą(czemu nie od razu zdechną) za eurosocjalizm. zwróćcie uwagę, że zawsze gdy mówią o „ratowaniu ojropy” to chodzi o tyranie dla ue, a nie obronę wartości, które ue przecież zwalcza

  39. A ta cala kultuta to pewnie cos takiego tez.

    https://www.youtube.com/watch?v=52–m6JRm2s

  40. Sny maja moc potezna tez. Chodzi o wiare raczej

  41. jak jestes taka madra – to stwierdzenie faktu (a nie bron Boze zlosliwosc!)

    to powiedz skad wyskoczyla ci informacja o tym, ze Adam konsultowal sie z „niejakim Michnikiem”? :

     

    Przy okazji pożegnania z Blogerem Niewolnikiem (własnych genów) na Salonie24 wyskoczyła gdzieś informacja, że śp. Adam Wycichowski, wybitny architekt szwedzki i autor znakomitych rysunków jako „pozostający w kontakcie” z KSS KOR i ROBCiO oraz działacz „Solidarności” marzył w roku 1980 o solidarnościowej gazecie ogólnopolskiej z regionalnymi oddziałami. I w tej sprawie nawet się konsultował z doradcą NSZZ „S” niejakim Adamem Michnikiem, sygnatariuszem listu KOR z września 1977 r.

    https://www.salon24.pl/u/bobry7/728975,kor-plagiat-rabin-ziemba-polskie-g-wislocka-czyli-agora-dzis-i-jutro,1

  42. Moze lepiej nie wypowiadajmy takich liter jak eu. Bedzie na pewno lepiej

  43. słuszne podejście z „władcy pierścieni”, tam też starano się nie wypowiadać imion wrogów

  44. Ignorancja to jedna z najstraszniejszych broni. Tez skuteczna

  45. Najbardziej wkurza to że te hieny mają już tekst od Ciebie przepisany z rękopisów i nawet się nie będą musieli trudzić. Czy prawa autorskie jeszcze istnieją do tego tekstu?

  46. @Coryllus

    Co za nędza! Mam na myśli ten artykuł Gizeli, wielkiej uczonej i perfekcjonistki.

    Gdyby zapytać, co robią minusy w wyrazach Kostro-wicka, Woyniłło-wiczowi, Afta-nazego, Sawi-czach, ws-pomnień, to byśmy się pewnie dowiedzieli, że to korekta dostawiła, bo gdzieżby autorka sugerowała, że wyraz „wspomnienia” należy przenosić właśnie tak: ws-pomnienia. No chyba że to jakieś nowe odkrycie lingwistyczne tego profesora z Uniwersytetu Miejsko-Wiejskiego w Olsztynie (dawniej WYSROL), o którym my, prostacy, jeszcze nie wiemy.

    Mówiłem Ci już to i powtórzę: jeśli powstanie partia, która będzie miała w programie likwidację uniwersytetów i oddanie budynków na hipermarkety lub jakąś inną pożyteczną działalność, to mają mój głos.

  47. Jestem za. Na szczescie nie udalo mi  sie dostac do Torunia na „nauki o ziemi”

    Jaka ulga po latach..

  48. „Chytry” ma jeszcze znaczenie „sprytny”. (w czeskim jak ktoś jest chytry tzn że mądry 😉

    „Chytry plan” na przykład. Nie wiem dlaczego ta „finansowa” konotacja jest popularniejsza? Ech te języki.

  49. Badania geologiczne prawie wszedzie lipa. Prawdy szukac w tunelach we Finlandii szybciej

    Falszowane jest wszystko co tylko sie da. Wiecej. Falszuje sie juz zfalszowane dane..

  50. Będę chodziła na rozprawy.

  51. Co do sadow obecnych to wcale sie nie dziwie, ze nikt z tych afer nie siedzi jeszcze bo jak?

    Wyjda za pare miesiecy. Dobra tak zwana zmiana musi potrwac pare dych, zeby sie wyczyscic z czerwonego bagna. Bo sie mowi; dlaczego nikt nie siedzi? Spokojnie, kropla drazy skale.

  52. Pan profesor zagonił do darmowej roboty studentów i myślał, że błyśnie. Może i jakiś grant miał na oku na taką okoliczność.

  53. Kurcze tak sobie spokojnie żyłem, nirwana definitywnie skończyła się po przeczytaniu I tomu baśni socjalistycznej.

  54. 🙂 jak to jak? Od jakiegoś biznesu trzeba zacząć, który da wymierne zyski uczestnikom.

    Może na początek coś prostego i dającego duża stopę zwrotu przy małym stosunkowo ryzyku? Np. przemyt alkoholu i tytoniu do GB? Załatw zbyt a my będziemy przyjeżdżać na „pielgrzymki”.

  55. Ja tez sobie spokojnie zylem, az tu nagle obuch w czaszke!

  56. W telewizorze zaś, wieczorem, Krzysztof Ziemiec gadał coś o konieczności upamiętnienia polskich bohaterów i wymienił obok siebie Jana Pawła II i Kurię Skłodowską. Ja zaś zacząłem się zastanawiać na ile i w jakiś konfiguracjach potrzebne nam jest układanie zestawów postaci, które mają nas podnieść na duchu i wzmocnić nasze dobre samopoczucie.

    Hitem byłoby postawienie pomniku ks. Popiełuszki obok wspomnianego L. Waryńskiego.

    Albo Dmowski i Piłsudski pod drzwiami z napisem: „Lustrum”. W pozycjach sugerujących kłótnię, który pierwszy ma skorzystać.

  57. Wystarczy teraz pomnik Angeli Joli. Bedzie tam wszystko, od prezerwatyw po sfastyczki. Pewnie wata cukrowa tez jak zwykle

  58. Tak jest Panie Gabrielu…

    … trzeba dziada – tego calego Jurkowskiego,  lokalnego grantojada i darmozjada wziazc za wsiarz i do sadu… i tego lokalnego „slizgacza”… te cala Gizele tez !!!

    Uczyc  dziadostwo rozumu… i niszczyc dziadostwo w zarodku  !!!

    To naprawde niebywala hucpa, ze takie lachy uniwersyteckie i smierdzace lenie… jak ten caly  Jurkowski tak sobie pogrywaja… i kradna bezczelnie  Pana ciezka prace i dorobek tworczy… do SADU  z dziadem… ja tez nienawidze takiego dziadostwa  !!!

  59. Proponuje korekte : ” wszak nie jestem z blachy tytan – cynkowej”  🙂

  60. À le sobie lobuzeria  „projekt” i okazje do przewalenia kasy wymyslila…

    … Gizela… profesurek  Jurkowski… Angelika Borys ze zwiazku Polakow… i tv bielsat – w oddali…  cala ta banda „zalurzonyh dzialaczy”… ewentualnie „gosci chonorowyh” do zakaszania w pierwszych krzeselkach uroczystych obchodow  !!!

    Pieknie ich Pan wystrychnal te cala lokalna swolocz !!!

  61. „wymienił obok siebie Jana Pawła II i Kurię Skłodowską. Ja zaś zacząłem się zastanawiać na ile i w jakiś konfiguracjach potrzebne nam jest układanie zestawów postaci, które mają nas podnieść na duchu i wzmocnić nasze dobre samopoczucie. Wierzcie mi, że ja akurat mam mnóstwo powodów, żeby domagać się ułożenia jak najszerszego wachlarza takich bohaterów. Żeby nie tylko Kuria była obok św. Jana Pawła II, ale i inni, znacznie od niej poważniejsi zawodnicy. Coś jednak w środku silnie mi podpowiada, żeby się tym przetasowaniom przeciwstawiać”

    Coś czyli zdrowy rozsądek po prostu.

    Musi być obok Maria Curia a najlepiej Magda Ogórek i tow. Płatek, bo to daje genialną modyfikację biografii św. JPII i podaje do wierzenia, że wielkim myślicielem był bo wielkim myślicielem był, niezrozumianym i prześladowanym przez katolickich fundamentalistów. Poza tym że jest koszerny. Emilia z domu Kaczorowska miała żydowskie pochodzenie i wszyscy już radykałowie wiedzą, że jej syn był żydem. I że pisał wiersze i listy do Tygodnika Powszechnego. Co tylko jeszcze bardziej podkreśla że wielkim myślicielem był bo wielkim myślicielem był prawie jak Marks i Engles, albo nawet sam Chaim Rumkowski.

  62. Prof. Chmielewska też może tam stać obok św. JPII z dwoma tomami Woyniłłowiczami (wydanymi oczywista przez Klinikę Języka). No dopiero byłby Pańteon.

  63. Służę pomocą prawną pro bono.

  64. Wielotomowe, fetowane wydanie.

  65. A propos sławy – czytałem ostatnio Feynmana, jego wspomnienie jak się pochwalił kumplowi-profesorowi, że „Time” chce o nim napisać artykuł. Kumpel powiedział tylko „Sława to dziwka!”, obrócił się na drugi bok i spał dalej.

  66. „Otóż nie przyjdzie i dobrze byłoby, żeby wszyscy zdali sobie z tego sprawę. Żadnej sławy nie będzie. Nasza przygoda zaś trwać będzie tyle tylko ile trwać będzie życie, moje i pozostałych autorów. Potem już wszyscy dobrze się postarają, żeby nasze imiona wyskrobać ze wszystkich twardych nośników jakie są na świecie.”

    To już Jezus Pan nam to zapowiedział. Jeśli jego prześladowali, to i ciebie i kilku innych co najmniej sponiewierają i zamiotą pod trawnik. Jeśli prawdziwych proroków prześladowali, to i badaczy prawdy nie oszczędzą. I to będzie dar łaski. Największy byłby gdyby spalili na stosie i wysłali podanie o ekskomunikę jednocześnie. Ale nie bój nic. Jezus Król Miłosierdzia wyznaczy „mścicieli”, że tak powiem, miłosiernych i sprawiedliwych „mścicieli”. Zawsze się znajdzie kilku, którzy jak już pogłówkują, to im zawsze coś tu nie pasuje.

  67. OT: Wiem że była już dyskusja na ten temat ale nie mogę znaleźć, co trzeba wpisać w tytule przelewu jeśli chce się wesprzeć blog?

  68. darowizna, zwyczajnie

  69. Masz ostatnio jakiś wisielczy humor

    A jest dobrze, to że kradną Twoje pomysły to było, jest i będzie

    Ciasno Ci, chcesz więcej

    Nie doceniasz tego co masz, a przecież niedawno, gdy budowałeś dom, to były Twoje marzenia

    Wydawnictwo, mnóstwo ważnych książek napisanych przez Ciebie a jeszcze więcej wydanych

    To jest prawdziwy sukces

    Potrzeba Ci wygadania się przed kimś komu wierzysz, po prostu wypić trochę i się wygadać

  70. I oczywiście odpowiednio „zredagowane”. Nikt po Socjalizmie nie powtórzy błędów popełnionych przy wydaniu pamiętników Krzywickich, Jastrzębskich et consortes.

  71. Przelew srodków, zasilenie konta, cokolwiek…

  72. > coryllus

    Pani Gizeli chodzi o to, że Ty jesteś prywaciarz z jakiegoś Grodziska i wydałeś wspomnienia bez bumagi i poparcia z „ośrodka akademickiego”. Jak w ogóle śmiałeś? Śmiałeś wchodzić na cudzy, to znaczy pani Gizeli oraz uznanych przez nią autorytetów, teren?

  73. Gizela Chmielewska  prawdopodobnie należy do grupy ludzi którzy od dawna wiedzieli o istnieniu drugiego tomu wspomnień Woyniłłowicza w rękopisie. Skoro swoje książki potrafi wydać w wydawnictwie LTW które ma duże zasługi dla historii Polaków (mam kilka książek przez nich wydanych) to nikt jej nie bronił wklepania tych wspomnień w worda i zaniesienia do tegoż wydawnictwa. Teraz cierń niekoniecznie kresowy ją w cztery litery kłuje bo ktoś ja uprzedził. Z tego co pamiętam drugi tom Woyniłłowicza został przepisany i wydany w dwa miesiące (niech mnie ktoś poprawi jeśli było inaczej) a pani Gizela żyje realiami gdy tzw. proces wydawniczy trwał dwa lata. No i ten co wydał nie ma prof.dr.hab przed nazwiskiem a na dokładkę nie nosi dwurzędowego garniaka i nie ma stylowo przyciętej brody. Tak przecie drzewiej bywało. A teraz… Co ten Coryllus narobił….?

  74. I tylko dodam znowu się powtarzając. To że Coryllus Woyniłłowicza wydał to jeszcze małe piwo. On go jeszcze musi sprzedać. Bez pomocy tu komentujących i tylko czytających to się nie uda. Założyć sobie jako namiastkę pokuty że tu na blogu pojawi się tylko jeden własny wpis ale na kilku innych stronach pojawi się kilkanaście innych ze słowami zachęty do kupienia lub chociaż przeczytania. Kupić Woyniłłowicza i Blizińskiego i zanieść do Biblioteki. Albo dać komuś o kim wiemy że czyta w ogóle książki.

  75. Trzeci wpis pod rząd i o tym samym. Pamiętajcie piszący i czytający. Od naszego tu komentowania i czytania Coryllusowi nic nie przybędzie. Jak ktoś ma dziesięć niepotrzebnych i dawno przeczytanych książek-opylić to na allegro czy olx. Za kasę kupić coś z Kliniki Języka. Dla siebie lub dla kogoś. Komentarze same w sobie są dobre ale kupiona u Coryllusa książka jest jeszcze lepsza. O dobrej wódce można dużo pisać ale lepiej ją wypić.

  76. Wywiad z Panią Gizela na temat jej książki o Wojnillowiczu. Rok 2011.

    http://www.pomorska.pl/serwisy/album-bydgoski/art/7202820,ciern-kresowy-czyli-edward-woynillowicz-jakiego-nie-znamy,id,t.html

    Po przeczytaniu odniosłam wrażenie, że  w taki właśnie sposób wygląda wkręcanie się w środowisko.  Miła pani, pasjonatka i chce wiedzieć wszystko o rodzinie, wziąć do ręki, najlepiej skopiować, każdy dokument i fotografię. O samym Edwardzie Wojnillowiczu w kontekście jego osobistych przeżyć i zasług jest raczej niewiele. W każdym razie za mało w stosunku do tego, czego w życiu dokonał. Sprawa miała przejść w ręce pociotków i się rozmyc. A potem by pooooszło.

    Takie numery mają obcykane przez dziesięciolecia, vide rodzina rotmistrza Pileckiego, albo sędzia Barbara Piwnik.

  77. A jak na dokładkę ktoś ma konto w i Internecie w jednym czy kilku miejscach wkleić sobie w stopkę czy gdzie tam adresy:

    http://www.szkolanawigatorow.pl

    https://basnjakniedzwiedz.pl

  78. Już w Bydgoszczy napisał swoje wspomnienia. Ich pierwsza część ukazała się w 1931 r. Druga spoczywa w rękopisie w Bibliotece Narodowej.

    2011 rok. Na co Pani czekała, Pani Gizelo?

  79. „a ona ustaliła ponad wszelką wątpliwość, że wcale „nie był biedny” a wręcz przeciwnie:)))”

    A w domyśle: przecież mogli mu wszystko zabrać a nie zabrali, czyli nie byli tacy źli ci socjaliści i bolszewicy.

  80. Po przeszło osiemdziesięciu latach druga część wspomnień Edwarda Woyniłłowicza, spisywanych przez niego w Bydgoszczy, wreszcie przestała być dostępna tylko w rękopisie w Bibliotece Narodowej. 

    Nareszcie… nareszcie nie tylko rękopisie. Kto zabraniał? No i na okładka drugiego tomu w tym artykule z podpisem „fot.Gizela Chmielewska”. Jakie fot? To okładka książki z konkretnego wydawnictwa i autorstwa konkretnego autora anie fot. Pani Gizeli.

  81. Dzierżawca nie jest właścicielem dzierżawionego.

  82. Nie miej dosyć

  83. losy księdza, który odprowadzał na miejsce ostatniego spoczynku Edwarda.
    http://www.wtg-gniazdo.org/ksieza/main.php?akcja=opis&id=3308
    Nóż się w kieszeni otwiera.

  84. Sorry, dopiero teraz odpowiadam, bo cały dzień nadrabiałam zaległości na działce. Co do „info, która wyskoczyła”, to był jakiś akapit w jednym ze wspomnieniowych numerów w pdf – IPN lub jakiś biuletyn solidarnościowy ze Szczecina z ostatnich lat. Teraz wszyscy wspominają. Może to ma związek z niejaką Marią Borowską, co to wyemigrowała do Szwecji za „średniego PRL” i była bardzo aktywna w roku 1980 w sprawach solidarnościowych nawet na poziomie Olofa Palme i była obserwatorem z Zjeździe „S” w Oliwie w 1981 i znała się doskonale z Kuroniem i Michnikiem. Ta komunistka z „Grupy kontaktowej KOR Polska Szwecja”  mi też „wyskoczyła”.  Teraz tego nie widzę w bazie danych laptopa, więc będę uporczywie szukać linka  i dam znać. Serdecznie pozdrawiam.

  85. Opisana tu  historia  wywoluje  u mnie  skojarzenia  moich wlasnych doswiadczen,  na roznych  polach,   w  ostatnich 6  latach,  po  powrocie  z   30-to letniej emigracji. Dwuletnia praca w  instytucie,   proby,  a  potem wydanie ksiazki,  projektowanie,  a  potem  usilowania zbudowania jachtu.  Wszystko  kieruje  moje  mysli w  jednym  kierunku,  ze  polskim  problemem sa ludzie.  Dokladniej  procentowy sklad,  czyli ilu  jest ludzi  z klasa,  a ilu  miernych.  Jakie sa tego proporcje.  I niestety dochodze do  wniosku, ze  ilosc  ludzi  marnych jest  zbyt duza, a  ludzi z  klasa  zbyt mala,  aby   Polska  byla  wzglednie  normalnym  krajem.   Chcac cos  zrobic,  spotykam  dobrych ludzi, z  ktorymi realizuje  przesiewziecie, ale jednoczesnie pojawia sie tez  stosunkowo duza ilosc  ludzi, ktorzy  robia wszysto aby  przeszkodzic. Z  zawisci, glupoty, chciwosci, zazdrosci,  otumanienia, niewiedzy, pychy, gnusnosci, zlosliwosci, niskiego iq……  Wyglada to tak,  jakby ktos, cos,  kiedys,  usunal,  zabil, wyemigrowal,    znaczna   liczbe  dobrych, utalentowanych  ludzi,  i  w  pozostawiona opustke  wstawil,  badz  sami  weszli,   ludzie  marni.    Struktura spoleczna jest rzecza  stabilna  i trudna  do zmiany.   A wiec  problem trwa.  Jak to  zmienic,  oto jest  pytanie.   Wielu  moich  kolegow,  profesorow  uniwersytetow,   dobrych  inzynierow,   dokonywalo  w  ostatnich  latach,  rozeznania,   czy   mogliby wrocic do  obecnej Polski.  W  wiekszosci  przypadkow,  badania daly wynik  negatywny.

  86. Panie Gabrielu, niech Pan pamięta, że nawet jeśli „wszystko” się zawali i skończy, wydaniem wspomnień tych ludzi uczynił Pan coś, co pozostanie na zawsze. W tych paru set/tysiącach domów. Na tych półkach. Nikt tego nie odwróci.

  87. Co się dziwić, dla takich jak ta Pani jak ktoś nie był biednym studentem mieszkającym w suterenie i umierającym na suchoty to już był bogaczem. Dla niektórych szczytem marzeń jak widać ciągle jest „adres w bloku i mały fiat”.

  88. Jestem tak zmęczona, że nie zareagowałam na podpuszczanie pod hasłem „jesteś taka mądra”:))) Raczej „taka głupia to ja już nie jestem, może jestem głupia, ale taka to już nie”:)))  Jeszcze raz pozdrawiam i idę szukać.

  89. No właśnie. Coś z tego wynika. Np. blokada źródeł informacji oryginalnych a za to pompowanie „pulpy pół-produktowej” czyli „materiału obrobionego pod wymaganą tezę propagandową”. Czasem jest to przemilczenie, czasem rzewna opowiastka w miejsce dołujących wspomnień, które mogłyby zrodzić niepotrzebne dalsze „pytania i wnioski”.

  90. Gdyby nie awantura z panią redaktor Gizelą, nie dowiedzielibyśmy się o tym jak prowadzona jest „polityka jagiellońska” w wykonaniu „dojrzałej III RP”. I co z tego wynika.

  91. Jasne:))) Najgorsze, gdybyśmy się „pogubili”. Zwłaszcza ci, co TAM byli albo byli tam ich przodkowie))) Ci, to już zupełnie mogliby się „pogubić”. I po to są te różne „oddolne  i spontaniczne inicjatywy”.

  92. Nadzieja twórców III RP była taka, że jak nie dadzą na coś kasy, to tego nie będzie:))) Wielu rzeczy oczywiście „nie ma”, ale akurat parę rzeczy np. wydanie książek albo swobodne dyskusje nie ograniczone przez „policję myśli” – jak najbardziej jest możliwe. Ku wyraźnemu żalowi tych, co rozdzielają kasę.

  93. bardzo dziekuje za odpowiedz

    wiem o Mari Borowskiej 🙂

    a Michal Borowski to jej syn:

    http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/130130,borowski-brnie-w-klamstwa.html

    Adama znam od prawie pol wieku i wiem, ze moze i marzyl o takiej gazecie ale nie kontaktowal sie z Michnikiem!

    w latach 80-tych rysowal m.in. do szczecinskiej Jednosci

    zbieram wszystkie informacje z internetu

    chcialabym to wszystko zebrac do kupy i wydac ksiazke o Adamie

    dlatego  bardzo zalezy mi na tym linku

    serdecznie pozdrawiam

  94. Mnie najbardziej uderzyła „niewiedza” (a w zasadzie bucowatość) oraz dwulicowość pani Gizeli.

    Dla czytelników, którym zależy na porządnym opracowaniu Woyniłłowiczowskich ws-pomnień, do których i ja należę mam dobrą wiadomość: jest szansa, aby ta publikacja, opatrzona rzetelną informacją naukową jednak znalazła się na rynku księgarskim. Prof. Roman Jurkowski z Uniwersytetu Mazursko-Warmińskiego przygotowuje pełną edycję wspomnień pierwszej i drugiej części.

    Co on tam może opracowywać, jak nie ma praw autorskich do wydania drugiej części. No albo to jest jakaś banda co nie ma pojęcia jak ma się sprawa z prawami autorskimi albo to są zwykłe buce co sobie myślą, że mogą tak po prostu ukraść i wydać (wątpię, że tu chodzi o jakieś solidne plecy).
    I to zakłamanie pełną gębą jak jej to los wspomnień Wołynniewicza leży na sercu. Już ta kwestia była poruszona, więc nie będę się powtarzał.

  95. Bardzo słuszna uwaga na temat pani Gizeli…

  96. Temat Kresów Wschodnich oddanych zbrodniarzom marksistowskim boli tzw. naszych i nie naszych po dzień dzisiejszy. Cenzura w tej kwestii była nie tylko w II RP, ale jest tematem tabu nadal.
    Boli ich wydanie wspomnień. Nie mogą już pajacować, pisać swoich wypocin, interpretacji poprawnych politycznych w stylu „na pewno nie był biedny bo miał obligacje i coś tam sobie z tych kresów wziął”. Boli inny przekaz, narracja, interpretacja – i do TV nie zaproszą itd.

    System kształcenia jest tak skonstruowany aby kształcić na debili i jednocześnie wskazywać iż są dobrze wykształceni, a nawet wyśmienicie – ponieważ mają dyplom mgr (śmieszą mnie te tabliczki na drzwiach mgr itd. Kierownik itd. – bez tego mgr to goście dosłownie czują się jak matoły ale z mgr to już nie matoły ale dowartościowane istoty cielesne) a dr historii – no to jest gość – a to że formułuje przekaz dobry ale dla dzieci w piaskownicy, to już nie ważne. Złudzenie, zamiennik – zamiast wiedzy otrzymują dyplom. Dobre – przepraszam – dosłownie dla debili. Stosowane w krajach eksploatowanych.

    W krajach poważnych, jak Stany Zjednoczone – zapytają się co Pan/Pani potrafi. Natomiast w kraju gdzie marksiści kształtowali prawicowców (mogli tylko w jeden sposób – Ty będziesz prawica) – pytają się co Pan/Pani ukończył/a. Nie daj Boże, abyś zaczął myśleć i sam do czegoś dochodził i nad czymś się zastanawiał, zwłaszcza nad tym iż ktoś Cię w „rogi” wali (opowiada bzdury i herezje) i jeszcze opowiada że jest fajnie. Powie jakiś historyk (i jemu podobny) czy mgr, dr, prof. – (mało istotne) – to jest prawda objawiona.
    Ale Uniwersytet Samokształcenie – coś nie dopuszczalnego. Bez kontroli koncesjonowanych przez państwo fachmanów. Bez zgody czy wskazania – ty się nadajesz a ty nie nadajesz itp. Jak tak można? To się nie liczy, to nie ważne. Przepraszam za określenie w ich rozumieniu, jakieś odpady społeczne będą wskazywały przekaz historyczny, toć są „fachowcy” – nie tkną tego co nie trzeba.

    Tak więc Panie Gabrielu – jesteś normalny, rozwijasz się, kształcisz się, myślisz, analizujesz. Wyszedłeś z pod sztancy itd. Oni zostali.
    To ich boli. To ich przeraża. Nie mieści im się w tych małych i zakompleksionych mózgach. Nie takich „prawicowych” postaw nauczyli Ich (ukształtowali) marksiści, fanatycy nienawidzący człowieka jako istoty osobowej, zjednoczonej –  ciała i duszy.

    Myślę panie Gabrielu, jak Pan Bóg dożyjemy czasów, zapytają – Gdzie Pan taką wiedzę zdobył. A nie co Pan skończył.

  97. Panie Gabrielu, pomoc i olsnienie zrozumienia przychodzi w najglebszych momentach zwatpienia.

    Stoi Pan na twardym gruncie i przedziera ciezkie nurty klamstw. Wszystko co Pan robi nie ginie a owoce przyjda choc niepredko. Ale zycia starczy.

  98. Bardzo dobrze powiedziane. Podpisuję się obiema rękami.

  99. Dzięki za linka do tego synka. To jest żywy obraz tego, po co był „rok 1980” i „rok 1989” – naprawdę. My naiwniacy:)))

    PS. Wzmianka o jakiejś rozmowie „w sprawie ogólnopolskiej gazety” była tylko jedna, więc nie jest wykluczone, że czyjaś pamięć po tylu latach szwankowała. Mnie zaintrygowała informacja, że „miały być oddziały” i to nadawało jakiejś wiarygodności tej informacji. Postaram się dotrzeć do niej jak najszybciej.
    Bardzo się cieszę z tego, że ma powstać książka o tak wspaniałym Człowieku i Twórcy jak Niewolnik. To naprawdę wspaniała wiadomość.

  100. Z tym to jest tak /piszę z własnego doświadczenia/: pojawia się pasjonat – rzeczywiście pasjonat i zaczynają się listowne i telefoniczne kontakty w sprawie ewentualnego udostępnienia archiwum rodzinnego, materiałów dotyczących interesującej pasjonata osoby, fotografii etc.. Gdy w rodzinie jest ktoś znaczny, a sam człowiek nie pisze o tym kimś, przeto w zasadzie cieszy się, że będzie publikacja i jest ktoś, kto tę pracę wykona. W tym nie ma niczego złego, czy „wkręcającego”, chociaż jest to może nieco krępujące. Gdy zostałam tzw. seniorem rodu, było oczywiste, że mam w tej mierze obowiązki. Które spełniłam. Przedtem badaczom życia pomorskich ziemian informacji udzielał mój śp. Mąż. Teraz spadło to na mnie. Jak rzekłam – nie ma w tym nic złego i nie jest to „wkręcające” ze strony badacza.

  101. I co na to pani Gizela?

  102. Ona jest podpisana pod tym artykułem. Jest – jak gdzieś wcześniej napisała – Wielkopolanką.

  103. To jest żywy obraz tego, po co był „rok 1980” i „rok 1989” – naprawdę. My naiwniacy:)))

    Ale kierowała nami wiara w wartości przekazywane przez Rodziców i Kościół oraz potrzeba dotarcia do prawdy.

    Minęło trochę czasu i okazało się jak byliśmy naiwni. Dziś już złudzeń nie mamy. I to dobrze. Ale co się stało z takimi ludźmi jak Krzysztof Wyszkowski, Adam Borowski czy chociażby państwo Gwiazdowie. Oni wciąż jakby tkwią w stanie naiwności, a przecież ich wiedza jest dużo głębsza od mojej/naszej(?). Słuchając ich dzisiaj, nie wiem co o nich myśleć, szczerze mówiąc robi mi się coraz smutniej.

    PS. Wspomniała Pani o bazie danych w laptopie. Jeśli ma Pani możliwość to radziłabym przeniesienie jej na dysk zewnętrzny. Miałam nieskopiowaną bazę w swojej Toshibie, maszyna przed 2.tygodniami wzięła i wysiadła. Prawdopodobnie wszystkie skrzętnie zbierane informacje przepadły.

    Bóg zapłać za wszystkie bardzo ważne artykuły i komentarze. Pozdrawiam serdecznie!

  104. Realizujemy konfrontacje na każdym polu gdzie tylko możemy bywa że wygrywamy

  105. Min. 3 kopie na niezależnych nośnikach

  106. Do bywania w sądach należy się przygotować pomożemy w taktyce i w metodologii

  107. Krzysztof Wyszkowski wiele razy opowiadał publicznie, że działacze WZZ (lata ’70) wiedzieli, kim jest Wałęsa, i że gardzili nim. Jak oni musieli gardzić nami, Polakami, skoro sprzedali nam to bydlę.

  108. Pan Jurkowski interesuje się Woyniłłowiczem co najmniej od 10 lat.
    Tu jego prace na temat Woyniłłowicza:
    Roman Jurkowski, Ziemia ojczysta, Mińszczyzna i lud białoruski we „Wspomnieniach” Edwarda Woyniłłowicza, Знакамітыя мінчане XIX – XX стст., VI Międzynarodowa Polsko-białoruska konferencja naukowa: Мінск і Міншчына ў літаратурных творах на рубяжы XIX – пачатку XX ст, Instytut Polski w Mińsku. [Mińsk 27 kwietnia 2010 r.]
    Roman Jurkowski, Listy Edwarda Woyniłłowicza do Mariana Zdziechowskiego z lat 1905-1928 Cz. I, „Echa Przeszłości”, 2007, t.. 8, 209-220.
    Co ciekawe zajmował się również Hipolitem Korwin-Milewskim.
    Przez 10 lat Pan Jurkowski nie wpadł na pomysł wydania II tomu „Wspomnień”. Założę się, że niedługo dostanie grant na lata 2018-2023 w wysokości 250.000,00 zł na pracę nad I i II tomem „Wspomnień” z przypisami i indeksami.

  109. Teraz to juz jest „po herbacie”…

    … i  temu grantojadowi Jurkowskiemu – dziekujemy… niech sie juz nie fatyguje i nadwyreza.

  110. ciekawe, czy przez te 10 lat przeczytał II tom Wspomnień w rękopisie, czy bazował cały czas na pierwszym tomie?

  111. Pani Gizela dopiero przy okazji przychrzaniania sie do „uchybien” w opracowaniu II tomu wydanego przez Kliniek Jezyka, laskawie zaczela mowic o „dramacie Kresow” (no bo juz wydano, wiec milczec sie nie da)  Wczesniej  (porownuje te dwa artykuly w Gazecie Pomorskiej) rozplywala sie nad rodzina, koneksjami, itp. Poglady Woynillowicza wlasciwie jej nie interesowaly. Szkoda gadac.

    Pan Jurkowski zabral sie za „porzadne opracowywanie” dopiero jak mu wszystko podano na tacy. Po prostu szlag czlowieka trafia jak to widzi.

  112. No, fakt:) zastanawialam sie jak udalo sie na monumencie pokazac, ze spodnie byly „sztuczkowe”.

  113. Dr hab Jurkowski jak już napisał coś o Woyniłłowiczu to tylko w kontekście „ludu białoruskiego”, jak gdyby żadnego innego tam nie było. A tak to raczej nie widać zainteresowania.

    Pani redaktor Gizela mogła mieć nadzieję zajęcia miejsca po pani  Barbarze Wachowicz Polonistki w Fioletach, która w bardzo przyjemny sposób przybliżała ciemnemu ludowi Sienkiewicza Henryka i jego cztery Marysie oraz różne „Wigilie Adama Mickiewicza” lub Mickiewicza, Słowackiego i Orzeszkową. Stała się niezwykle popularna i miała całkiem ładne nakłady. No a teraz jest prawdopodobnie na emeryturze (ur. 1937 r.), więc może trwa jakiś konkurs o objęcie schedy. „Żeby było tak jak było”: trochę Kościuszki, trochę Żeromskiego, trochę Słowackiego w kolorystyce sypialniano- sentymentalnej. Ostatecznie można było zrobić inwentaryzację „kabinetów”:))) I żeby ludzie sami nie łazili i nie szukali na własną rękę różnych treści.

  114. Co do Wyszkowskiego i Gwiazdów to nie wydaje mi się, aby nie zdawali sobie sprawy z tego, co się kroi. Ich milczenie WTEDY wystarczy za odpowiedź. Impreza toczy się dalej a oni mają przypisane role „szlachetnych odtrąconych” czy jak tam. Może jeszcze młodzi się na to biorą albo emeryci z PZPR nawróceni na patriotyzm, chociaż nie przypuszczam:)))

    Dzięki za poradę w sprawie bazy danych. Już zdążyłam odczuć skutki „padnięcia laptopa” w zeszłym roku:)))

  115. Proszę zwrócić uwagę, że wśród wszystkich tytułów wymienionych w dorobku prof Jurkowskiego tylko 2 tytuły jakoś odnoszą się do Woyniłłowicza ale w bardzo wąskim kontekście. Sprawy naprawdę ważne nie są tam uwzględnione. Bo my mamy uprawiać tylko ping-ponga „Piłsudski-Dmowski”.

  116. Bardzo, bardzo nie podoba mi sie ten artykul pani Gizeli sprzed roku na temat II tomu Wspomnien. Widac tam brzydka zazdrosc i wscieklosc, ze to nie oni byli pierwsi.

    W artykule o prezentacji ksiazki „Ciern Kresow” w Minsku (grudzien 2015) znajduje sie takie zdanie: „Dzienisow ufa też, że zostanie wydany drugi tom wspomnień Woyniłłowicza o trudnych dla niego czasach emigracji”

    (http://plus.pomorska.pl/wiadomosci-z-regionu/a/woynillowicz-powrocil-na-kresy-ksiazka-w-jezyku-bialorusinow,9229529)

    Czy glowny archiwista Dzienisow ucieszyl sie kiedy Klinika Jezyka zaledwie kilka miesiecy pozniej je wydala?

  117. A  p.Gwiazda już zapomniał co jemu i delegacji Solidarności powiedzieli ,w latach osiemdziesiątych,kongresmeni amerykańscy na temat przyszłości Polski.

  118. Mlodzi sie nie nabiora…

    … ale  Sakiewicz  „sie nabral”… i na Gwiazdow… i Wyszkowskiego… i tego Borkowskiego  z  klubem gapol’a…  tych cwaniakow od „solidarnosci”  i dojenia panstwowych pieniedzy !!!   Tyle tych koszulek, choragiewek „solidarnosciowych, patriotycznych, wykletych” i diabli wiedza jakich  jeszcze  naprodukowal,  ze bedzie to ze wszystkich sil wypychal… bo przeciez takie pieniadze w to wpakowal… ten klamca smolenski  !!!…  przy wydatnym udziale „dobrej zmiany”… zeby im wszystkim zylo sie i bylo jak bylo…

    … gdzies to przeciez trzeba wypchnac… tyle „projektow”  zawlaszczonych… tyle merdialnej zaklamanej sciemy przygotowywanej na te dete okazje w telewizorze… teraz to juz tylko zostanie Sakiewiczowi pompowanie tego syfu… na  11 listopada – narodowe swieto podleglosci socjalistycznej…

    … tak oto po kilkudziesieciu latach  mit-legenda zlodziejskiej solidarnosci… kosztem milionow oszukanych… calego praktycznie pokolenia Polakow  znowu sie  rypla –  na naszych oczach  !!!… i po prostu  ZDECHLA  !!!

    Swietne…

    … Impreza toczy sie dalej… tumanienia calego narodu we wszystkich przekaziorach…  „a im pozostala  rola szlachetnie odtraconych”…  Gwiazdowie,  Wyszkowski,  senior  Morawiecki… i reszta jeszcze zyjacych  mastodontow… aktorow… zaprzancow  !!!

  119. Bo to nie tak mialo byc…

    … jak sie Gospodarzowi albo nam wydawalo…

    … tam miala byc wieeelka  dyplomacja  i  wieeelka polityka Sakiewicza… a w planach moze nawet i  „majdan minski”… wprowadzanie „demokracji”… uszczesliwianie Bialorusinow  na sile i na chama…

    … i to wszystko za ciezkie dotacje z EU  !!!… albo za kase od bankruta Sorosa  !!!

  120. Właśnie, ubrani w szatki bohaterów, używając wielkich słów – gardzili i gardzą.

  121. Wiedzieli o bolku, o tym kto zaplanował i kto tak naprawdę tym wszystkim kieruje(?) Wtedy – tak mi się wydaje – mogli myśleć, że jeśli nas jest 10 milionów to nie straszne nam te wszystkie TW i inne badziewie. Ale dziś to tylko cynizm i koniunkturalizm przez nich przemawia. Ech, szkoda gadać, idę się leczyć z resztek naiwności.

  122. PS. Wspomniała Pani o bazie danych w laptopie. Jeśli ma Pani możliwość to radziłabym przeniesienie jej na dysk zewnętrzny. Miałam nieskopiowaną bazę w swojej Toshibie, maszyna przed 2.tygodniami wzięła i wysiadła. Prawdopodobnie wszystkie skrzętnie zbierane informacje przepadły.

    Słuszna rada co do zewnętrznego nośnika. Natomiast informacje w Pani Toshibie prawdopodobnie nie przepadły. Dysk jest dosyć niezależnym podzespołem od innych elementów laptopa. Można go wyjąć, wsadzić w specjalną kieszeń z kablem USB i odczytać w innym komputerze.

  123. Polecam Microsoftowy narządź  – SyncToy.

    Łatwy w użyciu i wszystko pod kontrolą użytkownika, więc widać, co się dzieje.

    Z nośników – na rynku są od niedawna płyty CD na bazie mineralnej (kamień).

    Trwałość podobno szacowana na 1000 lat, cena ok.10zł/szt.

  124. Gabrielu!! Pierdol to! (przepraszam wszystkich za bluzg)

  125. Moja wina, bo zapomniałem! Będzie najpóźniej jutro wieczorem.

  126. + @qwerty + @Krzysztof

    Wiem, że zapis na twardym dysku jest do odzyskania, ale zanim to nastąpi upłynie trochę czasu. Miałam kiedyś IT-Guru, ale już nie mam :-((( więc muszę poczytać trochę i  zobaczyć co oferuje rynek, no i znaleźć specjalistę.

    Dzięki za Wasze rady!

    Bardzo dziękuję za rady!

  127. Tak jest. Niestety. Tak 30 lat emigracji, a tu to samo. Ehh

  128. Użycie terminu „lata emigracji” ma charakter wybitnie „geopolityczny”. Białoruś podkreśla, że śp. Woyniłłowicz „należy do Białorusi” a Rzeczpospolita to „tylko emigracja”. Co zakończyło się przeniesieniem ciała z Bydgoszczy do jakiegoś grobu w Białorusi.
    Tom II nie miał być wydany, ale co szkodziło sobie pogadać. Gdyby profesor Denisow i „tutejsi naukowcy” mieli zamiar wydać „Wspomnienia” to byłyby one wydane lata temu. To tylko taka gadka.

  129. Robimy swoje i nie zawracamy sobie głowy starymi remanentami:))) Ci, co się dali wkręcić w takie niejasne sprawy i sytuacje teraz żyją w zgryzocie a życie poszło do przodu. My mamy swoje zajęcia i jesteśmy zbyt zapracowani żeby robić coś więcej, niż wspominać dobrze naszych Kolegów z I „S”, którzy zmarli przed nami. Błędy lub zdrady ludzi z Gdańska nie złamały mi serca. Oni to wszystko wzięli na swoje sumienia i niech się martwią, że byli tak głupi lub lekkomyślni, że -podejrzewali, ale puścili go do obiegu politycznego bez szemrania – wtedy , zamiast głośno krzyczeć od razu.

  130. Polki, 50+ są na wyspach paniami opiekunkami dla dzieciarni starozakonnego wyznania. Powierzysz dzieci, opiece podłych ludzi ? No nie. Sprawdź. Przejedź się np. metrem londyńskim, czarną linią do końca.

    Wyborcza pisze co z brudnego palca wyssie.

  131. Przepraszam, czy gdzieś jeszcze poza Kujawsko-Pomorską Biblioteką Cyfrową dostępny jest pierwszy tom wspomnień Edwarda Woyniłłowcza?

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.