Lut 282020
 

Zacznę od ogłoszenia. Zapisy na konferencję w Kazimierzu przedłużamy do 16 marca. Na liście jest obecnie 100 osób, ale chcę dać szansę także innym, którzy się jeszcze wahają. Następna bowiem konferencja będzie w Sulejowie, gdzie więcej jak 100 osób się na pewno nie zmieści. Codziennie także odbieram jakieś maile, z pytaniem czy jeszcze można się zapisać. Odpowiadam – można, ale tylko do 16 marca. Wtedy lista zostanie definitywnie zamknięta.

Teraz muszę powrócić do dyskusji, jaka się tu toczyła w ostatnich dniach. Nie będę mówił o szczegółach, skupię się na tym, co można by nazwać zasadą działania i momentem skuteczności. Jest tak – jeśli ktoś nazywa swój felieton w gazecie „Ogniem na wprost”, to znaczy, że manifestuje wyłącznie swoje deficyty. I nic więcej. Jeśli ktoś doszukuje się dreszczy i widoków na jakiś sukces w demonstrowaniu, gdzieś na odzieniu hasła „Śmierć wrogom ojczyzny”, czyni to samo. Nie wiem jak mam jeszcze dokładniej wytłumaczyć to niektórym ludziom. Próbowałem i od przodu i od tyłu, jak ten dziadek, co śpiewał piosenkę na weselu Michaela Corleone w filmie „Ojciec chrzestny”. Ni cholery….Może więc inaczej.

Wszyscy doskonale pamiętają film zatytułowany „O człowieku, który chciał być królem”. To jest kwintesencja imperialnej propagandy, nakręcona według scenariusza najważniejszego twórcy imperialnej popkultury, czyli Kiplinga. Film ten opowiada o dwóch byłych żołnierzach imperium, którzy przedostają się przez przełęcze do zapomnianej przez Boga krainy w Afganistanie i obejmują tam władzę, albowiem miejscowi uważają ich za bogów. Sprawa przybiera zły obrót i wszystko kończy się katastrofą, ale przedtem padają ważne deklaracje. Pierwsza dotyczy funkcjonowania imperium. – To dzięki takim chwastom jak my – mówi Michael Caine – imperium istnieje. I to była, a także jest nadal prawda. To dzięki takim chwastom, jak ci dwaj można myśleć spokojnie o przyszłości Wielkiej Brytanii. Kolejna deklaracja dotyczy relacji pomiędzy bohaterami, a Kiplingiem. On ich spotkał i opisał, pewnie trochę nazmyślał, ale nie ma to znaczenia. Bez względu na to czego by ludzi ci nie czynili, są i pozostaną poddanymi korony. Ich relacja zaś z elitą czyli autorem książki, choć niełatwa, nie jest naznaczona oszustwem. Elity brytyjskie nie mówią do swoich wojaków – idźcie i umrzyjcie dla naszych interesów, a my trochę pokradniemy. One mówią – polityka imperium jest także waszą polityką. Dlatego właśnie Danny, grany przez Seana Connery chce być królem.

Ja wyglądają w Polsce relacje pomiędzy elitami kraju, a jego obrońcami? Dokładnie na odwrót. Elity mówią – nie jesteście co prawda chwastami, ale dziećmi z dobrych domów, mimo to musicie umrzeć, żebyśmy my mogli najpierw trochę pokraść, a następnie zwiać. Podstawowe złudzenie dotyczące relacji pomiędzy narodem a elitami dotyczy wiary w to, że elity przed komunizmem były wobec narodu szczere. Nie były. I tego garba trzeba się pozbyć przede wszystkim. Jeśli zaś ktoś, poprzez własne ograniczenia, nie potrafi pojąć tego, to ja mogę tylko zrobić smutną minę i oddalić się do swoich zajęć. I muszę też trzymać sztamę z tymi czytelnikami, którzy to rozumieją, a także wierzą, że mam rację. Nie z tymi zaś, którym się zdaje, że prowadzenie polityki wydawniczej wymierzonej w antypolskie memy i publikacje, musi się zaczynać przede wszystkim od wtajemniczenia ich we wszystkie szczegóły. Najważniejszy obłęd dotykający ludzi eksploatujących tematy historyczne i polityczne dotyczy polega na tym, że oni przede wszystkim chcą niwelować własne deficyty. Podobnie jest z tymi czytelnikami i odbiorcami, którym się zdaje, że powinni być zatrudnieni w tajnych służbach, wykonywać jakieś ważne zadania i mrugać porozumiewawczo jeden do drugiego.

Parę lat temu, kiedy nasilał się literacki obłęd i gazownia wprowadzała na rynek coraz to większych geniuszy, którzy po studiach w USA rozprawiali się z polskim patriotyzmem, polską zaściankowością, czy czym tam jeszcze, można było dokładnie obserwować jak działa ten mechanizm. Był na przykład taki pisarz Karpowicz z Białegostoku, który pisał jakieś futurologiczne historie o schodzącym z pomnika Piłsudskim i temu podobne brednie. To były książki dla nikogo i gazownia się na Karpowiczu srodze zawiodła. On pewnie też się zawiódł, bo stał się w pewnym momencie bohaterem afery obyczajowej z udziałem Kingi Dunin. A może to nie on? Mniejsza o szczegóły, w każdym razie był to jeden z młodych geniuszy, wschodząca gwiazda literatury. Już dawno spuszczono po nich wodę, podobnie jak po Masłowskiej. Jeśli chcemy coś ugrać na ironicznej narracji, którą wprowadzamy na rynek, albo jeśli wolicie – jeśli chcemy coś ugrać w tej całej popkulturze, nie możemy robić tego samego co tamci tylko na odwrót. Nie możemy, bo to jest demaskacja deficytów. W filmie zaś i książce „O człowieku, który chciał być królem”, nie ma mowy o deficytach. To jest opowieść o odważnych żołnierzach, poświęceniu i pamięci. W Polsce niestety nie do zrealizowania, albowiem każda taka próba kończy się zawsze w jeden i ten sam sposób – terapią indywidualną autora lub terapią grupową widzów. W dodatku taką, która nie prowadzi do wyleczenia, ale do pogłębienia kryzysu. Nie możecie własnym dzieciom, wychowanym do spokojnego życia, sukcesu i jakieś tam przyszłości, mówić, że co prawda komuniści wygrali ich potomstwo ma w rękach wszystko i steruje narracjami, także tymi, co dotyczą żołnierzy wyklętych, ale jak jeszcze raz przyjdzie godzina próby i trzeba będzie założyć na ramiona opaski z napisem „śmierć wrogom ojczyzny” to dopiero zacznie się dziać. To jest demaskacja i poważne ograniczenie. A do tego zwalanie odpowiedzialności na słabszych, mniej doświadczonych i głupszych, którym nie oferuje się tak naprawdę nic. Narracje dotyczące wyklętych są unieważniane z miejsca, a ich obecność w popkulturze służy wskazywaniu wroga. I dokładnie wiadomo kto ma tym wrogiem być – my. Degradujący charakter tych narracji widoczny jest także w poetyce i estetyce tych produkcji, to jest taniocha, w którą nie uwierzy nawet była gimbaza. Żeby to zmienić, nie wystarczy powiedzieć – śmierć wrogom ojczyzny, nalać sobie kolejnego klina i włączyć telewizor na Wiadomości. Nie wystarczy też, nazwać swojej rubryki w tygodniku „Ogniem na wprost”, bo to są właśnie zachowania gwarantujące bezkarność i absolutną pewność siebie ludzi, którzy z pamięcią o wyklętych robią co im się podoba.

Na koniec ogłoszenie

W sobotę w Akademii Wnet wystąpią Krystyna Murat i Szymon Modzelewski, będą mówić o terroryzmie politycznym na przełomie XIX i XX wieku

  16 komentarzy do “Popkultura i antypopkultura”

  1. „Wyklęci” się wryli czyli okopali a „niezłomni” jeszcze nie powstali czyli wyszli z podziemia ☺
     

  2. Zaciekawił mnie ten konflikt Karpowicz Dunin i oto co znalazłem :
    https://polskatimes.pl/kinga-dunin-vs-ignacy-karpowicz-czyli-klotnia-intelektualnych-celebrytow/ar/3595845
    Jeśli elyta tak skacze sobie publicznie do gardeł o 13 000 zł (a to przecież ledwie dwie pensje nie idioto-złodzieja Bieńkowskiej) to ja dziękuję.

  3. Drogi Coryllusie, cały problem w tym jak społeczeństwo przekonane o swoim bohaterskim i boskim pochodzeniu zamienić w chwasty. Problem nie jest taki prosty jak to opisujesz bo chwasty też mają swój ogląd spraw globalnych. Przypomina mi się opis dyskusji pomiędzy Australijczykiem a Polakiem w oblężonym Tobruku. Kiedy ów kangur przeklinał, że nie ma czekolady ani kakao polski bohater powiedział, co dla niego oczywiste, „przecież jest wojna”. W zamian usłyszał od chwasta, że jak Jego Królewską Mość nie stać na czekoladę i kakao to niech nie prowadzi wojny. To nie do pomyślenia w Polszcze, która zawsze, bez głowy, bez planu, bez środków, bez broni, bez logistyki wikłała się w wojny, wojenki i powstania. A możliwe to było dzięki temu szalonemu wychowywaniu na bohaterów.

  4. Bez przesady – takie działania „Ja z synowcem na czele i jakoś to będzie” to chyba dopiero od XVIII wieku. 

  5. My w nagrodę dostajemy emocje. te zaś podgrzewają zawsze „pobożne niewiasty”, takie same jak te, co wyrzuciły z miasta Pawła i Barnabę

  6. Ale w kryzysie to przecież majątek

  7. >można myśleć spokojnie o przyszłości Wielkiej Brytanii…polityka imperium jest także waszą polityką…
    Aktualne z londyńskiego autobusu

  8. Bo za wychowanie mężczyzn, w Polsce, zawsze były odpowiedzialne kobiety. Ojciec gnił w ziemi albo na Sybirze. W domu zostawała samotna matka z synusiem. To, oczywiście, nie dotyczy rodzin chłopskich. Dlatego dostawaliśmy i dostajemy ciągle emocje, babskie emocje, które uchodzą za szczyt męskości i zero czynów. 

  9. Coś w tym jest.  Także mówi się,  że jesteśmy pokoleniem dorosłych dzieci alkoholików (DDA).  W co drugiej rodzinie w czasach prl był miłośnik alkoholu.  Ludzie z DDA też mogą mieć rozchwiane emocje. 

  10. A kto tak mowi  ???
    I co powiedziec  o pokoleniu – dajmy na to – takich Frankow  ???

  11. Jeśli wpisze Pani DDA w wyszukiwarkę wyskoczą strony związane z psychologią.  A jeżeli o pokoleniu franków wyskoczą Pani strony związane z publicystyką. Nauka kontra wypociny jakiegoś dziennikarzyny. 

  12. Psychologia to nauka? Ciekawe podejście….

  13. Psychologia to nie nauka?  Również ciekawe podejście… 

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.