lis 232021
 

Który z tych obszarów generuje większe zyski i dlaczego? A także, który z nich bardziej zasługuje na miano wolnego rynku?

Na takie oto pytania postaram się odpowiedzieć, rzecz jasna całkowicie po amatorsku, albowiem nie jestem specjalistą od sprzedaży, a jedynie autorem, który na chybił trafił próbuje coś tam zdziałać na rynku treści, używając do tego własnych, bardzo krótkich rąk. Zacznę jednak od tego, że ostatnie, jakże przecież ciekawe teksty były rodzajem eksperymentu. Zacząłem go od napisania kawałka, który miał w tytule dwa nazwiska – Kaczyński i Franco. Respons był fantastyczny i tekst zrobił dużą klikalność. Potem było kilka innych tekstów, które również wywoływały podobny odzew, ale nie miały takich oczywistych atrakcji w tytule. Na koniec pojawiły się dwa teksty, które sam uważam za bliskie mistrzostwa absolutnego, ale odzew na nie był mniej niż średni. To ciekawe i pewnie dla wielu ludzi zajmujących się badaniami różnych trendów w sieci dość oczywiste. Dla mnie niby też powinno być to oczywiste, przecież prowadzę ten blog już bardzo długo i zauważam różne tendencje. No, ale człowiek uczy się bardzo wolno i ja ciągle mam nadzieję, że to o czym zawsze myślę, nie może być jednak prawdą. No, ale jest.

Porzućmy teraz nasze bajorko i wypłyńmy na wody szersze. Oto dowiedziałem się wczoraj, że tomik poezji Natalii de Barbaro, felietonistki Wysokich obcasów, wydrukowany został w horrendalnej jak na okoliczności w jakich my tutaj działamy liczbie 15 tysięcy egzemplarzy. 15 tysięcy egzemplarzy!!!!! Tomik poezji!!!!! Wszystko to poszło oczywiście do sieci Empik, a pewnie też do innych sieci i jak sądzę, sprzeda się na pniu. Można oczywiście łudzić się, że tytuł jest dotowany, ale po co? Nie ma to najmniejszego sensu. Trzeba by się raczej zastanowić, co zrobić by osiągnąć choć w połowie tak wysoki wynik. Czy takie kwestie w ogóle zajmują kogoś w całym prawicowym segmencie rynku treści? Oczywiście, że nie, albowiem panują tu inne zupełnie zasady. Jeśli Natalia de Barbaro i jej tata, lansowany szeroko psycholog, udzielają się w sieci i ciągle są promowani przez fejsbuk, to ich wielbiciele, rozgrzani tą aktywnością sięgają także po inne produkcje ich autorstwa. Jeśli w naszym segmencie, ktoś słucha pogadanek tego czy innego autora, nie ruszy już najprawdopodobniej jego książek, albowiem otrzymał swoją porcję dreszczy, w czasie oglądania i niczego więcej nie potrzebuje. No może poza eskalacją emocji i proroctw, wieszczących rychły koniec planety, gatunku, kraju lub narodu. Niczego więcej ludziom nie potrzeba, albowiem wszelkie ich deficyty intelektualno emocjonalne wypełnia pokaz, także pokaz telewizyjny.

Zwróćmy teraz uwagę, że Natalia de Barbaro, ale także jej koleżanki i koledzy z segmentu, który umownie nazwałem tu lewicowym, od ponad dziesięciu lat, nieprzerwanie zagospodarowują różne segmenty, od poezji począwszy, na poradnikach skończywszy. Nie unikając przy tym bardzo dyskretnego i ujmującego angażowania się w politykę. Wszystko to jest oparte o bardzo korzystnie, jak sądzę, wynegocjowane warunki dystrybucji, a także stałe kampanie promocyjne, zarówno samych tytułów, jak autorów, a także sieci sprzedażowych.

Zwróćmy teraz uwagę, co w sytuacji ewidentnego politycznego sukcesu, zrobił człowiek uważany przez wielu za symbol prawicowych, konserwatywnych, głębokich treści, czyli Grzegorz Braun. Otóż on rzucił w cholerę swoją twórczość z dziecięcym entuzjazmem uznając, że teraz to tylko polityka, bo ta jest najważniejsza. Nie wiem, czy w całym wielkim kosmosie, w czasie ostatnich lat, ktoś zachował się głupiej i mniej odpowiedzialnie. Chyba nie.

Czy Natalia de Barbaro będąc w polityce, promując swoje poradniki i poezję, zrezygnowała by z tego dla konferencji prasowych wygłaszanych do statywów ze smartfonami i pustych oczu kamer? Albo czy mając za sobą swój dorobek, którego my tutaj nie znamy wcale i nic nas on nie obchodzi, uznałaby, że koniec z tym, a teraz tylko zbiórki na patronite się liczą? Przypuszczam, że nie. Pani owa bowiem prowadzi szeroką bardzo akcję, po której wśród jej wielbicieli i wyznawców, a także w kręgach do nich zbliżonych zostanie jakiś ślad, trwalszy na pewno niż po ekscesach posła Brauna, choć wielu to co napisałem teraz może wydać się dziwaczne. Różnicę w technice promocji widać wyraźnie i dotyczy ona całego prawicowego – nazwa umowna – rynku. Struktura sprzedaży i promocji oparta o GW, planuje żyć dalej w najlepsze i buduje swoje mrowisko w taki sposób, by przetrwało ono wszystkie burze. Prawica zaś nieustająco organizuje wybory na najfajniejszego trutnia. Królową bowiem już dawno zdetronizowano i nikt się jej losem nie przejmuje.

Skąd to się w ogóle wzięło? Prawdopodobnie – tak sądzę – z prostego i dość widocznego mechanizmu. Otóż rynek treści prawicowych w ogóle nie jest rynkiem. To jest miejsce, które ustanowiono dawno temu, by rozdzielać polityczne charyzmaty według pewnego klucza. Przypomniała mi się wczoraj, nie wiedzieć czemu, konferencja prasowa na temat środków antykoncepcyjnych, na której byłem w roku chyba 1998, albo 1999. Prowadzili ją ludzie, którzy mieli jakieś anse do Ziemkiewicza, a ten przezywał ich w różnych periodykach, które go wtedy drukowały wyrazami – cytuję – kondoniarze znad Wisły. Wydało mi się to dość dziwne, że kilku dobrze odzianych, młodych i przytomnie wyglądających panów w roku 1998 albo 1999, zajmuje się propagowaniem antykoncepcji, która i tak była rozpropagowana przez wszystkie możliwe środki masowego przekazu. Po co im to było? Nie rozumiałem tego wtedy, a jeszcze mniej zacząłem rozumieć, kiedy panowie ci wyznali iż są kolegami Ziemkiewicza i innych prawicowych tuzów intelektu, którzy też ich brzydko przezywali nie zgadzają się na promocję prezerwatyw, leżących przecież w wielkiej masie w każdym kiosku. Fenomenu tego nie potrafiłem rozgryźć długo, a wszystko przez to iż wierzyłem w deklaracje wszystkich wymienionych osób, dotyczące imponderabiliów. Jak się domyślacie nie o to chodziło. Wszystko to byli koledzy, wszyscy w najlepszej komitywie używali tych prezerwatyw, nie przejmując się tym wcale, bo przecież nikt nie widział. Ich misja polegała na wyznaczeniu takich podziałów ideologicznych, mających za podstawę instynkty, które ułatwiłyby segmentację rynku i sprzedaż różnych produktów. Także prezerwatyw. No, ale też idei, Z tych podziałów na zwolenników i przeciwników antykoncepcji wzięły się późniejsze podziały polityczne na konserwatystów i liberałów. W miarę jak zmieniały się okoliczności należało wzmacniać segmentację rynku, która nie mogła się utrzymać na starych schematach. No i nowe pokolenia wchodzące w życie nie podejmowały już tak banalnych tematów jak antykoncepcja. W pakiecie, który organizuje rynek została dziś tylko aborcja, której rzeczywistej funkcji nie dostrzega chyba nikt. A chodzi wyłącznie o to, by co jakiś czas włączyć emocje mas i coś na tej fali sprzedać lub kogoś wylansować. Prawica do dziś porusza się wokół tego schematu, o czym pisałem wczoraj. Ten kto głosi rychłą zagładę kraju ma słabszą pozycję od tego, co głosi zagładę gatunku, choć tego ostatniego można podejrzewać o odchylenia lewicowe. Segmentacja rynku według wzmożeń emocjonalnych i instynktownych, zwanych imponderabiliami, przynosi coraz mniejsze zyski, ale nikt nie rozumie dlaczego. Nikt też nie próbuje tego zmienić, albowiem nie wie jak. Trzeba by zastosować te same metody jak gazownia, a to jest przecież niemożliwe. Poseł Braun nie po to został posłem, by się dalej męczyć z filmami, ale by zbawić ojczyznę od covidowego faszyzmu. Ten zaś został – jak mniemają publicyści prawicowi – zesłany na ziemię, by jeszcze wyraźniej mogło wybrzmieć konserwatywne przesłanie wymierzone w nową odsłonę faszyzmu. Tego szczepionkowego rzecz jasna.

Najważniejsza kwestia dzisiejszych naszych rozważań zawiera się w zdaniu – ale jak to koledzy? Jak to możliwe, że oni wszyscy byli kolegami? No tak. To jest oczywiste przecież i dziś nic się nie zmieniło. To przecież Józef Orzeł poznał mnie z posłem Braunem, a nie na odwrót. To na mitingach przeciwko aborcji można zauważyć Marcina Masnego w towarzystwie Eugeniusza Sendeckiego, który dziś jest kolegą Wojciecha Olszańskiego. Wszystko jest jak dawniej tylko metody się zmieniły, bo trzeba coraz silniej stymulować emocje ludzi, tylko z tego bowiem mogą popłynąć zadowalające zyski. Czy one są zadowalające? Śmiem wątpić. No, ale wiem też, że nie o zyski chodzi. Mogę więc na koniec życzyć tylko powodzenia pani Natalii de Barbaro w sprzedaży jej nowego tomiku poezji.

  22 komentarze do “Prawicowy i lewicowy rynek treści czyli wybory najfajniejszego trutnia”

  1. Panie Coryllusie, nie pozostaje nic innego jak napisać tekst : „Czuły Chmielnicki” albo ” Tu i teraz na stepie, czyli o czułości w kozackiej miłości.”

  2. To już prędzej jakąś parodię poradnika napiszę

  3. Dzień dobry. Sam Pan to kiedyś już wytłumaczył, ale przypomnę, jako pilny student 😉 Otóż oni wszyscy są kolegami, tak samo jak, powiedzmy, absolwenci jakiejś milicyjnej szkoły. Inni mają przed sobą inne rodzaje nazwijmy to „kariery”, ale tej akurat nie. Ponadto; istotna różnica między nimi jest tylko jedna. Lewica ma być profesjonalna i kompetentna a prawica – prymitywna i głupawa. W praktyce działa to tak, że na dyżurnych prawicowców rekrutuje się zwykłych bałwanów i po podrzuceniu im niszy – aborcja, kondomy, zagłada tego czy tamtego – pozostawia samemu sobie. Lewicowcy mają swoich profesjonalnych oficerów prowadzących, którzy w razie kiedy się który wygłupi dzwonią i mówią; „Kuba…?” I załatwione.

  4. parodia pracy naukowej już jest autor Otrębus Podgrobelski książka -Imagineskopia w księgarni Klinika Języka

  5. Ma Pan rację, że te 15 tysięcy pójdzie na pniu. Nie pamiętam już gdzie czytałam, że w korporacjach jest za mało czułości. By ten naganny stan poprawić mają się odbywać spotkania pracowników i dyskusje w ich gronie na tematy literackie. Słowem szef ustali tytuł książki i zada do czytania, a potem dyskusja. Wszak najważniejsze są relacje.

  6. I niech kto spróbuje nie dyskutować o czułości….już my mu…

  7. Właśnie ci durnie unieważnili antysemityzm jako narzędzie sprzedaży…ciekawe co teraz zrobią…Boże, jak ja mogę być taki cyniczny? Wybacz mi proszę!

  8. – Bóg jest miłosierny, w tym nasza nadzieja. A oni – nic nie zrobią, narzędzia sprzedaży nie są im potrzebne, w każdym razie – nie takie jak Panu. Oni sprzedają co innego i komu innemu, Pan wie, a ja się domyślam… Poza tym nie wierzę, żeby można było tak łatwo odłożyć antysemityzm ad acta. Tyle jest przecież jeszcze gadżetów do wykorzystania, tyle śpiewek do powtarzania. Nie oprą się

  9. Tu nie chodzi o oparcie. Mogą się opierać o co chcą, żadnych antysemickich refrenów nikt już nie kupi.

  10. Panie Coryllusie, czy ten poradnik będzie o tym jak włazić na te same grabie i nie dostać centralnie?

  11. Niech Pan ich zbierze na kupkę i dobrze wymóci, tak jak Pan to potrafi.

  12. – możliwe, że ten repertuar się trochę opatrzył, ale ja myślę, że on musi być grany, więc w razie flauty każe się jakiemuś mądrali w Izraelu coś tam chlapnąć na polaczków i hossa wróci…

  13. Niedawno wujek gugel podsunął mi książki Brauna i z ciekawości zajrzałem. Grzesiu coś tam pisze w pojedynkę lub w parze np. z Sommerem. Niestety nic ciekawego – tematy sanitarne + odgrzewane kotlety o komunie. Szkoda. Niby film o Gietrzwałdzie prawie gotowy – kasa zebrana na realizację, a Grzesiu na manowcach covidowych. Panie Grzegorzu – w tył zwrot!

  14. 15 tys nakładu to nic. Ponad 11 tys sprzedanych egzemplarzy tomiku poezji, którego nikt na oczy jeszcze nie widział to dopiero sztuka. Autorzy Stanowski Mazurek „Kmioty polskie”.

  15. profesjonalne oficerki AM Żukowska i Piekarska  – SAMOZAORANIE

  16. „Ma Pan rację, że te 15 tysięcy pójdzie na pniu. Nie pamiętam już gdzie czytałam, że w korporacjach jest za mało czułości”

    Może w jakichś ostatnich komunikatach emitowanych przez Amazon? Którego twarzą w ramach akcji promujących empatię jest Piotr Zelt i jego wyczyny.

    https://ibb.co/FqxWcCc

  17. „Trzeba by się raczej zastanowić, co zrobić by osiągnąć choć w połowie tak wysoki wynik.” to bardzo proste. Trzeba aby tate miał właściwą pozycję w pewnych służbach oraz był onegdaj głównych architektem podstawowej strategii medialnej PO. Na niwie publicznej łączy się to gładko podczas spotkań i gawęd  z Bonieckim pod auspicjami „Tygodnika powszechnego”  https:/  /ne-np.facebook.com/GutekFilm/posts/3428680080485231/  czy tam innej „Więzi” https:/ /wiez.pl/2021/10/13/prof-de-barbaro-kryzys-na-granicy-to-okazja-dla-chrzescijanstwa-by-zaistnialo-u-nas-na-nowo/  Wynika z tych różnych doniesień, że nie ma w Polszcze zbyt wielu bardziej zatroskanych o losy Kościoła katolickiego i Polski ludzi jak tandem Boniecki – de Barbero. No a zatem czy tak wrażliwa na losy Polski redakcja ośmieliłaby się odmówić jego córce odrobiny rozgłosu w „Wysokich obcasach”? No jakże to tak?

  18. prawdę piszesz, no jakże tak zostawić poetkę na pastwę wilków/krytyków, musi być tandem pomocowy i tate i znajomy ksiądz co może wydrukować wierszyki /byle nie erotyki/  w jednak ciągle prestiżowej gazecie

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)