lis 172021
 

Dawno, dawno temu, na korytarzu sądu w Grodzisku Mazowieckim gdzie czekałem, jeden z wielu dziennikarzy, na rozprawę, której przedmiotem było molestowanie miejscowym zakładzie pracy, pojawiła się dziennikarka stacji TVN. Była to osoba bardzo młoda, niezwykle egzaltowana i prawie od razu przeszła ze wszystkimi obecnymi na ty. Był to moment szczególny w historii tej stacji, albowiem wtedy właśnie kilku jej dziennikarzy i prezenterów poważnie się rozchorowało. Jeden z nich zaś, imieniem Marcin, właśnie zmarł. Miał bardzo rzadką odmianę raka i nie było sposobu, żeby go uratować. Dziewczyna, która stała wtedy z nami na korytarzu sądu uznała za stosowne, by opowiadać nam o tym zmarłym Marcinie, jej koledze z pracy. Czyniła to w sposób tak nieznośny, nieautentyczny i pretensjonalny, że zrobiło mi się smutno i zacząłem jej zwyczajnie i po ludzku żałować. Nie mogłem sobie bowiem wyobrazić sytuacji, która człowieka młodego, a to znaczy dla mnie – z istoty ironicznego i bystrego – może doprowadzić do stanu, w którym opowiada takie rzeczy, jakie opowiadała ona wtedy. Nie jestem w stanie niczego zacytować, albowiem było to tak miałkie, słabe i nietrafione, tak nie pasujące do momentu tej straszliwej śmierci, że po prostu przeciekało przez palce, umysł i serce. Mam nadzieję, że pani ta wydoroślała jednak i dziś zachowuje się już w inny sposób. Tamten moment nie był w moim życiu żadnym przełomem, a na pewno nie był przełomem widocznym. Tak jak wszyscy oglądałem telewizję TVN i głosowałem na Tuska, wierząc, że chce on dobrze i zaprowadzi nas do lepszej i szczęśliwszej Polski. Korytarzowe wystąpienie tej nieszczęśliwej istoty uruchomiło jednak jakiś proces w moim mózgu i proces ten toczył się przez parę lat, niejako poza moją świadomością. Czasem tylko zastanawiałem się nad tym, jak strasznie muszą wyglądać relacje między pracownikami w tym niesamowitym miejscu, w którym trzech dziennikarzy naraz zapada na nowotwór, a latające po korytarzach, młode reporterki nie potrafią skomunikować się ze światem w zrozumiałych dla normalnego człowieka rejestrach. Zamiast tego bełkocą coś, co przypomina strzępy źle przepisanych, słabych powieści dla znerwicowanych i przepracowanych kobiet. Nie potrafiłem do dziś nazwać tego dziwnego przedstawienia, które zobaczyłem wtedy na korytarzu sądu rejonowego w Grodzisku. Dopiero dziś, kiedy zauważyłem informację, że umarł Kamil Durczok, przyszło do mnie olśnienie i słowa, które opisują ten stan. Jest to próba uzyskania głębi.

Każdy, przynajmniej raz w życiu podejmuje taką próbę, choć niekoniecznie w sytuacji tak dramatycznej, jak śmierć kolegi z pracy, czy własna, ciężka i nieuleczalna choroba. Jest to niezwykle trudne i przeważnie kończy się źle. Nierzadko kompromitacją. Ludzie prości, nie czytający emocjonalnych kontekstów, które wyrastają z literatury i filmu, mówią o swoich nieszczęściach prosto i cicho. Nie dla nich głębia, która ma w godzinie śmierci, albo próby pokazać innym, że są wyjątkowi, a ich życie ma walor szczególny. Nie przejmują się tym też za bardzo. Myślę, że ich właśnie Pan Bóg kocha najbardziej. Próba uzyskania głębi bowiem to pokusa, na którą zostają wystawieni ludzie przekonani, że osiągnęli tu na ziemi coś, czego nie osiągnęło zbyt wielu, a co może być powodem do zazdrości. Czy takich ludzi Pan Bóg także kocha? Zapewne, ale też wystawia ich na ciężkie próby, czekając w milczeniu, aż zrozumieją. Myślę, że Kamil Durczok zrozumiał wszystko dokładnie. Myślę też, że wszystko zostało mu wybaczone i zapomniane, albowiem z całą pewnością człowiek ten nie miał łatwego życia. Kiedy czytałem dziś fragmenty jego twitterowych tekstów, albo tytuły jego ostatnich, nagrywanych dla Polsatu programów, przypomniała mi się ta dziennikarka. Było to tak samo słabe, jak jej gadanie. Być może parę lat temu, kiedy Pan Kamil prowadził po pijanemu auto, nie rozumiał jeszcze wszystkiego, a przywoływane dziś, dość niestosownie, jego grzechy, były także próbą uzyskania głębi. Nie wiemy tego, więc nie oceniajmy pochopnie. Człowiek znajdujący się w pułapce chce z niej wyjść, nawet jeśli intuicyjnie tylko ową pułapkę wyczuwa, bo wszystko wokół podpowiada mu, że jej nie ma. Przeciwnie, świat cały stoi otworem, jest świetnie, a będzie jeszcze lepiej. Wtedy właśnie rozpoczyna się w mózgu dziwny proces, którego żaden człowiek nie potrafi zdefiniować, a jego efektem jest gwałtowna myśl o tym, by uciec. Pułapka jednak jest tak skonstruowana, że pojawia się nowa myśl, o pozostaniu jeszcze na chwilę, dosłownie tylko na chwilę, i udowodnieniu wszystkim, jak świetnym się jest facetem i jak wiele jeszcze można by zdziałać, gdyby nie ten – pojawiający się nagle – przymus ucieczki. To jest moment dla życia kluczowy, bo wtedy wydaje nam się, że mamy dwa wyjścia – ucieczkę lub próbę naprawienia wszystkiego. Obydwa są fałszywe, okazuje się bowiem że ucieczka prowadzi ku śmierci, a próba naprawienia ku kompromitacji. W takiej sytuacji jest jeszcze jedno wyjście – milczenie, ale z niego najtrudniej skorzystać. Czy takie wyjście wybrał Kamil Durczok, którego nie widzieliśmy w mediach przez ostatnie miesiące? Nie wiem. Muszę jednak przypomnieć, że w przekonaniu iż jest to człowiek silny i wpływowy, który stopniowo traci swoje wpływy, albo manifestuje je w sposób przykry i dręczący, szydziliśmy z niego wielokrotnie i znęcaliśmy się nad nim w sposób naprawdę przesadny. Cóż to bowiem jest za sztuka, dla takich mistrzów, jak my tutaj – a piszę to serio, albowiem my nie musimy wcale starać się o uzyskanie głębi – cóż to jest za sztuka, powtarzam, dostrzec bliźniego, człowieka i cierpienie, w jakimś biedaku? Czy nawet w tej oszukanej dziewczynie, która kiedyś tam, dawno temu plotła bzdury na korytarzu sądu tuż po śmierci swojego kolegi z pracy. To jest nic. My to możemy opisać na sześć przynajmniej sposobów. I każdy się przy takim opisie wzruszy. Zobaczyć człowieka, cierpienie i grozę śmierci w losie Kamila Durczoka jest już trochę trudniej, albowiem nie potrafimy współczuć takim jak on. To nie rokuje za dobrze na przyszłość, albowiem – jestem pewien – kilka dni temu Pan Kamil zrozumiał co to znaczy próba uzyskania głębi prawdziwej. Mam nadzieję, że choć na te parę godzin Pan Bóg odsunął od niego udrękę, która była jego udziałem przez całe życie i pozwolił mu zaznać prawdziwego spokoju i zanurzyć się w prawdziwej głębi. Mam nadzieję, że miał lekką śmierć. Niech spoczywa w pokoju wiecznym. Amen.

Wyjeżdżam dziś na cały dzień. Nie będę więc komentował.

  17 komentarzy do “Próba uzyskania głębi. Życie i śmierć Kamila Durczoka”

  1. Nie oglądałem TVN, raczej z braku nawyku , bardzo długo nie miałem naziemnej TVN a satelity nie kupowałem. Na Tuska też się nabrałem. Kamil Durczok, gwiazda TVP, TVN i potem nie wiem co robił. Jak wczoraj usłyszałem o jego śmierci, po ludzku zrobiło mi się go żal, choć jego „wybryki” były głośne, bo TVP to nagłaśniało. Jak jesteś gwiazdą to Cię wszędzie chcą, dla TVN musiał zacząć być zgraną kartą, że się go pozbyli. Pozbycie się go z TVN nie wiem dlaczego kojarzy mi się z polityką a nie profesjonalizmem, o profesjonalizmie Durczoka nie mogę się wypowiadać bo się na dziennikarstwie nie znam.

  2. Dzień dobry. Ci prości ludzie pozbawieni tej typowej dla „wybrańców” pretensjonalności mają jeden szczególny dar od Boga, o który warto się modlić. Otóż oni, świadomie lub nieświadomie potrafią omijać pułapki, bo czują przez skórę, ze to sprawka Złego. My tutaj, jak ładnie nas Pan określa, niestety mamy ten zmysł stępiony, zbyt długo wystawieni byliśmy choćby na działania po-KEN-owskiej edukacji, oraz innych rabinów, co to jeden powie tak, inny – nie… Zapomnieliśmy istotny sens ewangelicznego nakazu; niech mowa wasza będzie tak-tak, nie-nie. I co z tego wychodzi? Paktujemy z szatanem, nieraz nie zdając sobie z tego sprawy. Broń nas przed tym, Boże.

  3. mnie to zmroziła wiadomość o tych transfuzjach jakie przeszedł

    tyle bo człowieka nie znam,

    a telewizora nie mam od dawna

  4. Od pierwszego wejrzenia na początku 90-tych miałem niechęć do Tuska. Dziwna, psychopatyczna twarz, nie tylko przez pewne podobieństwo do McDowella, który grał Kaligulę.

    Co w tej twarzy takiego niepokojącego ? Mechaniczne rysy, ściśnięte brwi, nieszczere spojrzenie, wyrachowanie w każdym calu.

    Niewątpliwie zachowywał się sprytnie w tej przepychance, nie pozwalał sobie na jakieś nonkonformistyczne deklaracje, działania wbrew układom i nurtom wiodącym.

    Miejmy nadzieję, że karta  osłabiona, w stronę wygaszenia wpływów. To należy się Polsce.

  5. wytrawny gracz z Tuska, ograł wszystkich , jak wyrzucił z partii Rokitę , którego namaszczał na premiera to już wtedy wiedziałem, że Tusk jest be…..

  6. Wygląd i uroda pana Tuska nie mają nic do rzeczy. Jednym się podoba, drugim nie. Ważne jest to co robi lub nie. Brak działania w polityce też jest paradoksalnie działaniem politycznym.  Jest na pewno sprytny ( w polityce atut) i umie grać brutalnie, ale nie jest mężem stanu i nigdy nim nie będzie. Ma idealną sytuację do działania i pokazania, że jest politykiem z klasą i co? Nic. Robi unik i czeka. A jego zwolennicy wypuszczają patokomunikaty, sypią się jak z rękawa. Nędza.

  7. Wygląd nie ma nic do rzeczy???

    Policjanci na podstawie pierwszego krótkiego spojrzenia dokonują rozpoznania dobry-zły! I przeważnie się nie mylą. Takie rozpoznanie to rutynowa procedura. Wygląd bardzo dużo mówi o typie psychofizycznym osobnika.

    A do Tuska lgną podobni do niego. To też banał, że ludzie łączą się w grupy podobnych do siebie. Pijacy do pijaków, czerstwi do czerstwych, Czereśniacy do Czereśniaków itd.

  8. Ładne dziewczyny dobierają sobie brzydkie koleżanki.  W takim zestawieniu wydają się jeszcze ładniejsze. Nie zauważył pan tego ?

    Tusk reprezentuje określone interesy i to te interesy przyciągają do niego takich, a nie innych osobników.

  9. /u Tuska/ … POLITYK Z KLASĄ … prawie oksymoron

  10. To jest ostatni moment, by zachował twarz. On i ci wszyscy, którzy go wspierają.

  11. Ładne dziewczyny dobierają sobie brzydkie koleżanki.”

    I pani twierdzi, że z tego wynika iż źli ludzie otaczają się dobrymi? Kogo to mieliśmy w otoczeniu towarzysza Adolfa czy towarzysza Soso? Rozumiem też, że sugeruje pani iż w otoczeniu Tuska to też sami dobrzy ludzie?

  12. Mówię tylko, że nie ma takiego schematu o jakim pan mówi. Źli ludzie potrafią zwodzić dobrych.

  13. A myśli pan, że ta ładna, która tak postępuje, to jest dobra?

  14. Tusk przed swoimi pierwszymi wyborami miał gabinet cieni i Rokitę a zupełnie inaczej sformował rząd . … dlaczego … i jeszcze zagraniczną postać do  ściągnął do zarządzania finansami … dlaczego ….

    on ograł… czy jemu ktoś coś kazał, a on nie ogrywał tylko wykonywał …

  15. Każdy kto trochę poznał życie intuicyjnie czuje, że był to zwyczajny, normalny, niepodszyty fałszem człowiek. Dramat tego człowieka polegał na tym, że wpadł w ręce Systemu Mediów, który do końca nie pozwalał mu z niego wyjść. Do końca musiał odgrywać swoją rolę. Jedynym dla niego wyjściem byłoby milczenie, ale pewne sprawy zaszły jakby za daleko. Drugim rozwiązaniem była śmierć, która ciągle – poprzez ciężką chorobę –  jakoś była przy Nim obecna.

    Ta śmierć jest też jakby wyrzutem wobec Systemu, jego wstydliwą stroną. Bo przecież ludzie Systemu są wieczni, nawet jeśli umrą. Ta śmierć z pewnością dla wielu ludzi Systemu będzie jakimś ostrzeżeniem. Dla ludzi takich jak Jakub W.  będzie coraz mniej miejsca.

  16. Tak sobie teraz pomyślałem, że osoby znane z oddali, działacze, luminarze, celebryci, gwiazdy są albo idealizowane, albo atakowane.

    I chociaż raczej należałem do krytyków Durczoka, teraz pomyślałem, że może był to sympatyczny imprezownik, który musiał się trochę poprzepychać na cynicznym rynku. Być może był po prostu fajny, lubiły go atrakcyjne dziewczyny i luzaccy kumple.

    Dlatego warto wrzucić hamulec w tej naszej surowej ocenie, bo możemy okazać się sędziami bardzo niesprawiedliwymi.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)