Książki

 

Św. Maksymilian Kolbe. Pisma. Część II

Drugi tom pism św. Ojca Maksymiliana Kolbe, wydany przez wydawnictwo Franciszkanów w Niepokalanowie

Cena: 30,00 PLN

Ładowanie... Aktualizacja koszyka…

Wspomnienia z zesłania do Kazachstanu

W Augustowie rządzili już Sowieci. Naszą rodzinną ziemię augustowską nazywali Zachodnią Białorusią. Od razu po naszym przyjeździe z Lubieszowa wujek Romanowski oznajmił nam, że do naszego domu przychodzili enkawudziści i pytali o ojca. Wujek powiedział im, że pojechał po rodzinę na wieś, nie wie, gdzie, ale niedługo powinien przyjechać. Przykazali, żeby po powrocie zgłosił się do tutejszego biura NKWD. Wiadomość ta wszystkich nas bardzo zatrwożyła, gdyż wezwanie do stawienia się w NKWD szefa przedwojennej policji powiatowej mogło oznaczać tylko jedno: więzienie, łagry, katorgę, a nawet śmierć przez rozstrzelanie. Ojciec doskonale o tym wiedział i rozmyślał nad tym, jak ma postąpić, ale właściwie dużego wyboru nie miał. Co życzliwsi sąsiedzi radzili, aby uciekał. Ale dokąd? Cała Polska jest już zajęta przez Niemców albo Sowietów. Najbliżej jest Litwa, ale ona również nie jest przyjazna dla Polski. Bezpiecznego schronienia nigdzie już nie ma. To, co teraz dzieje się w Polsce to tylko początek wielkiej wojny światowej, która obejmie całą Europę, a może nawet i cały świat – tak mówił ojciec. Uważał, że zawarty pakt trójstronny, czyli oś Berlin-Rzym-Tokio nie wróży, aby na Polsce wszystko się zakończyło. Teraz doszedł jeszcze Związek Radziecki. Wszyscy oni pragną panować nad całym światem. Faszyzm z jednej strony, a komunizm z drugiej. Jesteśmy wobec tych wydarzeń bezsilni.

Fragment tekstu. Oprawa twarda, stron 200

Cena: 35,00 PLN

Ładowanie... Aktualizacja koszyka…

Chorwacja. przewodnik krajoznawczy

CHORWACJA jest jednym z najbardziej urozmaiconych krajobrazowo i kulturowo krajów naszego kontynentu. A także krajem wielkich kontrastów. Zderzają się tu klimat śródziemnomorski z kontynentalnym, równiny Europy Środkowej sąsiadują z krasowymi płaskowyżami Gór Dynarskich, te zaś z usianym setkami wysp wybrzeżem Adriatyku. Śródziemnomorska kultura Dalmacji idzie o lepsze z miastami dawnego cesarstwa Habsburgów, wpływami bałkańskimi i tureckimi.

W Chorwacji każdy znajdzie coś dla siebie. Miłośnik starej architektury — cenne zabytki we wszystkich możliwych stylach od romanizmu po modernizm. Poszukiwacz klimatów — małe dalmatyńskie miasteczka i wioski, do których nie dociera masowy ruch turystyczny. Turysta górski — mało uczęszczane szlaki i krajobrazy, jakich próżno szukać w naszej części Europy. Zwolennik aktywnego wypoczynku — znakomite warunki do uprawiania wszelkiego rodzaju sportów wodnych, a zwolennik dolce far niente — znakomicie zagospodarowane kurorty nadmorskie. Temu zaś, kto ma żyłkę odkrywcy, radzimy powłóczyć się po kontynentalnej części kraju, którą zbyt pochopnie omijamy zwykle w drodze na adriatycką plażę. Tam też jest co oglądać i jest gdzie po prostu pobyć.

480 stron formatu B6, plus 40 str. barwnych, 106 zdjęć oraz ilustracji czarno-białych w tekście, 54 plany i mapki. Broszura szyta nićmi. Oprawa miękka ze skrzydełkami, wewnątrz skrzydełek ogólne mapki Chorwacji – cz. północna i południowa

Cena: 53,00 PLN

Ładowanie... Aktualizacja koszyka…

Wspomnienia mego życia i pracy

Ksiądz Wacław Bliziński był postacią niezwykłą. Postawiony wobec wyzwań nie tylko misyjnych, ale także ekonomicznych, stworzył z podupadającej wioski Lisków niedaleko Kalisza, ośrodek spółdzielczości i oświaty, emanujący na całe województwo i na cały kraj. Dziś dzieło księdza Blizińskiego jest całkowicie zapomniane. Pamiętają o nim w Liskowie, ale w Polsce nikt nie wie kim był i jak działał ten człowiek. Napisany jego ręką tom wspomnień, poprzedzony jest wstępem kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Cena: 46,00 PLN

Ładowanie... Aktualizacja koszyka…

Mennica koronna w Lublinie 1595- 1601

Ordynacja mennicza z roku 1580 to jeden z najważniejszych aktów prawnych w historii polskiego pieniądza i jedna z najdonioślejszych reform monetarnych w dziejach Polski nowożytnej. Regulowała ona system pieniężny  Rzeczpospolitej nie tylko w czasach Stefana Batorego, ale również przez znaczną część panowania Zygmunta III Wazy. Obowiązywała niemal ćwierć wieku- do roku 1604.

Fragment tekstu. Luksusowe wydanie specjalistyczne pracy o działalności mennicy lubelskiej autorstwa Dariusza Marzęty. Książka zawiera liczne fotografie, wydana została na papierze kredowym, liczy sobie 96 stron. Oprawa twarda

Cena: 67,00 PLN

Ładowanie... Aktualizacja koszyka…

Handel wołami w Polsce

Jedna z najważniejszych prac historycznych, napisanych w Polsce po wojnie. Autor omawia szczegółowo najważniejszy po handlu zbożem obszar gospodarczej aktywności szlachty, mieszczan i żydów zamieszkujących I Rzeczpospolitą – handel wołami. Można by w tym miejscu spokojnie napisać – wielki handel wołami, bo stada pędzone przez południowe obszary Rzeczpospolitej, liczyły dziesiątki tysięcy sztuk. Woły pędzono z Mołdawii, Wołoszczyzny, Ukrainy, a sprzedawano w Rzeszy, we Francji, a nawet w Londynie. Do dalekich miast płynęła już, rzecz jasna wołowina, zasolona w beczkach. Woły bowiem szlachtowano nad Wisłą, skąd mięso spławiane było do Gdańska i nad Odrą w Brzegu, skąd transportowano je do Szczecina. Wołowina była dla Rzeczpospolitej skutecznym narzędziem politycznego szantażu. Kiedy cesarz Karol V, próbował ingerować w relacje pomiędzy królem Zygmuntem a Albrechtem Hohenzollernem, Kraków zagroził Niemcom wstrzymaniem dostaw wołowiny. Przepędy wołów były pretekstem do dokonywania miliardowych nadużyć i oszustw. Jan Baszanowski opisuje ciągnący się latami proces przeciwko Jakubowi Fuggerowi, który był największym importerem wołowiny w Rzeszy, początku XVI wieku, na sprawę wezwano ponad 1000 świadków. Autor, nie łamiąc konwencji dzieła naukowego przedstawia nam świat fascynujący i niedostępny dziś zmysłom, ze względu na to, że handel wołami, na którym opierała się potęga Rzeczpospolitej nie znalazł swojego miejsca w popkulturze. Spróbujmy więc dziś tu przywołać choć częściowo ten niezwykły klimat wielkich interesów, wielkiej polityki i ogromnych zysków.

Cena: 46,00 PLN

Ładowanie... Aktualizacja koszyka…

Hipolit Korwin Milewski. Wspomnienia. Tom II

Z czego dotychczas i od przeszło pięciuset lat składała się ta narodowość? Z dwóch prawie równych sobie części: tej, którą w końcu XIV wieku przyniosła w posagu królowa Jadwiga, i tej, którą przyniósł W. książę Władysław Jagiełło. Zupełnie nierówne w samym początku tego związku, zrównały się prawie stopniowo w ciągu czterechset lat częściowo drogą infiltracji, częściowo drogą asymilacji, i właśnie wtedy, kiedy w końcu XVIII wieku Państwo zostało rozczłonkowane, było już dokonane zjednoczenie narodu.

Mówię tak dlatego, że wbrew szablonowym demagogicznym twierdzeniom wartość, produkcyjność i twórczość większych narodów nigdzie nie zależała i jeszcze nie zależy od gatunku jego plebsu. Zależy wyłącznie od jego warstwy czołowej, tak zwanej elity, stosunkowo nielicznej; bez jej kilkusetwiekowej pracy i wysiłków ten plebs jeszcze by się składał z prawdziwego stada dwunożnych stworzeń okrytych zwierzęcymi skórami, żyjących pod szałasami z gałęzi, broniących swego życia od drapieżników za pomocą kamieni lub kołów drewnianych. Otóż w końcu XVIII wieku, jeśli plebs kresowy różnił się swoją gwarą domową i po części obyczajami od rdzennie polskiego, to warstwa czołowa i tu, i tam była do takiego stopnia zlana i zrównana, jak się tego jeszcze wtenczas nie zauważało między południowymi i północnymi Francuzami lub Niemcami.

Fragment tekstu

Cena: 46,00 PLN

Ładowanie... Aktualizacja koszyka…

Nawet koza białogłowa do przedszkola pójść gotowa

Pierwsza w naszej ofercie książeczka dla dzieci. Oto co pisze o niej autorka Katarzyna Kania Stróżewska

Idealna książka dla dziecka! Zarówno tego, które za chwilę przekroczy próg przedszkola, jak i tego, które już jest dumnym przedszkolakiem. Prawdziwy Staś i prawdziwe zdjęcia ze Stasiowej przygody na wsi u babci Lusi i dziadka Antka. A także porady dla rodziców, jak wesprzeć w tej ważnej chwili swoją pociechę. Warto by tę książkę poznali również szkolni pedagodzy – dzięki niej będą niemalże czytać w myślach swoich podopiecznych. Do książki dołączona jest płyta z piosenką dla dzieci i zakładka.

Cena: 32,00 PLN

Ładowanie... Aktualizacja koszyka…

Hipolit Korwin Milewski. Wspomnienia. Tom I

Pracowaliśmy, siedząc na ławce i pochyleni nad pulpitami pod nieustannym dozorem albo “maitre d’etude” czyli klasowego dozorcy na pensji, albo w liceum pod okiem p. profesora – zimą jedenaście, a latem jedenaście i pół godzin dziennie. Mianowicie: zimą o pół do szóstej, a latem o piątej trąba archanioła w postaci ogromnego dzwonu wypędzała nas z łóżka, 1/2 godziny na toaletę, potem przygotowanie lekcji i repetycja, o siódmej i pół śniadanie – do wyboru biała kawa lub czekolada z bułką i masłem, i marsz do liceum. Tam dla 1800 uczniów dwie tylko, wprawdzie ogromne bramy, jedna (nasza) od rue du Havre, druga od ulicy Caumartin, otwierały się nie na głos dzwonu, lecz bębna, 5 minut przed 8. Punkt o ósmej przed drugim bębnem 1 800 malców już siedziało w trzydziestu audytoriach, albowiem klasy były rozdzielone każda na trzy tzw. dywizje – i profesor w todze i sędziowskiej czapce rozpoczynał lekcje. Pięć minut po 8 trzecie bębnienie i zamknięcie bramy. Kto w ciągu szkolnego roku więcej niż dwa razy w porę nie przybył bez uprzedniego zawiadomienia ze strony rodziców lub dyrektora pensjonatu, był nielitościwie wykluczany z liceum. W ciągu moich 7 lat w liceum Bonaparte zdarzył się tylko jeden taki wypadek. Dla tego, który taką szkole przebył, już na całe życie “rendez-vous” o 4.30 nie oznacza tak, jak dla 29 milionów moich kochanych rodaków, coś między obiadem a kolacją: to oznacza czwartą 29 minut i 60 sekund.
Takich jedenastogodzinowych dni roboczych mieliśmy, po odliczeniu niedziel, letnich wakacji – i bardzo krótkich, na wszystkie święta, Boże Narodzenie, Nowy Rok, Zapusty, Wielkanoc, Wniebowstąpienie, urlopów, razem 255 dni, czyli 2 805 godzin pracy umysłowej rocznie. Jak się przekonałem potem, jeden z moich siostrzeńców, bardzo gorliwy uczeń, miał w gimnazjum rosyjskim w Wilnie 165 dni roboczych po 7 godzin z przygotowaniem – razem 1155 godzin, czyli daleko mniej niż połowę. Jak jeszcze później rachowałem z młodym p. Platerem z Dąbrownicy, uważanym w petersburskiem liceum za lepszego ucznia, tam się miało dzięki wszystkim dniom galowym tylko 105 dni roboczych po 7 godzin, a więc 735 godzin pracy rocznej. To, daleko więcej niż różnica programu lub zdolności nauczycieli, daje pojęcie o poziomie wykształcenia młodych ludzi we Francji w mojej młodości i w byłym zaborze rosyjskim. A wszakże p. Clemenceau, Thiers, Guizot, Lamartine, Chateaubriand itd., którzy wszyscy to “przepracowanie umysłowe” przeżyli, w osiemdziesiątym roku życia wcale jeszcze “ramolciami” nie byli. Zalecam ten rachuneczek naszym łatwowiernym mateczkom, które się tak łatwo dają rozczulać mniemanym wyczerpaniem umysłowym swoich małych figlarzy.
Podstawowymi zasadami naszego wychowania i wykształcenia były: co do nauk, rywalizacja; mieliśmy w liceum tygodniowe konkursy w rozmaitych przedmiotach, w których klasowano uczniów podług piśmiennych wypracowań, a w końcu roku wszystkie paryskie licea wysyłały do Sorbony po 5 przedstawicieli każdej klasy na tzw. konkursy generalne – których rezultaty ogłaszano we wszystkich gazetach; a rozdawanie nagród pod przewodnictwem Ministra Oświaty, poprzedzane jedną łacińską mową, wypowiedzianą przez któregoś z młodych profesorów i jedną francuską, wypowiedzianą przez jakąś znakomitość naukową lub literacką, stanowiło dla całej wykształconej publiczności paryskiej uroczystość, która ją interesowała w większym stopniu niż dziś popisy sportowe.
Obok niezawodnych korzyści, jakie przynosił ten system konkursowy, może jemu to trzeba przypisać jedyną, moim zdaniem, ujemną stronę nauczania w ówczesnych liceach paryskich. Liceum Bonaparte, położone w pięknej dzielnicy, cieszyło się specjalną protekcją władz cesarskich i komplet profesorów był pierwszorzędny. Z moich nauczycieli pp. Wiktor Duruy (historyk), Manuel (poeta), Greard (pedagog), Perrens – krytyk i historyk, zostali członkami Akademii francuskiej. Błąd był w tym: w każdej klasie było nas około sześćdziesięciu uczniów, których można było rozdzielić na trzy mniej więcej grupy. Dwudziestu czołowymi (do których brat i ja należeliśmy) profesorowie zajmowali się bardzo starannie, następną grupą już znacznie mniej, a ostatnią wcale nic. Nie czuli, że ich krzywdzili, ponieważ przejściowych egzaminów z klasy do klasy nie było.

Fragment tekstu. Książka liczy 486 stron.Format B5 oprawa twarda

Cena: 52,00 PLN

Ładowanie... Aktualizacja koszyka…

Cristiada

W powierzchownych analizach historycznych rewolucje przedstawiane są jako zrywy ciemiężonego ludu, natomiast ruchy kontrrewolucyjne jako te, które są dyrygowane i przeprowadzone przez elity społeczne. Jednak historia meksykańskich cristeros (chrystusowców) udowadnia coś zupełnie innego: że współczesne wielkie ruchy kontrrewolucyjne wyrastają wprost z ludu. Francuscy wandejczycy, hiszpańscy karliści, portugalscy migueliści albo meksykańscy cristeros są dowodem na istnienie prawdziwego kontrrewolucyjnego społeczeństwa. Większość podobnych inicjatyw powstaje bez wsparcia najważniejszych środowisk danej epoki, czy to świeckich, czy kościelnych. Często zdarza się, że ludność chwyta za broń w akcie sprzeciwu wobec rewolucji, bo tak dyktuje im sumienie, wbrew wszelkim prognozom i politycznym kalkulacjom. Meksykańscy cristeros, pomijając udział requetés w Hiszpańskiej wojnie domowej (1936-1939), mogą być uważani za ostatnich wielkich krzyżowców XX wieku. Są reprezentantami chrześcijańskiego ludu, który nie zgadza się na unicestwienie przez rewolucję modernistyczną. Prawa antyklerykalne Callesa i brak reakcji ze strony katolickich elit doprowadzają do zbrojnego powstania – w którym wezmą udział chłopi i prości ludzie – znanego jako “Cristiada”. Katolicy zostali przez swoich wrogów pogardliwie nazwani “Chrystusami Królami” (Cristos Reyes) bądź Chrystusowcami (cristeros), ponieważ ich znakiem rozpoznawczym był wiszący na piersi krzyż, meksykańska flaga z intronizowaną Matką Bożą z Guadalupe i wojenny okrzyk: Niech żyje Chrystus Król! Niech żyje Matka Boża z Guadalupe!

Cena: 25,00 PLN

Ładowanie... Aktualizacja koszyka…