grudzień 122020
 

Ostatnia rzecz jaką powinniśmy robić, to brać udział w sprofilowanych przez ulicę dyskusjach na tematy polityczne. Trzeba bowiem pamiętać, że to co dzieje się na ulicy to także jest publicystyka, tyle że prowadzona przez ludzi, nie umiejących posługiwać się słowem pisanym. Publicystyka zaś to jest narzędzie sprawowania władzy nad tłumem. Stąd mamy tak zwane gorące spory publicystyczne, bo od nich zależy jaki rodzaj propagandy dominował będzie w przekazie i kogo będą częściej pokazywać w telewizji. No a także o czym i o kim będziemy dyskutować ze szwagrami przy świątecznej kolacji, czy też normalnie przy wódce. Od triumfu publicystycznej propagandy zależy też kto będzie się czuł wykluczony, a kto będzie miał dla swoich poczynań i gawęd pełną akceptację i zrozumienie. I teraz uwaga, złudzenie, bo w moim mniemaniu jest to złudzenie, triumfu w publicystyce, albo sama tam obecność, rodzi kolejny miraż – nadzieję na udział w polityce. Tymczasem, co widać gołym okiem, publicystyka w ocenie sił politycznych, które porządkują nasz teren, a mam na myśli publicystykę uliczną to wojna na formaty. Te z kolei realizowane są przez ludzi, którzy mają prawo dziedziczenia postaw, albo są zawodowcami. Pani Marta Lempart jest pierwszym przypadkiem, a pan Olszański drugim. I nie ma już doprawdy powodu, żeby przejmować się tym czy oni są wiarygodni, czy może nie. Chodzi o to, by we właściwym miejscu postawić akcenty i udać, że nic poza nimi się nie liczy. Dziedziczenie i zawodowstwo zdominowały uliczny dyskurs i od demonstrantów oczekuje się już tylko tego, by swoją postawą potwierdzali istotną rolę głównych rozgrywających, a także ich autentyczność. I oni to czynią, albowiem każdy człowiek, który żyje emocjami, widzi przede wszystkim siebie i nawet jak go ogrywają w trzy karty, będzie się upierał, że odegra się w następnej partii. Głównym zaś jego wrogiem będzie ten, który takiego biedaka od gry w trzy karty będzie chciał odciągnąć i jeszcze mu będzie tłumaczył, że go oszukują. Jego?! Kto by tam śmiał oszukać takiego cwaniaka?!

Powtórzmy – urzędniczka z całkowitą gwarancją osobistej nietykalności i aktor, wyznaczają dziś granicę dyskusji publicystycznej toczonej na ulicy. Co się odbywa w ramach tej dyskusji? Celebracja postaw. Chodzi o to, by wszyscy, od posłów lewicy zaczynając, na ostatniej wariatce kończąc, mogli dokonywać jakieś autoerotycznej celebracji swoich przekonań i żeby dla tych przekonań znajdowali oni gotowe potwierdzenia. I znajdują, bo mamy gotowe przedstawienia uliczne z udziałem profesjonalistów wzmocnione przez medialne nagrody i wyróżnienia, służące temu, by stymulować upór i determinację demonstrantów.

Czy na to w ogóle jest jakaś rada? Teoretycznie nie ma. Jeśli ktoś jest młody, nic nie umie, każda aktywność, jakiej się ima, związana jest w błędami, których nie da się na razie nie popełniać, domaga się taki ktoś stymulowania emocji i tego, by postawa jego została zaakceptowana. Dotyczy to ludzi ambitnych, którym się zdaje, że ich ambicje zostaną zaspokojone w taki sposób, jak oni sobie to wymarzyli, dawno temu, przed laty. Tak się z całą pewnością nie stanie, bo życie jest o wiele bardziej skomplikowane i pełne zaskakujących zależności. Publicystyka uliczna i suflowane przez sieć ekscytacje pozwalają jednak trzymać się złudzeń. Potem złudzenia te także zamienią się w publicystykę, a ta z kolei stanie się historią. Czyli od samego początku zafałszowaną i zmanipulowaną gawędą, której strzegli będą wyznaczeni do tego celu byli urzędnicy z gwarancją osobistego bezpieczeństwa i aktorzy. Nie można bowiem puszczać spraw samopas, one muszą być nadzorowane, żeby ktoś, po cichu, gdzieś w piwnicy, nie skonstruował wielkiego zasysacza memów, który całą tę publicystyczną watę szklaną, wciągnie do swojego brzucha i przerobi w trzewiach na coś, co da się konsumować bez obrzydzenia.

Porządkowanie umysłów w Polszcze polega na tym, byśmy stanęli wobec nieistniejącego realnie dylematu – tęczowy biskup czy ruski generał? Ten pierwszy ma gwarantować światowy i demokratyczny charakter naszych wyborów i dociekań, ten drugi, co już pokazują bez żadnej żenady, ma być gwarancją patriotyzmu a la Kiszczak, czyli rozpoznawalnego przez wielu ludzi, nawet stosunkowo młodych i kojarzonego ze skutecznością. A musicie wiedzieć, że nie ma dla mężczyzn, szczególnie młodych, poważniejszej pokusy niż skuteczność w działaniu. Nawet wielkie cycki nie mają z nią startu. Im bardziej rozgadana jest skuteczność, im bardziej zagadkowe są jej przeznaczenia, im bardziej nie wiadomo do czego służy, tym jest atrakcyjniejsza. Najgorsze zaś co można zrobić, to zaproponować tym biedakom, by zrobili coś naprawdę. Wtedy koniec. Oni już wiedzą, że chce się ich oszukać i odebrać im klejnot najcenniejszy – przekonanie o tym, że przeznaczeni są do rzeczy niezwykłych i zagadkowych. Owe niezwykłe i zagadkowe rzeczy kończą się zwykle tym samym – donoszeniem na kolegów, ale to się okazuje później.

Można zadać pytanie: a czym wobec tego zajmują się ludzie świadomi tego rodzaju zależności? Ludzie świadomi i wpływowi, którzy przecież jeśli nie w podobny, to może w inny sposób, mogliby opisać sytuację, wesprzeć ów opis innymi postawami i swoim autorytetem i unieważnić, przynajmniej częściowo ten dęty spektakl? Tak dokładnie to nie wiem, ale zdaje się, że wielu publicystycznym telewizyjnym zawodowcom wydaje się, że sprawy idą po ich myśli, bo publicystyka uliczna stanowi uzupełnienie ich jakże poważnych przemyśleń. Sądzą też zapewne, że wpisując się w nurt publicystyki ulicznej nawiązują kontakt z mitycznym odbiorcą masowym, który będzie wydawał potem pieniądze na ich publikacje. Niektórzy zaś, i to jest najlepsze, sądzą, że wpisując się w uliczny dyskurs, poprzez uzupełnianie go pogadankami w studio, budują swój polityczny kapitał. Lempartowa zostaje ogłoszona przez jakąś szmatę najbardziej wpływową kobietą roku i to w zasadzie wystarczy, by uwierzyć, że stojąc obok niej zbija się polityczny kapitał. Żaden studyjny publicysta niczego w opisany wyżej sposób nie osiąga. On jest jedynie wciągany do gry przez ludzi, którzy kierują publicystyką uliczną. Ktoś powie, że ja też zostałem wciągnięty. To nieprawda, wszyscy dobrze wiedzą ile czasu poświęcam na takie głupstwa i jak rzadko o tym piszę. Jutrzejszy odcinek będzie o czymś zupełnie innym.

  17 komentarzy do “Publicystyka uliczna – pomiędzy tęczowym biskupem a ruskim generałem”

  1. Polityka to publicystyka prowadzona przez ludzi, nie umiejących posługiwać się słowem pisanym ☺

  2. Córka Olszańskiego grała w jakimś ruskim filmie, część gratyfikacji? Specjalnie pozostawiony trop? Ale on gra chyba rolę nie ikony a błazna. Taki papierek lakmusowy, że wszyscy, którzy nie są Olszanskim na prawicy, są Ok. Nie przebierańcy.  Tak to chyba obmyślano.

  3. niedługo zobaczymy transparenty , gdzie będą trzy profile najważniejszych kobiet tworzących kryteria uliczne, działających na ulicy: Lempart, Suchanow, Nowacka.

    Może kolejność zmienią żeby nie prezentować wszystkich wad tych profilów .

  4. Najbardziej interesującą sprawą w tym wszystkim jest wspomniane przez pana dziedziczenie postaw. Od dawna dziwuję się temu zjawisku i nie potrafię znaleźć klucza do jego wyjaśnienia, ponieważ dotyczy jak się wydaje jedynie postaw lewicowych (w przypadku przekonań prawicowych to nie działa). Najbardziej trywialne wytłumaczenie – interesowność – wiążące to zjawisko z uprzywilejowaną pozycją i różnymi, niedostępnymi przeciętnemu śmiertelnikowi możliwościami nie jest złe, ale nie sądzę by obejmowało większość przypadków. Znam wielu tzw. zwykłych ludzi z lewicujących domów nie korzystających z tych wszystkich konfitur, którzy wpisują się bez reszty w ową prawidłowość, choć często zachowanie socjalistycznych urojeń w zderzeniu z rzeczywistością wymaga od nich heroicznych wysiłków

  5. Jaki tam trop, normalnie jak wielu polskich aktorów robi karierę w Rosji.

  6. Oby tak się stało…będzie zabawnie

  7. Bo nie znają właściwego zaklęcia

  8. wiesz rzeczywiście, tak to jest,  jakby wbrew logice i temu co ich ze strony lewicy spotyka, są po jej stronie i wiedzą że zaplombowany pociąg, i że Parvus i że wszystko to ukartowane i że sto innych zorganizowanych „przypadków”, że ta budowa Nowego (czegoś tam ?)  to bujda na resorach, – nie, oni święcie wierzą lewica i już. Nawet nie są w pogoni za rozumem, oni wiedzą, wierzą i już.

  9. Chodziło mi o to że gra w otwarte karty, za chwilę zacznie śpiewać nieudolnie ruski szanson. Ktoś się z nas nabija i mu płaci za kiepską polską jakość.

  10. którejś protestującej na Strajku kobiet złamano rękę, no jeśli nie miała wagi solidnej, to nie powinna pchać się w manifestacje, Lampartową rozumiem, duża jest poradzi sobie w tłumie, a taka pani Ogórek  (syt.  z zeszłego roku pod tv)  to protestujące mijała odgrodzona samochodem, bo to nie ma żartów waga 70- 80 kg w zderzeniu z wagą 55 kg, zawsze wtedy jest na niekorzyść tej co jej się wydaje że ma rację… a ta ze strajku to podobno zderzyła się z Policjantem, jeśli (na oko)  miał powyżej 80 kg wagi nie powinna się zbliżać do mundurowych ….  no ale doświadczenie jest nieprzekazywalne,

    kobitka trochę pochodzi z gipsem i zapamięta

  11. Na marginesie. Szwagier to skarb nie tylko przy wódce. Wiem z doświadczenia. Załączam jedyny portret pewnego szwagra, który znalazłem w Muzeum Narodowym.

  12. Pomiędzy tęczowym biskupem a ruskim genarałem? Watykańska szopka 2020: https://www.bibula.com/?p=121167

  13. a może to Szerwiński szwagier  A. Turbina ?

  14. Powiem więcej, szwagier to nie tylko skarb, to obowiązek jak ojczyzna.

  15. Ludzie generalnie mają kłopot z wyrażaniem swoich emocji, oraz swoich poglądów. Na pytanie czy jesteś lewicowcem czy prawicowcem opowiadają na kogo głosowali. Głosowanie to wyraz ich emocji a nie przekonań lub przemyśleń natury gospodarczej. A wymieniona wściekła baba i Olszański dają łatwą odpowiedź . Ale między tymi dwoma postaciami jest przepaść jakościowa.

  16. ale rwetes , meksykański kardynał Retes jest za związkami partnerskimi jednej płci …

    świat się pogubił

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.