gru 212013
 

W księgarni na grodziskim deptaku leży, obok książek Głowackiego, Andrusa i całej tej czeredy także książka „Resortowe dzieci”, którą napisali dziennikarze z GP. Wystawiona jest ta książka w miejscu przeznaczonym na hity. To jest dość znamienne, bo dobrze wiem, że jeszcze rok temu nie było najmniejszych szans, by coś takiego znalazło się w tej akurat księgarni, a być może w każdej, dowolnej księgarni na terenie kraju. Mnie ów fakt nie wzrusza wcale, a to z tego względu, że w czasie jedynej rozmowy jaką odbyłem z panem Piotrem Bachurskim, redaktorem naczelnym i wydawcą „Warszawskiej gazety”, wspomniał on o tej właśnie pozycji. Było to mniej więcej trzy lata temu, w epoce „Pitavala prowincjonalnego” jeszcze, przed wydaniem pierwszego tomu „Baśni jak niedźwiedź”. Ponieważ ja wiele rzeczy pamiętam bardzo długo, zapamiętałem sobie także i tę rozmowę. Chodziło o to, że ja mam wydać „Dzieci peerelu”, a Piotr Bachurski pod tym samym tytułem chciał opublikować książkę na temat ludzi zwanych dziś dziećmi resortowymi. Nie wiedział jednak jeszcze wtedy kto ją napisze i rzekł mi, że są jeszcze inne środowiska, które się z takim zamiarem noszą. No i proszę, minęło ledwie trzy lata i książka jest w księgarni. Nowiuśka, pachnąca farbą, śliczna, ze zdjęciami wszystkich najważniejszych dziennikarzy na okładce. W środku zaś są życiorysy rodziców tych ludzi, życiorysy, które prócz tej książki są także dostępne w wikipedii i jak znam, z obserwacji rzecz jasna, bo nie od środka, techniki biznesowe Piotra Bachurskiego, to sądzę, że on też to zauważył i dlatego zrezygnował z wydania tej książki.
Może przesadzam, może w wiki nie ma nic o Lisie, ale o Michale Komarze jest tam nieprzebrane mnóstwo informacji, każdy może sobie poczytać. Szydzę troszeczkę, ale jak zauważacie zapewne dość delikatnie. Szydzę, ponieważ przypomina mi się film pod tytułem „O jeden most za daleko”, który oglądałem w dzieciństwie, a który opowiada o przygotowaniach operacji desantowej o kryptonimie „Market Garden”. Jest tam taka scena: całość przygotowań zakończona, szczęśliwy jak jaszczurka na pustyni Edward Fox zdecydował, że pierwsi na swoich czołgach pojadą na śmierć Irlandczycy, co jest oczywiście zrozumiałe, a w niebo wzlatują właśnie niezliczone eskadry samolotów desantowych wypełnionych wojskiem. Cięcie. Obraz się zmienia. Widzimy teraz cichą willę, gdzieś w Holandii, przed którą zatrzymuje się niemiecki samochód wojskowy, taka limuzyna, podobna do tej, co ją miał do dyspozycji Max Otto von Stirlitz. Wysiada z niej poważny oficer i wchodzi do domku. Tam czekają nań inni oficerowie. Konferują w skupieniu, paląc cygara i popijając coś ze szklanek. W końcu ich uszu dobiega nieprawdopodobny huk, nad willę nadlatują brytyjskie i amerykańskie samoloty. Jeden z oficerów wychodzi na taras, patrzy w niebo z niedowierzaniem i mówi: Boże, żeby choć raz mieć takie możliwości…
No więc kiedy ja patrzę na poczynania, nie gazowni wcale, nie Karnowskich nawet, ale takiego Targalskiego i jego ekipy, myślę sobie to samo – Boże, żeby choć raz mieć takie możliwości. Poleciałbym na koniec galaktyki i nałapał kosmitów, a potem wrócił o otworzył tu cyrk objazdowy z jednookimi girlsami tresującymi wielkie włochate potwory zionące ogniem i plujące jadem. Byłoby super.
No, ale ja nie mam takich możliwości. Być może kiedyś je będę miał, ale nie wiem czy wtedy jeszcze starczy mi sił na wycieczkę ku granicom kosmosu. Zobaczymy.
Mamy oto trzy w Polszcze sposoby na umacnianie dumy narodowej i budzenie ducha. Pierwszy to pokazywanie ludziom, że rządzą nami dzieci mafii, które traktują atak na siebie, jako kolejną okazję do zaprezentowania się w jak najlepszym świetle i korzystając ze swoich możliwości medialnych przedstawienia ludzi ich atakujących jako cyników, gnojków i fajansiarzy. To się właśnie odbywa przed naszymi oczami.
Drugi sposób to prezentacja tych wszystkich momentów w dziejach, kiedy to wskutek obłędu, prowokacji lub idiotyzmu, najwartościowsi ludzie zostali zmuszeni do skoku na główkę wprost do pustego basenu.
Trzeci zaś to prezentacja agentów obcych mocarstw jako szczerych patriotów dążących do ratowania naszej ojczyzny udręczonej.
O sposobie pierwszym już opowiedziałem, pora na drugi. Ja się będę trochę powtarzał, ale trudno. Co jakiś czas ktoś prosi mnie bym napisał opowiadanie o rotmistrzu Pileckim, w dodatku takie, które klimatem przypominać będzie tekst „Pułkownik Żorż. Obrazy z życia” opowiadający o Jerzym Dąmbrowskim „Łupaszce”, opublikowany w I tomie Baśni jak niedźwiedź. Ja zaś za każdym razem powtarzam, że takiego tekstu nie napiszę, bo Pilecki musi być opowiedziany inaczej. Nie napiszę tego tekstu także z tego powodu, że rotmistrz Pilecki traktowany jest w Polsce jak pochyłe drzewo, na które skacze każda koza. Jeśli ktoś chce sobie podreperować notowania zaczyna od reklamowania się Pileckim, co ma zdaje się pokazać wszystkim, że ten Pilecki był prawie taki sam jak on. W historii Witolda Pileckiego najważniejszy jest moment podjęcia decyzji o jego przylocie do Polski. Po co? Ja to pytanie zadaję kolejny raz. W jakim celu najważniejszy oświęcimski świadek został wysłany do Polski przed, a może w czasie trwania, bo nie pamiętam dokładnie, procesu norymberskiego? W dodatku wysłany na pewną śmierć. Na to pytanie nie odpowiada żaden z hagiografów. Wierzą bowiem oni święcie w to, że wystarczy opowiedzieć o zamordowaniu Pileckiego i już, wszyscy młodzi ludzie jak kraj długi i szeroki będą marzyć o tym by trafić do kazamatów gdzie zrywają paznokcie i tam umrzeć bohaterską śmiercią. Zanim jednak tam trafią, zaczną dawać dobry przykład i będą przeprowadzać przez ulicę wszystkie niedołężne staruszki i staruszków. I nie mówicie mi, że to nie jest prawda. Na takim poziomie uprawia się dziś w Polsce politykę wydawniczą, to jest to słynne budzenie ducha i dumy…
Teraz kolej na sposób trzeci. On jest moim zdaniem najbardziej krępujący. Od dwóch lat jestem obecny na Targach Książki Historycznej w Warszawie. Wśród publikacji popularnych dominuje tam pewna znamienna tendencja. Oto w segmentach dziecięco młodzieżowych ducha i dumę budzi się za pomocą mniej lub bardziej głupio opisanego niedźwiedzia Wojtka, a w segmentach przeznaczonych dla niespełnionych seksualnie, sfrustrowanych mężczyzn, interesujących się historią za niedźwiedzia Wojtka robi Krystyna Skarbek. Jak powiadają – ulubiona agentka Churchilla. Ja nie wiem jak długo będzie trwał ten obłęd, ale myślę, że długo, bo kiedy ludziom eksploatującym Wojtka i panią Krysię zwraca się uwagę na to, że robią głupio, źle i w istocie podle, oni nawet nie próbują się bronić. – Panie – mówią – dobrze, że chociaż to się udało wydać. Teraz może ta młodzież nauczy się wreszcie tego całego patriotyzmu. Nie mając coś do poczytania uczciwego, a nie tylko w kółko ten seks i seks. No więc oświadczam Wam tu uroczyście, że zarówno niedźwiedź Wojtek jak i Krystyna Skarbek to jest właśnie ten cały seks, tylko, że inaczej opakowany. I nic za pomocą tego nie ugracie. Niemy i włochaty agent Londynu wspomagany, przez schodzącą ze sceny i kłopotliwą seks bombę, która nie ma absolutnie nic na swoją obronę i musi umrzeć.
No, ale przejdźmy do meritum czyli do często powtarzanego zdania: panie, dobrze, że chociaż to udało się wydać….
Jak to? A niby kto miałby czegokolwiek zabronić? Skoro można już pisać o resortowych dzieciach to co szkodzi zadać pytanie o Pileckiego i jego wycieczkę na własny pogrzeb? Co szkodzi zadać inne kłopotliwe i krępujące pytania? Choćby takie: kim była Krystyna Skarbek przed wojną i jaką rolę pełniła w Polsce hulając w towarzystwie różnych ważnych panów? Że co? Że dumy i patriotyzmu nie obudzimy? Oczywiście, że nie obudzimy, bo ani pani Krysia ani Wojtek nie nadają się do tej funkcji wcale. Nie takimi metodami się to robi i wszyscy tutaj dobrze o tym wiemy.

Ponieważ nasz sklep jest zamknięty do nowego roku, wszyscy chętni, którzy chcą jeszcze kupić książki muszą ich poszukać na allegro lub w jednym z wymienionych sklepów: Foto Mag przy stacji metra Stokłosy w Warszawie, Tarabuk przy Browanej 6 w Warszawie, Latarnik przy Łódzkiej 8 w Częstochowie.

  7 komentarzy do “Resortowe dzieci uczą patriotyzmu”

  1. Raz już wpisałam się pierwsza i i to był jedyny wpis, może to wina np mojej złej aury (nie ma to jak biała magia, ona wszystko tłumaczy).
    Tak sobie myślę, że gdyby w przypadku Pileckiego połączyć nazwiska kilku osób: Cyrankiewicz, Dering (Dehring), … może jeszcze jakieś nazwiska, to moż ebyłaby odpowiedź na tacy . A kuzynek diabła nie mieszał w tym kotle ? .

  2. Pani Aniu … zajrzałam do internetu , bo poczta itp ……. miałam już nic nie pisać…… i o tekście corylla nie będę , bo to są sprawy bardzo trudne i bolesne ,,,, ludzie którzy zginęli w ubeckich katowniach …. i wiem coś o losie tych co przeżyli ..

    Ale nie o to chodzi ….. nie ma pani żadnej złej aury …… po prostu Święta ……. proszę sobie puścić płytę z pastorałkami , zgasić radio czy tivi …… to taki radosny czas …. wrócimy do tego co boli za parę dni Dajmy sobie czas na nabranie sił …… 🙂

  3. Nic o sprawach trudnych i bolesnych…..
    Kiedyś w telewizorze, resortowej mamie będącej spikerką telewizyjną zadano pytanie Jaka Wigilia będzie w Jej domu. Padła następująca odpowiedź: na I danie będzie barszcz, na II danie – karp, a na deser makowiec.

    No i to jest ten ból resortowych rodziców i ich dzieci, chyba dlatego ich wnuki posyłane są do przedszkoli prowadzonych przez zakonnice.

    Dla wszystkich życzenia Wesołych Świąt, także dla tych co nie wiedzą ile jest potraw na wigilijnym stole, może tego szczegółu dowiedzą się od wnuków..

  4. Panie Gabrielu, trafienie w dziesiatke. Ci autorzy „Resortowych Dzieci” I innych „rewelacji” drepca niecierpliwie czekajac az Jaroslaw Kaczynski dojdzie do wladzy I sypnie resortowymi pieniedzmi zeby pani Kania i cale towarzystwo wzajemnej adoracji moglo zalozyc kolejna stacje telewizyjna lub radiowa i pare stolkow prezesow obsiasc.
    Trawa rosnie zawsze od dolu, a sztuczny trawnik wczesniej czy pozniej ktos zwinie i odlozy do lamusa.
    Takie kielkujace trawki to panska tworczosc i dzialalnosc, trzymam kciuki za poowodzenie i zycze
    spokojnych Swiat Bozego Narodzenia.

  5. Jedyną osobą, która mogła ułaskawić Pileckiego był Józef Cyrankiewicz. W trakcie procesu prokurator odczytał pismo od Cyrankiewicza skierowane do sądu. W piśmie tym potępiał Pileckiego i odżegnywał się od znajomości z oskarżonym i tym samym odsuwał szansę na ułaskawienie. Wyrok wykonano …

    http://archive.is/6ahxq

  6. A kto to jest prawdziwy twórca?

  7. protestuje przeciwko szkalowaniu Wojtka.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.