Sty 022019
 

Zwalczyłem wczoraj okropną pokusę. Chciałem obniżyć ceny zeszłorocznych numerów SN, ale się powstrzymałem. Pośpiech jest złym doradcą. Zostało każdego trochę ponad 200 egz. a że to jest kwartalnik, to, jak myślę, nie ma co tragizować. Sprzeda się do wiosny, tym bardziej, że przed nami dwa fantastyczne numery – polsko-brytyjski i rosyjsko-brytyjski. No, ale to za chwilę. Tak jak napisałem, zostało ledwie 70 egzemplarzy „Czerwca polskiego” i 120 egzemplarzy „Dziejów górnictwa”, a niebawem wchodzi nowa książka z serii gospodarczej – „Z dziejów współzawodnictwa Anglii, Polski, Niemiec i Rosji na Bałtyku”, potem zaś długo oczekiwana książka Emanuela Małyńskiego „Nowa Polska”. O terminach nie pisze, bo wtedy wszyscy, zamiast zamawiać książki, będą czekali na nakłady, żeby oszczędzić na przesyłce. Napiszę za to słów kilka o czerwcu, kermesie i purpurze, bo to się łączy trochę z wczorajszym tekstem o dirchemach. Książka o czerwcu zawiera mnóstwo zaskakujących i ciekawych informacji, między innymi taką, że w Konstantynopolu istniały ogromne magazyny barwionych na czerwono tkanin, które były stale uzupełniane. Tkaniny te służyły do tego, żeby przekupować grasujące po cesarstwie bandy, a zdarzało się, że niektóre z nich po prostu oblegały stolicę. Kiedy jedna czy druga banda dostała kilka wozów purpury odchodziła spokojnie do swoich nor i już nie przeszkadzała. To jest ważna informacja, albowiem mówi nam ona, co było dla dworu bizantyjskiego priorytetem. Był nim stały wzrost produkcji tkanin oraz stałe poszukiwanie nowych źródeł czerwonego barwnika. Jeśli idzie o produkcję, to sprawa jest jasna, nie można jej zorganizować sadzając przy warsztatach niewolników, bo nic z tego nie będzie. Produkcją tkanin mogą się zajmować tylko wyspecjalizowane społeczności z wypranymi mózgami – heretycy po prostu. Stąd, jak mniemam, ciągłe i nieustające próby instalowania produkcji tkackiej gdzieś na obrzeżach cesarstwa, albo wręcz na terenie cesarstwu wrogim. Dlaczego tak? Żeby zadowolić pośredników, którzy zapewne prócz obrotu tkaninami mieli także inne zadania i inne interesy. Tak więc herezje produkcyjne, które dziś omawia się jako jakieś wykwity myśli i subtelnych doktryn prowadzących ku ziemskiemu szczęściu, muszą dostarczyć tkanin, które są produktem strategicznym w cesarstwie wschodnim,  mają spowodować, że sieć pośredników pomiędzy dworem a obszarem produkcji także będzie „zarobiona”. Pośrednicy gwarantują również dopilnowanie ilości i jakości wytwarzanego materiału, na co cesarz i dwór wpływu nie mają. Tam chcą tylko otrzymywać duże ilości dobrego materiału, który jest magazynowany niczym złoto w fort Knox.

Nie da się utrzymać produkcji na zadowalającym poziomie bez odpowiednio spreparowanej doktryny, ta zaś, w pewnym momencie – tego też nie da się uniknąć – wywołuje próbę emancypacji grupy zajmującej się produkcją, czyli próbę uniezależnienia się od pośrednika, bo o tym, że komuna pracuje dla cesarskiego odbiorcy, nikt nie wie i nawet w najśmielszych myślach nie podejrzewa. Przez całe stulecia próby emancypacji grup produkcyjnych opartych o płaską jak naleśnik, ale kokieteryjną bardzo i wygodną dla utrzymania wysokiej produkcji, doktrynę, kończyły się krwawymi buntami. I to się nie zmieniło do naszych czasów, tyle, że nasze czasy oglądały sytuację nieco inną – to założenie komuny produkcyjnej rozpoczęło się buntem, a nie moment kiedy trzeba było ją zwijać, ze względu na zbyt głębokie wyemancypowanie się społeczności. Tym właśnie była rewolucja w Rosji, która spowodowała, że cały, wielki kraj, zajmował się produkcją prefabrykatów dla cesarskiego odbiorcy, nie mając nawet świadomości, że to czyni. Kurtyną, za którą ukrywano prawdę była armia, ciągle rozwijana i doktryna wojenna niemożliwa do realizacji. Nie wierzycie w to prawda? Jasne. Gdyby okcytańskim heretykom powiedzieć, że produkują tkaniny dla cesarza z Konstantynopola też by się popukali w czoło. Bunty w średniowiecznych komunach produkcyjnych były nie do powstrzymania, bo jeśli ktoś ma świadomość jakości własnej pracy, ilości produkowanego materiału, oraz jego ceny na rynkach, a ukryć się tego przecież nie da, dochodzi w pewnym momencie do wniosku następującego – Boga nie ma, cesarz jest daleko, my tylko tutaj się liczymy i my rządzimy światem, albowiem wiemy jak ustawiać krosna i jak produkować najpotrzebniejszą rzecz dla wszystkich – łachy. To jest stała tendencja i nikt do czasów nowożytnych nie próbował jej zapobiegać w inny sposób jak tylko poprzez krwawą kontrrewolucję. Owo uświadomienie producentów, wytwórców dóbr dla mas, dotyczy wszystkich branż. Tam gdzie właściciel dzierżawi komuś produkcję, nie tylko tkanin, ale na przykład ryby w stawach, tworzą się wyspecjalizowane grupy obsługujące tę produkcję, tworzy się nowa – gangsterska w istocie hierarchia – która uznaje za szczyt i koronę stworzenia siebie samą. I pierwszym postulatem jaki stawia jest unieważnienie własności. Tak jak w wierszyku z czasów Watta Tylera – Gdy Ewa przędła, a Adam rył, kto wtedy jaśniepanem był?

W epoce nowożytnej pośrednicy wpadli na pomysł, by z doktryny heretyckiej uczynić jedyną dostępną zmysłom doktrynę, a przez to obniżyć koszta produkcji, albo raczej ze stałego ich obniżania nie czynić skandalu, ale rzecz najnaturalniejszą na świecie, która nikogo nie dziwi. To jest w sumie proste, wystarczy podporządkować sobie media.

Wracajmy jednak do średniowiecza. Skoro priorytetem cesarstwa było poszukiwanie źródeł czerwonego barwnika, to trudno przypuścić, żeby na terenie Polski ówczesnej nie było całej sieci wyspecjalizowanych agend cesarskich zajmujących się skupowaniem półproduktu, jakim były martwe już larwy czerwca. Może nie było tak od samego początku, ale kiedy ustabilizowała się sytuacja na terenach zarządzanych przez księcia Polan instytucje takie musiały się pojawić. Być może były to dzierżawy, ale niekoniecznie. Przypomnijmy sobie zjazd w Gnieźnie i efekt jaki uzyskał Chrobry darowując Ottonowi III duże ilości barwionych na czerwono tkanin. Zakładam, że produkcja nie była czynna na terenie kraju, trzeba to było skądś przywieźć, a można było ten materiał sprowadzić jedynie z Bizancjum. Nie będę teraz ustalał skąd być może, bo sami sobie z tym lepiej poradzicie. Pozostaje kwestia, moim zdaniem najważniejsza – jakie były rzeczywiste relacje Chrobrego i jego następców z cesarstwem wschodnim. Nigdy nie uwierzę w to, że były one zapośredniczone przez Ruś. Musiałby być bezpośrednie, bo bez strategicznego produktu, jakim były barwione na czerwono tkaniny, nie można było sobie wyobrazić aspiracji książąt władających Polską. Ktoś powie, że to za mała sugestia, by budować na niej cokolwiek. Powtórzę więc jeszcze raz to, co już tu pisałem – z największą łatwością ludzie wierzą w to, że wikingowie dopływali do Morza Kaspijskiego, Ameryki i północnej Afryki. W to jednak, że kupcy, szpiedzy i oficerowie z Konstantynopola docierali nad Wisłę nie jest w stanie uwierzyć nikt. Bo to panie dziejku daleko było.

Powróćmy teraz do istoty socjalizmu, także tego współczesnego. Jest nią nie organizacja produkcji bynajmniej, bo tę da się zorganizować także na innych niż socjalistyczne zasadach. Istotną socjalizmu jest organizacja produkcji i odcięcie od ważnych informacji. Dopiero te dwa zabiegi tworzą socjalizm prawdziwy, taki o jakim marzą pośrednicy w swoich najbardziej kolorowych snach. I wiecie co, kiedy tak oglądałem wczoraj wieczorem, te popisy w Zakopanem i ten wywiad jaki przeprowadzono z Kurskim i burmistrzem Zakopanego, o tym fantastycznym sylwestrze, zacząłem się zastanawiać nad bardzo ważną kwestią. Czy kiedy BBC w latach sześćdziesiątych, wczesnych, zlecała Davidowi Attenborough produkcję programów o zwierzętach o liczyła na dużą oglądalność? Myślę, że nie. A wiecie dlaczego. Ponieważ oni nie chcieli wychowywać świadomego swojej misji raboczewo kłassa, który porzuciwszy warsztaty pląsa w rytm piosenek Martyniuka. Oni chcieli wychować świadomych swojej misji poddanych korony. Ci poddani byli świadomi nie tylko misji, ale także swojej wyższości, bo tę gwarantował im, między innymi David Attenborough i formuła w jakiej podawał treści pozornie nieistotne. Dla uzyskania właściwego efektu szefowie BBC gotowi byli ryzykować wiele, na sam początek zaś słupki oglądalności. Tego prezes Kurski nie zrozumie nigdy. Bo on wierzy, że polityka zawarta w słowach „chleba i igrzysk” jest polityką nie dość, że słuszną, to jeszcze efektywną. A to nie jest prawda. Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale sądzę, że polityka ta, zawsze kończy się rzezią na szczytach władzy.

Dziś w sklepie znajdą się dwa nowe produkty, ale to później, bo mam trochę spraw na mieście. Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl

  41 komentarzy do “Socjalizm w średniowieczu i dzisiaj”

  1. Można by z tego zrobić oszołomski esej o wpływie czerwieni na życie. Wschodniosłowiańskie określenie piękna wywieźć od czerwieni (lub odwrotnie)   i nakręcić film „Czerwcowa gorączka” jak pełni nadziei uchodźcy przybywają do Królestwa Polskiego w poszukiwaniu czerwieni.

  2. Ależ prof. Jakubski napisał już ten oszołomski esej i my go właśnie sprzedajemy

  3. Nigdzie nie było daleko. Taki przykład: opisany przez Kossak – Szczucką ,  Sapieha z Kodnia (ten co Papieżowi rąbnął obraz Matki Boskiej) na piechotę poszedł do Rzymu żeby papieża za ten czyn przeprosić. Ile to kilometrów na piechotę ? Chyba takie podróże pieszo nie były czymś niezwykłym w dawnych czasach.

  4. Pioter na Szkole Nawigatorów wspomniał o kształceniu władców niemieckich i przypomniał mi się Feliks Koneczny (w którejś „Cywilizacji…”) opisuje ten fakt, że władcy niemieccy za swojej młodości byli kształceni w Bizancjum  stąd podobieństwa w ich rozumienia autorytetu i okrucieństwa władcy, taka sama  jak u moskwicinów. Szkoleni w tych samych dydaktycznych placówkach bizantyjskich.

  5. Przykład Davida Attenborough znamienny. My mieliśmy p. Sumińskiego, który opowiadał o zwierzątkach dzieciom. Kurski nigdy nie zrozumie znaczenia jakości, bo jest mało pojemny. O schlebianiu publiczności uczy nas historia igrzysk greckich i rzymskich,chociażby. W Grecji było to święto rzadkie (co 4 lata), jednoczące na czas trwania grecką społeczność. Zmaganiom sportowym towarzyszyły konkursy recytatorskie i poetyckie. Wystawiano sztuki. Zawieszano spory i przerywano wojny. W Rzymie igrzyska przybierały formę coraz częstszych (po kilka, a nawet po kilkadziesiąt co roku) masowych imprez o coraz niższym poziomie, ale coraz większym rozmachu. Już nie wystarczały wyścigi rydwanów i krew gladiatorów. Pojawiły się masowe rzezie na arenie z udziałem dzikich zwierząt, niewolników, potem chrześcijan. Schlebianie niskim gustom, zawsze kończy się katastrofą. Tego Kurski nie pojmie nigdy.

    O tym panu najlepiej opowiedział jego kolega ze studiów Jarek Janiszewski. Kiedy organizowano „domówki” w latach 90tych, chłopaki organizowali jakiś efektowny alkohol dla dziewczyn i najnowszą  nastrojową niebanalną muzykę. I kiedy atmosfera robiła się coraz gęstsza i już rozpinane były pierwsze guziki w sukienkach,  a majtki powoli zaczynały się zsuwać…..wpadał Kurski z gitarą i zaczynał śpiewać „Mury”! No i był koniec imprezy.

    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku Gospodarzowi i czytelnikom.

  6. W podręczniku dla liceów „Lernt mit uns” był dowcip, że ktoś każdego dnia przekraczał granicę niemiecką przewożąc rowerem worek z piaskiem. Za każdym razem był kontrolowany i celnicy przepuszczali go nie widząc nic nielegalnego w wwożeniu worków z piaskiem (jak piaskowy dziadek). Któregoś dnia celnik nie wytrzymał i pyta się tego człowieka, co on właściwie przemyca, a ten odpowiedział rezolutnie: rowery!

    Jest to absolutnie podstawowy koncept życiowy, jak cukier albo sól w kuchni.

    Dobra ideologia ma jedna stronę oficjalną i drugą niewidoczną lub niezrozumiałą.

    Strona niezrozumiała skutecznej ideologii najlepiej, gdy opiera się na matematyce, logice, filozofii, którą mało kto rozumie, nie lubi, a w szkole większość dostawała z tego dwójki i musiała ściągać na sprawdzianach szkolnych od kolegów lub całe prace magisterskie na studiach.

    Socjalizm nie opiera się w swojej istocie na terrorze, ani cenzurze czy organizacji produkcji, bo to byłoby za proste i łatwe do skompromitowania. Ludzie wierzą, że socjalizm jest dobry i mają na to tysiące argumentów (błędnych) i dobrze się z tym czują.

    Nie wiem, jak było dawniej , ale współczesny socjalizm (w sensie państwa opiekuńczego), neomarksizm, polityczna poprawność, postęp społeczny, prawo + sprawiedliwość, czyli oficjalne życie państw opiera się na zasadzie logicznej, aby „wyjątek uczynić powszechnie obowiązującą zasadą”. Proste i trudne do zrozumienia, prawda?

    Przykład: homoseksualizm jest wyjątkiem i odstępstwem od normy, małżeństwa h., adopcja dzieci przez pary h. również. W zdrowym społeczeństwie wyjątki się (jednostkowo) toleruje, ale nie uznaje za zasadę albo nie utożsamia z zasadą, nie nagina się zasad, aby objęły wszystkie rozpoznane wyjątkowe przypadki (tzw. społeczeństwo inkluzywne). Zasada to zasada, a odstępstwa to odstępstwa, koniec, kropka.

    Dzisiaj chory człowiek jest „zdrowy inaczej”, down ma prawa wyborcze, nie ma klas, stanów, hierarchii, podziału ról na męskie, kobiece i dziecięce. Kiedyś byliśmy jednostkami, dziś jesteśmy masą.

    Proces upowszechniania i kodyfikowania nienormatywnych wyjątków to jest to, czym się głównie zajmują państwa europejskie od czasów powstania nowoczesnej masonerii w XVIII w. do dzisiaj. Zaczyna się od propagandy (dla dorosłych) i edukacji (dla dzieci), której istotą jest teza, że „każdy może zostać królem”, jeśli będzie grzeczny, jeśli będzie się dobrze uczył, potem dużo pracował itd., współcześnie jest to nasze „róbta, co chceta” (na razie jakoś cicho o Owsiaku, choć termin się zbliża), ale już bardziej postępowe: „każdy może być królem” nawet, jeśli nie jest grzeczny, nie uczył się i nie pracuje. Jest to teza fałszywa, bo w ramach pojęć ideologii socjalizmu nie da się zdefiniować pojęcia „król”, ale się go używa.

    Post scriptum do komentarza pani Nebraski: edukacja (zarówno cesarzy, jak i zwykłych ludzi) jest fetyszem, szczególnie w dzisiejszych czasach, bo najwyższym autorytetem jest ten, kto nie potrzebuje edukacji, wiedzę ma „w sobie”. Edukacja jest narzędziem, ale nie jest wartością samą w sobie. Z tego wniosek, że w tym zakresie, w jakim cesarze byli „edukowani”, nie byli oni samodzielni. Oczywiście powstaje pytanie, kto nadzoruje system edukacji, na które czytelnicy mogą sobie sami odpowiedzieć.

  7. Edukacja (łac. educatio, ‚wychowanie, wykształcenie’[1]) – ogół procesów i oddziaływań, których celem jest zmienianie ludzi, przede wszystkim dzieci i młodzieży – stosownie do panujących w danym społeczeństwie ideałów i celów wychowawczych[2].

    Sprawdziłem na wszelki wypadek definicję „edukacji” w Wikipedii. Edukacja, zgodnie z tą definicją, nie ma nic wspólnego z poznawaniem prawdy i rzeczywistości, stanowi nawet pewne zaprzeczenie tego. Jak rozumiem, jeśli dobrze znam język polski, edukacja ma za zadanie deformować percepcję rzeczywistości w określony sposób, mówiąc mniej oględnie – uczy kłamać.

  8. Przez okamgnienie dziwiłem się  że Onet.de tak komplementuje Kurskiego i TVP. Niepotrzebnie. Takich rzeczy jak owe dziejące się z telewizją publiczną życzy się tylko najgorszemu wrogowi.

    A korzystając z okazji: błogosławionego Nowego 2019 Roku Coryllusowi, Nawigatorom i wszystkim Majtkom okrętowym

  9. Czy twój komentarz dotyczy mojego wpisu o zarażaniu uczniów „turańszczyzną” przez uniwersytet biznatyjski.? Nie wi

  10. Tak. I to nie byle jakich uczniów.

  11. Koneczny dodaje, że matka Ottona III, choć księżniczka bizyntyjska, mając syna jedynaka, obawiała się wypuścić go w niebezpieczną drogę (prawie przez całą Europę) na ten bizantyński uniwersytet i stąd (wg Konecznego) można było odnotować w wychowaniu Ottona tzw „ludzkie odruchy” np. wobec Słowian, Chrobrego. Nie miałby Otton tych ludzkich odruchów (wg Konecznego) gdyby studiował w Bizancjum, bo tam uczono turańszczyzny.

  12. Może wiesz w której to „Cywilizacji…” Koneczny opisuje w/w stan rzeczy ? Nie mam czasu szukać, a opisany fakt pamiętam jak przez mgłę. Konecznego należy wertować i przypominać sobie jego opisy bo są ciekawe. Ja od 6 lat nie zajrzałam do innych książek, tylko ciągle czytam dzieła wydawane przez Coryllusa, łącznie ze „Szkołą Nawigatorów”, stąd nie wertując od czasu do czasu książek innych autorów (w tym Konecznego) nie pamiętam gdzie i co zostało napisane.

  13. Dzięki za tę informację. Dlatego Morawiecki każe / obowiązkowo szczepić maluchy w pierwszej dobie życia, a potem, gdy mały organizm otrząśnie się po tym szoku, posyła się je do sponsorowanych przez państwo żłobków i obowiązkowych przedszkoli, żeby kontakt z matką był minimalny. Ktoś wie o fizjologii rozwoju dziecka dużo, dużo więcej, niż my.

  14. jako były wykładowca „Controllingu” rezerwuję dla siebie stanowisko „sternika”.

  15. Trochę zbaczamy z tematu, ale chyba  te najskuteczniejsze szczepionki, te autystyczne to zakupiono w latach 2007 – i później, przynajmniej taka jest moja wiedza internetowa. A co do kontaktów matki z dzieckiem, to dlatego młode dziewczyny wybierają pedagogiczne kierunki, żeby pracować w szkole i żeby mieć już dla swoich dzieci tyle czasu ile system pozwala.

  16. Nie wiem, bo nie czytałem Konecznego, ale w paru kwestiach (ogólnie znanych) nie zgadzam się z nim. Podejrzewam, że profesor nie wyjaśnił nigdzie do końca, czym jest lub czym powinna być cywilizacja, ale to nie jest zarzut, bo i tak jego dzieło jest inspirujące.

  17. Najlepsze jest to, że w Niemczech na okrągło trąbili ostatnio o sterylizowaniu knurów przy pomocy zastrzyków (szczepionek?), wszyscy chodzą do weterynarza sterylizować pieski i kotki i nikt nie kojarzy, Bill Gates mówi otwarcie o funkcji sterylizującej szczepień i jakoś przechodzi to bez echa. Mam problem, jak wytłumaczyć małemu jeszcze dziecku, że będzie sterylizowane obowiązkowo (w Polsce) w wieku 11-13 lat kolejną szczepionką tak samo, jak sterylizuje się małe kotki, bo za dużo rodzi się dzieci. Proszę o podpowiedź.

  18. Ps. oczywiście wszyscy, którzy o biologii i o czymkolwiek nie mają zielonego pojęcia przysięgali na falach eteru, jak bum cyk cyk, że spożywanie mięsa sterylizowanych zwierząt nie wpływa negatywnie na płodność. Oczywiście komentarzy weterynarzy, biologów, lekarzy, naukowców w mediach nie ma podobnie, jak w Polsce. Najwyższym autorytetem w kwestii szczepień w Polsce jest nasz dzielny Mateuszek, minister zdrowia (?), grupa nawiedzonych zwyrodnialców w białych kitlach i wojewodowie, którzy nakładają kary za nie szczepienie. Naukowców nie zaprasza się do dyskusji w programach tv i radiowych, żeby uniknąć niezręczności.

  19. Magia Bizancjum w Anglii czyli Cesarzowa Teodora matką Winstona Churchilla

  20. Dowcip o rowerach i celnikach fantastyczny!!!

  21. Onet.de nie wstydzi się dobrych wzorców.

    “Trzynaście złotych zasad” Sun Tzu manipulacji wrogim społeczeństwem:

    1. Dyskredytujcie wszystko co dobre w kraju przeciwnika.

    2. Wciągajcie przedstawicieli warstw rządzących przeciwnika w przestępcze przedsięwzięcia.

    3. Podrywajcie ich (nieprzyjaciół) dobre imię. I w odpowiednim momencie rzućcie ich na pastwę pogardy rodaków.

    4. Korzystajcie ze współpracy istot najpodlejszych i najbardziej odrażających.

    5. Dezorganizujcie wszelkimi sposobami działalność rządu przeciwnika.

    6. Zasiewajcie waśnie i niezgodę między obywatelami wrogiego kraju.

    7. Buntujcie młodych przeciwko starym.

    8. Ośmieszajcie tradycje waszych przeciwników.

    9. Wszelkimi siłami wprowadzajcie zamieszanie na zapleczu, w zaopatrzeniu i wśród wojsk wroga.

    10. Osłabiajcie wolę walki nieprzyjacielskich żołnierzy za pomocą zmysłowych piosenek I muzyki.

    11. Podeślijcie im (nieprzyjaciołom) nierządnice, żeby dokończyły dzieła zniszczenia.

    12. Nie szczędźcie obietnic i podarunków, żeby zdobyć wiadomości. Nie żałujcie pieniędzy, bo pieniądz w ten sposób wydany zwróci się stu krotnie.

    13. Infiltrujcie wszędzie swoich szpiegów.

  22. No to Winston, po tak za cesarzową Teodozję przebranej babce, powinien być tytułowany Basileus.  Czekam kiedy to w jakimś filmie czy beletrystyce zostanie ogłoszone przez Angoli jako fakt. Kto Angolowi zabroni?

    „Bolek” też kiedyś udowadniał, że ród jego od starożytnych (chyba ?) Rzymian pochodzi. a w jednej operetce był nawet Baron Cygański. Bywają takie wypadki.

  23. Fajnie by było, aby społeczeństwo wiedziało jak jest rozgrywane przez wrogie państwa, organizacje. Ze świadomym społeczeństwem byłoby trudniej lub niemożliwe manipulować w tak płytki sposób.

  24. Życzę nam tego gorąco na Nowy Rok!

  25. pasowałoby też zrobić numer amerykańsko-żydowski

    napisać coś o Heisenbergu i jak to się miało do żydowskich budowniczych bomby atomowej w Stanach.

  26. zróbcie też polsko-francuski i wskazujcie na wszystkich zdrajców narodów

    i amerykańsko-hiszpański

    a może jakiś azjatycki?
    paradoksalnie zbawienny wpływ komunistycznych czystek na naćpanych od opium Chińczyków

  27. Winston Churchill – królewski huzar, Pierwszy Lord Admiralicji, dwukrotny premier, polityk, mąż stanu, mówca, strateg, historyk, malarz, laureat literackiej nagrody Nobla i honorowy obywatel USA został uznany w 2002 roku najwybitniejszym Brytyjczykiem wszech czasów, więc na tytuł Basileus z pewnością zasłużył.

    Jego matka była jedną z najbardziej atrakcyjnych partii drugiej połowy 19. wieku. Piękna i bogata, kochanków dobierała starannie. Była też odważna skoro na bal przebrała się za cesarzową – byłą wyuzdaną aktorkę-prostytutkę. Może to za słynnym przykładem Teodory, która przedkładała śmierć nad ucieczkę przed wrogiem („grobowiec jest tronem władcy”), Winston wypowiedział słynne „krew, pot i łzy”.

  28. Churchill słusznie nie dopuścił Polaków do udziału w defiladzie zwycięstwa w 1946 roku, ponieważ Polacy przegrali wojnę dwukrotnie: we wrześniu 1939 roku i w latach 1944-45. Polacy powinni defilować razem z Niemcami i piszę to bez ironii. Zacytuję Hipolita Korwin-Milewskiego, żeby mnie czytelnicy zaraz nie rozszarpali: „ze wszystkich rodzajów ekonomii ekonomia sentymentów jest mi całkowicie nieznana”. Kropka.

    Spędzałem kiedyś sylwestra z moją starszą córka we Włoszech na wyspie Ischia. Fasada hotelu była przeszklona i z jadalni widzieliśmy codziennie Morze Tyrreńskie, wyspę Ventotene (tę od słynnego Manifestu Spinellego) i kawałek Półwyspu Apenińskiego z ośnieżonymi górami. Byliśmy też w Amalfi. Oboje stwierdziliśmy, że tylko idiota ryzykowałby kampanię wojenną w warunkach topograficznych tych okolic i w dodatku w zimie (zima 1944 r.), zimnie i błocie, bo już w maju sytuacja klimatyczna zmieniła się radykalnie (na korzyść korpusu francuskiego, który w końcu przełamał w górach niemiecką linię obrony, a Polacy w tym czasie weszli na wzgórze, bo Niemcom skończyły się akurat konserwy i skwapliwie wycofali się bez strat). Gdyby większy desant wylądował pod Anzio albo jeszcze lepiej na północ od Rzymu (bo Niemcy uczyniliby z Rzymu twierdzę), albo jeszcze lepiej na Bałkanach, to trzy czy cztery krwawe bitwy o Cassino nie byłyby w ogóle potrzebne. Tym idiotą był Churchill, który zaplanował zaatakowanie „miękkiego podbrzusza Półwyspu Apenińskiego”, które okazało się uciążliwym, twardym bańdziochem. Pod Gallipoli też się nie popisał. W sumie najuczciwiej byłoby, gdyby te odznaczenia i nagrody sam sobie przyznawał, bo wiadomo skądinąd, że musiał je dostać.

  29. Dla Anglii i dla Churchilla II Wojna Światowa nie zakończyła się londyńską Paradą Zwycięstwa. I nie chodzi mi o Zimną Wojnę.

    Może ta wydana w 2018 roku książka Disrupt and Deny: Spies, Special Forces, and the Secret Pursuit of British Foreign Policy (autor Rory Cormac) zdradza więcej szczegółów niż rozsiane niejako przy okazji gdzie indziej wiadomości o zrzutach, dywersji i dalekosiężnych planach. Choć SOE zostało rozwiązane w styczniu 1946, to personel i części struktury zostały przyłączone do Secret Intelligence Service, a dotychczas nie odtajniono nawet wszystkich dokumentów sprzed 1946.

  30. To cesarzowa Teodozja była „przedtem”  wyuzdaną prostytutką. Dobrze zrozumiałam, że była osobą bezpruderyjną (rozumiem że w czasie tzw młodości) ?

    Dlaczego o fajnych sprawach, to ja się zawsze dowiaduję ostatnia?

  31. To tak, jak pozytywnie zweryfikowani funkcjonariusze WSI pracują w obecnych służbach, tylko nie bardzo wiem, dla kogo oni pracują, na pewno nie dla zwykłych Polaków. Działalność SOE oceniam negatywnie. Za ich gierki zapłaciło życiem tysiące niewinnych ludzi, na przykład po zamachu na Heydricha, który to zamach miał ponoć osłaniać admirała Canarisa, który to Canaris skwapliwie pomógł członkom sekty chabad-lubawicz przerzucając ich ze wschodniej Europy do USA bodajże w roku 1941.

    Fragment o działalności SOE z Wikipedii: W grudniu 1944 roku została zrzucona na teren Polski misja wojskowa „Freston„. W jej skład wchodzili brytyjscy oficerowie i jeden zakonspirowany Polak. Członkowie misji mieli zadanie sondować nastroje polskiego podziemia i pełnić rolę obserwatorów podczas spotkań oddziałów Armii Krajowej z Armią Czerwoną. Misja zakończyła się niepowodzeniem, jej uczestnicy zostali aresztowani przez NKWD. – To są jakieś jaja. Jakie znaczenie mogły mieć nastroje Polaków w grudniu 1944 roku po dwukrotnym przejechaniu przez nich walcem? Ci brytyjscy agenci i niedobitki AK mogły jedynie zdenerwować Stalina. Rozsądek podpowiadał wtedy tylko jedną rzecz: ratuj się, kto może. Ilu hitlerowców uratował Watykan, a ilu AK-owców? Polacy wstydzili się ratować i prosić o pomoc Watykan? Bo honor nie pozwalał? A Niemcy mogli??

    Dla mnie James Bond niczym nie różni się od funkcjonariusza SKW płk Jacka Spyrki, ponoć dobrego podrywacza, przez panią Modzelewską określanego jako męska prostytutka w służbach specjalnych. Dlaczego James Bond, który robił to samo w ramach zadań jest bohaterem, a jego odpowiednik w Polsce jest męską prostytutką? Dla mnie to niepojęte, jak można być takim hipokrytą. Dla mnie Churchill był takim angielskim Czesławem Kiszczakiem i tyle.

  32. Polska wiki podaje, że ta Teodora (żona Justyniana I) „często szła w gościnę z dziesięcioma lub więcej młodzieńcami…”. Ta sama polska wiki podaje, że starsza siostra wprowadziła ją na scenę teatralną. Angielska wiki – że do burdelu, co w tamtych czasach różniło się tym, że na scenie pokazywano nieprzyzwoite akty, a w burdelu świadczono usługi. Teodora była świetna w obu miejscach, ale na sławę zarobiła w scenie „Ledy z łabędziem”.

  33. Polecam polski film „Thais” nakręcony w czasach najgłębszego kryzysu. W starożytności inaczej patrzono na te sprawy. Biografii T. nie znam.

  34.  
    La voici!

    18:50
    https://www.youtube.com/watch?v=yj9vDng0XTU

    Ja bym się nie oparł… Nawet jako cesarz.

  35. No tak aktorka realizuje atak frontalny.

  36. Super. Ja na razie pozostanę przy majtku

  37. Bardzo są w tym konsekwentni. Razem ze swoim miszczem lokalnego establiszmętu Jerzym U. Jak on się uchował… Ten musi mieć zlecenie i kredyt – niezatapialny jak Maryla Rodowicz.

  38. To było w Arlamowie gdzie w ogole nie trzezwial, później SBecja nie chciała uregulować racvhunkow za pobyt Boleslawa.

  39. Ale Churchil miał lepszy PR od Kiszczaka.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.