maj 272024
 

Sztuka nowoczesne i postpolityka żyją ze sprzedaży prowokacji i wtajemniczeń. Ci, którzy są na tyle naiwni by te prowokacje lub wtajemniczenia kupić, stają się więźniami, ale swoje ograniczenia wprasowane w mózg obnoszą z dumą.

Na studiach wielokrotnie słyszałem, że nic się nie zużywa tak szybko jak prowokacja. I to była kiedyś prawda. No, ale mamy dziś całe fabryki prowokatorów tworzących codziennie nowe prowokacje, a mechanizm tych urządzeń zbudowany jest z tytanu. I nawet jeśli ujawniony zostanie jego podstępny charakter niczego to nie zmieni, albowiem ludzie chcą wierzyć. Prowokacja zaś stwarza im złudzenie, że wierzą w coś, co jest niedostępne dla innych, a do tego, by swoją wiarę pogłębiać nie muszą nic robić. Wystarczy, że zaufają prowokatorowi. Ktoś zapyta – a dlaczego bracie mieszasz do tego wtajemniczenia? Bo one też są prowokacjami, ale adresowanymi do osób pozbawionych poczucia humoru lub takich, które żyją w przekonaniu, że przemawiający z powagą mędrzec, nie może ich okantować. Widzieliśmy już wielu przemawiających z powagą mędrców, których gawędy kończyły się w momencie kiedy zadeklarowali, że chcą wydać książkę. Okazywało się, że potrzebują pieniędzy, know how, albo w ogóle inspiracji, bo sami nie potrafią. Nie powiem gdzie mam mędrców, co nie potrafią sobie wydać książki, albo wydają jedną i jeżdżą z nią po świecie wskazując, że jest ona nową Biblią, Koranem i Bhagawatgitą w jednym kawałku.

Ludzie jednak kochają wtajemniczenia, nadają one sens ich życiu, a im mniej są wymagające, tym więcej się do nich przywiązują. Przypomnę, że prawdziwe wtajemniczenia domagają się jednak koncentracji, porzucenia starych nawyków myślenia i pewnego wysiłku, a także dyscypliny. Jak ktoś chce, na przykład, posiąść wtajemniczenie spawacza, nie osiągnie tego bez praktyki. To samo było kiedyś z naprawiaczami telewizorów. No, ale nie o takie wtajemniczenia przecież ludziom chodzi. Oni chcą się dowiedzieć kto rządzi światem lub kto za wszystko płaci, a największym wzięciem cieszy się sprawność analityka polityki globalnej. Może nim zostać każdy kto kupi zestaw książek od pewnego wydawnictwa, podpisanych nazwiskami dwóch autorów. I będzie już mógł się popisywać na rodzinnych imprezach znajomością różnych trudnych terminów.

Prowokacja i wtajemniczenie, kiedy są połączone stanowią siłę niebagatelną. Tworzą też hierarchie, w których ujawniają się szczerzy i świadomi donosiciele, kapujący na każdego krytyka wtajemniczeń do największych guru nowej religii. Wiem to na pewno, bo ilość kapusiów, którzy zdawali raporty Grzegorzowi Braunowi z tego, o czym my tu gadamy i o czym ja konkretnie pisze, była zdumiewająca.

Tak, jak napisałem na początku, mechanika prowokacji i wtajemniczeń nie jest dziś żądnym sekretem. Wszystko jest jawne, łatwo dostępne i można rzec, że rozgrywa się na oczach. Najsłynniejszą prowokacją ostatnich czasów była sprawa chanuki zgaszone proszkową gaśnicą przez Grzegorza Brauna. Wszystko zarejestrowały kamery, a poseł Braun wykorzystał zaaranżowany przez siebie event do promocji na skalę kraju, a może nawet Europy. Gaśnica zaś stała się symbolem wtajemniczenia. I ludzi to ekscytuje prawdziwie, a jak ktoś ma jakieś wątpliwości uznawany jest za ponuraka, w najlepszym razie, a w najgorszym za zdrajcę sprawy najświętszej. Co jest tą najświętszą sprawą łatwo się domyślić – relacje polsko-żydowskie. Na każdym kroku i codziennie trzeba podkreślać ich złożoność i wagę. Wskazywać kto jest lepszy, kto gorszy i w czym. Zarzuty padają poważne – odpowiedzialność za Holocaust, za Gazę, za pomniejsze jakieś wybryki. Spór toczy się wokół wspólnej historii, ewentualnych sojuszy realizowanych ramię w ramię i temu podobnych rzeczy. Jest przy tym bardzo dynamiczny i kokieteryjny, a do tego rozbija się na szereg mniejszych wtajemniczeń i dyskusji, które proponowane są przez słabszych nieco niż Grzegorz Braun guru, czynnych po obu stronach barykady.

Jak pamiętamy różni obłąkańcy zarzucali posłowi Braunowi pochodzenie żydowskie, uczynił to swego czasu na antenie radiowej nawet redaktor Piotr Gursztyn, na co Grzegorz Braun, jeszcze wtedy nie poseł, zareagował wyjściem ze studia. Te zarzuty musiały się mnożyć, albowiem na YT znaleźć można nagranie, w którym Kazimierz Braun senior rodu Braunów, w rozmowie z jakimś amerykańskim dziennikarzem tłumaczy bezzasadność takich zarzutów. Ja się w ogóle zastanawiam, po co się z tego tłumaczyć? I po co o tym mówić? Po to tylko chyba, by temat relacji polsko-żydowskich nie schodził z tapety. No, ale skoro jest kwestia, to toczą się dyskusje, mniej lub bardziej absurdalne. No i w tym nagraniu Kazimierz Braun odpiera te niby zarzuty dotyczące żydowskiego pochodzenia. Niby – bo cóż to ma być za zarzut? No chyba, że chodzi o to, by dyskusja kręciła się wokół takich właśnie kolorytów. Ostatecznym argumentem przeciwko żydowskiemu pochodzeniu Braunów jest potężna księga pod tytułem „Migrena. Kronika rodzinna”, napisana przez dr Monikę Braun, siostrę posła. Tam dociekliwa autorka wyjaśnia skąd w Polsce wzięli się Braunowie. Ja, przyznam nieśmiało, zawsze zazdrościłem ludziom, posiadającym sławnych przodków, potrafiącym wykazać się antenatami, którzy dokonali czegoś niezwykłego, a czasem nawet wielkiego. Kiedy sam zleciłem kwerendę dotyczącą moich przodków okazało się, że wszyscy byli niepiśmiennymi chłopami zamieszkującymi tę samą od wieków wieś, na pograniczu Lubelszczyzny i Podlasia. Doszliśmy w tych badaniach do roku 1804, stwierdziliśmy ponad wszelką wątpliwość istnienie Karola Maciejewskiego, niepiśmiennego rolnika i daliśmy sobie spokój.

No, ale wracajmy do obszernej, pełnej tajemnic kroniki rodziny Braunów, która ponoć wywodzi się od jednego z Kawalerów Mieczowych. Mam nadzieję, że niczego nie pokręciłem. Posługując się księgą napisaną przez swoją córkę dr Monikę, Kazimierz Braun ostatecznie przełamał stawiane przez dziennikarza „zarzuty”.

Gdzie więc mechanizm prowokacji, o którym tu pisałem wcześniej? To czy ktoś ma żydowskie korzenie, czy ich nie ma, jest moim zdaniem kwestią całkowicie nieistotną. Nikt z nas chyba nie wierzy, że żydowskie organizacje oparte o rozrodzone, czynne na świecie, rodziny, będą się przejmowały jakimś pochodzącym z Polski człowiekiem, który wymachuje kwitami, gdzie stwierdzone jest, że jego pradziadek prowadził jatkę w Radzyniu Podlaskim? To są sprawy dla wypadków globalnych, a nawet i lokalnych nieistotne, albowiem lojalności i hierarchie buduje się dziś na innych podstawach . I ja chciałbym te inne podstawy wskazać. Mamy oto życiorys Moniki Braun dostępny na stronie wydawnictwa „Austeria”, gdzie wydana została książka „Migrena. Kronika rodzinna”. Oto on:

Monika Braun – aktorka, kulturoznawczyni, pisarka. Ukończyła studia na Wydziale Aktorskim Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu, doktorat obroniła na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracuje między innymi na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Malarstwo, rzeźbę i grafikę czyta jak inscenizację, w teatrze – artystycznym i życia codziennego – wypatruje obrazów i plastycznych performansów, w swoim pisarstwie używa dramaturgii sztuk wizualnych oraz wizualności dramatów.

Opublikowała dotychczas książki: „Gry codziennie i poza codzienne… O komunikacyjnych aspektach aktorstwa”, „Wrocław – Jerozolima – Wrocław” (opowiadania razem z Lvem Sternem), „Mona. Opowieść o życiu malarki”, „Podróże do wielu odległych światów, czyli lekcje projektowania graficznego według Jana Jaromira Aleksiuna”, „CiSz: 70 lat obecności Ceramiki i Szkła na Wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych”, „Migrena. Kronika rodzinna” (Austeria), „Uwierzyć w niemożliwe. O witrażach Teresy Marii Reklewskiej”, „Podróżnik. O życiu i szkle Kazimierza Pawlaka”, a także liczne artykuły o teatrze i sztukach wizualnych.

Jak widzimy dorobek jest spory i poważny. Można więc powiedzieć, że w przeciwieństwie do swojego brata, doktor Monika, realizuje się bardziej we wtajemniczeniach niż w prowokacjach. Ona na pewno nie sprzedawałaby blaszanych odznak w kształcie gaśnicy. I na pewno nie podpisywałaby publicznie gaśnic przynoszonych przez ludzi, jak to czyni poseł Braun. Wielu jednak wskazałoby, że wtajemniczenie i prowokacja to dwie dialektyczne skrajności. No, ale ja, jako że jestem słaby z filozofii, wspomnę tylko o tym półgębkiem. W co chce nas wtajemniczyć dr Monika Braun? Z tym właśnie mam największy kłopot, bo w wydawnictwie „Austeria”, gdzie publikuje ona swoje książki można znaleźć także dzieła takich tuzów intelektu jak Jan Hartman – profesor, Janusz Palikot, dr filozofii, a także Basil Kerski niemiecko-polski menedżer kultury, pochodzenia iracko-polskiego. Rozumiemy więc, że publikacja w wydawnictwie „Austeria” to jest nie tylko wyróżnienie i zaszczyt, ale także wtajemniczenie. Bo byle kto, pochodzący nie wiadomo skąd, na pewno by tam niczego nie opublikował. Gdyby było inaczej, pan Kerski nie podkreślałby z takim zapałem swojego iracko-polskiego pochodzenia.

Pointy nie będzie. Wszystkich serdecznie zapraszam na 2 czerwca do Grodziska Mazowieckiego, gdzie poseł Grzegorz Braun podpisze każdą przyniesioną gaśnicę, a także książkę swojego autorstwa. Mnie tam nie będzie, tego możecie być pewni. Życzę także posłowi, by dostał się do PE, bo dopiero tam będzie mógł w pełni rozwinąć skrzydła i pokazać na co go stać.

Zwracam też uwagę na fakt, że wszystkie zamieszczone w tym tekście informacje są powszechnie dostępne dla każdego.

Przypominam też o naszych nowych książkach

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/porwanie-krolewicza-jana-kazimierza-gabriel-maciejewski/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojna-domowa-w-polsce/

 

  11 komentarzy do “Sprzedaż prowokacji i wtajemniczeń”

  1. Dzień dobry. Cóż, ułomna jest natura ludzka. To jest widoczne od zarania dziejów, odkąd ci, co znali skuteczniejsze okrzyki mogące zapędzić mamuta wprost w gromadnie zastawioną zasadzkę, mieli się za lepszych od tych, co takowych nie znali… Potem było już tylko gorzej. Nie wiem czemu taka akurat analogia mi się nasunęła, ale chyba dlatego, że również znana od dawna cykliczność dziejów człowieka sprawia, że oto zbliża się powrót do tamtych standardów, szczególnie poznać to po ilości szamanów. Ich – niestety – czeka weryfikacja, kiedy tylko znowu będzie trzeba samodzielnie zdobywać pożywienie i skuteczność okrzyków będzie do sprawdzenia na miejscu. A rozsierdzony, głodny tłum dokona sobie selekcji szamanów – według zasług. Gdzieś to już było…

  2. autor określenia „plecak ucieczkowy”, jest także  autorem interpelacji skierowanej do p.ministry klimatu aby wyjaśniła, jak zaawansowane są prace ochrony klimatycznej (chyba takie prace są ??), realizowane  na granicy polsko – białoruskiej, takie studia zajmujące się niezwykle istotnym problemem bo chodzi o unijne CO2,

    chodzi o  oddzielenie (kotarą, zasłoną) naszych/unijnych  wyziewów CO2 od wyziewów białoruskich CO2

    no i dobrze, ja też czekam na odpowiedź, co jest robione w tej materii dla ratowania klimatu?

  3. Przyjecie holdu inflanckiego przez krola Zygmunta Augusta to byl blad. Trzeba bylo ich oddac Moskwie.

  4. Ja bym tu raczej widział metodę niż naturę

  5. Dla ratowania klimatu nie można zrobić nic

  6. Mozna. Rotszyld za to placi, tzn. za lobbying. Sedzia z Iustitii kazal zamknac kopalnie Turow na polecenie Rotszylda – ujawnil Uszi na YT.

  7. jeśli nie można oddzielić kotarą powietrza z UE i powietrza z Białorusi to po co  lansować tą  religie klimatyczną ??? niepotrzebnie przejmujemy się tym CO2

  8. Pochodzenie Braunów od Kawalerów Mieczowych?

    Kurlandzka szlachta wg harbiny Przełęskiej zatem.

    Ja myślę, że któryś z bałtyckich Braunów wsiadł na statek do Trynidadu w 17 wieku, został, po czym przeniósł się do obecnego Surinamu by wraz  tamtejszymi Zydami nadzorować plantacje.

  9. Jezeli wojsko czeskie i niemieckie nie uzyska prawa do strzelania do gornikow z Bogatyni, to polskie oddzialy egzekucyjne musialyby przejsc przez terytorium Czech, bo z Polski do Turoszowa i Bogatyni prowadzi tylko jedna droga, ktora latwo zablokowac. Pani zapomina, ze wojny religijne sa najbardziej krwawe i dlugotrwale.

  10. Rodzina Braun pod koniec wojny mogla wyemigrowac do neutralnej Szwecji, a jednak postanowili, ze pozostana polskimi patriotami!

  11. Są wtajemniczenia i „wtajemniczenia”. Może ktoś powinien zainteresować się tymi w cudzysłowie i opowiedzieć jakie to tajemnice skrywają ci, którzy będąc zupełnie prywatnymi osobami dostają się po jakichś dziwnych układach do gmachu Sejmu Rzeczpospolitej i odprawiają tam jakieś gusła. Co to za organizacja, jakimi firmami i spółkami zarządza ich szef Stambler i czym się one zajmują, bo posługując się formatem Gabriela – czyli baśnią, chyba nie chodzi tu o religijne obrzędy i zamiłowanie do tradycji. Może fakt, że nie ma zbyt wielu chętnych do rozwiklania tych tajemnic jest spowodowany tym, że wiedzą oni, że na końcu tej drogi może im zostać tylko gaśnica.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.