Lip 162020
 

Chciałbym dzisiaj zwrócić uwagę na coś, czego pewnie nikt nie zauważył, a jeśli nawet to nie uznał tego za działanie celowe z mojej strony. Ja sam, by rzecz rozwinąć potrzebowałem jakiegoś zwornika, który by ją spiął i nadał jej wyrazisty bardziej kształt. Nie było łatwo go znaleźć, ale w końcu, dzięki przypadkowi i wskazaniu przez jednego z czytelników taki zwornik mam. Za chwilę o nim opowiem. Jest on znakomity i pojawił się w dobrym momencie. Sam myślałem, że co innego będzie zwornikiem tej mojej układanki, konkretnie wspomnienia pewnego biskupa, które w mozole i trudzie przygotowuje Jarek. No, ale te wspomnienia będą po prostu kontynuacją, a pierwszy finał mamy dziś, dzięki wiernemu czytelnikowi.

Może nie wszyscy wiedzą, ale ja, świadom słabości swojej i niewielkiego wpływu na otoczenie jaki wywiera nasza wspólna tutaj ogłaszana publicystyka, szukam, po części świadomie, po części intuicyjnie jakichś metod, które by jej działanie wzmocniły. Polega to na tym, że co jakiś czas z sumy drobnych spostrzeżeń, akapitów, tekstów całych, a także opublikowanych książek, wyłaniają się dwa lub trzy teksty syntetyczne, podsumowujące, które potem żyją w sercach czytelników bardzo długo. Nie mam innego sposobu oddziaływania na otoczenie i nie mogę, jak Ziemkiewicz, ogłosić u Moniki Jaruzelskiej, że moja książka to bestseller. No, ale może to i lepiej. Dzięki temu niektóre książki są prawdziwymi bestsellerami, a ich ceny na allegro nie spadają do półtora złotego za egzemplarz.

Zacznę od tego, o czym tu wielokrotnie pisaliśmy, od bardzo atrakcyjnych i uwodzicielskich formuł, jakimi posługują się współcześni duchowni, a także świeccy, tacy jak Szymon Hołownia, by przyciągnąć ludzi, szczególnie młodych do Kościoła. W mojej ocenie sukcesy te są krótkotrwałe i w istocie nieważne, ludzie zaś, którzy zostali do Kościoła „przyciągnięci” opuszczają go równie łatwo, jak opuszcza się salę kinową po nudnym seansie. Nie mam na to żadnych dowodów, ale przypuszczam, że mało kto wyrządził ewangelizacji więcej szkody niż biskup Długosz podrygujący w rytm dziecięcej muzyki w programie „Ziarno”. Nie inaczej jest z omawianym tu wielokrotnie Szustakiem i Hołownią, który po prostu zrobił sobie pozycję polityczną pisząc, bardzo nieszczere książki o Kościele, albo o ludziach chorych na raka. Jaka jest wspólna cecha tych wszystkich aktywności? Otóż one odwracają uwagę od polityki Kościoła i kierują ją ku temu co wymienieni wyżej osobnicy uważają za duchowość. W istocie sprowadza się to do udzielania prostych bardzo odpowiedzi na trudne i dręczące pytania. Konsekwencje jednak tej działalności są głębsze i poważniejsze, a najważniejsza z nich jest ta, że unieważniają one inne tradycje przekazu istniejące od dawna w Kościele. W tym tę najbardziej bliską memu sercu czyli tradycję polemiki duchownych z kulturą oświecenia. To jest coś, co dziś wydaje się zupełnie nieważne i jest całkowicie nieobecne w przestrzeni publicznej. No, prawie całkowicie, bo jedynym miejscem, gdzie takie treści się znajdują jest portal Szkoła nawigatorów i księgarnia www.basnjakniedzwiedz.pl. Tę tradycję polemiczną, niesłychanie ważną, a całkowicie już martwą i uciszoną, wzbogacamy o treści, które są owocem pracy, często wieloletniej, księży historyków. Jak pewnie wszyscy zauważyli, od jakiegoś czasu zamieszczam tu, zdobyte podstępem, egzemplarze książki księdza profesora Tadeusza Fitycha, o nuncjaturze Lancellottiego. To ważna książka i ja ją będę nadal promował. O ile oczywiście zdobędę jeszcze jakieś egzemplarze. Zostawmy jednak reklamę i polemiki i powróćmy do zwornika. Oto wczoraj wskazano mi rzecz, której pewnie nie wydam, bo tekst jest zbyt archaiczny, ale którą każdy może odnaleźć i przeczytać w sieci. Są to pamiętniki księdza Pstrokońskiego, kanonika katedralnego gnieźnieńskiego. W nich zaś znajdujemy taki oto fragment:

Sławna zawsze przedtem akademija krakowska na inszy tryb jest przekształcona. Już w tej akadmiji krakowskiej rektoryją posiada świecki i żonę mający obywatel, Oraczewski. Już w niej i po inszych wojewódzkich szkołach katedry mają, i lekcyje dają żonaci. Ale czy taka odmiana, przeinaczenie nauk i nauczycieli, jest lepszym dla wiary świętej, dla Kościoła, dla ojczyzny, dla obyczajów? Jeszcze się nie dało poznać, dopiero nas nauczy dalsze z czasem doświadczenie. W tem tak ważnem artykule są przeciwne zdania: jedni wielką zaletę dają tej reformie; wystawują prawie arkusy i kolosy komisji edukacyjnej; uwielbiają mądrość i roztropność jej, i publikują pamiętnikami i drukiem, że w całem świecie nie masz lepszej teraz dla młodzi edukacji, jak w naszej Rzeczpospolitej.

Ale inni mówią i ja mówię, że to nowomodne mistrzostwo Aten do Polski nie wprowadzi; że małżeńskie profesorstwo z tułaczów zagranicznych zbierane, wiarę świętą katolicką osłabi, deizm wprowadzi i młódź w obyczajach skazi; że parafialne kościoły bez pasterzy, klasztory bez zakonników zostaną, albo samych nieuków mieć będą; że stala katedralne posiadać będą sami fryzjerowie i perukarze, toga przemieni się w kartkę arlekińską, że księgi, archiwa, tranzakcyje odwieczne zostaną bez tłómaczeń, i najświętsze tajemnice zostaną pogrzebane, przez zagubienie języka łacińskiego, który jak czerwony złoty, ma kurencyją po całym świecie; że stan rycerski i miejski wpadną w ostatnie barbarzyństwo bez nauk, na które do teraźniejszych a la mode szkół brzydzą dawać się dzieci swoje, aby się w religii nie osłabiły i w obyczajach nie skaziły, z której bojaźni nieoddawania dzieci do nich, tak zdrobniały klasy, że co przedtem jedna classis to jest: jedna gramatyka, jedna sintaxis, jedna retoryka, liczyła studentów stami, to ich teraz wszystkie classes w szkołach wojewódzkich Poznańskiej, Kaliskiej itd. tyle osób nie liczą, a wiejski kmiotek, chłopek, choćby się mógł przepomódz, z kilku synów, nie śmie oddać żadnego do dzisiejszej szkoły, tak dalece, że trudno będzie o ministranta do usłużenia do mszy świętej, o nauczyciela do szkółki parafialnej; o organistę do pozytywu i odpowiadania kapłanowi celebrującemu; a może wnet i o czytelnika, żeby znał litery A, B, C, D. Tak mówią, tak gadają.

Fragment ten poprzedzony jest lamentem nad rozkradanym pojezuickim majątkiem, który także warto przeczytać. Ja zaś umieszczam tu opis konsekwencji działań KEN, których ksiądz Pstrokoński zdecydowanie niedoszacował. Przypomnę tylko najpierw, że uniwersytet był instytucją kościelną, a o władzę nad nim toczyły bój siły potężne i podstępne. Wymieniony tu pan Oraczewski był, jak sądzę mniejszym złem dla akademiji, choć miał żonę i nie był księdzem, niż wyświęcony kapłan Hugo Kołłątaj, który krakowski uniwersytet sprowadził do poziomu, o jakim w tym sławnym mieście wcześniej nie słyszano i na tym też poziomie go pozostawił. Stan ten, o czym łatwo się przekonać, trwa do dziś i nie ma żadnych widoków na to, że się zmieni. Lęk księdza kanonika, o stalle, w których zasiadać będą fryzjerowie i perukarze, świadczy jedynie o tym, że brakło Pstrokońskiemu wyobraźni. Któż bowiem dziś pamięta co to są stalle? O zasiadaniu w nich zaś nie może być nawet mowy. Perukarzy i fryzjerów zatrudnia dziś telewizja i mają oni tam swoje programy, w których wygłaszają pouczające pogadanki na temat życia i kluczowych w nim wartości.

Biedny ksiądz kanonik lękał się o poziom moralności szlacheckich dzieci, a także o kadry nauczycielskie dla szkół parafialnych, niepotrzebnie, albowiem dziś kwestie te, w nowym zupełnie duchu załatwiają ojcowie podobni do Szustaka, którzy ani myślą wstydzić się swoich występków, przeciwnie czynią z nich koło zamachowe dla szerzenia nowej ewangelizacji. No i Szymon Hołownia, który cały swój potencjał celebryty, zrobiony w programach rozrywkowych i na książkach wykorzystał i nadal będzie wykorzystywał w polityce.

Co według mnie jest najgorszym grzechem tych ludzi? Odebranie sensu tradycji polemicznej, którą reprezentuje ksiądz Pstrokoński. Nikt już nie będzie dziś podnosił takich kwestii, ani nawet podobnych, albowiem wszystkie kluczowe punkty, wokół których toczą się dyskusje, spory i polemiki, dotyczące sposobu nauczania, przekazywania tradycji Kościoła, są zajęte przez fryzjerów i perukarzy, którzy z całą pewnością nie ustąpią.

Chcę teraz zwrócić uwagę na jedno – tak zwani tradycjonaliści nie są żadną odpowiedzią na to co się wydarzyło w Kościele od czasów księdza kanonika Pstrokońskiego. Nie są, albowiem dostarczają oni jedynie uzasadnień dla modernistów i stają się dla nich tłem. W mojej ocenie tylko po to istnieją, ale wyjaśnić się im tego w żaden sposób nie da. Wniosek swój opieram na tym, że nikt póki co nie wymyślił żadnej strategii przeciwko modernistom, która dałaby inny efekt niż krótkotrwały, o charakterze publicystycznym albo terapeutycznym. No i politycznym, bo o to także chodzi – o skrócenie drogi między Kościołem tradycji, a mównicą w sejmie. Mogę się mylić, ale mam wrażenie, że tradycji nie mogą reprezentować świeccy. Muszą to być wykształceni i przekonujący kapłani. Tak, jak na to wskazuje ksiądz kanonik Pstrokoński. Tymczasem ruch, który dziś nazywany jest tradycją, składa się głównie ze świeckich, którzy zajmują się wyłącznie lub prawie wyłącznie jednym rodzajem aktywności – krytyką hierarchii. Przed nami wszystkimi długa i trudna droga. Jeśli się komuś zdaje, że ją skróci i obejrzy triumf za swojego życia, bo ten czy inny deklarujący przywiązanie do tradycji fryzjer czy perukarz znajdzie się w sejmie, myli się niestety i błądzi. Sukces modernizmu jest trwały albowiem zaatakował on w XVIII wieku podstawy nauki Kościoła i skutecznie je zniszczył za pomocą metod eksperymentalnych. Żeby pokonać modernizm nie wystarczy celebrować trzygodzinne nabożeństwa, uczestniczyć w nich z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku i głośno śpiewać po łacinie, a Pan Bóg, który przecież jest z nami, załatwi resztę. Trzeba zaatakować podstawy nauki modernistycznej. A do tego potrzebna jest poważna strategia, a także hierarchowie i kapłani, których nie można lekceważyć. Ktoś powie, że brak mi wiary, bo przecież wystarczy modlitwa i wszystko będzie dobrze. Przypomnę co pisał św. Ignacy – postępuj tak, jakbyś sam miał zrobić wszystko, a Bóg nic zgoła…! Ile osób tak postępuje?

Ksiądz kanonik Pstrokoński podkreśla przede wszystkim rolę edukacji i omawia konsekwencje katastrofy jaką było dla Kościoła zlikwidowanie jezuitów. I teraz pytanie – czy istnieją jakieś szkoły, choćby parafialne, prowadzone w duchu tradycji trydenckiej? Czy są księża, którzy tam wykładają, publikują, drukują, a także wierni, którzy te pisma czytają i o nich dyskutują żywo i namiętnie? Jeśli są chętnie o nich posłucham. Jeśli nie ma, uważam, że powinny powstać.

Jeśli idzie o mnie, zajmę się unaocznianiem wszystkim na czym polegała tragedia oświecenia i na czym polegała żywa do niedawna tradycja polemiki ze szkodami, jakie oświecenie wyrządziło wszystkim katolickim społecznościom. Temu między innymi służy wydanie książek księdza Tokarzewskiego, księdza Borowskiego, promocja książek księdza Fitycha, a także promocja pracy o kołłątajowskiej fundacji w Krzyżanowicach. Temu także służyć będą wspomnienia pewnego biskupa, które przygotowujemy, a także wskazywane tu, tak jak dziś, ciekawe publikacje duchownych z dawnych czasów. Z czasów, w których istnienie trudno dziś uwierzyć.

  25 komentarzy do “Stara, kościelna, tradycja”

  1. Tylko 28% wyborców Hołowni nie dało się nabrać na langustę na palmie i nie poparło w drugiej turze Trzaskowskiego ☺

  2. Bardzo ładny tekst, dziękuję. Natomiast fragment monologu księdza Pstrokońskiego wydrukuję sobie i gdzieś powieszę. Nie wiem jeszcze, gdzie, ale powieszę.

  3. Bardzo dobre uwagi. Powiem tak, oświecenie to powrót do dominacji antycznej tradycji religijnej. Religią dominującą jest obecnie gnostycyzm, tyle że tego nie dostrzegaliśmy przez długi czas, bo ma on charakter ezoteryczny. Jeśli tak jest istotnie, to patrzeć trzeba nie tylko na ostatnie dwustulecie, ale patrzeć  jakby oczami pierwszych chrześcijan zderzonych po raz pierwszy  czy to z Platonem, Pitagorasem, Plotynem, czy to z Konfucjuszem, Mencjuszem itd. Konieczna jest optyka globalna i świerza, zamiast zamykania się w ostatnim dwustuleciu uległości. Należy szukać sprzymierzeńców wszędzie,  gdzie to możliwe i odwrócić się wręcz od ideałów cywilizacji łacińskiej, jako czegoś zamkniętego, raz na zawsze danego. Tylko taki horyzont pozwoli na wykształcenie nowej strategii odrodzenia naszej religii. Jest to ryzykowne, wielu odpadło, ale i konieczne.

  4. To ściema , próbowałem parę razy a okulary nie chcą się trzymać.

  5. Spróbuj na wosk

  6. Jest liceum św. Tomasza z Akwinu

    https://www.akwinata.edu.pl/

  7. Cenne uwagi i głęboka troska poprzedzona świadomością ogromnego niebezpieczeństwa.
    Praca u podstaw istnieje jedynie w środowisku Bractwa św. Piusa X, które prowadzi ciekawą koncepcję szkoły niekoedukacyjnej. https://www.akwinata.edu.pl/
    PS.
    Najcenniejsze obok sprawowania nadzwyczajnej Ofiary Mszy św.  przekazywania zasad tradycji KK,  jest niezależność od modernistycznej hierarchii lokalnej.

  8. Szustak rzeczywiście zszokowal nawet swoich fanów poparciem dla Holowni. A szkoda, bo słuchałem jego wykładów i czytałem jego książki. Na poziomie religijnym są znakomite, wiele dały w umocnieniu mojej wiary. Owoc przyniosły dobry.

    Zawsze się skupiał na duchowości, czyli wzmacnianiu ducha wiernych, a wiec tego od czego zaczyna się katolicyzm, i szkoda, że popełnił błąd i zadeklarował się na Sz. Hołownie. Dominikanie mają dewize kontemplata alis tradere, więc zabrakło chyba kontemplacji. Myślę że za dużo wrzuca w internet i nie da się zachować poziomu i rozsądku wrzucając codzienne jakieś materiały. Gadulstwo tyczy się też dużej ilości treści wyrzucanych do internetu. A gadulstwo internetowe to inflacja treści i często nierozsądek. Szustak, mam, wrażenie, padł pod tym mieczem ktror sam wykuł.

  9. Jak to lakonicznie ujął jeden mój znajomy:

    Celem „postępu” jest zniszczenie chrześcijaństwa, bo szefem „postępowych” jest wróg Chrystusa.

  10. Jest kilka innych środowisk toczących wojnę kulturową: http://voxday.blogspot.com/

  11. BK z dumą chwali się, że o. Szostaka nie obejrzał żadnego materiału do końca, a próbował 3 razy.

    BK proponuje tradicjonowi abp. Lengę albo o. Pelanowskiego, obaj życiem zaświadczają że pan tego świata nie jest ich panem.

  12. W pozornej całości trzyma (zwornik) to wszystko liberalizm.

    Liberalizm to choroba rozumu polegająca na tym, że umysł nie jest zdolny przyjąć niczego bez natychmiastowego przedstawienia sobie twierdzenia przeciwnego, do czego czuje się zobowiązany.

    Jesteśmy bezradni, bo zarażeni jesteśmy liberalizmem. Dlatego też, nasi przeciwnicy z którymi się nie zgadzamy, uzupełnią po prostu nasze myślenie. ( Zwłaszcza tzw. liberałów gospodarczych)

  13. „Przypomnę co pisał św. Ignacy – postępuj tak, jakbyś sam miał zrobić wszystko, a Bóg nic zgoła…!”

    Ks.Stanisław Wszołek twierdzi,że historia tego stwierdzenia jest nieco inna,a św.Ignacy wypowiedział inne słowa,nieco dziwne na pierwszy rzut oka:

    „Ufaj Bogu tak,jakby wszystko zależało od ciebie,a nie od Niego;a działaj tak jakby wszystko zależało od Boga – po pierwszym zaskoczeniu okazuje się,że druga wersja tej reguły ma głęboki sens.Każe ona tak ufać Bogu,żeby wierzyć,iż Pan i Władca świata utożsamia się z nami do tego stopnia,że chce przez nas działać.Równocześnie każe nam działać ze świadomością,że jesteśmy tylko kruchymi stworzeniami,że przemija postać tego świata,że wszystko,co nie jest podobne do Boga przepadnie;jednym słowem każe nam ona działać ze „świętą obojętnością”,z pokorą właściwą stworzeniom (…)Przez pewien czas sądziłem,że dwie wersje słynnego powiedzenia jakoś się dopełniają.Ale nie jest wykluczone,ze św.Ignacy nigdy nie wypowiedział pierwszej formuły.Bo cóż to znaczy: Ufaj Bogu,jakby powodzenie spraw zależało od Niego?Czy wszystko nie zależy od Boga?Czy człowiek wiary może w to w ogóle wątpić?Natomiast druga wersja otwiera nas na tajemnicę miłości Boga,który zaufał człowiekowi tak dalece,że posługuje się nim kontynuując swe dzieło stworzenia.Prawdziwie zastanawiającą rzeczą jest to,że druga formuła od początku wywoływała kontrowersje – najczęściej zarzucano jej zbytnią śmiałość.Okazuje się,ze nawet towarzysze św.Ignacego nie nadążali za śmiałością jego myśli.”

  14. Co się tyczy świeckich, to samo księża do tego nawołują by się angażowali bo duchowni często są cenzurowani przez zwierzchników. Tak mówi np. egzoecysta o. Glas. Malo takich przypadków gdy ktoś z duchownych skrytykował problemy Kościoła i albo przeszedł na anachoreze, albo przestał być proboszczem czy jak ksiadzIsakowicz za książkę Księża i SB dostawał zakazu wypowiedzi? Ten zacytowany fragment, znakomity, tyczy się czasów Kościoła który nie miał takich problemów jak dziś. Wtedy biskupi niemieccy nie domagali się zerwania celibatu i nie udzielali komunii rozwodnikom. Dziś w Polsce nie można rozwodnikowi żyjącemu w nowym związku przyjmować komunii, ale jak przekroczy Odrę to może. G. Górny wspominał że w Niemczech poznał księży którzy nie tylko od 20 lat sami nikogo nie spowiadali, ale i sami się nie spowiadali.

    Dobrze że w Polsce tego nie ma, ale badania są niepokojące, bo polska młodzież jest 2 po Japonii, najbardziej zlaicyzowana młodzieżą na świecie.

  15. Znam. Pelanowskiego szczególnie. Ale z Szustak wiele dobrego wynióslem, jak mówi Pismo źle drzewo nie może dobrych owoców przynosic, a skoro przynosi dobre, to znaczy że dobre. Ale mankamenty są. Nikt nie jest doskonały.

  16. Za to Anglicy za nią nadążyli, pożyczyli sobie wywrócili na drugą stronę i zrobili z niej modus operandi. Tak to wygląda niestety, dlatego ja wolę tę pierwszą formułę

  17. Górny to ten kolega rozwodnika Lisickiego, tak?

  18. Ten co kiedyś Fronde prowadzil a dziś pisze do Sieci czyli tyg. Karnowskich.

    Lisicki to rozwodnik?

  19. Natrafiłem w sieci na ciekawy komentarz, chyba duchownego, dotyczący działalności o.Szustaka. Jego zdaniem Langusta na Palmie to już regularne przedsiębiorstwo ze wszystkimi jego atrybutami, opierające sie na osobie dominikanina. O.Szustak nie może sobien pozwolić na nie nagrywanie swoich filmików, nawet jeśli nie ma nic do powiedzenia to po prostu musi. Inaczej budżety się nie zepną, plany nie zrealizują etc. Inflacja treści o ktorej ktoś już wspominał jest nieunikniona. Łatwo stracić odpowiednią perspektywę jeśli sie miało właściwą oczywiście.

  20. Pax.

    Proponuję rzucić okiem na FSSPX i formułę ich ‚szkolenia’. Potem na polemiki i wykłady prowadzone przez FSSPX w sieci. Na końcu krótki wypad w stronę wydawnictwa.

    Mainstream jest stracony lecz Tradycja to nie tylko grupy rekonstrukcyjne i hobbyści.

    🙂

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.