Lut 052021
 

Proszę Państwa, reaktywowałem nawigatora i chcę dziś napisać kilka słów o najnowszym numerze. Zacznę jednak od kwestii prenumeraty. Sprzedawana ona będzie w systemie rocznym, to znaczy, że w roku 2021 można wykupić prenumeratę tylko na ten rok. Jeśli ktoś nie zdecyduje się na zakup teraz, kiedy wyszedł pierwszy tegoroczny numer, przy kolejnym, wykupując prenumeratę, zapłaci już tylko za trzy numery, a przy następnym za dwa. Musimy tak zrobić, bo kiedy sprzedawaliśmy prenumeratę w systemie „cztery kolejne numery” chaos był nie do opanowania. Cena prenumeraty wzrosła, ale to dlatego, że od następnego numeru wzrośnie też cena kwartalnika – o pięć złotych. Oczywiście przy następnym numerze cena prenumeraty będzie trochę mniejsza, bo obejmie tylko trzy numery. Dokonam teraz pewnej wizualizacji, bardziej żeby przekonać samego siebie niż czytelników. Ci, którzy znają kwartalnik i tak go kupią, a ci, którzy nie mają ochoty go czytać, nie przekonają się, choćbym go sprzedawał po 2 zł. Proszę Państwa 35 zł to jest cena dwóch paczek papierosów. Wierzcie mi Państwo, że koszt wyprodukowania każdego numeru, zaangażowania wszystkich tworzących go osób, to znaczenie więcej niż koszt wyprodukowania dwóch paczek papierosów. Tak więc od czerwca kwartalnik Szkoła nawigatorów będzie kosztował dwie paczki papierosów i kawałek trzeciej.

A teraz zaczynamy. Najlepiej od tego, co nie znalazło się w kwartalniku, bo nie starczyło autorom czasu na dogłębne przestudiowanie zagadnienia. Nie znalazła się w nim historia rodziny Ghisolfi, genueńskich Żydów, panujących w XV wieku nad cieśniną Kerczeńską i strzegących w imieniu banku św. Jerzego, a potem swoim własnym handlu z organizacjami obejmującymi swoim zasięgiem Morze Azowskie. A skoro nie ma Ghisolfich, to nie ma także ich relacji z Moskwą, a konkretnie z księciem Iwanem III. I nie możemy przez to dokładnie wyświetlić, dlaczego to książę moskiewski Iwan kazał odrąbać głowę swojemu nadwornemu, żydowskiemu lekarzowi imieniem Leon.

Nie udało się do końca wyjaśnić relacji pomiędzy Kaffą, a dworem w Krakowie w schyłkowym okresie istnienia kolonii pontyjskich. Nikt tego nie potrafi, nawet Rafał Hryszko, najgłębiej obecnie zaznajomiony z tymi problemami badacz. Król objął swoim protektoratem kolonie pontyjskie, ale musiało to znaleźć potwierdzenie, to zaś oznaczało, że trzeba było wysłać stosowną, dyplomatyczną korespondencję na dwóch sułtana Mehmeta i na dwóch chana Złotej Ordy. Nie wiadomo czy takie listy zostały wysłane i czy wyruszyły poselstwa. Wiadomo jednak, że król Kazimierz Jagiellończyk zezwolił Genueńczykom na werbunek wojska na Rusi i w Polsce. Żołnierze ci mieli bronić Kaffy przed spodziewanym atakiem Turków. Do naszych czasów zachowała się tylko jedna relacja z przemarszu dużego oddziału żołnierzy opłaconych przez Kaffę i wędrujących na Krym. Zostali oni w okolicach Bracławia zaatakowani i wycięci w pień. Oddział liczył pięciuset wojaków. – Przez kogo? – zapytał mnie Andrzej Gliwa kiedy do niego zadzwoniłem dowiedzieć się czy o tym słyszał.

No właśnie, przez kogo? This is the question.

Nie udało się, i chyba nie jest to możliwe, zgłębić i opisać charakteru relacji pomiędzy Kaffą a biskupstwem lwowskim, które – jak się zdaje – miały cechy stosunków pomiędzy udzielnymi dworami. Kiedy Kaffa wysyłała delegację do Krakowa, poseł wiózł jeden list do króla, a do biskupa lwowskiego dwa. Kto był w schyłkowym okresie istnienia kolonii pontyjskich biskupem lwowskim? Nasz dobry znajomy Grzegorz z Sanoka, pierwszy polski humanista, u którego stale rezydował Filip Kallimach. To w zasadzie wystarczy, żeby dopowiedzieć sobie resztę, ale przydałyby się jednak jakieś szczegóły.

Nie starczyło miejsca na dokładne opisanie relacji pomiędzy Genuą a Mediolanem, które są kluczowe dla zrozumienia stosunków w Italii. Mediolan czyli w istocie rodzina Visconti okupowała Genuę. Żeby od tego kłopotliwego protektoratu się uwolnić Genueńczycy gotowi byli porozumieć się nawet z Wenecją. Wymiana mediolańskiej dynastii i osłabienie jej wpływów to wspólna robota Genueńczyków i Wenecjan.

A co jest w kwartalniku? Nie zdradzę szczegółów powiem tylko w ogólnych zarysach, jaki efekt chcieliśmy osiągnąć. Otóż już na samym początku prac na tym numerem jasne się stało, że system rządów w Genui to jest najbardziej nowoczesny system jaki istniał, od czasów kiedy biblijny Józef objął władzę nad Egiptem. On był bardziej nowoczesny niż Bank Anglii, Bank Amsterdamski i niż FED. Bo to są potwory dwugłowe, a Genua była potworem trzygłowym. I trzeba było Mediolanu, gdzie skoncentrowana była produkcja zbrojeniowa całej zachodniej Europy, żeby trochę tego potwora okiełznać. Nie na wiele się to zdało. Polityka Genueńczyków to polityka węża w rękach nieuzbrojonego i wysmarowanego tłuszczem wieśniaka – wąż zawsze się wyśliźnie. Poważną krzywdę zrobili Genueńczykom dopiero Turcy, ale stało się to na wyraźną prośbę patrycjatu republiki, który w tym jednym momencie wyraźnie nie zrozumiał nowych czasów. Z chwilą kiedy Genua słabnie rozdziela kompetencje. Oprócz doży i wielkiej rady, władza przechodzi także w ręce dyrektorów banku św. Jerzego, w sporej części Żydów. Kiedy Turcy zagrażają Krymowi, patrycjat po prostu sprzedaje Krym bankowi św. Jerzego. Taka transakcja przypomina wiele współczesnych transakcji i kiedy o niej słyszymy, nie możemy zareagować inaczej, jak tylko szerokim otwarciem ust. To jest bowiem przekręt tysiąclecia. Miasto, które jest właścicielem kolonii sprzedaje je bankowi, którego zarząd wyłonił się z patrycjatu tego miasta.

Teraz mała dygresja. Mniej więcej w połowie tworzenia tego numeru okazało się, że można przez dwa lata wydawać wyłącznie genueńskie numery Szkoły nawigatorów i tematów o najwyższym natężeniu kontrowersji z całą pewnością nie zabraknie.

Teraz o trzech głowach smoka. Pierwszą była wielka rada. Drugą Bank św. Jerzego, a w XVI wieku wyrosła głowa trzecia – flota, podporządkowana, niczym prywatne przedsiębiorstwo, w całości rodzinie Doria. Wobec potęgi floty i prohiszpańskiej orientacji rodziny Doria, wszelkie inne genueńskie stronnictwa, z wyjątkiem banku, skarlały w jednej chwili. Za pomocą tych trzech elementów władzy Genueńczycy kształtowali politykę europejską do połowy XVII wieku, kiedy to przegapili okazję by wyjść ze swoimi interesami na Atlantyk. Tam wyprzedził ich Amsterdam, a potem Londyn.

Tyle o diabolicznej naturze polityki genueńskiej. Teraz słów kilka o świętych. W kwartalniku znajduje się tekst poświęcony św. Katarzynie z Genui, a także inny poświęcony człowiekowi, o którym wszyscy słyszeli, ale mało kto kojarzy go z Genuą. Chodzi o Jakuba de Voragine, autora Złotej Legendy, arcybiskupa tego dziwnego miasta.

Na tym kończę na dzisiaj, szczerze zachęcam do lektury.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-27-genuenski/

  11 komentarzy do “Święty Jerzy czy smok? Jaki jest prawdziwy symbol Genui?”

  1. zamówiłam prenumeratę, jesli zdążę /bo banki w czasie pandemii króciutko funkcjonują/  to dziś pójdzie przelew – tak się cieszę ,

    no książka Schipera 'Dzieje handlu żydowskiego na ziemiach polskich' ,  przekazuje informacje o transakcjach,  kierunkach handlu i ofercie handlowej , oraz o tym ile rodzina handlująca zarobiła, jednak ani słowa o tym kto tych szlaków pilnował , kto zarządzał i zbierał korzyści,   autor pisze tylko o handlu i zyskach , a tu taka okazja na wiedze o historycznych   szczegółach

  2. Dzień dobry. Świetny temat, od dawna oczekiwany. Szczególnie dlatego, że przeciętny zjadacz chleba ma mgliste pojęcie o Genui. O Wenecji to jeszcze coś tam się wspomina przy fabrykacji postsocjalistycznego maturzysty, ale o Genui – nic albo prawie nic. Żagiel tak się nazywa, a i to wiedzą nieliczni i nie wiedzą dlaczego…

  3. To co się ujawnia przy okazji grzebania w historii tego miasta, jest wstrząsem prawdziwym. Niestety nikt niczego o Genui nie pisze, podobnie jak o Mediolanie, bo Wenecja Florencja i Rzym zasłaniają cały widok

  4. Bo ktoś uznał, że „chwatit!” Tym bardziej więc dobrze, że Panu się chce w tym kopać i w syntetycznej formie nam przedstawiać. Ja wiem, że ta moja satysfakcja bliska jest odkryciu, że się mówi prozą, ale cóż, nie każdy może być nawigatorem. Ktoś musi wiosłować 😉

  5. Dwa w jednym czyli misja tytaniczna. Gospodarz chyba jest i nawigatorem i wiosłuje jednoczeście.

  6. Tydzień lub dwa tygodnie temu miałem okazję obejrzeć film dokumentalny o transatlantyku Rex. Włosi nieco się tłumaczyli, bo nie bardzo wiedzą, co zrobić ze swoją przedwojenną przeszłością. Z Błękitnej Wstęgi Atlantyku są dumni, ale nie zapominają, by wypomnieć kapitanowi, że płynął na złamanie karku w niesprzyjającej pogodzie, co wielu pasażerów przypłaciło chorobą morską. Ten Rex został spalony przez lotnictwo angielskie, gdy opróżniony ze wszystkiego, co się dało, czekał na swój los przy brzegu dzisiejszej Słowenii. A obecnie Słoweniec pilotuje wycieczki nurków i opowiada, że za nic nie zabrałby z wraku czegokolwiek, choć raz miał pokusę na małą kotwicę. Jego opowieść przeplatana jest zdjęciami kolekcjonerów, którzy mają pełne gabloty pamiątek. Jest też opowieść człowieka, który był windziarzem na tym transatlantyku i z dumą wspomina, że zawsze mówił: „Which floor, please”. Wtedy kamera przenosi się na gablotę kolekcjonera z metalowym panelem przycisków windy. I tak kończy się ta opowieść.

    Patron Saint George okazał się lepszy od San Giorgio.

  7. Epigon  https://pl.wikipedia.org/wiki/Luchino_Visconti

  8. Jednym z badaczy historii Genui jest emerytowany już profesor Uniwersytetu Kansas  Steven A. Epstein. Jest na allegro kilka jego książek ale niestety po angielsku iw cenach powiedzmy luksusowych: „Medieval Discovery of Nature” ,  „Genoa and the Genoese, 958-1528” , „Speaking of Slavery: Color, Ethnicity, and Human bondage in Italy”

  9. Tak naprawdę, to można przecież temat dalej rozszerzyć. Co z Pizą czy republiką Amalfi? Zresztą myślę że można śmiało rzucić stwierdzenie, że do XVI wieku polityka Europejska była jedynie projekcją polityki między wielkimi miastami handlowymi Italii.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.