Lis 262020
 

Nie chcę nadużywać ciężkich słów, ale do szału doprowadzają mnie różne próby oswojenia postaci świętych ze współczesnością. Stoi za tym całkiem fałszywy zamiar przybliżenia tego czy innego męczennika za wiarę, współczesnej młodzieży. Szczytem absurdu był chyba film o św. Stanisławie Kostce, taka kreskówka, czy może komiks, w którym św. Stanisław, patron młodzieży, był skejtem. Chodził po osiedlu w portkach z krokiem wiszącym nad kolanami i bawił się kostką Rubika. I do tego właśnie wzięło się jego przezwisko. Miałem już o tym nie wspominać, ale niech tam, parę lat temu nagrodę młodzieżową, na Targach Wydawców Katolickich dostała książka zatytułowana „Twitując z Bogiem”. Nie wiem kto to wymyśla i jakie ma cele, ale z pewnością nie należy do nich przybliżenie młodym ludziom nauki Kościoła.

Tak więc ja wystąpię tu dziś otwarcie z ideą mało chrześcijańską i nie będę nikogo kokietował, a przez swoją szczerość postaram się udowodnić, dlaczego św. Ludwik powinien być patronem naszych czasów. Owa idea mało chrześcijańska, to chęć sprzedania przed końcem roku jak największej ilości egzemplarzy biografii króla. Nie mam zamiaru robić z tego tajemnicy, ani nikogo kokietować komunikatami zawoalowanymi. Nie będę z nikim twittował, ani budował metafor opartych na kostce Rubika. Oto dlaczego św. Ludwik jest postacią nowoczesną i pasującą do wymogów, które chrześcijaninowi stawia wrogi mu świat. Taki jak ten nasz dzisiejszy reprezentowany przez ludzi mediów.

Pewnego dnia, w Melun, zgłosiła się do króla kobieta, która powiedziała, że jakiś mężczyzna wdarł się do niej do domu i zmusił ją do uległości seksualnej. Król rozkazał zbadać sprawę, znaleziono winnego, a ten okazał się być dworzaninem Ludwika. Król bez wahania skazał go na powieszenie, mimo iż mężczyzna ów powiedział, że kobieta była zwykłą ladacznicą. Bliscy króla próbowali protestować, żeby ocalić temu człowiekowi życie. Ludwik jednak nie ustąpił. Gwałt to gwałt i gość poszedł na gałąź bez specjalnych ceregieli. To wielu ludziom dało do myślenia, niestety nie został ów epizod, podobnie jak inne, podobne, świadczące o stanowczości i wysokim morale króla, wykorzystany przez koronę francuską, nie napisano ani jednej sztuki i ani jednej powieści o czynach Ludwika IX. No i właśnie przez to literackim wzorem króla sprawiedliwego jest Henryk V Lancaster, bohater sztuki Szekspira, który był tak daleko od świętości, jak mniej więcej Andrzej Lepper. Myślę, że gdyby Ludwik miał pod ręką Leppera, wygłaszającego znane nam tu kwestie, także by się nie zawahał.

W zasadzie cała prawie rodzina Ludwika zasługiwała na miano świętych. Wyjątkiem był tylko Karol, książę Andegawenii. Karol, który został królem Sycylii i Neapolu, który pokonał Manfreda Hohenstaufa w bitwie pod Beneventem, i kazał ściąć Konradyna na głównym placu Neapolu. Zlikwidował w ten sposób całą dynastię szwabską, wraz z jej roszczeniami do korony cesarskiej. Był to człowiek okropny. Król, który miał wielkie nabożeństwo, tak to chyba trzeba określić, dla swojej siostry Izabeli, dla swojej żony Małgorzaty i dla matki Blanki z Kastylii, nie znosił Karola, a jednocześnie uważał, że ma misję, która polega na ucywilizowani brata i narzuceniu mu jakichś chrześcijańskich zasad postępowania. Ludwik uważał, że Karol powinien jak najczęściej przebywać w jego towarzystwie i rozmawiać z nim na różne tematy, dotyczące nie tylko spraw doczesnych, ale także wieczności. Pan de Joinville pisze, że płynąc kiedyś na statku zmierzającym ku wybrzeżom Afryki, król kilkakrotnie pytał o to, co robi jego brat, książę Andegawenii. I za każdym razem otrzymywał tę samą odpowiedź – gra w triktraka. Usłyszawszy kolejny raz tę samą odpowiedź, Ludwik odnalazł Karola i nie zważając, ani na jego siłę, ani na gwałtowność, ani na brutalność w obejściu, wyrzucił planszę i piony do morza.

Król bardzo chronił swoją intymność. Nigdy nie odsłaniał ciała, poza dłońmi, stopami i twarzą. Raz się zdarzyło, że kiedy cała armia miała dyzenterię, a trzeba było walczyć, Ludwik, odpruł sobie tył spodni, żeby choroba nie przeszkadzała mu w walce. Żaden służący, nawet ci, którzy pomagali mu kłaść się do snu nie widział nigdy króla nagiego czy półnagiego. Ludwik był bardzo oficjalny i traktował swoją misję poważnie. Jeden czy drugi sługa widział raz czy dwa królewską łydkę, kiedy Ludwik był obłożnie chory i zmieniano mu pościel. Czasem ktoś zobaczył jego ramię, kiedy puszczano mu krew. I to w zasadzie wszystko. Nie można było nawet pomyśleć o tym, że Ludwik okaże cień niestosownej sympatii, damie dworu czy w ogóle jakiejś kobiecie. Był tylko jeden wypadek, kiedy kobieta inna niż żona mogła oglądać króla w sytuacji intymnej. Ludwikiem, w czasie wyprawy do Afryki, opiekowała się lekarka. Nie lekarz właśnie, a lekarka. Miała na imię Hersenda i w relacji prewota z Sens określana jest jako magistra, tak jak dziś magistra Szczuka, albo profesorka Środa. Aż żal, że żadna z nich nie jest lekarką. Mogłyby naprawdę pokazać, co potrafią.

Król kazał jej, po powrocie do Francji, wypłacać po 12 paryskich denarów dziennie. To była spora suma. Nie była to rzecz jasna jedyna osoba, która opiekowała się królem w czasie choroby, król miał jeszcze dwóch lekarzy mężczyzn, ale istnienie Hersendy wskazuje na to, że Ludwik, był człowiekiem pozbawionym głupich przesądów i uprzedzeń. Czego nie można powiedzieć o Szczuce, Środzie i Gretkowskiej wygadujących różne głupstwa na temat średniowiecza.

Król nigdy nie polował. Las Vincennes, który był dla jego dziadka – Filipa Augusta – miejscem łowów i rozrywki, stał się dla Ludwika, miejscem rekreacji, refleksji i sprawowania sądów. Nie zachowała się żadna wiarygodna relacja na temat udziału króla w łowach. Prawdopodobnie Ludwik uważał, że jego funkcja ma prócz ziemskiego, także wymiar nadprzyrodzony, a skoro tak, to on, król Francji, nie może polować, bo jest to zakazane duchownym. On zaś, choć piastuję funkcję świecką, jest jednak kimś stojącym wyżej od państwowego urzędnika.

Ludwik był królem miast. Był w tym podobny do swojego dziadka Filipa Augusta, jednakowoż różnił się odeń nieco temperamentem i usposobieniem. O ile Filip August uporczywie tkwił w swoich, często błędnych, decyzjach, Ludwik miał dyplomatyczny dar rozwiązywania problemów. Unikał konfliktów i sytuacji, które mogłyby się przerodzić w chroniczne kłopoty, nawarstwiające się z roku na rok. Był królem spokojnym, nowoczesnym i świętym. Politykę wewnętrzną, z wielką rozwagą i przenikliwością, oparł na dużych miastach. Jasno dał do zrozumienia baronom i parom królestwa, że w razie gdyby próbowali się buntować, albo sprzymierzać z kimś przeciwko niemu, znajdą się siły, które skredytują armię gotową ruszyć w pole na spotkanie z nimi.

Dlaczego wobec tego, ta fantastyczna postać, nie jest przywoływana przez Kościół, jako wzór do naśladowania? W dodatku w czasach, kiedy wszystko, od śniadania poczynając, na wieczornych ablucjach kończąc, jest polityką. Każda zaś decyzja, nawet najgłupsza nosi znamiona decyzji politycznej. Dlaczego feministki walczące o równouprawnienie kobiet, nie wskażą Ludwika, jako pierwszego lub jednego z pierwszych władców, który położył podwaliny pod budowę nowoczesnych standardów społecznych, których są wyznawczyniami? To jest dopiero zagadka. Ludwik Święty, król Francji, z dynastii Kapetyngów, mąż, ojciec, polityk, człowiek przewidujący, oświecony i świadomy wyzwań, jakie przed nim stoją. A przy tym całkiem zapomniany. Na czyją, że się tak wyrażę, korzyść? No, na korzyść, jakichś piździelców zapewne. No na czyjąż by inną. Tak to już niestety jest, że ci którzy najgłośniej domagają się reformy i naprawy świata, Kościoła czy czego tam jeszcze, pierwsi odwracają się od właściwych wzorów. Negują ich istnienia, albowiem pycha podpowiada im, że to oni sami są początkiem wszystkiego co dobre, sprawiedliwe i święte. Tak niestety nie jest. Pamiętajmy o tym. Proszę też pamiętać, że ja nie napisałem tego wszystkiego, po to, żeby wyeksponować siebie za pomocą postaci króla i nie po to, by kogokolwiek pouczać, szczególnie zaś duchownych. Jako znany, obwoźny handlarz treści, chciałem tylko za pomocą tego tekstu podnieść nieco wyniki sprzedaży jednego tytułu. Dziękuję.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/swiety-ludwik-jacques-le-goff/

  26 komentarzy do “Święty Ludwik, patron naszych czasów”

  1. Dzień dobry. Tak, to piękna książka. Nawet miękka oprawa tego nie zmienia. Pomyślałem nawet, kiedy przyszła, żeby zlecić oprawienie w skórę, ale szkoda mi tej grafiki na okładce. Pomyślę jeszcze. Nigdy bym się nie ośmielił czegokolwiek Panu doradzać, ale myślę, że taką książkę można reklamować sloganem; kiedyś była nie do kupienia i w przyszłości będzie nie do kupienia…

  2. Jako znany biegun cyfrowy musisz dbać także o analogowe wpływy ☺

  3. Ja wpadłem na Pana, że się tak wyrażę, kiedy sprzedawał Pan Braudela. Po prostu kliknąłem w Google Adwords, bo okładka mnie zaintrygowała, a reklamówki książek mi się wyświetlają, nie wiedzieć czemu… 😉 Okazuje się, że narzędzia szatana można tez wykorzystać w dobrej sprawie. Istota rzeczy leży w wyborze słów kluczowych, a obecna nagonka na Kościół, przy całej jej ohydzie, może być dla sprzedaży takich książek wiatrem w plecy. Tak mi się zdaje.

  4. Obawiam się, że nie. Uwaga koncentruje się bowiem nie na problemie, ale na przekaźnikach, czyli medialnych gwiazdach. To nie Jan Paweł jest bohaterem tego dramatu, ale Boniecki z Lemańskim. Jak w piosence – my jesteśmy tanie dranie….

  5. W dużej części ma Pan rację. Jednak nie wszyscy rozumują według tego schematu. Do tych którzy lubią igrzyska i tak Pan nie trafi, ale są tacy, którzy chcą po prostu wiedzieć, jak było. Ilu ich jest? siedemdziesięciu? siedmiu? – Pan wie lepiej niż ja, ale zwłaszcza w czasach zarazy jakaś sprytna metoda pozyskiwania nowych klientów przez internet jest chyba optymalna. Ryzyko nie jest wielkie, a efekt może być ciekawy. Ma Pan dzieci, zapewne biegłe już w wykorzystywaniu sieci – może je Pan zatrudnić 😉

  6. Dzieci się nie rwą. To znaczy starszy jest już zatrudniony, ale nie mogę na razie powiedzieć przy czym…wolno to jednak idzie.

  7. Wiem coś o tym… Ale w końcu dorastają. Zrozumieją, że mając takie książki w ręku i takie „story” do opowiedzenia – po prostu „sky is the limit”.

  8. lekarze królewscy a przysięga Hipokratesa

    -nigdy nikomu także na żądanie nie dam zabójczego środka…-

    skąd się wzięło to -upuszczanie krwi- przecież oczywistym było dla medyków,  że ten sposób leczenia osłabia pacjenta, jeśli osłabia organizm to …. czego oczekiwano…

  9. Co jest złego w tryktraku

    W kolejności ilustracji: towarzyszy prostytucji, przyciąga złodziejki, odrywa od pożytecznych zajęć, wywołuje złe emocje.

  10. Krew upuszczano od starożytności i to pomagało w wielu chorobach, np. w nadciśnieniu, przy zatruciach, hemachromatozie (jak jest w ciele za dużo żelaza, które uszkadza narządy), przy potężnych migrenach etc. Dzisiaj nowocześniejszą formą upustu krwi jest plazmafereza (filtruje się upuszczoną krew i to co złe, np. przeciwciała atakujące organizm przy chorobach autoimmunologicznych, usuwa, a dobre ponownie wpuszcza), ale wtedy jeszcze nie było takich cudów. 🙂

  11. Kupiłem, czytam i jestem pod dużym wrażeniem treści książki. Dzisiejsza notka to tylko namiastka tego co napisał Jacques Le Goff. Wiedza którą dzięki niej można zdobyć jest warta każdych pieniędzy. Polecam

  12. Skoro św. Hildegardzie się udało, uda się powrócić i św. Ludwikowi. Pierwszy krok zrobiony.

  13.  

    „…Owa idea mało chrześcijańska, to chęć sprzedania przed końcem roku jak największej ilości egzemplarzy biografii króla…”
    Sumienne wykonywanie obowiązków stanu, jest działaniem arcykatolickim.

     

     

  14. No ale Hildegarda sprzedaje orkisz…

  15. E tam , styl życia i chrześcijańską koncepcję człowieka, bardzo nowoczesną. Weganie to przy niej straszne prymitywy, epoka kamienia łupanego.

  16. ulżyło mi, był w tym sens, w tym upuszczaniu krwi, niedawno przeczytałam na blogu jak się medycy pastwili nad Janem III Sobieskim, więc zdystansowałam się do tej metody leczenia, doszukując się w tym premedytacji, kontrolowanego osłabiania organizmu ważnej osoby

    serdecznie dziękuję za wyjaśnienia

  17. no w radio chwalili orkisz, że niby lepszy od innych ziarnistych , szczególnie zachwalano ziarna -staroniemieckie- cokolwiek to znaczy, trzeba w eko sklepach popytać

    no a o lekturze akurat w czasie wręczania prezentów – trzeba pomyśleć

  18. Ruch hildegardowy w Polsce to sprawa niszowa nie ze względu na Patronkę, ale ceny produktów… I tak rynek kształtuje popyt i ideę, która nie wytrzyma ostatecznie próby w biedniejącym społeczeństwie

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.