Lis 062018
 

Są tak zwane sytuacje i ja opowiem dziś o kilku z nich. Jechałem wczoraj pociągiem, siedziałem przy oknie, żeby nie patrzeć na pasażerów i ich smartfony. Gapiłem się na pola i domy, ale krótko, bo zaraz dosiadła się do mnie matka, może w moim wieku, z autystycznym (chyba) nastolatkiem, a może nawet chłopcem nieco starszym. Niełatwo było dostrzec, że ten dzieciak jest chory, ale jak ktoś poświęcił mu pięć sekund uwagi, od razu zorientował się, że coś jest nie tak. Ta jego mama robiła wrażenie osoby doskonale przygotowanej na wszelkie sytuacje. Nie mogło być inaczej, podróż pociągiem z silnym i ciekawym wszystkiego autystykiem to jest poważne wyzwanie. Już na początku wręczyła mu tablet, włączyła grę i chłopak sobie pykał w jakieś obrazki. Sama też włączyła sobie grę, a ja pomyślałem, że gry komputerowe to cudowny wynalazek i wybawienie dla samotnych kobiet w takiej jak ona sytuacji. Jechaliśmy tak sobie kawałek, oni grali, a ja gapiłem się w okno zerkając od czasu do czasu na ludzi w wagonie, aż nagle, na jednej z kolejnych stacji przy siedzeniu chłopaka stanęła starsza kobieta. Nie żadna babinka, ale dobrze utrzymana i wyszykowana pani, z fryzurą i kolczykami. I nawet jeśli nie miała takich intencji wyglądała przy tych dwojgu jak przybysz z kosmosu, który chce narzucić im swoje porządki, a także pokazać wszystkim dookoła, jak źle wychowuje się młodzież w dzisiejszych czasach, bo ta widząc starszą kobietę stojącą w pociągu, miast wstać i zaproponować jej zajęcie miejsca, pyka sobie w gry. Matka chłopaka, czemu nie należy się dziwić, odczytała postawę tej pani, całkiem dodam od razu niewinnej, dokładnie tak samo jak ja. Błyskawicznie zauważyła puste miejsce w oddalonym nieco boksie i wskazała je tej kobiecie. Tamta podziękowała i usiadła. Pomyślałem wtedy, że samotne matki wychowujące niepełnosprawne dzieci mają pełną i niepodważalną wiedzę o sytuacjach. O ich głębokości, konsekwencjach i o zabezpieczaniu się przed nimi. Wiedzą po prostu wszystko i nic nie może ich zaskoczyć. Pod koniec podróży chłopak zaczął wydawać różne dziwne dźwięki. Matka zaczęła go uspokajać, a potem delikatnie strofować. W końcu zamknęła mu grę. Kobiety siedzące nieopodal uśmiechały się ze zrozumieniem. Tylko ja siedziałem smutny, bo wiedziałem, że nigdy nie osiągnę tego stanu doskonałego rozumienia sytuacji i nie będę umiał zapobiegać nie tylko katastrofom, ale zwykłym nieporozumieniom z refleksem i wdziękiem takim, jak ta pani.

W piątek zadzwoniłem do Szymona z pytaniem czy nie pomógłby mi w wysyłce, bo szykuje się naprawdę ciężka kampania w związku z wydaniem nowego tomu Baśni. Szymon się oczywiście zgodził, ale usłyszał, że ja chcę, by przyjechał do Grodziska w poniedziałek po południu. Ja zaś powiedziałem, że zadzwonię do niego w poniedziałek po południu. Poniedziałek jest dla mnie dniem straszliwym. Jeśli nie jadę do telewizji, jeżdżę po mieście załatwiając różne sprawy i wożąc dzieci na zajęcia. Akurat odwiozłem Miśkę na angielski kiedy zadzwonił Szymon i powiedział, że właśnie jest w pociągu i jedzie do Grodziska. Złapałem się za głowę i chyba nawet na niego nakrzyczałem. On się stropił, ale nie mógł przecież wysiąść i wrócić do Warszawy. Umówiliśmy się, że odbiorę go ze stacji i pojedziemy na chwilę do biura, ale nic nie będziemy dziś robić, bo nie ma na to czasu. Jak się okazało Szymon nie był w pociągu, ale w kolejce WKD i jechał z Warszawy do Grodziska ponad godzinę. Ja w tym czasie wyruszyłem po Michalinę, żeby odebrać ją z angielskiego….Trzeba Wam wiedzieć, że Grodzisk od dawna nie jest już małym miastem. To jest miasto średniej wielkości, które w godzinach popołudniowych po prostu stoi. Jechałem więc i stałem na przemian. Pomyślałem, że odbiorę najpierw Szymona i z nim pojadę po Michalinę, a po drodze kupię jeszcze toner do drukarki, bo się skończył. Aha, dodam, że mieszkamy 5 km od miasta, żeby się nikt nie łudził, iż droga do stacji jest krótka. Te 5 km wypełnione jest na ścisło samochodami usiłującymi dostać się do centrum z różnych stron. Zadzwonił Szymon i powiedział, że wysiadł na stacji Okrężna. Zdziwiłem się, bo nie wiem po co wysiadać na stacji Okrężna zamiast na końcowej stacji Radońska, ale ktoś mu tak doradził. Skręciłem gdzie trzeba i zatrzymałem się w miejscu, w którym robić tego nie wolno. Szymona nigdzie nie było, zadzwoniłem do niego i w tym momencie coś wydzieliło mi się do mózgu. – Aha, pomyślałem, przecież ja nie jestem przy Okrężnej tylko przy Piaskowej. Okrężna jest gdzie indziej, tam gdzie stoi teraz nowy budynek, w którym mieści się rehabilitacja. Zawróciłem więc i kazałem – przez telefon – Szymonowi czekać. Dojechałem do korka przy Nadarzyńskiej i się weń elegancko wpasowałem. Zadzwoniłem do Szymona raz jeszcze i kazałem mu przejść na prawą stronę chodnika. On w ogóle nie zrozumiał o czym mówię, bo nie miał podstawowej orientacji w terenie. W tym momencie zadzwoniła moja żona i powiedziała, żebym przywiózł Szymona na obiad. Oznajmiła także, że właśnie wyłączyli nam prąd. Latarnie na ulicy się świecą, ale prądu nie ma i nie wiadomo kiedy będzie. Dojechałem do stacji, którą uważałem za Okrężną, a Szymon zdążył mi jeszcze powiedzieć, że nie widzi żadnych wymienianych przeze mnie charakterystycznych punktów tylko same drzewa. Potem jego telefon zamilkł. Dzwoniłem i dzwoniłem, ale bez skutku. Dojechałem do stacji, zatrzymałem się w miejscu gdzie tego robić nie wolno i rozejrzałem się dookoła. Szymona nigdzie nie było. Pomyślałem, że jest za późno, muszę jechać po Michalinę, bo ona nie może stać w ciemnościach na ulicy, w dodatku w okolicy gdzie kręcą się różne męty. Wpasowałem się w korek i wolniutko sunąłem ku centrum miasta. Kiedy dojechałem do szkoły językowej Michalina miała już łzy w oczach. Opowiedziałem jej o wszystkim i wróciliśmy szukać Szymona. Zatrzymałem się tym razem przy zakładzie kosmetycznym, prosząc wcześniej miłą panią o pozwolenie, bo tam stawać nie wolno. Wylecieliśmy z Miśką z auta i biegaliśmy wkoło szukając Szymona. Nigdzie go nie było. Dzwoniłem przez cały czas do niego, licząc że telefon zacznie działać. Złamałem się dopiero po 26 razie. Wróciliśmy z Michaliną do domu, prądu nie było. Mieli go włączyć o 18.45. Po ciemku zjadłem obiad i zasnąłem na chwilę. Trzeba Wam wiedzieć, że numer 991 pod który dzwonimy, żeby dowiedzieć się co będzie z naszym wyłączonym prądem, odzywa się do nas z akcentem francuskim. Idioci z PGE tak to zaprogramowali. Automat mówi więc, że prądu nie będzie w miejscowościach Radoni, Szczesne, Mosciska…z akcentem na ostatnią sylabę, zamiast Radonie, Szczęsne, Mościska. I tak w miejscowościach Radoni, Szczesne, Mosciska prądu nie włączyli o 18.45, ani o 19.45, kiedy wiozłem Gabrysia na angielski. Nie włączyli go także kiedy byłem w biurze, gdzie umówiłem się w Panem Waldemarem, na odbiór książek. Nie było go jak wróciłem do domu, ani jak zasypiałem. Włączyli go dopiero o drugiej nad ranem. Nie to jest jednak ważne. Okazało się, kiedy byłem w biurze, że Szymon dojechał już do Warszawy i zadzwonił do mnie z drugiego telefonu. Wyjaśniliśmy sobie nieporozumienie i obiecaliśmy na przyszłość uważać na to co mówimy i jak słuchamy.

Rano odwoziłem Michalinę do szkoły, a potem wracałem przez wiadukt i siłą rzeczy przejeżdżałem obok stacji, wokół której biegałem wczoraj po ciemku szukając Szymona. Kiedy zbliżyłem się do peronu, który jest tuż przy ulicy, przeczytałem napis nad wiatą gdzie siadają pasażerowie. Napis ten brzmi – GRODZISK MAZOWIECKI JORDANOWICE. Bo trzeba Wam wiedzieć, że w Grodzisku są cztery stacje kolejki WKD i generalnie jeśli ktoś nie jest zorientowany nie powinien korzystać z tego środka lokomocji. Lepiej jeździć zwykłym pociągiem.

Nie to jest jednak najlepsze. Wyobraźcie sobie, że sala wykładowa w pałacu Tłokinia może pomieścić nie 200 jak sądziłem, ale 300 osób. Przedłużamy więc w związku z tą szczęśliwą sytuacją możliwość zapisów na pierwszą konferencję LUL do dnia 20 listopada. Tym razem jest to termin nieprzekraczalny.

Zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl gdzie dziś ukaże się pogadanka o wyborach.

  33 komentarze do “Sytuacje”

  1. Komentarz na temat: opiekunowie i Polska jako autystyk z zabaweczka w reku (obchody 11 listopada, wybory samorzadowe, komisja Amber Gold, perypetie Jaroslawa Kaczynskiego etc.) –
    W trudnym okresie XIX w. wszyscy Polacy znaleźli schronienie jako uchodźcy w Rosji, Prusach i Austrii w czasie, gdy polskie państwo przestało istnieć. Mieliśmy możliwość życia i rozwoju w tych nie najgorszych krajach przez 123 lata. To błąd, że ani kancelaria Prezydenta, ani rząd i Sejm RP nie wydadzą noty w tej sprawie zaadresowanej do Moskwy, Berlina i Wiednia. Daje to pole do działania wszelkiej propagandzie oraz skrajnym ruchom lewicowym i prawicowym, które wyrażą swoje zadowolenie bądź niezadowolenie z faktu powstania II RP. Skoro trzy stolice europejskie były naprawdę zainteresowane Polską i w tamtym okresie były w stanie poświęcić za obszar Polski więcej, niż sami Polacy, to należałoby to zainteresowanie obecnie wykorzystać w interesie Polaków. Bierność polskich władz w tej ważnej kwestii politycznej świadczy o ich niedojrzałości i irytującej ignorancji oraz naraża imię Polski na szwank, ponieważ stwarza okazję do zagospodarowania tej pustki przez ruchy i organizacje jawnie wrogie Polakom.
    Wladze nie czuja sie gospodarzem Polski i wierza w mit o postepowosci tzn., ze czasy sie zmieniaja, co bylo, a nie jest etc., dlatego Duda jest w stanie rozmawiac tylko o zarowkach, chociaz tu akurat ma racje.

  2. Moja rada dla wszystkich: NIGDY nie zaczynamy nauki jezykow obcych od trudnych jezykow jak angielski, niemiecki czy francuski. Zaczynamy od wloskiego lub hiszpanskiego i uczymy sie sluchac, a potem powtarzamy. Sluchanie to wbrew pozorom bardzo trudna rzecz, ale do wycwiczenia. Sa to rzeczy znane wsrod specjalistow, ale szkoly i osrodki jezykowe tego nie stosuja.

  3. (…) nie zaczynamy nauki jezyków obcych od trudnych jezyków jak angielski (…)

    Panie, angielski trudny? Znam parę osób, które nauczyły się angielskiego same, bez niczyjej pomocy. Nie znam nikogo kto sam nauczyłby się włoskiego czy hiszpańskiego. Chociaż słyszałem opinię, że hiszpański jest łatwy, ale jednak wszyscy wolą zaczynać naukę od angielskiego.

  4. Pan Szymon to osoba wielkiej cierpliwości, skoro wieczorem grzecznie przez telefon rozmawiał. Ja po takim evencie, rozmawiała bym grzecznie dopiero przy śniadaniu.

    Ale swoją drogą, kiedyś na stacji metra „Wilanowska”,  po rosyjsku przez komórkę wrzeszczał  człowiek na swojego rozmówcę, że mu źle wytłumaczył drogę, bo wysłał go na „Wilanowską” a miała być „Wileńska”, co szczerze mówiąc w tamtym języku było wymawiane bardzo podobnie, ale odległościowo się jednak różnią.

  5. Nic dziwnego, że sytuacje tego typu zdarzają się jak się żyje w szybkim tempie. Tak myślę. Nie sposób wszystkiego dopiąć na ostatni guzik.

  6. Ha  !!!

    W tych Jordanowicach to mieszkala przed wojna  mojego sp. taty ukochana ciocia Hania… ona z rozrzewnieniem opowiadala o tym mojemu tacie… Jordanowice i jej ojciec to byla wielka jej nostalgia.

    Potwierdzam, ze poruszanie sie dzis po Grodzisku – przynajmniej dla mnie… rano albo po poludniu – to naprawde gehenna  !!!… a wczorajsza sytuacja z Panem Szymonem dosc typowa dzisiaj… sama mialam kilka podobnych sytuacji w zyciu, a zlosc w koncu przechodzi… trzeba to sobie przetlumaczyc,  bo szkoda zdrowia…

    … a ostatnia wiadomosc o konferencji  w Tolkini  fan-tas-ty-czna  !!!

  7. Paryżanko, a ta nazwa Jordanowice, czy to nie był teren parkowo – rekreacyjny dla lokalsów, bo tak jakoś nasuwa się w tle jest to skojarzenie  z nazwiskiem dr Jordana. .

  8. tzn na ziemi krakowskiej często można spotkać nazwy (nie wiem geograficzne czy raczej administracyjne) pochodzące od tego nazwiska.

  9. Konspirator nie dotarl na umowione miejsce? Hm, ciekawe… Tymczasem proste chlopaki z Konga i Somalii bezblednie docieraja do punktow zbornych w Niemczech i Szwecji, gdzie natychmiast wlaczaja sie w wir zycia spolecznego na koszt podatnika albo podejmuja inna dzialalnosc. Jak mozemy sie obronic? Jezeli polskosc ma polegac na tym, ze pokrzyczymy sobie cos na 11 listopada, po czym nas spaluje HGW-Polizei i przez tydzien bedziemy tym zyc i emocjonowac sie, to ja dziekuje! A mielismy podobno dyskutowac o skutecznych doktrynach? Dyskusja na temat nacjonalizmu oraz lista pytan na konferencje powinna zaczac powstawac juz teraz, bo w jeden dzien sie tego nie zalatwi.

  10. Nazwisko J. moze pochodzic tez od rzeki Jordan, nie jestem pewien. Henryk Jordan korespondowal z Muzeum Narodowym Polskim w Rapperswilu, ktore powstalo z inicjatywy Agatona Gillera. Agaton Giller urodzil sie 5 km od Tlokini Koscielnej – w Opatowku. Udalo mu sie zalozyc polskie muzeum w Szwajcarii, a w dzisiejszych czasach polskie MSZ i Min. Kultury nie jest w stanie NICZEGO zalatwic za granica dla polskiej kultury. Dzieki Gillerowi nasz szanowny Gospodarz moze sprzedawac swoje ksiazki az w Szwajcarii. Jezeli bedziemy dyskutowac o nacjonalizmie w Tlokini, to warto wiedziec takie rzeczy.

  11. Wszystko przez telefony komórkowe. I tzw. możliwość wyjaśnienia sytuacji.

  12. To prześlij pytania już teraz, najlepiej na forum. Co sobie będziesz żałował.

  13. Chyba jednak jakiś rozkaz był ?…

    Z Biedronki wyrzucili wszystkie książki, ale w to miejsce

    wstawili książki związane z niepodległością.

    Książki te stoją na półce o długości ok. 1m. !

    To że stoją a nie leżą porozrzucane po kątach może

    pozwala zauważyć, że są ważniejsze od bananów…

  14. OK, proponuje rowniez ustalic, jakie pytania sa zabronione:

    – o wybory samorzadowe (ps. w Kaliszu wygral dobrze rokujacy kandydat, Krystiam Kinastowski, architekt),

    – o film „Kler”,

    – o palowanie demonstracji 11 listopada przez HGW i w innych miastach,

    (…)

  15. Absolutnie nie chce nic sugerowac. To jest wolny wniosek pod rozwage pt. czytelnikow bloga, zeby sie przygotowac do konferencji.

  16. Najlepiej, gdyby pytania byly zapisywane i przekazywane na kartkach, bo bedzie ponad dwiescie osob. Na czesc pytan bedzie mozna odpowiedziec w sobote, a reszta moze byc skomentowana na blogu albo w PGR.

  17. Koniecznie, koniecznie niech Pan zorganizuje własną konferencję. Co się mają takie świetne pomysły marnować.

  18. Pytania z sali to slaby punkt kazdego wykladu, co mozna zobaczyc na you tube. Pytan przede wszystkim nie slychac, bo jest szum i robi sie balagan.

  19. Pani Mario, o kartkach to ja pisałem wcześniej, wykarany na konferencjach słuchaniem „pytań – oświadczeń”

  20. Gospodarzu, pokora level expert. Wielki szacun za nieupolitycznione spojrzenie na samotne matki z niepełnosprawnymi dziećmi i dostrzeżenie ich wielkości. Rodziny pełne z niepełnosprawnymi dziećmi też są super, znam parę i też się przy nich czuję malutki. Wiadomość o powiększeniu audytorium-bezcenna.

  21. A ja o czymś zupełnie innym.

  22. Domyślam się, tylko chciałem akurat poprzeć pomysł pytań na kartkach.

  23. Obserwują rozwój sytuacji w policji (protesty, braki kadrowe i brak podwyżki już wcześniej za deklarowanej) to na 104 rocznice będą tu pałować policjanci  rodem z Ukrainy…

  24. Jordanowice to była nazwa posiadłości Skarbków . Należało do niej kilka okolicznych wsi. Mniej-więcej na terenie dzisiejszego powiatu grodziskiego, dawniej okręg błoński. Nazwa figuruje już od przełomu XVIII  i XIX wieku. Wstyd przyznać ale nie znam jej pochodzenia.  Przed rodem Skarbków Jordanowice należały do Mokronowskich. Pod koniec XIX w. nastąpiła parcelacja Jordanowic.

  25. Dobrze kojarzysz…

    … to byl wlasnie taki teren zielony, rekreacyjny, z placem zabaw dla dzieci… i chyba w planach byl nawet mini ogrod botaniczny… tak gdzies czytalam,  chociaz dopiero w tym roku wracajac ze Swietego Krzyza przejezdzalam przez Jordanowice… no i podobalo mi sie tam.

  26. aleś zakpił z podwarszawskiej miejscowości

  27. Od kilkudziesięciu lat miejscowości podmiejskie to oaza natury i życia. Od dawna w Ameryce, od dawna w Polsce dla elit, a od niedawna dla klasy średniej. Niestety metropolia rozlewają się na okolice.

  28. Wiesz, ponieważ ulice dojazdowe od miejscowości podwarszawskiej do metropolii w czasie szczytu wyglądają tak jak na fotce po lewej stronie a wsiadanie do pociągu wygląda tak jak na prawej fotce,  to wiem od znajomych, że szykują się zawsze „wcześniej rano wyjechać  (przed szczytem) i później wrócić po południu (po szczycie), czyli do wymarzonej willi trafiają wieczorem. Potem zastanawiają się nad zakupem małego mieszkania w mieście, żeby w tygodniu też się wyspać.

  29. Jordanowice a ogródki jordanowskie (w Grodzisku też taki był na ul. Bartniaka) to zupełnie inna bajka.

  30. Tak…

    … to zupelnie inna bajka.  Jakis czas temu, tu na SN czytalam jakiegos linka ntt. i prawdopodobnie cos mi sie pomylilo… w kazdym badz razie ciocia mojego taty mieszkala w zielonych Jordanowicach pod Grodziskiem, dokad dochodzila EKD, a nie WKD.  Dzis dla mnie, to tylko wiedza historyczna, ktora i tak nic nie zmieni, bo to juz minelo i sie nie wroci…

    … no moze troszke tez wartosc sentymentalna i zal, ze nie chcialam poznac cioci mojego taty… ale dziekuje Pani za sprostowanie i „kawalek” wiedzy o Jordanowicach.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)