Lut 172015
 

Niestety straciłem dzisiaj głos, z wyjazdu do Gdańska nic nie będzie. Przepraszam wszystkich, którzy wybierali się na to spotkanie. W środę albo w czwartek podamy nowy termin.

Osoba, o której dziś napiszę interesuje mnie od wielu już lat. Miałem ją nawet opisać w pierwszym tomie Baśni, ale sądzę, że ten życiorys rozsadziłby konwencję książki. Mamy bowiem oto przed sobą mistyfikatorkę, której kariera układa się w sposób z naszego punktu wodzenia typowy, ale jednak szczególny. No bo jej życiorys odsłania jednak kilka ważnych obszarów, na które uwagi nie zwracają ani historycy, ci się zresztą nią wcale nie interesują, ani historycy sztuki, bo oni z kolei nie interesują się niczym.
Nasza bohaterka urodziła się jako Izabela Schwarz, ponoć w Sosnowcu, ale pewności co do tego nie ma. Nie ma też pewności co do daty urodzin, bo zmieniała ją kilkakrotnie ujmując sobie lat. Na starość przyznała się, że był to jednak rok 1893, a nie rok 1896 ani tym bardziej nie rok 1906, bo i taki wpisywała do dokumentów. Jej ojciec Wilhelm Schwartz był przemysłowcem branży węglowej, miał też na boku mnóstwo innych interesów i był postacią najbardziej tajemniczą w całej naszej historii. Przez swoją córkę zaś został opisany jako sympatyczny papcio-wariatuńcio, który zawsze miał pieniążki, dla swojej kochanej Beluni.
Obecnie mamy w Polsce dwie biografie naszej bohaterki, ale ja znam tylko jedną, nosi ona tytuł „Szatańska księżniczka” i jest po prostu zbiorem anegdot o mężczyznach i przygodach Izabeli. Zbiorem fatalnym, ale jednak dającym niejaką wiedzę o niej samej i jej otoczeniu. Druga biografia nosi, o ile pamiętam tytuł „Ta piękna mitomanka” i nie wiem czym jest, ale sam tytuł już zalatuje fałszem. Izabela z pewnością nie była mitomanką, była osobą poważną i dojrzałą i świadomą wyzwań jakie stawia przed nią życie. I tylko komuś takiemu jak Gombrowicz mogło się zdawać, że to wariatka.
Najcenniejszym źródłem wiedzy o niej są jej własne książki, które gorąco polecam wszystkim. Nie są to bynajmniej książki błahe, jak o nich pisali krytycy, są to książki ważne i poważne, bo przy wszystkich swoich wadach i misjach, miała pani Iza trochę talentu i potrafiła go właściwie spożytkować. Ja znam dwie jej książki „Córka czarownicy na huśtawce” oraz „Król węży i salamandra”. Są one do kupienia na allegro i jak wszystkie istotne książki, kosztują grube pieniądze. O czym one traktują? O niczym ciekawym z punktu widzenia tych bałwanów krytyków literackich i tak zwanych badaczy literatury, ot prosty opis wychowania dzieci w bogatych domach żydowskich przemysłowców. Ciepły i sympatyczny klimat, obyczaje, matka, ojciec, rodzeństwo…interesy, współpracownicy taty, marzenia i plany na przyszłość. Jednym słowem samo życie. Do tego okraszone autentycznym poczuciem humoru, ponieważ w przeciwieństwie do swojej biografki Krystyny Kolińskiej pani Iza miała prawdziwe poczucie humoru.
Opiszę teraz w skrócie i po łebkach życie Izabeli Schwarz, na inny opis niż powierzchowny nie ma tu bowiem miejsca. Najpierw, na studiach, zafascynowała się socjalizmem. Zaczęła pracować w bibliotece Związku Metalowców, gdzie od razu zrobiła furorę, bo ci wszyscy oczadziali od ideologii działacze zaczęli przyłazić do biblioteki, żeby pogapić się na jej nogi. Wcześniej przychodzili tam, jak to się mawia dziś, zrobić litra. Książek nikt nie wypożyczał, bo i po co, jak wszystko klarowali na zebraniach. Kiedy związek miał jakieś kłopoty, albo trzeba było zakupić nowe książki do biblioteki Iza leciała do swojego papcia, a on wyjmował pugilares i odliczał te tysiące, ile tam było potrzeba tym zwariowanym socjalistom, kolegom jego córki, na tę ich wywrotową działalność. Czytając „Króla węży” człowiek nie może się pozbyć myśli, że to Wilhelm Schwarz utrzymywał ze swoich, poupychanych w kieszeniach drobniaków, ten cały przedwojenny socjalizm. W czasie pracy w bibliotece Iza poznała zdolnego studenta filozofii Aleksandra Hertza, wkrótce wyszła za niego za mąż, a opis ich narzeczeństwa, to jest proszę państwa sam miód i ultramaryna. Zachęcam do zapoznania się. Wkrótce okazało się jednak, że małżeństwo nie spełnia oczekiwań Izy, bo małżonek miast realizować to co się czasem określa mianem komunii ciał, zasypiał nad książkami o Heglu. Robił bowiem doktorat. Wkrótce zresztą pojechał do Wiednia na studia, a jego młoda żona została w Warszawie. W tym czasie jej rodzice byli już w separacji. Wilhelm mieszkał w Polsce, a jego żona, Felicja, de domo Kino, w Paryżu wraz z młodszym rodzeństwem Izabeli. Samotny papcio i jego zwariowana córka socjalistka, nie mogło wyniknąć z tego nic dobrego. Bela – jak o niej mówiono – znalazła sobie wkrótce nowe towarzystwo. Socjaliści bowiem zaczęli ją śmiertelnie nudzić. W jej życiu pojawił się Witkacy i jego banda. Ich już papa Wilhelm nie musiał utrzymywać, ale musiał tolerować ich w domu. Trudno powiedzieć z kim z tej bandy Iza miała romans, a z kim nie miała, dla pewności przyjmijmy więc, że miała ze wszystkimi. Witkacy namawiał ją nawet na ucieczkę na morza południowe. Skończyło się tak, że sportretował ją w „Pożegnaniu jesieni” jako Helę Bertz, demoniczną księżniczkę opętaną seksem i manipulującą wszystkimi dookoła. Ja tu celowo używam tych wyświechtanych frazesów, ponieważ mam ciężkie podejrzenia, że misja Beli przy Witkacym polegała na czymś zgoła innym niż głaskanie go po skroniach. Myślę też, że żaden poważny, żydowski przemysłowiec nie tolerowałby tego człowieka u siebie w domu, gdyby nie miał wobec niego jakichś planów. No, ale jakie to mogły być plany, nie wiemy, po nikt takich spraw nie bada.
W końcu, kiedy papcio zorientował się, że sprawa z Witkiewiczem nie jest rozwojowa wysłał Belę do Wiednia, do męża. Tam czekały na nią same nudy. Same, samiuśkie, i byłaby się biedna Iza zanudziła na śmierć, gdyby nie ich sąsiad, profesor filozofii, bojownik o wolność i demokrację, o szczęście ludów uciemiężonych, z którym nawiązała romans. Był on przyjacielem i niejako mentorem jej męża. Nie znamy jego nazwiska, bo biografka Kolińska nie zajmuje się takimi drobiazgami. Zaraz po tym romansie Iza opowiedziała wszystko swojemu młodemu mężowi. Znudził on bowiem ją już tak mocno, że postanowiła się z nim rozwieść. I zrobiła to z przytupem. Po powrocie do Warszawy, całą sprawę przedstawiono papciowi, a on przeprowadził rzec całą od strony finansowo-administracyjnej.
Po rozwodzie Bela zaczęła bywać w Ziemiańskiej i w Zodiaku i tam poznawać oraz kokietować wybitnych artystów. Nie szło jej to za dobrze, bo oni tę swoją sztukę i poezję traktowali jednak serio, a ona widziała swoje i trochę z nich żartowała. Ze Skamandrytów lubił ją tylko Wieniawa, ale mogło to wynikać z zbliżonych temperamentów, a nie wspólnych zainteresowań. W porównaniu bowiem z Belą, wszyscy ci Skamandryci, z Tuwimem na czele, to nawet nie zimne ryby, to zimne obleńce.
Wreszcie papcio wysłał ją do Berlina, gdzie poznawała innych artystów i snuła plany na przyszłość z nimi związane. A w końcu pojechała do Paryża, gdzie czekał na nią, znany jeszcze z czasów witkacowskich August Zamoyski, rzeźbiarz, człowiek dostający poważne zlecenia i pracujący na dużych budżetach. Iza brylowała po kawiarniach i, jakby to powiedzieć, penetrowała polskie środowisko artystyczne. I nie tylko polskie. To ona wykreowała Chaima Soutine podsuwając go znanemu marchandowi Leopoldowi Zborowskiemu rodem z Zaleszczyk. Ten Leopold to jest ciekawa postać, on zaczynał jako bukinista, a potem zajął się sztuką, miał jakieś kontakty w akademii i dzięki temu mógł kreować artystów, mógł mówić który jest dobry, a który słaby. Jeśli pamiętacie taki stary film pod tytułem „1919” to on tam występuje. Nie jest jednak sympatycznym gapciem, który przymila się do dziewczyn, ale kimś zgoła innym. Kiedy Francuzi kręcili ten film nie wiedzieli jeszcze nic o poprawności politycznej i przedstawili go jako zimnego sukinsyna, który czeka aż biedny Modigliani umrze w końcu, po to, by on mógł przejąć wszystkie jego obrazy za bezcen. I tak to właśnie było, Leopold stał się właścicielem wszystkich obrazów Modiglianiego. Zrobił wielką karierę, ale ponoć dobił go kryzys i zbankrutował.
Paryż, kapiści, August Zamoyski, wielki świat. Iza w tym Paryżu, pracowała także w redakcji pisma „Polonia” gdzie zajmowała się mniej więcej tym samym co w bibliotece Związku Metalowców, wysyłała książki na zamówienie do polskich rodzin w górniczych okręgach Francji. Kolińska pisze, że były to w większości książki religijne, ale ja myślę, że ona się mija z prawdą, że oferta musiała być skonstruowana trochę inaczej. Trochę o religii, trochę socjalizmu i trochę senników egipskich. Tak myślę, nie wiem czy się ze mną zgodzicie?
W Paryżu poznała nasza bohaterka swojego drugiego męża, Andrzeja Gelbarda, architekta. Kiedy wrócili do Warszawy, nowy mąż zapragnął dziecka i stabilizacji. Iza zaś nie myślała o takich sprawach, bo jej stabilizacja ani dziecko nie ciekawiły wcale. No, ale zaszła w końcu w ciążę. Niestety dziecko urodziło się martwe, a małżonek znalazł sobie inną panią, wdowę z przychówkiem, która zapewniła mu to co zwykle nazywa się ciepłem domowego ogniska.
Później przyszła wojna, a Bela Hertz-Gelbard trafiła do getta, skąd została wykupiona. Przeniesiono ją do innego getta, w Otwocku, które miało ponoć ocaleć. Uciekła stamtąd i przetrwała wojnę jako Stefania Czajka, na fałszywych papierach, w domu kowala pod Mińskiem Mazowieckim. Napisała o tym książkę pod tytułem „Uratował mnie kowal”, ale nie ma najmniejszych szans, by tę książkę gdzieś kupić. Zresztą nikt jej nie chciał tego wydać, albowiem powojenni krytycy uważali ją za grafomankę. To jest oczywiście pomyłka, ze wszystkich polskich autorów jakich znam, ona najmniej zasługuje na miano grafomanki, w przeciwieństwie do takiego Andrzejewskiego, czy Konwickiego, grafomanów skończonych i nadętych do tego. Ach! Byłbym zapomniał, z czasów przedwojennych dobrym jej kumplem był także Iwacho, jak go nazywali nieżyczliwi, czyli Jarosław Iwaszkiewicz.
Okoliczności w jakich Izabela przedostała się z domu kowala pod Mińskiem do partyzanckiego oddziału AL w Lubelskiem, nie są do końca rozpoznane. Fakt pozostaje faktem, że tak się stało. Była w partyzantce pod koniec wojny. A zaraz po przejściu frontu została, ach jak się to dziwnie plecie, porucznikiem UB w Katowicach.
Wśród wszystkich ciotek rewolucji wybuchło oburzenie, że ta przedwojenna, burżujska zdzira śmie kalać mundur oficera ludowego wojska polskiego, bo w takim mundurze Bela się fotografowała. Pisano listy, protesty, apele, a afekt tego był takie, że Iza dostała błyskawiczny awans na kapitana. I jako kapitan UB została asystentką profesora Stanisława Lorentza w czasie jego akcji poszukiwania zagrabionych przez Niemców dzieł sztuki. I wyobraźcie sobie, że pojechali kiedyś na Dolny Śląsk, a tam jakiś człowiek powiedział im – Izie i Lorentzowi – że w pobliskiej karczmie leżą wielkie skrzynie drewniane, a na nich są napisy „Matejko”. Iza z Lorentzem w samochód i do karczmy, odbijają wieka skrzyń, a tam „Batory pod Pskowem” i inne takie historie. Nie ma co gadać, nie miała powodów do narzekania na nudę nasza pani Iza.
Kiedy już zakończyła swoją misję, została członkiem ZLP, z którego ją wyrzucono, bo ponoć nic nie pisała. Nie było to prawdą, bo miała gotową książkę „Uratował mnie kowal”, ale tej nikt nie chciał wydać. Ukazała się dopiero w 1956 roku. Na starość pani Iza rozpoczęła wojażowanie po świecie. Dostała paszport, pieniądze i wyruszyła do Argentyny odwiedzić swojego starego przyjaciela z Zodiaku Witolda Gombrowicza, który opisał ją w słowach przykrych i nie adekwatnych do istoty ich wzajemnej relacji. Chciał, żeby mu przywiozła z Polski aparat fotograficzny, a ona zapomniała. Potem jeszcze opisała go kilka razy w ‚Przekroju”.
Kiedy czytamy o tych jej spotkaniach z Gombrowiczem, nie możemy się oprzeć wrażeniu, że ten stary, głupi Sandauer, który rościł sobie pretensje do wykreowania Gombrowicza w Polsce „zwrócenia uwagi krytyki na jego twórczość”, niczego by nie zwojował bez pani Izy. Bo nawet jeśli założymy, że też był oficerem UB, to z pewnością nie dysponował, ani takim uśmiechem, ani tak perfekcyjnymi nogami, ani też nie miał takich kontaktów w Ameryce Południowej i innych krajach, jak ona.
Byłbym zapomniał, Iza stała się bohaterką jeszcze jednej książki, Panna Leopard ze „Wspólnego pokoju” to właśnie ona.
Prócz Argentyny Izabela, która wyszła w międzyczasie za mąż za pana Stachowicza, odwiedzała także RPA, Indie i Kanadę, wszędzie tam spotykała się z ciepłym przyjęciem w środowiskach polonijnych. Zmarła w roku 1969, kiedy przygotowywała się do kolejnych podróży. Przedtem wydała kilka wartościowych książki, które podpisane są całym konglomeratem jej nazwisk – Izabela Czajka Stachowicz.
Co się stało z papciem zapytacie? Jeszcze przed wojną, wiedziony nieomylnym instynktem przemysłowca z branży węglowej, wyjechał do Montevideo i tam zmarł. Jej pierwszy mąż zaś – Aleksander Hertz także wyemigrował, mieszkał w Nowym Jorku, był wybitnym socjologiem.
Taki to mamy życiorys przed oczami. Nie wiem jak wy, ale ja sądzę, że ona zasługuje na dużo więcej niż dwie cienkie książczyny napisane przez jakieś niezorientowane w realiach pańcie, które swoje dzieła nazwały biografiami. Zasługuje na przykład pani Iza na wydanie dzieł zebranych. Tego jednak nikt nie zrobi, po nie wiadomo gdzie są spadkobiercy praw autorskich.

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl

  48 komentarzy do “Szatańska księżniczka”

  1. Czytam to z zapartym tchem. A więc to Czajka Stachowicz!!!!!!

  2. A szanowny papcio, to przepraszam, w którym roku wyjechał do Montevideo?
    Czy aby nie po sławetnym wystąpieniu Włodzimierza Żabotyńskiego, który po powrocie z kongresu Syjonistycznego w 1938 zrobił rundę po wszystkich większych ośrodkach gdzie mieszkali Żydzi i własciwie wysyłał tylko jeden sygnał: „ludzie uciekajcie stąd”.
    Tak pytam, gwoli doprecyzowania.

  3. Tego właśnie nikt nie wie, bo daty biografka nie podaje. A pani Iza też jest w tej kwestii bardzo dyskretna.

  4. Czary, wczoraj sprawdzałem i nie było…

  5. Cztery epoki:
    Schwarz – Hertz – Czajka – Stachowicz
    Dostosowywała sie do środowiska.
    Jaja węża mają to zakodowane w genotypie 😉

  6. Kucze W.A.B wydało całą Czajkę, parę lat temu, jak kupowałem jej książki chodziły na allergo po 150 zeta.

  7. No czary, jak nic. I to całkiem nowe wydanie, nawet e-book 🙂

  8. No właśnie widzę W.A.B. Książki mojej młodosci, czytane ukradkiem, w tajemnicy przed dorosłymi. Chyba kupię. To na pewno nie grafomanka, a kim była w istocie?

  9. Pozwolisz, że wrócę do Twojego wczorajszego pytania o Rosjan, na które odpowiedziałem ogólnie, ale teraz konkret. Zwróć, proszę, uwagę, na zbieżność wydarzeń dziejowych: 1) pojawienie się Anglików w Moskwie i 2) proklamowanie Trzeciego Rzymu w tejże Moskwie poprzez bluźnierczą uzurpację (wyniesienie metropolity Moskwy do godności patriarchy w 1589). Wcześniej zaś, bo w 1547, książę moskiewski koronował się na cara Wszechrusi.

  10. Przypłynęli tam na wezwanie. Chancellor penetrował do 1553 (chyba) morze Śródziemne, a potem zniknął. Nie udało się dotrzeć do Moskwy od południa, bo Rzeczpospolita przeszkadzała i Turek. No to z góry zaszli.

  11. Niezła jest, co nie?

  12. A ja bym zwrócił uwagę na jej biografie w wikipedii. Wikipedia jednak ciekawa jest i wielu ciekawych informacji może dostarczyć, jak człowiek umie odpowiednio czytać.
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Izabela_Stachowicz

    Do co ciekawszych cytacików przejdę za chwilkę najpierw o drobnych różnicach tudzież brakach w stosunku do tekstu Coryllusa. na wiki jest mowa tylko o jednym getcie, nie am wykupu, a jest ucieczka(z dwóch gett i dwóch sposobów wybycia z nich się zrobiło jedno). i nie ma mowy o kowalu.

    Na początek taki cytacik
    „Po wyzwoleniu…” Lubię to słowo „wyzwolenie”, zwłaszcza w tym pikantnym kontekście.
    Całe zdanie:
    „Po wyzwoleniu została porucznikiem Wojska Polskiego” Na wiki nie ma mowy o ubecji, jest Wojsko Polskie, nawet nie ludowe. Tak czy owak jakim człowiekiem ona musiała być żeby artystka(„muza artystów”) tak o została porucznikiem. Moc była z nią, ewidentnie, tylko jasna czy ciemna?

    „Skierowano ją do Wojewódzkiej Komendy MO w Katowicach” Dalej nie ubecja tylko MO. Idąc tokiem tekstu z wiki to człowiek się zastanawia co oficer wojska robi w MO?
    Następne zdanie sporo wyjaśnia:
    „Jako pracownik Muzeum Narodowego w Warszawie wzięła aktywny udział w odzyskaniu dóbr kultury narodowej po okupacji.”

    Kurcze pieczone, kobieta pracująca jak się patrzy, wojsko, milicja i Muzeum Narodowe na raz. Kiedy ona spała?

    Potem jest to o Matejce co u Coryllusa.

    i kończy się również różnicą już zauważoną wyżej przeze mnie:
    „W 1946 odeszła z milicji w stopniu kapitana i wróciła do Warszawy.” Znowu nie ma słowa o UB. To czyli ona nie była jednak w Wojsku? Czy jak w końcu bo już się pogubiłem, a może odeszła z milicji a w Wojsku dalej była? Nie wiem, popyrtane to jest. Interesujące jest to że artystka będąc w tej czy innej służbie w ciągu roku dorobiła się awansu z porucznika na kapitana, i zaraz potem odeszła. Co za człowiek tak szybko awansuje? Chyba tylko Mieciu Gocuł(on co dwa lata przeskakiwał z jednego stopnia generalskiego na następny). A z jej czasów to Wojciech J. :
    podporucznik – 11 listopada 1944
    porucznik – 25 kwietnia 1945
    kapitan – 22 lipca 1946
    major – 10 lipca 1948
    podpułkownik – 25 stycznia 1949

    I kończący akcent:
    „W późniejszym okresie krytycznie oceniała władze” Ale co krytykowała? O tym na wiki ani słowa.

  13. Wypromowała jeszcze Janowską Grupę Okultystyczną, była promotorką Teofila Ociepki

  14. Podkładali jej ziarno grochu pod piernaty i jak to księżniczka – nie mogła zasnąć.

  15. Fantastyczne! Nie mam czasu, a tu zawsze coś podrzucisz!

  16. Okazało się, że tak i że ocalił ją kowal.

    Komentarz Słonimskiego brzmiał: „byłby to jedyny słuszny przypadek, gdyby tego kowala powieszono”.

  17. Słonimski to dupa w kołnierzu i lepiej by się nie odzywał.

  18. 🙂 żeby tylko dupa, ale ta ocena jest „znamienna”. Tempo awansu z porucznika do pułkownika… no, niesamowita musiała być i przełożeni to docenili.

  19. Do pułkownika to Wojciech J. tak awansował, dałem go tylko jako porównanie

    Ona skończyła na kapitanie.

  20. To chyba ją opisywałł A.Fiedler w swoich wspomnieniach ,,Wiek męski zwycięski,,?Nazywał ją ,,ta niesamowita Czajka.A spotkali się na jakimś parowcu do Ameryki Południowej.

  21. jednym slowem ‚saga’…
    mozna zrobic wzruszajacy serial – gazowniab to sfinansuje

  22. W latach 50. krążył tekst taki:

    Po ulicy dąży pułkownik w ciąży,
    Z brzuszkiem nadętym, w mundurze rozpiętym
    A przechodzień staje i pyta zdziwiony:
    – Pułkownik też daje?

  23. Niesamowite. Ostatnio w jakimś dokumencie dowiedziałem się że drugi po Mao przywódca komunistycznych Chin był synem bardzo bogatego Chińczyka arystokraty. To samo przywódca Wietnamu. Studiowali na elitarnych uczelniach we Francji gdzie nauczyli się komunizmu. Ciekawe z kim kolegowali. Ludzie awangardy. Dziś Bohema jutro Służba Bezpieczeństwa.

  24. No to jeszcze taki drobiazg.
    Pani oficer, z tatusiem w Montevideo i nic.
    Ludzie w tym czasie szli do pierdla za wysłanie listu do Paryża do dalekiej kuzynki.

  25. Książkę o wizycie u Gombrowicza zatytułowała „Lecę w świat”

  26. Burżuazyjne klasowe pochodzenie nie przeszkadzało w awansach w UB 😉

  27. Miał dobry wzór, był sobie kiedyś taki brat Ludwika XVI, szara eminencja Rewolucji Francuskiej, najbogatszy ówczesny Francuz. Nie znalazłem go w Wikipedii

  28. „If you can’t beat them, join them”?

    PS. Grupę medyczną LuxMed kupiła niedawno firma brytyjska Bupa. Najpierw to przeczytałem jako „Wira” i pomyślałem – „Rosjanie ich kupili?”

  29. A Pol Pot? EFR, czyli prywatna szkoła technik informatycznych i zarządzania; nie ukończył jej i wrócił do kraju. Ciekawe, bo studiował we Francji, a potem z nimi walczył. Wątpię, żeby Francuzi go finansowali, więc piękna Bella mogłaby chyba nam powiedzieć, gdzie znaleźć sponsorów.

    Wydaje się, że Bella działała w dziwnej czasoprzestrzeni, bo była przydatna i nagradzana w wielu formacjach społecznych i politycznych.

  30. pewnie podporucznika miala z al…
    a po wojnie dostal sie jej ten milicyjny porucznik…
    i tak juz poszloktorej…

    pewna pani, profesor historii sztuki, ktorej mama byla z jakichs szwarcow,
    za tamtych sbeckich czasow jejzdzila sluzbowo po swiecie…
    zagadnieta o uklady pozwalajce na to wojazowanie, rzekla:
    ja bylam zdolna i madra, dlatego mnie slali…

    no i jak tu nie wierzyc w bociana?

  31. Ludzie tak, nadludzie nie….

  32. Zapotrzebowanie na szpicli w środowiskach artystycznych zawsze było duże.

  33. 😉 tylko po co jej był mundur SB ? A konkretnie: czy część tych dzieł sztuki po odzyskaniu nie opyliła na boku po podstawieniu kopii albo i bez ?

  34. W kwestii formalnej: ona była w UB czy w Informacji Wojskowej?

  35. Weź może spytaj biografów, co?

  36. ” Grupa uniknęła po wojnie represji dzięki opiece Izabeli Stachowicz która miała stopień kapitana Urzędu Bezpieczeństwa.” -Wiki o Grupie Janowskiej.

  37. Może ten oddział partyzancki w lubelskim to grupa Kasamna, późniejszego wieloletniego redaktora naczelnego Trybuny Ludu. Oddział Kasmana zaopatrywała Armia Czerwona, aż się Moczar żalił., że jemu brakuje broni a Kasman ma te broń nie używa jej i nie chce się podzielić (lektura A. Siwaka)

  38. Ta historia udowadnia, ze druga wojna i komuna byly czyms zupelnie innym niz sie na pozor wydaje.

  39. Każde wydarzenie ma wiele wymiarów.

  40. Zawsze do wywiadu i wszelakich służb nie werbowano idiotów, ale ludzi inteligentnych. Pewnie tak było i w tym przypadku. Te wszystkie kosztowne wycieczki i podróże ktoś finansował i na nie zezwalał. Podobnie pewnie było z Górnickim opisującym swoje wrażenia z licznych podróży po świecie w poczytnym onegdaj „Przekroju”, czy takim guru jak Kapuściński. Można by rzec, że ci ludzie po prostu znaleźli się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu i wykorzystali swoje przysłowiowe pięć minut. A czy dzisiaj jest inaczej?

  41. Tacy ludzie byli szczepieni, bo mogli w pojedynkę szlajać sie po różnych „niebezpiecznych” krajach, które inni mogli ewentualnie odwiedzać w zoorganizowanych grupach, bo był w nich co najmniej jeden taki, co zapewniał „bezpieczeństwo”.
    Z tego wynika, że zarówno Górnicki, jak i Kapuściński musieli podróżować „samowtór”. 🙂

  42. Myślę że ona była na liście płac GRU czy CZEKI bardzo wcześnie. Pewnie już jako bibliotekarka.

  43. Właśnie. Rewolucjonistów, rebeliantów, ekstremistów czy terrorystów finansują bardzo bogate i wpływowe ośrodki w celu destabilizacji określonych obszarów, przejęcia władzy i trwałych ZMIAN KULTUROWYCH. Celem obu wojen było powtórzenie rewolucji francuskiej na innych obszarach Europy. Zniszczenie elit i Kościoła. Teraz ktoś napuszcza islam na resztki chrześcijan. Ale jaki jest cel tego kogoś ? Trwałe zajęcie złóż ropy w Libii, Iraku i Iranie ? Erec Israel ? A może tylko wybicie do końca Palestyńczyków ? Oby nikt tam nie wysłał naszych chłopców.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.