Lut 072015
 

Już tu o tych sprawach pisałem, ale trzeba to powtórzyć. Oto pojawiła się znowu propozycja, by dokonać zmian w prawie autorskim. Chodzi głównie o tak zwany public lending right, gdzie jest mowa o wypłacaniu autorom wynagrodzeń za wypożyczanie ich książek z bibliotek. Nowelizacja prawa autorskiego przeprowadzona w 2014 nie wprowadziła tego w życie, ale szykuje się nowa, więc trzeba liczyć się z tym, że sprawę przepchną. Ja nie potrafię sobie wyobrazić wszystkich konsekwencji tej nowelizacji, ale jedno wiem na pewno, nie pomoże ona pisarzom. Żeby bowiem dostać te groszaki trzeba się będzie zapisać do jakiejś organizacji która prowadzić będzie rejestr wypłat. Do takiego literackiego ZAIKSU. No to ja sobie już wyobrażam, kto tam będzie zasiadał i jak będą realizowane te płatności. To po pierwsze, po drugie, wszelkie zinstytucjonalizowane formy mające rzekomo pomóc autorom w życiu to klęska, fikcja i chomąto. To jest może dobre dla muzyków, którzy bez ochrony ich praw po prostu umarli by z głodu, albowiem trudno wyprodukować kilka ciekawych płyt jedna po drugiej i konkurencja też jest większa niż na rynku książki, ale dla pisarzy to jest klęska. Trzeba się będzie gdzieś zapisać, wypełnić deklaracje dotyczące nie wiadomo czego i dostać numer na liście. Potem zaś czekać aż przyjdą pieniądze. One nie przyjdą, a przynajmniej nie do mnie, biblioteki są bowiem instytucjami systemu, które gromadzą książki autorów przez system popieranych. Sprawa wygląda tak, ja jako wydawca mam obowiązek wysyłać książki do bibliotek. Nie do wszystkich, ale do największych. Czasem się spóźnię i oni mnie wtedy straszą sądami. Tak po prostu. Piszą maile, że jest ustawa i żebym sobie nie wyobrażał, mam wysyłać okazowe egzemplarze i już. Kiedy zagaję tę czy inną bibliotekę w kwestii spotkania autorskiego, zawsze słyszę odpowiedź odmowną. Nie ma mowy, po prostu, bo spotkania są zarezerwowane dla autorów takich jak Miłoszewski. Czy książki Miłoszewskiego trafiają do bibliotek za darmo? Do tych, które obejmuje ustawa o darmowych egzemplarzach tak, ale do innych są kupowane. W dodatku nie w wyniku decyzji kierownika, ale z rozdzielnika. Biblioteki mają obowiązek kupowania książek tych autorów, którzy są nominowani do Nike. Budżety tych instytucji są chude, no więc na inne książki już nie starcza. No i szlus, mamy istotny sens tej chorej nowelizacji. Skoro – jak powiedział towarzysz Varga – czytelnictwo spada, to my was towarzysze, zmusimy do czytania naszych, towarzysze, książek. I jeszcze do tego będziecie za to nam płacić. Nie bezpośrednio rzecz jasna, ale z puli środków ministerialnych, które są w dyspozycji samorządów. To jest moim zdaniem hańba. Jeśli autor nie może zebrać wokół siebie grona czytelników, nie może iść po pomoc do urzędnika czy milicjanta i prosić go, by mu nagonił klientelę. Ja rozumiem, że takiemu durniowi jak Varga nie wytłumaczę tego nigdy, podobnie jak Miłoszewskiemu, albo każdemu z nich. My się tą nowelizacją cofamy do czasów Bieruta. Być może o to chodzi, ja nie wiem, ale rozważam już przeniesienie wydawnictwa za granicę.
Sensem istotnym tej nowelizacji jest moim zdaniem stworzenie nowej kasty urzędników, którzy orzekać będą, nie na podstawie własnych przemyśleć rzecz jasna, ale instrukcji z góry, o tym, kto jest a kto nie jest prawdziwym pisarzem. Kiedy zaś wrócą do domu zaczytywać się będą przygodami „Mistrza i Małgorzaty”, szczególnie zaś śmiać się będą w tym momencie kiedy Woland szydzi z tych co się domagać chcieli legitymacji od Dostojewskiego, żeby sprawdzić czy on rzeczywiście był pisarzem. Schizofrenia stanie się bowiem niebawem stanem naturalnym wśród urzędników i to nie tylko z powodu książek.
Kretyńska chęć zabezpieczenia sobie pozycji przez autorów lansowanych na lamach gazowni jest tu najbardziej wyraźna. No więc jak to jeszcze raz napiszę: przegracie, a w dodatku stracicie wszystko. Nie będzie was, bo takich numerów nikt nie daruje. Zgniotą was, jak starą gazetę i wrzucą do śmietnika. Dwa sezony jeden z drugim będzie się cieszył tą swoją popularnością, nie więcej, potem będzie musiał poszukać etatu w samorządzie.
Książka – jak widzimy po tej nowelizacji – jest narzędziem propagandy, które nigdy nie zostanie pozostawione samo sobie. Z łezką w oku można dziś wspominać lamenty krytyków takich jak Dunin-Wąsowicz, który w latach dziewięćdziesiątych płakał, że z książką to już naprawdę będzie koniec. A wtedy nie było jeszcze żadnych porządnych gier przecież, nawet Diablo jeszcze nie było. Teraz widzimy jasno, że żadnego upadku czytelnictwa w związku z rozwojem innych mediów nie będzie, czytelnictwo zostanie po prostu poddane ścisłej kontroli, a bibliotekarze będą, jak pracownicy Empiku, mieli obowiązek wciskać swoim klientom książki jedynie słuszne, za które ich autorzy spodziewać się będą wynagrodzenia. No i ciekaw jestem także kto będzie przeprowadzał kontrolę w oddziałach tej nie istniejącej póki co instytucji, która ma dzielić autorską kasę? Bo kto tam zasiądzie mogę sobie wyobrazić – wszyscy ci pisarze, których przez ostatnie 25 lat próbowała wylansować gazownia, a którzy zrobili klapę. No i dziś oni nam dopiero pokażą jak się zarządza rynkiem książki i jak się dzieli pieniądze pomiędzy autorów. W każdym mieście wojewódzkim jest taki pisarz. Oni wszyscy już przebierają nóżkami, żeby się zabrać za tę robotę, żeby wreszcie pokazać na co ich stać.
Ja się oczywiście spróbuję zapisać do tej organizacji dzielącej kasę, bo oni mi przecież zabierają książki w ramach ustawy, a co niektórzy przychodzą jeszcze sępić na targi i mówią, że są z biednej biblioteki i nie mają na zakup. Na zakup Karpowicza na pewno mają i nawet im przez myśl nie przejdzie, że mogliby go nie kupić. Nie wiem czy uda mi się zapisać do tej mafii, bo kryteria mogą być wyśrubowane. Nie wiem co będzie jak zostanę poza strukturą. Może się okazać, że po prostu jestem przestępcą, bo uprawiam zawód bez koncesji, tę zaś wydają Magdalena Tulli i Olga Tokarczuk, pieczątki za legitymacjach zaś stawia Kinga Dunin. No i szlus. Pozamiatane. Potem pozostanie już tylko zamknąć YT i nastanie pełna, nieskrępowana niczym wolność słowa, o którą Adam Michnik z Jackiem Kuroniem walczyli dla nas wszystkich.

Ponieważ wielkimi krokami zbliża się moment wydania pierwszego w nowej edycji tomu „Baśni jak niedźwiedź”, który będzie miał, według życzenia czytelników twardą oprawę, oraz zawierał będzie dziesięć barwnych ilustracji, zamieszczam oto krótki trailer zapowiadający to wydarzenie. Przygotował go oczywiście Tomek Bereźnicki. On także jest autorem ilustracji.

Wrzucajcie go, proszę gdzie tylko możecie.

Na stronie www.coryllus.pl trwają promocje: Baśń jak niedźwiedź. Tom II kosztuje 20 zł, Baśń jak niedźwiedź. Tom III 40 zł, Baśń jak niedźwiedź. Historie amerykańskie – 30 zł, Niedźwiedź i róża czyli tajna historia Czech, również 30 zł. Do tego jeszcze aktywne pozostają wszystkie pozostałe promocje, które ogłosiłem w styczniu, po katastrofie w naszym magazynie. Książkę Toyaha o rock and rollu sprzedajemy po 25 złotych. Zapraszam na stronę www.coryllus.pl

19 lutego w bibliotece, w centrum handlowym Manhattan w Gdańsku, odbędzie się mój wieczór autorski. Początek o 18.00, (chyba). 7 marca zaś mam spotkanie w Warszawie, w kawiarni „Niespodzianka” przy marszałkowskiej. Wszystkich serdecznie zapraszam.

  21 komentarzy do “Szykują kołchoz dla autorów”

  1. Naukowcy są już w kołchozie to dlaczego pisarzom ma być lepiej 😉

  2. Bo są fajniejsi….

  3. Jeśli samorządy, jako właściciel bibliotek publicznych i szkolnych, miałyby wnosić te opłaty czytelnicze to prędzej zamkną biblioteki niż cokolwiek zapłacą. Wiadomo nie od dzisiaj, że za przekazywaniem do samorządów różnych obowiązków nie idą pieniądze z budżetu centralnego. Alternatywa to wprowadzenie opłat/abonamentów za korzystanie z bibliotek co również równa się ich zamknięciu. I to, jak się wydaje, byłby prawdziwy cel wprowadzenia public lending right. Trzeba do k…. nędzy ratować EMPIK!
    I coś krainy absurdów – do siłowni, która działa obok mojego klubowego dojo, przyszły pod rząd trzy ekipy z różnych organizacji praw autorskich domagając się opłat z tytułu włączonego radia dostępnego dla pakujących.

  4. Na to akurat pójdzie budżet z centrali, zobaczysz…

  5. Autokorekta – ponieważ prowadzenie bibliotek publicznych jest ustawowym, obowiązkowym zadaniem własnym gminy, więc nie zlikwidują ale wprowadzą formę biletów (jak na komunikację publiczną) lub wpiszą to do podatków lokalnych dając „bezpłatny” dostęp do księgozbiorów. To ostatnie byłoby nawet ciekawe, bo obciążyli by również nie czytające 60% społeczeństwa!

  6. Będą tylko zamawiane cyfrowe POdręczniki propagandowe 😉

  7. Co do wynoszenia firmy za granicę, jestem w podobnej fazie.

    Myślę nawet, czy nie wybrać się z ASBIRO na takie rozpoznanie:
    https://www.asbiro.pl/firmauk/

    Trudno mi się to mieści w głowie, żeby choć formalnie się wynosić, ale może za długo już mam sentymenty.

  8. Wydawnictwo przenieść na Słowację do któregoś z zamków. Tamtejsza trasa turystyczna będzie ciekawsza, a w stałej ofercie w zamkowej siedzibie wydawnictwa mieć w ciągłej sprzedaży „Baśnie czeskie”. Z tym że nie wiem jaki jest poziom „trudności ” życia gospodarczego na Słowacji, więc możliwe że moja rada jest niewiele warta.

  9. Panie Gabrielu, który reżim Pan wybierze? Myślę o przenosinach firmy. Podobno wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. W innych krajach nie ma nakazu rozdzielnictwa biblioteczno-archiwalnego i podatków od liter?

  10. …żeby choć formalnie się wynosić…. Właśnie o to im chodzi.Zwolnić miejsce.

  11. Wiem, że to dylemat więźnia.
    No i co? 6kPLN rocznie piechotą nie chodzi.
    Po 4-5 latach można (było) za to kupić hektar ziemi.

  12. No więc taki ZAIKS dla pisarzy już istnieje co prawda na razie jako inicjatywa prywatna w mieście Kielce. Jeden z kolegów „popełnił” w ostatnim czasie 2 książki i otrzymał propozycję „reketierską” w swej istocie. Otóż firma będzie chroniła jego prawa autorskie i zbierała „opłaty” za czytanie. Z tak zgromadzonego budżetu trochę sobie weźmie na działalność a resztę „rozdysponuje” między autorów. Jak? No jako „granty”, oczywiście….
    Gdyby było to ważne, mogę nawet poszukać ich z nazwy.

  13. mozna uproscic…
    niech ksiazki pisza grupy autorow – najlepiej po 10ciu – z zalozeniem, ze michnik-autor-nadzorca bedzie w kazdej grupie… I w kazdej bibliotece

  14. przedstawiciel kultury polskiej, w aktualnym systemie żądowo-prawno-podatko-UBzpieczeniowym, ma szanse na prowadzenie działalności gospodarczej w PL co najwyżej jako działalność eksportową z Niemiec albo z Czech w ramach UE. W Niemczech na przykład poza obowiązkowym ubezpieczeniem zdrowotnym (niedrogim i zapewniającym szybki dostęp do wysokiej klasy specjalistów), nie ma obowiązku opłacania UBzpieczenia emerytalnego.

    Ciekawą opcją może być też zarejestrowanie działalności w Izraelu i prowadzeniu działalności w Polsce jako firma „izraelska” (na Dyzmę).

    W samej Polsce działalnośc gospodarczą rejestrują dzieci żydoubecji i samobójcy.

  15. Kibuc Twórców Kultury i Sztuki ‚Polin”.

  16. Podatek śmieciowy podatek książkowy. To jest słuszny kierunek. Faktycznie czasy Bieruta. ONI są naprawdę cwani.

  17. Witam Szanownego autora,
    ja cały czas podziwiam dilerów narkotykowych swoją drogą jakoś cicho i nie można się dowiedzieć jak sprawa z dopalaczami się skończyła bo wydaję mi się, że koniec końców państwo musiało im wypłacić odszkodowania za akcje Tuska z walką z dopalaczami. Ale zastanawia mnie czy nie można książek sprzedawać bez ISBN itp. Jako „produkt kolekcjonerski nie do czytania” i zamiast prowadzić księgarni Szanowny autor prowadziłby „sklep z pamiątkami”.

  18. vat jest za duży, nie opłaca się.

  19. „rozważam już przeniesienie wydawnictwa za granicę”

    przeniesienie dzialności gospodarczej do Wielkiej Brytanii
    http://www.asbiro.pl/firmauk
    oferta szkolenia w UK
    księgowi, prawnicy itp.

    http://www.aexea.co.uk
    konsultacje skypowe

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.