Paź 182010
 

Pokój Filipa nie przypominał pomieszczeń zajmowanych przez innych trzynastoletnich chłopców. Nie było tu porozrzucanych na podłodze skarpet, poplamionych zeszytów na biurku, ani książek wciśniętych pomiędzy komputer a sprzęt audio. Nikt nie odnalazłby także w pokoju Filipa okruchów po ciastkach z wczorajszego wieczora, ani nawet po tych, które Filip zjadł przed chwilą patrząc na ekran komputera, na którym poruszał się właśnie gepard. Zwierzę biegło od prawej do lewej strony ekranu, choć w rzeczywistości czyli w miejscu gdzie ów film nakręcono, gepard biegł z południa na północ goniąc niewielką antylopę tomi. Filip bardzo uważnie wpatrywał się w ekran i śledził każdy ruch zwierzęcia. Oglądanie filmu nie było bowiem rozrywką, ale pracą. Filip odrabiał lekcje lub jak kto woli przygotowywał prezentację, którą miał przedstawić w szkole dnia następnego.

Referat napisany przez Filipa był tekstem specjalistycznym i dla wielu jego rówieśników, a także nauczycieli dość zaskakującym. O tym jednak mieli się oni przekonać dopiero jutro. Tezy zawarte w tym referacie zamierzał Filip udowodnić za pomocą pokazywanego klatka po klatce filmu, który teraz właśnie oglądał. Kiedy wydawało się, że już, już pędzący z nadludzką szybkością drapieżnik dopadnie małą antylopę tomi, zwierzę zrobiło gwałtowny zwrot wokół kępy traw, których nazwy Filip nie znał i zaczęło umykać w tę stronę, z której jeszcze przed chwilą nadbiegał gepard. Drapieżnik musiał zwolnić, zrobić obrót, skulić się w sobie i ominąć tę samą kępę traw wokół której pobiegła antylopa. Kiedy to zrobił jego ofiara była już daleko. Gepard zatrzymał się i patrzył jak jego żywy ciągle obiad znika wśród traw sawanny.

Filip chciał cofnąć nagranie, by obejrzeć je jeszcze raz, ale w tej chwili drzwi do jego pokoju otworzyły się i stanęła w nich mama. Mama widząc na ekranie komputera cętkowanego drapieżnika zmarszczyła brwi i zawołała w głąb mieszkania, tak głośno, by tata nie miał wątpliwości, że powinien natychmiast odłożyć gazetę i pojawić się tuż przy niej – Robert – tak miał na imię tata Filipa – Robert! Chodź  tu, on znowu ogląda ten film, w którym lampart morduje sarenkę!

Mama Filipa była osobą bardzo wrażliwą i osobiście bolało ją to, że jej jedyny syn oddaje się takim barbarzyńskim rozrywkom jak oglądanie filmów, w których ze wszystkim szczegółami pokazuje się śmierć zwierzęcia. Tłumaczenia, że Filip przygotowuje prezentację do szkoły nie zdawały się na nic. – Inni uczniowie także przygotowują prezentacje – mówiła mama – i nie muszą tego robić pokazując te biedne, zabijane przez lamparty sarenki.

– To antylopa tomi – mawiał zwykle w takich chwilach Filip, próbują zachować spokój. – To antylopa tomi mamo, a ten drapieżnik to nie lampart tylko gepard. Lamparty nie polują na sawannie tylko czekają na ofiarę w zasadzce.

Na dźwięk słów – ofiara i zasadzka – mama Filipa bladła i zaczynały drżeć jej ręce. Potem jej oczy zaczynały błyszczeć łzami, które nigdy nie miały spłynąć po policzkach, a jeszcze później mama Filipa odwracała się i postukując obcasami odchodziła do kuchni. Kiedy już jej nie było w drzwiach pojawiał się tata.

Tata miał na imię Robert i był po prostu cały ulepiony ze zrozumienia i współczucia dla swojego syna. On dobrze wiedział, że lampart to lampart i poluje z drzewa, a gepard to gepard i biega on po sawannie. Wiedział także, że antylopa tomi to nie sarenka. Tata miał także świadomość, że gepard jest najszybszym stworzeniem czworonożnym żyjącym na ziemi. Wiedział także inne rzeczy, którymi lubił czasem imponować swojemu synowi. Tata także kupował Filipowi książki.

Cała półka tych książek wisiała tuż nad biurkiem gdzie stał komputer i sprzęt grający. Były to specjalne książki, które miały pomóc Filipowi w życiu. Tata widział bowiem coś, co jeszcze było dla Filipa tajemnicą. Wiedział, że człowiek, nawet taki który bardzo kocha sawannę, nie może zostać myśliwym i prowadzić safari jeśli urodził się w mieście, gdzieś w środkowej Europie. Tata wiedział, że powaga z jaką Filip traktuje swoje zainteresowania ustąpi kiedyś i jej miejsce zajmie zdrowy rozsądek oraz kalkulacja. Dlatego właśnie starał się, by bibliotece jego syna znajdowały się książki takie jak „Siedem nawyków skutecznego działania”, „ Jak radzić sobie w smallbiznesie” i inne o podobnej tematyce. Filip przyjmował te prezenty od taty z pewnym skrępowaniem, ale nie zgłaszał żadnych sprzeciwów, wiedział bowiem, że tata kocha go naprawdę i chce tylko jego dobra. Nigdy nie przeczytał żadnej z książek podarowanych mu przez tatę, ale tego także nigdy tacie nie powiedział. Ograniczał się zawsze do czytania czwartej strony okładki i to wystarczyło na poprowadzenie kilkunastominutowej dyskusji kontrolnej z tatą, który zawsze sprawdzał czy jego syn traktuje poważnie darowane mu lektury.

Na przeciwległej ścianie znajdowała się półka z książkami, które Filip czytał naprawdę i które znalazły się w jego posiadaniu wskutek korzystnych transakcji zawieranych z kolegami, nie lubiącymi książek, lub dzięki szczęśliwym zakupom dokonywanym w Internecie za pieniądze wypłacane Filipowi przez rodziców co miesiąc.
Była tam więc dwutomowa i stara jak świat książka zatytułowana „Nil, życiorys rzeki” autorstwa austriackiego badacza Emila Ludwiga, była fabularyzowana biografia Dian Fosey napisana przez Farley’a Mowat’a i wszystkie publikacje Jane Goodall. Były także inne książki o innej tematyce, ale wymieniam na razie te, które Filip lubił najbardziej czyli książki o Afryce.

– Nie mogę uwierzyć, że ten gepard naprawdę rozwija prędkość do 112 kilometrów na godzinę – powiedział tata, który zawsze chciał czymś zaimponować swojemu synowi. To fascynujące.

Filip uśmiechnął się i pokiwał głową, ale nie rzekł nic, wiedział bowiem, że informacja ta powtarzana przez miliony ust i przekazywana w setkach tysięcy tekstów jest całkowicie fikcyjna i nie poparta żadnym solidnym badaniem. Gdzieś w Londynie znajdował się co prawda jakiś artykuł z lat sześćdziesiątych XX wieku, w którym napisane było, że gepard biega rzeczywiście z taką prędkością, ale przeprowadzone przez Anglików, późniejsze, badania polegające na tym, że wypuszczano w pogoni za żywą przynętą geparda, biegnącego po prostej nie mającego na drodze żadnych przeszkód, dowiodły jedynie tego, że drapieżnik może rozwijać prędkość do 98 kilometrów na godzinę. Gepardy w warunkach naturalnych, w pogoni za pędzącą z prędkością 95 kilometrów na godzinę antylopą tomi miały o wiele więcej trudności przed sobą. Antylopa potrafi kluczyć, na drodze geparda znajdują się przeszkody, a każdy nieuważny krok może skończyć się wykłuciem oka. Nie łatwo jest bowiem polować na sawannie i o tym właśnie chciał Filip opowiedzieć swoim rówieśnikom jutro w szkole. Nie zamierzał jednak wyprowadzać z błędnego myślenia swojego taty, który był człowiekiem wrażliwym, pracowity i pewnym, że nikt, ale to nikt na świcie nie może wprowadzić w błąd takiego bystrego faceta, jak on.

Filip więc uśmiechał się tylko do taty i nie zamierzał z nim dyskutować o gepardach. – Musisz uważać – powiedział teatralnym szeptem tata – wiesz jak mama reaguje na takie rzeczy, wiesz jaka jest wrażliwa. Filip pokiwał głową na znak, że wie i rozumie. Mama w tym czasie wróciła do pokoju i rozejrzawszy się po nim, spytała tatę – czy to jest Robert normalne, żeby trzynastolatek utrzymywał w swoim pokoju taki porządek? Może jednak pójdziemy z nim do psychologa. No sam popatrz – tu mama przeciągnęła swoją delikatną ręką po wierzchach stojących na półce książek – ani drobinki kurzu. – Zobacz – ciągnęła dalej – nie ma nawet okruszka na podłodze. To nie jest przecież normalne. Widziałam jak wygląda pokój Maćka, tego kolegi z równoległej klasy – to jest wprost pobojowisko i ja to rozumiem. Tak zachowują się i żyją trzynastoletni chłopcy. Mama Maćka bez przerwy musi sprzątać w tym jego królestwie, a ja co? Nie mogę tu nawet wejść z obawy, żeby czegoś nie zniszczyć, nie popsuć, nie przestawić…przecież to nie jest normalne. Po tych słowach mama, która namiętnie czytywała miesięcznik „Wróżka” popatrzyła na Filipa i rzekła – typowy koziorożec.

Filip posmutniał. Mama to tematu typowego koziorożca wracała często i jemu zawsze wydawało się wtedy, że go mama go nie kocha. Sama o sobie mówiła za to, że ma artystyczną duszę albowiem urodziła się pod znakiem wagi. Tata zaś był typowym mężczyzną ze wszystkim wadami gatunku, przyszedł bowiem na świat drugiego sierpnia w znaku lwa. Tak to tłumaczyła mama i było jej z tym dobrze, a może nawet pasowało to do jej stylu, ale Filip nie czuł się z tym wszystkim najlepiej. Miał jednak trzynaście lat i niewiele mógł zrobić. Mama nie słuchała bowiem nikogo nawet taty, a co dopiero jego – Filipa – trzynastolatka oglądającego filmy w których lamparty mordują sarenki na sawannie.

Filip nie narzekał jednak. Jego rodzice byli dobrzy, zgodni i pomijając standardowe domowe kłótnie cieszyli się spokojem i szczęściem rodzinnym. Filip był zadowolony także z tego powodu, że jego rodzice mogli sobie pozwolić na wiele, na przykład tata obiecał mu, że w tym roku na wakacje na pewno pojadą do Kenii. Był to duży wydatek, ale Filip marzył o tym od dzieciństwa i tata, który kochał go nad wszystko w świecie, postanowił, że jego syn musi spełnić swoje marzenia. Z Kenii mieli polecieć do Tanzanii i tam wziąć udział w safari na terenie parku narodowego Serengeti. Filip czekał na ten wyjazd całe życie, marząc o nim najpierw po cichu, potem mówiąc coraz częściej o Afryce i zwierzętach tam żyjących, a potem – wiedząc już, że tata spełni jego marzenie – wprost skacząc z radości na samą myśl o locie samolotem nad wielkim kontynentem.

Do wakacji pozostało jeszcze dwa miesiące. Nic jednak nie mogło zmącić spokoju Filipa. Wycieczka do Afryki to była nagroda na dobre wyniki w nauce, za szkolne wyróżnienia i pracowitość, a to się nie miało zmienić przez ten krótki czas. Pozostawało więc czekać i myśleć o tym, jak przygotować się do wyprawy.

Tata także o tym myślał i właśnie dziś chciał porozmawiać na ten temat z Filipem. Jak zwykle jednak we wszystko wtrąciła się mama, a kiedy już wyszła z pokoju okazało się, że obiad jest na stole. Potem zaś tata wyszedł gdzieś, na spotkanie z klientem i tak minął kolejny dzień bez szczegółowych ustaleń na temat najważniejszej dla Filipa życiowej eskapady.
– To nic – pomyślał Filip – jutro tata na pewno znajdzie dla mnie czas.
CDN

  5 komentarzy do “Tajemnica srebrnego gryfa (1) Powieść dla dorastających (wiecznie) chłopców i dziewczyn”

  1. Słodkie, ale czy będzie krew?

  2. Będzie, ale niewiele. Przede wszystkim będzie bardzo dużo niespodzianek.

  3. Czy ten Filip spiskuje z ojcem w sprawie wycieczki na safari, a z mamą jak chce, żeby mu zrobiła omleta z wiśniami? Bo coś mi się wydaje, że nie jest on tak całkiem lojalny w stosunku do ojca. Gdyby był to wyjaśniłby mu jak to jest z tą maksymalną szybkością osiąganą przez gepardy. No nie?

  4. Wogóle nie rozumiesz dzisiejszej młodzieży. Filip jest samotny. A tata, choć dobry, nie rozumie go wcale. On spiskuje przeciw wszystkim. Poczekaj aż się akcja rozkręci, zresztą Filip to tylko jeden z trzech bohaterów.

  5. Jak to nie rozumiem? Mam przecież w domu taką 22-letnią młodzież – syna znaczy się, któremu chce się jeszcze ze mną jeździć w góry. A przecież wiesz o tym, że jak ktoś chce łazić po górach, to musi się oderwać od komputera. I to na długo. To chyba musimy się chociaż trochę rozumieć.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.